Mainstream

październikowe baszowanie Barona

#Bashowanie Barona z Bagien

Odbędzie się z punktu widzenia techkapłana, który słysząc skargi nietechnicznego śmiertelnika zwraca uwagę, iż ten grzeszy przeciwko urządzeniom, przeciwko kulturze technicznej oraz systematyczności w jej krzewieniu na Bagnie z czego chochliki mu się lęgną czyniąc entropię w sprzęcie. W ciemnocie technicznej lud Bagien żyje, rytuałów nad maszynami nie odprawia, w pogardzie ma dary dotacjami z fabryk zsyłane i jak to lud nietechniczny – z pewnością gnuśny, uczyć się nie chce i słuszne plagi nań spadają. Aby się mieli szansę nawrócić i jednak kogoś do posługi technicznej przysposobić by obrządki czynił i rytuały nad duchami maszyn w odpowiednie dni odprawiał.

Zacznijmy od kabaretu. Baron z Bagien jako przedstawiciel krawaciarstwa żyje w urojeniu, że jak sprzęt zostawi nieużywany to do następnego użycia d(t) dla sprzętu wynosi zero. Niezależnie czy pod chmurką czy pod dachem. Objaśniłem już młodzieży zamieszkującej Baronię, żeby raz na dwa tygodnie przejść się na halę, uruchomić urządzenia, przejechać się widlakiem po halach, odstawić. Tymczasem od stania zeszło im już trzeci raz powietrze z kół (jak stoi kwartał to się nie dziwię, ale mam podejrzenia, że po deskach z gwoździami jeżdżą, bo przez 15 lat na omawianym widlaku miałem gumę raz. Koła w widlakach są tak akurat skonstruowane, że jeździ się aż bieżnika braknie i jeszcze trochę na slickach. Ale tam jakoś ambitniej to robią.

Oczywiście zanim się zabrali za odkręcanie koła to nie pomyśleli, żeby je może napompować? Bo wentyle są? To że odkręcili śruby jak leci to zupełnie inna sprawa – rozkręcili felgę przy okazji odkręcania koła i przysyłają filmiki jakoby śruby bez powodu kręciły się w kółko. Gdyby to były śruby na szpilkach, i by się kręciły, to by znaczyło że dana szpilka jest złamana i z całą pewnością nie trzyma koła w piaście. Skoro się kręci, a koło dalej trzyma to nie jest to śruba od piasty. Proste wykluczenie. W każdym razie próba zdjęcia koła bez podniesienia widlaka na klocki odważna jest.

Baron oczywiście sarka na serwis (szefa serwisu i narzędzia na vanie widziałem – nie mam zastrzeżeń, jest bardzo pro), ale jak znam stosunki Barona z serwisantami i sprzętem to nie daję wiary objaśnieniom. Bo przypadkiem złączki hydrauliczne w Baronowej kosiarce też pękły, a sprzęt niby nowy. Ale że akurat widziałem sposób użytkowania i wpychanie złączek na siłę, bez czyszczenia, z kamieniami w środku to wcale mnie nie dziwi, że coś w końcu poszło nie tak. Baron jest oczywiście świadomy deficytów kultury technicznej na Bagnach, ale nic z tym nie robi (sarka na rzeczywistość). Bo krawaciarz nie od tej strony liczy. Na szczęście jest kolejne pokolenie i Pani Dyrektor w sezonie będzie oczekiwała, że cud z poprzedniego roku (mniej ludzi, większy przerób na twarz) się powtórzy. Co bardziej skontaktowani tam z podłogą młodzi już się połapali, że to z powodu wrzucenia widlaków na front robót, które rozwiązały problem Toyoty (transport w obiekcie) w skali najwidoczniej nie do końca zrozumiałej (liczba ludzi, zmęczenie ludzi, liczba godzin efektywnej roboty). Ale jak się sprzęcior wykrzaczy to od razu poczują powrót do targania na garbie. Zapewne Baron dołoży trzy grosze wolitywności pokrzykując, że ma być zrobione, a pracownicy machną ręką na takie robotę i poszukają zielonych pastwisk / ruskiego, wojennego karabla.

Najwidoczniej terapia szokowa jest potrzebna, aby lekarstwo się przyjęło. Eksperyment podstawą wnioskowania.

Były jeszcze inne objawy. Otóż Baron chciał coś tam zmodernizować z ważeniem muflonów (czy co tam się waży). Od słowa do słowa trafiło na @Siejcz w sierpniu, a później Baron jakoś nie miał czasu ustalić szczegółów. Baron jako typowy krawaciarz-kombinator czekał na oferty, zera mu się nie zgodziły i wrócił do rozwiązania z @Siejcz. Gdyby nie to, że się wszyscy znamy to taki klient dostałby odpowiedź, że też czekamy na oferty klientów i inwazję planujemy wstępnie na luty (taka moda ostatnio). Krawaciarzy leczymy ich własnym lekarstwem. Oni co prawda nie rozumieją dlaczego takie elektrowstrząsy, ale to tylko z wrodzonego okrucieństwa technicznych, które wyrażane jest symetrią w stosunkach^^

W jaki sposób problem Barona zostanie rozwiązany to akurat wiem. Otóż krawaciarsko. Pani Dyrektor po kilku takich eksperymentach popatrzy na wyniki i zacznie móżdżyć co tu musi działać oraz za ile. Ponieważ delta pomiędzy Baronem, a Panią Dyrektor jest taka, że Pan Baron budował Januszex od gołej gleby z kraterami po pegeerze, a Pani Dyrektor zarządza od poziomu już całkiem ogarniętego przedsiębiorstwa średniej wielkości i do tych dwóch bardzo różnych stadiów rozwoju potrzeba innego sposobu myślenia. Pan Baron będzie oczywiście się szarogęsić, ale Pani Dyrektor w końcu go weźmie za ucho, wyjaśni że jest lamusem/boomerem, że się złoże w kopalni skończyło i trzeba przekierować z jednej rubryczki do drugiej, bo teraz tam jest złoże i z tego miejsca wydobywamy wartość dodaną. Pan Baron będzie oczywiście jęczał (też bym jęczał, bo jestem z półki obok), tylko że mam większe doświadczenie w rozwiązywaniu tego problemu z krawaciarzami, i wiem, że to jest jedno ze skutecznych rozwiązań (to przekierowywanie rubryczek kosztów na nowe pola wydobycia). I to akurat krawaciarze identyfikują poprawnie, o ile nie są tak jak ja czy Baron skażeni budową od podstaw “sam se zrobię”. Mnie akurat Bjorn z tego leczył wyjaśniając czego samemu nie robić (co się umie), bo taniej jest kupić usługę. A u Barona dochodzi jeszcze kwestia, że tam nikt nie umie (jak nie potrafią odkręcić koła to tylko szkód narobią).

Baron oczywiście wygraża rzeczywistości, że jak to nie zadziała to na garbach będzie, ale coś tak czuję, że odczuje deficyt garbów delikatny, a w 2026 kiedy gospodarka znowu będzie dymić z komina to już sobie to na walnym z Panią Dyrektor rozstrzygną. Tak czy tak wyjdzie na Baronowe – bo plan jest, że młodzi mają to prowadzić, a to implikuje prosty fakt, że będą to robić po swojemu, w takich warunkach jakie są, a nie według nieaktualnych widzimisiów dziaderstwa.

// Ciągle jednak w głowę zachodzę, co tam jest odjaniepawlane, że mi się przez piętnaście lat guma przytrafiła raz, a tam już dwie zaliczyli. Że bajzel jest, drewno, żeloz i farmery się walają to widzę, ale żeby tak po tym jeździć i zmiotki nie stosować? Z kombinerkami kółek nie zbadać wyciągając ciała obce? Kultura techniczna… I tak sobie myślę, że te wszystkie dotacje z kieszeni jeleni kończą w taki sam sposób. Może zamiast na innowacje lepiej dawać te dotacje, żeby mieli fundusz płac i nic, absolutnie nie zmieniali w metodach pracy?

Żeby nie było tak całkiem niekonstruktywnie. Otóż dziadersi jak ja czy Baron, którzy własnym garbem i tak dalej (Państwo znają te opowieści) mają wadliwy sposób rozwiązywania problemów kiedy bydlę (MiŚ) urośnie. Kilka razy przy tablicy na zjazdach objaśniałem, że zarząd od startupa (green field – technicznie to to samo, jest ściernisko i tu będzie coś) ma inny sposób myślenia niż dla firmy rozwijającej się (coś już jest, będzie rosło), zupełnie inny dla stabilnej (już wszystko jest i po szerokości nie ma sensu rozwijać bo tylko koszty rosną), a dla zwijającej się jeszcze inny (wprost łupieżczy).

Mnie tego uczyły dwa pokolenia przedsiębiorców. Bertil i Bjorn. Różnica między nimi to jakieś 30 lat, i Bjorn jest nieco starszy od Barona. Przy czym łby to oni mieli grubszego sortu (z punktu widzenia małpy nie jestem w stanie ocenić, jedynie stwierdzić, że biały pan bardzo mądra). I akurat radzili sobie na pierwszych dwóch etapach (tak jak ja czy Baron), ale już do trzeciego brali innego typa. Bertil kontrariańsko to przegrał kiedy chciał inaczej (firma kopiuj wklej Barona, nawet układ hali kopiuj wklej, kolor i materiał; tylko inna działalność) i musiał zagrać z korporą (do której sprzedał mnie w niewolę kiedy przyszedłem dać się łapać w siatkę). Akurat na obsuwie 2008. Bjorn zaś poszedł w siatkę sam i kijem mi tłumaczył, że mam nie naprawiać maszyn tylko dzwonić po serwis. Bo to że umiem siam nie zmienia faktu, że umiem jeszcze kilka innych rzeczy, które dają więcej netto niż kosztuje serwis. A serwis przy tym rozmiarze MiŚia musi kosztować.

I tu cała na biało wjedzie Baronowi Pani Dyrektor, którą Pan Baron wysłał na MBA (zaraza!) wyjaśniając, że pewne rzeczy muszą kosztować, ponieważ zmniejszają inne obciążenia, które w danym układzie są bardziej upierdliwie. I po kilku wezwaniach dziadersa na dywanik „czemu mi to nie działa – miałeś ogarnąć, powiedziałeś że po swojemu i tanio, no i teraz nie działa” odstawi te rozwiązania do lamusa, rzuci okiem w tabelki i dopisze koszt stały DURu, żeby się inne tabelki nie psuły w czasie, kiedy muszą dawać netto. No właśnie po to takich eMBijAjów trzymamy, żeby nam, selfmademanom prostowali myślenie. Ja się oczywiście z nimi nie zgadzam, ale przyjmuję rozwiązanie równania, że tak działa lepiej niż moje rozwiązania. Przy czym nie przyjąłem tego z naiwności, a po serii eksperymentów, kiedy mi pokazywali, że tak działa z lepszym wynikiem dla mnie niż po mojemu.

Przy pewnym rozmiarze MiŚia i wysyceniu infrastrukturą pozostaje wdrożyć pewne rozwiązania, szczególnie, że z próżnego siły roboczej i Baron nie naleje. A jak się wykrzaczy proces produkcyjny w cyklu bo garbów braknie to informacja dotrze. I właśnie do tych rozwiązań kształcimy kadry syntetycznie – tak jak Panią Dyrektor.

Podkreślmy śmieszność sytuacji. Baron ma gigantyczne hale, w cyklu dziesiątki pracowników… i idzie się garbić nad problemem śrubki w widlaku. Już sobie wyobrażam, że ktoś poszedłby do dyrektora firmy produkcyjnej na dziesiątki osób z zażaleniem, że mu się końcówka prądowa w spawarce przypaliła. Ten by zrobił wielkie oczy i zaczął się zastanawiać o co tu urwał chodzi, bo że spawarki musi mieć to wie, bo jest jakaś spawalnia w firmie, ale żeby działało to się tym DUR zajmuje? I w razie czego DUR ma numer do serwisu? I ma na to budżet? I dlaczego ktokolwiek tym dupę zawraca dyrekcji?

Przechodziłem to… też się garbiłem nad każdym problemem. Ale mnie miał kto z tego leczyć. Miejmy nadzieję, że Pani Dyrektor zdąży zanim grabki zaczną lecieć o glebę.

//=============

Jak już tak jadę z ambony Pana Barona to nie ma co sobie żałować. Biały człowiek zawiózł murzinu żelaznego wołu. Murzinu wołu ciągle łapie kapcie. Biały człowiek kapcia na żelazny wołu widział dwa razy przez dwadzieścia lat (wliczając duże wołu, a Biały Człowiek regularnie używa kilku w różnym, również takim olbrzymim rozmiarze). Co takiego robi murzinu, że mu wołu słabuje? Aż się boję co by tam Biały Człowiek znalazł w oponach – pewnie z boku pocięte, albo farmery powbijane. Tam jest urwał dwa palce bieżnika!

Dodam jednak nieco interesującej Pana Barona merytoryki. Otóż kilku takich łysych co im się wydaje, że z dotacji można długo posysać znam. Najwidoczniej od tego właśnie łysieją. Ale wyjaśnili mi, że te dotacje to nie są na produkcję czy rolnictwo tylko na to, że się kupi ciągnik, maszynę, naczepę i tam są graty na biletach z krajów uprzemysłowionych (bo lobby). I nawet jak sobie w jakimś tam bantustanie nad Wisłą zrobią naczepę to osie i tak muszą kupić z kwitem robionym w Holandii, a za prawa do część trafia do NY czy innego Lądku bo udziałowcy. Więc to de facto na nich i na produkcję idą dotacje. A że łysi w kilku firmach produkcyjnych też zagrzali stołki, to wiedzą, że dotacje się skończyły, ponieważ wyczerpano złoże dowożące produkty. Wydrukować owszem rolnikom czy przemysłowi można dowolne dotacje, ale warunkiem ich przyznania jest rozpasana konsumpcja towarów zgodnych z obiegówką. Czyli w pętlach wymienionych wyżej.

Baron jest o tyle wredny, że jeszcze kredyty omija (a banki też z tych dotacji żyją). Więc to szkodnik pierwszej wody (antysemita!). Tyle, że za każdym razem, kiedy komuś wydaje się że z produkcji papieru dla biurwy się pociągnie i “ooo tak będzie” to najczęściej bajka się urywa. Nie dlatego żeby biurwa nie mogła wydrukować, tylko dlatego, że nie będzie dotować importu z Chin – od tego Chińczycy mają własny rząd. Import IP z USA można dotować, bo po to USA ma unijne rządy. No przecież nie po to nazi dziadków podbijali po zaadoptowaniu. Na dotacjach oni się znają jak mało kto. Według łysych wygląda na to, że system dotacji padnie z powodu braku podaży. Zresztą rolnictwo w EU już spisano, ponieważ importować z krain gdzie samo rośnie jest taniej, a jak odkorkują import z UA i RU na pełnej petardzie (do czego tak czy siak dojdzie) to szok cenowy zmiecie niedobitych ostatnimi podchodami rolników.

Dochodzą jeszcze kwestie doktrynalne. Bo podkładka pod dotacje musi być. Otóż przemysł 4.0 jeszcze jakiś czas podotuje (więc Baron będzie miał o co pisać). Ale z przyczyn podażowych nie da się na tym zbyt wiele przytulić w rejonach nietechnicznych (nawet rzekomo przemysłowe nad Wisłą und Wartą są tak obrane z łbów, że się do koryta nie dopchają, a co dopiero jakieś tam Bagna). Takie dotacje mają to do siebie, że w pewnym momencie wyniki przebijają koszty przy inflacji. Gdyby się Panicz Baronowy w porę obciął, to jego hobby biznes przynosi rocznie mniej niż… stypendium nastolatka za chodzenie do szkoły. I nie trochę mnie, razy mniej. Po co się szarpać? Z tymi stypendiami to też jest błąd systemu, ale o tym w innych odcinkach.

 

Zaznaczam jednak, że dotacje były dla niemieckiej, holenderskiej, belgijskiej firmy z kancelarią w NY i Lądku każda. Nawet zielone tjaktojy Pana Barona też jakieś takiego nielokalne. Tylko Jasia od Jeleni. Baron z całą papierową robotą w dotacjach za słupa tym firmom robi (od tego jest rolnictwo). No i skoro te fabryki już nie produkują, więc nie ma podkładki na dotacje, to na co komu słupy? W Holandii i Reichu się do tego w zeszłym roku protesty zrobiły, kiedy zaczęto rolnictwo zwijać. Bo przecież ono miało sens podczas gdy Bad Vlad paliwo do żelaznego wołu przysyłał, bez wołu w tym klimacie nie ma co pługa orką fatygować.

Zresztą o jakim przemyśle 4.0 mówimy w kraju, gdzie w Januszexie problemem jest wymiana koła w pojazdach? Bo raz na dwa tygodnie nie można obejść włości, uruchomić każdego sprzęta, objechać hali, czym grubszym objechać wybieg dla lemura? No za dużo roboty.

Niebawem zmieni się Wielki Wódz Długich Nosów i będzie dyskutował z Bad Vladem gdzie to ma się ten Mordor zaczynać, a gdzie tereny ludów od zua wolnych kończyć, aby zuo mogło wysyłać gnuśnym Krasnalom z Trewiru i Saarbrucken gaz, żeloz i wungiel. Bo kpin z hutami na Litwie wysyłającymi produkty stalowe na zlecenie chińskiego przetwórcy (produkty – znaczy ucięto pręt zbrojeniowy na wymiar, a część nawet nieco wygięto aby nie był to wsad tylko najprawdziwszy produkt zgodnie z pismem od komisarza) nie da się utrzymać pod cenzurą. Wiadomo, że Litwa graniczy z Chinami, pogranicze maj co prawda dzikie, ale nic ciekawego na nim z całą pewnością nie ma 🙂

Z punktu widzenia Wielkiego Wodza nad Potomakiem kwestia tego, do której rzeki trzeba się dogadać nie jest nazbyt istotna. A skoro lud tam dziki, przez Barona wyeksploatowany, to nie ma co im Mordoru żałował i w zasadzie to niech sobie Bad Vlad tam wpływy ma. Bo jakby tam były jakie potrzebne fabryki i lud techniczny to co innego, a taki agrarny – na co to komu. Baron się pewnie do ciepłych krajów na takie warunki zwinie ziemię jałową i z ludu technicznego wyeksploatowaną porzucając. Zapewne w pierwszej serii rozmów nie do Vistuli będą wpływy dyskutować, no ale taki wstęp do rozmów był przed inwazją Mordoru i znajdźmy chociaż jeden powód, dlaczego Nowy Wielki Wódz Bladych Twarzy miałby nie oddać takich Dzikich Pól za paczkę fajek?

Przecież to nie o to chodzi, że tam zaraz orki przyjdą, tylko że będą tam paliwo sprzedawać, żeloz, traktora. I po swojemu drogi budować w odpowiednią stronę do odpowiedniego Rzymu prowadzące. O ile Baron bez dotacji w biznesie sobie poradzi to z konkurencją Mordoru o cenę lemura kopii kruszył nie będzie.

//=============