Mainstream

Hieroj wraca do Gieropy, a tu chuyi lypyty

@nomad. Wrócił z wygranej pomocy dla ludów miłościwie nam wojujących i zapragnął poczuć młodość na hali fabrycznej. Najpierw oburzyły go stawki (tak niskie jak w 2009), a później skala kryzysu podażowego. Nic się nie robi, jest to potrzebne i nie ma na to środków. Rzeczywistość w ramach robienia sobie z @nomad żartów wrzuciła mu na produkcję sprzęt pierwszej potrzeby w gospodarkach, które to ogłosiły taaaakie programy ramowe ile to broni nie naprodukują na wraże Kacapy. Otóż @nomad produkuje obecnie blaszki z dziurkami w szczytnym celu “zabawki erotyczne dla pań”. W tysiące to idzie. Łatwo skonstatować, że @nomad chuj robi.

Co jest jak najsłuszniejszą alokacją zasobu z ilomaś tam fakultetami ścisłymi i gazylionem języków jakimi się @nomad posługuje. Piękny soviet mamy w EU. Specjaliści od rokit do wyrębu drewna w tajdze. Coś mocnego bierze centrala sterująca gospodarką i branie połowy nijak nie pomoże.

Hieroja naszego zdziwiło, dlaczego w okolicy nie ma przedsiębiorstw, nawet w tej dalszej okolicy. Zamówienia są wysyłane setki kilometrów, robić nie ma komu i wróżka podażo-popytuszka nie podnosi cen. Ano kiedy klienci nie mają cyferek to mogą kupić za tyle albo nie kupić, więc większość firm została w ciągu ostatnich trzech lat zamknięta, a została garstka pod korporacyjnym parasolem zasilanym z bondów na świętego Nigdy, gdzie rachunek kosztów ma tylko znaczenie dekoracyjne, bo chodzi o utrzymanie ostatnich niedobitków umiejących coś robić w okolicach stref przemysłowych. Większość wykwalifikowanych wyjechała, została garstka emerytów i przywiązani inaczej. Obecnie ciężko znaleźć kogoś kto umie maszynę włączyć, a jeszcze żeby na niej co zrobić… jednocześnie w szkołach technicznych całe roczniki posmakowały czym to pachnie i liczba uczniów jest urojona. Więc szkoły są zamykane z braku chętnych, względnie utrzymywane nakazowo przysłanymi z pośredniaka dorosłymi, których nauczyciele nie chcą dopuszczać do maszyn, bo nie ma wytycznych co do eutanowania ofiar wypadków przemysłowych.

Zostało nieco firm na dopłatach z zakresu “na wypadek W utrzymać zdolność”. No i właśnie w takiej firmie (młody był tam na praktykach) na ulicy gdzie obecnie etacie (winny jest oczywiście Łysy z dawnych opowiadań) dorabiam brakujące w maszynach blaszki z dziurką. Bo nawet wiertarki słupowej nimo na hali z żelastwem. Tej firmie (robi agregaty hydrauliczne do okrętów podwodnych, rurki do poganiania protonów, gas/oil/wiertnice) firma zza ściany zleciła zrobienie jakiś tam dupereli z taniego żelastwa. Dostali ofertę, ale w dzień wykonania jeszcze nie zamówili materiału. Przyczyną, dla której do tej firmy się zwrócono jest prosty fakt – w okolicy nie ma firmy, która potrafi przeciąć kątownik. Więc ktoś wymyślił, żeby wysłać do takiej. Z grzeczności udzielono oferty, ale nikt nie wspomniał, że na takie duperele to poślizg jest pół roku najmniej. Łysy jednak nie bez powodu wsadził mnie na listę w tej firmie, ponieważ jakieś tam maszyny są, tylko że takich dupereli nikt na nich robić za bardzo nie chce/nie umie. No i nagle się da. Więc między obiadem, a fajrantem im to zlecenie zrobiłem.

Za to inne firmy, gdzie gang Łysego działa zlikwidowały cięcie bo „nieopłacasiem.exe” co Łysy skrupulatnie konsoliduje w korporze. Więc wysyłają tam gdzie jestem. @nomad się na to dziwuje, że nikt nie otworzy firmy, która to robi, wskazując palcem, że niby „my”. Ale do tego trzeba typa od łapania zamówień, a przy obecnych cenach na fistaszki nie zarobimy – dlatego takich firm nie ma. Bo ta firma od ubotów dała wycenę poniżej kosztów, a dla mnie byłaby to wycena po kosztach, a dla korpory, w której robię jest to też poniżej kosztów. No ale śniadanie mi codziennie kupują i ścierpieć nie mogą, że się nudzę więc biorą takie zapchajdziury gdzie brzeszczot większy od detalu. To jest stan rynku na dziś. Żelazo jest tak tanie, że nikt go nie kupuje. Pamiętam kiedy złom w skupie był droższy dziesięć lat temu.

A odnośnie tej korpory – z nudów tam poszedłem bo pod domem, pojeżdżę widlakami po naście ton, suwnicami pojeżdżę (bo przez halę prowadzą linie kolejowe, ale chwilowo rdzewieją), jeść dają (ale w czwartki wcale nie kupują owoców tylko cały tydzień są ciasteczka). Marazm pełną gębą. A kiedy to piszę to właśnie kicham na chorobowym, bo ja nigdy tak normalnie na etacie nie byłem i to taka ciekawostka – można nie pójść do roboty i dostać drobne, socjalizm. Z tym że chodząc do roboty też są drobne. Jeszcze pewnie jaką dotację na mnie dostaną, bo ja niepełnosprytny jestem i doczytałem listę co tam mogą z podatnika na mnie wydrzeć. Tak sobie myślę, że jakby jeszcze podnieśli te dotacje odrobinkę (niewiele) to sam bym się zatrudnił i na bułkę by starczyło.

Ubaw po pachy, bo akurat klientami są moi klienci, współpracownicy – sami znajomi. Więc rozeznanie mam co się dzieje, i każą mi siedzieć na posadzie i czekać, bo na razie strach wyjść na rynek. Nie ruszyły żadne programy zachęcające, zniechęcające są na pełnej petardzie i nie tylko infrastruktura się sypie, ale też odwołane są wszelkie projekty budowy planowanej. Na szczęście zaczęła się rozsypywać infrastruktura od której zależy porządek społeczny (media – woda, prąd, ciuchcie, drogi, mosty, wiadukty, telekom) i nie ma chętnych w przetargach aby coś z tym zrobić. Nie że się nie stawiają, tylko nie ma nawet firm, które mogłyby chcieć. Te, które zwyczajowo to robiły zapytane z urzędu odpowiadają, że już tego nie robią, że utraciły zdolność, zlikwdowały wydział i podobne historie, a te które z racji dotacji i upaństwowienia (takim czy innym sposobem) muszą zdolność utrzymać dają terminy na świętego Nigdy, brakuje im ludzi, za tyle to nie znajdą, muszą odtworzyć, odkurzyć, przeszkolić, a w ogóle to trzeba inwestycji, znaczy sypcie hajsem bo my się oczywiście będziemy agresywnie starać, ale nie liczcie że to się kiedyś zrealizuje. Względnie podpisywane są kontrakty, ale wyłącznie z terminem dostawy dłuższym niż kadencja zarządu^^

//=============================================

Część historii dlaczego tak jest wyjaśniam w Baszowaniu Barona. W skrócie – dotacje służą podtrzymaniu przemysłu Białego Pana, a nie murzinu na roli. Po to jest cały mechanizm skonstruowany. Jednakże obecne ceny gazu wcale nie odbiegają od tych sprzed awanturki, a przemysł wysiadł. Jankesi perfekcyjnie złapali za niemieckie jajka w koszyku. Bo nie chodzi o to po ile jest gaz tylko czym jest rozliczany. Otóż Kacapy dawały gaz i otrzymywały za to produkty z Reichu, którego podwykonawcą były Januszeksy Niedorzecza tradycyjnie dostarczające skoncentrowaną (w obozach pracy) siłę roboczą. To że Januszeksy krygowały się na korporacje nie zmieniało treści odnośnie tego co produkują i sposobu ich prowadzenia (były obsługiwane głownie przez imigrantów w lepszych przypadkach białoruskich i ukraińskich, czyli takich tam niby imigrantów z rozrysowanej po staremu mapy pod orzełkiem; a w pozostałych Azja Dżunglowa czyli jak za peerela).

Z Jankesami cena jest niby taka sama, ale produktów z Reichu nie chcą. Wobec czego Reich nie produkuje, a musi skądś brać papier, tymczasem Kacapy gaz rozliczają we wrublu, który Jankesom nijak się nie przydaje tak długo jak Kacap za przetwarzanie radioizotopów, wolfram, tytan i aluminium przyjmuje dulary. Co rozkłada gospodarkę Rzeszy i zmusza Niemców do ograniczenia zakupu ubrać co w konsekwencji prowadzi do wyciągania starych ciuchów z szafy, a z modnych marek wiszą te po pradziadku.

Reich i przyklejona do niego Gieropa tak nie pociągnie (odmowy przyjęcia na Akademie der bildenden Künste Wien zawsze skuteczne) więc w Reichu już rozpoczęto z poziomu skarbówki przekonywanie przedsiębiorców na powrót do gotówki. Gdyż rozliczenia z Woschodem na etapie przejściowym będą cash, a później się zobaczy. Jankesi najwidoczniej też uznali, że dość już nagrabili i dalej to może za dużo kosztować, więc wspólnie i w porozumieniu wszyscy przestali dorzucać do pożaru na Wschodzie co w konsekwencji doprowadzi do uznania Mordoru za niegodny sankcjonowania. Gdzieś w 2025 sprawy zaczną się prostować, propaganda już nie straszy orkiem i jeśli rządy utrzymają się to najpóźniej w 2026 handel wróci na pełnej petardzie. Oczywiście dookoła krain, które w wyniku opóźnienia umysłowego reżimów administracyjnych nie załapią, że to już, że granicę trzeba otwierać, ponieważ fala wymiany może pójść Bałtykiem i Północą zamiast zwyczajowym kierunkiem przemarszu armii.

Jankesi w tym czasie stawiają fabryki, które akuratnie zaczną produkcję w tym przypadkowym, zaskakującym dla pozostałych okresie. Dziwnym trafem zwijają produkcję w Polsce i przenoszą do krain tańszych (tak twierdzi propaganda wskazująca na Maroko), a te jak wiadomo są na Północy (na przykład fabrykę instalacji do pompowania gazu stawiają tam gdzie robię, z tym że termin otwarcia w tym roku się nie uda, więc obsuwa będzie akurat na czas). Okupacja giełdą i bankami przebiega sprawniej niż wysyłanie Marines, a do tego nie wzbudza niusami.

A na systemie politycznym wrze, gdyż cały aparat dodruku i dotacji w pętli socjalizmu doszedł do ściany. Cały dodruk można od razu przekazywać oligarchom (firmom z USA) i nic nie stoi na przeszkodzie, aby wpisywali sobie, że mają ile chcą. To że nie wynika z tego żadna produkcja i Azja wytwarza mnożnikiem więcej niż złoty miliard powoli przebija się do publiki za sprawą Zetek, które wywalają zwiędłe kalafiory na taki ustrój społeczno-gospodarczy. W Azji problem też występuje, więc najwidoczniej rozwiązanie wyczerpało się dla całej planety. Stąd różne pomysły na UBI, social score czy ślady trawowe. Gdyż aparat przechwytywania ceferek okazał się tak skuteczny, że cyferki straciły użyteczność. Ciężko jest stawiać wymagalności, gdy nie są respektowane nawet przez zobowiązanych do ich egzekucji, ponieważ im też brakuje.