Po pracy

Przyjmijmy, że…

Przyjmijmy, że…

Jak to przy zimie trzeba napisać coś, co nie nadaje się do czytania. Osoby nie satysfakcjonujące się liczbami nie znajdą tu labiryntu do czytania. Jeśli mieliście wątpliwości skąd jajogłowi zmyślają „religie” to właśnie tak jak poniżej.

//ciągle szukam literówek we wzorkach z latexa do wordpressa;

Przyjmijmy, że to prawda:

[p,x]=px−xp=−iℏ

i dla czasu (przyda się do wniosków końcowych, ale nie uprzedzajmy foktów):

ΔE⋅Δt≥2ℏ

Dla nieznających ścian labiryntu odsyłam dla objaśnienia jest to wynik szczególnego przypadku dla wskaźnika nieprzemienności. Z czego od razu wnioskujemy, że będzie o częstotliwościach, a jak o częstotliwościach to niepewność co do czasu wypadało od razu zaznaczyć.

Stała c nie zawiera tej niepewności (Hilbert wyjaśnił Einsteinowi, że nie ma o co kruszyć kopii, a aparat będzie nazbyt skomplikowany, w czasie gdy i tak był skomplikowany epicko). Wrzućmy więc nieco semantycznego wodolejstwa.

//wodolejstwo;

Istnieje tu potencjalna sprzeczność, bo choć oba te obszary fizyki uznaje się za fundamentalne, nie łączą się one łatwo w jednym opisie (brak kompletnej teorii kwantowej grawitacji). Stałość cc w przestrzeni, gdzie występują fluktuacje kwantowe, może budzić pytanie o to, jak jest możliwa jej niezmienność na poziomie fundamentalnym. Czy niepewności związane z położeniem i pędem mogą wpływać na wartość c w jakiejś skali? Przyjęcie, że c jest absolutnym limitem prędkości, pozostaje w konflikcie z niepewnością kwantową, jeśli zakładamy, że wszystko w fizyce jest kwantowe. Jeśli cząstki podlegają fluktuacjom i zasada nieoznaczoności ma uniwersalne zastosowanie, to jak można zagwarantować, że c nie jest zmienną o pewnym stopniu niepewności? Przyjęcie absolutnej stałości c przy równoczesnym uznaniu kwantowych niepewności może tworzyć wewnętrzną niespójność w teorii.

//wodolejstwo end;

Mając tyle wątpliwości policzmy ile to tej niepewności dla obserwacji będzie…

Do ataku numerycznego weźmy sobie dwie wartości:

Częstotliwości radiowe: ~(1 MHz);

Częstotliwości gamma: ~ (10^19 Hz);

Aby ocenić fluktuacje pędu fotonu (przyjmijmy, że te fotony to tak naprawdę) w zakresie częstotliwości od radiowych do gamma, musimy najpierw podrzucić kilka podstawowych zależności.

p = Ec; E=hν;

//pic1, utrapienia z latexem w wordpress;

gdzie:

h to stała Plancka ( 6.626 * 10^(-34) J*s );

c to prędkość światła ( 3 * 10^8 m/s );

I tak samo torturujemy liczby dla gammy, wychodzi to samo tyle że wykładnik zamiast ^-28 wyjdzie ^-14; Dla częstotliwości odpowiednio ^6 i ^19

Czyli proporcje w pędzie radia do gammy są 1 / (10^14);

Przenosimy te wyniki do następnych tortur:

ca ~ 2.2087×10^(−28)kg⋅m/s; //radio;

ca ~ 2.2087×10^(−14)kg⋅m/s; //gamma;

I przechodzimy do porządku dziennego nad precyzją bitową, przybliżeniem rachunków etc.

Nieoznaczoność:

Różnica przesunięcia razy różnica pędu jest przynajmniej lub większa od stałej Placka przez czytery ciastka. Dla zagubionych to nieoznaczoność Heisenberga.

 

Podstawiamy, torturujemy:

//pic2, utrapienia z latexem w wordpress;

Z czego widać, że fluktuacja samego pędu się nie zmieniania wraz z częstotliwością, ale jej wpływ w proporcji do samego pędu dla czerwonych jest istotniejszy niż dla niebieskich. I jest to różnica z kategorii olbrzymich.

Z zachowania energii (przyjmując, że to prawda; ręka podniesiona na tę zasadę zostanie urojona!) i wskazania nierówności >= wnioskujemy, że droga przebyta będzie statystycznie poprawna, ale w szczegółach może się rozjeżdżać dla niskich częstotliwości bardziej (wróbelek ma jedną nóżkę bardziej), czyli trzeba się tym właśnie przyjrzeć, bo tam będzie cokolwiek widać. A do tego jeśli już się będzie rozjeżdżać to tylko w jedną stronę (co wynika z nierówności i założenia, że światło nie będzie przekraczać własnej prędkości).

W skrócie – przebyta droga jest niepewna.

Skoro już wiemy jaka jest niepewność to wciągamy ją obok czterech ciastek (pie) pod Placka z lewej na prawą stronę nierówności (przyjmijmy, że to dopuszczalne) i torturujemy liczby:

//pic3, utrapienia z latexem w wordpress;

Wydobyte zeznanie to 10^(-10)m. Co odpowiada typowej wielkości w kontekście eksperymentów, w których badane są fotony o określonej energii. Czyli jesteśmy dalej na normalnej fizyce, wszystko trzyma się kupy z obecnym stanem wiedzy.

Na ludzki język:

Jeśli radiowy foton ścigałby się z gammą na odległość roku świetlnego to ich prędkości mogą się różnić nawet o 1/10 nanometra na rok świetlny. Z braku linijki z podziałką co 1/10 nanometra o długości roku świetlnego jest to czysto hipotetyczne. Przyjmijmy, że tak jest skoro atak numeryczny nas tak okłamuje.

Oczywiście można to zmierzyć zegarkiem (zakładając, że można sprawdzić czas emisji na starcie, odległość i wszystko dopilnować), oczekując różnicy 10/3 * 10^(-19) sekundy na mecie. Obecnie najdokładniejsze zegarki (optyczne) mają rozdzielczość 10^(-18), a dalej jest kwantowa ściana, przy czym uzyskanie rozdzielczości 10^(-20) jest możliwe, ale ponoć, teoretycznie, w przyszłości (tej świetlanej). Czyli nie możemy tego zmierzyć. Z punktu widzenia obecnych pomiarów, różnicy nie ma. Być może z powodu rozdzielczości. Ponieważ nie istnieją tak dokładne zegarki.

To jest przyczyna, dla której Hilbert zasugerował Einsteinowi, żeby dał sobie ze zmienną c spokój i wrzucił założenie, jest to stała. Ponieważ aparat do obliczeń skomplikowałby się o kilka wzorków, a i tak do prostych (ówcześnie, bo kilka sztuczek się znalazło, nie że samo tylko Matematycy kombinowali) nie należał. Dlatego stałość c jest postulatywna, a z pomiarów wynika, że nią ma co dzielić tego włosa, ponieważ nie mamy nic mniejszego od wskazanego włosa. Czyli różnica była ówcześnie na poziomie niuansu.

Przeprowadźmy te same rachunki dla miliarda lat świetlnych i uzyskamy… duże składaka, który upraszcza się mniej więcej liniowo, ale interesują nas rzędy wielkości. Dla fal radiowych będzie to prawie pięć metrów, a dla gammy dalej nie bardzo jest się o co czepiać. Przyjmując wiek wszechświata z CDMLambda będzie cirka 60m rozjazdu. O czym się nie dowiemy nawet gdyby był, gdyż nie mamy zdolności potwierdzenia jednoczesnej emisji w takich otchłani czasu.

Ale…

Różnica częstotliwości wynikająca z tej niepewności wynosić będzie odwrotność dwóch ciastek różnicy czasu. Co na miliardzie lat świetlnych dla fali radiowej da nam znikomą wartość:

1.005×10^(−17) Hz różnicy, czyli maksymalnego spadku (nie ma mechanizmu podnoszącego częstotliwość) co w kontekście innych zjawisk jest niemierzalnym szumem po przecinku szumu (z grawitacji, różnicy przyspieszeń wynikających choćby z emisji i innych zjawisk lokalnych etc). Czyli w wyniku fluktuacji foton radiowy o częstotliwości 1MHz straci wytraci tyle energii po prawie 10^14 miliardów lat świetlnych podróży. To odrobinę daleko.

Dalszy tekst jest przeznaczony dla okultystów.

Przyjmijmy (dla żartu), że wszechświat jest nieskończenie stary i nieskończenie rozległy. Wtedy promieniowanie tła byłoby takie jakie widać wyłącznie w przypadku gdyby gęstość materii emitującej cokolwiek byłaby… wyrzućmy rozszerzanie bo się komplikuje… szacunkowo o rzędy wielkości niższa niż średnio obserwowana. Czyli materia byłaby wyspowo (sparse), i oddalałaby się od siebie (ciekawe skąd się tak wyspowo wzięła – z fluktuacji?) a reszta wypełniona promieniowaniem. Co opisuje teoretyczną przyszłość (śmierć cieplna) obecnego stanu niewiedzy. Oba stany są w zasadzie nierozróżnialne, a fluktuacje wynikają wyłącznie z atraktorów rozsianych… wyspowo. Wszechświat młody byłby dla skromnego obserwatora nierozróżnialny od tego po apokalipsie cieplnej, gdyż jedyny znany obserwator zadający głupie pytania funkcjonuje na wyspie materii jako warunku koniecznym.

Na chwilę wyobraźmy sobie jak taki absurd musiałby funkcjonować… Tak jak godziwy atom posiada jądro, układ planetarny gwiazdę, galaktyka czarną d to wyspy musiałby mieć jakieś atraktory trzymające interes przez „chwilę” w kupie. Przynajmniej przez tę „chwilę” metastabliności zanim wszystko rozlezie się w promieniowanie. Do tego w ramach fluktuacji (nagłego, lokalnego spadku sytej entropii śmierci cieplnej) wypadałoby mieć jakaś „białą d” (cóż za rasizm), o charakterze typowym dla niej (wszystko oddala się od niej szybciej niż, więc istnieje ona w przeszłości), a więc i od siebie wzajem, z konieczności zaś część rozwiązań kluczyłaby pod horyzont (rozwiązanie identyczne dla czarnej d) zapewniając nierównowagę w parach dwóch, znanych rozwiązań materii bez natychmiastowej anihilacji do promieniowania jednocześnie redukując „masę” białej d do jej „wygaśnięcia”. Czyli wszystko może wyglądać tak jak wygląda bez udziwnień, a to świat wokół jest lokalnym, chwilowym udziwnieniem. Niegodną pomiaru fluktuacją wracającą swoim trybem do normalnej przemiany wszystkiego w gasnące światło.

Przynajmniej niektóre z docierających „znikąd” rozbłysków, pochodziłoby z absurdalnych odległości w czasie (gamma lepiej znosi wycieczki) gdy taka wyspa się rodzi, a najodleglejsze zostawiałyby rozległe plamy czerwieni na tle (rzekomo pochodzące z innych eonów).

Czy to, że świat ma 14miliardów lat rozpiętości, czy przynajmniej(10^14)miliardów robi nam jakąkolwiek różnicę?

Rozważania zimowe można wspierać na:

buystraitjacket.to

a jeśli doczytałeś do końca, to

kuptabletki.se