UstRÓJ

Postawcie się w sytuacji całkowicie przytomnego korelatora mającego duży (polityczny, ekonomiczny, zbrojny), ale ograniczony rzeczywistością wpływ na cele stawiane populacji kilku miliardów indywidualistów. Nic siłą, nic przemocą, nic bezpośrednio. Zabieramy tylko tyle miodu, ile nie zauważą. Czynimy tak dlatego, że każdy osobnik Homo Sapiens ma własną, indywidualną piramidę potrzeb. Każdy chce realizować swoje cele. Jeśli mu się przy tej piramidzie potrzeb majstruje, to może się zbuntować, napsuć rzeczy wokół i jeszcze sobie i innym krzywdę zrobić. Mimo to gatunek dokonuje nieustającej ekspansji, zajmuje nowe przestrzenie, rozmnaża się.

Jak więc wykorzystać ten gatunek i dlaczego ten właśnie (wszak jeszcze 200 lat temu nasze maszyny napędzały rzeki i konie, a jednak daliśmy sobie z końmi spokój) do zapewnienia ekspansji?

Należy przytomnie zauważyć, że za przytomny korelator uznajemy ten, który osiąga sukces – zajmuje przestrzeń (pruscy teoretycy wojny mają słuszną koncepcję), a pozostałe odpadają w procesie selekcji. Bo tych korelatorów to mamy sporo – na zapas i na wypadek, i konkurują one o zasoby. Tu zajmę się opisaniem dominującego, najsprytniejszego, najbardziej przebiegłego z przytomnych korelatorów, który systematycznie realizuje swoje cele nie wywracając wszystkiego do góry nogami (czego przykładem był komunizm, który jako doktryna naukowa powinien być przetestowany najpierw na zwierzętach – przetestowano go na wschodnich podludziach i odrzucono, bo się nie sprawdził w przypadku Homo Sapiens).

To, że gatunek zajmuje przestrzeń i tępi wilki, wieloryby i mamuty, to oczywiście każdy jakoś na swój sposób rozumie i czuję się dumny będąc członkiem społeczności tak wszechwładnej, ale jednocześnie mamy świadomość, że te nowe-lepsze tereny zajmą konkretni osobnicy, a na te nowe-gorsze pognają batem resztę. Dlatego każdy, realizując swoją piramidę potrzeb, chce być bardziej w tych lepszych, niż w tych gorszych.

Piramidy potrzeb realizują zwierzęta. Żerują, kopulują, odpoczywają. Na przykład w warunkach optymalnych Homo Sapiens żre sorgo, kopuluje i nic nie robi. Po prostu spędza całe dnie w grupie, milcząc lub coś opowiadając. Naprawdę tak żyją ludzie, jak mają właściwe warunki. Tacy nie wytwarzają żadnej mocy swobodnej – wytwarzają minimum, jakie potrzebują na podtrzymanie procesów życiowych.

Jednak my jesteśmy inni. Wytwarzamy olbrzymie nadwyżki mocy swobodnej – mamy szerszą piramidę potrzeb. Chcemy, pragniemy, pożądamy wszystkiego. Jesteśmy chciwi i zachłanni. Jesteśmy indywidualistami w grupie. Chcemy więcej, lepiej, szybciej. Jesteśmy wyjątkiem w świecie zwierząt – wytwarzamy olbrzymie nadwyżki mocy swobodnej, które pożytkujemy zmieniając świat zastany w narzędzia do zmieniania świata.

Pan Wojciech Cejrowski odwiedza ostatnie ludy, jakie są na etapie tych pierwszych narzędzi jakie w ogóle mieliśmy. To z tego etapu stworzyliśmy to wszystko, co nas otacza, aż po nanotechnologię. To wszystko zaczyna się od wyplatania koszyków i gładzenia kamieni. To jest właśnie skumulowana nadwyżka mocy swobodnej.

Cele korelatora

Celem korelatora w takiej sytuacji będzie kierowanie tej nadwyżki mocy swobodnej na ekspansję. Ale że trzeba skumulować olbrzymie ilości mocy, aby przebyć ocean (i może się to nie udać), to żaden pojedynczy osobnik się tego nie podejmie, ponieważ koliduje to z jego indywidualnymi potrzebami. Nie jest to w jego interesie, mimo że z korzystnego rezultatu jak najbardziej chciałby skorzystać. Taki dylemat więźnia.

Ten problem musi rozwiązać korelator. Trzeba to zorganizować tak, aby żaden indywidualny osobnik nie połapał się, że jest nadmiernie dojony z mocy i miał poczucie realizacji swoich potrzeb.

Pierwszy, wymieniony ustrój syntetyczny (zaplanowany, skonstruowany, wykonany) został przetestowany na podludziach i nie zadziałał. Wyciągnięto z niego pewne elementy do montażu u ludzi. Tylko ludzie się połapali, że to nie jest w ich indywidualnych celach i spadło wytwarzanie mocy. Więc nie są realizowane cele korelatora.

Trzeba w takiej sytuacji przestać kombinować z wymyślaniem ustrojów i ich testowaniem w naturze, tylko wziąć jakiś gotowy z natury i zastosować tak, jak się da. Musi być to ustrój generujący nadwyżki, zdolny do dalekiej ekspansji, adaptacyjny do warunków, gotowy na lokalne straty.

Gdzie ekspandować?

Oczywiście patrzymy w gwiazdy, oczywiście już padło pytanie o chętnych na podróż w jedną stronę na Marsa i ochotników było co niemiara. Ludzie chcą ekspansji i są gotowi zginąć po drodze, a nawet na miejscu. Ochotników w populacji, jaką mamy, nie brakuje – oni nie będą pokrzywdzeni – zrealizują swoje potrzeby i nie trzeba nikim manipulować. Są chętni – to dobrze wróży na przyszłość.

Ale na razie kulejemy nieco z technologią i mamy problem z lotem na orbitę, na Księżyc nie latamy, a o Marsie możemy zapomnieć. Chwilowo nasze cele są bliżej, głębiej. 70,8% powierzchni planety to oceany. Na dnie rosną jakieś krzaki – czy da się je zjeść albo uprawiać takie, co da się zjeść? Na dnie leżą surowce – są nam potrzebne. Głęboko są specyficzne warunki fizyczne – są tam związane hydraty oraz koordynacyjne związki metaloorganiczne.

Tylko trzeba taką ekspansję zorganizować po cichu, bo inaczej kilka miliardów Sapków rzuci się na wodę jak w gorączce złota, zdemolują tereny, potopią się, zmarnują zasoby i jeszcze zdezorganizują obecną produkcję. Jak żyć z taką małpią bandą?

Przerabialiśmy już takie historie, kiedy ludzie porzucali ziemię, uprawy, produkcję i ruszali w świat szukać miast ze złota. Tym razem trzeba to zrobić po cichu. Rozpocząć eksploatację i ekspansję bez wywracania Homo Sapkom tego co jest do góry nogami. Ocean to nie Księżyc, każdy wie jak wygląda łódka, małpia banda mieszka głównie na wybrzeżach – rzucą się do wody jak lemingi z urwiska. Wystarczy im powiedzieć, że tam jest prosperity.

Już kilka razy ryby wytruli dłubiąc otwory do depozytów ropy.

Przyjmijmy na potrzeby artykułu, że przytomnym celem jest ekspansja na drugą stronę granicy morza z plażą. Pływowe generatory prądu powstały już w Danii i UK. Działają, mają jeszcze swoje wady, ale istotne jest, że da się wydobyć na szelfie energię z ruchu Księżyca. A skoro da się na szelfie, to jest zasilanie, a i głębiej też się da.

New frontier – internet został opanowany w jedno pokolenie. Dlatego intratny frontier (dna oceanów) należy utrzymać poza zainteresowaniem. Kiedy ostatnio widzieliście symulator łodzi podwodnej? Albo drona do badań podwodnych? A jakoś symulator koparki czy samolotu leży w każdym kiosku?

W jakim cyklu i jak dysponuje mocą Homo Sapek?

Czyli gdzie ją pozyskuje, co z nią robi i jak to usprawnić, aby jak najwięcej mocy wyjąć? Co potrzeba Homo Sapkowi, aby dalej moc generował; i kiedy eutanować, bo jest nie do wyzyskania i nic nie wytwarza? Otóż nie da się tego zrobić w jednym cyklu rozrodczym. Homo Sapki przekazują sobie wiedzę, tworzą grafy powiązań, komunikują się. Jeszcze na złość mają sieć komunikacji ze wszystkimi, to w ogóle bzdury i teorie spiskowe roznoszą się jak fale po stawie.

Homo Sapek z całą pewnością żeruje, potrzebuje wody, chce się rozmnażać. Co niektórzy chcą tworzyć, wielu chce się komunikować, masowo chcą przeżywać emocje. Homo Sapki pozostawione same sobie wszystko zorganizują dla własnej uciechy. Nie trzeba ich pilnować ani im przeszkadzać, w razie porzucenia – przetrwają i nawet coś stworzą. Powstaną wtedy depozyty różnych rzeczy, może niezbyt przydatne, ale w ostateczności, skoro nie trzeba poświęcać na nie mocy korelatora (na działania decyzyjne), to wolność dla Homo Sapków, których nie opłaca się wyzyskać, pozwala wytworzyć depozyty, z których można ich później obrabować. NEP się sprawdził i to od czasu do czasu można w różnych lokacjach powtórzyć. Desperackie, ostateczne, niewydajne, ale nie kosztuje wydolności decyzyjnej.

A wydolność decyzyjna jest w cenie, ponieważ jednym z podstawowych systemów niematerialnych jest wytworzenie przez Homo Sapki wirtualnego obrotu obietnicami, zobowiązaniami, należnościami. Sapki wytwarzają system transakcyjny, nie da się go skasować – ustrój, który zawierał substrakcje systemu transakcyjnego się rozleciał. Więc taki system musi istnieć, da się nim nawet jako tako zarządzać, choć to próba jazdy na ośle. Do tego trzeba (temu zarządzaniu) poświęcać znaczne moce decyzyjne, ponieważ małpia banda pozostawiona przy systemie transakcyjnym zaczyna palić nadwyżki na zegarki, jachty, piękne panie i koks. Małpia banda przy systemie transakcyjnym jest do tego przekonana, że to oni rządzą światem i demolują narzędzia do ekspansji – potrafią zawalić całe istotne branże głupimi zakładami w kasynie.

Na szczęście w pierwszej fabryce świata – Chinach – udało się ten system transakcyjny okiełznać. Tylko w Chinach skończyły się zasoby wody na tyle czystej, żeby przemysł dalej hulał i trzeba gdzieś przenieść moce produkcyjne. Do tego lokalne, chińskie Sapki rozbudziły w sobie piramidy potrzeb ponad miarę i nie chcą dalej pracować za miskę ryżu. Przestali być opłacalni do wyzyskiwania, teraz kombinują jak tu palić moc swobodną na własne potrzeby.

I to jest problem z każdym osobnikiem – dziedziczy poziom mocy swobodnej po rodzicach i chce ją podnieść. Aż do momentu kiedy zaczyna palić moc innych na swoje potrzeby i nie wytwarza wartości dodanej dla ekspansji. Wtedy staje się zbędny, ale nie można go tak po prostu zabić, ponieważ jest on w grafie skomunikowany z innymi, dowiedzą się i staną okoniem.

Homo Sapek musi więc się wzbogacić i wymrzeć. A tego nie zrobi w jednym pokoleniu. To dziedziczenie poziomu mocy swobodnej jest najistotniejszym problemem w administrowaniu małpią bandą. Każdy, kto obieca im więcej bananów, jest brany na wodza i demoluje wytwarzanie nadwyżek na ekspansję. A bananów jest skończona ilość, tymczasem obiecać można dowolne ilości. I jak ich nie dostaną, to będą wkurzeni i coś zdemolują. A mają do demolowania niuki.

Plan osobnika jest więc taki, żeby spłodzić potomstwo i przekazać mu swoje środki wytwarzania mocy (łowisko, teren polowań, łódź do połowów, las do wyrębu, przedsiębiorstwo, etat w urzędzie), aby ten wytworzył jeszcze trochę i przekazał wnukom więcej. Do tego oznaczają swoje zasoby i bezczelnie twierdzą, że to ich i w ich dyspozycji, a na zmianę tego stanu przemocą reagują demolowaniem nadwyżek.

Są ludzie, którzy planują na pokolenia. Zastanawialiście się kim będą Wasze dzieci? A wnuki? A dalej? W jakim kraju? Jaki zawód? Jakie zasoby?

Ale przecież żaden nie planuje na pokolenia, tylko interpoluje własną sytuację.

W takiej sytuacji, po osiągnięciu maksymalnego dostępu do środków zaczną sobie obiecywać cudze zasoby i demolować moc swobodną na wojowanie. Same z tego zgryzoty.

W jakim cyklu powinien wytwarzać nadwyżki i na co ich nie marnować?

Przede wszystkim rozmnażanie małpiej bandy jest tym droższe, im wyższy poziom mocy swobodnej dziedziczą. Oznacza to, że rozmnażanie tych, co dysponują dużą mocą, jest niecelowe, a tych, co dysponują małą – jak najbardziej. Trzeba więc rozmnażać tych, co dziedziczą mało, a najlepiej nic – będą mieli wtedy niższe oczekiwania, mniej zeżrą i taniej wytworzą.

Tak jak dla pojedynczego osobnika młotek służy do wbijania gwoździ, tak dla korelatora (partii, państwa) na obszarze kraju do wytwarzania statków służy stocznia (jako pojedyncze – wyodrębnione narzędzie). Tak w skali obszaru gospodarczego do wytwarzania floty służy przemysł stoczniowy, a rezultatem jego działania jest flota handlowa o dającej się zmierzyć w jednostce czasu zdolności transportowej. Nie ma konieczności rozpatrywania każdej jednostki pływającej oddzielnie – zdolność jest sumaryczna i wynika z zaangażowanych zasobów.
A poziom marnotrawstwa zasobów wynika z oczekiwań ludności zaangażowanej w ośrodkach produkcyjnych. Najtaniej jest wykorzystywać tam przyjezdnych i imigrantów – zgodzą się na niskie stawki i będą zadowoleni, że poprawiają swój byt. Natomiast kolejne pokolenie za te same stawki nie będzie chciało już pracować – będą chcieli więcej. Czyli marnotrawstwo wzrośnie, a wytwarzana moc zmaleje.

Taka sama sytuacja jest w każdej części przemysłu, wobec czego należy zapewniać stały dopływ świeżej krwi do przemysłu i odpływ starej. W komunizmie próbowano to robić czołgami (dywizja Feliksa Dzierżyńskiego, Donbas, lata 60te – likwidacja zbuntowanej ludności razem z dziećmi), ale to się nie sprawdza w obszarze istnienia sieci telekomunikacyjnej. Za to masowe przesiedlenia się sprawdziły.

Coś trzeba zrobić z tym, żeby sobie to imigrujące pokolenie popracowało, a ich dzieci sobie poszły gdzie indziej. Trzeba ich skusić jakąś marchewką jednocześnie redukując liczebność.

Jest jeszcze problem techniczny – przemysł musi wędrować, ponieważ dewastuje lokalnie dostępne zasoby wody, a jej oczyszczanie na potrzeby przemysłu (gigantyczne ilości) jest obecnie zbyt kosztowne (zbyt duża utrata pozyskiwanej mocy).

Kolejną kwestią jest czas, jaki osobnik poświęca pracy. Najlepiej żeby go na łańcuchu uwiązać w robocie 16/7 i jeszcze byłoby dobrze, jakby nie spał. Ale niewolnictwo w takiej formie jest niewydajne – nie sprawdziło się (jakby się sprawdziło, to hulaj dusza – wszystkich na łańcuch), ponadto dozór jest znaczną stratą mocy. Trzeba jednak tak to zorganizować, aby robotnik do pracy dotarł szybko (metrem), mieszkał blisko (w mieście), zajmował tam mało przestrzeni (wszyscy będą mieli bliżej, jak się ich poukłada warstwami blisko siebie) jak kura w klatce i nie marnował zasobów (jazda własnym samochodem – rower mu wystarczy, prawa jazdy mają być niezdawalne) i jeszcze niech się cieszy, że jest w grupie egalitarnej młodych wykształconych z dużego miasta. A na starość do małego, spokojnego miasteczka, do instytucjonalnej umieralni. No i żeby nie marnował zasobów na potomstwo – w weekend ma się napić, odstresować z samicą bez rezultatu i do pracy w poniedziałek. Czas wolny w pracy (przerwy) odliczyć mu od czasu pracy, to posiedzi tam dłużej za tyle samo, a jeszcze do tego będzie w miarę wypoczęty.

Napotkane problemy z Homo Sapaczami

Małpia banda nastręcza wiele problemów. Po pierwsze nie są jednym organizmem zarządzanym jedną wolą (Ein Volk, Ein Reich). Każdy jest zdolną do samodzielnego życia jednostką. Każdy Sapacz najlepiej wie jak rządzić i jak wszystko urządzić, dowolnie można je (te małpoludy narowiste) wymieniać w obrębie populacji (są zunifikowani mimo dymorfizmu) i jeden zastąpi drugiego w szeregu bez jakiegokolwiek zgrzytu, najwyżej ma słabsze cechy osobnicze w danym zakresie, ale żadnemu nic nie brakuje do funkcjonalnego zastąpienia dowolnego innego.

Z tej przyczyny nie sprawdziły się ustroje syntetyczne – społeczne, czyli socjalizm, komunizm i unifikacja (unifikacja to pełna zastępowalność osobników w ramach nierozróżnialnych między sobą osobników, z rozpędu wdrażania tego ustroju będącego rozwinięciem komunizmu jest choćby gender).

Małpoludy mają wrodzony terytorializm – nawymyślają sobie, że obszar jest ich (bo kupili, zdobyli, obsikali), będą tam mieszkać, to ich i ani w głowie im migrować wtedy („Nie rzucim ziemi”, „ziemia ojców” i podobne slogany). Za nic nie chcą przemieścić się do strefy wytwarzania mocy swobodnej, będą tak mieszkać wielopokoleniowo na kupie i z trudem daje się im wyrwać jakieś nadwyżki samic na jakąś uczelnię czy inne indoktrynacje. Nawet jak im to wszystko popsuć i zostawić ślad po gąsienicy, to po jakimś czasie wrócą i uparcie wszystko odbudują. Nawet jak to zaminować, to nic nie da – patykami wygrzebią.

Dzicz chce przekazywać potomstwu informacje, wiedzę, doświadczenia, tworząc graf powiązań rozprzestrzeniony w czasie, tak aby poradzić sobie z rozpoznanymi zagrożeniami, a nawet rozpoznać zagrożenia o długim czasie realizacji (skoro ciąża realizuje się 9 miesięcy i niektórzy nie wiążą tak odległych wydarzeń, jak obcowanie i narodziny, to co dopiero przy takich zdarzeniach jak wprowadzenie waluty fiducjarnej i masowe rabunki na rzecz banków). Jest z tym taki problem, że dzięki temu unikają (a przynajmniej starają się) ofiarnego dostarczania mocy swobodnej korelatorowi, który jest starszy i mądrzejszy.

Mnożą się, niezależnie od okoliczności mnożą się i zajmują coraz więcej miejsca. Do tego w powiązaniu z terytorializmem gromadzą różne graty, używają ich, jeszcze się kłócą jakby im popsuć albo pozabierać. Zawsze mają zachomikowane jakieś środki niszczące, bo ta małpia banda to wojownicza jest okrutnie i żreć nie będą a karabin kupią, żeby na wszelki wypadek schować. Mnożą się i zbroją. Od tego ich tak wielu na planecie.

Potomkom przekazują zgromadzone zasoby, a potomkowie uznają to za poziom minimum i gromadzą jeszcze więcej gratów. I nie dadzą sobie zabrać, kłócić, procesować się i odwojowywać są gotowi. Żaden stresor ich od tych kosztownych pomysłów nie odwodzi. „Moje”, krzyczą. „Moje!”

Jak już się namnożą i uzbroją, to biorą się za łby i demolują zasoby, przestają dostarczać moc swobodną na ambitne projekty, bo to tam każdemu z nich się wydaje, że światem rządzi, a już jak go jakaś większa banda słucha, to dopiero chce w jeden dzień brać kontynent, a w drugi cały świat. Mają ambicje.

Uparcie każdy chce wszystko sprawdzić sam. Cudze doświadczenia tylko ich motywują do działań. Nie wystarczy, że jeden ma jakieś doświadczenia – wszyscy chcą przeprowadzić to samo doświadczenie. Ta małpia banda jest gotowa ruszać na wycieczki, w podróże, bo jeden był i widział, to reszta też chce gdzieś jechać. A transport kosztowny. I na co tak jeżdżą? Żadnego z tego pożytku, a zasoby lecą.

Sami się nad wszystkim zastanawiają, jakby cudza opinia była im nie dość dobra. Za nic mają certyfikaty, zaświadczenia i opinie autorytetów. Wszystko wiedzą lepiej i wszystko chcą sprawdzić sami – marnotrawstwo. Po co tyle razy sprawdzać coś, o czym wiadomo jaka jest ustalona urzędowo prawda bizantyńska?

Tworzą sieci społeczne, grafy powiązań, jak wynaleźli telefony to tak dzwonią bez przerwy (samice najgorzej), jak dostali pejsbuka to trzeba było zbudować superserwerownie do obsługi zwierzęcej rozrywki nawiązywania kontaktów, wysyłania słitfoci i generalnie zajmowania się duperelami w czasie, który mogli poświęcić na tworzenie środków ekspansji. A jak trzeba superkomputer do analizy ruchu wody w oceanie, to oczywiście na to zasobów brakuje – bo poszły na pejsbuka i gogola.

Wszystkie wymienione zachowania marnują moc swobodną na realizację potrzeb indywidualnych Homo Sapków, zamiast na jedynie słuszne i celowe projekty służące dobru ogółu. Którymi będzie zarządzał kolektyw, tfu korelator starszy i mądrzejszy.

Lokacje

Najistotniejsze jest zminimalizowanie bardzo kosztownych przemieszczeń, przy zachowaniu braku koncentracji środków i tworzenia monopoli lokalnych na wypadek, jakby któremuś z lokalnych małpich wodzów przyszło do głowy realizować jakieś własne pomysły ponad miarę, albo co gorsza – zorganizować demolkę.

Nie sposób wszystkim zarządzać ręcznie – wydolność postulacyjna i wykonawcza jest ograniczona. Należy ograniczyć się do kierowania kierunkiem procesów, ale osiąganie poziomu technologicznego i wyników produkcji należy pozostawić rzeczywistości. Jakkolwiek należy powstrzymywać działania destabilizujące łańcuchy dostaw na potrzeby ekspansji.
Koniecznym jest pozostawienie małpiej bandzie ograniczonych zdolności dysponowania częścią mocy swobodnej na realizowanie swoich potrzeb bytowych, ale tak, aby w swej masowości (samochód dla każdego, mieszkanie dla każdego, może samolot by jeszcze chcieli?) nie skonsumowały istotnej ilości zasobów przeznaczonych dla przemysłu, którego zadaniem jest pozostawianie nadwyżki na przytomną ekspansję.

W konsekwencji możemy wyodrębnić pozyskiwanie z depozytów naturalnych nieodtwarzalnych (wydobycie), które jest tam, gdzie natura rzuciła depozytem i tylko tam można kopać. Najlepiej aby te tereny były niezamieszkałe (dlatego wydobycie ropy z szelfu pływającą kopalnią konkuruje z wydobyciem jej na lądzie mimo kosztownej infrastruktury). Jeśli natomiast ludność występuje (na lądzie paskudy występują), to należy przy spadku koniunktury (i tym samym zapotrzebowania na dany depozyt) wprowadzić w takie tereny stresory, aby uzyskać spadek sentymentu do bytowania w danym regionie. Jakieś ISIS czy zarazę zesłać na terytorium, aby ludność odczuła nagłą, niecierpiącą zwłoki chęć porzucenia habitatu. Jest to trudne z wymienionych wcześniej przyczyn terytorialności łysej małpy.

Kłopot w tym, że większość technologii wydobycia zużywa poważne zasoby wody, im czystszej tym efektywniej działając. A wody potrzebuje także ludność. Więc bezludzie, na które zostaną wysłani skoszarowani specjaliści od wydobycia, jest lokacją oczekiwaną i do powstawania takich warunków należy doprowadzać.

Wydobycie optymalnie wymaga populacji nielicznej, wysoko wykształconej, mobilnej (bezludne terytoria, docelowo bezludne), zaradnej. Z konieczności trzeba takich izolować od reszty społeczeństwa, ponieważ muszą być sowicie wynagradzani (kłuliby w oczy zasobnością), żeby nie zagrabili urobku, a do tego dozorowani, szczególnie jeśli wprowadzanie bezludzia nie jest uwieńczone sukcesem.

Wydobycie z depozytów naturalnych odtwarzalnych – lasy, uprawy. To specyficzne, ze względu na glebę, lokacje, dostarczające przede wszystkim paszy dla małpoludów, ale też specyficznych produktów dla chemii organicznej (kauczuku, oleju, morfiny). Dzięki mechanizacji rolnictwa nie jest konieczne zatrudnianie tam istotnej liczebnie populacji. Ponieważ nie wszędzie jeszcze udało się wprowadzić wysoko wydajną produkcję paszy jaką zapewnia Monsanto Bayer (gdzie wydobycie zasobów odtwarzalnych może prowadzić taka sama grupa, jak dla zasobów nieodtwarzalnych), to trzeba użerać się z bandami małpoludów terytorialnych na „ziemiach przodków”, niskoareałowym podziałem gospodarstw, niegospodarnością w używaniu środków rolnictwa intensywnego, a co najgorsze – wiele prac ciągle wykonywanych jest manualnie (tak jakby szparagi wyrywane mechanicznie czymś się różniły w smaku od tych rwanych ręcznie, co z tego że są zmielone, jak i tak są w puszce? małpia banda chce niezmielonych).

Obszary te należy zmieniać w monokultury uprawne, a ludność powoli wysiedlać kusząc zarobkami, perspektywami rozwoju i zniechęcając dumpingiem do prowadzenia tej wysokodochodowej działalności (małpoludy bardzo cenią sobie wyżerkę i wiele są gotowe oddać za jakościowe produkty). Cały ten biznes wraz z przetwórstwem paszy jest utrapieniem, koniecznym wyłącznie do zapewnienia paszy małpiej bandzie.

Obszary pozacywilizacyjne – zamieszkane przez dzikie, zdrowe zasoby biologiczne o wysokiej płodności i jakości materiału biologicznego, które w ramach uzupełniania generowanych ubytków biologicznych można zmusić stresorami do migracji, a nawet, wprowadzając udogodnienia zdrowotne, generować eksplozje demograficzne (obniżanie śmiertelności) w takich populacjach o skrajnie niskich oczekiwaniach odnośnie zasobów. To bardzo cenna ludność, ponieważ ma najniższe oczekiwania i można z niej odtwarzać cykl wprowadzania zasobu biologicznego do ustroju.

Z ostatnich czasów takiej migracji to Sudan, Somalia, Erytrea.

Obszary cywilizowane „rozwijające się” – rezerwuary gotowej do migracji siły roboczej, dysponującej już umiejętnościami technicznymi i przyzwoitej jakości zasobem biologicznym we właściwym wieku, o rozbudzonych, ale ciągle niskich oczekiwaniach odnośnie zasobów (własne mieszkanie, pojazd, dzieci), gotowych do pracy aż do biologicznego wyeksploatowania.
Operując na takich regionach stresorami i zachętami w rejonach, gdzie brakuje zasobu biologicznego o wskazanych umiejętnościach technicznych (które to umiejętności można zawczasu zaordynować w kształceniu), można doprowadzić do spontanicznej migracji ludności o oczekiwanych właściwościach (niskie oczekiwania, wyrwanie z sieci społecznej).

Z ostatnich czasów takiej migracji to Bliski Wschód.

Obszary cywilizowane uprzemysłowione w regresie. Likwidowane obszary industrialne, gdzie spolegliwa ludność o wysokiej kulturze technicznej jest wypędzana stresorami z kombinacją zachęt do innych ośrodków przemysłowych, z których udaje się efektywniej pobierać nadwyżki mocy swobodnej na słuszne projekty.

Ludność na takich obszarach ma szokowo obniżone oczekiwania, a wysoką kulturę techniczną oraz zniszczone doktryną szoku więzi społeczne (powiązania grafu mają ujemne wagi – jest brak zaufania pomiędzy członkami społeczności, czasem jawna wrogość wobec aparatu państwa).

Z ostatnich czasów takiej migracji to Argentyna, Polska, Hiszpania.

Obszary cywilizowane, uprzemysłowione, wytwarzające technologie. Zamknięte etnicznie, prawnie, militarnie, kulturowo obszary będące generatorami technologii. Zazwyczaj małe, zaradne państwa z ludnością do kilku milionów osobników, z właściwymi udogodnieniami dla osobników o wysokiej kulturze technicznej. Takie obszary należy co jakiś czas przenosić, gdyż, ze względu na rosnące co pokolenie oczekiwania, dochodzi do wytworzenia nienegocjowalnej, roszczeniowej postawy świadomych własnej wydajności mieszkańców. Te obszary zazwyczaj stają się samowystarczalne we wszystkich kwestiach poza militarnymi (to małe państwa).

Z ostatnich czasów to Szwajcaria, Izrael, Luksemburg, wybrane prowincje Korei i Japonii, wybrane ośrodki przemysłowe USA (państwa w państwie – dawniej Dolina Krzemowa), wybrane ośrodki przemysłowe Unii Nordyckiej (są tam niewidzialne zapory uniemożliwiające zamieszkanie – ekonomiczne oraz casting przy zakupie nierucha – bo nie dla każdego psa kiełbasa).
Nie jest łatwo taki obszar przesunąć, a ludność narowista i zjeżona, więc trzeba czasem tak zrobić, aby nikt nie zechciał mieszkać w Izraelu. Bo czemu nie mieliby się przenieść do Patagonii? Tam woda jest i natura nieruszona, a na Negev już nawet pistacje świecą jak przyłożyć licznik.

(Sprawdzaliście ostatnio orzeszki pistacjowe geigerem?)

Obszary podmiejskie – zaopatrujące miasto i przemysł w specyficzne usługi wymagające posiadania pojazdów (również dużych), narzędzi, umiejętności i zaradności. Specyficzna ludność – dysponująca wysokimi oczekiwaniami, uparcie się rozmnażająca, złośliwie przyjeżdżająca do miast (ale dzięki wprowadzanym stresorom przestają przyjeżdżać) i prowokująca ludność miejską swoją zamożnością. Zdolna do gromadzenia zasobów ze względu na przestrzeń we własnej dyspozycji.

Są powoli zastępowani swoją wersją korporacyjną o takich samych zasobach w dyspozycji firmy (a nie prywatnych jak w tej grupie), ale ze względu na wysoką elastyczność dostosowania się do nowych ról i zdolności przetrwania kryzysów pozostają jako ogniwo pośrednie pomiędzy ludnością napływową (zastępującą ich w tych siedliskach) a ludnością miejską (w jaką przekształcane są ich dzieci).

Obszary małych miast i miasteczek – wyodrębnione ośrodki zawierające wszystko co potrzeba do w miarę niezakłóconej egzystencji ludności, wraz z przemysłem wymagającym garstki specjalistów (obszary podmiejskie ich dostarczają) i masy siły roboczej (przemysł drzewny, papierniczy, huty, odlewnie, montownie, produkcja żywności), którą można pozyskiwać z grupy napływowej (poddanej stresorom w swoim habitacie pierwotnym), tym samym generując lokalny stresor wypierający wcześniejszą ludność.

Obecnie takie zjawisko ma miejsce w całej Europie i południowych stanach USA (graniczących z Meksykiem), ze szczególnym uwzględnieniem małych miast we Francji, Szwajcarii, Niemczech, Szwecji.

Obszary wiejskie – zbędne utrapienie z ludnością wykazującą wszelkie wady. Osiadli, zasiedzieli, z własnymi zasobami, prawie nic nie potrzebującymi od zewnętrznego świata, wytwarzającymi olbrzymie nadwyżki na potrzeby ludności i nieprzydatne w ekspansji. Usidla się ich kontyngentami, dotacjami, dopłatami do rolnictwa, paliwem dla rolnictwa, najróżniejszą siecią udziwnionych powiązań ubezpieczeniowych i wypieraniem upraw naturalnych (a nawet ekstensywnych) przez zmodyfikowane intensywne. Docelowo całkowicie zbędny archaizm.

Obszary miejskie. Najistotniejsze miejsca efektywnego wytwarzania nadwyżek przy najniższych kosztach (populacja skomasowana w klatkach, z szybkim i efektywnym dostępem do stanowisk pracy). Ludność pozbawiona przestrzeni do gromadzenia zasobów czy uprawiania korzystnego hobby (majsterkowania, mogą sobie pograć w piłkę, a najlepiej jakby grali na konsoli – nie trzeba im wtedy boiska). Docelowo ludność pozbawiona pojazdów (brak uprawnień do kierowania, pojazdy zajmują miejsce, parkingi, samo utrapienie) w środowisku z komunikacją publiczną, ograniczeniami ruchu i wypożyczaniem miejskich (kolektywnych) rowerów.

Obszary z kolejnymi zakazami poruszania się pojazdów spalinowych i promowaniem absurdów, opłat za parkingi, za drogi. Ograniczenia ruchu powoli izolują ludność miejską od wpływu złych, zewnętrznych wzorców. Obszar wykluczający rozrodczość – brak przestrzeni.

Celem tego obszaru jest wydajne i tanie dokładanie mocy swobodnej w sztucznym środowisku nastawionym na efektywne wykorzystanie zasobu biologicznego.

„(…)Podział pracy związany jest z ryzykiem, jakie ponoszą pszczoły. Najbardziej ryzykowne jest wylatywanie z ula(…) Latem robotnice żyją ok. 38 dni, ponieważ intensywnie pracują. Robotnice, które wylęgną się jesienią, zimują w ulu i żyją 6 miesięcy (…)” – warto żyć w kryzysie – dłużej i spokojniej.

Realizacja

Jak widać, do tych różnych lokacji trzeba różnego typu osobników, bardzo zróżnicowanych potrzebami jak i rezultatami swojej egzystencji. Niestety, Homo Sapki zróżnicowane są jedynie dymorfizmem płciowym, objawiającym się w większym rozmiarze samców niż samic, zróżnicowaną gospodarką hormonalną, nieco szybszym metabolizmem samców niż samic, większym mózgiem samców niż samic, zróżnicowanej sieci powiązań w modułach tegoż, zróżnicowanych narządach i funkcjach rozrodczych.

U Sapacza nie ma jakiegokolwiek śladu zróżnicowania funkcjonalnego osobników, są one w pełni zunifikowane funkcjonalnie. Więc cała koncepcja wprowadzania pewnych ustrojów występujących w naturze byłaby pozbawiona sensu.

Ale… pewna okoliczność pozwoliła mieć nadzieję, że jednak da się tak zorganizować cały system. Otóż dwie dekady temu w Scientific American pojawiło się kilka artykułów opisujących plemiona paleolityczne, które nie znały ognia. Jak się okazało te plemiona rozmnażają się tylko na wiosnę przez miesiąc. Przez pozostałą część roku nie wykazują aktywności seksualnej w ogóle, również hormonalnej zdolności do rozrodu u samic. A gdy się nie rozmnażali, gwałtownie rosła ich pracowitość (trudne warunki bytowania), która zamierała na czas godów.
A pozostałe małpoludy wykazują taką aktywność cały rok. I zaczęto temat drążyć, po czym po jednym z artykułów sprawa się urwała. Poszło o to, że przyczyną jest kilka czynników chemicznych powstających w procesie termicznej obróbki żywności, a to znaczy że popędem, pracowitością, zainteresowaniami można sterować zewnętrznym bodźcem chemicznym, powszechnie występującym w kulturze.

Prawdopodobnie trafiono na pierwsze egzohormony niebędące metabolitami hormonów, a inicjujące odpowiedź fizjologiczną zwierzęcia obejmującą więcej aspektów niż zachowania godowe.

(Zainteresowanych tematem odsyłam do efektów Whittena, Bruce’a, Lee-Boota, Ropartza)

Niby nic szczególnego – nie pierwsze MKUltra czy stosowanie 2MB2 do uspokajania ludności w historii.

Ale tej przeróżnej wiedzy nam się nagromadziło w XX wieku, a to była wisienka na torcie. Pierwszy regulator wydajności produkcyjnej nie będący narkotykiem (jak choćby kofeina). I nie jest to już tylko woń piżma w perfumach (metabolit testosteronu – zgadnijcie czemu kobiety lubią ten zapach).

„Woń ta ma tak silne działanie na samice trzody chlewnej, że nawet po kilku dniach po usunięciu z klatki samca przyprowadzone tam samice w rui natychmiast przyjmują pozycje gotowości do kopulacji.”

Nie pryskajcie się perfumami wchodząc do chlewa, bo wywołacie konsternację.

Wróćmy jednak do ludzi. Zniknęły artykuły z jednej gazety, ale wtedy już mieliśmy Internet (od kilku lat, ale jajogłowym wystarczyło do zbudowania grafu powiązań). Cała sprawa znana jest dzisiaj jako womeroferyny.

Z homo sapkami jest taki problem, że się rozmnażają. Do tego wybrednie dobierając partnerów o najbardziej odmiennym profilu genetycznym w rejonie głównego układu zgodności tkankowej (MHC). Samice oczywiście dobierają takich wyłącznie, kiedy są płodne, a samce zawsze (bo zawsze są płodne). Z jednym wyjątkiem. Samice w ciąży zakochują się wyłącznie w obiektach z pełną zgodnością profilu genetycznego (czyli we własnych dzieciach). Rzecz w tym, że jest środek który symuluje taki stan hormonalny u samic – to pigułki antykoncepcyjne. Samice je zażywające nie są dość zadowolone żadnym samcem, gdyż musiałby to być ich brat bliźniak. Co oczywiście powoduje, że w momencie rozpoczęcia używania takich środków samiec samicy zbrzydnie z przyczyn fizjologicznych. W takich warunkach nie jest możliwe utrzymanie stabilnych relacji i grafów powiązań. Co skutecznie wpływa na poczucie zagrożenia, alienacji i w rezultacie dzietność.

Bo najistotniejsza do regulowania jest dzietność. W gospodarce wytwarzającej nadwyżki i zapewniającej dziedziczenie środków bardzo korzystnym jest, aby do systemu dostarczać biedaków mogących rozpocząć wspinaczkę w drabinie społecznej, a usuwać zamożnych, którym nie ma już nic do zaoferowania bez zmniejszenia mocy swobodnej zabieranej na realizację jedynie słusznych projektów.

Ponieważ ustrój, gdzie takich zamożnych kułaków wywożono do lasu, się nie utrzymał, nowym rozwiązaniem problemu jest ograniczenie dzietności tak, aby nie miał kto pozycji społecznej dziedziczyć.

Dzietność można ograniczyć poprzez odsunięcie w czasie „właściwego momentu”, stawiając po drodze mapetowi targety (dom, lodówka, samochód, kariera), które osiągnie bądź nie w wieku, kiedy jego szanse rozrodcze będą statystycznie nieistotne. Co ciekawe 30 latki, jak jest za późno, chcą mieć dzieci i czasu im starcza na góra jedno (o ile jeszcze w ogóle mogą je mieć), natomiast 18 latkom (w krajach „rozwiniętych”) to nie w głowie.

„Pszczoła robotnica – samica pszczela o uwstecznionych narządach rozrodczych, przystosowana do wykonywania prac na rzecz rodziny pszczelej.”

Przytomnym ciągiem rozwojowym jest rozmnażanie Homo Sapków tam, gdzie robią to tanio – na peryferiach cywilizacji, gdzie nie ma dostępu do edukacji i narodzi się wielu bardzo zdrowych, przeczesanych przez warunki naturalne osobników. Nie zużywają do tego żadnych zewnętrznych zasobów, takich jak dzieci w krajach rozwijających się (konsola, własny pokój, rower) czy rozwiniętych (do tego jeszcze skuter, wyjazdy na narty, na ciepłe wyspy). Rozmnażać takich jest najtaniej. Nawet jak jest ich po kilkanaście na samicę, która może zacząć w wieku 13 lat i dożyć 30 – co zupełnie wystarcza i dalej nie kosztuje jej utrzymanie.

Rozsądnym następstwem jest transport tej ludności w różnych kierunkach. Młodych samców do małych miast terenów industrialnych (migracja w Chinach choćby), aby stanowili tam niewymagającą, tanią siłę roboczą, poświęcając się pracy przez kilkanaście godzin na dobę i eksploatując się biologicznie.

Oczywiście przymuszanie ich do takiej pracy nie daje rezultatów (spadek wydajności), więc muszą być motywowani własną piramidą potrzeb, a to będzie przede wszystkim zapewnienie sobie lokum (więc wywindujmy im ceny nieruchomości wysoko, ale tak żeby było to do spłacenia w okresie aktywności biologicznej) oraz potomstwa. Relacje w nowym miejscu nawiążą dopiero po jakimś czasie, jeszcze dłużej im zajmie stworzenie funkcjonalnej rodziny przy takim katorżniczym wyzysku biologicznym. W najlepszym wypadku taki robotnik będzie miał kilkoro dzieci. A zazwyczaj nie zapewni nawet zastępowalności.

Z punktu widzenia kolektora następuje wyklucie robotnika. Cel robotnika – dostanie się do kasty drobnomieszczańskiej. Potomstwo zostaje lemingiem do likwidacji. Ile optymalnie powinien żyć robotnik? Jakie temu sprzyjają warunki? A ile powinien żyć naukowiec?

Dzieci tego osobnika (czyli już trzecie pokolenie od wylęgarni) odziedziczą po nim mało warte lokum (choć pracował na nie całe życie), schorowanego lub umierającego rodzica, jakieś wykształcenie lepsze niż rodzic. I cel aby dzieciom żyło się lepiej – trzeba wspiąć się po drabinie społecznej dalej. Ale tych ludzi nie ma już o wiele więcej (najwyżej dwukrotnie więcej), niż przybyło z rejonu wysiedleń.

Ci osobnicy chcą porzucić to miejsce bytowania (a na ich miejsce już przybywają nowi z wylęgarni), aby polepszyć swój byt (wszak zdobyli jakieś wykształcenie) i ruszają prosto do wielkiego miasta. Z małego miasteczka do wielkiego miasta.

Ale mogą już mieć pewne ograniczenia, jakie wprowadzono im systemowo. Zapewne zostali poddani pseudonaukowym, szkodliwym ceremoniom takim jak szczepienia. Szczepionki nie są badane jak leki (grupa kontrolna szczepiona, grupa porównawcza nieszczepiona), aby wykazać ich skuteczność. Ich rezultaty są brane „na wiarę” – to czystej wody zabobon. Z całą pewnością jednak zawierają środki porażające układ nerwowy i upośledzające rozwój dzieci. Co więcej – wiele z nich zawiera antygeny HCG, które są środkami poronnymi. Ponieważ komplet przyszłych komórek jajowych znajduje się w jajnikach od urodzenia, a w przyszłości następuje jedynie ich wydzielanie, to faszerowanie takimi trutkami dziewczynek powoduje, że raczej nie będą miały dzieci (a przynajmniej nie tak łatwo). Rezultatem jest 25 krotny wzrost liczby poronień pomiędzy samicami Homo Sapiens z warunków naturalnych, a tych z terenów uprzemysłowionych. Depopulacja szczepieniami jest błyskawiczna. U samców zaś ruchliwość plemników spada najmniej pięciokrotnie (wg norm z 1950 roku połowa dzisiejszych 25 latków jest niezdolnych do naturalnego zapłodnienia jaja w wyniku czynności przewidzianych przez naturę).

Ponieważ jest to dopiero trzecie pokolenie z dzikiego wylęgu, to jest jeszcze całkiem zdrowe, o krótkiej ekspozycji na kancerogeny. Więc jeszcze się rozmnożą, ale łapiduchy zajmą się i ich dziećmi, a opiniotwórcze media wyjaśnią ich dzieciom jak żyć.

Ruszają więc do dużego miasta, gdzie powtarzają zabawę w zakup małego lokum z kredytem na resztę życia, co jest formą pańszczyzny – umowy komendacyjnej. Podejmują się wyczerpującej pracy ponad siły. Ze względu na konstrukcję miasta i brak przestrzeni nie gromadzą już żadnych zasobów, pojazdami nie mają gdzie dotrzeć, ograniczają się do komunikacji miejskiej. Ale że drzemią w nich jeszcze zapatrywania z poziomu rodziców, to aspirują do zakupu pojazdu, a nawet (jeśli są zaradni) domku na przedmieściach i prowadzeniu własnego biznesu.

Jeśli się powiążą w pary w mieście i odniosą ograniczony sukces rozrodczy, to być może będą mieli aż dwójkę dzieci, które rozpoczną los miejskiego leminga. A jeśli powiedzie im się ekonomicznie, to wylądują na przedmieściach dostarczając specyficznych usług i być może będzie ich stać na jeszcze jedno dziecko, bądź dwójkę, ekstra. O ile w ogóle dadzą radę się mnożyć. Bo możliwe, że aż tyle im, mimo szczerych chęci, się nie uda. I powstanie czwarte pokolenie.

Zauważacie tę podróż w czasie? Jeszcze pierwsze pokolenie żyło w dziczy, drugie już przekraczało granicę pomiędzy paleolitem a światem przemysłowym ze smyrfonem w ręku, a tu już problemy z rozmnażaniem? Wypytałem o te sprawy kilku znajomych z różnych krajów, znających swoje drzewo genealogiczne (najdalej sześć pokoleń wstecz) i ta historia wygląda tak samo, tylko w mniejszej skali, zawsze, a jedynym zapętleniem jest dom na wsi i dom na przedmieściach (american dream).
Co ciekawe, zaobserwowani ostatnio mężczyźni ze smyrfonami, masowo przekraczający granicę światów wcale nie słyną z tego, że, jak spolegliwi Chińczycy, poszli do fabryk (bo mamy mało fabryk w EU).

„Trutnie pojawiają się w ulu na wiosnę i są usuwane przez robotnice na jesieni; (…). Do czasu lotu godowego pozostają zupełnie bezczynne, nie pełnią żadnych funkcji społecznych. (…) Gdy zaczynają się chłody, są przepędzane i w krótkim czasie giną z głodu i zimna. W normalnej rodzinie pszczelej trutnie nie zimują.”

Czyli jak będzie kryzys, to będziemy przeganiać? Dymem z kominów?

Zauważcie, że, aż do zaistnienia czwartego pokolenia (być może na przedmieściach), taśma cały czas dostarcza nowych osobników, ponieważ habitat urodzenia nie cieszy się zainteresowaniem urodzonych. Gdyby to był habitat naturalny (wielopokoleniowy dom na wsi), to emigrowałaby wyłącznie nadwyżka biologiczna, a tutaj migrują wszyscy i jeszcze bez zbytniego stresora (w postaci nowych napływowych) – sami chcą się wyrwać z nienaturalnego koszmaru, pędząc do przodu – prosto do mety ^^

Czwarte pokolenie wychowane na przedmieściach, jeśli podejmie tę samą działalność (to pierwszy atrakcyjny habitat, gdzie można gromadzić zasoby) co rodzice, najpewniej powtórzy to w kolejnym pokoleniu. Teoretycznie, gdyby nie spadek dzietności co pokolenie (skażenie, dieta, szczepienia, styl życia – media), to ten stan mógłby się utrzymać i obfitować w wytwarzanie nadwyżek biologicznych o wysokich oczekiwaniach (american dream z urodzenia – własny dom, własny pickup, własna firma – zaraz to skonfrontujemy z lemingiem). Ale czwarte pokolenie i kolejne, jeśli nastąpią z tego życia na przedmieściach, będzie kuszone „atrakcjami” miasta. Tam jest „życie”, kariera korposzczura. Z punktu widzenia samicy szukającej dużej grupy osobniczej, zapewniającej bezpieczeństwo to właśnie wyśmienity cel podróży.

Prosto do miejsca, w którym nie wolno się rozmnażać, bo nie ma miejsca. A wszyscy są już któreś pokolenie „szczepieni”; i wybrani, za odpowiednią stawkę mogą sobie in vitro kupić, bo wybrani za opłatą mają przywilej rozmnażania, a reszcie odbierają ten przywilej łapiduchy swoimi genialnymi szczepionkami na dzietność.

Zapewne zauważyliście, że niby jeden gatunek, a w jego obrębie prawie polimorficzne, różniące się zadaniami, czasem życia typy. Inna jest przecież przeciętna, oczekiwana długość życia sędziego – wnusia pracownika MBP, a inna górnika czy spawacza. Jak robactwo.

Tutaj może narodzić się w bardzo małej ilości pokolenie piąte. Nie ma już kolejnego atrakcyjnego habitatu dla tego pokolenia. A obecny wcale nie jest atrakcyjny (potrzeba wspinaczki w hierarchii). W mieście nie ma czego dziedziczyć prócz ciasnej klitki, a rodzice raczej szybko nie umrą. Pozostaje żyć w domu u rodziców, nosić rurki, jeździć rowerem, jeść humus i się alienować. Żadna praca nie jest dość dobra, żadna dość atrakcyjna. Na szczęście w miastach jest coraz więcej „usprawnień”, aby rednecki z podmiejskich sypialni nie przyjeżdżały swoimi pickupami kłuć w oczy zasobami dysponentom wypożyczanych od miasta rowerów.

Tutaj celem życia jest klitka na kredyt, zwana dla żartu 27 metrowym apartamentem, niekończący się leasing prywatny na pojazd (najlepiej mały, elektryczny, albo wcale – znam takich, co wcale „bo ich nie stać”). A zresztą gdzie to parkować w mieście? Życie singla (bo kto by chciał leminga kątem u mamusi) od weekendu do weekendu, aż przeminą lata, a korposzczur wyeksploatuje się w sekcie organizującej mu życie „po pracy” kolejną pracą. Najlepiej jakby przyniósł śpiwór do roboty – pokój z kanapą i konsolą tam jest – jak w domu ^^

Piąte pokolenie ma nie mieć potomstwa. Jak przypadkiem ma, to jest to najczęściej docelowe, ostatnie, które ma wymrzeć w samotności pozostawiając miejsce kolejnym falom z wylęgarni.

Jeśli by poddać takim stresorom społeczność w czasie pokolenia, to by się zbuntowała i dała władzy do wiwatu. Wykoleiłaby wytwarzanie nadwyżek. Ale jeśli takie zmiany następują w sekwencji 6-7 pokoleń od wylęgarni do umieralni, to mało kto się połapie, że wpadł na równię pochyłą i napędza kołowrotek, na końcu drogi którego nic nie ma. A zresztą komu miałby wtedy o tym powiedzieć – nie ma dzieci, rodzice już w domu starców mało co rozumieją, znajomi pędzą w tym samym kierunku.

Czasem nie uda się doprowadzić wszystkich do wymarcia, zastępując ich kolejnymi falami – metody nie są jeszcze dopracowane. Wtedy można wywołać „kryzys” i przenieść fabryki do innej lokacji, co zostawi ludność wyrwaną terapią szokową ze snu w stanie dezorientacji. Najpewniej zaczną migrować z takich pozbawionych przemysłu miast i miasteczek, zanim ktokolwiek przytomny zorientuje się (jak na Islandii), że właściwie to nic się nie zmieniło i można produkować dla siebie co się chce – czego tylko się potrzebuje. Ale na Islandii jest mniej ludzi niż w Poznaniu, więc od biedy wszyscy się znają i ciężko im zdemontować powiązania grafu socjalnego. Ale w Nikozji już się to udało.

Czasem, jak wybuchają bunty w kopalniach, których przenieść nie można, to ludność się pacyfikuje i wymienia na nową. Żołnierz to inne stadium robotnika – najczęściej jego syn.

„Zadaniem form płciowych jest rozmnażanie w kolonii, natomiast formy bezpłciowe wykonują prace służące utrzymaniu gniazda (kasta robotnic), działaniom poza gniazdem (kasta robotnic-zbieraczek) i obroną gniazda (kasta żołnierzy). U mrówek i pszczół kasta robotników to niepłodne robotnice (osobniki żeńskie), a w przypadku termitów są to zarówno niepłodne osobniki żeńskie jak i męskie.”

Tymczasem ludzie w państwach przemysłowych jakoś ostatnio mało płodni? Dzietność spadła? Może to teoria spiskowa? Wydamy certyfikat zamiast własnego osądu. Po co ktokolwiek miałby się sam nad tym zastanawiać? Ktoś z tytułem psora przyjdzie i powie co należy myśleć – że ludzi wcale nie ubywa, a na pewno nie ma to związku ze szczepieniami i promowanym stylem życia, a badania, które to wykazują, to banialuki, zabobon i teoria spiskowa.

Do takiego zarządzania nie potrzeba jakiejkolwiek doktryny politycznej, jakiejkolwiek ideologii. Wystarczy dysponowanie zasobami na poziomie korpokracji. Na przykład poprzez skupienie zasobów w rękach ułamka ludności, a najlepiej w instytucjach skupujących wszystko duże jak leci, z obiecanek na odległą przyszłość. Tak wygląda obecnie funkcja banków centralnych.

Jeśli dostrzegacie wkoło osobniki bezpłciowe, jeśli rodzi się jakoś niewiele dzieci, jeśli dostępne ścieżki kariery prowadzą do wnętrza miast, gdzie się wymiera, to zapomnijcie o hipisach i życiu w komunie. Oto nowy, pozbawiony doktryny ustrój, oparty na zasuwaniu w pocie czoła i wymieraniu w bezdzietnej ciszy.

Oto rój – będziecie pracować, aż wymrzecie – kolejne fale już czekają w wylęgarniach.

Żeby nie było tak patetycznie – żarcik językowy na koniec:

Eusocjalność

„Osobniki rezygnujące z płodzenia własnego potomstwa specjalizują się w innych funkcjach, niezbędnych dla funkcjonowania kolonii, przez co przyczyniają się do szybszego i skuteczniejszego osiągania wspólnych celów (…)”

Jednym z eusocjalnych ssaków jest korposzczur, co ja plotę – kretoszczur. Zresztą niczym się nie różnią.

  • Eltor

    Dzięki za ten tekst. Robi wrażenie. Wydawało mi się już jakiś czas temu, że otworzyły mi się oczy na wiele spraw, a Ty co chwila udowadniasz, że można otworzyć je szerzej i zobaczyć więcej.
    Niby większość z tego, o czym tu pisałeś wiedziałem, a jednak czasem potrzeba pomocy, by kropki które się widzi, jeszcze ze sobą połączyć.

    • 3r3

      Jak za szeroko otworzymy oczy to je nam zawiążą i postawią pod ścianą.
      Się nie ma co tak bezczelnie gapić. Trzeba udawać że się nie widzi i robić swoje.

      • Eltor

        Prawda, choć jak człowiek raz kark wyprostuje, to trudno się gnie. A i jak oczy otwarte to jest szansa zobaczyć, że po człowieka idą. To ten komfort, którego ślepcy mieć nigdy nie będą.
        Zresztą nawet gdybym mógł zamknąć i do Matrixa wrócić, to nie chciałbym już, choć znam takich co mówią, iż woleliby wielu rzeczy nie wiedzieć, bo wtedy przynajmniej by się nie denerwowali.
        A że wyraz niezgody wymagać może w ostateczności czegoś więcej niż czułe słowo i głębokie przekonanie, toteż… robię swoje.

        • uberbot

          W Matrixie też powiedział „Ignorance is bliss…”.

          Albo

          „- I can’t go back, can I?
          – No. But if you could, would you really want to?”

          I na koniec „We never free a mind once it has reached the certain age. It’s dangerous. The mind has trouble letting go….”

          Lepiej wiedzieć, bo wtedy zmienia się wszystko dookoła. Lepiej być wolnym, ale biednym niż bogatym niewolnikiem.

  • madon

    Porażający tekst. Dawno nie przeczytałem niczego, co zrobiłoby na mnie większe wrażenie. Obserwowane przeze mnie wcześniej zjawiska i fragmenty rzeczywistości ułożone w jeden spójny obrazek.

    Cały czas narzuca mi się jednak następujące pytanie- co jest obecnie celem korelatora? Na co ma w założeniu iść ta cała moc swobodna pobierana od miliardów bateryjek?
    Co takiego mu potrzeba, temu korelatoru?

    Bo coś ostatnio licho u nas z czynami, którymi potomkowie obecnie korelujących mogliby się chełpić i przechwalać. Nie widzę tych piramid. Człowiek na powierzchni obcego ciała niebieskiego był ostatnio prawie pół wieku temu, od tego czasu plany są odkładane o kolejne dziesięciolecia.

    Jeśli miałaby to być eksploatacja dna oceanów, to chyba nie da się tego trzymać całkowicie w tajemnicy, byłyby choćby pompowane jakieś stypendia dla marine, geotechnical, subsea itd.? Przecież nie trzeba od razu rozpętywać gorączki złota.

    Pytam, bo ja bym się Panu, Panie Rockefeller, z przyjemnością dołożył swoją mocą swobodną i możliwościami korelatora osobistego gdybyś Pan zechciał zostać, powiedzmy, pierwszym imperatorem Marsa.
    Godność palatyna i posiadłość z widokiem na Olympus Mons (lubię góry) to wszystko czego oczekiwałbym w zamian.
    Ale jeśli Pan będziesz tylko fundował feminizmy, zero growthy i zabawiał się a’la Kubrick no to i ja się znarowię, będę czytał wywrotowe portale, robił powiązania grafów o wagach dodatnich i kombinował jak tu zgryzot przysporzyć.

    • 3r3

      „Jeśli miałaby to być eksploatacja dna oceanów, to chyba nie da się tego
      trzymać całkowicie w tajemnicy, byłyby choćby pompowane jakieś stypendia
      dla marine, geotechnical, subsea itd.? Przecież nie trzeba od razu
      rozpętywać gorączki złota.”

      Nie trzeba tego trzymać w tajemnicy, tym się nikt nie interesuje.
      Idź na forum o dronach i zacznij temat, że chciałbyś drona do badania dna Bałtyku – ile by taki kosztował. Na latadłach zna się każdy, a drony pływające i nurkujące jakoś nikogo nie kręcą.

      Dwa lata temu razem z elementami wiertni robiłem zlecenie dla Haliburton na obudowy dla oświetlenia podwodnego do głębokości 7500-8000m, czyli miały stale pracować na głębokości około 2km. To jest poza szelfem. Ale cywilnego sprzętu żeby zszedł na 200m to raczej nie znajdziesz, a i tak cena Cię porazi.
      Bałtyk w najgłębszym miejscu nie ma nawet pół kilometra.
      Na co komu takie lampy?

      • madon

        Właściwie to rzeczywiście, zdziwiła mnie swego czasu skąpa ilość informacji jaką można znaleźć nt. deep sea mining. Ale przecież ktoś tę całą infrastrukturę musi zaprojektować i wykonać więc jednak całkiem sporo ludzi tym zainteresować trzeba a koszty zaporowe więc pewnie i tak by się małpoludy nie rzuciły jak ze szpadlami do Klondike…

        Ale w takim razie to? Cały plan na dziesięciolecia, trucie, duraczenie, milionowe migracje… wszystko po to, żeby się dostać do zasobów w oceanie? Nie da się inaczej? Wszak dwa kontynenty zasiedliliśmy i eksploatujemy bez tego, kto chciał to pojechał i sam skorzystał (no, przynajmniej biali).

        A w symulator okrętu podwodnego (choć nie łodzi) to grałem, Silent Hunter się chyba nazywał, i już wtedy czułem, że to dla strasznych nerdów;)

        • 3r3

          Silent Hunter to chyba był na Atari.

          Projektujemy tę infrastrukturę. Koszty nie są tak zaporowe jak w lotnictwie no i nie trzeba na wszystkiego certyfikatu na certyfikacie.
          I popatrz – drony lotnicze popularne, a pływanie nie. Wystarczy propagowanie w mainstreamie.

          Eusocjalizm ma tę zaletę że generuje bardzo dużą nadwyżkę. A z dużej nadwyżki można dużo podjąć tak że nikt się nie przyczepi o straty. Ponadto kto niby miałby o nich pamiętać jak kilka pokoleń zasuwa po drabinie do góry i wymiera? Komu przekaże tę pamięć?

          Zwróć uwagę że ta organizacja nie ma doktryny, nie zajmuje się własnością, nie jest w niej istotny system transakcyjny. Państwa mogą sobie być jakie bądź z jakimkolwiek ustrojem o ile z wylęgarni są podejmowane nowe fale, a stare wymierają bezpotomnie.
          Nawet się nie ma o co czepiać, każde zdarzenie pozornie jest naszą winą.
          Jest w tym tylko jeden szczegół – taki ustrój może istnieć gdy nie ma rynkowego wyboru alternatywy, czyli gdy wszystkie środki produkcji są skupione przez korelator przy użyciu drukarki do skupowania.

          Jest też kolejny – ten model wynaleziono w 1966 roku (ma dokładnie 50 lat). I już ma efekty – Chińczycy są pierwszym społeczeństwem które zdąży się zestarzeć i wymrzeć zanim się wzbogaci.
          Więc kto się tam wzbogacił?
          Mają kupę papieru, ale gdzie poszły zasoby?

          • madon

            Zasoby poszły na eksport do Stanów? Sugerujesz, że Chiny to taka wyhodowana fabryka jest? Ale ktoś się tam przecież wzbogacił, 50 lat temu umierali z głodu, dziś już przynajmniej z połowa jako tako żyje a niektórzy to nawet się po Paryżach i Mediolanach rozbijają. No i siłę swoją jednak budują, a to już poważna sprawa.

            @Eltor
            Tak, zecydowanie myślimy o tym samym.

            • 3r3

              Nie wiem czy korporacje mają przynależność do USA czy odwrotnie. Flaga kompanii wschodnioindyjskiej (firmy) wiele mówi.

              Bo to konkretne firmy budują drony i grzebią w dnie.

              A Chińczycy jakoś się zestarzeli, zaraz bezpotomnie zaczną umierać, przychodzą kolejne fale z prowincji, a mieszkania… mają wynajęte od państwa.
              Niebawem własność samochodu to będzie archaizm. Będzie prywatny leasing, abyś po pięciu latach zmienił na nowy i po prostu co miesiąc płacił z prawo do użytkowania.
              Aż do momentu kiedy będzie to prawo do użytkowania każdego innego z milionów identycznych pojazdów.

          • btz

            Mam taką sugestię (żeby nie wprowadzać ludzi w błąd) i zamiast eurosocjalizmu, używać sformułowania eurokomunizmu (totalitarnego).

            • 3r3

              Nie umiesz czytać – NIE CZYTAJ.
              Eusocjalizm to nie eurosocjalizm.

        • Eltor

          „dronami nurkującymi żywo interesuje się pewna grupa południowo- i środkowoamerykańskich biznesmenów, potrafią budować takie nawet w środku dżungli. ”

          Jeśli myślimy o tym samym, to oni raczej łodzie podwodne do schodzenia na niewielkie głębokości montują, albo wręcz takie łodzie, co mają dodatnią pływalność przez cały czas, ale niewiele ponad lustro wody wystają. 🙂

          • 3r3

            Ale w ujściach rzek na kilkunastu metrach da się wydobywać metale, ze względu na cenę głównie szukane jest złoto. I jest.
            A pod wodą też są rzeki, pływy, niecki, depozyty metali. Tam zejść i tam kopać zdalnie.
            Do tego to tereny niczyje i póki co straż przybrzeżna nie szuka dronów do wydobycia.

            Choć czasem znajdują takie, do których nikt się nie przyznaje. Była o to już kilka razy awantura na Bałtyku i na cieśninach duńskich. Szwedzi czepiają się Niemców, Niemcy zwalają na Rosjan, Ci na Norwegów – taka tradycyjna szopka, że to niczyje było – z kosmosu przyleciało.
            A po częściach widać że chińskie 🙂

    • Pio80tr

      „Człowiek na powierzchni obcego ciała niebieskiego był ostatnio prawie pół wieku temu.”

      To chyba można potraktować jako wybryk wynikający z chwilowej nadwyżki mocy swobodnej USA i dostępności technologii. Rakiety Saturn z programu Apollo były autorstwa Wernhera von Braun importowanego z rzeszy tego od rakiet V2. Co dużo się hop napracował aby wyprostować lot z kierunku na Londyn prosto do góry:)?

      3r3
      Podpisuję się. Tekst porażający, klasa światowa.
      Do „Sekty…” i „Rycerzy…” wracałem już kilka razy, aby kolejny raz zrozumieć. Tu dla spokoju ducha… niewracać?

      • 3r3

        Aż tak strasznie nie jest, zamierzam napisać jak w takim ustroju przetrwać.
        Ale żyję w wymierającym społeczeństwie gdzie na licytacje trafią przedsiębiorstwa, w których nie ma komu przekazać spadku, a produkcja gaśnie wraz z ostatnim, który wiedział jak uruchomić narzędzia. Najczęściej produkcja na potrzeby własne ludności.

        W zastępstwie powstaje korpofabryka produkująca w niewiadomym celu, a płacąca grosze i zapewniająca wysoką rotację.

        Jak mi ludzie opowiadają jak to jest przepracować 30-40 lat w jednej firmie to nie bardzo rozumiem o czym oni do mnie rozmawiają. Ale tak żyło jeszcze poprzednie pokolenie tutaj w Europie. Wiedzieli co będzie jutro, za tydzień, za dziesięć lat. A my wiemy?

  • MK

    Takiego wykladu brakowalo mi do poskladania puzzle.Szacun

  • wzwen

    Witaj 3r3,
    Zwykle się nie odzywam jak nic ani mądrego ani śmiesznego nie mam do powiedzenia, ale trudno mi się powstrzymać od złożenia gratulacji za ten tekst. Pierwszy tekst od dawna, który pokazał mi coś czego nawet fragmentu nie widziałem.
    Mam też pytanie.
    Czy Twoim zdaniem pomysł z prosumentem, to po to by małpoludy odczepiły się od tanich i stabilnych źródeł energii?

    • 3r3

      Pomysł z prosumentem to machloja PSLu.

      • Pio80tr

        prosument …
        ciekawe, aż musiałem sięgnąć do wiki po definicję,
        – połączenie słów producent i konsument.
        – podjęte przez konsumenta czynności kreujące wartość, w wyniku których
        zostaje wytworzony produkt, który ostatecznie zostaje przez niego
        skonsumowany,

        Ja w zasadzie jestem prosumentem w moim domu używam rzeczy, które produkuję w fabryce w której jestem zatrudniony.

        Jest jedno ALE. Nie jestem właścicielem środków produkcji.

        Czyli prosument to forma doskonała dla właściciela kapitału i środków produkcji. Sam wytwarzam i sam konsumuję. Natomiast jemu przekazują moc swobodną, on kasuje zysk z tej operacji.

        Z tego co widzę co się dzieje na świecie wkrótce banki Banki Centralne będą właścicielami środków produkcji.

        • 3r3

          Ja swojego generatora nie widzę potrzeby podłączania do sieci. A po co kto ma wiedzieć że ja mam prąd?

    • To pomysł przede wszystkim po to żeby „małpoludy” nie stały się samowystarczalne. Tzn. oczywiście że się staną skoro produkują na własny użytek, ale chodzi o to żeby zmusić ich do uczestnictwa w systemie – tj. płacenia daniny za to że coś robią na własną rękę. Typowe pasożytnictwo. No i system lubi/musi wiedzieć kto, jaki i gdzie kit z okien wydłubuje, a to po to z kolei żeby nie wyrosła mu pod nosem jakaś nowa i konkurencyjna wobec monopolu branża.
      Ludziom się wydaje że jak nie są zamknięci w obozach to nie są niewolnikami i że mogą robić co chcą. I na tym głównie polega zwycięstwo dzisiejszego systemu – na tym przekonaniu u tzw. większości.

  • Goblin

    Kolejny high-quality post. Gratuluję.
    Plan uzupełniania braków w kaście mapetów świeżą krwią z niskimi oczekiwaniami ma jedną słabość: Jasność umysłu jest silnie skorelowana z jasnością skóry. Wiem, że to jest kontrowersyjne stwierdzenie, ale o tym mówią badania społeczne, za które wybitni naukowcy zostali zniszczeni przez poprawność polityczną i ostracyzm społeczny.
    Ponadto, drugie i trzecie pokolenie jaśniejsze się nie staje, jasne są tylko ich oczekiwania, stąd ślepa uliczka do bycia skazanym na socjal.
    Poza tym, w dobie powszechnej automatyzacji, mapetów potrzeba coraz mniej, aby utrzymać stały poziom (jeszcze nie przejedzonych) nadwyżek. Jeśli będzie mniej mapetów, to więcej nadwyżek zostanie. Dlatego nie do końca rozumiem skali zachęcania do autotransferu siły roboczej z trzeciego do drugiego i pierwszego świata. Chyba tylko na potrzeby demokracji. Więc nasuwa mi się pytanie: Czy demokracja jest wrogiem naszego wspaniałego expansywnego korelatu?

    • 3r3

      To są szczegóły zupełnie bez znaczenia jeśli przekładamy wajchę na dynamikę biologiczną.
      Nie ma darmowych obiadów – za to zwiększenie tempa płacimy zdolnością komunikacji międzypokoleniowej – urywają się połączenia grafów.
      Znasz jakiś nowy wynalazek mrówek czy pszczół, albo golców piaskowych z ostatniego miliona lat?
      A jakiś nasz z ostatniego roku?

      To właśnie jest cena za zwiększenie wydajności produkcji i prędkości ekspansji.

  • Malaga

    Chcesz powiedzieć, że korelator z premedytacją tępi własny zasób biologiczny (szczepionki) po to by go potem zastępować innym (wątpliwej jakości) narażając się na dekompozycję homogeniczności etnicznej? A co na to pozostałe autonomiczne korelatory występujące w przyrodzie? Pewnie wniebowzięte, że się konkurencja szprycuje trucizną :]

    • 3r3

      Pomyśl logicznie – sukces biologiczny jest jedynym sukcesem jaki po nas zostaje.
      Jeśli więc doprowadzisz jedyną sensowną konkurencję do nierozmnażania się, a sam jako korelator (królowa roju) przekazujesz geny dalej i mnożysz się to wygrałeś.
      Te korelatory co rządzą będą się rozmnażać – korelatory się dogadają, ich tak wiele nie ma.
      A kogo obchodzi reszta?

      Z tego wynika metodologia tego jak przetrwać w takiej dynamice kiedy potencjał biologiczny jest dyskontowany na ekspansję przestrzenną i produkcyjną.

  • Godfather

    Ok ale co dalej? Jakie jest główne pytanie?
    Jak będąc trutniem przeżyć zimę? A może nawet zostać Jej Ekscelencją?
    Albo może jak zostać Maksem albo Albercikiem i uszczknąć coś dla siebie?

    Ale to są pierdoły – główne pytanie brzmi: jak zostać Pszczelarzem?

    • 3r3

      A to w następnym odcinku, oprócz pszczelarza. Bo wątpię czy istnieje.
      Pszczoły istniały przed pszczelarzami.

      • Eltor

        Jeśli za przczelarza uznać tego, co po cichu miodek podpierdziela, to chyba jednak istnieje. 🙂

        • 3r3

          Korelator jest częścią roju. Trudno uznać królową za pszczelarza.

          • Godfather

            Korelator tak – masz rację. To nie pszczelarz.
            Ale można swingować między ulami i podprowadzać to tu to tam ile się uda. Można nawet zorganizować jakąś bandę jak osy albo szerszenie.

        • Godfather

          Pszczelarz – zwróć uwagę na pisownię 🙂 – to miodek podprowadza, ale jednak o ule dba i na zimę cukru zapoda i zapobiega rojeniu i jak rój ucieknie to jednak na powrót go do ula sprowadzi.
          Chyba jednak nie chcemy być pszczelarzem.

          • Eltor

            Racja, dzięki za uwagę. Człowiek w pośpiechu pisze, to i głupie błędy spod palców wychodzą. 🙂

  • Godfather

    Eksploatacja oceanów to dobry trop i widzę, że myślisz już poważnie. Mnie póki co zastanawiało coś o bliższym zasięgu. Na mniejszych głębokościach też cała masa interesujących artefaktów się znajduje. A to jakiś Wilhelm Gustloff, a to jakaś rurka z ropą, a to jakaś rurka ze światłem,…
    Ponoć w Bałtyku sporo beczek z ciekawą zawartością, która dziś może być atrakcyjna dla „syryjskich inżynierów i lekarzy bez granic”.

  • Godfather

    I drugi kierunek który mnie zastanawia… No bo jednak jesteśmy trochę dziwni. Zamiast siedzieć w dżungli mieszkamy w zimnych krainach i żeby jakoś to znieść z lichą sprawnością zamieniamy kupę staffu na ciepło. A tymczasem kilka kilometrów głębiej jest i ciepełko i never ending i for free.
    A może Ojciec Tadeusz dobrze jednak kombinuje.

  • CreatioExNihilo

    @3r3:disqus odnośnie korpo. Zastanawia mnie czy korpo w Polsce ustawiło sobie prawo i szkolnictwo pod siebie czy w wyniku likwidacji industrialnego charakteru państwa to biurwa ustawiła kraj dla korpo? Dlaczego o to pytam, bo dzisiaj tak obserwując swoich znajomych oraz młodsze osoby to korpo stało się wyznacznikiem sukcesu, nawet ludzie którzy nie pracują w korpo sensu stricte lubią się z nim utożsamiać. Może nawet być call center, ważne, że korpo. Niestety mnie dopadł ostracyzm, bo odszedłem z korpo dla własnego pickup z misiem. Tylko mam wrażenie, że wszystko zostało tak zaplanowane, że młodzi/zaradni którzy nie chcą mieszkać w klitce zwanej apartamentem mają tylko i wyłącznie do wyboru korpo albo misia na emigracji. Miś w kraju odpada, ponieważ przeciwnikiem jest publiczne i prywatne korpo.

    Może trochę chaotycznie, bo Twój art uświadomił mi, że być może moje puzzle mogące opisywać rzeczywistość to nie choroba psychiczna na tle społeczeństwa. Bycie w mniejszości ma tą wadę, że trzeba się zastanawiać czy nie ma w tym znamion szaleństwa. Pewnie wynika to z braku procedur i procesów oraz Basi z HR z korpo. 😉

    • Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić że to korpo dyktuje tempo przemian tzw. „prawa”. Ale przecież w parlamencie siedzą i podnoszą łapy konkretni ludzi „wybrani w demokratycznych wyborach” spośród autochtonów, i to parlament ostatecznie wprowadza prawo nawet jeśli jest lobbowane a nie korpo.
      Wina złodzieja jest zawsze ewidentna, ale gdyby „lokaj” którego nieopatrznie zatrudniliśmy we własnym domu nie otworzył mu drzwi to złodziej mogłby co najwyżej zdechnąć pod drzwiami z głodu.
      Z całą pewnością winę ponoszą parlamenty i „nasze” władze. Które na dobrą sprawę przysięgały służyć komu innemu a potem „pstryk” i traktat lizboński podpisany, „pstryk” i mamy CETA, itd.itp. Dopóki ci ludzie nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności, to będą się pchać drzwiami i oknami na stanowiska różne szumowiny – choćby po to żeby się później wynająć korpo (o ile od początku nie są podstawieni)

      • CreatioExNihilo

        Problemem „lokaja” jest też fakt, że „złodziej” jest „too big to jail”.

        • Wcale nie. Problem lokaja polega na tym że co by nie robił to pensję zawsze ma na koncie 🙂 To o więzieniu to tylko taka „utopia” żeby podkreślić niemoralność jego (nie)działań. Ja wiem że to dziś mało nośne słowo, ale heloooł na tym się opiera i taki jest cel „życia” tych co to zaplanowali… Czyste zło

      • 3r3

        A jaki jest powód aby słuchać lokaja?
        Sobie żyć po swojemu, kiwać głową że kocham ustrój jaki by nie był, i w nosie mieć co tam sobie ustalają.

        • No to w takim razie jaki powód tego Twojego wpisu? Po co to wszystko piszesz? Bo Ci się podoba? 🙂

          • 3r3

            Ja nie jestem libertarianinem z bzdurną teorią o nieagresji.
            Dla mnie żyć po swojemu wcale nie oznacza że trzeba dać żyć innym.
            Wprost przeciwnie – innych okradać, gwałcić i rabować.

            Urząd Skarbowy to instytucja mająca realizować mi zwroty. Inaczej taki urząd trzeba rozbujać i wywrócić. Po co mnie takie zwierze co ani go do gara włożyć ani nie da się wydoić?

            • aha… czyli jednak konfrontacja… z systemem… a pozabijasz ich wszystkich? 🙂

            • 3r3

              Miód podsowiecę, pszczółki bzyknę. Poziom trzymaj.

              A jakby z braku miodu kto miał zemrzeć to taka dżungla.

            • Sam trzymaj skoro rozmagnesowałeś kompas 🙂
              Tak to jest sposób, stworzyć własny system do dymania innych. W takiej perspektywie należy Twój tekst traktować jako pochwałę łotrostwa i przykład do naśladowania. Dobrze rozumiem?

            • 3r3

              Nie mam opinii na ten temat. Ja przyjmuję świat jaki jest i badam go. Nie w celu rozpoznania prawdy, a w celu rozpoznania ścieżki do koryta. Ustalenie ścieżki do żłoba (alimentacji) jest podstawowym zadaniem autonoma dysponującego korelatorem.

              Taki świat zastałem – należy zbadać co tu można podsowiecić i jak to zrobić aby zachować swój sukces biologiczny przez kolejne pokolenia.

            • Jaki jest świat każdy widzi (albo i nie).
              To uściślijmy jeszcze. Czyli nie masz nic przeciwko temu co tak sugestywnie opisałeś, a chcesz tylko zaadoptować ten ustrój i stać się skuteczną konkurencją dla systemu z własnymi zasobami do zsowietyzowania.

            • 3r3

              Masz coś przeciwko temu w jakiej odległości orbituje Księżyc?
              Może masz coś przeciwko temu że orbituje? Może powinno być inaczej?
              A może deszcz powinien padać nieco inny?

              Ja muszę przeżyć, wypić, zakąsić i rozmnożyć się pod takim niebem jakie jest, na takim świecie jaki zastałem.
              Świat jest. Taki po prostu jest jaki się trafił. Nie miałem do wyboru ani lepszego ani gorszego. To jedyny jaki znam.
              Fakty są. A opinia czy one są takie czy siakie nie ma żadnego znaczenia.

              To jest portal biznesu praktycznego.
              Ten artykuł to rozpoznanie przestrzeni w głębokości kilkupokoleniowej, bo uważam, że w takiej próbują grać.
              Logicznym następstwem będzie artykuł o tym jakie właściwości taki ustrój ma, jakich nie ma, jak to wyzyskać; gdzie ma braki i jak sobie w nim wypić, zakąsić, prosperować.

            • Nie rozumiem po co do systemu który stworzyli ludzie mieszasz prawa natury w których żaden człowiek (na szczęście) łap nie zamoczył, dzięki czemu wszyscy możemy z jej darów korzystać i budować autonomiczne systemy… wystarczy że weźmiemy przykład z tego co opisałeś.
              Odnoszę jednak wrażenie, że jeśli będziemy wszyscy naśladować ten styl który jak rozumiem chcesz zaadoptować, to można zapomnieć o planowaniu założenia własnej dynastii bo konkurowanie ze sobą w ten sposób skończy się po prostu wzajemnym wyrżnięciem.
              Ale mniejsza z tym. Twoja odpowiedź mnie satysfakcjonuje

            • 3r3

              Ponieważ z punktu widzenia jednostki przyroda ożywiona (społeczność) jest taką samą częścią świata jak kamienie. Nie są mną – są zjawiskami na jakie nie mam jeszcze wpływu. A to na co nie ma się wpływu nie podlega ocenie – po prostu jest.

              Jeśli przestaniemy konkurować nie będzie po co się wyżynać. Mnożymy się szybciej niż zabijamy – wojny są nam potrzebne do regulacji piramid demograficznych. Inaczej wypaczamy te piramidy i zaczynamy wymierać.
              Systemy konkurencyjne są lepsze od eusocjalnych ponieważ to my, a nie jakieś wybrane owady zajęliśmy całą planetę i orbitę.

            • Ależ szanowny gospodarzu. Tego o naturze nie napisałem w kontekście jaki teraz sugerujesz, ale w odpowiedzi na Twoją sugestię jakobym nie widział świata zastanego. Ja go widzę doskonale i Twój tekst nie zszokował mnie jak niektórych bo widzę sam od dłuższego czasu co się dzieje. Chodzi o to że tak jak nie możemy zmieniać praw(d) przyrody tak możemy zmieniać i mamy wpływ na prawa ustanawiane przez ludzi, a już szczególnie na ocenę tych „praw”. To nas właśnie odróżnia od zwierząt.Porzućmy choćby na chwilę samą tradycję w tej kwestii a Stalin i Hitler razem wzięci bedą niczym wobec nowych mroków historii „postępu”.
              Libertarian w obronę brać nie zamierzam, ale uważam że myli się kolega wystawiając im laurkę pacyfistów 🙂 Aksjomat o nieagresji nie jest narzędziem a prawem za złamanie którego libertarianie przewidują stosowne kary. Taka różnica. Ale skoro zechciałeś zająć się klasyfikacją tej filozofii, to i ja Ci się zwierzę że bliżej mi do nich niż do inżynierii społecznej mającej na celu „sowietyzowanie” miodków które wytwarzają inni. Darwinizm jest tak daleko odczłowieczoną ideologią że aż jest wykorzystywany przez eusocjalizm, bo każdy jeden socjalizm bazuje na teorii (choć oficjalnie do tego się nie przyznaje) że pojedynczy człowiek to nawóz a liczy się rój (w teorii rój w praktyce „starszy i mądrzejszy”). Co doprowadziło nas do miejsca w którym można w sposób barwny i sugestywny popisywać się wiedzą i spostrzegawczością na ten temat (co Tobie również się udało). Ale do rzeczy.
              Chodziło mi o to żeby się dowiedzieć co zamierzasz z tą wiedzą zrobić, no i się dowiedziałem, bo choć wprost nie odpowiedziałeś na moje pytania zasłaniając się determinizmem (ja tą filozofię naprawdę rozumiem więc nie musiałeś się powtarzać) to moje usatysfakcjonowanie z odpowiedzi oznaczało ni mniej ni więcej że pojąłem do czego zmierzasz, ale metodzie jaką sobie zaplanowałeś przyklasnąć nie mogę. Czy Ci się uda zbudować w ten sposób dynastię i na ile pokoleń to całkiem inna bajka, jednak wzorowanie się na mechanizmie który opisałeś a który wyczerpuje znamiona zwierzęcej walki o byt (nie mylić z konkurencją) generującej piekło na ziemi to całkiem nie moja bajka.
              Wojny są nam potrzebne tak samo jak ta piramida którą opisałeś. Konkurencja jest nam jak najbardziej potrzebna i nie mam co do tego zastrzeżeń. Moje zastrzeżenia budzi wyłącznie metoda jaką proponujesz tę konkurencję realizować. Bo choć socjalizm skutki tej metody którą opisałeś przyspiesza, to darwinizm ją tylko bardziej zbrutalizuje. Kto myśli że zajmie miejsce na szczycie nowej konkurencyjnej piramidy i będzie cwańszy od mechanizmu który ma zamiar naśladować, ten jest bardziej porąbany jak ludzie którzy obecnie zajmują szczyt piramidy którą opisałeś.
              Konkurujmy swobodnie ale patologie tępmy bezwzględnie i nie bierzmy z niej żadnego przykładu tylko dlatego że „działa”. Bo działa w kierunku samozagłady.

            • 3r3

              Nie zamierzam tępić patolstwa dla zasady moim kosztem.
              Ja zamierzam patologię wyzyskać dla mojej wczasy.
              Nie zamierzam sobie stawiać trudnych, odległych i skomplikowanych celów.
              Zamierzam prowadzić działania po to aby się najeść, jak się najem i urosnę to może rzucę okiem na coś większego do zjedzenia.

              Za każdym razem jak mi przychodzą pomysły oceniania rzeczywistości w kategoriach dobra i zła to idę po wiadro z lodem żeby sobie wysypać na głowę.

            • Trzeba było tak od razu 🙂
              Nie rozmnożysz się na bagnie… Utoniesz razem z tym wiadrem i nawet Ci się szampan schłodzić nie zdąży, jeśli nawet jakimś cudem uda Ci się ten system wykorzystać albo do niego podpiąć. Choć odwaga z jaką prezentujesz swoje kontrowersyjne poglądy prowokuje do myślenia czy aby nie jesteś jego częścią jako hybryda, albo formą kontrolowanego buntu.

              Nie używam tych co wyginęli jako argumentu, więc nie rozumiem po co Ty ich używasz. Każdy i tak jak sam napisałeś musi sam powtórzyć oklepane schematy żeby przekonać się o ich nieskuteczności zanim zmądrzeje 🙂 Ale to też niczego nie dowodzi, co najwyżej stanowi wygodny pretekst dla tych którzy potrafią ten atawizm wykorzystać bez skrupułów.
              Chcesz być cwańszy od diabła nie służąc mu, ale już dziś Ci zapowiadam że jak trafisz podczas tego swojego projektu „podsowiecania miodku” i „bzykania pszczółek” na kogoś cwańszego, albo wejdziesz takiemu w paradę to odczujesz na własnej skórze jak się kończy budowanie własnej „wartości” na imperatywie biologicznym, i nikt nie stanie w Twojej obronie bo nie będzie czego żałować… Nie życzę Ci tego, ale kto sieje wiatr ten w końcu zbiera burzę… Życzę zostania Kluską któremu nikt nie jest w stanie zrobić krzywdy. Tymczasem radziłbym Ci nie pisać o kontrowersyjnych metodach na wykorzystanie systemu zbyt ostentacyjnie 🙂 i nie chwalić się byle komu… aczkolwiek pisać potrafisz ciekawie.
              Czołem Waszmości rycerzu 🙂

            • Czyżbyś sugerował, że lepiej aby 3r3 siedział cicho? Coś podobnego słyszałem od jakiegoś Francuzika

            • Przeczytaj dobry człowieku jeszcze raz mój wpis ze zrozumieniem i nie wyciągaj błędnych wniosków. Napisałem dość precyzyjnie. Jak się ma jakiś skuteczny plan na ogranie/wykorzystanie silniejszych od siebie to lepiej nie ujawniać publicznie szczegółów. Jest taki dobry zwyczaj. „Myślcie o tym zawsze, ale głośno o tym nie mówcie”.
              Świat w dobie internetu naprawdę stał się bardzo mały. I nie jest rozsądnym chwalić się publicznie Tym że się zamierza czyjś miodek i pszczółki bzyknąć. Chyba że to prowokacja mająca na celu zabić leszczy 🙂

            • 3r3

              Niektóre metody są skuteczne dopiero zastosowane wielokrotnie (Ddos). Więc rozsądnym jest rozpropagować i zachęcić do ich użycia, aby w tłumie było raźniej.

            • lemma

              Czemu nie?…, trzeba mieć fantazję… 🙂
              https://www.youtube.com/watch?v=fBXMCuZk-f0

    • 3r3

      Nie należy zapominać że jesteśmy bandą czubów a ten artykuł to teoria spiskowa.
      W razie jakiś zarzutów jest oczywistym że kto w to wierzy przed sądem jako normalny stawać nie może 🙂

      Tak serio – jaką wadę ma korpo – niezależnie czy jest to przekładalnia papieru, prokuratura czy biuro konstrukcyjne?
      Czym się różni w interakcji z otoczeniem organizm z grafem rodziny wielopokoleniowej od grafu rodziny pszczelej?
      Jak wyglądają połączenia międzypokoleniowe? Jak przechowywana jest informacja o zagrożeniach?
      Kto i komu przekazuje wiedzę jak użyć młotka?
      Albo prowadzić dochodzenie?

    • Eltor

      „Może nawet być call center, ważne, że korpo.”
      To tylko pierwsze zachłyśnięcie. Szybko mija. Potem jednak wielu nie wie co ze sobą robić, bo nie ma żadnego innego wzorca w swoim doświadczeniu, więc trzymają się takiego korpo i zaczynają tworzyć swoje życie wokół niego i w nim. A żeby nadać sens życiu, określają ten sens jako „sukces”, zaś drogą do sukcesu jest wtedy „ciężka praca”. Tylko, że 90% tych „ciężko pracujących ludzi sukcesu” nie jest zadowolona ze swojej pozycji. Tylko nie bardzo wiedzą, gdzie ich gniecie.
      No, takie obserwacje po kilkunastu latach pracy w różnych korpo.

      • Marek

        Myślę, że nawet 95%.

  • Pingback: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… jak działa korpoustRÓJ. | Łódź Odysa()

  • Nihillus

    Myśl o tym, ze to naród prawniczy stoi za depopulacją białych (bo to dla nich jedyna licząca się na planecie konkurencja), kiełkowała mi pod przyłbicą już od jakiegoś czasu (np. wynurzenia eskimoski B. Lerner
    Spectre były naprowadzające), ale ten artykuł pomógł spojrzeć mi na to zagadnienie w szerszym kontekście. Jak to napisał jeden z przedmówców: więcej kropek sie połączyło.

    Jeszcze do niedawna twierdziłeś, ze to wina emancypacji kobiet, ze biali mają mało dzieci. Jak to człowiek z wiekiem mądrzeje, gdy nabywa wiedzy i dochodzi do właściwych wniosków.

    • 3r3

      Bo to wina kobiet – źle dają i rezultatów z tego nie ma.
      Trzeba będzie przymuszać.

      • Nihillus

        Czyli jednak nie mądrzejesz od nabywania wiedzy. Głupi miał rację – nie umiesz sie przyznać do błędu. Cóz, nikt nie jest doskonały, a zwłaszcza element przyrody ożywionej, który ma za mało krwi, aby jednocześnie przebywała w dwóch ośrodkach dowodzenia…

        • 3r3

          Chłop swoje zrobił – jak się baba od tego nie brzuchaci to coś jest nie halo z babą.

  • 3r3

    A masz lepszych? Szympansy mieli przywieźć?

  • 3r3

    Bo to jest teoria spiskowa.

  • Malaga

    Każdy z nas pragnie zasiąść na szczycie piramidy, to jest determinant biologiczny. Piramid jest mnóstwo, może to być piramida biznesowa, sportowa, artystyczna, naukowa, polityczna, militarna czy jaka tam nam najlepiej pasuje. Ludzie nie wyjeżdżają z wiochy bo ich jakiś korelator wypycha. Robią to, ponieważ na wsi nie ma żadnej piramidy, na którą można się wspiąć. A fakt, że niektórzy wracają na wieś, zapętlają się jak to nazwałeś, świadczy jedynie o tym, że im się wspinaczka nie udała. Ale czy każdemu się nie udaje? Zacząć wymieniać? A czy Tobie się udało? Czy raczej delektujesz się swoim american dream na przedmieściach. Ja swój american dream dostałem na dobry początek dorosłego życia od rodziców jak mi się urodził pierwszy syn a potem skończyłem 25 lat 🙂 Z powodów wymienionych powyżej swój american dream upłynniłem a następnie wynająłem „apartament” w big city z wieloma piramidami, po których można się wspinać. Żaden korelator mnie nie wypchnął, po prostu człowiek musi mieć w życiu jakiś cel. Pieniądze ze sprzedaży nieruchomości przeznaczyłem na biznes i na razie uważam, że była to najlepsza decyzja jaką w życiu podjąłem bo już na kilka kolejnych american dreamów się rozmnożyły. I po co to wszystko? Po to by dominować, jeść, pić, samice używać a potem pozwolić robić to samo potomnym jak już mnie sił zabraknie.

    • Eltor

      Na przestrzeni kilkunastu lat pracy w korporacjach różnistych, miałem szansę obserwować tych, którzy napłynęli ze wsi, miasteczek i miast nieco większych. Większość z nich wcale nie zdobywać piramidy przybyła i żadnych celów odleglejszych niż miesiąc sobie nie stawiała. I takich, co wrócili też znam. Wcale nie dlatego, że „im się nie udało” – wręcz przeciwnie. Wszyscy, którzy po kilkuletniej przygodzie z korpo wrócili do siebie, zrobili to po uzmysłowieniu sobie, że drepczą w miejscu, nic tak naprawdę więcej nie mają, tylko czas leci im przez palce, a oni jak nic nie mieli, tak nic nie mają.
      Zapętlenie, o którym pisał autor jest raczej ucieczka kolejnego pokolenia z miasta na przedmieścia.
      A Twój przypadek, który opisałeś, jako żywo przypomina potomków tych zapętlonych, co ich miasto według autora na powrót zasysa. 🙂

      • 3r3

        Polecam zainteresować się od kiedy występują migracje ludności wiejskiej i fundusze inwestycyjne w tereny do kolonizacji. To bardzo ciekawe zjawisko (naganiaczy) występowało w Galicji, na Wołyniu.

    • 3r3

      Czy z używania tych samic są rezultaty w liczebności? Czy są to liczby dwucyfrowe?

      Wspiąłem się na kilka piramid – stamtąd lepiej świat widać.
      Obecnie najefektywniejszym systemem pomnażania zasobów jest system podatkowy. Nieruchy i giełda to przeszłość. Jeśli wydatki publiczne wynoszą 35% owoców pracy wszystkich ludzi to tam jest największa koncentracja kapitału.

      Otóż wypchnął Cię korelator dający Ci dostęp do informacji, że jakieś inne, pozorny piramidy istnieją. Inaczej zostałbyś szefem wioski i spłodził kilkanaścioro dzieci. Jeszcze 300 lat temu takie wieści do wsi nie docierały.
      Pierwsze zmasowane ataki informacyjne przeciwko ludności wiejskiej dokonywały fundusze inwestycyjne zajmujące się inwestowaniem w nowym świecie – trzeba było zasilić tereny populacją. Trzeba było opowiedzieć ludziom bajkę o tym, że gdzieś jest lepiej i tam należy się udać. Ludzie porzucali to co mieli i udawali się w nieznane. Gdzie oczywiście musieli wszystko wystrugać sobie sami co najczęściej się nie udawało – tak atakowany jest frontier od kilku stuleci – falami migracji.

      • Malaga

        „Czy z używania tych samic są rezultaty w liczebności? Czy są to liczby dwucyfrowe?”
        W kolejnym pokoleniu jak synowie spłodzą chodź tyle co ja to będzie to liczba dwucyfrowa.

        „Nieruchy i giełda to przeszłość.”
        Na dzień dzisiejszy deweloperka ma 2-3 razy większą zyskowność niż np. bankowość komercyjna.. więc o czym Ty mówisz? Marże w biznesie nieruchomym są na poziomie 20-30% – i to jest wynik bardzo dobry.
        Ile wyciągasz na unikach podatkowych? czy aby nie podobnie? Powiedzmy sobie szczerze, uniki podatkowe czy nawet wyłudzenia to rzemiosło tak, jak każde inne. Po prostu ja skupiam się na działalności operacyjnej i ekspansji nie przejmując się podatkami.

        Natomiast rzemieślnik wyspecjalizowany w drenowaniu systemu podatkowego nie ma czasu na myślenie o działalności podstawowej bo z czego innego ma grosz. Przedstawiłeś zyski, to pokaż i ryzyka. Wykaż czy biznes drenarski da się skalować. Jakie sankcje grożą w razie niepowodzeń itd.

        „Inaczej zostałbyś szefem wioski i spłodził kilkanaścioro dzieci.”
        Szef wioski już jest i kolejnym będzie jego najstarszy syn. Tam po prostu nie ma miejsca do wspinaczki. Gospodarstwa po 500-1000 Ha są w rękach poniżej 1% rolników i tu nie ma gdzie ekspandować jak się nie ma kapitału. A jak się go ma lub zdobędzie to okazuje się, że są znacznie bardziej dochodowe zajęcia zawodowe niż uprawa pszenicy na skalę przemysłową. No chyba, że szef wioski nie ma syna to można próbować zbałamucić mu córkę i poprzez małżeństwo stać się nowym szefem.

        „Trzeba było opowiedzieć ludziom bajkę o tym, że gdzieś jest lepiej i tam należy się udać.”
        To nie są żadne bajki. Ludzie zawsze migrowali do miejsc akumulacji kapitału. Jest o wiele łatwiej zrobić biznes np. w miejscu gdzie handel morski podaje rękę lądowemu niż w koziej wólce gdzie jedyna perspektywa to zostać szefem wioski.

        • 3r3

          Nie zawsze tylko migrowali jak wiedzieli że jest po co i dokąd (nawet jeśli to nie była prawda).
          Rzemiosło podatkowe jest skalowalne do rozmiaru produkcji. Więcej niż jest ukraść się nie da.

          • Malaga

            Ok przyznaję Ci rację. Jedna jaskółka wiosny nie czyni i ogólnie to ludzie migrują z powodów opisanych w Twoim artykule. Jednak nie zmienia to faktu, że pod zagrania korelatora można się podpiąć i kręcić własne lody, co mnóstwo ludzi czyni.

            • 3r3

              Masz rację, zmienimy korelator gdy stanie się bezużyteczny.
              Ale czy jest to powód by brać udział w roju?
              Można sobie przecież mieszkać w innej dziupli i przylatywać z oznaczeniem że jest się z roju, brać ile da się unieść i wracać do siebie konsumować i swoje potomstwo mnożyć, a reszta niech zasuwa.
              Trzeba kręcić własne lody.

            • Maksior

              3r3, czapka ze lba za spostrzegawczosc i chec podzielenia sie obserwacja z innymi – ten tekst obok wpisu o strukturze sekt to mistrzostwo swiata i diament wiedzy, powinien byc lektura obowiazkowa gdzies tak kolo 3-ej klasy dawnego ogolniaka.
              Dzieki! 🙂

            • Maksior

              Wyglada, jakbys wychodzil z zalozenia, ze musi byc jakies centrum… A jesli roj jest sam w sobie zjawiskiem emergentnym? Inna sprawa – zaprojektowanym czy wyewoluowanym…? 😉

            • 3r3

              Rój nie jest w stanie być emergentny przy konkurencji osobniczej.
              Rój występuje z przyczyn metabolicznych jako organizm – w zakresie roju jest pełna zgodność tkankowa, co za tym idzie ektohormony są skuteczne.

              Jeśli rozwiniesz rój jako graf w czasie, to węzłem jest wyłącznie królowa, nikt więcej nie przekazuje danych w czasie. Królowa roju z nikim nie konkuruje. Struktura roju to wynik dostosowania do niedoborów i rozwinięcie organizmu przy nadwyżkach.

              A u nas dane w czasie do przekazania ma każdy i przymuszony jest do tego metabolicznie. Również metabolicznie przymuszony jest do konkurowania. Nie jest emergentnym zjawisko zmiany tak wielu parametrów niezwiązanych na raz.

  • Mam trochę kontaktów z korpo i powiem o kilku rzeczach:
    – już mówi się o biznesie na czystą wodę, a kto ja ma ten wygrał. Trzeba się wiec przyłaczyć.-)
    – o biznesie podwodnym się nie mówi, może jest, ale ja śródlądowy to nie wiem
    – nieszczepione dzieci są zdrowsze, wiem, bo z okna widzę dwie grupy porównawcze po kilkanaście małych osobników, przy okazji leczenia dzieci widzę też jak reklama kilku kobietom mózg przeżarła.

    Przy okazji podaj link do tego generatora Stirlinga, bo cichociemni u Tradera wywalili

    • Malaga

      ” wiem, bo z okna widzę”
      Zajebisty research, może nobla dostaniesz.

      • A po co mi nobel? Elton miał go w d.

        • Malaga

          „Research na takim samym poziomie, a może nawet i wyższym jak badania dotyczące skuteczności szczepionki”

          To pochwal się w jakim ciekawym czasopiśmie można Cię poczytać, może zmienię zdanie.

    • 3r3

      Firma oczywiście zamieszana w lokalnego prosumenta z zielonymi.

      http://www.inresol.se/

      Jak przewiniesz stronę to to po lewej na kółkach to jest generator
      cogrzewania i 1kw prądu z pelet drewnianych, a to kontenerowe to są
      moduły na grubszy prąd i dowolne paliwo.

  • 3r3

    I właśnie takiego korporacyjny dozór (prokuratura, sądy, penitencjarka) jest bezskuteczna w trzymaniu nas za mordę. Oni tam tracą kontakt ze sprawą zanim ją zakończą o ile jest dość skomplikowana. No chyba że kłuje w oczy to wtedy zrobią komisję i ośmieszają struktury jakie stworzyli pokazując wybitnych biegłych rewidentów, gwiazdy sądownictwa i przebiegłych kuratorów.

  • uberbot

    Ciekawa analiza. James Cameron jak tylko zarobił górę sosu na filmie o statku zaczął grzebać po dnie na większą skalę (zawsze go ciągnęło do wody). Drugiego filmu o wodzie już mu nie pozwolili zrobić, a tak go fascynuje że musiał, to zrobił tego o smerfach. Ale wszyscy wiemy, że to woda. Trafne spostrzeżenie.

    Nie do końca na razie pojmuje jak może być takie uwstecznienie wszystkiego od prawie stu lat. Wiem, że są wynalazki, ale pomysły sprzed ho ho ho. Myślałem, że dziś będziemy jeździć taksówką na Księżyc, a tu nic. Mamy natomiast w USA coraz więcej ludzi, którzy ważą i wyglądają jak małe planety…. Nie do końca rozumiem też czy był to zamierzony efekt bolszewików i ich działań sponsorowanych przez Wall Street, czy naturalna kolej rzeczy jak napisałeś w tekście. Ja nie wierzę w determinizm. Ale może to też jest część programowania umysłu…

    • 3r3

      To wszystko co opisujesz to są wypadki przy pracy.
      Miało być dobrze, a wyszło jak zawsze jak się zaczyna czymś centralnie i masowo manipulować.
      Bo stresor bardzo łatwo wprowadzić, bardzo łatwo umasowić produkcję paszy, problem jest taki że jak się coś sknoci w planowaniu to efekt jest za silny, lub za słaby. Nigdy nie jest taki jak planowano – trzeb później korekt, a na te zazwyczaj jest już za późno.

  • Betacool

    To tak na poparcie pewnych tez.

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/chinczycy-przejeli-podwodny-dron-marynarki-usa/dqe1hwg

    A co do opisu systemu i Ciebie samego, to nie wydaje Ci się, że Twoja alergia na ocenianie świata skalą dobra i zła może być dokładnie tym, czego chce od Ciebie system?

  • Piotr34

    Zdajesz sobie sprawe ze to co opisujesz jest NIEMOZLIWE!?
    Korelator(a wlasciwie jak juz to korelatory bo sa conajmniej DWA a moze i wiecej) to tez homo sapki a homo sapki w jakiejs „wybranej” grupie moga byc znacznie cwansze niz reszta gatunku ale jednak NIE az tak cwansze-mimo wszystko ciagle mysla jak reszta gatunku TAKZE o samicach i jakby tu zrobic „kariere” i sie polenic.Korelator/y moga byc znacznie bardziej swiadome opisanego przez Ciebie procesu wiec podlegaja mu w znacznie SPOWOLNIONYM tempie ale jednak podlegaja-to historycznie udowodnione(rozne korelatory-kasty kaplanskie w historii-kaplani egipscy itp)-OBECNE korelatory dzialaja juz od stuleci i nawet przy zalozeniu ze proces ich degeneracji jest wolniejszy niz reszty homo sapkow juz dawno powinny sie zuzyc.
    Co nie zmienia faktu ze opisany przez Ciebie system ISTNIEJE-moze nie az tak perfekcyjnie funkcjonujacy jak to opisujesz ale jednak.
    To daje dwie mozliwe odpowiedzi:
    Pierwsza-opisany proces/ustroj NIE jest zaprojektowany-to po prostu naturalny proces wynikajacy z naszej konstrukcji psychofizycznej-pozostalosc po czasach ekspansji kiedy bralismy planete w posiadanie-to malo prawdopodobne-zbyt duzo w tym celowosci(to po prostu WIDAC)i obecne jego wcielenie(liczace juz pare stuleci)pownno juz sie zdegenerowac i zuzyc ale jednak dziala a korelatory ciagle sie NIE zuzyly.
    Druga-co prowadzi do wniosku ze to nie korelatory tym wszystkim kreca-korelatory to „tylko” krolowe w rojach ale NAD nimi jak ktos SLUSZNIE zauwazyl jest Pszczelarz.
    Co nasuwa pytanie-KIM jest Pszczelarz i jakie sa jego cele oraz czy aby na pewno jest on Homo Sapkiem?
    Ja obstawiam ze o ile WYKONAWCY(korelatory)to jakos tam „wybrane” homo sapki o tyle Architekt systemu/Pszczelarz juz niekoniecznie-po prostu homo sapki ze swoimi malymi malpimi mozdzkami nie maja odpwiednich kwalifikacji intelektualnych i horyzontu czasowego na to stanowisko.
    Ergo Pszczelarz/e(?)to NIE homo sapki a my LITERALNIE zyjemy w Matriksie/Westworldzie-w zwiazku z tym proponowane przez Ciebie(a takze przez mnie i niemal kazdego)rozwiazania sa…ZLUDNE-NIE wyrywamy sie z systemu-jestesmy jego INNA czescia(wentyl bezpieczenstwa?).Ciagle tkwimy w narzuconych nam przez Pszczelarza petlach.
    Gdzie wiec jest ucieczka?Jak NAPRAWDE wyjsc z Matriksa(dojsc do Centrum Labiryntu)?

    P.S.O ile wszyscy tu z tymi naszymi rozwazaniamy po prostu nie powariowalismy-co tez jest jakos tam mozliwe-wlasciwie nie wiadomo ktora opcja jest lepsza/gorsza.

    Piotr34

    • 3r3

      @Piotr34
      Pszczelarza nie wytwarzają pszczoły.
      Tak jak złodzieja nie wytwarza skarbiec.

      „Co nasuwa pytanie-KIM jest Pszczelarz i jakie sa jego cele oraz czy aby na pewno jest on Homo Sapkiem?”

      Rozumiem że chcesz zaproponować teorię spiskową dla czubów, o tym że ufoki nas spenetrowały, kierują naszym rozwojem, ograniczyły nam loty poza orbitę. Interesowałem się nieco archeologią pozaziemską. Ta koncepcja jest do rozważenia, jednak jest ona skrajnie nieprawdopodobna, chociaż nęci zaistnieniem nieprawdopodobnego stresora.
      Tę koncepcję odrzucam – odnajduję do niej zbyt wiele przeciwwskazań. To nie ufoki ani dinozaury powracające z kosmosu po milionach lat nas spenetrowały.

      Raczej zastanowiłbym się czym jest korelator, jeśli nie pojedynczą osobą – skoro jest koncepcją, abstraktem, rezultatem działania sieci osób, z których część umiera, a dochodzą nowi co się rodzą, to mamy do czynienia z nowym, emergentnym organizmem.
      Ten organizm musi jeść – bo siedzi, myśli i nie za dużo robi. I gromadzi wiedzę – wystarczy zniszczyć jego magazyny danych i zgłupieje.

      „P.S.O ile wszyscy tu z tymi naszymi rozwazaniamy po prostu nie powariowalismy-co tez jest jakos tam mozliwe-wlasciwie nie wiadomo ktora opcja jest lepsza/gorsza.”

      Na potrzeby oskarżenia o myślozbrodnię stwierdzam że każdy kto tu coś pisze, a nawet czyta ma na czas otwarcia strony ograniczoną poczytalność i nie rozpoznaje znaczenia swoich czynów.

      „homo sapki ze swoimi malymi malpimi mozdzkami nie maja odpwiednich kwalifikacji intelektualnych i horyzontu czasowego na to stanowisko.”

      Chyba Ty!
      Ja jestem Homo Sapiens Sapiens – biorę wszystko.

      Przeczytaj co odpisałem #Maksior „Rój nie jest w stanie być emergentny przy konkurencji osobniczej.”.

      Czeka nas wiele stresorów abyśmy stali się metabolicznie eusocjalni. To bardzo daleka droga najeżona stresorami. Na planecie jest tylko kilka gatunków eusocjalnych – to wyjątki. I one nie latają w kosmos. A jeden gromadny lata.

      • Piotr34

        Zadnej teorii nie sugeruje bo jest za malo danych.Aczkolwiek teoria Nadistot Snerga mnie…intryguje tyle ze jest (chyba) kompletnie nieweryfikowalna.
        Co do slabosci mozdzkow Homo Sapkow(nawet tych najcwanszych)pozostane przy swoim zdaniu.

        • 3r3

          Też się na tym łapię. Ekstrapolacja tej teorii wydaje się być sensowna, ale nie da się jej falsyfikować i obalić. Przynajmniej nie mam pomysłu jak to zrobić.

          Trzeba by opisać społeczeństwo jako organizm z mapami opinającymi geometrią zasilanie (bo tak najczęściej wygląda graf społeczny). To może być trudne – za szybko zmieniamy pozycje na mapie. Zbyt ciężko zebrać dane.

  • lll7

    Co do dronów działających pod wodą, kiedyś trafiłem na tą stronę robiąc coś z silnikami

    http://www.bluerobotics.com/

    w związku z

    https://www.kickstarter.com/projects/847478159/the-t100-a-game-changing-underwater-thruster

    Stwierdzam że jakieś zainteresowanie jest, ale faktycznie bez szału jak popatrzy się jaką kwotę zebrali w stosunku do innych projektów.

  • waldi053

    Zgrabnie ujęte to co od dawna podejrzewałem , a właściwie byłem pewien , przy czym
    korelator – lub inaczej pszczelarz ” to nie jest jakaś bezosobowa istota , czy byt , ja
    znam tego ,, pszczelarza ” . Utwierdza mnie w przekonaniu własnej racji fakt – że nie
    było tak od początku świata .

  • Paradoks

    Hej, 3r3, jestem pod wielkim wrażeniem, doczytuję sobie z opóźnieniem, stąd lag. 😉

    Ale jestem też marudny, więc postaram się wytknąć – moim zdaniem – nieścisłość. Ci importowani aktualnie do Europy wcale nie mają niższych oczekiwań. Jak się przyjrzeć lepiej, to właściwie mają dużo wyższe od hodowanych pokoleniami na miejscu niewolników i w odróżnieniu od nich są też dostatecznie energiczni, żeby kiedy chcą sięgnąć po „należymisie”, to potrafią użyć siły. Nie generują nadwyżek, oni chcą je wyłącznie konsumować, a kiedy im się w tym przeszkadza, to je palą na ulicach. Błąd korelatora?

    • 3r3

      Jesteś w błędzie. Think again!
      Znasz jakiegoś przybysza co w ramach oczekiwań chce mieć własną fabrykę i już zaczął zbierać graty?
      A wiesz ilu nas osiadłych ma warsztaty, manufaktury i fabryki? I ilu chce je mieć oraz jest to w ich zasięgu?

      Tu nie chodzi o smyrfona i furę. Tu chodzi o własne środki produkcji, a z nich wynikają własne mieszkania, domy, jacht, pojazdy, konie czy inne hobby. Jesteśmy bardzo kosztowni w utrzymaniu.

      A tym przybyszom kark się zegnie, bo oni nie mają środków produkcji i można ich przegłodzić na koszt tubylców (im spalą – władzuchnie nic nie spalą). Spróbuj przegłodzić tubylca z rodziną na wsi ^^

      • Paradoks

        Pomyślałem i uważam, że trochę odwracasz kota ogonem ;), ale się dostosuję:
        – Nie znam żadnego przybysza, co chce mieć własną fabrykę, ALE nie znam też żadnej osoby z mojej grupy rówieśniczej, która by chciała własną fabrykę i jeszcze wiedziałaby jak się do tego zabrać i zbiera graty. Szczyt możliwości to drobny handel na własną rękę i to w przypadku jednostek. Większość jest zadowolona z pracy dla kogoś, choćby na pozycji średniej rangi kapo w korpo czy urzędzie (tak definiują bycie „kimś”).
        – Różnica między obiema grupami jest taka, że spora część miejscowych jest wciąż w tych czyichś fabrykach gotowa za grosze pracować, bo została wytresowana, że tak jest uczciwie – w odróżnieniu od przeważającej liczby przybyszy.

        – obecnie jesteśmy z pokolenia na pokolenie coraz mniej kosztowni – w Twoim własnym tekście pojawiają się na raz dwie koncepcje – z jednej strony o tym, że kolejne pokolenie chce mieć więcej niż rodzice, z drugiej, że kolejne pokolenia u nas tresuje się do mniejszych potrzeb; nie widzisz tego za dobrze, bo sam wywodzisz się z rodziny, która coś realnego posiadała i sam coś realnego posiadasz – ci z rodzin urzędniczo-robotniczych w większości nie dążą aktywnie do posiadania żadnych środków produkcji, to samoreplikująca się pula w miarę wykształconych roboli. Chociaż oczywiście masz rację, że replikuje się coraz gorzej i w tym jest problem.

        – Większość przybyszy oczekuje konsumowania nadwyżek i tego, że one spadną z nieba. Zdecydowana większość nie podejmuje pracy, bo nie ma takiej potrzeby, ten sam etos przekazują swoim dzieciom. W odróżnieniu od nas, potrafią i chętnie używają agresji, kiedy czegoś „za darmo” nie chce się im dawać. Oni też są kosztowni w utrzymaniu, ale statystycznie nie produkują również nadwyżek! Poza jednym typem – biologiczną.

        Dlatego nie klei mi się zupełnie plan zastępowania w ten sposób pszczół robotnic, ale możesz mieć rację, że sprowadzono płodne trutnie, wiążąc nadzieję z tym, że tak jak mówisz, ich potomstwo jakoś do pracy się zmusi – ale również w myśl tego, co piszesz, uważam, że to zmuszanie byłoby ogromnym marnotrawstwem środków (kontrola, przysposobienie, środki przymusu); jest problem, bo ich potomstwo jest tak samo chętne i zdolne do pracy jak rodzice, a do tego przyzwyczajone jest, że nadwyżki spadają im z nieba. Ich ambicje rzeczywiście rosną identycznie jak w innych społecznościach – chcą, żeby im spadało więcej, niż rodzicom, a nie chcą sami pracować, żeby mieć więcej.

        Podziały w społeczeństwie zawsze są wygodne dla ośrodków władzy, bo wtedy divide et impera działa doskonale, podziały etniczne i religijne, wspomagane terrorem (false flag, czy nie) znacznie ułatwiają konsolidację władzy i będą wygodną wymówką, żeby w imię bezpieczeństwa rekwirować, ograniczać, w ostateczności niewygodnych wysadzać lub dekapitować. W tym upatrywałbym sens sprowadzania obcych etnicznie mas.

        Nie trafia do mnie idea jakiegoś spójnie działającego korelatora z jednym ośrodkiem władzy, który może sobie swobodnie zarządzać zasobami planety. Niewątpliwie są takie ambicje i plany, ale inercja wielkiego układu, którym usiłuje się zarządzać centralnie, co chwila te plany wykoleja. Po drugie, ludzie starający się snuć plany z wierzchołka wieży z kości słoniowej stają się ofiarami własnej arogancji – im się tylko wydaje, że posiedli wiedzę, a ich władza może być ogromna, ale ma mnóstwo niewygodnych ograniczeń w zakresie precyzji działania.

        Osobno przy okazji pozwolę się sobie nie zgodzić co do tego, że jesteśmy w pełni zastępowali.
        Człowiek to nie tylko biologia, gdzie jesteśmy komplementarni, to także kultura, a tej w okresie kilku pokoleń nie da się łatwo transformować. Mimo, że takie chęci oczywiście są.

        p.s. Tubylców z rodziną na wsi przegłodzić banalnie prosto, sowieci dokonali tego na żyznej Ukrainie bez pocenia się.

        • 3r3

          Odpowiedziałem Ci w drugim poście, ale chyba wiem dlaczego masz wątpliwości.
          W żadnej innej kulturze nie ma takich ludzi jak my, którzy nie tylko snują dyskusje przy ognisku patrząc w gwiazdy.
          Budząc się rano ruszamy okpić mamuty, dorwać się do ich mięsa, jeść co da się zjeść.
          Staramy się okpić państwo za którym stoją miliony ludzi, budujemy własne armie, nawet jeśli są to małe gangi, tworzymy własne sekty, budujemy piramidy finansowe.
          Stajemy przed milionami innych osobników takich jak my i badamy czy da się ich oszukać. A jak mamy pomysły techniczne to nawet w nocy potrafimy dłubać Forda aby rano wyjechać nim na miasto.

          Jeśli chciałbyś sprawować władzę, to czy chciałbyś sprawować ją nad białymi ludźmi, spadkobiercami neandertalczyków?
          Czy nie ma prostszych obiektów do rządzenia?
          Z tym upierdliwym trzeba coś zrobić, bo żaden biały władzy się nie podda, nawet krzycząc „sieg heil” będzie miał własne zdanie. Jesteśmy zbiorem indywidualności, a nie zbiorowością. Żaden z nas kolektyw, jesteśmy najgorszym utrapieniem – serią exploitów rodzących się w naszych głowach.

  • Paradoks

    Azjaci? Lepiej przystosowani i przyzwyczajeni do ciężkiej pracy, mniej ekspansywni i agresywni, bardziej szanujący kulturę gospodarza, zdecydowanie tańsi w eksploatacji. To byłby wybór, gdyby chodziło przede wszystkim o pokolenie robotników, dlatego ja uważam, że chodzi raczej o 1) stworzenie zagrożenia i zarzewia konfliktów – szybko. Lub 2) o stworzenie nowego człowieka socjalistycznego, bezprzymiotnikowego, mieszankę bez konkretnych korzeni etnicznych i narodowych – Azjaci chyba słabiej się mieszają, przybysze z pustyni i z puszczy chętniej będą sięgać po miejscowe samice. Względnie zemstę na Niemcach i w ogóle Europie za Shoah, bo i z taką teorią spiskową się zetknąłem. 😉

    • 3r3

      No to że Ty nie znasz i nie wyniosłeś tego z domu to inna sprawa i nie budzisz się codziennie rano z niesłabnącą potrzebą stworzenia Paradoks Holding.
      Ale niektórzy tak się budzą.

      Masz rację że większość replikuje się na roboli. Ale wśród tubylców w ogóle są tacy co chcą mieć swoją stocznię, swoje Virgin, swoje Tesla i zbudują sobie White Knight i polecą nim na orbitę. I niektórym nawet się udaje, a wśród dziczy z dziczy jeszcze się takie fantazje nie objawiają.
      A taki lot na orbitę to straszne marnotrawstwo zasobów, ile za to by było zegarków i ośmiorniczek.

      „Oni też są kosztowni w utrzymaniu, ale statystycznie nie produkują również nadwyżek! Poza jednym typem – biologiczną.”

      Jest jeszcze jedna nadwyżka jaką wytwarzają – przy urnie.

      „Dlatego nie klei mi się zupełnie plan (…) a nie chcą sami pracować, żeby mieć więcej.”

      To spróbuj zmusić do pracy u kogoś w fabryce mnie – z nimi to jeszcze władzuchna ma jakikolwiek cień nadziei, a ja będę pracował tylko na swoim, moje dzieci też i nas już niczym nie przekonasz na jakiś kolektyw. Istotnie dla władzy to działanie rozpaczliwe, ale inaczej będzie musiała konfrontować się ze mną i Plichtą. Rezultaty tej konfrontacji później wyjaśniają tabuny ludzi, ale przecież zasoby już przepadły.

      „Nie trafia do mnie idea jakiegoś spójnie działającego korelatora (…) a ich władza może być ogromna, ale ma mnóstwo niewygodnych ograniczeń w zakresie precyzji działania.”

      Też uważam że to się nie uda. Ale podejmą taką próbą a pot i krew będzie się z nas lała.

      „Osobno przy okazji pozwolę się sobie nie zgodzić co do tego, że jesteśmy w pełni zastępowali.
      Człowiek to nie tylko biologia, gdzie jesteśmy komplementarni, to także kultura, a tej w okresie kilku pokoleń nie da się łatwo transformować. Mimo, że takie chęci oczywiście są.”

      Nie tylko to, eusocjalni są braćmi („wszyscy ludzie będą braćmi”) – pochodzą od jednej matki. A my nie jesteśmy. Eusocjalni rozwinęli się aż do łowiectwa, zbieractwa i rolnictwa, a my mamy cywilizację techniczną.
      Tylko że władza ma swoje marzenia. I podejmuje próby ich realizacji.
      Nawet za cenę kultury.

      „p.s. Tubylców z rodziną na wsi przegłodzić banalnie prosto, sowieci dokonali tego na żyznej Ukrainie bez pocenia się.”

      Niemiecką armią. Zasilanie zewnętrzne. Ale planeta jest autarkią – aby zmusić do posłuszeństwa planetę jej własnymi siłami może być ciężko.

      „Azjaci?”

      Azjaci jeszcze nie wymyślili alfabetu, ale za to cywilizację wymyślili kilka tysięcy lat temu i jak dotąd jeszcze nie mieli resetu. Jeszcze ich tu władzy na głowie brakowało.

      „Względnie 3) zemstę na Niemcach i w ogóle Europie za Shoah, bo i z taką teorią spiskową się zetknąłem. ;)”

      A jeszcze z Brytyjczykami Azjaci mają to i owo do wyrównania.

      • Paradoks

        „Ale niektórzy tak się budzą.”
        W tym sęk, że gdyby mi się coś takiego w głowie w pewnym momencie nie pojawiło, to pewnie bym nie trafił ani na IT21, ani na Twój blog, bo i po co. Tylko jestem pokolenia z tyłu i w aktywach, i w mindsecie (to drugie sobie nadrabiam na kursach przyspieszonych, tutaj między innymi, więc salute!).

        Tylko mnie zastanawia, skąd się pojawiło, bo nie bezpośrednio z wychowania. Te geny neandertalczyków? Z nimi wcale nie tak różowo, ponoć depresję dają w zestawie. 😉

        Co do meritum – jeżeli przyjmujemy akt desperacji z małą szansą powodzenia, ale i tak lepszą niż z nami, jako z beznadziejnie słabo sterowalnym przypadkiem, to jestem w stanie rozumowanie przyjąć. To będzie niesamowicie ciekawa katastrofa, o ile tylko uda nam się to przeżyć, konsekwencje będą straszne dla korelatora. Bo my oprócz tego, że tak marzymy o swoich misiach i niedźwiedziach, to jednak też mściwi jesteśmy i lata nauk o nadstawianiu drugiego policzka wcale tego chyba nie stępiły.

        • PawelW

          Nauka o nadstawianiu drugiego policzka to manipulacja, bo nie taką wiadomość przekazywał jej autor…
          „(…)
          „Trzecia droga jezusa” Walter Wink
          Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!

          Aby zrozumieć sens tych słów, musimy poznać sytuację, w jakie zostały wypowiedziane, oraz sposób, w jaki rozumieli te słowa ich bezpośredni słuchacze. W Palestynie czasów Jezusa lewa ręka była używana do czynności nieczystych (podobnie jak w dzisiejszych Indiach). Policzkować można był tylko prawą ręką. Jeżeli ktoś chciał uderzyć drugiego człowieka w prawy policzek, to nie mógł tego zrobić ani pięścią, ani wewnętrzną stroną prawej ręki. Mógł to zrobić jedynie częścią zewnętrzną. W tej kulturze spoliczkowanie kogoś zewnętrzną stroną dłoni miało specyficzne znaczenie. Taki gest był używany jedynie przez ludzi posiadających większą władzę wobec tych posiadających mniejszą władzę w celu poniżenia ich, jakby przypomnienia, gdzie jest ich miejsce (oczywiście
          poniżej tego z większą władzą). Panowie policzkowali w ten sposób sługi, Rzymianie Żydów, mężowie swoje żony, a rodzice swoje dzieci. Jeżeli uderzona osoba postąpi zgodnie z nauką Jezusa i nastawi drugi, czyli lewy policzek, osoba policzkująca nie może już spoliczkować tego człowieka zewnętrzną stroną prawej ręki. Jeżeli chce
          uderzyć ponownie, będzie to musiała zrobić pięścią. Jednak uderzanie pięścią, było gestem używanym tylko pomiędzy równymi sobie. W ten sposób, poprzez nastawienie drugiego policzka, człowiek bity uniemożliwiał bijącemu dalsze poniżanie i w pewnym sensie odzyskiwał swoją ludzką godność. Nastawienie lewego policzka, było protestem względem poniżania, a nawet stwierdzeniem, że wszyscy bez wyjątku ludzie są godni poszanowania, są równi wobec siebie. Taki gest zaprasza także tego, który poniża do zweryfikowania swojego zachowania, poznania kłamstwa, w którym żyje (kłamstwa, że jedna osoba jest ważniejsza, bardziej wartościowa niż inna) i do odzyskania własnego
          honoru, własnej godności, którą traci, gdy poniża inną osobę. Osoba bita, dokonałaby tego wszystkiego bez przemocy, bez mszczenia się na swoim prześladowcy.(…)”

          • 3r3

            Ja wolę ten fragment jak sprzedali płaszcze i kupili dwa miecze.
            Te dwa miecze później Krzyżacy dali Jagielle i od tej pory nasze one są ^^
            A reszta może nadstawiać co tam zechce.

          • Paradoks

            Ok, niech będzie, że taka była intencja, spotkałem się z tą interpretacją. Niemniej w praktyce posłużyło to do prób utrwalania postaw pokory wobec agresji, co się na szczęście nie bardzo udało. Podobnie jak rozumiem ma się sytuacja z „nie zabijaj” vs. „nie morduj”.

      • PawelW

        Za „powstanie bokserow” azjaci mają też do wyrównania z niemcami..

      • PawelW

        @3r3: Tak na marginesie, bardzo ciekawy blog, bardzo inny od tego co jest gdzie indziej…

        Dziękuję za te treści.

  • Paradoks

    „sukces biologiczny jest jedynym sukcesem jaki po nas zostaje”
    Oj nie, i tym się właśnie różnimy od roju – oprócz tego mogą pozostać po nas pomysły na architekturę ula, jego przyjemne ozdoby i różne inne pożyteczne wzory pracy i rozrywki, które dziedziczą kolejne pokolenia – niekoniecznie nasi biologiczni potomkowie.

    • 3r3

      To usuń wszystkich ludzi i zgadnij kto będzie pamiętał o Adamie i Ewie.
      Najpierw w ogóle muszą istnieć ludzie, aby Twoje twierdzenie miało sens.
      A że dziedziczymy tylko po liniach krwi (po żadnych innych dziedziczenia nie ma) to wyłącznie sukces biologiczny pozwala na istnienie koncepcji dziedziczenia.

      Nie przenosisz w swojej głowie wierzeń Wieletów ponieważ nie jesteś z nimi dostatecznie spokrewniony. Nic po nich nie zostało. Zabrakło dostatecznej liczby potomków (a nie potomków w ogóle, ale samego ich dostatku).

      Koncepcja że to nie Twoje dzieci, a cudze inne będą o Tobie na starość pamiętać to koncepcja prosto z komuszego ula. Chcesz zaryzykować taką starość?
      No to przyjedź do Szwecji i zobacz jak się kończy taka starość w domu starców. Nikt tam dziadków nie odwiedza. Bo nie ma żadnych wnuków, a nawet jak są to taką właśnie wyniosły naukę z domu.

      • Paradoks

        Nie rozumiem dlaczego chcesz stawiać dziedziczenie biologiczne w jakiejś opozycji do kulturowego, skoro one wcale nie są w opozycji, tylko współwystępują i są komplementarne. Przecież nie neguję imperatywu przekazywania genów i dziedziczenia metodami biochemii, zwracam po prostu uwagę, że od kiedy opanowaliśmy słowo, biochemia nie jest naszą jedyną metodą dziedziczenia.

        „To usuń wszystkich ludzi i zgadnij kto będzie pamiętał o Adamie i Ewie.
        Najpierw w ogóle muszą istnieć ludzie, aby Twoje twierdzenie miało sens.”

        A przy dziedziczeniu biologicznym jest niby inaczej? 🙂 Jak usuniesz wszystkich ludzi, to swoje genetyczne dziedzictwo też.

        „Nie przenosisz w swojej głowie wierzeń Wieletów ponieważ nie jesteś z nimi dostatecznie spokrewniony. Nic po nich nie zostało. Zabrakło dostatecznej liczby potomków (a nie potomków w ogóle, ale samego ich dostatku).”

        Serio nic? Trochę zostało, bo byś ich nie mógł przywołać jako przykład swojego stwierdzenia.

        Uważasz, że muszę być spowinowacony z Arystotelesem czy Szekspirem, żeby oddziaływały na mnie ich myśli? Nie wydaje mi się, żebym był, choć koncepcja jest kusząca.

        „Koncepcja że to nie Twoje dzieci, a cudze inne będą o Tobie na starość pamiętać to koncepcja prosto z komuszego ula. Chcesz zaryzykować taką starość?”

        Twoja nadinterpretacja, nic takiego nie twierdzę. Twierdzę, że oddziałuje na mnie cała masa ludzi, z którymi genetycznie nic mnie nie łączy. Poza pierwszymi słowami, języka uczyli mnie obcy ludzie, a jak już nauczyli, to dali dostęp do dorobku jeszcze większej masy obcych, niespokrewnionych ludzi.

        I z tego twierdzenia wynika też możliwość oddziaływania na innych w przyszłości, również na takich, z którymi nic mnie biologicznie nie będzie łączyć. „Exegi monumentum” Horacego – dla Ciebie to może być firma, dla kogoś innego poemat. Poematy mogą mieć statystycznie dłuższą trwałość, a w przypadku niektórych opowieści również większy impakt na rzeczywistość.
        Zresztą, dobrze o tym wiesz, bo inaczej swojego bloga pisałbyś wyłącznie dla rodziny.

        „No to przyjedź do Szwecji i zobacz jak się kończy taka starość w domu starców. Nikt tam dziadków nie odwiedza. Bo nie ma żadnych wnuków, a nawet jak są to taką właśnie wyniosły naukę z domu.”

        Tu sam przyznajesz mi rację, na przykładzie tych wnuków – biologia nie wystarczyła, prawda? Zabrakło czegoś, mimo że w wielu przypadkach geny przeszły dalej.

        Jeszcze raz. Nie neguję potrzeby przekazywania genów. Tylko w przypadku części ludzi to nie wystarcza. Nie wiem, czy to są ci sami, co się budzą z myślą o własnym holdingu, ale niektórzy budzą się też myślą o stworzeniu swojej opowieści i sądzę, że jest to potrzeba tak samo silna i tak samo pożyteczna.

        Wracając na chwilę jeszcze do noszenia w głowie wierzeń, to jest ciekawa rzecz, bo istnieją przesłanki, że pewne idee przenoszą się już przez samą strukturę języka. Oprócz tego ciekawe jest, jak podobne są motywy baśni i mitów w różnych kulturach, które wywodzą się ze wspólnego kręgu, choć przez wieki rozwijały się w izolacji (Campbell, Propp). Jeszcze bardziej interesujące są różne koncepcje, które wielu ludzi zdaje się rozumieć jakoś instynktownie, choć mają problem z ich werbalną definicją, typu koncepcja sprawiedliwości (lewica walczy z tym od wieków, a wciąż nie udało się jej zmutować i cały czas mają potrzebę dodawania epitetów, typu „społeczna”).

        • 3r3

          @Paradkos
          Co czyni wiele domów miastem?
          Co czyni wiele plemion narodem?

          Bo co czyni ród i plemię to wiemy – jednokrewność w przodkach których jeszcze pamiętamy. Ród i plemię da się wywieść w zakresie pamięci. A kulturę tylko inżynierią odwróconą.

          „od kiedy opanowaliśmy słowo, biochemia nie jest naszą jedyną metodą dziedziczenia.”

          A jak odziedziczyłeś ideę wolności jaką rozumiał Pasek odnośnie wojny obronnej (Polski) z terytorium duńskiego w której brał udział?
          Jak odziedziczyłeś koncepcję terytorium wedle pieśni Rycerzy Bolesława Krzywoustego – hymnu Polski?
          Jesteś pewien że z tych samych tekstów wyciągasz te wnioski jakie przyświecały twórcom tekstów przy ich tworzeniu?
          Jak rozumiesz konstytucję Nihil Novi w kontekście narzucania Ci przez państwo praw, których cesji nie dokonałeś na rzecz państwa?

          Na pewno rozumiesz to tak jak twórcy?

          „Serio nic? Trochę zostało, bo byś ich nie mógł przywołać jako przykład swojego stwierdzenia.”

          Aż tyle co z Sarmacji. Jesteś Sarmatą?

          „Uważasz, że muszę być spowinowacony z Arystotelesem czy Szekspirem, żeby oddziaływały na mnie ich myśli? Nie wydaje mi się, żebym był, choć koncepcja jest kusząca.”

          A Koran też czytałeś? Zapewne z powodu odległości spowinowacenia z Prorokiem nie czytujesz go tak często jak Szekspira?

          „Twierdzę, że oddziałuje na mnie cała masa ludzi, z którymi genetycznie nic mnie nie łączy.”

          Coś tam Cię z nimi łączy, wszak jesteś homo sapkiem. Aż tyle wystarczy.

          Zwracasz jednak uwagę że niespokrewnieni z nami nie rozumieją idei Ulpiana, Gaiusa, Modestyna, Iulisusa i Aemiliusa, które uzupełniły o wątek racjonalny wnioskowanie skrócone Jezusa o wadzie algorytmu stosowania Księgi Wyjścia odnośnie jej zasadności.
          Tę samą koncepcję zasadności emocjonalnej (Jezus) i algorytm prawa wytworzyły ludy o najodleglejszym od naszego pokrewieństwie i braku jakiegokolwiek rozsądnego powiązania struktury językowej z naszą. Indianie Prerii wymyślili dokładnie to samo co Żydzi na Pustyni – ponieważ będąc zwierzęciem gromadnym w tych samych warunkach rozwiązali problem konwergentnie.
          Nie jesteśmy wcale tacy wyjątkowi, nasz język jest zupełnie poboczny, nasza kultura nieistotna. Istotą tego co tworzymy jest przetrwanie. Dlatego tworzymy konwergentne algorytmy rozstrzygania sporów – bo inaczej nie działa, dlatego podobnie budujemy szałasy i pleciemy liście – bo inaczej nie działa, dlatego na odległych kontynentach pozbawieni kontaktu przez dziesiątki tysięcy lat ludzie tworzą państwa – mimo że stracili ze sobą kontakt kiedy wydaje nam się (WYDAJE) że państw nie tworzyli. Tak samo tworzą kulty monoteistyczne mimo że ostatni kontakt ze sobą mieli na etapie szamanizmu.

          To jest dziedzictwo krwi. A nie kultury – wytwarzamy konwergentne kultury nawet rozdzieleni na dziesiątki tysięcy lat. Nawet taki ocean czasu nie zmienia kwestii że z szałasów budujemy domy, a wiele domów w niewielkiej odległości razem umiemy nazwać miastem i miastu nadać nazwę własną.
          I bez względu na dzielącą nas odległość spokrewnienia z szympansem tak samo jak szympansy prowadzimy wojny – w identycznej strukturze socjalnej.

          Szympans może nie czytał Clausewitza, ale gdy z kumplami zbierzesz się aby prowadzić wojnę po gestach i wyrazie twarzy zrozumie jaka idea przyświeca Twoim zachowaniom. I być może się przyłączy.

          Zastanawiałeś się jak niewiele wymyśliliśmy przez ten ocean czasu kiedy to niby dziedziczymy kulturę, języki?
          Cała nasza wiedza od początku kiedy ją zbieramy aż do 2011 roku to połowa, drugą połowę stworzyliśmy w ciągu ostatnich pięciu lat.

          • Paradoks

            „Jak rozumiesz konstytucję Nihil Novi w kontekście narzucania Ci przez państwo praw, których cesji nie dokonałeś na rzecz państwa?”

            Rozumiem tak, że wcale nie jestem żadnym obywatelem, tylko de facto poddanym sezonowo obieralnej oligarchii (za którym to teatrem poziom wyżej stoi oligarchia stała), zasadniczo pod okupacją i w związku z tym większość mi współczesnych uważa mnie za dziwaka. A oni też teoretycznie są jednokrewni. Różnica jest taka, że ja na studiach bazgrałem coś o idei staropolskiej wolności, a większość z nich pewnie nie czytała nawet fragmentów tekstów w szkole. To co, taki genetyczny wyrzutek jestem? Rodzinne to też nie jest.

            Z tego samego powodu zdaję sobie oczywiście sprawę, że mogę rozumieć różne teksty inaczej, niż zgodnie z intencją ich twórców. Ale sądzę, że przy odpowiedniej dawce różnych tekstów, które na siebie nawzajem oddziaływały, rozumiem je wystarczająco dobrze.

            Z kolei pewnych innych koncepcji nie odziedziczyłem, bo ich jeszcze nie poznałem. Ale mamm szansę się z nimi zapoznać i być może przyjąć za własne. Lub odrzucić.

            Nie sądzę, żeby wszystko dało się załatwić kryterium konwergencji, bo o ile część kultury materialnej (jak ten szałas czy inna maczuga) determinuje środowisko fizyczne, to już z niektórymi koncepcjami jest inaczej, zwłaszcza tymi oderwanymi od bezpośredniej wartości użytkowej. Skupiasz się bardzo na rzeczach pragmatycznych (jesteś praktykiem, to jest spójne) – co ze sztuką, estetyką, koncepcją piękna? One są dla mnie ważne, chociaż zielonego pojęcia nawet nie wiem, dlaczego.

            Ogólnie jak rozumiem Twoja teza jest taka, że im bliżej mi genetycznie do twórcy danego dzieła kultury, tym lepiej do mnie trafia, bo to jest pochodna tych genów (krwi)? Może i coś w tym jest, bo i od zawsze bardziej przemawiał do mnie estetycznie celtycki, słowiański czy nordycki politeizm, albo kult Bogini, niż chrześcijaństwo. 😉
            Ale na poważnie, to mi to jednak zgrzyta, bo małego homo sapka można przecież wyrwać z jego kultury i wychować w innej, i wtedy on będzie więcej czytał Proroka albo Sun Tzu, podczas gdy Szekspira nie pozna wcale. Albo będzie twierdził, że etyka wywodzi się z jakiegoś stanowionego prawa, co mnie osobiście mierzi, bo twierdzę odwrotnie.

            Nie czuję się w każdym razie całkiem przekonany, ale pomyślę o tym wszystkim, dziękuję za food for thought. 😉

            • 3r3

              Możesz wyrwać małego homo sapka ze świata i zaciągnąć do szkoły Marksa i Engelsa. Możesz nawet zamknąć ludzi w gułagu.

              A i tak będą pisać, tworzyć, malować i w końcu ten gułag zamkną.

              Zauważ że matematykę odkryły ludy nie mające ze sobą kontaktu korzystające z zupełnie różnych systemów kodowania, a mimo to odkryły to samo dodawanie, mnożenie, potęgi, zero, liczby ujemne, trygonometrię. Dwie odległe od siebie cywilizacje odkryły liczby zespolone i metody operowania na nich.

              Natomiast środowisko fizyczne przymusza nas do działania.
              Tych niedostosowanych do ruszenia tyłka z wrogiego środowiska, a tych
              zajadłych do wytworzenia metod radzenia sobie ze środowiskiem. Zapewne
              ta negatywna selekcja powoduje że tylko ludzie rozumiejący wolność są w
              stanie organizować się przeciwko wrogiemu środowisku i jako pierwsi
              zajmują nowe tereny. Dlatego właśnie nie pasuje nam zastany świat i chcemy z niego uciekać. Tymczasem dzicy przyjeżdżają do naszego rozpadającego się świata ponieważ nasza kultura materialna jest dla nich niewyobrażalnym cudem. Dla nas rezultaty materialne są wynikiem wolności ich tworzenia.

              Nie mam zdania o sztuce i estetyce. Zapewne ładne są te panie z którymi dobrze wychodzą dzieci.

              Uważam że nasza sztuka jest całkowicie użytkowa.

              Trzeba mieć poważne poczucie bezkarności – wolności aby napisać „Achtung – Panzer!” i stworzyć maszynę pozbawioną jakiejkolwiek zbędnej funkcji – niczym nieozdobioną. To jest właśnie kultura niematerialna – dziedzictwo radzenia sobie środkami jakich nie było z zagrożeniami jakie jeszcze nigdy nie wystąpiły.
              Nikt inny tego nie umie – tylko na nizinie środkowoeuropejskiej powstają takie koncepcje. A przecież nawet nie używamy wspólnego z Niemcami języka.

              Guderian nawet nie wpadł na pomysł aby kogokolwiek pytać czy jego pomysł jest etyczny, dobry, czy nie zmieni świata – miał pomysł – wydał książkę – Niemcy zamiotły Europę.
              Chińczyk zapytałby cysorza czy to jest dobre dla państwa. Bo Konfucjusz tak by zastosował selekcję pomysłów.

          • PawelW

            „(…)Zwracasz jednak uwagę że niespokrewnieni z nami nie rozumieją idei
            Ulpiana, Gaiusa, Modestyna, Iulisusa i Aemiliusa, które uzupełniły o
            wątek racjonalny wnioskowanie skrócone Jezusa o wadzie algorytmu
            stosowania Księgi Wyjścia odnośnie jej zasadności.
            Tę samą koncepcję
            zasadności emocjonalnej (Jezus) i algorytm prawa wytworzyły ludy o
            najodleglejszym od naszego pokrewieństwie i braku jakiegokolwiek
            rozsądnego powiązania struktury językowej z naszą. Indianie Prerii
            wymyślili dokładnie to samo co Żydzi na Pustyni – ponieważ będąc
            zwierzęciem gromadnym w tych samych warunkach rozwiązali problem
            konwergentnie.(…)”

            Można prosić o wytłumaczenie tego akapitu? Nawet nie wiem jak zacząć szukanie w necie aby zrozumieć a co konkretnie chodzi w „wnioskowaniu skróconym Jezusa o wadzie algorytmu
            stosowania Księgi Wyjścia odnośnie jej zasadności” … o innych nie mówiąc… jakieś wskazówki?
            Dzieki!

            • 3r3

              Jezus wskazał emocjonalną niespójność algorytmu „kto złamie prawo tego ukamienować” odnośnie zasadności wykrycia czynu zabronionego małej wagi (wtedy nie było koncepcja gradacji czynów na wykroczenia, przestępstwa i zbrodnie – za wszystko była czapa albo uniewinnienie). Wyraził to „niech pierwszy rzuci kamieniem” czyli powszechną (przypisaną każdemu) funkcję sędziego obowiązanego wykonać prawo rozszerzył o rozpoznanie zasadności karania „kto jest bez winy” (w rozumieniu tak samo winny – gradacja winy).

              Jest to bardzo istotny przyczynek odnośnie stosowania algortymu prawnego (Księga Wyjścia stanowi bezwzględnie jaka kara za jaki czyn) rozszerzająca wnioskowanie o skalę występku, a nie wyłącznie jego wykrycie.

              Koncepcję tę rozszerza dalej Ulpian twierdzeniem o sprawiedliwości, które w zmodyfikowanej nieco treści (ale nawet nie formie) przyjmuje KK jako cnotę.

              Dalej rozwinięto to w dobie renesansu tworząc koncepcję podziału występku na wykroczenie, przestępstwo i zbrodnię.

              //=========
              Niespójność emocjonalna wskazywała że algorytm jakkolwiek racjonalny i zasadny przyczynia się do niepraktycznych z punktu widzenia populacji szkód.

              Z braku odpowiedniego aparatu wnioskowania (młoda populacja – dominacja młodych kohort) za czasów Jezusa nie było możliwości wyprowadzenia uzasadnienia racjonalnego, które przybrało formę ścisłą dopiero w Rzymie.

              Wszystkie prawa ludów koczowniczych przechodzą dokładnie tę samą ewolucję (imperatyw aksjologiczny -> poluzowanie emocjonalne -> poluzowanie racjonalne -> ważenie zasadności), a etap tej ewolucji zależy wyłącznie od izotropowego rozkładu wieku w populacji. Imperatyw aksjologiczny wymyślają nawet dzieci i traktują to jako formę zabawy – tak tworzą zasady gier.

              Nie istnieje ani jeden przypadek aby ludy rolnicze wytworzyły prawo inne niż oparte o decyzję dominującego samca (decyzja władcy jest prawem). W każdym znanym kontakcie koczowników stosujących „kto wyznaje tego boga co my nie podlega morderstwu, okradzeniu, uprowadzenia stad i żon” z rolnikami „wola władcy jest prawem” koczowniczy przejmują zasady rolników zachowując własną etykę. Z tego wywodzi się mit szlachetnego dzikusa.

            • PawelW

              W zasadzie mam tylko dwa pytania, poza tym, że widzę, iż słownictwo fachowe będę chciał wzbogacić:
              1. Skąd mogę taką wiedzę wyciągnąć?
              2. Jakie prawo funkcjonowało w Polsce przed chrystianizacją (z czego się wywodziło koczownicze czy rolnicze) i co chrystianizacja u nas zmieniła?

            • 3r3

              1. Przeczytaj Biblię, konstytucję raweńską, kodeks teodozjański.

              2. Koczownicze – dlatego chrystianizacja była możliwa, zresztą wcześniej funkcjonował arianizm (w formie plemiennej, nie to co znamy z XVII wieku).

              Pozostałości tego są w braku stolicy – „chodzenie w poludie” (chodzenie po ludzie) władcy (zbieranie podatków objazdowo, sprawowanie sądów objazdowo), system wici, wiece, demokratura wojenna.

              Chrystianizacja początkowo nic nie zmieniała w stosunkach społecznych i organizacji plemiennej. Centralizowała kult na terenach diecezji/archidiecezji. Były oczywiście jakieś ekscesy, palenie świątyń, tabliczek bukowych z zapisami, ale takie rzeczy dzieją się i dzisiaj przy migracjach ludności.

              Natomiast później KK strzelił strasznego babola i rozwalił nam państwo. Chodzi o indywidualizm w kontekście dziedziczenia i przeniesienie śródziemnomorskiej koncepcji dysponowania majątkiem przypisanym osobowo.

              Babol wyszedł z tego straszny, ponieważ społeczności przed merkantylizmem nie miały koncepcji instytucji spółek prawa handlowego, środkiem zastępczym był ród (który miał prezesa, zarząd, korposzczury – normalna firma). Instytucja rodu i dziedziczenia własności kolektywnej (niedziału) w rozumieniu udziałów w rodzie były tożsame z dzisiejszymi korporacjami i pozwalały na konsolidację kapitału w tym pracy zbiorowej. Alternatywą był ledung – i długo nie pociągnął – wyczerpał się jako struktura kolektywna z indywidualnymi środkami produkcji już na etapie rozszerzonego sioła.

              Tymczasem KK zmusił do przypisania własności rodowej prezesowi i poszczególnym członkom rady nadzorczej pauperyzując średni szczebel i NISZCZĄC raz na zawsze zdolność do konsolidacji kapitału (do dziś mamy z tym problem). Spowodowało to upadek gospodarczy pomiędzy XII a XIV wiekiem (rozbicie dzielnicowe).
              O kolejnej reperkusji już pisałem – nie byliśmy zdolni wytworzyć floty kiedy był czas ruszać na morza. Jedynie Kurlandia zdobyła kolonie – Tobago i Kunta Kinthe.

              KK narobił nam tymi zmianami strasznego syfu, a chodziło o zapisy testamentowe dla KK.
              Prawo rodowe należy przywrócić, własność kolektywna rodu ma sens, jest stosowana i nie trzeba do tego tworzyć fundacji i spółek aby usankcjonować normalność.

            • PawelW

              Biblię czytałem i czytam od czasu do czasu, konstytucję raweńską i kodeks teodozjański przeczytam.
              Jednakże wydaje mi się, że nie dysponuje aktualnie aparatem myślowym pozwalającym na takie wyciąganie wniosków, wyłapywanie takich niuansów… nigdy w życiu bym nie zinterpretował tak tej sytuacji z Jezusem i cudzołożnicą, że to wyindukowało zmianę w systemie prawnym.
              To tak samo jak z elementami kazania na górze. Bez obszernego komentarza Waltera Winka w „Trzeciej drodze Jezusa”, nie wpadłbym sam z siebie na to, że w praktyce to nie było nawoływanie do pokory, ale nawoływanie do walki w sposób, na który oprawca nie był przygotowany i któremu nie miał czego przeciwstawić.
              Gdzie znajdę te narzędzia myślowe? (Z wykształcenia jestem robotykiem-mechatronikiem / konstruktorem).

              Tak samo widzę, że mam braki w kwestiach różnic praw i ich ewolucji ze zróżnicowaniem na rodzaj społeczeństw…. mógłbym prosić o jakieś wskazówki, literaturę…itp?

              A o interpretacji rozbicia dzielnicowego jako o skutku zmian w prawie majątkowym wymuszonym przez KK, to nawet nie wiem od czego zacząć…

            • 3r3

              Aparat w głowie masz – trzeba zacząć go używać do rozwiązywania kwestii – po co guzikowy wciska zielony guzik – co go do tego zmusza?

            • PawelW

              Ok, myślę, kombinuję, szukam po innych komentarzach. Lepiej raz wyjść na niedouczonego, ale się dowiedzieć. Co rozumiesz przez guzikowego i zielony guzik?
              Guzikowy to przeciętny człowiek a wciskanie guzika to jakaś czynność, praca, czy co innego?

            • Paradoks

              Też się zgubiłem w tej metaforze.

            • 3r3

              Ale Ty nie jesteś
              „(Z wykształcenia jestem robotykiem-mechatronikiem / konstruktorem)”
              to w Twojej percepcji guzikowy może nie występować.
              To operator maszyny, zazwyczaj nie najbystrzejszy osobnik z dostępnej puli.

            • Paradoks

              Ok, teraz rozumiem.
              Jeżeli za guzikowego przyjmujemy osobę, które po prostu wykonuje daną czynność i nie posiada wiedzy ani jakie są jej dokładne rezultaty, ani co się dokładnie dzieje między jego akcją i wynikiem tej akcji, to nie trzeba być mechatronikiem, żeby to obserwować, to jest równie dobry wzór pracy w business operations. Nawet gorzej, bo wydaje mi się, że guzikowy od mechatronika statystycznie częściej wykonuje zadania sensowne, nawet jak sam nie łapie ich sensu.

              Anegdotka: pracowałem kiedyś w dużym banku, back office. Jednym z procesów było tłoczenie kart płatniczych, takich specyficznych, wyłącznie do transakcji zdalnych (potrzebujesz jej numeru i CVV, plastik jest de facto gadżetem, ozdobą dla klienta, równie dobrze mogłoby to być wydrukowane na kartce, tam nawet nie było paska ani chipu). Zadanie zajmowało tygodniowo około 4-5 godzin – wygenerować plik – instrukcję do embossera, zjechać do piwnicy, wypełnić ze trzy różne logi i checklisty (do embossera specjalny dostęp, sejf z różnymi plastikami, etc. – żmudna sprawa), wytłoczyć, wrócić, zapakować w kopertę, dostarczyć do innego działu, kropka – cały proces w obrębie konkretnej jednostki. Przez kilka lat tak sobie to trwało, dopóki nie zostałem uszczęśliwiony tym zadaniem – i byłem pierwszą osobą, która zapytała „dlaczego” i „po co”. Okazało się (nie od razu, wymagało to historycznego śledztwa), że ten plastik kiedyś był wysyłany do jakichś klientów, ale obecnie zmienił się proces i to idzie w obrębie banku, gdzie inny dział wykonuje wyłącznie kolejny setup w systemie (ustala limity, ograniczenia merchant ID dla konkretnego klienta, zgodnie z umową), a właściwa karta-gadżet do klienta idzie skądinąd (inny wzór). Innymi słowy, ten dział jako input potrzebuje numeru karty i tego cvv z naszego systemu, a plastik dostarczony do nich i tak ląduje w niszczarce… Zacząłem przesyłać to do nich mailem, ale musiałem poświęcić kolejne kilka godzin na korespondencję z różnymi kierownikami w sprawie „zmiany procesu”. Nie wiem, czy dziś by mi się chciało. 😉

              Dla guzikowego wystarczająca motywacją do wciskania guzika jest polecenie szefa, za wykonanie którego dostanie środki płatnicze (banana) to jest najistotniejsza część jego procesu. Nie musi nawet rozumieć czemu to wciskanie służy, ani jakie będą jego efekty. Nie tylko jest mu to niepotrzebne, ale w niektórych środowiskach dowiedzenie się tego jest wręcz trudne, a osoby zadające pytania odnośnie sensu wykonywanych czynności nie są lubiane, bo jeszcze wygodne status quo ewentualne odpowiedzi mogłyby zakłócić. Czy dobrze rozumiem, że tak samo traktujesz wykonywanie prawa – mało kto zastanawia się, czy ono jest sensowne i czy czemuś służy, bo to za wykonywanie ma po prostu płacone i tak budujemy społeczeństwa?

            • 3r3

              No właśnie – czemu służy społeczeństwo – bo komu to wiemy. Ale po co taka struktura? Bo niby każda śrubka ma swoje uzasadnienie, ale co jest celem przetwarzania energii przez całą konstrukcję?
              Dlaczego wstajemy codziennie rano i wciskamy guzik.

              Od kilkudziesięciu lat wciskamy guzik na kredyt, a dotują nas swoją pracą żółci.
              Trochę przy tym zbiednieliśmy – mamy mniej dzieci, mamy mniejsze jaskini, jemy mniej mamuta w paszy – więcej ulepszaczy, dłużej musimy pracować i marniej spędzamy starość; nowego SAABa kupić nie można (bo już nie produkują), a nowego Volvo nie warto (chyba że koparko ładowarkę).

              Ja rozumiem że jeszcze wciskamy z przyzwyczajenia – bo jeszcze nigdy tak nie było żeby jakoś nie było. Ale co mamy w perspektywie jako społeczeństwo? Jakie nowe tereny – jakie nowe żerowisko zajmiemy tym wspólnym wysiłkiem? Jaki nowy kontynent?
              Azeroth?

            • Paradoks

              A społeczeństwo na pewno jest konstrukcją, a nie po prostu środowiskiem? Jaki cel ma las?

            • 3r3

              Celem lasu jest ekspansja. By wszędzie był las.

              Struktura złożona z prokuratury, policji, sędziów, służby więziennej nie jest środowiskiem – jest konstrukcją. Wynika to z tego że sama nic nie wytwarza – nawet samej siebie.
              Konstrukcje nie wytwarzają samych siebie – to właściwość życia.

              Społeczeństwo działa normalnie jak się reprodukuje, dokonuje ekspansji i stara się zająć więcej przestrzeni.
              Jak tego nie robi – ktoś wykorzystał części do budowy jakiegoś konstruktu – choćby armii (armia się nie rozmnaża, nie reprodukuje samej siebie). KK nie rozmnaża się z zasady i samodzielnie nie ekspanduje – ekspanduje w ramach społeczeństwa – jak populacja dębu w starym lesie.

              Masz podejrzenia że las nie myśli?
              A zachowuje się jakby myślał i nawet potrafimy go wyodrębnić i nazwać zachowania.
              Masz podejrzenia że my myślimy?
              A da się to poznać po owocach?

            • Paradoks

              „Celem lasu jest ekspansja. By wszędzie był las.”
              Antropomorfizacja. 🙂 To jest Twoim celem, który na las projektujesz.
              Równie dobrze można stwierdzić, że celem lasu jest reinkarnacja w postaci tysięcy rolek papieru toaletowego i kilku serii mebli z Ikei.

              Mam podejrzenia, że las nie ma świadomości jako byt, jakieś jego części składowe mogą pewne cechy tego rodzaju wykazywać.

              Ogólnie chyba nie mam problemu z przyjęciem, że różne elementy wszechświata nie potrzebują celu, żeby istnieć. Mam w domu dwie wysterylizowane kotki, których celem – jak sądzę – jest głównie jedzenie i skłanianie ludzi do głaskania ich.

              Może po prostu używamy tutaj trochę innej definicji celu? W mojej istotna jest
              świadomość, Ty chyba podchodzisz do tego od strony projektowej – coś zostało zaprojektowane na drodze ewolucji do wykonywania pewnych czynności, ergo taki jest cel tego czegoś?

              P.S. Niemniej jednak idea świadomego lasu i świadomej Ziemi mnie pociąga.

            • 3r3

              Gubisz się – celem życia jest życie. To nie jest podstawowy kierunek jedynie człowieka – na tym polega rozróżnienie życia od nie życia, że życie zużywa energię na replikację.

              Skąd wnioskujesz że Ty masz świadomość, a las jej nie ma? Bo się z Tobą nie skomunikował? A Ty komunikowałeś się ostatnio z przywódcą mrówek w sprawie przeniesienia mrowiska czy po prostu zająłeś teren i pal diabli mrówki?

              To że popsułeś kotki nie zmienia faktu że jeszcze nie popsułeś lasu i ten robi co może aby ekspandować. Jedyny kierunek ucieczki – do przodu.

              Twoja koncepcja świadomości jest życiu zbędna. Po pierwsze nie jesteś w stanie świadomości wykazać, a po drugie organizmy żywe radzą sobie bez względu na prawdziwość twierdzenia o ich świadomości.

              Konstrukcje nigdy się same nie replikują. A organizmy żywe i owszem – i nigdy nie robią tego dokładnie.

              Błędnie mi przypisujesz:
              „Ty chyba podchodzisz do tego od strony projektowej – coś zostało
              zaprojektowane na drodze ewolucji do wykonywania pewnych czynności, ergo
              taki jest cel tego czegoś?”

              Jak zaczniesz majstrować przy zdolności kotek do realizacji ich piramidy potrzeb to nie uzyskasz z nich więcej kotek. Popsułeś kotki.
              Myśmy tak popsuli samice. Dlatego naszych przemyśleń nikt nie będzie pamiętał, wygniotą nas jak wszy i spalą wszystko co nie było zgodne z Koranem 🙂

              Rzeczy rozpoznajemy po ich właściwościach. Nie musi być to jakiś zaprojektowany cel, wystarczy że ten cel realizują, czy świadomie – bez znaczenia.
              Zakładasz że pijany kierowca to tak celowo z zamiarem i z zawziętości własnej jest pijany i doprowadza do wypadku?

            • Paradoks

              Dużo błędnych założeń. Nie ja popsułem, takie przygarnąłem (nie zmienia to kierunku wywodu, ale czuję potrzebę się usprawiedliwić, co poniekąd dowodzi jakiejś Twojej racji, że gdzieś siedzi we mnie na poziomie pozaracjonalnym to przekonanie o potrzebie ekspansji; albo nie widzę dostatecznie trzeźwo innego celu poza nią.
              Ale z tym, że moje zwierzaki są nic niewarte nie mogę się zgodzić. A czy one mają jakiś cel? No właśnie, hgw.).

              Rzeczywiście „moja” koncepcja świadomości jest życiu zbędna, chociaż tu akurat raczysz wynosić mnie ponad faktyczne zasługi, bo ta koncepcja nie jest przecież moja. Psychologia określa samoświadomość jako pewien kamień milowy, nie ja to wymyśliłem, ani nawet nie będę wykorzystywał świetnego repozytorium wiedzy, jakie stworzył nasz gatunek, żeby sobie wyszukać kto o tym pisał, na potrzeby tej rozmowy (Tobie i tak niczym nie zaimponuję, sprawdzę sobie w wolnej chwili z ciekawości). Jedyne co ja robię, to się nad tym zastanawiam i dyskutuję z mądrymi ludźmi w internecie.

              Mam problem z koncepcjami, które prezentujesz. Nie jest on tak prosty, jak mogłoby się wydawać, że jest to po prostu coś, co nie zgadza się z wytresowanym mindsetem, ale coś głębszego, bo w sumie nie trafiłbym tutaj, gdybym nie szukał alternatyw. Ale przede wszystkim doceniam, że burzysz powierzchnię tego zastanego stawu i inspirujesz, dziękuję, to ważne. Coś na poziomie intuicyjnym każe mi powiedzieć „nay!, ale myślę, zastanawiam się, raczej Ci nie uwierzę na słowo, ale już zrobiłeś dla mnie masę dobrego. Nie potrafię chyba dokładnie określić, co dokładnie wzbudza sprzeciw, całkiem możliwe, że źródłem jest to samo, co socjalistom każe wierzyć w różowe jednorożce i państwową emeryturę.

              Bardziej ad rem – tak, zgoda, zasadą życia jest życie. Trwanie/przetrwanie. Ekspansja jest celem pobocznym – jest dobra, jeżeli pozwala trwać. Las na wyspie ekspanduje do brzegów, ale później nie ma wyboru, po prostu sobie trwa – my nie jesteśmy pieprzonym lasem, u nas każde drzewo jest obdarzone swoimi motywacjami (część drzew – jak Ty – upatruje swój cel w katapultowaniu swoich zarodników na sąsiednie wyspy; większość pozostałych ma to w drzewnym odpowiedniku dupy). Ze swojej imponującej wiedzy historycznej wnioskujesz, że żaden ludzki twór quasipaństwowy nie przetrwał bez zdobywania nowych źródeł alimentacji (you win, I love yer language! ;)) – czy to przesądza o tym, jak będzie w przyszłości? Każda następna wojna jest inna od poprzednich, już nie oblegamy grodów, toczą się „wojny hybrydowe” teraz tacy jak Ty zakładają pirackie wyspy-raje podatkowe, lub przynajmniej porty, ten blog to jest pomysł na listy kaperskie. Nawet dla tego naszego szympansiego gatunku ekspansja znaczy już zupełnie co innego, niż kiedyś. Wspomniałeś o Azeroth? You bet it, żywi ludzie potrafią zabić za wirtualny miecz.

            • 3r3

              @Paradoks
              „Psychologia określa samoświadomość”

              Psychologia to nie nauka – nie ma tu ani definicji, ani dowodu.

              „nie ja to wymyśliłem”

              To jak będziesz w stanie odtworzyć proces logiczny prowadzący do wniosków – są one poprawne, jak nie – opierasz się na czyimś autorytecie bo czegoś nie rozumiesz, albo autorytet kłamie.

              „Nie potrafię chyba dokładnie określić, co dokładnie wzbudza sprzeciw, całkiem możliwe, że źródłem jest to samo, co socjalistom każe wierzyć w różowe jednorożce i państwową emeryturę.”

              To:
              https://pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_spo%C5%82eczna
              „Organizacja grupy społecznej opiera się na trwałych relacjach agresywno – uległych pomiędzy osobnikami.” <== KROPKA kończy ten wywód.
              Relacje społeczne są zawarte w jednym zdaniu – nie ma w tym nic więcej, absolutnie nic.
              Nie chciałbyś aby tak było, ale tak jest. Egalitaryzm to figura retoryczna – jednorożce.

              "my nie jesteśmy pieprzonym lasem, u nas każde drzewo jest obdarzone swoimi motywacjami"

              Drzewa też mają motywacje – dlatego las ekspanduje – i potrafi przebyć morze – potrafi zająć inną wyspą. Potrafi też się dostosować i zejść w postaci krzaków w słoną wodę.

              "żaden ludzki twór quasipaństwowy nie przetrwał bez zdobywania nowych źródeł alimentacji (you win, I love yer language! ;)) – czy to przesądza o tym, jak będzie w przyszłości?"

              Zabierz alimentację komputerowi i sprawdź czy dalej działa.
              To raczej wykład o entropii, państwo generuje jej straszną ilość zaburzając rozkład w swoim władztwie. Dlatego musi dorwać się do jakiegoś źródła zasilania aby mieć czym to robić.
              Bez rzeki nie możemy mieszkać blisko siebie ponieważ nie starczy nam wody.
              Bez alimentacji nie tworzymy państw – nadwyżki najpierw.

              "Każda następna wojna jest inna od poprzednich, już nie oblegamy grodów, toczą się "wojny hybrydowe""

              Ale czy rezultaty są różne?
              Czy w efekcie jest rozszerzenie źródła alimentacji / kanału projekcji siły?

              " You bet it, żywi ludzie potrafią zabić za wirtualny miecz."

              Realcje agresywno – uległe ^^
              Miecz tokenem statusu.

              Zacząłem pisać artykuł o listach kaperskich ale dałem sobie z nim spokój.
              Myślę że koncepcji iż w referendum możemy zdecydować o zmianie prawa bez zgody państwa nie przemówi do skażonych państwizmem rozumów.

            • Paradoks

              Jest w tym jakaś racja, samoświadomości nie rozumiem, przynajmniej nie na poziomie umożliwiającym jakąś werbalizację definicji. Niemniej jednak mam przekonanie, że istotnie różnimy się od drzewa, źdźbła trawy, ameby lub bakterii. Są zresztą przesłanki, poza samymi autorytatami, w obserwacjach psychologii rozwoju – różnica w percepcji „siebie” na poziomie 3 letniego dziecka i dorosłego człowieka (jakiekolwiek „JA” nie istnieje od urodzenia, ono się pojawia z czasem, małe dziecko nie widzi wyraźnie różnicy między swoją osobą a resztą świata).

              Co do reszty, uważam, że bawisz się słowami i wciąż nie udało nam się uzgodnić definicji ani „celu” ani „motywacji”. Dla mnie cały czas do zaistnienia motywacji i celu potrzebna jest świadomość tychże, poza tym nie definiuję rzeczy, które robimy instynktownie i bezmyślnie (względnie – do których skłania nas genetic setup) jako „celu”.

              „Nie chciałbyś aby tak było, ale tak jest. Egalitaryzm to figura retoryczna – jednorożce.”
              Nie jestem egalitarystą, to ideologia dla owadów, jest według mnie niezgodna z byciem człowiekiem. Podejrzewam, że jest gorzej i prawdopodobnie powoduje mną po prostu strach.

              „Ale czy rezultaty są różne?”
              Nie, oczywiście na poziomie wyniku na odpowiednim poziomie abstrakcji wielkich różnic nie ma. Ale to metody są czymś, co mnie tu interesuje, a te się wciąż zmieniają.

              „Myślę że koncepcji iż w referendum możemy zdecydować o zmianie prawa bez zgody państwa nie przemówi do skażonych państwizmem rozumów.”
              Szkoda.
              A tak serio, piszesz tu z myślą o tym, żeby to do państwitów przemawiało? Uważasz, że artykuł pod którym komentujemy przemówił?

              „Miecz tokenem statusu.”
              A Azeroth tokenem ekspansji. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Miliony ludzi ekspanduje wirtualnie i walczy o status w tysiącach gier online. Kiedy na poważnie wejdzie na rynek porządny sprzęt VR, ci sami ludzie utoną w matrixie już zupełnie dosłownie.

            • 3r3

              @Paradoks
              Nie wiem czy muszą istnieć motywacje, mało mnie obchodzą motywacje pracowników – mają realizować cele.
              Tak samo narzędzia – nie wnikam czy są samoświadome i zmotywowane – mają robić to do czego je uruchamiam – mają realizować cele.
              Piła realizuje cięcie ale słabo wbija gwoździe. Las dobrze się rozrasta, najwidoczniej taki ma cel skoro efektywnie to robi. Po owocach go poznaję.

              „Podejrzewam, że jest gorzej i prawdopodobnie powoduje mną po prostu strach.”

              Podejrzewasz że nie jesteś najsilniejszy – to jedyna obawa gromadnego.

              „Ale to metody są czymś, co mnie tu interesuje, a te się wciąż zmieniają.”

              Nic się nie zmieniło – trzeba przekonać wielu ludzi, że muszą w interesie przywódcy pozbawić zasobów wielu innych ludzi i być może coś z tego im skapnie.

              „A tak serio, piszesz tu z myślą o tym, żeby to do państwitów przemawiało? Uważasz, że artykuł pod którym komentujemy przemówił?”

              Nie, ale nawet Ci co czytają są przekonani że państwo istnieje, chociaż dowodu materialnego nie są w stanie okazać.

              „Kiedy na poważnie wejdzie na rynek porządny sprzęt VR, ci sami ludzie utoną w matrixie już zupełnie dosłownie.”

              Być może gry są fajne, chciałbym kiedyś mieć czas się tym poekscytować, może na emeryturze. Ale nic bardziej nie kręci niż okpić system zmontowany przez dziesiątki milionów ludzi stojących na jego straży i dokładających swojej pracy aby działał.

            • PawelW

              „Jaki nowy kontynent?”
              Mars, a później planetoidy i inne ciała w układzie słonecznym… a później poza układem słonecznym… tym niemniej uprawiamy wyścig z czasem.

            • 3r3

              „(Z wykształcenia jestem robotykiem-mechatronikiem / konstruktorem)”

              Na końcu tego co robisz jest guzikowy. Ktoś wdusza zielony guzik i uruchamia kaskadę poleceń zawartych w programie mimo że sam nie ogarnia działania całego urządzenia.
              Co go zmusza do uruchomienia maszyny, której działania nie rozumie?
              Dlaczego on (ten guzikowy) to robi?

              Przecież z punktu widzenia guzikowego jest to czynność magiczna – wciska guzik – wypada detal. Dlaczego zawierza Twoim czarom a nie własnemu pilnikowi – sam by sobie taki detal pilnikiem wydłubał – wie jak?

            • PawelW

              Można by na ten temat cały elaborat o kwestii motywacji napisać.
              Jednak sprowadza się to do kwestii przetrwania. Robi to bo mu za to płacą, za to może zjeść, wypić, ewentualnie kopulować i schronienie sobie i rodzinie zapewnić.
              A dwie kwestie mu takie wciskanie guzika umożliwiają:
              1. Wiara, poparta doświadczeniem, w związki przyczynowo-skutkowe: A prowadzi do B, a w jaki sposób to nie istotne. Dlatego wiara.

              2. Wiara i zaufanie, poparte odpowiednią porcją indoktrynacji w wykształceniu zawodowym oraz jakimś tam doświadczeniem, że ja wiedziałem co robiłem, jak maszynę/program/proces projektowałem (Choć mądralińscy guzikowi, którzy lepiej wiedzą, się też zdarzają).

              Czy by sam coś takiego zrobić umiał zależy gdzie guzikowy się znajduje… u Teutonów wykształcenie zawodowe stoi wysoko, więc są sporo w stanie zrobić… tyle że on wie, że jego nakład pracy byłby zdecydowanie większy, aniżeli to co musi zainwestować we wciśnięcie guzika. W USA albo Indiach nie ma takiego wykształcenia, to i faktycznie jest taki wiedzący kapłanem wiedzy uprawiającym magię… ale on zawierzając tej magi oszczędza swoje zasoby.

              Tym niemniej żadna z tym informacji mi nie pomaga wyłapywać takich kwiatków, jak to, że takie a nie inne zdanie z biblii czy innego historycznego tekstu jest punktem powstania innej relacji prawnej w stosunkach międzyludzkich. Tu albo brakuje mi obszernej wiedzy, albo nie wiem czego.

            • 3r3

              Skoro guzikowy jest gotów oprzeć się na wiedzy inżyniera „na wiarę” że to co budują to w kosmos będzie latać mimo że on nie wie nawet do czego są te części.
              To można wyciągnąć z tego wniosek konwergentny, że hipotetyczny Jezus, na bazie wiedzy, przemyśleń i doświadczeń wielu mądrych Żydów wiedział że aby skonstruować SKUTECZNIEJ działające społeczeństwo (szybciej ekspandujące) to trzeba dać sobie na wstrzymanie z kamienowaniem o byle co, ponieważ nie każda wada jest wadą absolutnie destrukcyjną. Jezus wdrożył relatywizm emocjonalny – dodatkową pętlę porównania (ważenia) wagi czynów względem własnych (z braku lepszych punktów odniesienia) i na tej podstawie podjęci decyzji o rzuceniu kamieniem.

              Ponieważ bandzie kamieniowych (guzikowych) nijak nie da się wyjaśnić dlaczego wciskamy guzik i dlaczego coś może latać po orbicie, to upraszcza się nimi odniesienie do AUTORYTETU (zewnętrznego źródła przemocy – Boga). Bóg tak chce – macie być miłosierni i basta. Do systemu decyzyjnego wprowadzono nową linijkę przetwarzania – miłosierdzie.
              Tego co to wdrażał umęczyli, ale Jego koncepcja ekspandowała szybciej niż judaizm i dziś jest dominującą na planecie w różnych formach zmodyfikowanych. Bo to bardzo skuteczna do ekspansji koncepcja.
              A inne od tysiącleci siedzą w Indiach, Chinach i nijak nie ekspandują bo są o kant.

              Ludzie nie muszą rozumieć całej analizy dlaczego ta wiara jest lepsza niż inne kulty.
              Wystarczy że wierzą w daną ideę. Czasem zawierzą jakiemuś Marksowi i same z tego nieszczęścia.

            • PawelW

              Ok. Jezus zatem usprawnił mechanizm wzrostu super-organizmu. Św.
              Paweł dał temu wzrostowi „napęd rakietowy”. Łączy mi się to z całą
              memetyką i teorią super-organizmów Blooma (The Lucifer Principle)

              Ale właśnie teraz inny super-organizm, Islam, skutecznie walczy o prymat, mimo iż nie jestem pewien, czy ma w systemie decyzyjnym tę linijkę przetwarzania.

              W sumie to działanie korelatora wydaje się sensowne
              w świetle teorii super-organizmów. Tak staramy się zorganizować
              nadwyżki mocy swobodnych, aby wysłać człowieka w kosmos na inną planetę.
              Robią to wszyscy, USA, CN, Europa… póki jeszcze ropa jest w miarę
              tania i społeczeństwa oparte o jej użytkowanie mogą w tym celu pracować.
              Jak się skończą tanie nośniki energii, to priorytetem będzie
              przetrwanie tu na ziemi a nie wysyłanie zalążków nowej cywilizacji.

            • 3r3

              Tak jakoś to wszyscy robią, że od 11 grudnia 1972 roku nie byliśmy na Księżycu.
              Coś nam nie wychodzi ta wyprawa w kosmos? A przecież tak ciężko pracujemy?
              Może za dużo idzie na piękne panie, szybkie bryki i zegarki?

            • PawelW

              Księżyc na drodze ekspansji w kosmos to pułapka, „syreni śpiew”, niepotrzebne wydatki zasobów nie wnoszące żadnych zysków. Suma energii wydatkowanej na podróż np. na Marsa z przystankiem na Księżycu byłaby większa niż bezpośrednio z Ziemi.

              Na Marsa jesteśmy w stanie, technologicznie rzecz biorąc, dotrzeć od lat 80tych. Ale kropla po kropelce… co niewiele zmienia z punktu widzenia cywilizacji, a po drodze miliony kilometrów we wrogim promieniowaniu kosmicznym… Dopiero przemysłowy sposób wysłanie dużej ilości ludzie na Marsa, jaki ma w planie Musk, może być odczytywany jako nowa jakość. Czy się uda? Oby.

              I tak, masz rację. Sporo kasy przecieka na zbytki, NASA przepalała na biurwy kosmiczne pieniądze. Musk wyciska z każdego pracownika 150%.

            • 3r3

              Księżyc to bardzo dobre miejsce na śmietnik, przemysł, elektrownie i poligon.
              Ma swoje niezaprzeczalne zalety.
              Musk to na razie świetnie zdobywa dotacje na tej planecie a nie terytoria na innej.

            • PawelW

              Zgadza się. Nie przeczę, że tak Księżyc można zutylizować. Jednak kiedy już będziemy
              gatunkiem
              multi-planetarnym (czyli przynajmniej Mars 🙂 ). Marnowanie czasu na
              nim, zanim to się stanie pożre zasoby i czas a obu nie mamy w nadmiarze.
              Rewelacyjnie opisali to Robert Zubrin i Richard Wagner w „Czasie
              Marsa”.

              A co do Muska… „If you want to build a ship, don’t drum up people to collect wood and
              don’t assign them tasks and work, but rather teach them to long for the
              endless immensity of the sea.”

              Mam odnośnie niego mieszane uczucia, ale w dwóch aspektach doprowadził do powstania nowej jakości.
              1.Auto elektryczne – nawet przemysł niemiecki zorientował się, że jak nic
              swojego nie zrobią, to mogą skończyć jako podwykonawca dla Tesli.
              2. Tańsze loty w kosmos, choć tutaj to z Bezosem ostro rywalizują. (waitbutwhy . com /2016 /09 / spacexs-big-fking-rocket-the-full-story .html)

              Jedyne co mnie zastanawia, to co trzeba mieć w głowie, aby z pozycji w jakiej on zaczynał, dojść gdzie on teraz jest.

              P.S. Jak wklejam jakiś link w tekście, to post ląduje w moderacji. Taki jest zamysł działania forum?

            • G$%#_

              Można prześledzić jego ścieżkę kariery i odpowiedź sama się nasunie. Rozczarowanie również.

            • Pio80tr

              „Tymczasem KK zmusił do przypisania własności rodowej prezesowi i poszczególnym członkom rady nadzorczej pauperyzując średni szczebel i NISZCZĄC raz na zawsze zdolność do konsolidacji kapitału (do dziś mamy z tym problem).”

              To jest bardzo ważne i aktualne stwierdzenie.

              Brak możliwości akumulacji kapitału. Dodam od siebie również regularne odbieranie zakumulowanego kapitału. Patrz np. powojenna reforma rolna w PL to jest po prostu niszczenie myślącej konkurencji.

              Kiedy patrzę na moją rodzinę w perspektywie blisko 100 lat to mój ojciec a następnie ja rozpoczynaliśmy swoją drogę życiową od zera aczkolwiek do momentu II WŚ kapitał w rodzinie był zakumulowany. Natomiast z winy komuszego kraju został utracony.

              Rodzina przetrwała II WŚ nienaruszona z tego tytułu, iż byli właścicielami ziemi, dodatkowo w domu mówiło się po niemiecku, rosyjsku i francusku tak więc, każde przejście frontu było odpowiednio pertraktowane z aktualnymi inwazorami.

              Wracając do akumulacji. Kończąc studia i miałem pięć stów w kieszeni. Natomiast jakby to wyglądało gdybym miał 3 pokolenia akumulacji kapitału za pasem. Mógłbym się zdecydować na przykład na wejście w fizyka w postaci rozwiązań technologicznych umożliwiających skuteczny dialog ze zmechanizowanymi drapieżnikami z rodziny kotowatych. Dodatkowo mając kilkaset hektarowy areał mógłby prowadzić stosowne próby przed zakupowe. Natomiast innym udostępniać kiepskiej jakości filmy na YT i zostawiać jedynie obszar do domysłów „co oni tam mają, bo przecież co muszą mieć?”.

              Dodatkowo wyobraźmy sobie sieć takich rodzin, które przez kilka pokoleń akumulują kapitał. Które niekoniecznie się lubią ale klękają przed wspólnym scalającym obiektem kultu. NIE nowotestamentowym chrześcijaństwem ale czemu nie kultem wspólnych przodków. Bo my to oni (przodkowie) tylko w nowym ciele. Jesteśmy tym samym procesem genetycznym. I nie trzeba tu żadnych abstrakcyjnych wygibasów, że dziedziczę po kulturze światowej. / Chcieli by pewnie co? Jeszcze by się okazało, żem komuś coś winien z tego tytuł. np. rodzinie Marksa tantiemy za 8 godzinny dzień pracy!? /

              Nie klękam przed nikim tylko pradziadem on nie zje**ał więc ja też muszę dać radę (bo przecież będę obiektem kultu).

              Oczywiście piszę to wszystko pod wpływem silnych leków przeciwzapalnych, które wpływają na mój na stan psychofizyczny, mam to w dokumentacji medycznej.

            • PawelW

              „(…)Mógłbym się zdecydować na przykład na wejście w fizyka w postaci
              rozwiązań technologicznych umożliwiających skuteczny dialog ze
              zmechanizowanymi drapieżnikami z rodziny kotowatych.(…)”

              🙂 poprawiłeś mi tym zdaniem humor na resztę weekendu.
              Ale jednocześnie uświadomiłeś mi jak mocno dostaliśmy w d*pę w wojnie gospodarczej i informacyjnej.

            • PawelW

              „Tymczasem KK zmusił do przypisania własności rodowej prezesowi i poszczególnym członkom rady nadzorczej pauperyzując średni szczebel i NISZCZĄC raz na zawsze zdolność do konsolidacji kapitału (do dziś mamy z tym problem).”

              Jak to się stało, że w europie zachodniej podobny problem nie wystąpił?

            • Paradoks

              Ależ występował, „król Francji” miał swego czasu mniej władzy, niż u nas byle książątko. Oni przeszli przez to wcześniej po prostu – tylko za mało wiem, żeby stwierdzić, dlaczego szybciej z tego wyszli. Może bardziej agresywna rywalizacja z papiestwem sprzyjała konsolidacji?

            • 3r3

              Wiedziałem że w końcu to pytanie padnie – różnica pomiędzy indywidualistyczną kulturą śródziemnomorską, a kolektywną kulturą Heartlandu.

              W Rimlandzie nie istniała koncepcja rodu jako osi biznesu. W Rimlandzie istniała władza polityczna NAD OBSZAREM. W ogóle nie było tam koncepcji biznesu jako władzy politycznej do czasu Templariuszy i Hanzy.

              Rzymianie z podróży po słowiańszczyźnie zapisywali bardzo ciekawe spostrzeżenie – że nie ma tam królów – są osoby pełniące rolę królów, ale są kupcami i nie rządzą narodami a przepływem dóbr, handlem niewolnikami, zapewniają transport, drogi, bezpieczeństwo. I nie ma tam bezpośredniego dziedziczenia – przez co rzymska strategia przekupowania rodów panujących i brania ich dzieci na wychowanie w ogóle nie działała na Sauromatów.

            • PawelW

              Rozumiem, że jak sobie Ś.P. doc. Kosseckiego zgłębię to dojdę do porównywalnego stanu wiedzy, czy są też inne źródła?
              Fascynujące relacje i galimatias jaki z nich wychodzi.

  • Nihillus

    Odpowiem za HansKlos odnośnie szczepionek:

    „Dzisiejszy świat zamieszkuje 6,8 miliarda ludzi i zmierza do wartości 9 miliardów. Jeśli obecnie wykonamy dobrze zadanie jeżeli chodzi o szczepionki, służbę zdrowia, rozrodcze usługi zdrowotne, wówczas możemy obniżyć tę wartość o być może 10 lub 15 procent.”
    [Bill Gates na zamkniętej konferencji TED 2010 w Long Beach w Kalifornii].

    To do czego służą szczepionki wg Billa? Do przedłużania życia czy skracania go? Facet sie nie zna, ze tak bredzi, czy może mu sie wypsnęło do czego tak naprawdę sie używa szczepionek?

  • 3r3

    To raczej banał – państwo zdechło z braku alimentacji.
    Przyczyną dla której nie przesiedliśmy się na alimentację kolonialną (mimo że Kurlandia miała pewne sukcesy w tej mierze – Tobago, Kunta Kinthe) była niezdolność do koncentracji kapitału. Mieliśmy wcześniej system koncentracji kapitału i mógł on być użyty jako rezerwowy dla budowy floty, ale KK tę kopię zapasową nam skasował.

    Wszyscy inni dali radę przesiąść się na kolonie, a my nie. I tu jest pies pogrzebany – do przesiadki potrzebna była koncentracja kapitału – u nas ustrojowo wykluczona z powodu korelowania prawa na potrzeby instytucji KK. A KK jakoś floty nam nie wytworzył kiedy była potrzebna i kolonii nie zapewnił.

    A to czy ktoś myślał sobie tak czy siak, czy miał takie albo inne poglądy nie ma znaczenia. Liczy się zdolność koncentracji siły i jej projekcja na dostępach do koryta.
    No i myśmy się łokciami nie rozepchnęli przy dostępie do zamorskich kolonii.

    • PawelW

      „No i myśmy się łokciami nie rozepchnęli przy dostępie do zamorskich kolonii.”

      Widzisz, to nie musi być na chwilę obecną zła sytuacja, że nie uzyskaliśmy w przeszłości dostępu do zamorskich kolonii. Bo na przykład jak ja jestem z małżonką w chinach, to jako Polaka spotyka mnie przyjazne traktowanie. A znajomego niemca, jak był ze swoją chinką w Pekinie, to jej rodzice zabrali pod pomnik upamiętniający wyczyny jego pobratymców sprzed stulecia… i to tyczy się wszystkich państw kolonialnych…. więc, kto wie czy nam to na zdrowie nie wyjdzie w dłuższej perspektywie. Oprócz banderowców nikt na nas się mścić nie chce….

      • 3r3

        Mnie interesuje moja dzisiejsza sytuacja, a nie to czy mnie Chińczyk lubi, bo lubi czy nie lubi Niemcu i tak sprzedaje.
        W jak najgłębszym poważaniu mam dobre czy złe zdanie o mnie.
        Liczy się co takiego mam i co mogę innym zrobić.
        Projekcja siły się liczy i zasoby, wpływy.

        Jestem samym sobą i wobec siebie mam obowiązki.
        Nie mam ojczyzn i przyjaciół – mam swoje interesy.
        To jest rozumienie własnej podmiotowości.

        Piękną mamy historię – Żydzi nam pięknie odpłacili w katowniach i w Majdanku który działał do połowy lat pięćdziesiątych. Teraz znowu coś chcą. To był błąd pomóc któremukolwiek.
        Nigdy więcej nie można komukolwiek udzielić jakiejkolwiek pomocy (Chińczykom też).

        Wszyscy są wrogami – mamy tylko swoje własne interesy i żadne inne. Musimy się rozepchnąć na planecie łokciami i do diabła z resztą mieszkańców.

        • Paradoks

          Przekonanie pewnie zdrowe, z tym, że dla naszego własnego interesu przydaje się też nie głosić tego wszystkiego otwartym tekstem i trenować przyjazny uśmiech. Nawet jak masz projekcję siły, nigdy nie będziesz dość silny, żeby otwierać wszystkie możliwe fronty na raz, a najlepiej to w ogóle nie otwierać, tylko skłonić innych, żeby to za Ciebie zrobili. Nawet potężne drapieżniki korzystają z kamuflażu. 😉

          W tym sensie to co pisze PawelW jest o tyle rozsądne, że jak pisałeś gdzie indziej, zaufanie (czy też – brak uprzedzeń do własnej osoby) można rozsądnie kapitalizować.

          • 3r3

            Zaufanie jest przydatne przy nadwyżkach. Przy niedoborach trzeba tęgą lagą walczyć o koryto – wtedy nie sposób się dogadać bo jest po prostu za mało by się dzielić.
            Rekiny się jakoś maskują?

            • Paradoks

              Mhm, jeżeli pod maskowanie bierzemy pod uwagę ograniczoną widoczność tego, co pod powierzchnią wody, to tak.
              Chociaż w sumie… hipopotamy się nie maskują. Choć to teoretycznie nie drapieżniki, co nie przeszkadza im mieć jednego z lepszych kill countów ze ssaków w Afryce. 😉 Więc może to po prostu jeszcze inny rodzaj maskowania.

            • 3r3

              A Ty się maskujesz? Czy tylko kiedy polujesz na ludzi?

            • Paradoks

              Zawsze lepiej przyłożyć tą lagą z zaskoczenia, nie?

            • 3r3

              I to tak żeby bity nawet nie wiedział że jest bity.
              Można ludzi tak skołować.

            • Paradoks

              Tak sobie myślę, że jak się nie umie oddać, to nawet zdrowiej nie wiedzieć.

            • PawelW

              Nawet jak nie umiesz oddać, to dobrze jest znać fakt bycia bitym. Zawsze możesz popracować na „umieniem”.

            • PawelW

              Widzisz, rekiny się nie maskują i ludzie je chętnie ubijają. Dzikie orki są nieraz gorszymi zabójcami (bo robią to nie z potrzeby przetrwania a dla zabawy) ale wyglądają na sympatyczniejsze, nie atakują ludzi!… i w efekcie maja dobra prasę jak „Free Willy”.

              „Jestem samym sobą i wobec siebie mam obowiązki. Nie mam ojczyzn i przyjaciół – mam swoje interesy. To jest rozumienie własnej podmiotowości.”

              Ja mam w tym kraju rodzinę, wiec mi zależy żeby było tam lepiej. Ja sobie poradzę wszędzie.
              Obecnie idzie w kierunku światowego przebiegunowania na mapie politycznej. Obojętnie jak będzie po, duże rekiny w tym akwarium nie maja z nami żadnych porachunków do wyrównania, wiec jakoś to będzie.

              Owszem zgadzam się, ze obecna sytuacja jest do d… ale jako mały żuczek mam ograniczony krąg oddziaływania na rzeczywistość.

              „Nigdy więcej nie można komukolwiek udzielić jakiejkolwiek pomocy (Chińczykom też).”

              Nie twierdze, ze chińczykom czy komuś należy pomagać. Doceniam fakt, ze w przeszłości nie narobiliśmy sobie z państwami kolonialnymi kosy, teraz to ma szanse procentować.

              A CN dopóki z niemiec ściąga technologie, to się ładnie uśmiechają, jak dostana wszystko co chcą, to się uśmiech zmieni. Klasyczny Sun Tzu.

            • 3r3

              „Ja mam w tym kraju rodzinę, wiec mi zależy żeby było tam lepiej.”

              Lepiej ma być rodzinie. Jak jest wojna to trzeba się ewakuować.
              Ludności ubywa, z fabryk ruiny, czy bity wie że jest bity?

              „duże rekiny w tym akwarium nie maja z nami żadnych porachunków do wyrównania, wiec jakoś to będzie.”

              Rekiny jedzą. Są maszynami do jedzenia. Poruszają się do przodu i jedzą.
              Jak PacMan kropki. Tak jak las rośnie tak rekin żre. Celem rekina jest wieczne zaspokajanie głodu. Nie zjada innych z powodu porachunków – po prostu jest głodny i realizuje swoje cele.

              „Owszem zgadzam się, ze obecna sytuacja jest do d… ale jako mały żuczek mam ograniczony krąg oddziaływania na rzeczywistość.”

              Taka grupa ludzi w jaskiniach dowołując się do religii skasowała w odległym górzystym kraju produkcję i spożycie narkotyków.
              Trzeba było wysłać NATO aby przywrócić „normalność” i zyski soldateski z obrotu białym szczęściem.

              Masz jaskinię?

              „A CN dopóki z niemiec ściąga technologie, to się ładnie uśmiechają, jak dostana wszystko co chcą, to się uśmiech zmieni. Klasyczny Sun Tzu.”

              Polecam klasyków z dynastii Yuan. Mieli niebywałe osiągnięcia. Z pewnością ich kojarzysz. To oni pierwsi wprowadzili papierowy pieniądz fiducjarny. Wciągali terytorium jak PacMan kropki. Nikt nigdy nie zajął większego obszaru. Były wtedy niepokoje na granicy polsko chińskiej i stąd przerwany hejnał.

            • PawelW

              „Polecam klasyków z dynastii Yuan.(…) Wciągali terytorium jak PacMan kropki.”

              🙂 A później od wszystkich dookoła dostali becki i dziś ich praktycznie nie ma. Co im z tych kropek?
              A wyedukowani chinczycy są na nie w ocenie obcych dynastii (Yuan, Qin czy inne) bo one zawsze kraj kulturalnie i gospodarczo rozwalaly.

            • 3r3

              To była całkowicie zsinizowana dynastia, taka agentura chińska u Mongołów.
              Oni od nikogo bęcków nie dostali, oni się rozpadli tak jak państwo Iskandera na satrapie.

              Zresztą tacy z nich byli Mongołowie co mieli chiński system administracyjny i drukowaną walutę. Na stepie to wszystko wymyślili, siedzieli tak w jurtach, dumali, dumali, nagle jeden wstał, wsiadł na konia i zbudował imperium zawijając mapę, organizując administrację i reformę walutową.

              Kupujemy na wakacje jurtę i jedziemy do Mongolii? Posiedzimy, pomyślimy i zostanę imperatorem – zostawię Ci finanse ^^

            • PawelW

              Czyli zsinizowana agentura dokończyła podboju chin (po tym jak już wcześniej mongołowie rozwalili pół Azji, Arabi i kawałek Europy)?

            • 3r3

              A na pewno podboju Chin? Tam trzy państwa były chińskie. Małochińska, Wielkochińska i Mandżowsze.

              A Jan Kazimierz podbił Polskę, żeby Waza został królem? Przecież też był obcy etnicznie?
              Nawet z mordy jakiś taki nie nasz. A z bratem o Małopolskę, Wielkopolskę i Mazowsze wojował, kraj w ruinę obrócił.

              To nie państwa zapewniają ciągłość, a rody. Aparaty państwowe czy korporacyjne są wehikułami politycznymi do których chętnie i samorzutnie przypisuje się ludność na podstawie różnych kryteriów aby tworzyć grupy, ale to rody gromadzą dobra i wpływy polityczne.

              Tymczasem Jan Kazimierz i Gustaw Adolf byli prapraprawnukami Jagiełły. Ale z naszego punktu widzenia byli już dynastią obcą etnicznie co w niczym nie przeszkadzało.

  • 3r3

    Znalezisko, właśnie to znalazłem:
    https://www.youtube.com/watch?v=AS7VRlrBvOs
    Włączcie w pierwszej godzinie, dziewiętnastej minucie. Wygląda na to że z tych samych danych te same wnioski.

    • PawelW

      Jeden z sensowniejszych polityków. Szkoda go.

      A wnioski faktycznie te same.

      • 3r3

        Jakby tak pomścić? Znaleźliby się krzykacze?

        • Godfather

          A wiesz kto zlecił czy chcesz lać na ślepo?

          • 3r3

            Coś tam swojego wiem, dlatego się zastanawiam. Bo to w rezultacie oznacza, że trzeba będzie się wziąć za łby z mafią sędziowską. A oni mają projekcję siły dość poważną zarówno formalną jak i nieformalną.