MainstreamPo pracy

Talebowy klif na Północy

Kolejny z lekkich tekstów, przerywników gdy pracuję nad tymi straszniejszymi w zaciszu jaskini, a w robocie jest czas popełnić coś pulpowego.

Wszystko przebiegło jak na wykresach Taleba – przesterowany (regulacjami, które zabierają moc z układu) system dostał jedną kropelkę za dużo i wszystko poskładało się jak domek z kart. Niby Orban brednie opowiada na bazie danych z d, ale coś tam pewnie mu na biurko usłużby doniosły, że Północ jest państwem upadłym. Nawet nie na kolana, ale dziobem wprost do bagna. Domino zawaliło się wzorowo zgodnie z koncepcją, że wszystko jest obsłużone i jakoś się zateguje.

Zaczęło się kilka lat temu od spadku zamówień z Reichu. Mniej zamówień więc pracownicy albo dostaną mniej albo wynocha. Ci którzy obaczyli mniej to w większości niewolnicy (migranci zarobkowi) i w ciągu dwóch lat gdzieś zniknęło półtora miliona budowlańców, pracowników przemysłu, drogownictwa. Nie było kim kłaść i naprawiać dróg, co akurat nie stanowiło problemu bo nie było asfaltu (sankcje na ru – produkt ropopochodny). Produkowalibyśmy konserwy gdybyśmy mieli mięso, ale nie mamy blachy. Podniesienie stóp procentowych niby z powodu inflacji wycięło budowę czegokolwiek poniżej zera. Co też nie stanowiło problemu gdyż nie było kim budować. Niby byłby to problem dla firm handlujących towarem na te budowy, ale transport też wysiadł, więc w zasadzie czym handlować? A nawet jakby nie wysiadł, to żelazo drogie i na kontynencie ostatnim producentem jest KartofelFuhrer i Car. Piece są wygaszane z powodu zielonego amoku jak popadnie. Jak nie z powodu amoku to z powodu cen prądu, ponieważ ten zależy od zieloności rozwiązań.

Wtedy okazało się, że cały średni szczebel, który tak jak w Swiss zajęli lokalsi wydając polecenia niewolnikom bez niewolników do niczego nie jest potrzebny. Może by i wodzowie byli potrzebni, ale z braku indian. Okazało się, że niskiej jakości kadry nie mają zdolności odtworzenia przedsiębiorstw, ponieważ robili to za nich (całe to skuteczne zarządzanie i KPI) niewolnicy właśnie. Ale to też się zateguje – poszli do pośredniaka. Wcześniej idąc na chorobowe oczywiście. Pośredniak wysiadł w jakiś pół roku, obecnie jest to obsmarowywana, nieskuteczna patologia. Tylko droga w utrzymaniu. Rząd planuje reformy – nie wiadomo czy zdąży, bo gminy i sądy są zawalone skargami. A odpowiednik zusu trzy lata temu wysiadł z płatnościami i obecnie polski lekarz-orzecznik to przy tej instytucji łaskawy, hojny i dobroduszny. Z pustego nie ma jak nalać, a dolewać nie nadążają, bo tam nie ma już dna. I nie da się tam wkładać obligacji na zategowanie, ponieważ one trafiają na rynek (pod przymusem) zanim jeszcze dotrą do odpowiednika zusu. Przy okazji rozszarpało system emerytalny, bo średnia wieku jest jaka jest i w ostatnich latach ostatnia seria boomerów poszła na emerytury. Teraz psioczą o ich wysokość, no i też zapychają system wezwaniami do uzupełnienia. Ściągalność podatków (urojonych, bo często od upadłych firm) nie jest godna odnotowania więc aby to zategować sprzęgnięto z komornikiem psiarnię, a psiarni dano ostatniego, agonalnego kopa próbując stworzyć pozór państwa policyjnego. Że pies to taki głupi nie jest żeby dać się zabić to zaczęli tarmosić normalnych obywateli więc teraz lud z widłami chce rozwiązania urzędu komornika w ogóle, i ewentualnie powołania takiego, który tylko państwowe daniny ściąga, a nie że za podatkowy hajs interesu bankstery pilnuje. Z widłami lud domaga się też odpisów, żeby rozrzutnie pożyczające banki same sobie odzyskiwały, a jak nie dają rady to ich problem. Wszystkich ma boleć. Klasa średnia po wyjeździe jakiś 10-15% ludności (niewolników) okazało się po przetasowaniu klasą niższą. Niby bezrobocie przebiła oficjalne 10% (rzeczywiste 30% bo upychanie w edukację i czasówki trwa), ale do roboty nijak ludzi nie można znaleźć (bo im zarobki, a nie robota potrzebne).

Aby lud nie drenował zusa to targnięto się na lekarzy wydających L4. I psiarnia zaczęła na wniosek zusa ich w dyby brać. Na co lekarze przestali wydawać L4, ale tylko psiarni i urzędnikom, z połamanymi kulasami na pewno jest zdolny do pełnienia służby, po prostu trzeba mu dopasować stanowisko. Co i tak się średnio przydaje, ponieważ w zusie jak hajsu nie było tak nie ma go jeszcze bardziej.

W tym samym czasie migracyjny wziął się za gonienie migracji. Ale tak z głową się do tego zabrali – migranta najłatwiej wykryć kiedy pracuje, a jeszcze nie ma pozwolenia na robotę. Pozwolenie dostanie kiedy będzie miał robotę. Więc gminy sobie tych migrantów za własny hajs wykształciły i zaciągnęły do przedszkoli, domów opieki społecznej i podobnej roboty, której za tyle żaden tubylec nie chce. To policja wyłapała pracowników na wniosek migracyjnego i wywiozła w kierunku Afryki. Gminy zrobiły narady kryzysowe, wzięły do obsługi firmy zewnętrzne, no ale kasy na to nie mają, więc miało być tanio. Wszyło tak, że na jedną opiekunkę jest 90 pacjentów i optymistyczny czas oczekiwania to dwie godziny, pesymistyczny to dwa dni, a podanie właściwego leku to loteria. Oczywiście aby jakaś znajomość języka występowała to zbyt wysokie oczekiwania, więc kiedy już do domu opieki podjeżdża ambulans to się zaczyna kabaret, bo nikt nie wie o co chodzi. Problem w ciągu miesiąca zdążył się zrobić ogólnokrajowy. A w tym czasie wycięło też szkoły i przedszkola – dzieci mają wyliczone po jednej kromce chleba plus jedna kromka sucharka (vasa brod) i masła na lekarstwo jeśli jest. Awantura się o to zrobiła, bo przedszkola udało się sprywatyzować i firmy notują zyski.

A w statystykach udało się w dwa lata przegonić Turcję z gini – większe nierówności ponoć w jakiś krainach są, ale bardzo odległych i egzotycznych. W trzy lata rozpadły się instytucje, rynek mieszkaniowy funkcjonuje jeśli sąd to popchnie, bomby wybuchają gdzie popadnie, a o strzelaninach zawiadomienia są zbiorcze “do ilu doszło w danym mieście przez ostatnie 24h”. Jeśli więc Orban wspominał coś o upadku Północy to i tak był wyjątkowo delikatny. Oczywiście reformy są deklarowane, ale jeśli nie idzie za tym zapełnienie już istniejącej dziury w instytucjach i coś na górkę to równie dobrze można to publikować w Kambodży – lokalnie skutek będzie identyczny.

Naturalnie gminy dostały prikaz, aby coś ze szkołami zrobić i biurwy wzięły się za synergie & usprawnienia. W rezultacie szkoły przestały funkcjonować. Planu zajęć nie zna nikt, nauczyciele mają się teleportować nie tylko pomiędzy budynkami, ale nawet pomiędzy szkołami w czasie zerowym, uczniowie czasem zajęcia mają (jak się belfer akurat znajdzie). To że biurwa posłała nie te dzieciaki do nie tych szkół to już nikogo nie dziwi, ale później biurwa zdziwiona, że drop rate bliski 100%, a nauczyciele w szkołach poważnych dokręcają śrubę. Bo z tymi szkołami to też była przeprawa – ważne były oceny, no to nauczyciele w klasach 1-6 zaczęli dawać najwyższe za fakt przebywania w szkole. To że czwartoklasiści nie umieją czytać uznano za standard. Dopiero w gimnazjach, w klasie drugiej i trzeciej dociągany jest poziom z matmy do takiego, jaki jest na maturze z matmy w Polin (wytyczne jewrokołhoza) i wtedy dzieciaki tak dostają w d (te, które się w domu nie naumiały wcześniej), że uciekają z edu. Co i tak nic nie zmienia, ponieważ dla absolwentów prześwietnych uczelni roboty nijakiej nie ma. Więc robilibyśmy konserwy gdybyśmy Alę.

Spruł się system jak stare gacie. Cały. Każda funkcja mająca zategować została przeciążona – jak domino. Nic nie działa, ludność się przyzwyczaja – komuszyzm na pełnej. Nawet pojawiły się głosy, że może te rozwiązania własne to głupie są i trzeba jednak na chama wprowadzić unijne, to może coś zadziała. Głosy, że coś z tubylcem jest nie tak ze strony samych tubylców też się pojawiły i knują, że może trzeba jednak spróbować z liberalizmem. Niby drogą reform Wilczka kombinują, choć kiedy pytałem to nie mieli pojęcia, że gdzieś, ktoś już to zrobił i też było wesoło. Niby nacjonaliści przebąkują, żeby się pozbyć wszystkich obcych, ale jakoś tak bez odwagi po tym jak ci obcy od roboty wyjechali i teraz im to na garba spada. Więc głosy, żeby wprowadzić równość przemocą i zobowiązania pokryć z tego co jest (czyli przedsiębiorstw oraz banków, po wyprzedaży głownie amerykańskich i chińskich) dożynając świnię. A później się zobaczy.

Są jednak aspekty pozytywne. Otóż kiedy wytarmoszoną klasę średnią pod przymusem ekonomicznym wciągnięto do policji (jedyne dostępne zajęcie w ostatnich drgawkach ustroja) to nagle policja się ucywilizowała. Przestali się czepiać o głupoty, przestali karać, przestali zatrzymywać, przestali tworzyć sztuczne problemy i rozwiązywać te istniejące. Niby im nikt nie kazał, ale wystarczyło wpuścić średnio rozgarniętych ludzi zamiast tłuczków i przestali wnerwiać ludność tubylczą. Jak jest problem to dzwonią po tłuczków i spuszczają ze smyczy. Ale jak nie ma to go nie tworzą. Coś im tak zaczęło świtać, że jeśli w ciągu trzech lat zwiększyli dwukrotnie liczbę więźniów i budując więzienia z obłożenia 80% skoczyli na 135% to chyba tym sposobem niczego nie rozwiążą. Szczególnie że przy tym przepełnieniu sądy i tak skracają kary, dają rabaty i albo wypuszczą, albo i tak uciekną (trudno upilnować przepełnionych).

W tej sytuacji podział polityczny na płcie jest taki jak prawie wszędzie – kobity by chciały, żeby się nimi zaopiekował Pan Kapitan i dawał zasiłki, a choopy chcą żeby się Pan Kapitan odpier… i był tańszy. Ponieważ w pagon poszły choopy z jako takim rozumkiem to się nie pytają tylko wdrażają. I tak nie ma kto upilnować strażników. Strażaków zresztą też – może i szef OSP żonę bija, ale pożary gasi, więc się go z roboty za grzeszność poza robotą nie wywala, bo strażaków i tak nie ma skąd brać. W transporcie podobnie – gminy tak obcięły fundusze na wożenie dzieci do szkół, że jedyne firmy, które zaoferowały usługi mają kierowców, na których skarżą się rodzice (że dzieci na przystanku zostawione, że się autobus nie zatrzymał, że na pełnej petardzie przejechał znak robót drogowych i później gwałtownie hamował, a dzieci wysadził z porozbijanymi dziobami bo nie zapięły pasów i się szlajały po autobusie). Ale można jeździć z takim kierowcą albo sobie zawieźć samemu. Gmina może wziąć inną firmę, o ile jakakolwiek stanie do przetargu. A z tamtej co jest nie wydusi się żadnych kar umownych, bo jej na drugi dzień może nie być – już próbowali od poprzedniej. Gwarancja do stu dni – studnia przy bramie.

Wymuszanie łapówek (na razie na poziomu dowodów wdzięczności) stało się powszechnym problemem. Do tego stopnia, że dziaderstwo jest wielce zdziwione, iż obsługa milczy i się pusto patrzy, a niczego nie podpowie. No chyba że rzuci się papierek. Jęczą później do gazet (tak, jeszcze gazety dziaderstwo czyta, więc samo sobie do nich pisze), że w kawiarni płacą za kawę, kawy nie dostają, a gdy pytają to się dowiadują, że jest samoobsługa – tak jak zawsze była. No w zasadzie zawsze była, ale przynajmniej ktoś o tym wspominał i pokazywał w którą stronę do wiadra. W d się dziaderstwu poprzewracało.

Gdy brakło ludzi do obsługi dźwigów, śmieciarek, ciężarówek i autobusów to zarządzona akcję przymusowego kształcenia. No niby pośredniak wyznaczył ochotników i przysłał skolko godno, ale żeby ktoś z tych ludzi nadawał się do cięższych od tuktuka pojazdów to już oceniali egzaminatorzy i słabo wyszło. Że nauczycieli brakło to teraz jest akcja “nie matura lecz chęć szczera” i można w trzy semestry zostać belfrem w podstawówce. Fucha taka, że przegrywa z samoobsługowym. Ale to na pewno wina smartfonów, więc dzieciakom na komputerach szkolnych poblokowano socjalistyczne media. Tylko tym dzieciakom co mają komputer od szkoły, a nie refundowany z zakupu przez rodziców, więc podział klasowy ujawnił się od razu. Jeśli ktoś szuka logiki to ukryła się ona w filmach Barei. Tam wszystko jest wyjaśnione wprost jak działa taki ustrój.Ta świetlana przyszłość już tu jest.

W tym samym czasie padły prawie wszystkie inwestycje w wiatraki do robienia prądu. Padły z powodu cen prądu, bo prąd jest drogi, ale tylko kiedy wiatraki się nie kręcą, kiedy się kręcą to jest tani, więc lepiej jeśli się nie kręcą. Odlewnia robiąca korpusy (gondole i obudowy silników; najpierw się to odlewa, a później męczy wytaczarką) do wiatraków zaliczyła plajtę. Niby że się nie opłaca odlewać bo prąd drogi (prawda, bo z wiatraków), ale w branży się wszyscy znają więc chodzi o to, że w ciągu ostatnich pięciu lat ostatnich czterech inżynierów i majstrów dożyło wieku, kiedy opieka społeczna ich zwinęła pod skrzydła Kapitana, bo nie wiedzieli którędy na górę. Byli mocno emerytalnie, a bez nich reszta niby wie jak to wszystko działa, ale jakoś nie wychodzi.

Próba rozruchu produkcji silników lotniczych i rakiet rozbiła się o balkoniki – młodym nie wychodziło, więc podjęto próbę ściągnięcia emerytów, ale oni w tym czasie nabrali takiego wieku, że trzeba likwidować w budynkach progi i schodki. O ile jeszcze na podłodze jakoś to działa, o tyle do sterowania większości maszyn i linii produkcyjnych trzeba te dwa schodki przynajmniej na kratownicę zrobić. A minięcie schodkami rury lecącej przez podłogą na instalacji wymaga windy do wózków inwalidzkich – grubo się zrobiło. Niby można kształcić nowych, niby się to cały czas robi, ale oni jakoś tak dziwnie po naumieniu się emigrują. Nikt nie wie dokąd, ale podejrzenia padają, że w kierunku niższych podatków.

Jako że Północ w swoim postępactwie jest pięć lat przed murzynami, to czy dostrzegacie jakieś wzorce i podobieństwa do tego co dzieje się na innych plantacjach? Zapewne nie bez przyczyny. Na całym kontynencie dochodzi do takiej samej zapaści z tych samych powodów.

Zorientowane dziadki na stanowiskach pytają jeszcze, dlaczego to wcześniej działało. A tu przypadek jest taki sam jak w Chinach, tylko oni robili to planowo aby skorzystać, a nie tak od czapy. Otóż wcześniej Północnikom działało, ponieważ grali na gospodarce, gdzie oszczędności miały znaczenie i ze względu na zaawansowanie produktów, które u siebie dłubali sami mogli dawać przebitkę na robocie, ale nie mieli własnych durniów to ściągnęli obcych. Ponieważ im działało to chcieli się wyręczać dalej i tych bystrzejszych też pościągali. Sami przeszli do gospodarki finansowej i sobie zarządzali w białych koszulkach. Przyjezdni się owszem nauczyli jak te produkty robić, ale w tym czasie zaczęto majstrować przy drukarce i ci co szli w długi zaczęli na olbrzymi kredyt nadganiać część finansową – jeśli ktoś liczy na to, że Kapitanowie sezonowi cokolwiek pospłacają to najwidoczniej przysypiał na historii. Obecnie Północniki nie mają już przewagi w margin na tyle, aby ktokolwiek dawał im posłuch, a ci co wiedzieli jak to się robi za tyle nie robią – typ czysty bez mydła wymarł, a ten drugi za dutki się modli. Majstrując przy drukajce i myśląc że są cwańsi od rzeczywistości pozbawili siebie samych narzędzia, które zapewniało im przewagę (sprawna, zmuszająca do oszczędności drukajka). Bo skoro kredyt jest za darmo to ci co nie zostaną zmuszeni do spłacania skorzystają netto. Ci co pozostali w gospodarce oszczędności sami sobie w tym czasie robią krzywdę. Jednocześnie kompetencje przestały być opłacalne więc nabrały narodowości (złotocielcowej) i odtworzenie produkcji wymaga zjedzenia systemu finansowego – inaczej nikomu nie chce się za tyle odtwarzać zdolności. To że na pierwsze zachęty zareagowano odbudową biur (do zarządzania niewolnikami – zawsze były) i na tym się modernizacja hut i odlewni zawiesiła (na produkcję już brakło) to już błąd własny klasy przyzwyczajonej do zarządzania niewolnikami.

Chińczycy to przynajmniej wiedzieli po co wydobywają od Zapada know how – w celu użycia i zbudowania własnego. Na Północy pozbywanie się know how przebiegało bez planu – w celu otrzymania doraźnych korzyści na KPI. Skąd teraz to KPI wyciskać nie bardzo wiedzą. Próba naprawy drukajki pozbawi się betonowego złota oraz udziałów (przeceny o kilka zer). Bez naprawy drukajki też nic nie działa bo się przeliczniki dóbr na godziny roboty w funkcji kompetencji rozjechały. A przy niekompetentnej (nabór lokalsów bo są lokalsami) kadrze kierowniczej nie da się wycisnąć KPI, żeby było czym rozporządzać tak, aby niewolnicy jak dawniej stawali na dwóch łapkach. Rozkład oczywiście poszedł dość głęboko przez dekady, więc wszystkie sposoby “jakoś się zateguje” imigracją, młodymi, edukacją też nie działają z przyczyn wymienionych wyżej w tekście. Czy u Chińczyków z tego powodu jest różowo? No też nie bałdzo, ponieważ oni udoskonalili produkcję masową korzystając z naliczania wartości kredytem naprzód (tak samo jak Zapad) i wyszło, że tych dóbr co wytworzyli to w takiej ilości nikt nie potrzebuje, a schodzenie z ceny, żeby ktokolwiek wziął podważa sam sens tej wytwórczości. Talebowo rozjechały się wykresy nisz ekologicznych systemu finansowego, produkcji i potrzeb ludności. Najwidoczniej ludności musi być mniej (sama sobie z tym radzi), żyć krócej (i pracowicie), banki trzeba przystrzyc o kilka zer, a produkcja musi być dopasowana do potrzeb, złożona i zapewniać realizację potrzeb życiowych wytwórców od szkoły aż po grób. No i który autokrata będzie taki odważny aby to wprowadzić? Wszak zbrojenia wymagają produkcji masowej, użycie uzbrojenia wymaga dużych banków (aby jakoś rozliczyć bałagan przy tym powstający), a ludności już wszystkim brakuje, chociaż wszyscy mają za dużo 🙂