Status quo chao

Jeśli czytelnicy prześledzą sposoby na utrzymanie władzy stosowane przez tych, którzy ją jakiś czas utrzymali zauważą kilka zjawisk znanych z teorii gier. Zabawa przebiega zawsze w ten sam sposób, że korelator żyje ze status quo zapewnianego przez zasilanie, a zasilanie w celu skutecznego utrzymania dostaw zaczyna wytwarzać własny korelator, który z racji ustanowienia oddzielnego ośrodka władzy jest dysruptywny. Takim ośrodkiem władzy jest władza rodzicielska (w celu dostarczania apartowi substancji biologicznej), władza kultów nad wyznawcami (w celu dostarczania porządku, opieki społecznej i edukacji), władza indoktrynacyjna (dostarczająca edukacji), władza policyjna (implementująca politykę decydentów kimkolwiek by nie byli porwaniami i napadem), władza organizacyjna (zawiadująca przedsięwzięciami i dystrybucją) oraz wiele innych. To że jedna władzuchna drze koty z inną, dzieli i rządzi to truizmy – władzę głowy domu obala się niebieską kartą, rodzice drą koty z nauczycielami, przedsiębiorcy drą koty z urzędami, policja pałuje pielęgniarki, KAS robi pod górkę nato (dowalając vat na drona morskiego do poszukiwań broni chemicznej z WW2). Oczywiście każdy ośrodek władzy ma uzasadnienie takie, że robi to aby inny ośrodek władzy się nie bisurmanił i realizował “słuszne cele” jakie to niby nierealizujący zna lepiej, ale z całą pewnością aby jego władzę ograniczyć lub nawet zniweczyć i być może przejąć. Taką sytuację mamy zarówno w skali mikro jak i makro – przepychanki są o stanowiska (pozycja społeczna), o michę (zasilanie – pozycja ekonomiczna), o hierachię (o pagon – pozycja formalna), o zakres uprawnień (pozycja decyzywna). Charakterystycznym objawem tej społecznej przepychanki łysej małpy jest dysruptywność. A ekstremalnym objawem wpływów jest pozór nieobecności. Wszak KK nie ma partii politycznej, hierarchowie nie zajmują stanowisk w polityce czy siłowniku ani nie obsadzają stanowisk w KAS. Co do wpływu na politykę, zachowanie siłownika czy KAS wobec KK nikt raczej obaw nie wyraża – zdarzą się właści czasem wyskoki, ale instytucja bez wpływów formalnych jest równiejsza bo ma korelator. W ten sposób próbują swoje wpływy emanować wszystkie inne ośrodki władzy co zwykło oswajać się terminem agentury.

Z takich jawnych, łatwych do odkrycia po latach przejawów działań dysruptywnych i destruktywnych w celu utrzymania władzy przez zdezorganizowanie cudzej są dekady przepychanek pomiędzy bezpieką niebieską, zieloną i Partią nieboszczką za słusznie minionego ustroju. W d na całej tej awanturze bierze zawsze ludność, bo to do niej dociągnięte jest zasilanie, a zakłócenia w organizacji pracy i dystrybucji zasobów nie dotyczą władzy, która się wyżywi. Gnębienie ludności jest jednak poświęceniem, na który takie ośrodki są gotowe. Dysrupcja organizacyjna (roszady kadrowe na bazie kompromatów – dziś są to zarzuty o gospodarowanie w ramach łańcucha produkcji i dystrybucji, w tym o płacenie haraczu gangowi orzełka) i destrukcja organizacyjna (zamykanie przedsiębiorstw przez paraliżowanie ich zdolności do rozrachunku w obliczu kradzieży – “zamrażania kont” oraz jeszcze głupszych zarzutów o niedokonanie niemożliwego już nie wiadomo czyim kosztem, niebawem pracownicy będą musieli płacić za możliwość pracy aby nie uszczuplać danin nałożonych na przedsiębiorstwa) prowadzą nas na samym końcu do takiej hecy, że na sporych obszarach wygaszana jest podaż zasilania na potrzeby utrzymania tego, czego władza dotyczy. Aparat władzy dokonuje destrukcji własnej zdolności do sprawowania władzy. Z takich objawów ostrych było przejęcie przez zieloną WRONę kontroli państwa, po czym okazało się, że w specjalnościach związanych z prowadzeniem tegoż nie uwzględniono żadnej związanej z utrzymaniem zasilania (produkcji i dystrybucji). Nie żeby wyaresztowana wierchuszka Partii radziła sobie z tym w sposób godny laurki, ale nie dysponowała zdolnością do destrukcji tego co działało w wyniku samoorganizacji ludności, a WRONa dysponowała. Tylko ławka w korelatorze do zorganizowania tego wcale w tym aparacie nie istniała. Bo to zupełnie inna sytuacja kiedy jedna korpora przejmuje drugą i obsadza własnymi durniami mniej durnymi od pokonanych stanowiska – oni to przejmują aby kosztem dysrupcji i destrukcji zdominować zasilanie, ale je utrzymać, a zupełnie inna kiedy d&d jest stosowane z nadzieją “my ich pokonamy, ale będą nam dostarczać za frajer”. Ciężko jest wziąć w jasyr pińcet procent podbitych.

I taką wesołą sytuację mamy obecnie na każdym poziomie organizacji łysej małpy. Oczywiście, że państwo się utrzyma – tylko nie będzie miało wpływu, będzie gdzieś tam jakaś tabliczka że urząd do spraw kontroli blenderów istnieje, ale mało która gospodyni domowa będzie sobie jego poleceniami zawracała głowę. Oczywiście że korpory się utrzymają, tylko mało który MiŚ będzie się przejmował co tam korpora wylobbowała w sprawie blednerów i jakież to ma normy aby kupić od MiŚia owoc pracy, skoro inni klienci nie stawiają oczekiwań innych niż “żeby było”. Właśnie wchodzę w taką sytuację na rynku, gdzie podstawowym problemem jest to, iż wykończono dostawców (najróżniejszymi sposobami), a ostatni jacy są mają oferty niespełniające oczekiwań i będzie można (będę zmuszony) od nowa postawić całą logikę wytwórczą dostarczając to co da się wyprodukować, a klient może mieć to, albo pozostać w świecie fantazji (eskapizm oczekiwań). Klient jest w krawacie więc nie awanturujący się, bo bez dostarczenia rezultatu będzie miał wobec swoich odbiorców do powiedzenia tyle co Żyd za okupacji. I co najśmieszniejsze – wszyscy którzy wiem że utrzymali się na nogach zrobili to takimi samymi sposobami jak KK, paląc głupa, że nie mają na nic wpływu. W korporach decydenci niby są, ale są tam też techniczny, którzy potrafią rozwiązać problem zamawiając od innych technicznych (przypadkiem sami od siebie, ale nie żeby formalnie) rezultat, następnie sami go ocenią i wdrożą. Nikt nie pyta decydentów skąd na to wezmą (niech sobie dodrukują i najwyżej komuś braknie – było uważać) i oni też swoje robią. MiŚie, które to realizują pojawiają się na rozkaz i jeśli trzeba rozpływają się we mgle, a fabryka w częściach nagle pojawia się na stanie wirtualnego biura, którego biurwa nie ma za co złapać, gdyż środków trwałych tam nie ma. Biurwa oczywiście wcześniej szykowała się na takie kroki wdrażając

https://www.gov.pl/web/finanse/centralny-rejestr-beneficjentow-rzeczywistych

na każdej, różnojęzycznej plantacji nazywając to po swojemu, ale nerdy jak to mają w zwyczaju były kilka ruchów do przodu i zrobiły z tego kpinę (dla siebie, bo dla mniej ogarniętych jest to utrapienie) organizując sobie niezależnych beneficjentów. Zwracam uwagę, że nerdy, a nie cechy dokonujące występku o charakterze rzemiosła, gdyż ze względu na metody kooptacji było to zawsze środowisko bardzo trudne (na granicy niemożliwości) do penetracji jakąkolwiek korzystną dla penetrującego metodą z tego prostego faktu, że w takim środowisku celem, przedmiotem i hierarchią operacji jest zdolność korelacji. Z definicji nie ma tam hierarchii formalnej, aktualna sieć decyzji znajduje się w funkcji “tozależy”, a rozbicie grupy, która nie tworzy relacji, a wytwarza je ad hoc szybciej niż sama je umarza jest bezprzedmiotowe. Nie ma tam związków terytorialnych, pochodzenia, przynależności, za to jest bardzo dobre zabezpieczenie nieufnością wzbudzaną od wewnątrz. Dla przykładu pojawiają się ciekawi ludzie, ale kontakty z nimi są podejmowane przez wyłącznie przez część sieci tylko dlatego, że dopiero się pojawili, że nie mają zastosowania dla innych nodów i każdy samodzielnie waży wiarygodność – nie można centralnie przydać komuś wiarygodności formalnej z tak banalnego powodu, że ocena wzajemna przebiega po rezultatach i nie ma związku pomiędzy dostępem do kontaktów, a ich werbunkiem, nie ma związku pomiędzy organizowaniem środków i ich dystrybucją, nie ma związku pomiędzy dostępem do środków, a podażą rezultatów. Jest wyjątkowo śmiesznie i nawet jak czasem się coś posypie, a władzuchna zacznie wnikać, to po kilku krokach tonie w absurdach – brak jakiejkolwiek integracji. Niby można by to drążyć, ale ujawniony występek jest tak niskiej wagi z punktu widzenia angażowanych jurysdykcji, a koszty postępowania tak wysokie, że nie ma się co szarpać aby na końcu wlepić przypadkowej osobie prace społeczne. Za to w trakcie postępowań wychodzi tyle absurdów uwiarygadnianych przez urzędy przez lata, że zaczyna się robić niesmacznie w samym aparacie penetrującym nerdów, którzy z ustroju zrobili szyderę stosując exploity na dziurawym kodzie. Niby można te węzły gordyjskie rozwiązać wypuszczając na to poważniejszy siłownik, ale ten zacznie sobie zasoby gromadzić i dezorganizować bieżączkę zamiast zajmować się bzdetami przeszłości. Lekarstwo gorsze od choroby. Czasem się ten siłownik nawet spotka i jest okazja wymienić poglądy (pamiętając że pies zawsze na służbie), który to siłownik jest mocno ideowy – zajmuje się ściganiem poważnych występków przeciwko zdrowiu, życiu i wolności osób, a to że ktoś uruchomił fabrykę wprowadzając tam maszyny z MiŚia i cała awantura jest o nie do końca jasną koszerność papierka działającej maszyny dostarczającej coś ludności interesuje ich tak samo co afera z przesoleniem frytek w fastfoodzie – ofiar brak. Co jest zupełnie racjonalnym gospodarowaniem zasobami z punktu widzenia takiego siłownika o sporych możliwościach reglamentowanych wzajemnym zaufaniem (przyczyny ideowe, oni naprawdę gonią prawdziwych zbójców) z pełną świadomością że zajmowanie się bzdetami doprowadzi do użycia tegoż siłownika w rozgrywkach biurokratycznych wewnątrz zasilania (użycie siłownika do roszad kadrowych).

Mamy odgórnie indukowany chaos, w którym przymus biologiczny wymaga przeniesienie przez burzliwy okres aparatów zasilania pozwalającym ludności na egzystencję. Mógłbym zażartować że szczytny i kolektywnie słuszny cel – być może dlatego nikt się specjalnie o to nie czepia kiedy ludzie z biedy zaczęli rabować na potęgę, a spać trzeba na stojąco. Zupełnie inna sytuacja była w okresie powszechnie dystrybuowanych wzrostów (nie żeby równo – po bratersku dystrybuowanych), kiedy to starczało zasilania na kopanie się z produktywnymi przedsiębiorstwami w walce o kontrolę rynku. Ale rynek sobie wygasł, zasilania z niego nie ma to i nie ma się o co kopać – zasilanie jest chwilowo z drukarki i tymczasowość rozwiązania wzbudza stres u decydentów, którzy mogą stracić stołki jeśli nie dowiozą. Czeka nas okres jawnej szydery z ustroju, kiedy to biurwy przestaną nawet żartować iż cokolwiek od nich zależy, a do przedsiębiorców będą stawiać się po jałmużnę na okoliczność “kontroli” gdyż nieodpowiedni wynik kontroli (taki który zakłóciłby dystrybucję) od razu wzbudzi inne organa, które do dystrybucji również podpięte i same z tego nieszczęścia.

Wiele osób wróży nam jakieś niepokoje społeczne i spory z ustrojem, wskazywani są rolnicy w Holandii, awantury o futerkowe w Polin, kabaret z dostępem do prądu, gazu i węgla, ale… zawsze jest jakaś Ala. To przecież zasilanie aparatu w opony żeby gdzieś dojechać, akumulatory aby odpalić pojazdy, paliwa żeby jeździły i serwisu żeby się nie rozpadły jest podważane dysrupcją jaką na polecenie polityczne ma ten aparat generować. Spadek zdolności do projekcji siły poza wycieczkę pieszą z urzędu wystąpił na wielu obszarach (bardzo lubię przebywać na takich obszarach, a przecież niektórzy koledzy z młodości do takich urzędów trafili i śmieszność sytuacji przy kawie ujawniali) i stał się na tyle powszechny aby utracić zdolność do sprawowania kontroli. Sytuacja ta będzie się pogłębiać i choć z jednej strony udajemy poważnie zaaferowanych ideologicznymi wrzutkami co to religia panująca (lewo) nam nakazuje, to w rzeczywistości mamy już z tego ustroju wyłącznie polew. Owszem jest chaos, ale czy nie znamy poprzednich pokoleń przedsiębiorców, którzy na takim bałaganie nie mieli największej swobody organizowania sobie życia? Czyż nie widzieliśmy już fikcji przerośniętej biurwokracji? Czy cokolwiek przeszkadzały niesamowykonalne zarządzenia kiedy trzeba było zaopatrywać się w produkty?

Żyłem w krainie, na którą nałożono embargo

https://pl.wikipedia.org/wiki/CoCom

ale komputer w domu był. Były też w domu szachy, przy których ktoś starszy z rodziny pokazywał mi krzemowe płytki sprowadzane do produkcji elektroniki u podwykonawców Agrotechniki, w których nie brakowało wieloosiowych obrabiarek japońskiego producenta na T. Przy jednym stole siedzieli istotni działacze partyjni, siłownik, aferałowie prl i wszyscy mieli znaczki Solidarności, i wszyscy organizowali przedsiębiorstwa lub choćby rzemiosło. Ustrój poddany stresorom staje się własną karykaturą.

Witam w nowym, biednym, ale śmiesznym ustroju bałaganu. Dbajmy o podtrzymanie i rozwój tego wspaniałego osiągnięcia.