Frajerski upadek gospodarki opartej na frajerach

Na niewolnictwie oparliśmy ustrój gównopracy gdyż zasoby brały się z GdzieśIndziej i mogliśmy sobie utrzymywać pseudopracujących, niekompetentnych jełopów. Niewolnictwo odbywało się w GdzieśIndziej i przez białe rękawiczki dozorujących ich oligarchów Azji przynoszono nam na tacy co tam sobie wymyśliliśmy. Zazwyczaj takie rzeczy, którymi nie chcieliśmy brudzić sobie naszych wydelikaconych rączek. Górnictwo i metalurgia odbywały się w GdzieśIndziej, a do nas trafiały gotowe wyroby, paliwa tak samo, mleko jest ze sklepu, drewno z dostawy, prąd z gniazdka. Doszło do takiego odpału ideolo, że nawet już tego prądu nie chcieliśmy robić u siebie, tylko żeby nam kablem frajerzy dosyłali. Niebiesko i różowowłose alternatywy szkodziły przedsiębiorcom blokując im regulacjami dostęp do zasilania poprzez rozrost raka biurwy oraz nakazów rozdzielczych ile to mamy jeszcze pozyskać energii z powietrza i dnia jasnego. Oczywiście nawet tych paneli nie robiliśmy u siebie (bo to brudne) i utylizacja naszych śmieci też trafiała do GdzieśIndziej.

//tekst będzie o styku przemysłu z edukacją, ale od momentu jak kabaret będzie po nazwisku odnośnie czego to tam flanka naty nie potrzebuje to oczywiście jest już dworowanie z jutubskich fantazji;

Po wyprzedaniu wszystkiego co dało się z domu wynieść i zastawieniu wszystkiego co zastawić się dało, przy postępującej wenezualizacji kolejnych działów gospodarki, polegających na tym, że taniej importować z GdzieśIndziej niż robić u siebie z kolejnych zawodów produktywnych odchodzili wykwalifikowani pracownicy. Oczywiście miękko – najpierw na wcześniejsze emerytury, kolejni do guspodarki opartej na sługach. Nody produkcyjne importowały porzuconych specjalistów tworząc absurdy kosztów utrzymania w rejonach gdzie coś ktoś jeszcze robił, a że nie było się po co kształcić to najpierw brakło chętnych się uczyć w tych zawodach (bo gdzie niby by mieli jechać na praktyki? do GdzieśIndziej?), a później zanikła ciągłość przekazywania kwalifikacji pomiędzy generacjami. Coś o tym wiem, bo ostatnio odezwała się do mnie szkoła z takim problemikiem, że im nauczycieli zawodu brakuje. Nie do mnie jednego – słyszałem o problemikach już wcześniej. Na razie jeszcze tam biurwa ma jakieś swoje oczekiwania, że ja jakieś ich egzaminy będę miał zaliczone, ale odparłem na to, że do zaliczenia jest jeden, jedyny egzamin i to przez nich, jest na nim tylko jedno, jedyne pytanie: “za ile?”. I to jest całość wymagań absolutnie asymetrycznych, jednostronnych i po stronie hegemona. Nieco się skonfundowali. No żeby mi głowę zawracała biurwa od edukacji, aż tak ich przycisnęły braki kadrowe?

Bo przecież cała podaż pracy w tym ustroju sprowadza się do znalezienia frajera, który wykona pracę i odda nam jej owoce za frajer właśnie. Na tym polega marża, na tym polegają podatki – Ty weź nam zrób za frajer. Ponieważ zasilania nie wystarczyło na podtrzymanie dzietności frajerów to szukano coraz większych aby wepchnąć ich w maszynkę dla żartu nazywaną edukacyjną i na końcu otagować, że taki coś umie. Przedsiębiorstwa jednak tego nie łyknęły, gdyż na wyjściu był produkt, który frajerzy z branki zrobili, a którego nie chcieli ani oni sami, ani biurwa. Z ryjem biurwa oczywiście leciała do przedsiębiorcy więc ci też sobie dali siana. Zamiast nich wstawiano mianowańców i podpinano zasilanie, ale rezultaty były jeszcze gorsze. Trochę to pociągnęło zanim zużyto wszelkie dostępne zasoby frajerów i kilka lat temu doszliśmy do ściany.

Ściana wygląda tak, że albo różnicujemy zarobki gpracy, biurwienia, lewnienia, pseudoleczenia, pseudoprodukcji i sektora usług względem strony podażowej logarytmicznie, albo… No i nie można powiedzieć że biurwa się nie starała przetrwać – pozamykali sektor usług, pseudoleczenia (ale razem z leczeniem). Przy okazji wykoleili transport, produkcję i łańcuchy dostaw oraz systme rozliczeniowy. Warunki jednak jakie postawił Puchatek były takie, że mamy im wysłać jakąś produkcję na wymianę. To nawet jest do zrobienia, ale jak wszyscy po drodze wyciągnęli łapę by im dać to cena jaką uzyskaliśmy po wszystkich tych narzutach została obśmiana. I to nie dlatego że produkcja jest droga, a strona podażowa żyje jak pączki w maśle tylko dlatego, że pasożyty jakie obsiadły łańcuch (czyli socjal, biurwa, lewnicy) do utrzymania swojej iluzji decyzyjnej przeżerają aż tak dużo.

Dysponenci niewolników naszych w GdzieśIndziej uznali że nic z nas już więcej nie uzyskają i sobie nie poradzimy. Nie tylko nie poradzimy sobie z nami samymi, ale nie jesteśmy w stanie nic im sensownego dostarczyć. To dlaczego mieliby swoich niewolników poganiać aby za frajer dosyłali nam nikiel, gaz, ropę, drewno i fosfaty? Co takiego im damy czego im trzeba?

A przecież taki fajny mieli ustrój niewolniczy i cel poganiania im wygasł. Ustrój warto utrzymać, ale co produkować? No i postanowili nam pomóc – budzą nas w huku dział zachęcając do reform. Na Ukrainie po rozpirzeniu kilku urzędów skarbowych i rozwleczeniu zwłok biurwy po ulicach nagle okazało się że zerowe opodatkowanie jest możliwe. Bo przecież Ukraińcy goniąc Janukowycza ustali, że też będą się lenić jak Niemiec i spijać śmietankę. Zapomnieli że mają własnych oligarchów i ustrój niewolniczy, z którego właśnie próbują wyjść od kilku dekad. Zapomnieli że pan się o rabów swoich upomni, pobuntowanych ukarze, a niepokornych poskromi. No i poddaństwo jest przywracane u nich teraz w huku dział. Bo przecież Zapad potrzebuje frajerów co będą siać, orać, wydobywać, przetwarzać i drwa rąbać nie oczekując za to nic ponad miskę.

Tymczasem po drugiej stronie uaktywnili się poszukiwacze frajerów, że czegoś tam trzeba bronić, że do bronienia trzeba jakiej brony i szukają kto jeszcze brony robić umie. No przepraszam bardzo, za tyle to zostało już tylko kilku hobbystów po garażach, a reszta robi brony owszem, ale z polygonów pokrytych teksturami bo to taka teraz popularna praca dla łebskich inżynierów, żeby to się wszystko odbywało wirtualnie. Więc nie widzę problemu, żeby się na przykład siły bezbronne wyposażyły w ikonki czołgów, dronów, a nawet ludzików w dowolnym kolorze. Możemy im te obrazki nawet połączyć blockchainem aby nikt nie fałszował. Tyle że ta robota jest na tyle wymagająca intelektualnie, że mała część populacji się do niej kwalifikuje mimo narzędzi wsparcia. A tu jakieś pytania padły czy coś można live w fabrykach wyprodukować. Dyrektorzy fabryk głupio się pytają kim, bo system edukacyjny od dawna im nie dostarcza pracowników i średnia wieku na podłogach jest dość wysoka, czasem wysoka nieprzyzwoicie bo na przykład u @nomad w fabie sprowadzili dziadka po siedemdziesiątce, bo robić nie było komu.

A no to trzeba kształcić nowych. Nadmieńmy przy tych kosztach – nowych frajerów co to zamiast robić w życiu coś ciekawego będą realizowali mokre sny władzuchny o tym, że władzuchna jest decyzyjna i ma narzędzia. Sobie władzuchna zadecydowała to niech sobie teraz broni swoich nieruchomości, urzędów, terytoriów, a my tu sobie mamy pracę zdalną, nawet jak mamy stacjonarną to możemy się w każdej chwili przenieść do innego ośrodka przemysłowego i mamy wywalone na ich chciejstwo. Interesuje nas wyłącznie jak się najmniej narobić przy jak najwygodniejszym życiu z tego nienarobieniasiem, a wysiłek wkładamy w głupie hobby jak konstruowanie nowych rzeczy, programowanie tego co my potrzebujemy i co nas interesuje.

Ktoś przeoczył, że zlikwidowano kształcenie techniczne bo po prostu jest bardzo drogie w proporcji do płac biurwy, a biurwa bardzo nie lubi być marginesem kosztowym do rachunku za środki techniczne. Drogie jest też dlatego, że (co wiem ze własnego przykładu) mając alternatywę taki majster czy pójdzie do szkoły czy do fabryki załącza algorytm chciwca i wynik razi biurwę. Ale to dopiero czubek góry lodowej – żeby kogoś wpuścić na zdobycie kwalifikacji wpuszczających do przemysłu (aby uzyskać na końcu produkt, nie postać sobie na podłodze) to trzeba mieć już jakieś prerekwizyty. Wszystkie z listy to hardskille, no a tego się nie kształci, bo kształceniem zajmują się głownie kobiety w środowisku “tylko nie róbcie czegokolwiek niebezpiecznego” po wrzuceniu do kategorii niebezpieczeństw “14latek wbił sobie drzazgę” (jeszcze może się popłakał, posikał i wołał mamę?). Z tych hardskilli jest głównie to czego humaniści nie lubią najbardziej czyli trzeba umieć wnioskować oraz czytać ze zrozumieniem. Jak mają tego uczyć ludzie, którzy nie tylko sami nie potrafią, a nawet nie wiedzą że nie potrafią? W końcu wykluczyliśmy ocenność z edukacji aby gamonie nie czuły się dyskryminowane, ale na końcu dyskryminujemy rezultat jako użyteczny/nieużyteczny. Pomińmy już zupełnie kwestię, że bardzo wielu ludzi się nie urodziło więc też nie bardzo jest kogo przez nieistniejącą maszynkę edukacyjną przepuszczać, aby dostarczyć do nieistniejących fabryk niepotrzebnych (płacowo) pracowników.

Na szczęście nie musimy tego absurdu rozwiązywać. Nawet z Pekinu widać że jesteśmy nadzy. Od biedy jeszcze tam możemy się poprzesuwać do nodów przemysłowych i coś wykrzesać tymi którzy zostali, ale to wystarczy akurat na tyle, żeby w nodach był porządek. Całej reszty nawet już nie musimy rozganiać. Jakoś tak zaczęli być rozganiani w huku dział przez frajerów którzy na nich zasuwali.

No i tutaj padają takie koncepcje naszych Panów Doktorów (wspominałem że obsmaruję Pana Bartosiaka to będę tu teraz przytyki robił), że należy… i tu wymieniają długą listę środków technicznych oraz etycznych jakie im się marzą. Tyle że do produkcji całego tego ustrojstwa (tych dronów, pojazdów pancernych, samolotów – nie podejrzewam aby Pan Bartosiak obrabiał kiedyś blachę pancerną walającą mi się po podłodze ani jakieś urządzenia elektroniczne co same szukają równowagi konstruował, projektował, lutował i podłączał, ani też żeby zajmował się każdym aspektem produkcji na materiałach specjalnych w praktyce, bo tam jest nieco stanowisk wykonawczych i przypadkiem w łańcuchu musi być nieco osób ogarniających wszystkie aspekty wytwórcze w praktyce na stanowisku, żeby w ogóle mogli usiąść do sensownego projektowania) trzeba nie tylko wymienionych wyżej ciągów wytwarzania kwalifikacji (które działają w cyklach pokoleniowych, tu JIT działa jak się zamówienie składa 60 lat wcześniej płacąc z góry), ale też trzeba mieć bardzo dużo różnych fabryk otoczonych wianuszkiem garaży każda bo na przykład taka blacha na dajmy na to jakiś banalny transporter bazujący na częściach z fabryki traktorów to ona musi być pocięta urządzeniami gdzie prąd podłączany jest przewodami grubszymi od palca, a kabel jest grubszy od nadgarstka. Do tej maszyny trzeba ciągle dowozić gaz, jest więc gdzieś (najlepiej w budynku obok) wytwornica gazu, którą produkuje się (bo części zamienne) w jakimś “garażu” gdzie choćby piec próżniowy do wymienników ciepła podłączony jest jeszcze grubszym kablem. A do tego wszystkiego trzeba specjalistów od rurek, bo tam jest krio i te rurki to nie są na poxipol łączone, a do tego trzeba… i jak tak wymienię ile trzeba mieć przemysłu zanim w ogóle do fabryki traktorów trafi blacha, a ta przecież ze stalowni trafia, a ta z huty, a materiał ze złomu i kopalni, a huta do takich materiałów chodzi na prąd no i ten prąd jest (z gniazdka urwał jest!) z elektrowni, do której wsypuje się wungiel, który trzeba wykopać. A w samej fabryce traktorów potrzeba maszyn, które brane są z (chińskiego sklepu!) fabryki bardzo poważnych maszyn (znaczy ja je sobie klecę w garażu i wynajmuje fabryce czas pracy na nich, ale to dlatego je klecę bo mam dostęp do fabryk, które sobie same ich nie potrafią zrobić). Państwo rozumieją że ten kabaret mogę tak ciągnąć jeszcze na całe strony bo tu dojdzie elektronika, produkcja silników, toczenie wałów, produkcja tokarek, frezarek, wytaczarek, wiertareczek radialnych, pieców, programowania no i ktoś sobie myśli, że wyda decyzję, a my tak od razu pozabieramy ludzi z innych, dochodowych działów produkcji i rzucimy się strugać jakieś żołnierzyki nowego pomysłu. I jeszcze zrobimy to za frajer. A takiego!

Oddawać nieruchy, posiadłości, strukturę rozliczeniową, aparat fiskalny, aparat przemocy – my to sobie uzbroimy i będzie nasze. A nie drodzy decydenci wasze. I naszego to będziemy bronili, a waszego to brońcie sobie sami. Ja mam w kompletnym poważaniu, że gdzieś tam do kogoś strzelają – mi się wcale nie spieszy z wyciąganiem z magazynu tej blachy, której nigdzie nie ma, bo już wszyscy obdzwonieni. Bo ktoś wprowadził takie regulacje, że trzeba dać w pazur ministrowi administracji i spraw wewnętrznych aby tym materiałem obracać. Jeszcze mniej mi się spieszy targać ludzi do maszyn aby to załadować, pociąć, obrobić plastycznie i zapakować, a później wysłać. Jak na razie jeszcze nikt ze środkiem płatniczym się nie pojawił, a cena na pompie zaczyna przekraczać zdolność wyświetlacza i ja nie wiem czy będzie mi się chciało palić drogocenne paliwo żeby do tej roboty w ogóle jechać bo na ciastka nie zarobię i chleb powszedni żreć będę musiał z nędzy jaka mnie dopada.

I tu gładko przechodzimy do fantastyki etycznej. Aby utrzymać całą tą szpeję dronów, komunikacji, szyfrowania, nawigacji etc w ruchu potrzeba tych samych specjalistów, którzy sobie to mogą w spokoju produkować. Mogą produkować te zupełnie niepotrzebne im drony albo mogą sobie zrobić mebelki do domu i altankę postawić. Altankę wzmacnianą dokładnie tą samą blachą pancerną co na te durne wynalazki macochy armii. Bo taka blacha leży i mi za jedno co ja z niej wyprodukuję, a mi altanka potrzebna bardziej bo lato idzie, a na tarasie słońce nazbyt praży, a pod lipowym liściem ptacy mi strasznie zasry… laptoka. Jak ptacy zaczęli nacierać na koniaczek to wpisałem ich co prawda na listę terrormisiów i rozgoniłem npla pulemiotem, no ale na liście wpadające do burbona to już nie zaradzę. Newton nie żyje i z grawitacją nic nie zrobię – pozostaje altanka.

Oczywiście jakiś frajerów co im tam za Peruna, honor i ojcowiznę się wkręci jakieś dyrdymały jeszcze kilku znajdą, ale ja to mogę za nierucha, immunitet podatkowy i dostawy paliw. No i Car nam to oferuje – jak będziemy produkować co Car chce kupić (i oligarchowie Jego) to łun nam ognia artylerii nie skieruje w pielesze tylko biurwę nam rozgoni przywracając przytomność fiskalną i właściwą gradację zarobków. A zbytecznego pasożyta co roszczeniami do absurdów prowadzi w zaczystki weźmie i spokój będzie. To jak mnie tu Pan Doktor opowiada, że mu jakie drony za frajer potrzebne (a to do tej pory nie zamawialiście – niepotrzebne było) i że ja mam się jakoś wysilić na absurd aby być eksploatowanym przez pasożyta to ja liczyć tyle o ile jeszcze umiem i zupełnie mi za jedno czy mam się w pas temu czy innemu oligarsze kłaniać, poglądów politycznych nie mam żadnych, a do gara co włożyć trzeba. Zupełnie mnie zaś nie boli, że nie będę miał tłitera, fejsbunia i takich tam wynalazków, bo jeszcze z nich nie zacząłem korzystać. Leży mi zwiędłym kalafiorem co będzie w gazetach bo gazet i tak nie czytam, telewizji nie oglądam. Jeśli więc dźwiedź daje zajączkowi w ucho to najwidoczniej należało się zajączkowi. Braku niebieskowłosych krzykaczy o wartościach, eko i inynch prawach do lenistwa też nie zauważę, bo czy ja będę rabem w tym ustroju czy w jakimś jeszcze innym jest mi za jedno. Równie dobrze mogę tak za frajer robić pod Putusiem bo na podłodze dalej będzie leżał mi ten sam materiał, i tak samo będę musiał sobie zrobić altankę sam. Panu Doktoru to może i różnica, że nie będzie oferentów z altankami na doktoską daczę, ale na pewno jakoś się dogadamy w tej kwestii jak za słusznie minionego ustroju. Bo z dronami to proszę najpierw wyskoczyć ze stanu posiadania, żeby mi się chciało chcieć. Kredyt umarł, a pożyczka tylko w ramach wpoprzek, bo z tą waszą regulowaną bankowością ne pasaran. Nie będzie mnie bank pytał skąd po co i na co mi środki rozliczeniowe. Więc gotóweczka. Ma być blacha pancerna bez głupich pytań do ministra kraju neutralnego – gotóweczka. Przyjmujemy też złoto, srebro i zegarki ministra. A w tym czasie niechronieni blaszkami zmechowcy będą robić za kulochwyt, aż się odpowiedni decydenci dogadają w sprawie zejścia ze stanu posiadania. Możecie oddać nam, możecie Putusiowi – mi każde rozwiązanie pasuje, ale tak czy tak oddacie, najwyżej jeszcze w skórę weźmiecie.

Frajerzy się chyba skończyli. Kto też popchnie gospodarkę niezdolną nawet do odtwarzania populacji frajerów?