Mainstream

Więcej kwietnia – kroniki bieżączki

Skoro temat się przyjął to pociągnę. Bo liczba pytań wzrosła i najczęściej o to samo. Będę się tu powoływał na wydarzenia dla Szwecji lokalne i jak ktoś radzi sobie z googlaniem po odpowiednich kluczach to znajdzie te wydarzenia w prasie mniej lub bardziej lokalnej. To są takie “Obleśne Nowinki” z różnych gmin – lokalne publikacje, że się komuś zupa zwarzyła, albo że nioski obrodziły. Ilość tych publikacji oraz szepty po przedsiębiorcach są jednak istotną częścią opisu stanu gospodarki mającej taki PR, że mucha nie siada.

Gospodarka Szwecji od dekad ciągnęła na eksporcie, ale nie takim jak Niemcy (nie ta skala) tylko przemysłowym (głownie do Niemiec i USA) obsługującym fabryki służące eksportowi produktów (w tym spora część do Szwecji), dzięki czemu clearing w wymianie towarowej funkcjonował i bałwan pekaba miał się czym pochwalić. Kiedy Reich has fallen (nawet wcześniej, kiedy zaczął kuleć, bo byłem w oku cyklonu produkcji dla Rzeszy) Niemce zaczęli wycofywać swoją produkcję. Najpierw z UK, później z se. W pierwszej kolejności cięte były zamówienia w podwyku, później wycofanie produkcji własnej. Na koniec redukcje zamówień specjalistycznych, których Niemcy nie potrafią sobie sami.

Sveny kute na cztery lapy od razu spuściły Niemców po brzytwie zwyczajnie im zajmując co się da z biletu na “bezpieczeństwo narodowe”. Najsłynniejsza byla akcja w Kockums kiedy im zajęli między innymi dokumentację do ubotów, ale było tego więcej tylko mniej spektakularnie. Banki od tego czasu były na noże z euro (banki w EU są trustach udających stowarzyszenia i między grupami bankowymi działa zarówno polityka jak i zwykłe wojny rozliczeniowe). Svenów i Dunów próbowano przymusić do ojro, nie dali się, kosztowało sporo. System bankowy w se się zdegenerował (firmy zaczęły używać zewnętrznych), a sek często jest niewymienialny w zagranicznych przelewach bankowych i przewalutowanie jest dopiero na miejscu po zbójeckich kursach. Względnie po usługach ciągłych, które też tanie nie są z użyciem wirtualnych POS.

Oczywiście korupcja w se wybiła pokrywkę. I to chyba na orbitę. PR mówi, że w se korupcji nie ma. Małej nie ma – to fakt. Jest tylko taka, która się w tabelce nie mieści. Zazwyczaj chodzi o “wielkie, słomiane inwestycje” – typowo jak w PRL. A to się jakiś aquapark zbuduje tak, że gmina by go dociągnąć zero do budżetu dopisze, a to basen czy budownictwo gminne (domydla ludności) tak samo przekręcą licznik. A to firmy “wydobywcze” żrą dotacje i dalej mają stratę (mając najczystsze złoże kontynentu). A to się w firmie produkcyjnej (“państwowej” na jedną nóżkę i mocno na dotacjach) za budżet biura zrobi piękne jak marzenie i na produkcję braknie (na ciąg technologiczny). A to się budżet na dział hajpu i promocji przekręci, a produkcji żadnej nie ma. No i tak grosz do grosza – zdechła kokosza. W zeszłym roku nie udało się zebrać nawet połowy oczekiwanych podatków. Dla kapitana państwo ze zdolnością do deficytu to akurat jest do przeżycia przez krótki czas, ale dla gmin to rzeź niewiniątek. W całej EU oczywiście problem był ten sam (ze ściąganiem podatków) więc urządzono epickie wiedźmobicie, ale… skupiając się na rynku lokalnym – przedstawiciele firm z uśmiechem witali skarbówkę. Wysyłając bilans roczny, w którym cena prądu (a mówimy tu o firmach przemysłowych, gdzie prąd, gaz, paliwo to główne zmartwienia) się tak pozajączkowała, że nie zapłacono rachunku, podatków, ubezpieczeń, pensji i dziękujemy – exit scam. A pensje to teraz z państwowego funduszu gwarancyjnego płacić proszę. A reszta to zmartwienie syndyka. Oczywiście komornika (kronofogden) to zapchało, ale nic nie zmieniło bo i tak był zapchany od dwóch lat detalem – terminowe płacenie rachunków w se to od kilku lat raczej ciekawostka. Płacenie w ogóle to przypadek. Baza podatkowa wyparowała.

Oczywiście można ściągać podatki od szpitali, przychodni, szkół, przedszkoli – no ale to utrzymują gminy. Z podatków przecież. A dotacje na rozwój firm (akapity wyżej) podwieszonych na kryszy się gdzieś rozeszły i nawet gminnym i kapitańskim operatorom nie popłaciły (Northvolt przypadkiem najgłośniejszym, ale tego jest mrowie). W rezultacie zarówno kapitan państwo jak i samorządy zostały z pustym i przestały nalewać. Zwinięto programy dopłat do odpowiednika “prosumenta”, na panele, na eko, na cokolowiek. Firmy zatrudniające niesprytnych od razu się zwinęły gdy z odpowiednika pfron nie dostały jeść. Utrzymywanie fikcji padło – została jedna, kapitańska firma, do której przypisanie jest wulgaryzmem (samhall) w kontekście “pracownik samhall” wyrażone wobec pracownika to nazwanie go idiotą. Taki równoważnik.

Firmy zombi funkcjonujące na dotacjach i dla dotacji rzuciły grabki i rozeszły się pozostawiając problem do rozwiązania innym. Głośnym przykładem było jakieś agro-eko żarcie, gdzie Duńczycy zwinęli się z dnia na dzień, a sprawa stała się medialna bo porzucili zwierzątka (już niedotowane) i pracowników (tymi się nikt nie przejął), a gmina uratowała kilka świnek morskich i chyba królika. Dunowie stwierdzili, w krótkich, żołnierskich słowach, że pier… taką biurokrację i niewywiązywanie się z umów (dotacji) więc dziękują i nie czują się zobowiązani. Tyle, że to nie był pojedynczy przypadek, pozostałe nie są tak medialne, bo nie padły tam porzucone zwierzątka.

Branża agro-eko ostatnimi laty wyłącznie na dotacjach jechała. Jeszcze kilka lat temu korzystałem (w okolicy było tego sporo – została jedna i zamieniła się w wystawę bez sprzedaży i bez obsługi), ale bez dotacji urealnili ceny do epickich (coś ze 350pln za mały słoik miodu z malinami, kiedy wcześniej było 15pln dotowane). Skutki oczywiste do przewidzenia. Oczywiście na mojej wiesce jest jeszcze kilku gospodarzy ze sprzedażą na lewo i można kupić po normalnych cenach niesankcjonowane nadwyżki.

Fala takich zachowań na 2024Q4 sprowadziła bazę podatkową 2025Q1 na kolana.

//A ja, tu właśnie chronologicznie w tekście zamiast pisać wpadłem w dziurę za białym królikiem. Bazując na grafach grzebię w generatorach dungeonów z takimi smaczkami jak regiony !3d (teleporty, korytarze i komnaty nie mieszczące się w geometrii, popaprane geometrie), ale w przypadku grywalnego dungeonu, nie chodzi o samo wygenerowanie terenu (co jest proste) tylko możliwości przejścia go. Czyli $redkey do $reddoor powinien być w kolejności generacji przed, a nie za tymi drzwiami. Co w przypadku kilku wejść do dungeonu i różnej projekcji następstw daje różny widok tej samej, ale jednak z każdego rzutu (“obiektywnie”) przyczynowo-skutkowej historii. Oczywiście czytelnicy rozumieją, że piję do Lorentz invariance (ale na potrzeby dungeona wystarcza, że działa dla cechowania lokalnego), a co za tym idzie do takiej macierzy połączeń (w przypadku dungeonu tych jednokierunkowych – możesz zeskoczyć/nie możesz wspiąc się z powrotem czy innych drzwi z klamką po jednej stronie, zawalających się tuneli etc) w której rozstrzygnięte są pułapki zamkniętej pętli (czyli jeśli pojawimy się w nodzie “pułapka bez wyjścia” to dostajemy informację, że tu spoczną nasze kości zamiast bezcelowo trykać się ze ścianami; i że to celowo pułapka, i było czytać ostrzeżenia/uważać). Jednocześnie bez występowania eksploracyjnych pętli bez powrotu (czyli dużych, odciętych closed loops do których wleźć się nie da albo wyjść nie sposób).

Z punktu widzenia tworzenia grafu potrzeba jakiejś reprezentacji liniowej (macierzy połączeń do zapanowania nad bajzlem) oraz tagowania nodów. Co oczywiste pod gafikę 3d mamy tych rozwiązań kilka (stosowanych, z czego najczęściej najmniej efektywne pierwsze po trójkątach, ale zawsze przekładalne na inny format, najwyżej po odwróceniu kierunku w trójkącie “triangle list”; każde efektywniejsze wymusza spójność topologiczną dla płaszczyzny – od “triangle fan” począwszy). Co za tym idzie albo są odklejone/niepowiązane (list) albo wymuszają topologię (fan, strip). A mi nie chodzi o wyłącznie zamknięte loopy tylko o krawędzie. Połączenia w grafie. Który może być abstraktem n wymiarowym (nody gdzie są drogi w pięciu kierunkach, niektóre jednokierunkowe).

Szukałem więc reprezentacji danych do generatora tak aby struktura się układała i labelowała sensownie zachowując kolejność wykonań (nawet jeśli pozornie równoległych w pewnym rzucie – interferencja) dla “równoległego” zbioru w “czasie obiektywnym” generowania będącego spójnym w każdym innym rzucie (czyli $bluekey przed $bluedoor).

No i chciał nie chciał zaświtało mi, że znam taką notację i generator, co prawda nie do dungeonu, ale też się nada i utonąłem w oligonach reliktowych:

https://www.wolframphysics.org/technical-introduction/

Oczywiście jeśli ktoś lubi zabawy numeryczne czym się różni horyzont splątania od horyzontu obserwacji. Czyli dlaczego topologia rotującej czarnej działa na otoczenie mimo, że hipotetyczny grawiton miałby niekończącą się podróż od “źródła” do “rozsądnego dla obserwatora” obiektu. Oraz jak przebiega branching po horyzoncie (numeryczny ekwiwalent tego co rycerz Penrose wokalizuje w ramach popularyzacji).

//wyłażę z króliczej nory, ale tylko aby dokończyć tekst; trzeba przydzielić część sieci do generowania tekstu na głowną; przynajmniej na chwilę;

Z bazą podatkową przestał działać samograj, który działał od początku epoki przemysłowej (pojawił się wraz z merkantylizmem i przybliżył go Smith). Jego bazą jest to iż możemy wytworzyć dobra optymalnie tanio względem innych potrzebnych, wymienić i w rezultacie wszyscy mają więcej niż jakby sami robili. Co oznaczało stałą dewaluację płacideł aby mieć konkurencyjne ceny w takiej proporcji, aby uzyskana optymalizacja pozwalała ludności na zwiększenie konsumpcji mimo relanego spadku płac. Od czasu do czasu trzeba było w rozgrywkach statusowych przyciąć dla grupy ludności siłę nabywczą (upadki gospodarek, to co było za Jaruzela) aby wydoić na potrzeby innej ludności niewolniczą silę roboczą i tam utrzymać właść.

Po zoptymalizowaniu wszystkiego (globalizacja) i obieraniu norweskich krewetek w Maroko aby odesłać je do Norków na stół zaczęły się kłopoty z paliwem. O ile krewetki w pewnym zakresie odtwarzają się na łowisku w cyklu, który rozpoznaliśmy, uznaliśmy za “do przyjęcia” i powstrzymaliśmy się od wyłowienia do zera o tyle cykl w jakim odtwarzają się paliwa kopalne wydał się nieco przydługi (czas w jakim entropia doprowadza do lokalnych fluktuacji dających się wykorzystać jako lokalny jej spadek przy zasilaniu zewnętrznym). No i żeby wozić te krewetki trzeba się więcej nakopać paliwa niż naobierać krewetek. Stąd słyszeliście o reshoringu, friendshoringu i localshoringu. Czyli o skracaniu łańcuchów dostaw. Taka tam paplanina. Bo w przypadku obrotu lokalnego cały system bankowy i giełdowy oparty o rozciągnięte po planecie łańcuchy jest psu na budę. Nie wiadomo o ile jest przeskalowany na taką transformację, ale to nie są liczby godne zapisu inaczej niż wykładnikami. Nie ma to wielkiego znaczenia dla rzeczywistej gospodarki (pozyskiwania dóbr), ale wywala model dewaluacji waluty. W Szwecji dla przykładu w ciągu ostatnich 5 lat sila nabywcza seka spadła (rzeczywiście, nie w relacji do innych dewaluowanych płacideł) jakoś tak dziewięcio – dziesięciokrotnie. I nic to nie dało.

Znaczy nic to przesada – skutki były, ale odwrotne od oczekiwanych. Ponieważ warunki są inne niż dawniej, ponieważ udało się odwrócić osmozę… Szwecja jest dobrym przykładem małego kraju (małego gospodarczo i ludnościowo, wiem że można bałwana pekabu mierzyć, ale nikt już chyba tej bajki nie kupi), ale zaawansowanego technicznie w porównaniu nie tylko z sąsiadami.

//Żarcik o bałwanach – dlaczego Młody pojechał do szkoły za kołem polarnym? Bo tam bałwany wytrzymują od września do czerwca.

Pierwszym wentylem, który miał działać w drugą stronę zapewniając podaż taniej roboty była imigracja. Otóż imigranci czując co się dzieje od pięciu lat zawijają się. Znaczy ci co pracowali, bo przecież nie na socjalach. Firmy się wywróciły z braku prola więc kupa ludzi poszła na trawę i wyjechało jeszcze więcej. Kłopot w tym, że wyjechali ci od roboty, w tym spora część Svenów wybrała się na kierunki tradycyjne krajów ościennych (kraje ościenne dla Svensonów to Norwegia i Floryda). A imigranci poczuli się tak jakoś związani z Jugosławią i zabrali graty. Młode Sveny pojechały posysać svenski socjal (csn – takie kieszonkowe dla studentów wyższe od polskiej średniej krajowej) do krain tańszych (Niedorzecze; niezależnie od tego co się komu wydaje, że w Polin drogo, ale nie aż tak drogo) i się osmoza odwróciła. Licząc po trzy sto kkcal na łeb (kraj uprzemysłowiony) dane (wzrostu populacji) odstają od oficjalnych statystyk (poniższą tabelkę wydoiłem zgrubnymi szacunkami bazując na CIA Fuck’t Book – taki osint gospodarczy względem tego czy tamtego parametru przyjmując je wszystkie za mało wiarygodne):

Year-on-year growth rates:

  • 2020–2021: +0.48%
  • 2021–2022: +0.67%
  • 2022–2023: +0.67%
  • 2023–2024: +0.29%
  • 2024–2025: +0.38%

O jakieś 200k ludków rocznie. W gospodarce brakuje od pół do miliona ludków przy bezrobolstwie na poziomie (dobrze pozamiatanym pod różne dywany biurokretyczne) od 0.6 do 1.2 mln ludków. Oczywiście są skargi od przedsiębiorców, że im pośredniak przysyła ludzi z obowiązkiem “szukaj se roboty”, którzy nie chcą jej znaleźć i stają na głowie, żeby jej nie dostać. Jak na kraj gdzie mieszka niby dziesięć i pół miliona dwunogów jedyne co z tego można wysnuć, to to że albo Norki nie wywożą pokątnie żarcia od Svenów (i wtedy wszystko jest pięknie; ale wiemy, że Norki robią to na skalę przemysłową, zorganizowali się “od dobrobytu”) albo wszystkie dorosłe Svenki postanowiły się odchudzać – i wtedy też się zgadza.

//Ciekawą kwestią propagandową jest to, iż statystyki oficjalne SCB rozjeżdżają się z konsumpcją (żywności) tylko do granicy błędu pomiarowego i dopiero składanie tego przez kilka lat r/r oraz przefiltrowanie z niusów jaka populacja wyjeżdża, a jaka jest importowana pokazuje co się dzieje. Kraj jest gospodarczo mały więc już po kilku latach kołderka za krótka.

Jednak dane wskazują, że ze Szwecji wyjechali głownie przedstawiciele klasy średniej i specjaliści. Co na rynku jest akurat odczuwalne, widoczne etc. Przyczyną była głownie presja podatkowa przy recesji (niby technicznej, ale w tak małej gospodarce to nie katar – to agonia). Widać to po rynku mieszkaniowym, gdzie liczba ofert domów wzrosła r/r o 37% i liczba ofert wynajmuj o 32% r/r. A pustostany osiągnęły już 7% (niby głownie w powierzchni biurowej, ale jak to jest z tym klasyfikowaniem powierzchni w se to wychodzi w praniu, kiedy socjal wjeżdża na biura w halach pytać dlaczego ludzie tu mieszkają). Odpisy w firmach zajmujących się nieruchami są jednak nie do ukrycia. Byłaby tego długa lista, ale sumy wystarcza na postawienie huty, kopalni, trzech elektrowni i jeszcze na koks z pięknymi paniami wystarczy.

Przewalając te klastry danych stosowałem cherry picking (żeby było o czym pisać). Ale ciężko znaleźć tam cokolwiek pozytywnego (gospodarczo, jeśli kogoś interesuje se jako kierunek rozwoju przedsiębiorstwa. Oczywiście po takim załamaniu można oczekiwać odbicia, ale tu pozostaje przywołać, że samograj się załamał. Do tego tubylcom, którzy wybrali się posysać csn w tańszych krajach biurwa robi żarciki z gatunku “nie zameldujemy Was z powrotem w kraju”. Sveny się oczywiście pukają w czoło, bo to trochę od czapy. To tak jakby Niedorzeczanin wracając do własnej chaty ze zmywaka nie mógł się w urzędzie gminy zameldować potwierdzając, iż WKU może do niego pisać, a skajbówka obłupić. Smaczki lokalne.

Samograj polegał na tym aby obniżyć siłę nabywczą tubylca pod eksport i skompensować mu to nadwyżkami z produktywności całego systemu wymiany. Ponieważ wszyscy zoptymalizowali to do poziomu, w którym przestali rodzić się ludzie to kompensować nie ma czym. A koncepcja obniżania siły jak najbardziej się trzyma. Gospodarka utknęła w sytuacji, w której nie tylko nie ma chętnych aby się urodzić do roboty na plantacji, ale nawet ci co już się urodzili też machnęli na plantację ręką. Urzędy zaczęły się zagryzać wzajemnie o resztki wpływów podatkowych (generowanych głownie przez dotowane z tych wpływów przedsiębiorstwa) i upadła koncepcja, że biurwa biurwie liny nie przegryzie. Kabaret osiągnął taki poziom, że na obradach rady powiatu (odpowiednik) dyskutowano jak zachęcić kogokolwiek aby w miasteczku ktokolwiek prowadził kiosk, bo franczyza się zwinęła i nie chętnych. Importowana ludność zaś nijak nie chce się do roboty garnąć krnąbrnie ignorując zapłatę, za którą nie sposób przeżyć. Rozumiem, że w Kopenhadze obrady parlamentu mogą dotyczyć komunikacji miejskiej, bo Dania to państwo-miasto, no ale kiedy w powiecie problemem jest kiosk, to kolejną żywotną sprawą będzie mięsny? Bo oddolnie urządzane są akcje bojkotu różnych sieci handlowych za cenę czekolady?

Model eksportu do Rzeszy próbuje niby wrócić, ale Niemce do Svenów zgłaszają się po wyroby w pewnym poziomie złożoności, a bez specjalistów (którzy wyjechali) nijak nie udaje się złożyć kadry do tych zakładów. Nijak ponieważ tam gdzie takie fabryki Niemce postawili (czyli przy portach do Rzeszy) nie ma mieszkań, a na dojazd licha miska nie starcza. Do tego Sveny uważają, że to fabryki sezonowe i nie będą się na siłę przeprowadzać do kolejnego Northvolta. Bo zanim przewiozą graty to fabryka padnie z powodu manka (nie ma specjalistów to wyprodukuje badziew).

Z mojego punktu widzenia to oczywiście perspektywiczne. Po dwóch latach latania wokół zagadki “jak utrzymać siły zbrojne własnymi siłami” i czepialstwem HRu, że ja mam zagramaniczny background HRy pogoniono i działy techniczne zaczęły się bezpośrednio kontaktować po swoich liniach z kim trzeba (znaczy ze mną) omawiając jak obejść dostęp do dokumentacji, żeby nikt się nie kłócił (wiedzą, że to robiłem im wcześniej, nie chcą powiedzieć od kogo wiedzą, ale jak tego nie zrobią to będą mieli inne zgryzoty, zapewne większe). Oczywiście biurwa dokona kontrataku i im to wywali, ale jedyne co do tej pory uzyskuje to taki sam skutek jak w 2007 – dyssypację dużych przedsiębiorstw na technicznych podwykonawców rozmiaru garażu. Żeby było nieco smaczków (bo w Niedorzeczu biurwa wykończyła producenta lekkich konstrukcji lotniczych – Ekolot, a Sveni próbują rozwinąć własną – Blackwing) to w okrętach (niekoniecznie sunących nad falami, bo to nie moje rejony) czy w statkach powietrznych (gdzie kokpit zaczyna być archaiczną przeszkodą) jest do poprowadzenia wiele kabelków/przewodów, a to oznacza, że w konstrukcji muszą być otwory, a ze względu na zmienne warunki środowiskowe dobrzy by było gdyby tych otworów nie było, a jak już być muszą to żeby środowisko nie wdarło się nimi gdzie mogłoby psocić. Otóż techniczne podwyki po uwaleniu ciążącej im biurwy nagle zauważyły, że w sumie to ich chyba wreszcie stać na to, aby się za robotę wziąć i sprawdzają kto jeszcze w kraju został, żeby umiał to robić.

Czyli gospodarka stacza się w kierunku coraz bardziej zaawansowany, który można utrzymać jedynie w warunkach mobilizacji. A za tym idzie oczywista kwestia, że trzeba każdym sposobem pozbyć się ludności o niedodatniej produktywności netto względem poziomu energetycznego danej gospodarki. W przypadku se – małego kraju samo się robi. Delikatnie popychane kontrolnym butem czy aby ktoś na zasiłku na pewno żyje w se. Czy żyć powinien, czy może mu bilet dać do domu. Oczywiście później będą metody drastyczniejsze, ale recesja spowodowała, że wyjechali akurat ci o produktywności netto korzystnej. Nie dali się okraść, więc biurwę trzeba redukować. Taki mały kraj – poligon.

Jankesi stanęli przed identycznym problemem. Tylko ze względu na rozmiar grubszym butem muszą całą sprawę popchnąć. Zaczęli od zdemolowania biurwy (zabrali im koryto) i gonią ludność o niegodziwej produktywności. Co oczywiście wywala cały system emerytalno/oszczędnościowy oparty o betonowy tombak, bo to pod wzrost liczby ludności było robione do warunków gospodarczych kiedy można dojeżdżać z sypialni do fabryk, no a jakoś tak wyszło, że fabryk mało i do tego wszystkie daleko. Zaś specjaliści (kadry) mieszkają akuratnie daleko od tychże (wynik gry statusowej). O ile IT można prowadzić zdalnie (ale jakoś trend zmieniany jest butem) to przemysłu już nie.

Zjawisko jest o tyle interesujące z punktu zwiechy samograja, że pierwszy raz w historii krajom surowcowym nie opłaca się zaopatrywać wszystkich hubów produkcyjnych na planecie (jankeskiego bo nic nie wytwarza, a europejskiego bo “za ile?”) choćby w kontekście wożenia się w epoce brązu z cyną z Albionu na Cypr. Kraje surowcowe obsługują Chiny (Chińczycy produkują potrzebne graty na wymianę), a Indie wyłącznie odnośnie paliw i drobnicy (pozostałe surowce Hindusi ryją sobie sami u siebie – tektonika wybiła epicko ustalając im granicę). Długie Nosy zostały z walutą, która przestała być wyłączna w obrocie i nie mogą posysać renty. Oczywiście to Długie Nosy przechodzą nie pierwszy raz w historii. Za każdym razem kiedy planeta wycinała taki numer szło w zbrojenia i nikt nie pytał czy będzie bolało – z głodu te zbrojenia, skoro masła nie ma i tak… tym razem jednak nie istnieje zasilanie w młodego samca aby te zbrojenia spożytkować. Wymieniając populację na wpływy. Wywalenie tego łańcucha powoduje, że gospodarka eksportowa (innej w EU nie ma, rynek wewnętrzny EU jest mniejszy od eksportu – dzięki vat i regulacjom) jakoś nie może przejść na local shoring bo wymagałoby to uwalenia całego aparatu biurokratycznego. A celem działania tego aparatu jest takie manipulowanie dotacjami aby redukować siłę nabywczą plebsu i wymuszać eksport. Near shoring i local shoring z definicji powoduje, że lokalna populacja się tym nażre zanim wyeksportuje – najwyżej braknie cementu w piasku na eksport, a wagony dalej będą oznaczone “beton”. Co przy braku towaru do wymiany powoduje, że najbliższy kraj surowcowy (ru) nie ma zbytniego interesu w dostawach i chciał nie chciał gra w Azję. Akurat w przypadku ru sprawa jest dość śmieszna. Przeszkoda nie jest gospodarcza – jest biurokratyczna. Wynika z ideologii, która jest jak najbardziej słuszna acz błędna. Otóż ru dostarcza na kontynent wszystek surowiec (Espania ma bliżej, żeby wziąć z Afryki) i energetyki w dowolnych ilościach. Utrzymując tym wytwórczość i poziom życia na kontynencie. W zamian jednak chce produktów z tych surowców (marginalną ilość). Te produkty to dostawy dla ludności aby utrzymać spokój oraz sznurek, na którym chcą ten kontynent wieszać. Że ru zawsze tak robili kto by tam na stolcu nie siedział i jak by się ustrój choćby i mongolski nie nazywał ma taki wpływ na kontynent, że od czasu do czasu trzeba im ten sznurek zużyć i wszystko wraca do normy. Często nawet z tej normy nie wychodzi w trakcie szarpaniny. Czasem kogoś tam nawet powieszą i wyeksploatują. Z przyczyn geograficznych handel z Chinami czy Indiami jest dla ru upośledzony – przemysł przetwórczy jest nie po drodze, a odległości epicki do tego w terenie dość upierdliwym. Jest to o tyle śmieszne, że targanie surowca z Syberii do rafinerii (czy żelastw z Norilska, czy węgla z zapadłych Archcosiów) czyli faktycznie z Azji do eu jest logistycznie prostsze niż ropy z Syberii do Indii.

Gejropejski biurwenamt aby pretrwać sezon rewolucyjny (bo im się w eu rewolta robi i buta brakuje aby to dociskać, rewolta polityczna – rozpad wpływów czyli ignorowanie przez kolejne krainy co tam sobie w Brukselce umyślili, coś jak ignorowanie rozkazów z Moskwy drzewiej bo to “od wczoraj” zagranica) potrzebuje tych surowców, jednocześnie aspirujące do życia bez brukselskiej biurwy krainy stają na głowie aby podtrzymać sankcje bo wtedy mogą się wyłamywać. Głupio byłoby pyskować ustrojowi, który jakoś tam przędzie z ciepłą wodą w kranie – brakłoby poparcia. W cały ten interes wdarli się Jankesi, że oni wszystkich pogodzą bo im jako taka sprawna eu jest potrzebna gdyż gdyby eu się zbałkanizowała i w rezultacie od handlu z yankee odcięła (z głodu, nie z chęci) to za dwie dekady skończy się ponownym zdobywaniem Berlina. Nikogo na to nie stać. Śmieszna sytuacja, w której wszystkie strony mają interes się dogadać i nie mogą, ponieważ nie istnieje rozwiązanie zadowalające wszystkie strony.

Dlatego granicząca z ru se jest bardzo dobrym przykładem takiego małego, słabego kraju, który akurat sznurek do wieszania kontynentu produkować może. I akurat na kontynencie jest obecna dość słabo, więc przy tym wieszaniu wyraziliby oburzenie pijąc kolejną kawę. Fosa głęboka. Jednocześnie wiedzą, że tego sznurka lepiej nie sprzedawać, ale rozprzęgają się im przedsiębiorstwa zbrojeniowe zmieniając w rozproszone, niezależne garaże “konsultantów”. Przybliżę różnicę w modelu. Ten który w se funkcjonował to są garaże, których udziały pośrednio lub bezpośrednio (apartem bankowym, zobowiązaniami, zamówieniami) podlegał siłom zbrojnym (choćby w taki sposób, że na stanowiskach w firmach były emerytowane pagony kopypasta ru – “zwiadu”; jaki jest zakres pracy “zwiadu” w armii lub froncie to czytelnicy rozeznanie mają, więc wiadomo kto tam był). W sytuacji gdy nie ma zamówień, nie ma kapitału, nie ma kontroli to te garaże coś jeść muszą i w zasadzie wszystko jedno kogo “skonsultują” – ważne żeby płacił. Kacapii z przyczyn sankcyjnych płacić nie bardzo mogą (mogą, ale jest to skomplikowane czyli kosztuje, a przy drobnicy szkoda fatygi). Doskonale pokazuje to ten właśnie paradoks – jeśli ru będzie handlować z se bez kagańca to aparat przemocy będzie miał co dać specjalistom i ci nie będą musieli szukać paszy. Bez tego konsultanci będą szukać paszy, ale Kacapii nie bardzo mają jak się rozliczyć na terytorium se (reżim bankowy), a nikt się za bardzo nie garnie aby ze Sztokholmu do nieodległego Leningradu za fosą bałtycką się wyprowadzać.

W dokładnie takiej samej sytuacji są Włochy (północne, bo nie “Afryka”), południe Francji, niemieckie zagłębia. Mamy sytuację, w której ru dostała baty od ua+usa za co ua musi zapłacić reparacje wojenne usa, a eu od tego zwycięstwa rozpadła się gospodarczo. I nikt, nawet Chińczycy nie mają pomysłu jak przy tak zoptymalizowanej produkcji wycisnąć więcej wody z kamienia. A gdy nie wiadomo co robić to trzeba rozkręcić propagandę zamiast masła.