Styk wojskich i biznesu, przedsiębiorczość teatrem działań

Pod wpływem mediów powstały przeróżne mity dotyczące wielu obszarów ludzkiej działalności – w tym wojskowych. Bo żołnierze też prowadzą przeróżne firmy naturalnie wykorzystując swoje kontakty ze służby, a nawet będąc w jako tako aktywnej służbie (jako tako, bo wojny nie ma). Niczym nie różni się to od interesów Wokulskiego. Głównym przedmiotem ich działalności są proste, podstawowe branże – zboże, żywność, drewno. Oczywiście wojsko siadło w każdym kraju na wydobyciu, ale tam siadło w sposób zorganizowany i po hierarchii – dochodowe kopalnie to folwarki panów generałów, a niedochodowe to utrapienie podatników. Pokrewną branżą jest handel paliwami (hurtowy, bo drobnym zajmuje się cywilna bezpieka) i to jest główna przyczyna, dla której zwalczanie “mafii paliwowej” czy “przemytu węgla” sprowadza się do czyszczenia rynku wojskowym co sobie z konkurencją nie radzą. Właściwie nie zdarza się, aby wojskowi siedzieli w czymkolwiek zaawansowanym jak elektronika, uzbrojenie, programowanie – ludzie co tym się zajmują owszem, mundury i pagony mają, ale tylko dlatego, że jest to jedyna biurokratycznie możliwa droga dostępu do reglamentowanych środków. Inżynierów poprzebieranych w mundury nikt na poważnie nie traktuje jak żołnierzy, konieczność formalna uzyskania dostępu nie jest tym samym co przejście całej drogi inkorporowania i spoufalania oraz udziału w koteriach. Jeśli interesy z wojskiem kojarzą Wam się z jakimś lewym handlem uzbrojeniem, to jest to wpływ kultury popularnej – w wojsku można wiele ukraść, ale koców, łóżek, namiotów, ubrań, ciężarówek, paliwa, węgla, środków chemicznych (w tym spirytusu). Wszystkie przypadki sprzedaży “poważnego uzbrojenia” przez biurokrację pilnującą magazynów to sprzedaż dzikim demobilizowanego złomu – jeśli przyszłoby Wam do głowy kupić w pełni sprawny, w miarę nowoczesny czołg czy śmigłowiec (albo WRE) to szybciej i taniej zorganizujecie to na rynku cywilnym bez żadnych biurokratycznych udziwnień. Tak więc interesy z wojskiem polegają zazwyczaj na świadczeniu im usług, których oni sami sobie nie potrafią nijak dostarczyć – prowadzenia przedsiębiorstw. Przedsiębiorstwa te zazwyczaj prowadzone są licho i zyski z nich jeśli jakieś są to mikre. Ale potrafią zapewnić wolumeny, długie kredytowanie i coś w naszych czasach bezcennego – immunitet na biurwę. Urzędy zwyczajnie do takich firm nie wchodzą. Z zasady ich nie widzą – bo lepiej nie widzieć. Ilość sromotnych konsekwencji jakie mogą przygnieść nadgorliwców jest porażająca i nikt się za nimi nie ujmie, jeśli więc już ktoś się zabiera za darcie kota z takimi firmami to najczęściej są wewnętrzne rozgrywki pomiędzy samymi pagonami (urzędnicy wykonują te czynności między Scyllą a Charybdą) i dużo rzadziej pomiędzy mafiami politycznymi – na chwilę jest wtedy ukazywany rzeczywisty podział stref wpływów w kraju.

Jest też pewien nowy czynnik – chińskiej inwazji. Chińczycy przejmują fragmenty portów i jak wszyscy normalni przedsiębiorcy: pierwsze co, to zapewniają sobie aparat siłowy (przywożą swój własny), bo nie ma czegoś takiego jak kolej bez sokistów czy port bez ochrony, nie ma czegoś takiego jak składy handlowe bez straży, a rozładowany w kontenerowiec jest przynajmniej o miliard USD lżejszy (przyjmując że w każdym kontenerze – TEU – jest towaru za 100kUSD czyli odpowiednik stu laptopów, albo 25 lepszych spawarek, ale tam wchodzi 21 ton gratów) no i tej kasy trzeba pilnować bo chętnych bez liku. Niemcy i Francuzi wzięli się za Kitajców systemowo z ramienia państwa, ale nie wszędzie tak jest, ponieważ to naród handlowy i dostarczy tego czego nam trzeba. Z Chińczykami jest dość wesoło, bo tam zupełnie nie wiadomo z kim się handluje, czy z firmą, czy z państwem, czy z wojskiem (które jest tam państwem w państwie i dysponuje niewolnikami) – tam wszystko jest “a to zależy”. I jak się zaczynają z nimi przepychanki to też nie wiadomo, czy się rozgania gang czy depcze po nogach kogoś politycznie ustosunkowanego, albo co gorsza – włazi się z butami na czyjeś pagony. Oczywiście firmy białego człowieka są zorganizowane tak samo, są tam zaangażowani wojskowi, politycy, gangi (zmotoryzowane szczególnie) to zazwyczaj żołnierze realizujący tam swoją potrzebę przynależności (i przy okazji prowadzenia przedsiębiorstwa – najczęściej jakiejś dochodowej formy recyklingu – czyli zakopywania śmieci tak, żeby nikt się głupio nie pytał). Tylko firmy białych nie mają tego rozmachu co żółtych – ot cała różnica. Natomiast przedmiotem działalności jest wydobycie, przemysł, rolnictwo, lasy, energetyka. Przemoc jest atrybutem defensywnym do ochrony stanu posiadania, tak aby nie kłopotać lokalnej jurysdykcji – nie jest to elementem działalności, jeśli na danym terytorium istnieje jakiś w miarę funkcjonalny reżim (na przykład w Szwecji, w Grecji, w RFN funkcjonuje). Firmy zajmujące się działalnością tam, gdzie reżim nie funkcjonuje (wyłącznie firmy wydobywcze, inne są tam fakultatywnie na ich zlecenie) mają nieco inną strukturę nakierowaną raczej na tworzenie środowiska politycznego i lobbing w celu pozyskania interwencji państwa. Na coś takiego jak prywatne wojowanie o niskiej intensywności nie ma chętnych – jest tyle innych miękkich celów, że od kopania się z państwem są inne państwa, a najkorzystniejsze jest doprowadzenie do konfliktu wewnętrznego. I tutaj docieramy do bardzo ciekawego zagadnienia – jak to się stało, że we wszystkich krajach wysoko uprzemysłowionych (Japonia, Szwajcaria, Szwecja) armia/flota wytworzyła wewnątrz państwa aparat gospodarczy dysponujący przemocą poza kontrolą cywilnych struktur tegoż państwa, i kolejne poza kontrolą hierarchii armii (gangi) dokonujące erozji politycznego monopolu na przemoc (policji) ZAWSZE we współpracy z politykami o nastawieniu nacjonalistycznym, izolacjonistycznym, militarystycznym. Oczywiście wiem – tak tylko głupio się pytam. To samo dzieje się w Rosji, w USA (tam ma to inny charakter, bo i skala przemysłu zbrojeniowego USA jest nieprzystająca do czegokolwiek na planecie), ale miało miejsce (przynajmniej próba tworzenia takich struktur) wszędzie, gdzie zorganizowano przemysł ciężki (Włochy i Niemcy to przykłady dość ekstremalne, ale Francja i kontrola Afryki czy UK i wojny wydobywcze firmy Buckinghamów w oparciu o SAS są dobrym przykładem). Przyczyną dla której tak się dzieje jest niezwykła korzyść (oszczędność) wynikająca z konsolidacji przemysłu na własnym terytorium. Zawsze są to wszak grupy przemysłowe i zawsze jest to przemysł ciężki. Niekoniecznie od razu zbrojeniowy, zazwyczaj energetyczny, wydobywczy, maszynowy. Jego istotą nie są jednak narzędzia, a organizacja. Zbrojenia z przyczyn czysto gospodarczych (limitacja zasobów) są fakultatywne – muszą być i są, ale nie absorbują więcej niż 1-3% atencji, a doprowadzenie do 10% wysilenia aparatu decyzyjnego do egzekutywy w środkach bojowych natychmiast doprowadza do załamania wszelkiej innej aktywności. Organizacja na takim poziomie wymaga olbrzymiej liczby ludzi mających na celu to samo, wspólne osiągnięcie. Nie da się tego zapewnić na gruncie prawa (korporacja) bo takie struktury (o jednym wątku – celu) nigdy nie przekraczają rozmiarem (w wyniku poziomów hierarchii i rozmiaru trójkątów dozorowych) kilkunastu tysięcy osób (i to przy bardzo dobrym zasilaniu) – nie istnieją zorganizowane, hierarchiczne, dające się wyodrębnić i przemieścić struktury zbudowane przez homo sapiens większe od grupy lotniskowcowej czy dywizji wojsk lądowych. Nie udało się to też na bazie sakrum z dokładnie tych samych powodów – zorganizowany kult staje się źródłem prawa. Ale da się na gruncie emocjonalnym, czego symbolika ujęta jest w wydarzeniach sportowych z masową widownią, a uorganizowanie przemysłowe ludu (w rozumieniu grupy mogącej od biedy znaleźć jakieś wspólne mianowniki w kulturze, języku, historii a większej od szczepu i plemienia) w ramach ideologii nazywamy państwem narodowym. Emocjonalnym przeżyciem formującym naród jest zaś poprowadzenie wojny niszczącej inny lud, co pozwala rozgraniczyć przestrzeń i przynależność. Warunkiem zaistnienia narodu i utrzymania przekazu o tej jednoczącej traumie (wspólnym przeżyciu, dokonaniu) jest więc zwycięska wojna przeprowadzona w ramach wspólnego wysiłku rolników zasilających żywnością miasta, w których produkowane są środki bojowe jakich nie można w ilości i jakości wytworzyć samodzielnie. Dlatego ideologia narodowa jest związana z przemysłem (a nie z rzemiosłem – nie ma czegoś takiego jak rzemiosło polskie; a kaszubskie, przeworskie, celtyckie jest – a żadne z tego narody; nie z religią i nie ze sztuką) i ze zmonopolizowanym przez armię narodową aparatem przemocy zewnętrznej o innej skali i charakterze niż ten stosowany do opresji wewnętrznej. Warto zauważyć, że w ustroju feudalnym tego rozróżnienia na gradację środków przemocy nie ma – tak samo wali się pancernymi i lotnictwem do wroga zewnętrznego jak i buntowników, w ustroju niewolniczym niepodobna nawet myśleć o czymś takim jak delikatny kij do okładania krnąbrnych rabów – represje stosowane wobec zbuntowanej ludności (odmawiającej pracy lub uiszczania danin) w ustrojach kolektywnych są o wiele okrutniejsze niż stosowane wobec jeńców w czasie wojny prowadzonej przez ten sam aparat militarny, objawem czego są wojska wewnętrzne.

W epoce postprzemysłowej (przesunięcia produkcji masowej do Azji) zasilanie, jakie z produkcji otrzymywała armia i partie narodowe (taka PZPR z punktu widzenia dzisiejszych mafii politycznych to byli militarystyczni szowiniści) zanikło. Nie istnieje więc zintegrowane zasilanie (wspólny wysiłek ludu pragnącego dostąpić uczestnictwa w abstrakcyjnym narodzie) pozwalające utrzymać wyodrębniony aparat przemocy zewnętrznej zdolny do działań o średniej i wysokiej intensywności. Nie znajdziecie dzisiaj w żadnej europejskiej armii ludzi z doświadczeniem bojowym w kierowaniu ogniem artylerii w skali brygady, bo rachunek za użycie takiej skali środków jest nie do przełknięcia bez ideologii. Tak samo nie ma nikogo z doświadczeniem bojowym w kierowaniu dywizją pancerną. Już pomińmy, że tak rozległych formacji zarówno pancernych, jak i artylerii się nawet nie tworzy inaczej niż na papierze. Renesansu państwa narodowego nie można więc oczekiwać ze strony struktur siłowych do średniej i wysokiej intensywności stosowania. Co niektórym została flota (bo lotnictwo nie jest liczebne), no i wszystkim zostali silnoręcy i nimi się ludzie emocjonują, bo to jest jedyne co można dzisiaj wysłać bez większych kosztów i awantury o zniszczenia. Niby są to przeróżni komandosi i inne takie wymysły, ale to jest po prostu piechota, do tego lekka wysyłana ze środkami właściwymi do działań policyjnych wobec spokojnej ludności. Proszę sobie nawet nie roić, że to w konflikcie o średniej i wysokiej intensywności ma jakąś wartość bojową – miasta wraz z fabrykami w pył nie obrócą, żeby nie wiem co im zrzucić na spadochronie. Artyleria by obróciła. Z braku jednak czegokolwiek innego, to właśnie z tych jednostek rekrutują się jedyni twardogłowi z jakimkolwiek doświadczeniem bojowym. No i pozostaje biurokracja rożnie tam ponazywana w tym wywiad i kontrwywiad. Z tym, że biurokracja prowadzi wojny biurokratyczne w korytarzach banków, telekomów, energetyki – tam państwo narodowe jest czysto teoretyczne. Kapitał, prąd i informacja to nie krowy, żeby je kolczykować i z paszportem wozić. Pozostaje więc ta przeróżna piechota jako ostatki manifestacji abstraktu państwa narodowego. Kłopot ustrojowy jest jednak taki (choć lemingom nie budzi to dysonansu), że państwo jest albo narodowe, albo prawa. Chodzi o źródła informacji o sposobie rozstrzygania sporów. Zbiurokratyzowany (sformalizowany) aparat decyzyjny zastosowany wobec aparatu przemocy albo nie działa (żołnierzy łączy większa zażyłość wzajemna niż ich pobudzenie prawem & porządkiem), albo aparat traci zdolność (pierwsze dni walk w krainie U były dobrym przykładem). Z tego powodu każda władzuchna tworzy sobie jednostki realizacyjne zdolne do działania poza ramami formalnymi (nie istnieje tam rozkaz pisemny, nie istnieje uzasadnienie formalne ani proces odwoławczy) czyli (gdyby przyjąć abstrakt państwa prawa za coś do przyjęcia) bezprawnie. Takie jednostki ze swej natury w państwie prawa muszą być niejawne, a do tego niezwykle spójne i z dobrym oparciem politycznym, gospodarczym i siłowym, aby w razie tranzycji władzy nie wyciągać wobec ich członków konsekwencji prawnych (wszak działali bezprawnie, a chodzi o sam fakt przynależności do zakonspirowanej grupy zbrojnej). Poza Rosją (próba pacyfikacji niepodległości w Pribałtyce) takie jednostki się nie ujawniły – najpewniej dlatego, że nie ma potrzeby ich istnienia. Z przyczyn obiektywnych każdy, kto by chciał taką mieć musi sobie taką przygotować zanim obejmie stanowisko, a na kiego komu stanowisko w aparacie władzy, który nie ma pozaprawnego aparatu przemocy a ma stosować się do prawa? No to na głowę trzeba upaść aby się tam pchać – tam żadna władza. Pozostałości jurysdykcji państw narodowych nie zapewniają więc żadnych rzeczywistych środków sprawowania władzy. A tu trzeba się z Kitajcami konfrontować o każdą korporację, fabrykę, bank, port. No to się tworzy takie potworki jak styk biznesu z armią, choć to raczej resztki armii próbującej podpiąć sobie jakiś interes dla podtrzymania państwa narodowego – bo tylko armii jest potrzebne takie państwo. W bloku kontynentalnym miejsca na jakieś narodowe armie nie ma.

Tylko że Chińczycy nie są blokiem kontynentalnym, a przecież konfrontujemy się nie z nimi bezpośrednio, tylko z bardzo daleko wysuniętymi mackami, zwiadem, wywiadem, dyplomacją i handlem. Nie może więc w takiej strukturze istnieć zbiurokratyzowany, formalny obieg rozkazów, nie może też aplikacja przemocy być oparta o biznes, bo ten nie zarobi tyle, a decyzja polityczna na takiej rubieży nie ma żadnej mocy. A mimo to obieg jest taki, jakby tam mieli codziennie pochody z pochodniami ekscytujące ich ideologią narodową – wiemy, że nie mają. Bo Chińczycy nie są narodem przemysłowym. Lud Han jest bardzo dużym plemieniem, ale oni wszyscy są krewnymi (symbolicznie), nie można się do nich zapisać, nie można jednym z nich zostać. To jest uprzemysłowione plemię i taki rozdział jaki poczyniłem na sferę wojskową, polityczną, ideologiczną, biznesową u nich nie istnieje. Szaman jest tak samo wojownikiem jak wódz, ale na pewno każdy z nich jest przedsiębiorcą – bo po to ich plemię wypluło tak daleko, a mają utrzymać się sami. No przecież że nie z gwałtów i rabunków. Bo to taki rosyjski pomysł – jak utrzymać jednostkę w obcym kraju – a firmę otworzyć i niech na siebie zarabia, kiedy dowozi jej się tanią siłę roboczą z tellurokracji. Ale firma o indywidualnym zysku może funkcjonować w sposób dostarczający uniwersalnego zasilania (środka wymiany) konwertowalnego na utrzymanie takich zasobów, jakie się uważa wyłącznie w talassokracji. Niby wyzwaniem dla Moskwy powinno być pozyskiwanie ze swojej populacji kolektywów lądowych operatywnych przedsiębiorców zdolnych funkcjonować w indywidualistycznych gospodarkach styku lądu i morza, ponieważ nijak nabyć takiego doświadczenia u siebie nie mogli i rzeczywiście było. Nie tyle co znalezienie obrotniaków, bo tych nie brakuje, ale rzucenie ich w takie układy gospodarcze, gdzie nic się nie da wykombinować czy załatwić. Bo te pojęcia są właśnie doskonałym opisem tego, jak prowadzi się w znajomych nam obszarach małe i średnie przedsiębiorstwa. Ale prowadziłem też w świecie morza i tam robi się to inaczej, tam konkurowanie ceną & niską jakością funkcjonuje świetnie, są tam inne stosunki gospodarcze, inne źródła braku etyki i inne jej braki (w rozumieniu człowieka pochodzącego z niziny środkowoeuropejskiej). Są one ciekawe i skutkuje to zupełnie innymi koncepcjami prawa, ale wróćmy do przypadku chińskiego. Otóż to jest plemię (kolektyw) o indywidualistycznym sposobie gospodarowania i kolektywnym politykowania, natomiast mieszanym w innych sferach (wojskowość). Dlatego z zasady wynajmują cudze armie do rozgrywania swoich problemów zbrojnych, podobne utrapienia miało Bizancjum i zbliżoną ich przyczynę. Taki model gospodarczy (wspólnota – gromada z indywidualnymi środkami drobnej produkcji i kolektywnymi wielkoskalowej bez przypisania udziałów) funkcjonował jeszcze kilka wieków temu w dorzeczu Warty i w Gardariki (Ruś) z czego pozostały nam takie wyrazy jak sioło i osada mimo równolegle funkcjonującej wsi – a że chodziło o ustrój własnościowy i decyzyjny na obszarze mało komu przychodzi do głowy. Chińczycy tworzą zewnętrznie pozór państwa narodowego, ale to “bycie Chinami” dla krain wchodzących w skład cywilizacji chińskiej oznacza stałą obecność wojsk wewnętrznych, których łagodność i dobry obyczaj jest na poziomie okupacji niemieckiej i rosyjskiej z okresu ’39-’91. Naiwni durnie kupują chińskie pomysły, żeby smartfonami i apkami w nich zawartymi wymuszać zachowania kolektywne i że to tak właśnie powinno wyglądać państwo przyszłości z opresyjną inwigilacją i reglamentowaniem dostępu do dóbr publicznych, ale nie zauważyłem żeby ci sami durnie kojarzyli dostęp do chodników, kina, kawiarń, parków, teatrów i transportu publicznego w takim ustroju z napisem “Nur für Deutsche”. A porządku dopilnują śniade wojska wewnętrzne^^

Chińczycy rozwiązują w ten sposób problem ustrojowy – kto ma być niewolnikiem, kto ma na Pana Chińczyka zasuwać i bez żadnego problemu rozróżniają swoich i obcych. Zewnętrznie zaś, tam gdzie wojsk wewnętrznych wysłać nie mają sił, jak wszyscy inni chąszą, ale że mają rozmach to robią to w sposób typowy dla imperiów kolonialnych (Afryka) a w Europie prowadzą erozję porządku gospodarczego oferując wszystko taniej i narkotyki też.

Akapit jednak nie bez powodu jest o styku biznesu z wojskiem. Armia narodowa jest przyczyną istnienia państwa narodowego (może funkcjonować bez terytorium, co się czasem zdarza nawet Żydom), a w takim państwie każdy jest niewolnikiem i beneficjentem (teoretycznie) więc ta matematyczna utopia prowadzi do niezdolności utrzymania armii (przyczyny istnienia państwa narodowego) albo porzucenia koncepcji, że beneficjentem jest każdy ze wszystkimi tego konsekwencjami, których egalite i fraternite nie jest w stanie rozwiązać po usunięciu feudalnych struktur pokrewieństwa. Państwo narodowe w swojej ekspresji z abstraktu w działania ludzi tym się różni od nie-tego-państwa, czym terytorium bandy szympansów od nie-terytorium. A tym się różni, że jest patrolowane aparatem przemocy i z tej pozycji aplikowany jest porządek według długości tęgiej lagi. Tylko że w socjewropie granice są liche, a reprezentacje “narodowe” na pewno nie podlegają rozróżnieniu swój/obcy na bazie kulturowej czy etnicznej (choć nawet dzieci z łbami pranymi w szwedzkiej szkole doskonale rozróżniają kto jest swój, a kto nie; zresztą dzieci w szkockim przedszkolu też doskonale zdają sobie sprawę co to jest imigrant i że takiego wytykać trzeba palcami, bo przyjechał taki konkurować o owce). To, że sparaliżowany kosmopolitycznym kolektywizmem (że wszyscy ludzie będą fratry) aparat państwa pali głupa, że nie rozróżnia, to nie znaczy że ktoś okręt podwodny odda pod komendę Ahmeda i że Ahmed uważa się za swojego – on doskonale wie że jest obcy i dżizję bierze. Też to wiem i też biorę. Ale ci co pilnują okrętu, czołgu i myśliwca też doskonale odróżniają, że ten aparat państwa jest obcy, a oni są swoi. A że przypadkiem to oni są tym aparatem przemocy od zapewniania porządku to zapewniają go swoim, a obcy niech się kiszą w miastach – fabryk i tak w miastach ludzie nie chcą, bo się przeprowadzają do miast ze względu na świeże powietrze i jeszcze durnie w togach im to przyklepują – żaden problem – transportu też tam może nie być, ogrodzimy, przestaniemy dowozić paszę to się zrobi wesoło (choć mamy ciekawsze pomysły infrastrukturalne jak na przykład awarie kanalizacji czy oczyszczania wody pitnej w wyniku biurokratycznych korowodów). Zdolność do zapewniania porządku aparat przemocy czerpie z przewagi technicznej, a tę utrzymuje dzięki dysponowaniu przemysłem, w którym pracują swoi i zapewnia się im porządek umożliwiający tę pracę. Nie wiemy czy ta praca nie jest od czapki, gdyż wszystkie ludy uprzemysłowione jakoś wymierają, ale skonstruowaliśmy taki mechanizm, że nikt nie chce wracać do pługa nawet jak ma ziemię. Kłopot z tymi swoimi jest taki, że się ich bardzo mało rodzi, więc nie bardzo jest komu i kim ten porządek zapewniać i redukcja przemysłu w Szwecji w wymiarze kapitałowym (wycen przedsiębiorstw technicznych) wyniosła od 2008 do 2018 pomiędzy 17% a 20%. Te przedsiębiorstwa techniczne jawnie prowadziły politykę “żadnych obcych” i aryjskość tam aż tryska, ale takiego stanu rzeczy nie dało się utrzymać z przyczyn kulturowych (postępująca lemingoza przenoszona drogą medialną).

Klub anonimowych pijaków działa tak, że wielu pijaków spotyka się razem, a szpital że wielu chorych. W przemyśle więc skonsolidowaliśmy się w bandy ludzi z tym samym problemem – wy wymieracie, my też mamy lichą dzietność, to sobie nawzajem pomożemy^^ W tej trudnej niedoli wymierania oczywiście sobie pomożemy, bo będzie wymierać raźniej tak całą kupą i palić głupa, że te państwa narodowe to był taki cymes, że świat podbiliśmy. Ale ma to swoje niezaprzeczalne atuty. Takie, że ze względu na to wymieranie przy ogólnym wzroście liczby ludności (w wyniku imigracji) staliśmy się kastą kapłańską zapewniającą deszcz. Co prawda jakbyśmy się nie modlili i deszcz by nie spadł, to by nas rozgonili na cztery wiatry, więc takich luksusów jak bankowi szamani jeszcze nie mamy, ale lewary mamy dobre (bo rzeczywiste) jak ten deszcz już sprowadzimy. Żeby nie było tak obrazowo to każdy może sobie sprawdzić, ile oficjalnie zarabiał Powerpoint jak był lichwiarzem (przyjmijmy największą górkę z premiami rocznymi brutto), no to 1/3 tego to moje netto. Przy czym mnie nie interesuje fucha premiera, ale tylko ze względu na trzynasty punkt konstytutki – cóż to za właść zdobyta bez przemocy?

W klubie anonimowych chciwców doszliśmy więc do porozumienia ponad duperelami, każdy przywiódł taki kawałek drakkara i chąśników jakie miał, skleciliśmy z tego coś co nawet pływa i ruszyliśmy na żer. Styrman ma nosa do hajsu i tam nas wiedzie, inny stwory kontrolne trzyma w garści, ja hydrze nienasyconej szlaki gmatwam w odmętach łącząc referat popytu z referatem podaży, a mój bosman pokrzykuje żeby wiosłować, bo Chińczycy wiosłują po naście godzin i nie ustąpimy im pola. To wszystko jest o tyle paradne, że przed każdym zagrożeniem ze strony gangstapaństwa ochronę zapewniają zasłużeni dla organów tegoż. Czyli wszystko jest zupełnie normalne tak jak być powinno, dokładnie w takim miejscu chciałem się znaleźć i długo kropki łączyłem, co ja obcy takiego muszę wykombinować, żeby mnie do tej chąsy za podnóżek wzięli. Nie ma się co dziwić, że ludzie lichwiarzom posługują i do wielkich zaszczytów z tego dochodzą. W świecie morza takie numery nie zapewniają na tyle przewagi komparatywnej nad durniami aby się organizować w kolektyw do wiosłowania, ale żerujemy na styku tych dwóch światów jak krzyżówka żyrafy ze szpakiem – czereśnie wcina za cudzym płotem. Sprowadzamy więc tellurskie kolektywy i kasujemy za to tesselski hajs.