Mainstream

Kronikarstwo – Quagmire 1/2

Ten zakątek pomiędzy mchem i paprotką będzie kontynuacją dyskusji ze zjazdu oraz wizyty na Bagnach. Dotyczy podobnego zagadnienia, do którego doszło tak jak opisałem w kronikarskich obowiązkach i kronikarskiej kontynuacji. Sytuacje tu opisane nie są wyjątkowe, są powtarzalne. Ale że odwiedzam również aerospace (podpisałem konfidentkę więc jakby ktoś ze Zjazdu sypnął to oczywiście ocenzuruję posty, bo to ma być o mchu i paproci, a nie że będą tu leciały firmy i nazwiska) to sytuacja jest krytyczna nawet tam. Jak krytyczna – pośmiejmy się i zęby w ścianę.

//tekst jest częściowo kolejnym Baron Quest;

Na Zjeździe omawiałem bajzel jaki panuje w firmach technicznych. Do bajzlu doprowadził “kapitalizm finansowy” zamiast “kapitalizmu zasobowego” na jakim te przedsiębiorstwa powstały. Ten finansowy polega na tym, że ktoś sobie uroił jakoby urządzenia działały na fiaty. O ile można było takie korelacje miewać gdy fiaty były jakoś powiązane z obrotem gospodarczym, o tyle od momentu rozpędzenia drukarek ponad podaż jest to czcza fantazja. Punktem przełomowym jest składanie obciążeń powyżej 50% gdzie <O|I> daje w przestrzeni nieskończone O dla dowolnego I. Wynika to z nieograniczonej ilości procesów (biurwokratycznych) obciążających. Poniżej 50% limes jest na dwójce i można zgrubnie użyć mnożnika 2 (limes) pow (w potędze) liczby procesów. Liczby jakkolwiek mogą być duże to jednak jakieś są i jest przestrzeń R, w której można się jakoś odnaleźć. Im wynik jest bliżej 2 tym mniejsza część populacji (grubsze sigmy) się odnajdują, ale po przekroczeniu 50% obciążeń nie istnieje rozwiązanie w R. Dla zagubionych objaśniam – zarówno infinitezymal e, jak i nieskończoność są R*.

Na podłodze znaczy to tyle, że firma, której nerdy próbowały mnie przepchnąć przez kilka miesięcy do ekipy i zaraz przed Zjazdem zameldowali żebym przyjechał nie była zdolna do utrzymania decyzji dwa tygodnie. Do tego czasu biurwa w firmie zrobiła im taką roszadę kadrową, że operator maszyn (ostatni) przywrócił obrabiarki do stanu fabrycznego (takiego jak zastał obejmując stanowisko) i trzasnął drzwiami. Model zachowania rozsądny i znany czytelnikom. Przedsiębiorstwo, które 20 krotnie zwiększyło zatrudnienie nie odnalazło w kadrach ani jednego typa zdolnego przywrócić urządzenie do działania. Co zatrzymało im wszystkie inne procesy (on hold) i biurwa ucięła możliwość zassania mnie, ponieważ produkcję mają na poziomie 5% docelowej (przy zamówieniach przekraczających 100%) więc to oczywista oczywistość, że nie potrzeba więcej nerdów aby robiły. Za to potrzeba wincyj biurwy aby coś z tym zrobić.

Dochodzi do takiej sytuacji w taki prosty sposób, że dawca cyferek (ręka która karmi) dokapitalizowując markę obiecującą zwroty (zaraz dojdziemy z jakich przesłanek, omawiałem na Zjeździe) do kontroli przepływów wymaga wdrożenia standardów, które w przypadku R&D są nieprzystające. Jeśli ktoś próbował wprowadzić kontrolę kosztów w aerospace to doskonale zdaje sobie sprawę, że nie polega to na przewidywaniu przyszłości – sky is not the limit. Wykładniczo rośnie w takiej sytuacji ilość biurwy do kontroli biurwy mającej kontrolować biurwę. Oni oczywiście za darmo tego nie robią więc kapitał jest przepalany. W IT udało się powstrzymać ten trend i bańka pękła, na AI właśnie się to dzieje, a kapitał ruszył na kolejnego hajpa – kopnięcie produkcji w zad, aby przy braku nakładów 40 lat zrobiła w trzy kwartały wyniki odpowiednie dla produkcji lotniczej. Nie mając takiej produkcji, a dopiero ją klecąc.

 

Jeśli więc komuś wydawało się, że granty, dotacje i wolnizny (podatkowe) jakie otrzymują firmy techniczne po to aby zapewnić kształcenie i dostawy specjalistów na rynek utrzymując bazową zdolność produkcji nie zostały przeżarte przez biurwę kształcącą wincyj biurwy to ma rację – wydawało mu się. Udało się skutecznie doprowadzić do sytuacji, kiedy wstyd jest pokazać kwitek z instytucji, że coś się umie, ponieważ taki sam kwitek wydano większej liczbie ludzi, którzy nie umieją, za to spełnili biurokratyczne standardy wyznaczone przez typów od standaryzacji biurwy. Odklejenie osiągnęło pełny sukces. Cała para poszła w gwizdek.

Po Zjeździe wywieziono mnie na Bagna. Ugoszczono w lesie, nakarmiono i rozpakowaliśmy z kontenerów produkcję. Oceniłem straty marszowe, ale pod aktualną koniunkturę leżą mi one zwiędłym kalafiorem, ponieważ produkcja czegokolwiek nie ma żadnego sensu. Na Bagnach robię jednak w ramach terapii pracą i przydatności dla typa, którego znam, a który sam tego nie zrobi (jak zrobi to sznurek z deską, tymczasowość & improwizacja). Nie żeby to była jakaś wada, ale pod wyczerpane złoże prola, kiedy sam się musi ze sznurkiem i deską użerać przy pomocy pięściaka zaczął dostrzegać problemy. Te same problemy z prolem (tyle że kwalifikowanym) mieliśmy w przemyśle dużo wcześniej więc zadbaliśmy o komfort pracy bo sami musieliśmy garba schylać.

Wróćmy na chwilę do firm przemysłowych i braku przemyślenia. Jeśli krawaciarstwo wpada na pomysł, że bez ogarniętej infrastruktury tylko na odpowiedniku sznurka & deski da się zrobić tylko pracownik musi dołożyć pracy za frajer (bo przecież utrzymanie rozsypanej infrastruktury, jej przemieszczanie, konserwacja etc nie daje wyniku netto, żeby się z prolem dzielić) to dochodzimy do sytuacji omawianej kilka akapitów wyżej – operator przywraca porządek zastany i trzaska drzwiami. Nie będzie niczego tłumaczył, bo niby komu?

W podobnej sytuacji zastałem Barona na Bagnie. Poszedłem odpalić widlaka i połapałem się, że ma trzy koła dobre, a czwartego nie ma wcale. Baron chwilę drapał się po głowie gdzież mogło uciec jedno koło. W końcu doszedł, że to może mieć coś wspólnego z serwisem gdzie natknął się na sytuację powyższą i niczego nie zrozumiał, więc mu zacząłem tłumaczyć i dalej niczego nie rozumiał. Co prowadzi nas do pętli “niczego nie tłumaczyć bo niby komu?”. Otóż firma serwisowa była obsługiwana kontaktem przez Panią Kanclerz, ale na okoliczność “złodziej potrząsa kluczem” (Kochanowski, gdyby ktoś nie skojarzył) doszło do roszad kadrowych (zaznaczmy: to nie jest problem serwisu tylko Baronii, oni swoją robotę zrobili) i nikt się ciągiem dalszym nie zajął. Z punktu widzenia serwisu klient nie zapłacił więc najwidoczniej to czwarte koło mu niepotrzebne – jak zaboli to może sobie przypomni. Baron nie zrozumiał za co serwis Jaśniepana potraktował z góry (A kto ma burdel w Baronii?! A kto jest feudałem z namaszczenia?! Od tego jest feudał aby sobie ogarniał! Tłumaczyć to się może przed Bogiem i Historią), a Jaśniepan nie pojął, że takie sprawy w technice załatwia się inaczej.

Jak się załatwia wiem stąd, że co do jakiejś firmy pojadę to muszę takie sprawy odgrzebywać i łatać. Za każdym (urwał) razem. Czyli dzwonię, przepraszam, daję w pazur i przywracam serwis czekający na dwóch łapkach na mój telefon. Serwis jest gotów na dwóch łapkach dostarczać usługi jeśli po drugiej stronie jest ktoś przytomny, niewzbudzający najmniejszych podejrzeń o krawaciarstwo – wtedy płatności gotówką są oczywistym rozwiązaniem niewymagającym dalszych rozmów.

Dlatego dyrekcja korpor miała zwyczaj korzystać z moich usług, ponieważ problemy dla nich niemożliwe do przeskoczenia były załatwiane w ten sposób od ręki. Różnica pomiędzy korporom w przemyśle, a Baronem jest w kulturze organizacyjnej (dyrektorem zostaje osoba, która wie jak sobie zmniejszyć obciążenia zadaniami, których wie że nie ogarnie) oraz budżecie. Korpora robi ze sznurka & deski, ponieważ próbuje wyssać, Baron robi ze sznurka & deski ponieważ korpora, która z nim handluje już wyssała i kość jest obgryziona.

W skutek takiej polityki korpory odfiltrowały takich feudałów bez zaplecza kadrowego (z braku budżetu na nich), a feudałowie skutecznie skłonili wszystkich specjalistów do zajęcia się czymś innym (co na Zadupiu oznacza, że wszyscy skrzyżowali szpaka z żyrafą, pracują daleko i ani myślą robić czegokolwiek w piekiełku).

Z wiekiem przyzwyczaiłem się, że tak jest nie tylko na Zadupiu. Bliżej drukarki jest to jedynie przykryte fasadą, a na prowincji nie starczyło nawet na fasadę. W hajpowanym aeroszpeju jest dokładnie to samo co u Barona – na potrzeby wizytacji organizowana jest inscenizacja jak to wszystko pięknie działa (coś co leci w filmach Discovery “jak to jest zrobione”), a różnica pomiędzy aeroszpejem i Baronem jest taka, że Baron robi to doraźnie na wizytację zaś aeroszpej ma do tego wydzieloną halę, gdzie wszystkie dekoracje są pod to przygotowane na okoliczność.

@Siejcz czepił się o to, co dzieje się w centralce, ale jakby poszedł do aeroszpeja to jedyną różnicą byłby brak paczki bezpieczników w skrzynce (marnie by się ucieszył). Jedynym powodem braku tej paczki byłby brak owej paczki na całym obiekcie, a w przypadku braku zasilania zebrałaby się komisja uczonych, po czym wysłano by delegację do sklepu w celu zakupu jednego, brakującego bezpiecznika. Widziałem takie akcje, to jest powtarzalne. Zlitowałem się i poszedłem do dyrekcji komunikując, że wrzucam im na fakturę karton bezpieczników, które starczą na x lat oszczędzając fatygi i pozwalając rozwiązać problem w czasie nieistotnym.

A to że makaron sterczy z instalacji to tak jest wszędzie. Tylko w nowej instalacji nie sterczy i to bardzo krótko, ponieważ instalacje są projektowane na aktualną potrzebę, która tydzień później się zmienia kiedy okazuje się, że do działania jednej maszyny jest potrzebnych jeszcze kilka (filtry, odciągi, suwnice) i nikt nieprzytomnej biurwie, która to organizowała nie mając pojęcia ile metrów to zajmie na koniec (od czego są skoro nie mają pojęcia nikt nie ma pojęcia) jakoś nie tłumaczył. A nie tłumaczył bo nie ma komu jak wyżej.

Dziwić może moja cierpliwość, ale działa to w ten sposób, że Baron zdaje sobie sprawę z tego, iż będzie robił sam. Niby Baron się łudzi, że nie musi bo już nachapał, ale każdy na pewnym etapie ma takie złudzenia, a później jest kontakt z rzeczywistością. Niby człowiek wie, a jednak się łudzi. Otóż Baron robi to na czym się zna – leje beton, stawia ściany, planuje wieszać kłódki. Nie żeby mu to coś poprawiało w bałaganie, ale jak ma infrastrukturę to może mi się chcieć ogarniać bałagan. Bo na razie to tam głupiej śrubki nie można zostawić na miejscu.

Historia jednej śrubki.

Otóż w grudniu zostawiłem w przydzielonym mi biurze śrubki (długie) do montażu klamki. Klamki nie zamontowałem, ponieważ zestaw wkrętarek, baterii i ładowarek nijak nie pozwalał na naładowanie wkrętarki (każda z innej parafii, każda zdekompletowana). Biuro zamknąłem i pojechałem. Teraz zbrojny już w moje, rozpakowane z kontenera prawdziwe narzędzia zabrałem się za klamkę. Taką solidną, przemysłową, do szarpania. Ponieważ poprzednie skutecznie wyszarpano normalnym użytkowaniem w warunkach zastanych. Poszedłem po śrubki na biurko i oczywiście śrubek nie było. Takich długich to na stanie nie mam, a szpilek jeszcze nie rozpakowaliśmy. Pokręciłem się po budowie i znalazłem szpilki M10. Niby za duże, ale spędziłem kilka godzin strugając klamkę do tego kalibru, podsowieciłem kawałek szpilki i zamocowałem klamkę. Jesteśmy więc na etapie, gdzie nie można w przydzielonym biurze na biurku zostawić %^& śrubki, tak żeby w czasie niedziałania przedsiębiorstwa (tak zeznał Baron) kiedy “nikogo tu nie ma i nic nie robi” zastać zamknięte biuro i śrubki na biurku. Myszy? Niby trutka wszędzie rozsypana…

W przerwach pomiędzy łamiącą garba robotą (terapia pracą) pogadałem z Baronem ciągle starając się spenetrować jak to krawaciarstwo (klienci Barona jak i zamieszany) doprowadzili do takiej sytuacji. Wygląda to jak zachowanie Arabów sprzedających ropę, tylko tu złoża ropy zastąpiły złoża prola. Arabom ropa się jeszcze nie skończyła, a feudałom prol owszem – złoża były płytsze. Otóż Arabowie mieli swoje wyskoki z kupnem pojazdów (których nie potrafili wytworzyć), których używali aż do zużycia oleju silnikowego (nie wiedzieli, że to trzeba wymieniać). Baron co prawda o oleju w silniku wie, ale maszyny które otrzymuje z Planu Kapitana są na tyle złożone, że jedynie czekać dłuższego cyklu niż wymiana oleum. Oczywiście wspomnę jeszcze anegdoty, żeby coś w tekście było, ale strukturalnie wygląda to na alokację grabiami bez odtwarzania zdolności podtrzymania PGRu. Poprzednicy zrobili tak samo i Baron prawi facecje jak to w innym PGR żaden kombajn nie był w stanie ruszyć na żniwa. Na razie u Barona “kombajn” jeszcze działa, a sam Baron ma nastawienie, że już swoje zrobił i nie musi (każdemu się tak czasem wydaje po latach koniunktury). W każdym razie zawsze działało. Że się sypie to widać i przez cały pobyt tubylcy zasypywali mnie drobnostkami do rozgryzienia (a to jakieś części dorobić bo myszy żelastwo pożarły, a to klucza do czegoś nie ma, a to nie wiadomo jak coś działa i trzeba pomyśleć większym kluczem). Nadzieja w tym, że Baron położy tego betonu dość aby nie trzymać maszyn pod chmurką i przeprowadzać naprawy w chłodzie hali chroniącej przed deszczem, a nie skwarze krain Południa.

Bo mamy środek lipca, a ja sobie siedzę w kulturalnych 23 stopniach – szczytowe upały Północy.

Na to wszystko wjechał @Siejcz i zaczął opowiadać co tu autoumagicznić. Wszystko fajnie, ale tu na razie trzeba zrobić magazyn z kłódką i kosztem straszliwych wyrzeczeń (rozpusty ekonomicznej) przykleić kogoś technicznego komu się chce chcieć (w okolicy brak), żeby utrzymać infrastrukturę w stanie niezniechęcającym do użytku. To odrobinę zniechęcające kiedy cokolwiek nie leży na miejscu, trzeba tego szukać, a jak już się znajdzie to się sypie. A jak się sypie to nie ma przestrzeni aby to odłożyć do naprawy, ponieważ nikt takiej przestrzeni gdzie myszy nie grasują nie wydzielił. Lud folwarku wszystko rozkradał więc sposob na myszy okazało się nieposiadanie. Z braku posiadania (stany magazynowe, narzędzia) infrastruktura jest ze sznurka i desek. Ale to nie Baron się później użera z tą infrastrukturą tylko pokrzykuje aby ktoś coś zrobił i tych ktosiów jakoś brakuje. Gdyby tak zacząć doprowadzać każdy aspekt (będący utrapieniem w sezonie) do stanu kiedy pomimo awarii utrapieniem nie będzie to można bym tam siedzieć i dłubać bez przerwy, ale do tego nie ma na miejscu magazynu z kłódką na myszy aby do niego zatargać graty potrzebne do rozwiązywania problemów. Poprzedni szef PGRu też sobie z tym chyba nie poradził, bo Baron opowiada o problemie ze złodziejstwem na dużo większą skalę. Czyli pańskie oko na konia pomogło.

//cięcie do 2/2 na jutro o 10:00