Zmieńmy geografię – wymazanie Niemiec z mapy

W polskiej polityce zagranicznej są dwa problemy – sąsiad na wschodzie i sąsiad na zachodzie. Mieszkamy w szeregowcu, gdzie po sąsiedzku zalęgły nam się żule, które nam ciągle wybijają okna, kradną meble i palą ludźmi w piecach. Od kilku wieków sąsiedzi działają w zmowie i w swym zbrodniczym porozumieniu napadają nas wspólnie. A to tylko dlatego, że jak próbują samodzielnie, to kończy się jak w 1921 roku.

Sąsiad na wschodzie uzbroił się dość odstraszająco, ale nie ma zbytnich możliwości ofensywnych ze względu na olbrzymi limes, jaki ma do upilnowania i szczupłość najsłabszego eszelonu, jaki mu został.

Sąsiad na wschodzie jest bierny i atakuje jedynie informacyjne i elektronicznie. Może wywrócić system rozliczeń, połączenia telekomunikacyjne czy wysłać seryjnego samobójcę, ale wojny prowadzi jedynie obronne.

Sąsiad na zachodzie zaś atakuje informacyjnie, gospodarczo i agenturą wpływu (raz to Lenin, raz to Tusk – metoda ta sama). Narobili nam strasznych szkód niszcząc przemysł, doprowadzając do nędzy i wypędzeń kilku milionów Polaków po wprowadzeniu swoich porządków “bo EU tego wymaga”. Nie można też zapominać, że wcześniej napadli nas zbrojnie (ciągle nie zawarliśmy z nimi pokoju – każda wrogość jest więc dopuszczalna i właściwa) i palili Polakami w piecach, a pomiędzy tymi zbrodniami stosowali swoją agenturę w strukturach siłowych (Kociołek).

Wyobraźmy sobie, o ile lżej byłoby kolejnym pokoleniom Polaków, gdyby Niemcy na kilkaset lat zniknęły. Zamieniły się w nienadającą do zamieszkania pustynię. Jak szybko w takich warunkach – nie mając za plecami podłych Niemców – Polska wróciłaby do swoich normalnych granic, a Rosjanie sami zechcieliby się spolonizować.

Istotne jest, aby na terenie Niemiec nie powstały ośrodki polityczne dysponujące projekcją siły gospodarczej, ekonomicznej, wywiadowczej, militarnej na nasze terytorium. Te ośrodki polityczne krystalizują się w RFN wokół przemysłu i ośrodków miejskich. Przemysł jest najistotniejszym źródłem siły. Aby nie dochodziło do krystalizacji ośrodków politycznych wokół miast i przemysłu, trzeba zlikwidować ludność, która tę siłę wytwarza.

Skoro jest do wyobrażenia radioaktywna pustynia w miejscu obecnej RFN, to pozostaje kwestia techniczna jak skazić terytorium i w rezultacie pozbyć się osiemdziesięciu jeden milionów Niemców.

Ponieważ Niemcy sami dbają o postęp, to narzędzia do własnej zagłady przygotowali sumiennie – rozmontowując sobie dwie wojnami armię i montując dezorganizującą aparat państwa imigrację oraz nihilistyczne ideolo w postaci tęczowych i dżender.

Ale zrobienie tam pustyni wymaga poważnego przemysłu jakiego w Polsce nie mamy. Broni jądrowej w odpowiedniej ilości nie kupimy, ani nikt nam do takiego celu na razie nie użyczy. I w tej kwestii również możemy liczyć na samych Niemców, którzy sami u siebie przygotowali gumkę do wytarcia ich z mapy; a tak tę gumkę rozmieścili:

karte-entstehung-grafik

Źródło: http://www.endlager-konrad.de/Konrad/DE/themen/abfaelle/entstehung/entstehung.html

I coś po polsku: http://www.dw.com/pl/atomowe-euroodpady/a-6203691

Gumka więc jest. Grupy realizacyjne, które przejęłyby wymienione obiekty i wysadziły te popioły od zawietrznej ośrodków miejskich i przemysłowych w Niemczech, nie muszą być wcale liczne (w rozumieniu, że nie trzeba kilkumilionowej armii). Istotne jest to, że przenoszą one wojnę na terytorium wroga i czynią to terytorium długotrwale nieprzydatnym.

Taka napaść na Niemcy nie zakłada długotrwałego konfliktu czy okupacji. Celem jest jedynie skażenie terytorium i pozostawienie parceli na zachód od Polski jako nieatrakcyjnego habitatu. Jest to więc wyobrażalne nawet tak skromnymi siłami, jakimi dysponują dogorywający pod międzynarodową okupacją Polacy.

Oczywiście można przyjąć po wszystkim jakichś niemieckich uchodźców, którzy w głębokim zrozumieniu zbrodni, jakich dopuszczali się jako naród przez przynajmniej tysiąc lat, będą posypywać sobie głowy popiołem i prosić o wybaczenie. Wszak takie zniszczenie terytorium szkodnika to nic osobistego i nie ma w tym żadnej nienawiści do Niemców. To po prostu geopolityczna konieczność aby zmienić geografię. Przynajmniej na kilkaset lat, aby była szansa złapać oddech i by po poniesionych stratach, stojąc na krawędzi wymarcia, mieć szansę na odbicie.