Puchatek zakończył dostawy
Partia z Pekinu rozstrzygnęła konflikt na U przerywając dostawy. Imprezka (z dostawami) trwała od roku. A to były braki w magazynach, a to jakość nie taka, a to papierki nie w porządku. We wrześniu były już oficjalne ograniczenia na eksport przy czym informowano głównie o produktach gross (Galowie, Germanie, Antymoni i Grafici). Główny ściek nie przejął się takimi drobnostkami jak drinki (z baru). Chodzi głownie o azotan baru. Chiny są jedynym obszarem mającym nadwyżkę produkcji tej substancji oraz jakikolwiek mierzalny eksport. Reszta ma deficyty (produkcję na użytek własny i suplementację z Chin) albo ilości aptekarskie. W spisie był również styfnian ołowiu i inne substancje, ale drugorzędne, bo albo je każdy na własne potrzeby daje radę zrobić, albo są w miarę zastępowalne.
Azotan z baru też się da zastąpić czymś z restauracji, ale każda substytutka ma wadę – jest albo mało stabilna albo higroskopijna (w jakimś stopniu). A że stosuje się to jako inicjator silników rakietowych przeznaczonych do składowania czytelnicy rozumieją, że uczulenie na “kurz i pyłki” (na poligon) wyklucza użycie alternatywki. Od września eksportu z Chin niet, każdy sobie chemię skrobie. Pozostałe substancje stanowią pewną upierdliwość dla pocisków artyleryjskich (nie morskich – okrętówka jedzie na zapalnikach elektrycznych i elektrycznych-kombinowanych, za dużo wody aby się kopać z koniem) ograniczając podaż (materiał jest – odpalić nie ma czym). Ale azotan baru powoduje, że napędu rakietowego nie będzie. Czyli żadnych tam manpadsów, plot, rpg i podobnych. Cokolwiek co musi wyskoczyć z wyrzutni i dopiero odpalić silnik leży. Ponieważ duża rakieta (startująca z okrętu) zużywa dużo to na nie braknąć nie może, a pozostałe jak się uda. Materiał z przeleżanych jest regenerowany, ale drobnica nie jest w składowaniu do tego przygotowana (lepiej zużyć niż odwozić do fabryki).
Tak dochodzimy do kwestii z poprzedniego odcinka – skończyły się kulki. Do wyboru są “kulki” o ostrzejszych warunkach składowania, bardziej zawodne, mniej stabilne. Dla przykładu w ładunkach kumulacyjnych inicjatorem jest omawiany styfnian, a katalizatorem poprawiającym optymalne przeprowadzenie eksplozji (RDX, HMX) formującej strumień miedzi i tytanu akurat azotan baru. Czyli substytutki są, ale skuteczność niszczenia pancerza spada.
Ponieważ ból z kulkami ma już kilka miesięcy to ostatnio Jankesi kazali Koreańczykom spuścić zapasy z magazynu. Parlament wyjaśnił Jankesom, żeby skierowali się na palmę więc kazali prezydentowi wziąć parlament za mordę. Ale że do przeprowadzania przewrotów wypada mieć wojskich, a to im chcieli zabrać kulki sprawa rozbiła się właśnie na wojskich – jakoś się nie przyłożyli do wywracania.
Jeleń odchodząc wyjaśniła, że jutro kończy się kasa. Skarb pusty – witamy nowego cysorza. W rezultacie trzeba było wstrzymać wydatki. Niby kręcona jest przez kapłanów lewa beka, że można decyzje POTUSA wstrzymać, ale jeśli na rachunku jest pusto to i tak się nie przeleje. Niezależnie czy nieprzelanie jest legalne. Takie są fokty w przypadku bankructwa. A żeby było śmieszniej to rządowi jakby nie było federalnemu, którego szefem (odpowiednikiem premiera) jest el presidente brakło na wypłaty dla sędziów federalnych właśnie więc palcem w bucie muszą kiwać za darmo przeciwko ręce, która karmiła. To są normalni pracownicy rządu, nie tak jak stanowi wybieralni. Na Niedorzeczne to taka różnica jak między urzędem marszałkowskim i wojewódzkim w zakresie tego samego palatynatu.
Pamiętacie jak to Putuś miał być chory i umierać? U miała już już brać Moskwę? Teraz niby Elonu ma się z POTUSiem pogryźć – co etap to nowa opowieść.
Kłopot z produkcją zbrojeniową odnośnie samych środków rażenia nie polega na tym, żeby zrobić tony materiału bumowego. To akurat jest ogarniane – masz gaz == coś tam upichcisz. I to jest skalowalne. To są stabilne materiały, dobrze zamknięte, łatwe w przechowywaniu. Ich odpalenie wcale nie jest takie proste ponieważ inicjator z faktu dźwigni energetycznej już taki stabilny nie jest. O ile w przypadku prostszych rozwiązań (artyleria) precyzja inicjacji (zakres temperatur, jednorodność, d(t), d(v)) z pewnym error bar nie jest problemem (oczywiście niusy w zorce wspominają, że ammo z Nkorei złe, ale nie dlatego, że tam chemicy są jacyś nie tacy, tylko towar jest zleżały) o tyle w gazogeneratorze już delikatnie jest. A w rakietach to kwestia krytyczna. Bo fuknięcie manpadsem na stalowego stwora uruchamia jego systemy obronne i odpowiedź. Więc fajnie gdyby bydlę padło i nie zmusiło do wydania pośmiertnych medali za bezprecedensową odwagę ruszenia na smoka. Kiedy jednak inicjalizator jest niestabilny to silnik może nie uzyskać wystarczającego ciągu na silniku marszowym zanim glebnie po wypluciu z tubki. Wtedy sobie popełznie po glebie robiąc cyrk. Ale można je po staremu “większym lobem” wypluwać i dać mu czas. Wtedy jakoś tam się ustabilizuje, ale widełki zasięgu są ostrzejsze (min i max zasięgu). Co więcej głowica formująca wypluwany metal do cięcia blaszaka też musi być możliwie precyzyjna, aby strumień był jak najbardziej po osi natarcia. Nie żeby to było nie do przeskoczenia, ale starsze, mniej stabilne inicjalizatory ograniczają kąty pod jakimi rokita musi dopaść smoka.
Cofka technologiczna w środkach rażenia powoduje powrót do starych tabel z początków precyzyjnych środków rażenia ile kulek trzeba na tonę sponiewieranego złomu. I to o te, precyzyjnie “spalające się” substancje o długim czasie zachowania parametrów są problemem. Jeśli czytelnik ma doświadczenie w mieszankach prochowych to zna problem “puf” kiedy inicjalizator co prawda zajarzył, ale wypluł cały ładunek z lufy. A nawet przypadki kiedy co prawda udało się doprowadzić do deflagracji, ale już po przebyciu drogi do końca rury. Czyli nieco późno. O ile w artylerii da się obejść ten problem mieszanką (zdejmując odrobinę z zasięgu i celności) bez wielkiego problemu, o tyle rokicie i ładunku kumulacyjnym każda mikrosekunda na wagę złomu.
To nie znaczy, że Jankesi bez dostaw od Puchatka są bezbronni. To oznacza wyłącznie, że cykle regeneracji pocisków (konkretnie inicjatorów, dlatego są wożone oddzielnie; ale z zestawem bo logistyka potrafi dokazać w ferworze wożenia) muszą być krótsze, to oznacza więcej ammo w rotacji, to oznacza większe i częstsze transporty – to jest problem logistyczny. A logistyka determinuje zasięg projekcji.
Wtórnie oznacza to też większą wstrzemięźliwość w dysponowaniu rokitami – takimi jak modne w zorce atacamsy czy inne brewerie. Oznacza więcej bomb szybujących, a mniej z napędem. Mniej rakiet rzucanych samolotów. Jeśli ciekawiło Was dlaczego Kacapy przeszły na KABy no to właśnie dlatego – z braku bo poszło na inne środki. Wtedy zamiast 120kg precyzyjnego ładunku trzeba przysolić kilkunastoma po tonie bo te naście ton jest prostsze do pozyskania niż brakujący inicjator z baru, który poszedł na istotniejsze rzeczy. Kołdra jest krótka.
Do tej pory problem nie występował, bo każdy ileś tam sobie skrobał, a resztę kupował z niemieckich fabryk, również tych w Chinach. Niemieckie fabryki wymarły przeprowadzkami do Chin i USA, w USA Hindusi (chemicy) przestali się pojawiać równie masowo jak wcześniej bo swoje fabryki robią. Niemców wcale tak wielu nie było, a bez fabryk na miejscu kształcenie padło błyskawicznie. Nie żeby nikt tego w Europie nie robił, ale Holandia, Niemcy czy Francja względem obecnych potrzeb działań na OstFroncie robią ilości aptekarskie. Wszak nie chodzi tylko o jeden środek, ale też całą gamę perchloranów (sodu, potasu, amonu – znowu), utleniaczy (dwutlenek manganu), azotan strontu, tetrazen potrzebny do skalibrowania styfnianu ołowiu (pod czułość), azydek ołowiu dla marynarki (spłonki elektryczne), azydek srebra (lepsza wersja poprzedniego), oraz cała lista prekursorów do produkcji tych substancji, z czego większość jest toksyczna w różnej skali (w skali “not in my backyard”).
Oczywiście ktoś zaraz wspomni, że w Bdygoszczy, że w Pionkach. Przywracam przytomność – poza Białorusią i Rosją (z oczywistych powodów poza listą dostępnych producentów) najbliższym gross jest Turcja, EU w ogóle na mapie tej produkcji nie ma – to są ilości aptekarskie. Największy producent (francuski) nawet w przedpokoju nie stoi w stoi w tej sprawie. Jedyny kraj mający nadwyżki istotne eksportowo to Chiny (Indie mają mieć, ale w przyszłości, a w tej przyszłości zapotrzebowanie własne wygląda na rosnące). I nagle zaczęły im te nadwyżki być potrzebne do czegoś innego. A może klient lichy?
Czytelnicy oczywiście znają dawne teksty, że omawiane dobra materialne na linijki kodu czy licencje się nijak nie przekładają. Tak samo jak na szczaw i mirabelki. To oznacza przeceny nadmuchanych wycen spółek technologicznych, bo POTUS nagle kazał im dostarczać środki bojowe (jeśli rząd pobiera podatki, to nie po to, żeby sobie cyferkami pożonglować, tylko żeby za to kupić od tych firm stal, beton, rokity i pancerniki czy co tam akurat za kawaleria jest w użyciu – cały system fiskalny temu służy, aby jakoś spiąć podaż od producentów tych dóbr oczekiwanych z tymi, którzy im robią środki produkcji czy podają keczup do frytek). Większość tych firm może dostarczyć dla DoD systemy sterowania, komunikacji, analiz – i tak to robią. Ale teraz potrzebny jest jeszcze efektor. Bo czasy przyszły takie, że szeryf musi odstrzelić kilku krnąbrnych. Tymczasem produkcja chemiczna, stali i pozostałe mają niskie zapotrzebowanie na linijki kodu. Niby tej automatyzacji trochę jest, ale Elonu próbował zrobotyzować produkcję samochodzików i dowiedział się na własnym portfelu jak to wychodzi szczególnie przy skalowaniu.
Dlatego w USA przeprowadzana jest terapia szokowa (sami łykają własne lekarstwo? Odważni^^). Z braków w kasie skończyły się programy socjalne (jeśli komuś się wydaje że to decyzja polityczna to podjęto ją w Pekinie i Barbarii Saudyjskiej kiedy Jeleń latała po chwilówki). Będzie bohaterska próba zagonienia ludzi do fabryk, oraz zagonienia samych fabryk na kontynent. Jednocześnie w krainach, z których tradycyjnie te fabryki by przyjechały zjeżyli się na Jankesów. Nie żeby komuś taka polityka przeszkadzała, tylko premium nie ma – wszak chwilówki brakło. Do tego doszła kwestia walących się wycen spółek (spadek o naście procent w USA to tak ze ćwierć jewropejskiej gospodarki) co zmniejsza różnicę pomiędzy finansowym potencjałem Starego Świata i Nowego. Nie ma czym kusić. Cała przewaga ekonomiczna USA nad EU okazuje się nadmuchana i to podczas kryzysu. EU ma alternatywę (dogadać się z Władziem, czy jaki tam dobry car po Władziu będzie) i przytulić Puchatka. Jankesi są pod ścianą (jak Kacapy) i muszą komuś przysolić.
Oczywiście oligarchowie w EU niczym nie różnią się od tych w USA (może tym że mają twardszy przemysł i słabsze wyceny z zeszłego roku) więc koncepcja, żeby zrobić taką samą terapię szokową w EU bo powody (bo Skandynawowie nie zrozumieli telefonu znad Potomaku, że to negocjacje bo się na takich sprawach nie znają, tylko jako zaproszenie na viking; Francuzi mogą nie znaleźć powodu aby jankesom nie robić koło pióra, a nawet wprost przeciwnie; a u wszystkich pozostałych Jankesi też bardzo się starają o powody). Niby w EU brakuje silnego przywódcy, który by taki cyrk zorganizował, ale tylko czekać odezwy po niemiecku od Putusia.
Tak jak w USA tak i w EU z przyczyn budżetowych może dojść do odcięcia całego ekosystemu biurwy z rozdawnictwem. Shengen bez Reichu okazało się fikcją. Kontrole na granicach już zablokowały handel. Do przepędzania migracji dojdzie tak czy inaczej. Zaczęło się wcześniej niż w USA tylko PR jest lepszy i ładnie jest zamiatane pod dywan. Z kredytami jest dramat – banki jęczą, że nikt nie chce kredytu (wniosek – nikt nie chce dotacji do kredytu). U komorników jest taki zasyp, że nie ma czego czego ściągać, mogą najwyżej dopisać dłużników do listy, a najczęściej to dłużnikom do listy “jest pan na 300 miejscu w kolejce”. Chyba że Northvolt – wtedy trzeba ze dwa zera dopisać. USA nie stoją jednak przed takimi problemami jak EU. Mają własną walutę do spalenia i jeśli się ogarną to ma ich kto kredytować. Choćby pod widelcem.
Gospodarka na Eurazji działa nieco inaczej – finansowanie jest drugorzędne bo to gospodarka olbrzymia w porównaniu do USA; istotniejsze są surowce, w szczególności energetyczne. Dlatego procesy na kontynencie są ślamazarne, bo trzeba kłaść rurociągi (porty morskie w Czechach, Węgrzech i Mongolii są słabe), ale jak trzeba sobie dać po mordzie to można na piechotę bez jakiś morskich udziwnień.
Skoro pobredziłem już o duperelach przeciwczołgowych to przejdźmy do najistotniejszej kwestii, gdzie specjalistyczna chemia o ściśle kontrolowanej podaży zapłonu jest używana masowo (bo operuje na dużych wolumenach szybko) i jakiekolwiek odstępstwo powoduje konieczność wystrzelenia sześcianu pocisków na odchyłkę. To obrona plot. Wszelkie pociski burst (czyli zamieniające się w odłamki raniące stożkiem) po zbliżeniu lub osiągnięciu zadanej granicy fajnie jakby robiły swoje zgodnie z planem. Plan jest taki, że to ma być stożek w zadaną stronę w odpowiednim czasie. Ponieważ w serii pocisków programowana jest przestrzeń jaką mają zająć kolejne eksplozje aby wyczyścić niebiosa z natrętów to milisekundy są na wagę trafienia. Ponieważ każda taka kulka ma skuteczny zasięg rażenia liczony niecały metr, a każda mikrosekunda do coś koło 3/4 metra odchyłki. Więc o ile strzela się w duży odrzutowiec (myśliwiec) to można go przegonić bez trafień jeśli zassie odłamki i pulpit zaświeci się na czerwono, że silnik (lub oba) mają na filtrach coś czego mieć nie powinny i “skręć na serwis, przemyj szybki”. Tyle że tak blisko balistyki przeciwlotniczej się takim sprzętem nie lata. A dron ma w poważaniu czy zassie czy nie zassie, a taki na śmigiełko to już całkiem, więc wypada dokładnie zająć te kubiki, gdzie bydlę wystąpi.
Uruchomienie takiego automatu do zakrywania nieba to koszt około 400kUSD za minutę strzelania w samych kulkach. Oczywiście nikt nie strzela minutę. To są sekwencje poniżej sekundy. Ale przyjmijmy, że w czasie nalotu saturacyjnego dronami trzeba w ciągu pięciu minut wystrzelić tę minutę. Już pies drapał sam koszt systemu i serwisu, same kulki są istotne. Jeśli zapalniki mają milisekundowe odchyłki to to trzeba wystrzelić ić kubik. Czyli pi razy oko 7-9 razy więcej (sferami liczymy, nieco wydłużonymi w stożek, bo odchyłki idą tylko po jednej osi z rozrzutem). Z grzeczności i dla ułatwienia trzeba dopisać zero do rachunku za same kulki. Ale dla logistyki oznacza to dowożenie kulek 10 razy szybciej, więcej maintanancu etc. Ponieważ do takich cudów nie dojdzie to atak saturacyjny dronami jest skuteczniejszy, tańszy prostszy. Tylko z powodu powikłań przy produkcji wyzwalaczy chemicznych dla pocisków.
W rakietach plot jest podobny problem, ale na polu bitwy już wyszło, że nie ma się co szarpać w naddźwiękowce – wojna zasobowa jest wystarczająco dobra. To rysuje obraz sił zbrojnych cofniętych gdzieś do lat 60-70 (optymistycznie) plus wysycenie militaryzowanymi dronami cywilnymi plus kosiarki do trawy. Uwzględniając nie tylko propagandowe filmiki z tego jak rozganiany jest bojec takim sprzętem może być ciężko znaleźć chętnych do jakiejkolwiek służby. Tym bardziej, że elektronika idzie do przodu, bateryjki trochę idą do przodu, a wkładka mięsna raczej nie spodziewa się przełomów w genetyce, aby nagle nabyć zdolności zdejmowania dronów koordynacją AK-oko. Nkoreańczycy pokazali, że się da coś w tej kwestii zrobić wystawiając na wabia kamrata, ale taktykę działania dronów dopasowano od razu, tak żeby nie wisieć w powietrzu nad celem tylko pozostać w ruchu.
Akurat w środkach używanych przez drony jakość zapalnika w środku rażenia nie jest tak istotna, ponieważ to ani tak szybko nie lata, a do tego jak nie dowiezie to tanie było i nie szkoda. Może dojść do fascynującego skrętu w sztuce operacyjnej z racji deficytów w produkcji. Chińczycy zaś sprytnie rozwinęli sobie wolumen podażowy dowożąc Jankesom, których światli przedsiębiorcy uznawali, że skoro Chińczyk robi tak tanio to po co samemu robić.
Prosto jest rzucić hasło, że co to takiego i mają kasę to sobie wyprodukują. To nie jest gospodarczo takie proste. Podaż uzbrojenia na rynki dotyczy głownie systemów dość prostych. Zespołu lotniskowca nie ma na tym rynku choć da się wycenić, ponieważ zdolność wytworzenia kadry do niego wymaga zdolności produkcji. Podobnie jest z okrętami podwodnymi – jak nie robisz to nie masz po co kupować. Każdą z tych flagowych broni używa się wyłącznie w warunkach gdzie nie ma ryzyka straty. Ostatnia W kiedy topiono lotniskowce i okręty podwodne była przed epoką pięciu dobrych cysorzy.
Z fabrykami chemicznymi jest podobnie. One są w jakimś łańcuchu, większość takiej precyzyjnej chemii idzie na piguły (lekarstwa, niekoniecznie pigułki, ale zbiór trzeba czytelnie nazwać). A masowej na ubrania i nawozy. Wyjęcie z precyzyjnej do zbrojeniówki na razie nie łasi płacami. Bo W czasem się zdarza, a starych pacjentów na pigułach skolko godno. Kacapy już raz poszły w zbrojenia i zapomniały doprowadzić do W – ustrój się rozlazł jak stare gacie. Czyli jak się nie wyprodukuje ciuchów i piguł to nie będzie o co wojować. Dlatego zbrojenia na planecie są skutecznie mitygowane. Jest cała lista powodów dlaczego zasobów w gospodarce nie da się zmienić po hasłem $ z jednych w drugie. Tarcie jest olbrzymie – bardzo dużo papieru zmienia się w ciepło. Co też wybiło jankeski budżet. To wybitne osiągnięcie – wydać tyle, by z najpierwszej z gospodarek na planecie zrobić kraj trzeciego świata z kilkoma miastami na wybrzeżu udającymi stolice bantustanów.
Co kieruje nas w stronę wniosków. Do brzegu. Zapewne jenerały już się zorientowały co się da. I że to już nie zależy od budżetu. Zapewne czeka nas wznowienie hut, stalowni i trzepanie sprzętu na delikatnie unowocześnionych wersjach lat 60-70 plus odrobinę szpeja i choinki na start, ale z możliwością użycia bez choinki (elektroniki) gdyby podaż nie nadążała. Bo w trakcie działań wyszło, że nowsze czołgi nie robią uników lepiej, a pożerają logistykę lepiej od bombardowań.
Z tego też wyniki ogon logistyczny i maksymalny zasięg projekcji. A to prowadzi do konkluzji, że jedyna zdolność będzie obronna plus trochę poza granice. Czyli ewentualne podboje będą posuwać się w terenach istotnych w tempie jakie pokazali Kacapii. Pełzanie spychaczem po ruinach.
Wojowanie może się ograniczyć do postrzelania się w wodzie (drogie), kilku precyzyjnych nalotów, a później proza życia – zarzucanie się żelazem. Co oznacza, że kto ma większą fabrykę i lepiej podłączoną taśmociągiem do frontu utrzyma pozycję. Cała koncepcja działań ekspedycyjnych ograniczy się wyłącznie do terytoriów, które można zgasić bo są tak słabe i zdezorganizowane, pozbawione ludności lub woli darcia kotów.
Tymczasem nordstream2 jest już serwisowany i planowana jest naprawa aby wznowić dostawy. Cyrklami po mapie sprawdzono co komu wolno i wyszło, że zajączkowi się należało choć niesłusznie. Jankesi tak czy tak muszą wziąć za mordę Wenezuelę i Kanadę, bo ichnia (z USA) ropa nie nadaje się do ich aktualnej produkcji (chodzi o plastiki), a wyłącznie na paliwa. Każdy zostanie z własnymi problemami. A Chińczycy szukają sobie nowego rynku. Bo tak jak Jankesi chcieli pożyczyć tyle, ile nikt nie ma, to Chińczycy mają na sprzedaż tyle, ile nikt nie kupi.
