Mainstream

Bitwa na śnieżki

Kamienie z Nieba czasem spadają w okolicy Czelabińska co można znaleźć na YT. Ponoć spadają też w innych miejscach, ale akurat mało ludzi gania z kamerami ustawionymi w niebo, więc kiedy Eta Aquaridy czy inne Lirydy robią widowisko na niebie to poza nerdami przy teleszkopach nie bardzo to wiraluje.

Trochę się rozerwijmy. Bo co tam Posejdon:

https://en.wikipedia.org/wiki/Status-6_Oceanic_Multipurpose_System

Na potrzeby tekstu nie będę się rozwodził czym się różni meteoryt (co wpadło do muszli) od meteoru (ślad na gaciach), meteoroidu (jeszcze nie wpadły w wentylator) i komety (z warkoczykami), bo zaraz dojdziemy, że hydro meteory to deszcz. Przyjmijmy na potrzeby tekstu uproszczenie, że Kamienie spadają z Nieba. Jak żaby w biblijnych opowieściach. Pominiemy też klasyfikację czy bolid był taki czy siaki odnośnie rozmiaru. Będziemy omawiać rozmiary na kierunku bicza bożego gdy dinozaury nie chodziły do kościoła i Noe ratował konie, słonie, a gady popędził precz.

Kamienie grupujemy raczej po składzie tego co pozbiera się z gleby. Czyli żelazne, chondryty (na ludzki – z piasku), achondryty (na ludzki – coś jak z wulkanu), wodne niby powinny być, ale weź Pan zidentyfikuj kałużę.

To co najczęściej śladowo dociera do powierzchni to oliwiny i pirokseny, jak komuś uda trafić się rzadkość w postaci żelaznego z niklem i chromem to od razu przekują na miecz dla Wiedźmaka.

Przyjmując jakieś dające się przetrwać różnice prędkości (zaraz to poruszymy) w atmosferze gdzie gęstość p(h) = p0 * e ^(-h/H) przyjmując p0 = 1225 gramów powietrza na kubik i wysokość atmosfery gdzie jest z czym się potykać na 8.5km (gdzie jest w okolicach pół gwizdka) oraz opór dla kształtu sferycznego Cd = cirka pół, znając temperaturę parowania “piachu” (omawianej krzemionki) w okolicach dwa i pół kiloKewina (sam w Czelabińsku) torturujemy wzorkami na tarcie atmosferyczne, następnie dm/dt aby dowiedzieć się coś o ablacji dowiadujemy się, że z piachu przynajmniej 90% zostawi nam jasną smugę na niebie i nigdzie nie doleci, a gdyby to była śnieżynka/sopelek to poniżej 1% ma jakiekolwiek szanse dołożyć się do kałuży.

Jak mówią teorie spiskowe pociski z lodu mają tę zaletę, że nie można ich w ciele ofiary znaleźć.

Aby ablacja nie była problemem (i kamień lub śnieżka) dotarły w całości można zastosować tarczę ablacyjną (i uformować lepszy sopelek niż zbitą rękawicami śnieżynkę) z krzemionki (jak znalazł), wąglików (boru lub krzemu – nie pasują do składu), pianek ceramicznych (mają zalety bo się wypalają w locie zamiast sopelka, który pierwszorzędnie izolują, więc jak się dobrze dobierze to pianki na przyziemieniu nie będzie), impregnaty fenolowe dla polimerów (te same zalety), kompozyty, no i sama woda (tylko tu trzeba bardzo precyzyjnie dobrać warunki – jeszcze w to nie umiemy).

Na potrzeby insynuacji weźmiemy AVCOAT czy innego PICA (to na impregnatach fenolowych). Oczywiście najlepiej było by wziąć kloc betonu albo żelaza, no ale jak Chińczykom na miasto spadnie takie coś to od razu się zapytają kto ma największą rakietę i odeślą na adres.

Bo niby po czym poznać, że w obiekt koło pierwszego sierpnia trafił nie jakiś tam grubszy Perseid tylko zwyczajny impostor? Przyjmując, że ten kto ma rakiety ma też aparat do propagowania słusznych wyjaśnień i niesłusznych teorii spiskowych. I doskonale wiemy kto.

Po użyciu Орешник publika mniej więcej na oko jest w stanie powiedzieć, czy coś spadające z wysokości setek kilometrów leciało lobem jak na Czelabińsk czy jednak jakoś tak prawie w pionie. A że miasta obecnie mają tyle kamer, że na pewno coś się nagra choćby i w Libanie to ciężko byłoby się wybronić, że to naa pewno było niebiańskiego pochodzenia (a paszporty Aniołów znaleziono by na miejscu, o czym zaświadczyłyby fakczekowe publikacje).

Omówmy dlaczego w pionie i dlaczego to na razie ciężko sfałszować. Powyżej był skrót z rachunku ablacji, a chcemy dostarczyć możliwie dużo bum za możliwie mało BTC, więc im mniej atmosfery po drodze tym lepiej, bo atmosfera psuje kinetykę. Prędkość z jaką kamienie sypią się z nieba wynika z różnicy prędkości względem wektora wycieczki obiektów wokół Słońca. Ten wektor wycieczki to zazwyczaj ekscentryczność orbit, bo inaczej by się nie chciały przecinać (poza szczególnymi przypadkami, które są tak rzadkie, że w naturze nie zaobserwowano – są metastabilne). Aby coś spadło w pionie to wystarczy podrzucić do góry. Aby spadło lobem, to przyjmując wysokość setek kilometrów nie wystarczy rzucić lobem, trzeba jeszcze odpalić napęd w apoG. A to oznacza, że trzeba tam wywieźć paliwo, nawigować, odpalić silnik i jeszcze mieć na końcu mniej bum za więcej $. O pójściu na taką orbitę zapomnijmy – zejście z orbity wymaga tyle samo paliwo na kilogram co wyjście na nią, chyba że chcecie długo hamować w atmosferze co psuje bum per BTC i dlatego koncepcja bombowców orbitalnych jest z d.

Rozważmy jakie pozostają ślady – po sopelku kałuża, nie ma czego badać (przyjmujemy, że ablacja zgodnie z rachunkami poszła z jonami po drodze rozwiewając się w atmosferze). A po krzemionce (oliwin) przygarść gruzu. Jeśli dobrze dobierzemy skład to przyjmując, że jacyś laboranci przerzucą przez spektrometry masowe kurz opadły odkryją, że nie ma tam żadnych izotopów nietypowych, więc to raczej pochodziło z tej Ziemi (albo źle szukali! Badań nie umio robić – takie by posty były). Tyle po fakcie.

No ale nagrania z kamer pokażą trajektorię i wtedy trudno palić głupa, że kamień spadł przypadkiem. Bo za pionowo spadał. Nawet jeśli z dobrej strony względem mającego go kryć roju.

Oczywiście można systemem wczesnego ostrzegania dowiedzieć się kto czym strzela. Teoretycznie. Takimi systemami dysponuje kilka państw na planecie i dziwne trajektorie zgłasza się wcześniej na telefon. Przy czym tak gęstą siecią obserwacji aby patrzeć wszędzie nie dysponuje nikt (nawet USA), więc śledzi się lokacje gdzie istnieje możliwość pożenienia niuka z rakietą. Ponieważ wszyscy zbójcy się znają i pilnują, to takich miejsc za dużo nie ma – niuki leżą na składach, a w gotowości są lokacje znane i stale obserwowane, czy tam za dużo komunikacji się nie odbywa. Tak żeby nikt nikomu nie zrobił z partyzanta dekapitacji zdolności niuków. Ale środków na to aby pilnować każdego wystrzelenia suborbitalnego z dowolnego miejsca to nie ma. Również dlatego, że w lokacje skąd startują rakiety do innego użytku można sobie zawieźć satelitę do podglądania, ale nie niuki (za dużo procedur żeby to ukryć). Do tego co tam niby można jednym – system jest przygotowany na grubsze – gdyby ktoś chciał załatwiać sprawy rodzinne.

Z czego wnioskujemy iż tak hobbystycznie można sobie spalić dużo BTC aby zrobić lot suborbitalny w czym lubują się nawet antykwariusze (handlują książkami? jakoś tak zaczynał?). Oczywiście gdyby po tym coś spadło na cudze miasto kogoś ważnego to byłaby awantura i paczka zwrotna. Bo nagrania, po trajektoria, bo czas.

Jak więc kogoś rzucić śnieżką tak aby można było głupa palić “to nie ja! to naprawdę gradobicie!”? Przyjmując kogoś mało istotnego to można mu przysolić tak po prostu. Bo nie odda. Ale przyjmując kogoś poważnego to nie można walnąć bezpośrednio w miasto. Tyle że większość miast leży nad wodą, a tam z kamerami jest krucho. Przy złej pogodzie niebo na chwilę zrobi się jaśniejsze, gdzieś daleko i mgliście. Przyjmijmy, że celujemy jakieś 10km od miasta w czasie przypływu.

/*i tu musielibyśmy uprzedzić fokty, więc będzie dalej*/

Po użyciu Орешник wiadomo co zrobi pół tony ładunku kiedy rypnie o glebę z wysokości równoważnej 900km. Akurat czystym przypadeczkiem obecny stan Starshipa pozwala na lot suborbitalny z ładunkiem (orbity nie przetestowano bo jeszcze za młody) akurat na takiej trajektorii. Czyli prawie pionowo w górę i powrót boostera (łatwiejszy), rozpędzenie członem nośny, wyplucie ładunku i powrót do hamowania w atmosferze na ostro lub na raty.

Czy omawiana firma dysponuje każdą technologią ablacyjną (dla śnieżki) oraz R&D do tego nie ma nawet sensu dywagować. Co do hamowania z takiej wysokości to raczej na raty. Za to prędkość z jaką można rzucać śnieżkami (oraz koszty) biorąc po uwagę odzyskiwanie nośników może być istotna. Bo użycie niuków to gwarantowana awantura. A to że komuś śnieżka wpadła przy brzegu może być dyskusyjne (nie nasz śnieżka). Akurat przy locie na takiej trajektorii obecnie już używany prototyp może wywieźć (licząc paliwo na odzyskanie członów i wszystkie manewry) odrobinę poniżej 50 ton. Przyjmijmy że 40 dla konserwatyzmu oraz jakiś manewrów na krycie imprezy.

Z tą detekcją każdej śrubki na orbicie to też nie jest tak, że się da. Dostęp do tego systemu odcięto wszystkim poza wybranymi bo Rosjanie sobie pozwalali chować graty na przeloty satelit i jeszcze w kulki lecieli na śledzeniu za jankeską kasę jankeskich satelit wojskowych, z którymi pogrywali na orbicie w berka. System niby jest badawczo-naukowy, ale od ponad roku nie dla każdego. Wcześniej można tam było się wbić wprost z przeglądarki żeby sprawdzić gdzie co loto. Obecnie dane do apek są pozyskiwane innym kanałem, a te z dozoru z opóźnieniem jako korekty po przefiltrowaniu. Czyli trzy lata temu jakbyście skierowali telefon z apką w niebo to by podpisało wszystkie szpiońskie satelity (a nawet pogubione śrubki), a teraz nie.

Wróćmy jednak do naszej śnieżki. Paliwa są krio, więc z wożeniem sopelka ambarasu nie ma. Na ekscentrycznej orbicie krzywdy miał nie będzie. A w atmosferze osłona ablacyjna aby sobie te kulturalne 7km/s dojechać z 90% masy do tafli Błękitnej Kropki. Chińczycy mają dużo istotnych miast nad wodą, Ruscy tylko połowę swoich czyli z istotnych jedno i to akurat obok Helsinek więc jako cel się nie kwalifikują.

Do gleby dociera nam więc 40 ton. Przypominam, że łączna masa głowic Орешник była w okolicy 0.4-0.5 tony. A już było widowiskowo. Tu mówimy o przynajmniej 40 tonach na stan obecny. Nie o tym co będzie za rok czy dwa (na takich trajektoriach fiszyka się nie zmieni, 70 ton to dla tej kubatury maks, niska orbita to inne zabawy). W tłumaczeniu na ludzki 40 ton śnieżki (albo „piachu”) waląc o glebę wyzwala sporo ponad 700GJ. To jest coś około 0,15-0,18kT licząc w powszechnie znanych ładunkach. Niby nie dużo, ale przyjmując, że w pocisku artyleryjskim 150+mm jest jakieś 8kg materiału robiącego bum to spadek 40tonowej śnieżynki odpowiada pi razy oko ostrzałowi przy użyciu 26tys takich (bez niewybuchów). Pejzaż po tym jest księżycowy.

Nasza śnieżynka spada więc 10km od portu w wodę. Gdyby walnęła w ocean to wysokość „plusk” miałby wysokość pięciu kilometrów, a fala rozchodząca się jakieś 20m, no ale 10km od brzegu nie te głębokości. Więc jakiś delikatny wstrząs tektoniczny i fala, która po 10km będzie miała nędzne 2m wysokości, co w przypadku przypływu demoluje dowolnie wybrany port na planecie. Jakby nie zdemolowało to można bliżej, jakby walić w wodę w porcie to wody na chwilę braknie, bo musiałaby się ustawić na wysokość 11 piętra, tyle że w promieniu kilometra będzie spora demolka (i pożary). Kamer, które cokolwiek uchwycą z brzegu na takiej odległości w gorszą pogodę nie ma. Widoczność jest poważnym problemem, w najlepszym wypadku coś tam nieco pojaśnieje – Kamień z Nieba spadł, no Kamienie tak czasem mają.

Czy rakiety czarownika potrafią znaleźć się gdzie trzeba z metrową precyzją chyba nie wymaga komentarza.

 

To nie my rzuciliśmy Śnieżką – ona tak sama. I tak piętnaście razy. Nikt się na to nie nabierze, ale po pierwsze nie jest to użycie broni konwencjonalnej, nie jest to BMR, to w zasadzie rzucenie w kogoś śnieżką. Na granicy Indyjsko-Chińskiej nawet kamieniami się potrafią obrzucać i na kije tłuc jak porządni kibole (tacy lajtowi – maczet nie wzięli). Czyli proporcjonalnie trzeba by rzucić śnieżką aby oddać. Tyle że masa wynoszonej śnieżki i cena przy stratnym nośniku powoduje, że Elonu jest w śnieżki poza konkurencją. Eskalacja „na kamienie” nic w równaniu nie zmienia – ale będzie dowód rzeczowy – kamień do eskalacji w rzucanie kamieniami w miasta. Ruscy zaczęli za pól tony, a imprezka rozkręci się gdzie indziej w dziesiątki ton. No bo taki kanał Panamski… albo Sueski… jakby tam ze 40 ton piachu dosypać?

A zaczęło się tak niewinnie od Sputnika.

Łatwo z tego wyciągnąć wniosek, że wojna na kamienie nie tylko nie będzie po wojnie na atomowe wybuchy. Może być do niej delikatnym wstępem. Zacznie się od bitwy na śnieżki, później na kamienie.

Pozostaje rzucić podejrzenie, że dinusie rozwinęły cywilizację techniczną, a później eskalowały gabaryt same sobie gotując taki los. Choć są koncepcje, że to czyjś praszczur rzucał w nie kamieniami – ciekawe jakie kamienie miał na myśli i jak mocno rzucał^^

Oczywiście wszelkie powyższe, głupie dywagacje spiskowe są bredniami. Technologia rakietowa od swego zarania służyła dobru ludzkości, rozwojowi naukowemu i eksploracji świata, a nie jakiś tam parszywym celom militarnym. Największe światowe mocarstwo jest dlatego światowe i największe gdyż miłuje pokój, kooperację zaś wszystkim Nieba przychyli dbając aby każdy na planecie dostał szaliczek (do spłacenia). Twierdzenie, że jakiś potomek apartheidu wygrał wybory i posadził swojego przedstawiciela tronie mocarstwa to podłe kalumnie rzucane na najbardziej ludowo-demokratyczny kraj na świecie gdzie rządzą (oczywiście) robotnicy i chłopi, armia jest skromna & niechętna walce to szurskie teorie! Mocarstwo ma się dobrze, nie ma tam żadnych problemów wewnętrznych od których trzeba by odwracać uwagę ludu jakimiś niesnaskami zewnętrznymi z innymi miłującymi pokój z kuchnią ludami zaraz za kałużą po kolana mylnie uznawaną za największy na świecie ocean. Bo co to niby za ocean, gdzie firma od rakiet musi raportować czy nie wystraszyła wodowaniem rekina albo innego wieloryba – mały musi być i pełen krwiożerczych tuńczyków. Jedzmy, pijmy i popuszczajmy pasa w złotym wieku pokoju & powszechnego dobrobytu, który będziemy wspominać tęsknie gdy każą zasuwać na dwie zmiany aby mieć na rachunki gdy jakiś narwaniec wymyśli, że 10% gospodarki musi iść na zbrojenia co będzie dopiero początkiem utrapień.