Sztorm Z-etek. PIDździec!
Poględzę na temat, o który zwaliła się sterta zapytań różnymi kanałami. Chodzi o tezę @Blacha, którą podzielił się na zjeździe dotyczącą takiego market making, żeby się odchodzące imperium wykpiło z długo (i jak się komuś jeszcze uda to też). Otóż to się nie uda. Nie dlatego, że nie uda się w przyszłości, tym razem już się nie udało, to stan dokonany. I nie dlatego, że pomysł jest głupi, tylko dlatego, że udało się zoptymalizować sterowanie przez co nie działa.
Będzie to w kontekście zetek, które już weszły na rynek i te które wchodzą, a których koncepcje są fascynująco straszne. I już urzeczywistniane. Zetki są najkapitalistyczniejszym ze wszystkich pokoleń jakie były. Tak jak po kilku pokoleniach udało się skomunizować część populacji, że za Gierka było lepiej tak boomersi stworzyli cuda natury – destylat kapitalizmu, przy którym XIX wieczni kapitanowie przemysłu to uprzejmie filantropi. Nikt takiej szkoły jak oni nie przeszedł, i nikt nigdy aż tak bardzo nie miał wyboru oraz… pozostali też.
Zacznijmy od tezy deflacyjnej (na długu, więc w rewersie inflacji na wszystkim) jaką zasugerował @Blacha. To jest słuszna koncepcja aby państwo manipulując rynkiem akcji i obligacji siudało zmiennością kogo popadnie ciągle zmieniając kierunki i zawsze pod kreską inflacji (czyli stopa zwrotu poniżej zera, a nawet jeśli nie to grubo poniżej inflacji). W kontekście układu sterującego – to będzie miało miejsce czy władzuchna będzie przy tym majstrować czy też nie. Już ma (ale nie uprzedzajmy foktów). A to dlatego że właść obecna (gdziekolwiek minus ułamek objawów myślenia w Chinach) oparła się sterowanie jednym parametrem robiąc z niego bat & marchewkę tylko marchewki brakło.
[Zaznaczam, że koncepcja, którą przedstawił @Blacha byłaby sensowna, gdyby obieg finansowy & gospodarczy działał zgodnie z podręcznikiem, ale z różnych przyczyn został przebudowany na Goldberg/Robinson contraption. Najpierw powrzucam trochę przykładów anegdotycznych, aby była historyjka i ich odniesień do logiki, w której się tekst porusza. Pięć stron zanim dopłyniemy do brzegu. A później rozkręcą się ranty, których nie braknie wcześniej. Zaznaczam, że @Blacha zreferował koncepcję jako prawdopodobnie wdrażaną, a nie że takie odklejenie wymyślił. Zeznał co zaobserwował.]
Jak czytelnicy zapewne widzą nie ma czegoś takiego jak możliwość skutecznego wykupienia “tytułu szlacheckiego” czyli wyjęcia spod jurysdykcji właści gdziekolwiek, ale zawsze umiłowanej. Są niby tam jakieś substytuty, ale tak, żeby kto się za zgodą władzy spod władzy wykpił to nie. Nie ma też możliwości wygrania w grę statusową, ponieważ na tej loterii są miliardy losów – wszystkie przegrywające, ponieważ nie istnieje taki układ sterowania aby pod jedną zmienną zintegrować różnorodne potrzeby tylu miliardów ludzików. Jedyne do czego sprowadziła się zabawa (po wyeliminowaniu religii, struktur społecznych, norm obyczajowych, tytułów ślacheckich i chwalebnych kampanii wojennych) to zdobywanie FIATów. I raczej nie chodzi o model 125.
Boska władza kreacji (niech se stanie!) jak się okazało w praktyce niczym nie różni się od innych kultów – otóż bóstwom jakoś zawsze brakuje piniondzy. Niby są wszechmogące, niby mogą wszystko wszystkim, ale zawsze potrzebują trzech rzeczy. O ile początkowo powiązano to z marchewką (emerytury są przykładem, ale inna opieka społeczna, dotacje, subwencje i pozostałe perwersje) to marchewka ta z czasem zaczęła być wiązana z jakimś, rzekomym kapitałem (że niby na emeryturę “się odkłada w kapitańskim przymusie” – Bismarckowi się takie rzeczy nie śniły; że niby podpadanie pod socjal wymaga przepracowania czegoś tam czy płacenia podatków, albo przynależności do). Czyli zwiększano kij, a marchewka stawała się na tyle iluzoryczna, że niektóre (zmyślone osoby) praktycznie opt out z systemu. Z przyczyn rozrachunkowych te pozory wypłacalności funduszy emerytalnych, rentowych, socjalu etc oparte są o koszyk akcji i obligacji (vide @Blacha – Kapitan ma to wyzyskać), a jak braknie to dosypywane jest z koszyka kapitańskiego (Kapitan kogoś sponiewiera i mu zabierze).
Ponieważ władza absolutna wymaga dominacji Kapitana w gospodarce (a jest kreatorem oraz strażnikiem waluty i rentowności na zobowiązaniach) to prywatni gracze z rynku zaczęli znikać, więksi się kooptowali do Kapitana pod rozkazy (sektor bankowy znakomitym przykładem, w tym jego macki jak fundusze mieszkaniowe, emerytalne, obligi korporacyjne, kredyt dla dużych przedsiębiorstw typu BGŻ i odpowiedniki gdzie indziej etc etc), a reszta stanowi problem dla nich (ponieważ MiŚie są sprawne gospodarczo, ale nie da się z nich zedrzeć podatków i podaży na raz, ponieważ MiŚie nie wytwarzają tego, co wynika z dużych, słomianych zamówień publicznych na miarę kapitańskich możliwości, i to nie jest kapitańskiej papugi ostatnie słowo!). O tym jaki to jest problem wychodzi w każdym kryzysie – im mocniej się dokręci śrubę tym bardziej miodku tam nie ma. Tym razem gwint się zerwał na dobre (pewnie zerwał się kilka lat temu, tylko nie dawałem temu wiary i przecierałem oczy ze zdumienia).
Bo ja to tak w ogóle to głupia jestem. Niby piszę dyrdymały, niby ludziska to czytają bo niby tak się później dzieje, ale za każdym razem się łudzę, że tak źle i tak szybko jak mi się wydaje nie będzie, bo zazwyczaj jest wolniej (miałem zły timing) i zejścia nie były tak głębokie (miałem złą skalę). Tym razem wszystkie huragany o jakich pisałem były szybko i były mocniejsze (czyli dalej mam zły timing i skalę). Nie rozumiem dlaczego niby ktoś to uważa za interesujące. Może w ramach kabaretu. A ten jest pierwszorzędny bo na prawie 30tys metrów obecnego łagru jestem najmłodszy (i to najmłodszy poważnie, bo reszta na palcach jednej ręki liczy ile im zostało do darów Bismarcka).
@Blacha wymyślił, że Kapitan różnymi środkami będzie tak majstrował przy pump & dump na akcjach i stopach, żeby mu się dług redukował. Czyli Kapitan będzie grał przeciwko funduszom, do których musi dosypywać jak im braknie. A nawet jakby nie dosypał to nie ma to znaczenia, ponieważ padła podaż. Taki rodzaj dosypywania (uchyb bieżący) z narzekaniem na wydatki (skumulowane uchybów przeszłych) i plany świetlane (uchyby przewidywane) chyba każdemu się od razu skojarzył właściwym układem sterującym niezależnie jak skomplikowane pętle i algorytmy wprowadzimy pomiędzy trzy literki (PID dla niezorientowanych). Z tym że na I/O jest ta sama zmienna. Niezależnie jaką ma wartość to nie jest kiełbasa czy kwadraty betonowe. Czyli do sterowania zmienną, która kiedyś miała wagę (przypisywała wagę do innych zmiennych w równaniu decyzyjnym; czyli była w jakiejś mierze sterująca) dorobiono maszynę Goldberga.
Ponieważ Niedorzecze jest kilka kroków za przodującymi Lekarzami i Inżynierami, czyli nie załapało się na mannę z Nieba, bo samo tę mannę starszym i mądrzejszym dowiozło (współpraca to takie zjawisko, gdy biedny robi na bogatego u bogatego i wtedy biedny może powiedzieć, że mu się poprawiło bo biednych ubyło – są teraz u bogatego, który może powiedzieć, że średnio zbiedniał per capita; czyli równość wchodzi) to zgodnie z tą koncepcją porównywania dwóch różnych zmiennych (ktoś się nie obciął w poprzednim nawiasie?) wskażę przykłady anegdotyczne zaklinania rzeczywistości, które z pewnością w Niedorzeczu są wyłącznie irytujące, ale w postępactwie już wydały owoce.
Coś jak w tekście sprzed pół roku ( https://zarobmy.se/puchatek-zakonczyl-dostawy/ ), kiedy poruszałem temat podaży materiałów inicjujących i wybuchowych. W tym ograniczenia w obrocie nimi jakie narzuciły Chiny, które są jedynym istotnym eksporterem netto. Bezalternatywnym w wolumenie planety. Skoro nawet ja byłem w stanie ogarnąć, że USA siadła produkcja i za pół roku będą mogli na kamienie, to zainteresowani i lepiej zorientowali znali nawet datę i godzinę kiedy do tego dojdzie. To samo jest w każdym innym segmencie infrastruktury i tak sobie ględziłem, ale że niektóre lemingi/normiki mi tłumaczą, że to się zateguje i nic się nie dzieje (jeszcze lecimy) to spokojnie sobie patrzę zajadając popcorn (mam podstawy aby to czynić, bo najśmielsze przewidywania jednak się realizują). Mniejsza o inicjatory – anegdotka zaczyna się od powrotu ze zjazdu. Wróciłem na rdzenne tereny Północników, akurat tych najbardziej południowszych i podreptałem na ciuchcię by przypomnieć sobie, że wróciłem do upadającego PRLa. Bo gdyby ktoś przeoczył, to SAS wyniósł się do CPH ze względu na zielone opłaty (bajki jakoby w se rządziła jakaś prawica są taką samą prawdą, jak to że w il rządzą umiarkowani centryści) i dalej najlepiej pociągiem, który na liniach wewnętrznych jest… droższy od samolotu na liniach wewnętrznych. Bo jest elektryczny i opłaty za emisję co2… znaczy podatki. Zabawa zaczyna się do tego, że pozajączkowały się zwrotnice, więc pociąg z Berlina do Sztokholmu opóźnił się na Świętego Nigdy (nie pojedzie), a ten który jedzie by połatać trasę rusza z peronu “pod prąd”, więc stado ludzi próbowano przegonić po peronach (o ile ludy dzikie rozumieją takie zabawy, o tyle tubylcy jeszcze nie całkiem przywykli i pomachali ciuchci uznając, że pojadą kolejnym). Kolejny niby miał jechać gdzieś tam, ale że brakuje maszynistów to pojedzie tylko do najbliższego miasteczka i tam trzeba sobie rozwiązać równanie “co dalej”. Oczywiście nikt nie zmienił oznaczeń na wyświetlaczach, więc konduktor był odpytywany o co chodzi przy każdym bilecie. Wszak wiadomo – wyświetlacze dlatego zastąpiły tablice stałe, aby można było dynamicznie podawać informacje, tylko nie ma ich kto podawać, bo się może cały interes z tablicami sypnąć i wyświetlą nie to co powinny. Zresztą były cięcia i na stanowisku od wklepywania informacji nikogo nie ma.
Mamy więc infrastrukturę, gdzie w wyniku zmiany cen akcji wprowadzono “oszczędności” szukając pracowników o kwalifikacjach których i tak nie było (bo za tanio) za cenę, której nie ma i nie będzie. Infrastruktury nie obsługuje więc nikt, ale są wakaty, których nikt nie chce i wcale nikt tam nie jest chciany (bo koszty). Czyli jakakolwiek działalność stała się nieopłacalna i lepiej jeśli nie działa – wtedy mniej kosztów robi. Historie o tym, jak podmiejski pociąg robi 40km w 12h zapewne nie przebijają się do zagramanicznych pismaków bo by PR Północnikom wysiadł, ale lokalnie nikogo to nie dziwi.
Podobne hece porobiły się w drogownictwie i telekomach. Ale istotne dla tekstu jest to, że wynikają one właśnie na majstrowaniu przy stopach oraz wycenach. Bo pomysł ujawniony przez @Blacha już był wprowadzony i miał tak piorunujący skutek, że władzuchna nie wie, którą wajchę teraz przestawić aby aparat nie rozmontował jej stołka. A demontaż trwa w najlepsze. Z takich weselszych anegdot to ta, że wzorem anglojęzycznych Północniki wzięły się za przepędzanie nie dość upapierowanych imigrantów. Po pagonach poszły okólniki, że mają być wyniki. Przecież pagon nie będzie ganiał się po NGZ z łobuzami, bo koszty, bo ryzyka, bo to praca tymczasowa tylko sobie wejdzie do bazy danych migracyjnego, skarbówki, wylistuje co nie sztymuje i do przodu. Są wyniki. Otóż aby figurować w skarbówce tak, żeby mieć tam “stałe miejsce pracy” (umowę na nieokreślony), zamieszkania, dochody i wszystkie inne papierki to trzeba pracować w budżetówce. W przemyśle nikt się takimi papierkami zbytnio nie trapi ponad minimum minimorum (epsilon to “ma dziurę w d”), a często i to nawet nie, bo przez ponad dwadzieścia lat kontrolę widziałem raz i to dopiero dwa miesiące po tym kiedy pokiereszowanego pracownika zdjęto z rusztu pakując do karetki.
Pagoni więc bohatersko najechali placówki opiekuńcze, służby zdrowia etc aby pojmać krnąbrne imigrantki robiące za najniższe dopuszczalne stawki jako pielęgniarki i opiekunki. Po czym wydaliło je wsie na Południe (Afryka, Albania, Albion). Zaznaczmy, że wszystkie wykształcone na miejscu, na kredytach studenckich i zasiłkach z gminy, zatrudnione w gminie (bo ta opieka zdrowotna podpada pod kasę gminy bezpośrednio) za stawki, za jakie nikt przytomny się nie schyli. Ale póki były w szkole i je dokarmiano to części papierków żeby je gnębić nie było. A pobyt dopiero miały dostać (bo pracują), ale że migracyjny ma taki zawał biurokratyczny, że rozpatruje papierki w trzy do pięciu lat to… skutek jest taki, że w kilku landach (województwach) zwołano sztaby kryzysowe pod hasłem “kto wykona obowiązki utrzymania usług publicznych?” i znaleziono odpowiedź, że nikt. Oczywiście odklejony jakiś tam minister od tego bajzlu uprzejmie zawiadomił, że ze swoich krajów będą mogły się ubiegać o łaskę pracy dla Jaśnie Północników już ze swoich krain. I może łaskawie zostaną przyjęte. Oczywiście muszą spłacać zobowiązania (terefere – kredyty studenckie na to kształcenie) . Oczywiście kto został wydalony może złożyć podanie dopiero po pięciu latach i one już w pięć lat zostanie rozpatrzone. Czytelnicy wiedzą, że to jest szczwany plan, aby obcych won bo zabierają tubylcom robotę. Akurat znajdą tubylca, który za te stawki będzie podcierał dziadkom zady. Wszystko logiczne. Popcorn. Ale kurtyna jeszcze nie!
Z pociągu wydreptałem na powierzchnię i zawiezion był dziurawymi, rozlatującymi się ekspresówkami, a później skręciliśmy na wiejskie ślady po drogach, których asfalt wygląda jak mozaika (każda łata w innym kolorze), ale tylko latem, bo zimą śnieg zakrywa dziury. W drogownictwie jest śmiesznie już od pięciu lat. Tam im też pomajstrowali przy wycenach, a że to jest publiczne to firma nie tylko musiała zrobić cięcia, ale też dołożyć do funduszy emerytalnych (jak @Blacha postulował – obligi też na stracie) czyli ciąć jeszcze głębiej. Nie bardzo było co, bo publiczne oznacza, że jest tam główne inżynier i kontrolerzy, a robotę trzeba kupić w przetargu. Dla picu istnieją trzy korpory, które obsługują ten interes, ale zamawiają u siebie nawzajem bo jedna robi ciężkie (mosty, wiadukty), drgua gruz i nawierzchnię, a trzecia kreśli, kopie, wytycza i przykręca odbojniki. Tam też przecież nikt tego bezpośrednio nie robi tylko przez podwyki na korporacyjnym sprzęcie. Cięcia wcale nie były potrzebne (bo patrz @koncept przedstawiony przez @Blacha – punkt inflacja) bo pracownicy od tej roboty (i budowlanki) gdzieś wyparowali. Mało nie wyparował też sam główny inżynier od dróg w landzie, z tego samego powodu. Otóż koszty życia wzrosły skokowo (tak o 30% rocznie rosły przez pierwsze trzy lata, więc procentem składanym szybko dojdziemy, że gdzieś wcięło połowę hajsu), jednocześnie zaczęto wojować z podwykami (bo to łoptymalizacja jest!) i waluta po przeliczniku bankowym spadła tak gdzieś o 20% względem czegokolwiek do odniesienia (dular, bo przecież nie zooto). A przelewy zagramanicę zaczęto ścigać i blokować. Boomerstwo może sobie roiło, że jeśli przestawią wajchę i zmienią warunki to ci wszyscy ludzie staną na dwóch łapkach nadstawiając trzeci policzek, ale jakoś tak zniknęło pół miliona pracowników w ciągu roku, którzy i tak w zasadzie byli po pięciu w pokoju, bo przyjechali chapnąć, a nie wydawać. Ponieważ robić nie było komu (a kontrakty są jakie są) to się te kontrakty zaczęły zawalać. Aby firmom ulżyć dostały te firmy odroczenia zapłaty brutta od brutta i innych dupereli związanych z zatrudzaniem. Na trzy do pięciu lat, kiedy w branży najstarsi goralenvolk nie pamiętają, aby podwyk funkcjonował dłużej niż dwa lata, bo papierologia robi się pod górkę, a budowlanka i tak jest sezonowa. Ponieważ zaczęły się zawalać to do lodówki trafiły płatności, w skutek czego zawalało się szybciej i bardziej. Pół roku zajęło (i tak duża inercja) zanim w branży rozpanoszył się wniosek, iż nie ma sensu zwalniać ludzi, tylko od razu robić upadłości (wypłaty są ubezpieczone tak, że de facto płaci gmina korzystając z tego brutto brutto, tylko ono było odroczone, a syndyk z upadającej budowlanki to może ściągnąć co najwyżej koło po taczce i drukajkę). Co akurat wdrożyło się samo. A gminy nie mając wpływów (bo odroczenia) wydrenowały budżety (dalej tnąc projekty, więc kolejne firmy się zamykały) jednak Kapitan może podżyrować im zadłużenie bo przecież te odroczone wpływy na peeeewno kiedyś będą, a do tego gmina zbiera podatki. Z tych pozamykanych firm oczywiście. Bank by normalnie nie poszedł na taki interes, bo tam nie blondynki siedzą, ale… bank pod regulacjami kapitańskimi jest na musiku bo mu można to czy tamto w szprychy wsadzić, a do tego można gruszki na wierzbie obiecać, żeby ładnie interes opakować. Dlatego Nordea dawno się wyniosła z cyrku, bo Kapitan śmiał kazać zamiast pierścień całować. Banki więc dały, ale clearing im się posypał, co mieliśmy jako festiwal różnych “zaostrzeń” w przelewach (że waluty niedostępne, że przelewy idą dwa tygodnie i podobne brewerie). We Włoszech był taki dramat, że banki zaczęły blokować przelane kwoty (pod różnymi pretekstami) bo w całej EU mechanizm był taki sam, z tego samego okólnika “jak to zategować”.
Boomerstwo w takich sytuacjach zawsze miało dwie tezy. Pierwszą “przecież ci ludzie muszą gdzieś pracować” – która pozornie prawdziwa oznacza gdzieś, ale niekoniecznie w tym kraju gdzie jest drogo; kolejny jest w odległości lotniska. A że atut zarobków wyższych niż pod domem prysł (zapad biednieje w takim tempie, że nawet go nie trzeba gonić aby prześcignąć) to model taniej roboty upadł (bo gdzie indziej też jest drogo) i żadne opowieści o rumuńskich czy bułgarskich stawkach (które netto są zbliżone to Północnikowego netto po drakońskich podatkach, a siła nabywcza jest dyskusyjna kto tu kogo dziobie) już nie znajdują słuchaczy (z powodu tezy drugiej). Kłopocik że średnia wieku we wszystkich krajach jest taka, iż spora część tych ludzi po prostu poszła na emerytury. Albo i tak jest niezdolna do takiej pracy ze względu na wiek.
Drugą tezą (boomerską) jest “przyjdą nowi, młodzi” – no nie urodzili się. A Ci co się urodzili mają niby być przedmiotem tekstu (bo na razie jesteśmy w prologu^^) i oni akurat liczyć umieją, bo bardzo ich zgnębiono cyferkami. Są całkowicie odporni na przymus ekonomiczny, ponieważ połamała się marchewka, którą ich chłostano. Cały aparat ekonomiczny (wskazany przez @Blacha) oparty był właśnie na podaży konkurencyjnej, młodej siły, i imporcie niewolników do konkurowania z niewolnikami. Ale źródło wyschło. I zanim ktoś wyjedzie z tekstem, że w Nigerii to jak króliki przejdziemy do przemysłu. Tego tak trochę bardziej złożonego.
Przełożę to na taki bardziej czytelny opis. Suma kwalifikacji potrzebnych do sprawowania funkcji w wyższym dowództwie (standardy NATO) przekracza 20 lat edukacji (poupychanej na kolejnych stopniach, szkoleniach i formacji pomiędzy wykonywaniem służby i w ramach niej). Tak gdzieś przy 22-25 najmniej można generałować. W przemyśle jest podobnie tylko ma on o wiele większą złożoność (skomplikowany jest bardziej) oraz ostrzejszą selekcję. Tak, mamy mniej specjalistów od budowy samolotów robiących samoloty niż hetmanów lotnictwa robiących samolotami (chodzi o liczbę osobników, którzy od biedy potrafią przemyśleć, pokierować projektem, sprawdzić i pokierować produkcją). Może niusy w mediach to jakoś tuszują nagłówkami, ale w całym przemyśle mamy więcej dyrektorów niż specjalistów zdolnych uruchomić i prowadzić instalacje. Dlatego zniszczenie programu rakietowego czy jądrowego z punktu widzenia il oznaczało ataki na naukowców po sponiewieraniu instalacji. Mniejsza liczba celów do ogarnięcia. Nie trzeba ubijać dyrektora ośrodka i kadry zarządzającej – oni są nieistotni. Aby wyłączyć produkcję samolotów, czołgów, okrętów podwodnych wystarczy wyjąć z łańcuchów jakieś trzy osoby na dole i cały łańcuch produkcji zaczyna podskakiwać na kontroli jakości, po wyjęcia z łańcucha trzydziestu odpowiednich osób mamy sklep mięsny, w którym jest orzeł. Te trzy pierwsze osoby są w metalurgii (materiały specjalne), pozostali są w kolejnych etapach ich obróbki, systemów sterowania, zarządzania projektem hands on. Akurat systemy sterowania są najbardziej odporne (istnieją zastosowania inne, z których można pobrać z rynku specjalistów i szybko dostosować; wcześniej tak było w innych sektorach, ale przez ostatnie 20 lat wszyscy poszli do kodoklepstwa, przy czym tu nie piszę o apkach, a o sterowaniu elektroniką, czujnikami etc). Pula tych ludzi jest dość skromna (jeszcze sto lat temu kierunki nietechniczne na uczelniach były płatnym hobby, techniczne były opłacane przez firmy, które potrzebowały specjalistów) i w populacji spadająca (nie żeby głupsi byli, tylko przemysł jest coraz bardziej złożony). I akurat to są ludzie umiejący liczyć, w teorię gier żaden negocjator ich nie zrobi bo przegrał siadając do stolika. Epickie historie o tym jak MBA zadarł z działem technicznym i trzeba było zbudować firmę od nowa, a do tego drożej są powszechne.
Po tej garści anegdot – do brzegu.
Mamy wyjątkowo sprawną gospodarkę (na planecie). Jest tak zoptymalizowana, że ciężko bardziej. MBA wykonali swoją robotę. Mogą odejść. W tym czasie zużyli zasób polityczny pozwalający im funkcjonować. Nie jeden, ale wystarczy, że władzuchnie nie sztymuje jedna zmienna aby nie była władzuchną i czujne nosy polityczne od razu wietrzą takie smrody. Bo ich pozycja społeczna (a często życie) od tego zależy. Popularne ostatnio hasło – kohezja społeczna leży i kwiczy. Podpięcie wszystkiego pod jedną zmienną FIAT (która przymusowo ma być niby istotna, ale w rzeczywistości jest pochodną) uporządkowało aparat gospodarczy do stanu oczekiwanego. Stanem oczekiwanym każdego porządkowania jest rozkład optymalny będący śmiercią cieplną. Być może da się jeszcze głębiej (wytrącić moment biurokratyczny z jądra, czyli oklepać właści gruchę), ale tam uzyski są znikome. Stąd w USA polityka mająca szarpać zmiennością (i stąd koncepcja zadeklamowana przez @Blacha, że na tym będzie optymizacja, tylko nie ma już czego optymalizować – wszystko jest zimne, nie ma marży, nie ma na czym zarobić). W takiej sytuacji (zoptymalizowany łańcuch gospodarczy) zawsze dochodzi do deflacji (po to przecież optymalizujemy, żeby było taniej, czyli żeby się przy tym mniej narobić – deflacja jest celem). Jednocześnie zabezpieczenie pozycji społecznej polega na inflacji (czyli stan posiadania generujący większy stan posiadania, w rozumieniu cudzych zobowiązań). Co jest poniekąd sprzeczne, ale tylko pozornie gdyż potrzeby osobników uczestniczących są po pierwsze niepodzielne, a po drugie tych zmiennych jest więcej i nie da się tego zamieść pod dywana FIAT. Co wali po oczach gdy inna zmienna chrzęszcząc gąsienicami wywraca rzuca sprawdzam.
Chińczycy się w tym połapali (inni też) i postanowili coś z tym zrobić (inni nie). Jeszcze się o to spierają, bo połapali się też, że jak zrobią to co zrobić zamierzają, to wyniki gry statusowej się tak jeden do jeden nie przeniosą, a przecież decyzję o przypisaniu większej liczby zmiennych podejmują zwycięzcy tej gry. Mieliby sobie sami pod górkę robić? Dlatego nikt więcej nic z tym nie robi. Ale Chińczycy są najwięksi i nie bardzo mają wybór. Nie mają alternatywnego dostawcy o takim wolumenie, aby im w razie czego ulżył. To oni są ostatnią instancją przemysłową na planecie.
Bo inflacja oznacza deflację. I to nie jest dwójmyślenie tylko stwierdzenie foktu, że proporcja wypłata przez metry kwadratowe dla jednego jest deflacją (beton miał zawsze drożeć, mimo że produkujemy go tyle?), ale też inflacją (siła nabywcza wypłaty rośnie, nie utrzymamy tego; to skandal aby ludzie budujący domy mogli je mieć!). Dla uproszczenia labiryntu (który mieszcząc się na lichej liczbie stron jest tylko cieniem na ścianie tego co mam w głowie) będę pokazywał jak Chińczycy starają się przejść labirynt, jak Zapad przechodzi go standardowym brute force (zawsze działało), gdzieniegdzie będą wtrącenia jak Kacapii burzą stare ściany labiryntu 9ale oni tu anegdotycznie, są w d i już z niej nie wyjdą, co nie znaczy że Zapad wyjdzie).
Chińczycy zaczęli od gospodarki podażowej (jak to każda gospodarka na restarcie po wojnie) aby dowieźć to czego brakuje, a zazwyczaj brakuje wszystkiego. Nadwyżki pozwalają na finansjalizację gospodarki, ale tę Chińczycy mają mała mimo epickich nadwyżek dlatego, że aktywnie przeciwdziałają sektorowi bankowemu u siebie aby utrzymać władzę (nie dla dobrobytu tylko czysty pragmatyzm kontroli). Mają doświadczenia Zapadu, który popuścił i dalej było z górki aż po kontrolę Kapitana przez banksterę. Chińczycy na to nie poszli tylko dlatego, że nie doszli do tego etapu kooptacji gdzie Dimon obsadza cysorza. Niewiele by to zmieniało, ale skutki po obu stronach są takie same i rozwiązania podobne (o to Elonu gardłuje na cysorza, że nie w tą stronę skręca gospodarka, tylko Elonu żyje w bańce techowej i w tej bańce możemy sobie długo ignorować, że droga skręca, a my się przebijemy skrótem i wylądujemy przed wszystkimi bo zawsze tak robiliśmy; spór jest o to, że władzuchna oceniła ten zakręt na dość długi, a Elonu, że tam za ścianą jest jednak przejście; kto miał rację dowiemy się gdy będzie to po lewej stronie wykresu; zapewne obie strony mają rację, ale może braknąć zasobów na sprawdzenie obu rozwiązań, a może też braknąć na dalszą wycieczkę i wrócimy – “cofka technologiczna”).
Teoretycznie można by uznać, że Chińczycy dopłacają własną krwią i potem do eksportu swoich dóbr po absurdalnie dumpingowych cenach by utrzymać wolumen. W praktyce płacą za to dostawcy surowców trzymani w szachu przez USA, które też potrzebuje tych surowców. Chińczycy na garbie USA nie muszą wysyłać swoich Lotniskowców aby wyjaśniać Saudom i Iranowi, że cena ropy na dziś ma być taka czy siaka. USA mają ten sam problem więc łune się martwio.
W tym samy czasie Chińczycy zdejmują ograniczniki w swoim aparacie produkcyjnym upraszczając produkcję do poziomu, w którym te dobra naprawdę są tanie (żrą mało roboty w produkcji) oraz krok po kroku idą w stronę ich łatwego utrzymania (aby produkty jako tako dało się naprawiać/utrzymać w ruchu na bazie dostarczanych przez nich elementów). Dokładnie to samo co zrobiły firmy Zapada tylko w kolejnej iteracji prościej, lepiej i kosztem sektora finansowego, a nie na jego rzecz. Ponieważ Chińczycy połapali się, że to sektor finansowy psuje infrastrukturę majstrując przy złożoności jej utrzymania. Zapewne wyznaczyli sektorowi finansowemu limit “ile miedzy może zająć w gospodarce” i dlatego nie jest to jakoś szczególnie interesujący sektor pod wzrosty u nich. Różnica taka, czy źródłem władzy jest waluta i przemoc czy podaż i przemoc. Chińczycy mają marchewkę, Zapad twierdzi, że marchewkę można kupić. Z tymi bajkami o automatyzacji i robotyzacji to na razie polecam dać na wstrzymanie, to są wioski potiomkinowskie do pokazywania gawiedzi. Są zbyt skomplikowane w utrzymaniu dla personelu poniżej sigma dwa z groszami. I ciągle się komplikują. Znam takie gdzie to działa (jedna osoba obsługuje całego faba, bo sama sobie zbudowała, a suwnica ma 40 ton tylko nominalnie, bo naprawdę to więcej), ale nie jestem w stanie ocenić o ile taki osobnik jest bystrzejszy ode mnie. Do sigmy dwa powszechnie da się rozgarnięcie mierzyć, powyżej to zgadywanka. Można najwyżej powiedzieć jest/nie jest, a jak bardzo jest powyżej to wróżka Tamira i Ojciec Wasylij z Buriacji udzielają analiz. Ale do takich fabryk nikt nigdy nie przyłazi z kamerą, udają że ich nie ma. To jest planetarna egzotyka z gatunku “siam tu robię to, co konkurencja w Korei Południowej robi w trzystu”. Mam o tym kilka garści anegdot.
Chińczycy jednocześnie uprościli biurokrację. I to jest ich istotny wkład w rozwój ludzkości. Udało im się zepchnąć cały system decyzyjny w zasadzie na algorytm, a ludzi przekierować do reprezentacji tego aparatu jako hostessy. Uważam, że to jest bardzo dobre i mądre rozwiązanie. Najmniej w nim chodzi o kontrolę (bo przy tak rozległym aparacie to jest mrzonka), ale o to, żeby w ogóle działało. I to nie jest ich ostatnie słowo – kolejnym krokiem jest redukcja aparatu prawnego (prawno administracyjnego, administracje już ogarniają), tak żeby ludzie nie musieli się tym kłopotać, ponieważ liczba interakcji rośnie w funkcji wykładniczej liczby ludzików mul przepisów ich wiążących. Nie ma takiego aparatu złożonego z ludzików, który by temu podołał. A ponieważ oczekiwanie (zasadne zarówno w Chinach jak i tym bardziej na Zapadzie), aby każda sprawa była rozpatrywana z należytą uwagą i indywidualnym kontekstem musi być zrealizowane, jeśli szlag ma nie trafić kohezji społecznej, a co za tym idzie samego aparatu władzy (czyli sprawa krytyczna). To dość istotna kwestia i przepalająca najwięcej zasobów każdego aparatu. Nawet jeśli jest to tajna policja porywająca i torturująca ludzi. Co oczywiście może być frustrujące dla lewników (że ich zastąpią maszyny i zniknie status społeczny z tym związany; tak jak artystom ai zabrało chleb z chałturek), ale z punktu widzenia miliardów ludzików w interakcjach oszczędzi to średnio dziesiątki godzin rocznie per capita.
Tak po prawdzie, jeśli pójdziecie do jakiegokolwiek Janusza i mu powiecie, że tych wszystkich bzdur administracyjnych, kontroli, zapytań i wezwań nie będzie jak tylko wstawi w kubeczek czerwoną flagę z żółtymi znaczkami to możecie być pewni, że zamówi sztandar zasłaniający fasadę skacząc z radości, że wreszcie ma czas zapier… A jak jeszcze się dowie, że nikt się o to nie przy… to może nawet się zacznie podpisywać po chińsku. Oczywiście Janusz swoje biurwy ma prywatne w firmie więc zostawi jedną czy dwie do klepania po dupach aby były jakieś pożytki statusowe. Tyle że to się tak dla Janusza nie skończy (bo to przecież też jest optymalizowane, Janusz ma zapier… Partia vult! – pytań nie przewidziano).
Tylko że jakoś trzeba limitować dystrybucję, żeby ludzie nie zbierali śmieci w nadmiarze. Hominidy mają w głowie taki przełącznik do gromadzenia na zapas – przystosowanie ewolucyjne. Żrą aż padną na serducho, piją jakby jutra nie było, emeryci gromadzą leki do przeterminowania, madki gromadzą zabawki dla pociech. I nie nadużywali usług (bez potrzeby). Bo ten cały wolny czas jaki uzyskają z ograniczenia zbędnych czynności trzeba przekierować na to aby ludzikom chciało się robić wincyj ludzików. To główne zmartwienie władzy (władzuchna miała je zawsze za wyjątkiem ostatnich 150 lat; zawsze był kryzys demograficzny; odwrotnie to były jednorazowe wyskoki, lokalne) kim tu urwał rządzić. Chińczycy się połapali, że podpięcie wszystkiego pod FIAT powoduje iż sapiensy zaczynają gromadzić FIATy. A że gromadzą rożnie (jedni są w tym nieprześcignieni; inni wprost przeciwnie) to się kohezja rozjeżdża i patrz punkt o utrzymaniu władzy. Trzeba więc podpiąć więcej zmiennych i do tego takich, które ciężko lub wcale nie nadają się do transferu. Nie wiem czy czytali Zajdla, ale pewnie Limes Inferior mają zaliczone rewolucją kulturalną. Na Zapadzie (miały być wstawki porównawcze więc to to) odpowiednikiem czerwonych jest opieka społeczna, kartki żywnościowe, socjal w ogólności. W Chinach to funkcjonuje podobnie, tam przyjeżdża pan hostessa z Partii (lokalny administrator) i rozdaje babciom siaty z dobrami (Partia daje^^). Ponieważ przemysł wytwarza olbrzymie nadwyżki to i tak by to wyrzucili, a problemem jest jedynie sposób redystrybucji. Czyli ostatni kilometr. W systemie rozliczeniowym i tak nie ma znaczenia czy to coś kosztuje, ponieważ do produkcji FIATy są dorzucane tylko po to aby uzyskać wolumen. Towar wysyłany na eksport ma zapewnić jakieś tam wyrównanie do dalszej wymiany zagramanicznej, ale niby co mieliby z tym zrobić? Ropy, boksytu i tak potrzebują, u nich mało rośnie. Celem jest wolumen, który pozwala najmniej się narobić. A żeby populacja przy wytwarzaniu wolumenu pracowała to ta produkcja musi być na miarę ich pojętności. Czyli nie może być zbyt skomplikowana. Nie da się przeliczyć produkcji myśliwców na miliony ton betonu z mianownikiem w tym samym FIAT, bo to są w ogóle różne zagadnienia complexity.
Z tego powodu Chińczycy wprowadzają rożne, eksperymentalne rozwiązania social score i podobnych “należy się tyle a tyle tego i tego i niczego innego”. Co w zasadzie jest po części opieką socjalną, a po części złotą kartą dostępu do Dismaylandu, ale tylko raz w roku w wybrany dzień. Nie, to nie jest literówka^^
Tyle że system lewny, który ma na celu optymalizację procesów przez rozstrzyganie pojawiających się sporów między funkcjami systemu pełni rolę przedszkolanki. Pozwala mitygować problemy zanim one powstaną. Redukuje ich skalę i… pozbawia sprawczości w długim biegu. Ponieważ stawia presję na uzyskiwanie wyników (optymalizacja) w definicji musi przydzielać zasoby, a że te są ograniczone to rozstrzyga też o dysponowaniu nimi, czyli operuje na dopasowaniu dynamicznym. Co odwraca do góry nogami sposób zdobywania stanowisk (w środowisku testowym wiemy o kwiatkach z gatunku zupełnie niespodziewanego przydziału na stanowisko takie czy siakie tam i tam, powstać i do zadań rozejść się). Co oznacza również przydział całych przedsiębiorstw, działów i… stanowisk politycznych. Na razie środowiskiem testowym są urzędy (administracja) i jednym z kryteriów po redukcji czynników (ważenie) okazała się empatia. Ponieważ zadaniem urzędnika jest wspieranie interakcji algo – mieszkaniec w taki sposób by prowadzić rozmowę do uzyskania danych, które algo potrzebuje do mielenia. Urzędas nie wie ani dlaczego nie awansuje, ani dlaczego nie awansował, oczywiście maszyna może skonfabulować jakieś uzasadnienie, ale ponieważ najpierw odpalono to w administracji to w pętli pomiaru skutków algo samo sobie zrobiło rozkład czynników ważących (wielkie mnóstwo, ale po redukcji na potrzeby człowieka jakimś tam uproszczeniem do tego akurat zestawu zadań jest skuteczność w indukowaniu komunikacji i dopasowanie w locie do rozmówcy; chyba znam pewien inny zawód gdzie to jest istotne… od tego można zostać carem). No i oczywistą sprawą jest to, że tak należy kooptować również decydentów politycznych, a to głupio być decydentem z pętli decydującej czy będziesz decydować. Taki system może mieć spory dryf po biasie początkowym. To jest przyczyna, dla której ministerialna teka pilnuje rozwoju systemu osobiście (zausznik Puchatka, ten z Shanghaju).
Co za tym idzie pojęcie własności (moja firma) w tym własności środków produkcji (mój kapitał) lekko leży. Bo może być nieoptymalny. A również prowadzić do dziwnych rozwiązań (mianowanie na stanowisko oligarchy?), które na razie nam się we łbach nie mieszczą, a fizozofy nigdy o tym nie śniły. Być może to jest jakiś sposób. Ale rzućmy okiem na własne rozwiązania.
No więc na Zapadzie też nas czeka deflacja. I będzie ona wynikała z deflacji. Ta druga, przyczynowa to spadek siły nabywczej w szczególności smarkaterii wchodzącej “na rynek”. Nie jest on na poziomie “jakoś to będzie”. Kalifat Północników jest na tyle małym organizmem, że brak pół czy dwóch miliona niewolników (do dziś nie wiadomo ilu wyjechało, ale wiadomo, że tych którzy pracowali w tej robocie, której tubylec za tyle by nie wziął) rozwala cały system rent, emerytur i zasiłków. Do tego stopnia, że kosmetyczne zmiany nierządu o tym, że wizyta u lekarza po tyle, a zasiłek tyle, zaś kwota od której nie płacisz za leki ileś tam znowu jedyne co powodują, to to, że spora część populacji przestała do lekarza chodzić w ogóle (oczywiście może iść do socjalu po sfinansowanie tego, ale nie każdemu się chce i ośrodki zdrowia, w tym szpitale uzyskały “alarmującą” liczbę odwołanych wizyt z uzasadnieniem “cięcie konsumpcji”). A że z tego utrzymywane są te ośrodki i ich jedynym uzasadnieniem bytu (i finansowania) jest to, że mają pacjentów, wizyty i podobne dyrdymały to nie mając pacjentów robi się ciepło pod stołkami. Oczywiście jeśli koszty rosną to podwyższane są ceny (i mamy przypadek identyczny jak z fastfoodami, że wzrost cen powoduje wzrost cen). Gdyby na to rzucił okiem ktokolwiek po formacji technicznej to by od razu zauważył, że się pętla zwrotna uwaliła, i na początek trzeba wdusić grzyba. W Chinach politycy są jacy są (sukinsyny jak wszędzie), ale są po formacji technicznej (praktycznie sami inżynierowie) i mimo, że z zawodem nie mają styczności to ich formacja charakteru, sposobu myślenia etc przeprowadzana była w warunkach “weź se rozwiąż problem”.
To że samej tej młodzieży jest tyle co kot napłakał powoduje, że szkoły mają identyczny problem – ciężko uzasadnić istnienie kierunków, gdzie liczba chętnych wynosi zero, z rozdzielnika upychani są podpadnięci, a sprawę stara się ratować pośredniak przysyłając dorosłych “na kursy” i “szkoły pogimnazjalne” pod rygorem, że nie będzie ryżu w misce. Zapewne młodzież ma jakiś powód, aby na pewne kierunki się nie wybierać, może znają jakiś dorosłych, którzy je kończyli, dowiedzieli się, że pensje od 40 lat stoją w miejscu (siła nabywcza tych pensji w tym czasie spadła) i otrzymali komunikat międzypokoleniowy “tego nie rób”. Po takim skreśleniu wszystkich “tego nie rób” pozostaje zbiór pusty i wiele osób edukację kończy na podstawówce (u Północników koncepcja przymusowej edukacji do osiemnastki jeszcze nie została wdrożona, debata trwa, bo boomerstwo kontynuację nauki ciągle uważa za przywilej; ciekawe czemu coraz mniej ludzi się o ten przywilej ubiega). Warto zwrócić uwagę, że te puste przebiegi są generowane w sytuacji gdy liczba przedsiębiorstw spadła tak dramatycznie (w ciągu ostatnich trzech lat), że target budżetowy egzekucji podatków leży poniżej 50% (i tak jest na sporym obszarze EU powiązanym z Reichem, czyli w zasadzie trochę Portugalia, Hiszpania, Włochy i Grecja mają inne źródła tego samego problemu). To dlatego skarbówki latają jak z pieprzem. Oczywiście jak to w kryzysie mają inne zmartwienia, bo z czegoś żyć trzeba więc próby wyłudzeń zwrotów są masowe.
Jednocześnie ten deficyt powoduje, że usługi publiczne (odpowiednik ZUS dla przykładu) nie jest w stanie terminowo wykonywać zobowiązań, co na początku wywoływało biurokratyczne czepialstwo o papierki (uzupełnij to czy tamto – zabawę znane każdemu kto miał stosunek z lekarzem orzecznikiem), ale w ciągu roku sprowadziło się do półrocznych opóźnień w płatnościach (choć istnieją zaległości starsze). Jak to w kryzysie – ludzie biorą chorobowe częściej. Szczególnie to taktyczne (na okoliczność zamknięcia firmy do czubka, czubek wystawia na 3-6 miesięcy, że z powodu stresu etc). Niby gmina ma obowiązek dołożyć (ale z próżnego), a ostatecznie Kapitan (ale podatki ma z gminy). No to proszę sobie ten obowiązek wykonać. Jest tak wesoło, że pewne stanowiska mają wieczne wakaty, bo sprowadzają się do ciągłego odpowiadania za nienalewanie z pustego.
Próba aktywizacji odbiła się od zachęt (bo ktoś tam wymyślił, że potrzeba przedsiębiorców) no i dla młodych dali dopłatę na rozpoczęcie działalności. Taką gminną dotację. W kolejce był taki ruch, że nie trzeba było alokować środków. Na Północnikowych forach były żarty, że za pińcet ojro na miesiąc (bo tyle wychodziło) to mogą JDG prowadzić jakiś dzień w tygodniu. Na obradach rady powiatu poruszane były tak ważkie problemy jak dotacje na otwarcie kiosku, bo ostatni się zamknął i nikt nie chce tego prowadzić. No ale nalej z próżnego. To jeszcze na koniec psiarnia wyaresztowała ostatnie pielęgniarki & opiekunki, no i zostali sami biurokraci. Na budowach też poszaleli (Microsoftowi rozpędzili budowę data center). Dwa lata temu zwalano (po szwajcarsku), że to shissuslanderzy i niepoważni gracze na rynku. No ale statystyka nieubłaganie wskazywała, że to są wyłącznie firmy tubylców. Bo zagraniczniki mają firmy w innych jurysdykcjach EU i się tu co najwyżej delegują, a że stawki są jakie są to najczęściej nie.
Boomerzy oczywiście twardo stanęli przy swoim, że nie będzie żadnych podwyków i młodzież ma się zatrudniać tak jak drzewiej bywało. Zatrudnić to jeszcze pod przymusem pośredniaka jak Cię mogę, ale większość przychodzi tylko po kwitek, że szukali i nara. Jak już kogoś we wnyki złapią to się okazuje, że młodzi się kapitalizmu jednak bardzo poważnie wyuczyli. Pyskują, że dostają tyle ile na konto weszło minus koszty pracowania (czyli mieszkanie, transport) podzielone na liczbę godzin (wliczając dojazd) i wychodzi za mało. Więc potrafią ostatni tydzień przed wypłatą nie przychodzić z uzasadnieniem “uzupełnij środki, limit wyczerpany”. Niby można ich wywalać, ale skutek tego jest taki, że zostają same ixy i milenialstwo, które pod takie dictum też ma wywalone i uczy się liczyć od młodych. Boomerstwo przestało już nawet pyszczyć ile to płaci brutto brutto, bo się dowiaduje, że skoro komuś tyle zapłacili to niech wołają go do roboty. W tym kontekście praktycznie cały przemysł stanął dęba. Z powodu deflacji. Ale do utrzymania władzy pewne czynności są potrzebne (ciepła woda w kranie). No i młodzież zaczęła tam wysuwać (skandaliczną i roszczeniową postawę) przeliczając to na metry kwadratowe. Ceny najmu mogą sobie być jakie bądź, ale to zmartwienie klienta (w podręcznikach mają czarno na białym, że od tego jest klient, żeby płacił rachunki, a szef to taki klient). Więc firmy gdzie lumpenkamienicznycy poszarżowali ostatnią dekadę nie mają pracowników wcale. Względnie jak złapią jakiegoś tubylca to pożytek z niego taki jak z paprotki. Ceny domów zaczęły spadać (stopy procentowe – czyli @Blacha dobrze prawi że komuś coś spadnie, ale najpierw kredyciarzom dach na łeb), pustostanów przemysłowych jest tyle, że wyburzać nie nadążają. Plany budowy mieszkań poprzesuwane po pięć, dziesięć lat i to nie jest ostatnie słowo. Bo pustostany przemysłowe na terenie gminy są z prawem pierwokupu przez gminę (żeby porządek był) jeśli nikt nie ma na nie pomysłu, a skoro firmy są zamykane to często gmina sobie te kwestie porusza już z syndykiem. Jeśli gmina nie chce zapłacić dość, żeby syndyk zapłacił z tego gminie zaległe podatki po padalcu to syndyk poczeka. Przecież nieruchy tylko drożeją. A gminy psim obowiązkiem jest wspierać budownictwo mieszkaniowe na terenie, więc jak sama sobie zapłaci ze stratą to później wznosi mieszkania w takiej cenie, że z regulowanej ceny najmu same straty. Więc jeśli nie budują (przeszkody się znajdą aby opóźniać) to nie tracą 🙂
I młodzież w takim rygorze kapitalizma wychowana bezbłędnie nauki przyjęła. Zlecanie im czegokolwiek (nawet wyprowadzenia psa) zaczynają od równoważnika kontrkatu cost plus. Czyli najpierw klient wrzuca monetę i do wyczerpania środków po cenach zmiennych działania są wykonywane, a jeśli braknie to w jego interesie jest żeby komuś chciało się podnieść grabki z gleby. Deficyt na młodej sile roboczej przy niskich płacach (brak konkurencyjnego importu niewolników) wywraca do góry nogami koncepcję umów. Bo niby można iść do sądu o wykonanie umowy. Ale młody albo nie ma środków i ma w nosie (bo co mu niby mogą, dopisać u komornika?), albo ma kwitki, że tyle wydał na wykonanie usługi, ceny się zmieniły (więc ofertowe są nieaktualne) i to są ryzyka klienta, że lichą walutą płaci. Koncepcja płacenia po wykonaniu prac od dawna nie istnieje (kredyt umarł, pożyczka nie żyje) z czym się pewnie Niedorzeczanie spotykają szukając wafla od gładzi i kafelek. Za wyjątkiem korpor, gdzie stawki są… deczko inne i wtedy klient może sobie fochować po staremu, ale tam zero do rachunku jest dopisane i często jeszcze grubszy mnożnik z przodu. Czyli w kryzysie dokładnie tyle ile nie ma niezależnie ile by tam było.
Co skutkuje deflacją, bo dziadki muszą oddawać dom za remont mieszkania. Kiedy się na starość chcą wyprowadzić do miasta i mieć bliżej do usług publicznych, których nie ma. Śmieszna sytuacja jest w firmach, bo dziadki mają tak niskie zarobki, że sprzedają samochody i dojadą do roboty “o ile pociąg jeździ”, a jak jest z pociągami to już pisałem. Tam gdzie zbyt wielka jest absencja dziadków (przemysł) to produkcja staje i idzie w bankruty. Firm nikt nie wykupuje, ponieważ nikt się nie uczył pracy na tych maszynach, luka pokoleniowa powoduje, że nikt nie zna procesów, a garstka, którą nałapano w siatki i zmuszono do zawodu ma akurat taką konsystencję intelektualną, że zalicza się do grupy “nikt nie zna procesów”. Samochody są więc tańsze od opłat za nie (po co komu samochód? Żeby płacić podatki? Niech klient płaci, jeśli auto jest potrzebne do roboty to niech sobie firma w leasing bierze) i tak krok po kroku wraca kapitalizm. Tym razem bez kapitału i bez tabunów młodych ludzi zagryzających się o robotę.
W rekrutacji pojawiło się ciekawe pytanie (wcześniej nieznane) czy osoba ma pozwolenie na pracę w Kalifacie. Bo pracowników ścigać najłatwiej. A że naściągano tanich (którzy też nie ogarniają sami procesu), a w decyzyjność wbili się pierwsi młodzi (Sztorm Zetek) to skutki osiągnięto błyskawicznie. W dużych przedsiębiorstwach które z racji umów na to czy tamto (dotacje) w takiej i owakiej sytuacji mają obowiązek podtrzymania produkcji (a dotacje brał każdy, bo dawali) muszą pobrać z uczelni taką, a siaką liczbę absolwentów bo przecież na potrzeby firm otwierane kierunki były doszło do kompletnego paraliży decyzyjnego i wykonawczego na niskich szczeblach. To że ixy i milenialstwo robiło krecią robotę reorganizując firmy od biur w dół i tylko na biura starczyło to oczywiste. Ale kiedy wpadły tam zetki to nawet biur nie udaje się zorganizować, a produkcji nie ma nawet co planować (głównie przemysł, ciężki metalurgia, pojazdy). Oczywiście zetki stawiają sprawę jasno – metry kwadratowe, samochody od firmy, no i miziać za uszkami, albo sobie sami pracujcie.
Wyobraźcie sobie w Niedorzeczu sytuację, że psiarnia pojedzie od fabryki do fabryki i odstawi każdego kto ma nie dość dobre “papers please” do ośrodka wycieczkowego “deport travel”. A kadra jednocześnie musi mieć obsadzone etaty aby uzasadnić istnienie własnych stołków. Przy czym nie ma sprzedaży. Gdybyśmy mieli mięso robilibyśmy konserwy, ale nie mamy blachy. Klimat jak w późnym PRL.
Chińczycy też mają problem z nielicznym, młodym pokoleniem. Ale starają się go rozwiązać odgórnie przywilejami (talon na mieszkanie, talon na furę, talon na mikser) punktów socjalnych. Bo mają podaż (marchewkę). A i tak przechodzą to samo piekiełko co boomerstwo zapadu. Na zapadzie jednak ta sytuacja była przerabiana wielokrotnie i nikt nie ma interesu w rozwiązaniu problemu, ponieważ nikt nigdy go nie rozwiązał. A już na pewno nei przy zawalonej podaży. Chińczycy ratują sprawę swoimi dopłatami, ale coraz mniej im potrzebne są drukowane na zapdzie FIATy.
Jankesi niby też kombinują, żeby produkcję brać do siebie, ale… to propaganda, bo nie dalej jak przedwczoraj złapali mnie w siatkę na otwieranej za rok (miała wystartować pół roku temu, ale zderzyli się z realiami “nie ma komu robić za tyle”) produkcji czegoś tam, czego nie potrafią wyprodukować u siebie bo za trudne i cieszyli się, jakby żywego mamuta pogłaskali. A że znają kogo trzeba, to wiedzieli gdzie mamuta szukać i zdaje się to jest jakiś dłuższy spisek, choć na razie podejrzani do niczego się nie przyznają.
Jeśli czytelników dziwi tempo w jakim Niedorzecze podnosi minimalkę i co to niby ma zrobić gospodarce (niby kuku) to jakie kuku zrobi najkapitalistyczniejsze pokolenie na rynku dopiero się przekonają. Minimalka będzie ułamkowym marzeniem przy warunkach jakie proponują młodzi, a ze względu na liczebność alternatywy nie będzie (już nie ma, milenialsi nie zdążyli się wykształcić bo likwidowaliśmy system edu produkując rzesze kodoklepców; a ja za stary jestem aby się czołgać po instalacji, nawet sprawdzałem w tygodniu i po prostu nie przecisnę się przez pewne włazy). Pierwsze objawy ich myślenia już są (jak zawalił się Northwolt i Stegra to przykład, bo tam coraz więcej szumu się robi po zwolnieniu młodzieży, no i oni mieli w pompie celowo, bo za tyle; jak się okazuje tam żadnej produkcji nie było, bo za tyle nikt tego nie dotykał, kartę podbijali i “wrzuć monetę”). Ale nie jest to tak, że oni to wszystko sami wymyślili. Jako przykład można rzucić Haralda Mixa. To typ od winien/ma, którego poglądów na interesy młodzież się uczy. One w skrócie są takie, jak najostrzejsze ranty na forum, którymi rzucam ja czy @gruby, a prywatnie to nawet @Bylnik (tylko młody introwertyk i w korpo robi, więc się nie wychylał, żeby sobie w karierze nie bruździć) i @Blacha. W kontekście, czego nie będzie, klient tak chciał i room left – szukajcie sobie. Oczywiście są ogarnięci w kwestii walenia w dotacje, przekładek na jurysdykcje, za przelewami nie trafisz. W sądzie albo mają wywalone, albo podkładkę, Zrobić im i tak nie ma czego, ponieważ całe sterowanie jest zoptymalizowane pod FIAT i nakładanie na kogoś kolejnych obciążeń miało sens w czasach gdy każdy coś tam miał lub z dużą pewnością w przyszłości mógł mieć. Kiedy młodzi takiej szansy aby się wzbogacić nie mają trwonią zadłużenie słusznie uznając, że spłacą to poprzednie pokolenia kiedy przyjdą po usługi publiczne i zostaną odesłani z kwitkiem. Bo w Północnikowie doszło już do tego, że urząd komorniczy leży. Nie ma z czego zabrać. Nie ma z kogo. Organizowane są happeningi (żeby podkreślić, że coś jeszcze działa), ale to raczej widowisko pod pismaków. Problemu więcej robią rzeczywistym działalnościom o pińć zotych podatku niż zajmują się nowatorskimi rozwiązaniami.
Tak czy tak utrzymanie władzy będzie wymagało konfiskat. Tym razem nie będzie młodych, których można wziąć w jasyr i zmusić do roboty. Skonfiskowane środki produkcji i tak trzeba będzie oddać za dopłatą aby komukolwiek chciało się cokolwiek, a dopłatę uzyskać z kwadratów również skonfiskowanych patodeweloperce i funduszom które je wykupiły na zabezpieczenia emerytur (niezależnie przy jakiej kombinacji rozliczeniowej). Więc cały szczwany plan redukcji zadłużenia (który zreferował @Blacha) sprowadza się do zniszczenia “oszczędności” tych, którzy żyli w czasach gdy zobowiązania zostały zaciągnięte i mają akurat te środki materialne (bo przecież rozliczeniowe i tak drukuje Kapitan, przebrany tylko dla niepoznaki za bank centralny, a nawet banki komercyjne działające w ściśle regulowanej branży, czyli kapitańskie), których Kapitan będzie mógł użyć jako marchewki. Jest to o tyle niefrasobliwa, że gwarantem tych oszczędności jest sam Kapitan, więc w ramach zrobienia porządku państwa będą musiały się samodzielnie zdemontować. Dlatego Chińczycy zaczęli kombinować jak to przebudować bez zawalenia konstrukcji. A zapadnicy pozostają w bezwładzie decyzyjnym co może być wcale niegłupią koncepcją przetrwania dłużej ograniczając wydatki na ruchy.
Tym razem nawet W niczego nie uratuje, bo przy braku kohezji społecznej na froncie stawią się góry, morza, bagna i lasy. Pozostaje mieć nadzieje, że góry są dość wysokie, morza dość burzliwe, bagna dość wciągające, a lasy nieprzebyte. Zamykanie granic już rozpoczęto (pod pozorem wojowania z migracją), ale kontrole przywracane są w obu kierunkach (przypadek?^^). Jeśli pozostała jakaś patriotycznie nastawiona młodzież, to miejmy nadzieję, że szybko sobie z nimi poradzą i będzie można w spokoju wywiesić białą flagę spokojnie wcinając popcorn. Bo przecież młodym nic nie zabierze ani komornik ani najeźdźca. Oni i tak nic nie mają.
Próby omawianego tu sposobu konfiskaty są o tyle głupie, że podpięcie wszystkiego pod jedną zmienną sterującą, która nie jest zmienną rzeczywistą (reciver, emiter i baza są jednym i tym samym Kapitanem nawet jeśli oddzielonym pętlami makaronu podpiętego wyłącznie pod nagradzanie i karanie FIATem; ale nigdzie nie podpięto baterii) doprowadziło władzuchnę do wyizolowania się od rzeczywistości i brak sprawczości nad podażą kiełbasy, dzieci i trotylu. Przypadkiem nikt tak wcale FIATów nie potrzebuje, tylko rzeczy i usług, które można za nie otrzymać. A jeśli podaż tych usług została zdemolowana (akurat rozrachunkiem we FIATach, ale to nieistotne dlaczego, tylko sam fokt) to na co komu FIATy? Dlatego zetki zaczęły wyciągać to co im jest potrzebne (dobra, usługi, czas na własną aktywność, w tym wytwarzanie kiełbasy i “trotylu” w rozumieniu produktów przemysłowych) limitując ekspozycję na FIATa, na którym wyłącznie tracą, a jeśli nawet coś wymyślą, żeby zarobić to oznacza to stratę kogoś innego (akceleracjonizm). I nie żeby mieli wybór – w takim środowisku się urodzili, i skoro przeżyli od etapu kijanki do obecnego, to umieją pływać. A jak komuś się wydaje, że sobie nie radzą (tu uzasadnienia) to najwidoczniej się mu tylko wydaje, bo innych nie mamy.
Próby tworzenia zachęt opartych na FIAT, aby tę sytuację odmienić są bezcelowe (bo zaraz dojdzie do rozrachunku, który uwzględnił @Blacha, czyli trzeba będzie podnieść sinka na FIATy drukowane dla bogacących się beneficjentów) dlatego Chińczycy wprowadzają więcej czynników redystrybucji. A nasi młodzi kapitaliści są tak agresywni, że zapewne na nic się nie nabiorą. Wszak ci co się nabierali nie mają dzieci, dlatego jest ich tak mało 🙂
