Zrobimy Was po grecku

Dziś gawęda z mięsem.

Zjednoczmy się, zróbmy to razem, polskie inwestycje, polska myśl techniczna, innowacyjność, polski kapitał!
Podobają się hasełka? Kręcą? Patriotyzm taki, rozwój – tak to widzicie?

Przekręcimy Was. Tak, jestem gdzieś tam na końcu łańcucha, wiedziałem, że będą Was doić i dacie się wydoić, więc się tam gdzieś przy końcowej kałuży ze słomką podpiąłem i posysam. Ale że będzie się cieszyć, że Was doją, to się nie spodziewałem. Z tym że doją nie tylko Was – doją całą Europę Południową, kawałek Afryki (a wiecie co tam Ursus robi? nie zaciekawiło?) i demoludy.

Aż sobie poleję, bo po pierwsze jutro Szabas, a po drugie temat jest tak smutny, że na trzeźwo nie do przyjęcia. Ten Morawiecki, co Was zrobił we franki, to (zapewne zauważyliście) ministrem od tego, śmego i owego zdążył zostać. Mocne ma plecy. Jaki by rząd nie był to i tak by został. Dziedziczny Towarzysz Morawiecki syn Kornela z układów komuszej, okupacyjnej władzy, który z powodu swoich skrajnych zapatrywań został utemperowany do roli opozycji (razem z Michnikami, Kuroniami – bo wiecie – Michnik to opozycja antykomunistyczna, Urban pewnie też 🙂 ), dziedziczny więc towarzysz przedstawił “Da Plan!”. Nie on jeden przedstawił, takie same plany przedstawiono po wszystkich peryferiach EURzeszy, City jak się połapało co będzie odstawiane to ewakuowało się z EUrocyrku.

Tu link do propagandy:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Plan_Morawieckiego

Propagandy gdyż jest tam o reindustrializacji (ale bez czołgów, śmigłowców i broni jądrowej, na co komu przemysł bez broni jądrowej to nie wiem), o innowacyjności (innowacyjni są ci, których do muru przyparł rozwój, pisałem o tym wcześniej, zaraz do tego wrócimy), a dalej jest jeszcze śmieszniej.
Zwracam uwagę, że omawiam Polskę – to taki kraj, który sprzedaje surową miedź zamiast kabli i wyrobów elektrycznych i elektronicznych, a importuje z Niemiec miedziane spinacze do papieru (to taki wygięty drucik – technologia kosmiczna) – mam nadzieję, że dowcip o innowacyjności jest zrozumiały.

Krok po kroku jak to będzie wyglądało i po co to komu.

Jak wyjaśniłem we wcześniejszych tekstach klasa pasożytująca pasożytuje obecnie na przepływach – im większe przepływy tym lepiej, ważne żeby były. Należy pamiętać w czasie czytania całego tekstu, że gdzie przepływ – tam będzie jakiś pasożyt co od noszenia słoika z miodem będzie miał łapki do oblizania. Ten pasożyt to państwowa i prywatna biurwa, urząd, bankster, jakiś przymusowy ośrodek rozliczeniowy (gotówka to zło, a barbarzyński relikt po trzykroć zuo).
Wyjaśniłem też, dlaczego innowacyjne są dopiero te krainy, gdzie po prostu nie ma wyjścia i coś trzeba unowocześnić, ponieważ nie ma innego sposobu konsumpcji nadwyżek (wyrzucić można jak pomidory i pomarańcze do oceanu).

Teraz zastanówcie się bardzo przytomnie – w jakich krajach istnieją ośrodki badawczo rozwojowe w takiej prawie liczbie jak firmy produkcyjne, gdyż nie opłaca się tam produkować na licencji (więc nie ma fabryk bez działu B&R), bo nie ma od kogo czego brać na licencję?
Zgaduję, że nie pomyśleliście o Grecji i Hiszpanii? Raczej o Teksasie, RFN, Japonii, kilku chińskich miastach, SoKo, wybranych ośrodkach w Rosji. No właśnie – wszędzie tam gdzie rozwój ekstensywny doszedł do ściany, a lichy intensywny jest bezalternatywny, to się w tym wąskim gardle kotłuje kapitał. I pal diabli, że kotłuje się nieefektywnie – tak długo jak siły zbrojne są w stanie na obcych coś wymuszać, tak długo ma sens istnienie “praw patentowych”, bo można coś na kimś wyegzekwować i przymusić go do płacenia za coś co robi sam (że licencje, patenty, prawa autorskie – ale to tylko takie przykrywki dla rabunku; nikt przytomny by nie zapłacił haraczu za coś co sam produkuje gdyby nie musiał – Chińczycy nie muszą).

Bajki zabójców ekonomicznych polegają właśnie na tym, że są jakieś wady gospodarki (pułapki wymienione w planie niby Morawieckiego), które można przeskoczyć – wystarczy wziąć chwilówkę i można wygodnie w fotelu czekać na rezultaty. Kupujecie tę bajkę, że można się wzbogacić bez podboju i na kredyt? A jagnię będzie spało obok lwa niesytego?

Otóż aby wszystkim było lepiej, trzeba podkręcić rozwój gospodarczy, a do tego potrzeba niby czarów pod nazwą “innowacje” (nie że trzeba zagonić biurwę do pracy, znieść większość podatków, sędziom i prokuratorom pał na nery nakłaść, żeby się zajęli ściganiem i wieszaniem bandziorów, umożliwić zatrudnianie dzieci, zlikwidować ubezpieczenia społeczne i dać sobie siana z niemieckimi porządkami – nie, to na pewno nie tędy droga, przecież trzeba by zacząć pracować – to przerażające dla kasty ze złotymi łańcuchami na szyjach). No i ciemny lud to kupił razem z 666+.
Co dokładnie oznacza zaklęcie “wprowadźmy innowacje”, to wyjaśnili tyle o ile, że będą elektryczne samochodziki. A pamiętacie obudowy z anodyzowanego aluminium? Ładne były? A ostatnio je widzieliście? Nie? Chwilowa moda była? Wkręcili Was w to anodyzowane aluminium, bo dzięki wolumenowi produkcji można było dziesięciokrotnie obniżyć ceny śrub dla aerospace (śruby z anodyzowanego aluminium są bardzo potrzebne do budowy aparatów orbitalnych, rakiet, samolotów, no i te śruby były przed tymi obudowami po dwanaście i pół dolara, a po obudowach są cenione w dziesiątkach centów). Teraz wkręcają Was w baterie i silniki elektryczne. Przy patologicznym dziwactwie na paliwie (podatki to 4/5 ceny na pompie) silniki elektryczne z bateriami dalej nie są nawet w 1/3 konkurencyjne dla 40 letnich samochodów. Natomiast mają one zastosowanie w innych branżach (wydobycie, badania podwodne, eksploracja przestrzeni kosmicznej i przekładnie elektromagnetyczne wysokich przełożeń).
Te przekładnie elektromagnetyczne to na przykład w Koenigsegg Regera. Direct drive. Oczywiście docelowo chodzi o napędy do wiertni, przekładnie do czołgów, śmigłowców, przecież nie o rowery elektryczne – leming do pracy ma pedałować.

Mają być innowacje. To oznacza, że trzeba coś nowego wdrożyć do produkcji.
Można kupić licencję na coś nowego (najlepiej wziąć kredycik) i już jest.
Ale można też “własny” projekt wdrożyć (autobus, traktor elektryczny) i do tego na pewno potrzeba nowego silnika (jakby na rynku nie było silników, a tak – nie chcą Niemcy dostarczać konkurencji – trzeba sobie nowe wymyślać, zamiast po prostu skopiować i produkować u siebie). No silnik elektryczny (produkowane od XIX wieku) to jest wielki wynalazek, to nie byle kto może takie coś opracować. Do tego potrzeba biur konstrukcyjnych. Akurat jak znalazł w ciągu ostatnich 25 lat wielkich sukcesów zaorano wszystkie, a ludzie z nich włóczą się po świecie. Ponadto zarobki w Polsce, Hiszpanii, Grecji, Włoszech są śmiesznie śmieszne, więc nikt poważny tam nie pojedzie robić w tak ryzykownych projektach. Co innego do Niemiec czy innych krain poważnych – tam wiadomo, że jak dają miskę to pełną i na długo.
Dlatego polska, grecka czy hiszpańska firma mająca plan na produkt sama go nie wykona, ale jak zleci wykonanie poważnemu przedsiębiorstwu z poważnego kraju, to oczywiście jakiś grancik unijny się znajdzie, a resztę trzeba samemu zapłacić (polecamy kredycik).

Te unijne granciki to są ze składek z podatków, więc na grancik sobie sami płacicie. A dalej jest kredycik (ale nie byle jaki tylko na gwarancji rządowej, a ta z podatków). Jak zauważacie to już ze dwa razy zapłaciliście, a jeszcze się nie rozkręciło.
Teraz dochodzimy do cen. Otóż w poważnych krajach są poważne zarobki i takie projekty badawcze kosztują przynajmniej o zero na rachunku więcej niż w krajach niepoważnych. Ale kraje poważne ośrodki badawcze mają i coś w nich robią, a kraje niepoważne nie mają i gruchy obijają.
Zwracam uwagę na fakt – kraje poważne MAJĄ ośrodki B&R i coś w nich robią. Co to nieważne. Ważne, że cokolwiek, a żeby te ośrodki miały prawo bytu, to ktoś to musi sfinansować, trzeba znaleźć frajera co wejdzie z dodatkowym kapitałem, żeby można sobie było o 3r3 i innych praktyków pokonkurować (wiadomo że bydlęta byle czego nie zeżrą i mineralną nie popiją). Jednak na zamówieniach wewnętrznych to słabo by przędły (podatnik wydrenowany, kapitał w długu, nadwyżki w rozliczeniach – każdy by najchętniej trzymał kasę na rachunku i przejadał zamiast coś wynajdować). Wniosek końcowy akapitu – te ośrodki smarowane dodatkowym finansowaniem mogą dodatkowo z projektów coś wykroić na handel dla murzynów, paciorki jakieś, błyskotki.

Właściwie to mógłbym co pół akapitu wrzucać jakiś “wynalazek” co opracowali w promieniu 25 km i najczęściej – nie wyszedł. Znaczy nie nadawał się z różnych przyczyn do zastosowań praktycznych, a kasy poszło w to co nie miara. Z tej samej okolicy również mogę wymienić wiele, które wyszły, ale cena sprzedaży jest koszmarna. No i wiele takich, które wyszły i w Chinach już to produkują na rynek wewnętrzny (bo licencje, patenty). Może później trochę okraszę skwarkami ten tekst.
Nie zaciekawiło Was, że na rynku nie można kupić dużych silników stirlinga? A nie jest to jakoś szczególnie skomplikowane urządzenie. A tak – licencje.

Podsumujmy – zamawiacie dla konkretnej firmy błyskotkę, którą spokojnie można zastąpić czymś z rynku co jest o 20% mniej efektywne, ale za 10 lat i tak będzie po 50% lepsze – to można by wymienić, więc za 5 lat dostaniecie coś co będzie najprawdopodobniej standardem. Płacicie za to w podatkach na grant unijny, płacicie za to w podatkach na gwarancje dla Uj, Upa & Kamieni Kupa.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Polski_Fundusz_Rozwoju
https://pl.wikipedia.org/wiki/Plan_Junckera

I dostaniecie kiedyś, coś. Ale to nie koniec niespodzianek. Finansujecie tym przecież ośrodek B&R, który zapewne jest spółką akcyjną – więc rośnie (ma generowany przychód przez Was), jak rośnie to ma więcej kapitału, jak ma więcej kapitału to może się bardziej zadłużyć (a przecież kapitał jest za darmo) i w ten sposób dmuchana jest bańka pełna kapitału. I teraz to można badać & rozwijać na całego. I tutaj niespodzianka – z kapitałem jest już tutaj Pan Chińczyk – to jemu rośnie. Zapewne się cieszycie – właśnie podatkami zadotowaliście chińskiego smoka. Pan Chińczyk, ponieważ jest udziałowcem i to takim ważniejszym z ważnych, to może sobie produkty obejrzeć, ocenić, przekierować akcenty na rozwój czegoś i zamówić serię testową do swojego ośrodka badawczego w kraju Czajników. On oczywiście wybierze rodzynki. Jest jeszcze Pan Niemiec, ten to potrzebuje czegoś dużego do czołgów, płaci jakby się na wojnę wybierał i łupów spodziewał. Kłaniamy się i Panu Niemcu w Pas – miska wszak pełna. Zapewne się cieszycie – nie ma to jak zadotować niemiecką machinę wojenną, trzeba przecież dbać o bezpieczeństwo Niemców, aby nie stali się pierwszą ofiarą nazistów.
Przypominam! W perspektywie pięciu lat dostaniecie COŚ, przeciętna zapadalność polskiego długu wynosi pięć lat. Zapłacicie na pewno, dostaniecie za to COŚ.


Wybitny polski uczony profesor Witold Kieżun podaje informacje, które wprost porażają.
“W 1998 roku w Kanadzie zrobiłem ankietę wśród 102 swoich studentów: jakiej narodowości byli naziści? (bo nigdzie się nie pisze o zbrodniach niemieckich, tylko nazistowskich). Na 102 studentów 62 napisało – polskiej. Zapytałem: “dlaczego?” Odpowiedzieli: “Dlatego, że są polskie obozy koncentracyjne. A wiadomo, że obozy koncentracyjne były organizowane przez nazistów, żeby mordować Żydów. Wobec tego naziści to są Polacy”. I w tej chwili cały świat tak uważa. “


Pikuś – jest produkt po kilku latach. Oczywiście takiego Ursusa czy inne Uj Upa & Kamieni Kupa będzie stać na licencje za podatników grosz, bo co to niby – podatnika nie stać? A zadłuży się takiego na 10 pokoleń, bramki dowali na drogach gminnych, podatek od wiatru nałoży – gra i koliduje. Produkt jest – produkować się nie da, linię produkcyjną trzeba zakupić, no a taką trzeba opracować (a w tym czasie kredycik już spłacamy z nie wiem czego od pięciu lat, podatki płacimy – płacić proszę! ja jeść muszę!). W tym czasie podobny towar Pan Chińczyk już ma wysycony na własnym rynku i spycha na alibabie przez port w Hamburgu, a jeszcze jak pociąg zmontują na poważnie to będzie się działo.
No i ten produkt będziecie musieli sprzedać. Nie wiem komu. My już opracujemy następny, i następny, i następny. Wy zostaniecie bez ośrodka B&R, bez specjalistów, z długami po uszy i towarem który wcale nie będzie konkurencyjny, a Morawiecki to chyba w jakimś BoE skończy, albo chociaż EBC?
A Niemcy i kraje poważne zostaną z licencjami, tłustymi specjalistami, liniami produkcyjnymi, patentami, i najwyżej czasem jakaś firma zbyt nadmuchana upadnie. A Pan Chińczyk będzie miał produkty i na kwestie formalne gwiżdże – w Chinach jeszcze nie doszli do ściany na tyle, żeby sobie zbyt duży problem tworzyć, ale B&R mają tam większe niż cała EU ze względu na populację – dużo ich.

A tak – ten kredycik dostaliście od beneficjentów całej tej maszynerii przepływu na której pasożytują należymisie przynajmniej na pięciu wymienionych, dużych kierunkach przepływów. W czasie kiedy Wy macie sankcje do Rosji na szczaw i mirabelki (a patriotycznie tak – bić Władymira Władymirowicza), to my opracowujemy dla nich części do sputników (sankcje sankcjami, a techniczka musi iść naprzód), bo rozumiecie – taka współpraca dla pokoju i dobra ludzkości, nie żeby jakiś tam biznes.

Nie wiem czy już dostajecie piany na pysku. Ja muszę krugerranda tygodniowo dostać bo robić nie będę, Wy macie podatki do zapłacenia i czeka Was odsetkowa przyszłość. Nie kalkulowaliście przypadkiem czy taniej będzie Wam ten rząd po prostu ciężarówkami na pasach porozjeżdżać? W samolot ich jaki wsadźcie i do diabła, tfu do Putina wyślijcie?
Żebyście Wy jeszcze jacyś nie tacy byli i biały człowiek musiał Wam – murzynom technologie wymyślać, ale chyba widzicie że ten tekst jest po polsku, więc ten biały człowiek to najwidoczniej gdzieś znad Bzury jest i chyba czas podnieść głowy i zacząć liczyć. Albo uciekać – bo jak mieszkacie z tchórzami i małpetami w jednym kraju, co takie plany Morawieckiego łykają, to po prostu wiać i nie patrzeć za siebie. Obawiam się, że jesteście w mniejszości.

Ekonomiczne zabójstwo polega na tym, że w zamian za obietnicę wytworzenia kiedyś czegoś co niby ktoś kupi (jak sobie wykonkurujecie rynek podstępem i przemocą), czegoś dajmy na to składającego się ze 160 modułów (autobus elektryczny z serwisem dla przykładu), to przy przeciętnym koszcie opracowania jednego modułu na poziomie 3mln USD dwa takie projekty zadłużą Was bez ekwiwalentnie (obiecanki oczywiście są) na równowartość jednej kopalni.
Zapewniam Was, że jak przyjdzie co do czego, to Niemcy pozabierają kopalnie, huty, stalownie, porty, sieć teleinformatyczną, energetyczną, elektrownie, elektrociepłownie, sieć dystrybucji wody, banki. Nie zabiorą tego fizycznie i nie wywiozą – dostaną w tym udziały – trochę tu, trochę tam i będą z Was ciągnąć dywidendę – podniosą Wam ceny za prąd, gaz, wodę, bilety, paliwa, kredyty. Zostaniecie z projektami, o które klienci jakoś nie będą się zabijać, jak się Was biurokratycznie przetrzyma z eksportem kilka lat to te produkty w ogóle nie będą konkurować z czymkolwiek, bo bez własnych ośrodków B&R ich nie unowocześnicie do aktualnych wymagań.

Na całym tym przepływie na pewno zarobi biurwa w podatkach i banki w odsetkach. Wy będziecie dalej zbijać palety, zasuwać w niemieckich montowniach i wystawiać na straganach mirabelki obok szczawiu. Widzieliście w jakimkolwiek normalnym kraju, żeby ludzie przy drogach wystawiali na sprzedaż jagody i grzyby, a minister w tym samym czasie kazał unowocześniać (chyba zbieranie grzybów i jagód)? W gospodarce najpierw trzeba wysycić aktualne potrzeby, a nie porywać się z motyką na słońce, a podstawową potrzebą każdego sąsiada Niemiec, bazując na doświadczeniach Szwajcarów jest solidna armia na uzbrojeniu własnej produkcji. A jak się jeszcze sąsiaduje z Rosją to armia jeszcze bardziej.

Proponuję posłuchać opinii Pana Sławomira Mentzen’a. Jest bardzo przytomna, aż gospodarska.

Ach tak, macie pewnie jakąś nadzieję, że ze względu na te przepływy to chociaż jakieś podatki z tego rozkurzu na innowacje będą i COŚ się ruszy. No już sam fakt, że ja tam jestem na dole, a nade mną to zapewne lepsze cwaniaki samo przez się wskazuje, że podatki to zobaczycie w postaci niedających się wyegzekwowań uroszczeń biurwy.

W gospodarce nie ma zaklęć, bogactwo bierze się z pracy. I to nie z każdej pracy. Podstawą istnienia państwa narodowego nie są wydatki na innowacje, gender i emerytury. Podstawą istnienia państwa narodowego w tym miejscu planety w jakim jesteśmy przy takich sąsiadach jakich mamy jest uzbrojony jak w Szwajcarii naród z bronią w każdej szopie.

Zróbmy sobie na rękę

Jak sobie zrobić ośrodek B&R podobniejszy jak prawdziwy?
Po pierwsze trzeba prawników od prawa patentowego, od rejestracji i składania wniosków, oraz od funduszy i grantów. Cała reszta personelu to dekoracje. Nie krępujcie się – jak coś tam sobie chcecie badać, to sobie badajcie, produkujcie, ale rozumiecie – podstawą działalności są biurwy.
Czyli to od początku jest oszustwo. Opiera się ono na wytworzeniu abstrakcji formalnej, iż spodziewamy się pozytywnego rozliczenia (clearignu) w zamian za oferowany rezultat naszej pracy. Przyjmijmy na chwilę, że my serio coś skutecznie wynajdziemy (bo tym się akurat zajmuję) i to będzie działać 20% wydajniej niż to co mamy dziś w produkcji, i wdrożymy to do produkcji w pięć lat, a wysycimy rynek w 25 lat. Oznacza to, że 20% zwiększenie efektywności zajmie 25 lat, w czasie których ulepszymy grata do powiedzmy 30%, więc w perspektywie 40 letniego wysycania rynku serią takich odrobinę ulepszanych produktów zwiększymy efektywność całego sektora o około 27% (nie wszyscy będą mieli najnowsze graty, ale poprzednia generacja na pewno już będzie na złomie, więc wszyscy będą mieli to w miarę nowsze rozwiązanie). Przypominacie sobie te 1,006, o których ciągle wspominam tu i tam? No to to jest efektywna zdolność zwiększania naszych zdolności do zwiększania zdolności (wytwórczych). Teraz sobie ten drobny uzysk mocy swobodnej obciążcie wyżej opisaną biurwą, już pomijam dopisywanie ryzyka, że z przyczyn finansowych, albo technicznych, albo kadrowych projekty rozwojowe pójdą do kosza. Ryzyka są straszne. Czyli suma obciążeń przekracza nie tylko dysponowalną moc swobodną, ale nawet tę spodziewaną przy najlepszym możliwym wyniku (best case scenario). Czyli całe działanie jest nieprzytomne. Dlatego w Polsce nie ma innowacji, ponieważ ładowanie się w innowacje jest wyjściem racjonalnym dopiero gdy wszystkie inne rozwiązania zawiodą. Wliczanie sobie do bilansu wyniku heurystycznego best case scenario nadaje się do Tworek.

Ale co to komu przeszkadza, że całość jest matematycznie błędna, jeśli zasilanie mocą swobodną mamy z zewnątrz z granta obcego państwa, z zadłużenia obcego państwa, z własnego granta, z własnego zadłużenia? Przecież zanim cała sprawa się rypnie i będzie odpis, i przecena naszych rezultatów do kilku centów za dolara zobowiązań i nakładów, to wypijemy, zakąsimy, piękne panie potarmosimy. Skoro gra muzyka to trzeba tańczyć. Dlatego warto być lewnikiem (prywatną biurwą) od prawa patentowego, dlatego warto być dekoracją do tego łańcucha (inżynierem, technikiem, menagerem projektu), dlatego warto być dostawcą czy podwykonawcą. Dlatego wszyscy do tej muzyki grają.
Tak właśnie trzeba to zorganizować – trzeba w kraju końcowym założyć sobie firmę, która wykupi udziały w jakimś producencie czegoś, wprowadzić tam “innowacje”, rozdmuchać dział B&R (nawet kosztem pełzającej po bilansie na zero produkcji), brać granty i szukać frajerów w krajach-koloniach, skumać się z bankiem i pompować bańkę, wejść na giełdę, sprzedać akcje na górce i zająć się kolejnym przepływem na kolejnej bańce.
Do takiego tańca potrzebujecie certyfikowanej biurwy z danego kraju. To dobro deficytowe, trzeba się z tymi lewnikami podzielić. Cała reszta to dekoracje, drogie, ale do kupienia.

No i po odpisach i przecenach zostaną jednak, być może, ewentualnie jakieś rezultaty – produkty – będą jak znalazł, żeby sobie rozkręcić jakąś przytomną produkcję na bazie wiedzy i doświadczeń jakie zdobyliście na koszt państw poddanych ekonomicznym zabójcom. Pan Chińczyk na pewno tak zrobi, Pan Niemiec być może (i nie wpuści produktu z Polski).

Jak widzicie cudze zadłużenie może płynąć do Waszej kieszeni. Nie ma więc co rozpaczać nad naiwnymi programami socjalnym i rozwojowymi w państwach podbitych, jednak posiadanie czegokolwiek za co trzeba będzie płacić w takim kraju nie jest godne polecenia.

A przecież w Polsce jeszcze można wprowadzić euro – wtedy będzie bal, wtedy to już nawet zbankrutować się nie da, trzeba będzie odpisywać i płacić. Czy umów na pewno należy dotrzymywać? Dacie się zaharować na śmierć za dotrzymywanie umów?