Wyciągając się za włosy z bagna (3)

Pismo jako system ekspercki prowadzący na manowce

“Pismo” (węzełkowe, piktogramy i sztuka tudzież) jest pierwszym, powszechnie znanym exploitem mnemotechnicznym, jaki stosujemy na własnych umysłach. Wymaga to jednak porzucenia niewiary we własny osąd. I tu jest pułapka. Bo warto przywołać cel systemu kształcenia, istnienia ksiąg, poradników, trenerów, telefonicznego i komputerowego wsparcia, aż po rzeczywistość rozszerzoną – to wszystko ma dokonać substytucji doświadczenia. Jak na razie bezskutecznie – a jak macie inną opinię to idźcie do lekarza pierwszego kontaktu wspomaganego arsmedica zaznać eksperiencji^^

Koncepcja pisma w rozumieniu, do jakiego zdolne jest 90% populacji (bo reszta umie czytać ze zrozumieniem) to niezrozumiały, magiczny zapis faktów. Nawet gazety dla tych biednych durni tak się nazywają – “Fakt”. Dość łatwo jest to odróżnić już u podrostka, młodego nastolatka (u białych, a u Azjatów mimo biologicznej przewagi w aparacie intelektualnym – nie; wynika to z metakognitywistycznej koncepcji myślenia krytycznego, a implementacja praktyczna w nauczaniu zawarta jest w SRL – Self-Regulated Learning, czego pierwowzorem były uniwersytety europejskie w rozumieniu bibliotek – baz danych), zwracając mu uwagę na to, co przeczytał i sprawdzając czy wzbudza to u niego podejrzenia o nierzetelność. Bardzo dobrymi tekstami testującymi taką spostrzegawczość w ostatnich dekadach ubiegłego wieku były książki naukowo-futurystyczne opisujące racjonalne plany krótkoterminowej ekspansji technicznej na granicy aktualnych możliwości technicznych. 10-12 latek powinien mieć już pojęcie o zakresie technologii, jaka jest w zasięgu cywilizacji technicznej (jak w tym wieku nie ma pojęcia to możliwe, że już można go zepchnąć ze skały) i w przypadku takiej lektury warto postawić mu pytania o daty wydarzeń oraz datę wydania książki. Jeśli na podstawie tego, że książkę wydano przed planowanymi wydarzeniami wysnuje wniosek o fałszywości opisanych środków i wydarzeń, ale uzna je mimo to za racjonalne i wiarygodne koncepcyjnie, to znaczy, że rozwija mu się prawidłowe myślenie abstrakcyjne i rozumienie dokumentów, a jeśli nie, to będzie świetnym urzędnikiem – takim na poziomie kuratora Marcina Plichty, godnie reprezentującym urzędników jako przykład typowy. Dziś efekt Flynna przesunął nieco dzieciaki i inaczej konstruuje się im zadania rozpoznania fake news’a. Trzeba zaprząc do tego serię pytań o źródłowe rozeznanie w postawionych zagadnieniach i zdolność do przypisania wag do braków w informacji kwalifikujących wiarygodność. Jest to bardzo istotne, ponieważ zdolność do CPS (Complex Problem Solving) nie jest w absolutnie żaden sposób skorelowana z umiejętnością prezentacji danych i odwrotnie też tej korelacji nie ma. To znaczy, że informacja może być przekazana nie dość składnie, być słabo udokumentowana i mimo to być dość prawdziwa (na tyle, by siadać do demonstracji technologii) nie będąc wiarygodną w wyniku niespójności prezentacji, jakiej wymaga odbiorca na stanowisku decyzyjnym, a dzieciaki jak nie mają objawów na tę zdolność selekcji prezentacji w tym wieku, to najpewniej w zarządzaniu, dowodzeniu i przywództwie się nie sprawdzą, a zapewne i w innych dziedzinach będą spychane przez lepszych od siebie na mniej urodzajne obszary. Dla 90% populacji pismo jest więc prawdą objawioną, a strukturą kultury biurokratycznej (zarówno chińskiej czy niemieckiej jako rozwinięcia bizantyjskiej) jest zaufanie do dokumentów. To czy je wytwarzamy na potrzeby tej cywilizacji i czy nie ma tam “Ani słowa prawdy” jest oczywistą oczywistością. Ale to, że durnie wierzą w to, co jest poupychane po archiwach nie biorąc pod uwagę jak zepsuci i skorumpowani ludzie te archiwa wytwarzają, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej w myśleniu.

Bo pod tą górą kryje się pewien obserwowalny fakt dotyczący pojmowania – jeśli coś można odczytać, to wnioskujemy, że zostało to tam zapisane. Ten wniosek nie jest logiczny, on jest racjonalizacją nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością. Ponieważ w połączeniu z obiektywnym faktem, że jeśli nie napisał tego człowiek to nie pisała tego istota mająca w interesie zapisanie informacji fałszywej, prowadzi ludzi na kompletne manowce. Otóż prowadząc badania, ludzie są powszechnie przekonani (i piszę tu o ludziach robiących doktoraty z poważnej “nauki” – dobrze, że intelektualne wyjątki ogarniają tych pacanów i podchodzą krytycznie do tych pomysłów – w Chinach im tego bardzo brakuje), że odczytują z tego coś, co natura tam zapisała && nie miała interesu w zapisaniu informacji fałszywej. Popełniają przy tym błędy – pierwszy taki, że świat jest zdeterminowany (może i jest, ale myślenie o myśleniu każe nam podać to w wątpliwość), drugi taki, że zapis jest syntetyczny, a zazwyczaj jest wynikiem przypadku i korelacja z szukanymi, nawet jeśli jest, to nie jest bezpośrednią szukaną tylko wariantem odległej pochodnej (dlatego wyliczenia nie pokrywają się nigdy wprost z obserwacjami i nie wynika to z wadliwego aparatu matematycznego, tylko z naszej niewiedzy o przystawaniu wybranych aparatów do obserwowanego świata), a trzeci taki, że rzeczywistość korzysta z selektorów logicznych, jakimi się dzisiaj posługujemy w drzewach wnioskowania i uznawania (uzyskiwania konsensusu) przystających choćby do DLT czy Hyperledger, ponieważ badania są prowadzone właśnie w warunkach wielokrotnego sprawdzania wyników i ich porównywania, oraz uzyskiwania konsensusu co do danych, mimo pewnych różnic w uzyskanych wynikach. Błędów jest więcej, ale sprowadzają się one wszystkie w konsekwencji do tego, że odczytane fenomeny to “prawda” i z tego wyciąganie wniosku, że cała reszta to !prawda (nieprawda, jeśli ktoś nie jest zaznajomiony z notacją). Ludzie naprawdę w ten sposób wnioskują i jest to poważny problem, który nie bardzo jak mamy obejść edukacją, ale jest on bardzo upierdliwy od strony kosztowej – wykonywana jest cała masa czynności zbędnych, a nawet szkodliwych dla przyjętych celów tylko po to, aby wszystko było zgodne z jakąś tam przyjętą ideologią porządku. Tymczasem celem jest uzyskanie sprawnej techniki, a nie odprawianie obrządków nad metodologią – ma latać, ma to robić jak najtaniej, tak żeby się nad tym jak najmniej narobić. To przywracanie przytomności w dużych projektach jest coraz trudniejsze, ponieważ metakognitywne umysły zdolne do praktycznego rozwiązywania takich układanek w naszych czasach zajmują się budowaniem pozycji i przejmowaniem kontroli nad zasobami w tym oczadziałym od ideologii systemie podaży. Czyli moce korelujące przepalane są na serwisowanie gromady homo sapiens tak, aby skutecznie przekazała zasoby przy jak najmniejszych stratach w kapitale (jak największej konserwacji aparatów nakazowych).

Praktycznym przykładem takiego systemu eksperckiego prowadzącego na manowce jest prawo pozytywne. Obsługuje je człowiek sprawujący instytucję sądu (arbitra), tyle że ilość instrukcji (przepisów) nie jest możliwa nie tylko do mnemotechnicznego zapamiętania dla człowieka, ale nawet do samego zrozumienia macierzy powiązań pomiędzy nimi (często wskazywana jest niespójność i sprzeczność całych obszarów takich nakazów, zakazów i rozporządzeń). Z tego powodu struktury “władzy sądowniczej” zamieniły się w kabarety działające na polecenie (starszych i mądrzejszych oczywiście) i nikt poważny (sprawujący kapitał) nie traktuje już tych struktur inaczej, niż jako aparat wykonawczy, ale na pewno nie jakiś korelator do rozstrzygania sporów w sposób wnoszący wartość dodaną dla stron sporu.

Podsumowując te akapity dotyczące pisma – dla durnia to, co przeczytał jest prawdą, ponieważ według takiego nikt nie miałby powodu do zapisywania nieprawdy na interesujące go tematy. A te tematy są zazwyczaj mocno przyziemne. Samo jednak stosowanie pisma (w dowolnej formie czy to obrazkowej, czy węzełkowej) miało funkcję mnemotechniczną – miało nam przypominać coś co wiemy, później nabrało funkcji uwiarygadniającej – potwierdzało nam prawdziwość innego przekazu (zabezpieczało przed sfałszowaniem posłańca), aż wreszcie po bardzo wielu próbach zaczęło nabierać funkcji komunikacji – przekazywania nam tego co wie ktoś inny, a obecnie służy do wpajania tego, co chcemy aby inni wiedzieli pod pozorem, iż jest cudza wiedza oraz do wzbudzania w nich emocji. Pozór cudzej wiedzy powtórzony wielokrotnie powraca zaś do funkcji mnemotechnicznej – przypomina nam coś, co już wiemy, a czyż nasza własna pamięć nie jest najlepszym dowodem prawdziwości tego co pamiętamy?

Pamięć

Przeciętny człowiek w gospodarce zapewniającej infotainment posługuje się wyobrażeniem świata opartego o dane sprzed dwu do pięciu lat – nie bez przyczyny. Mniej więcej dwa lata trwa obsuwa z rynku umów na rynek pieniądza przez rynek płacideł, finansów, regulacji do realnej gospodarki. A ten trzyletni okres to po prostu dzisiejszy limit bufora, wcześniej ten okres był dłuższy w wyniku mniejszego wysycenia danymi. Osoby siedzące bezpośrednio w branżach i zajmujące się z przyczyn zawodowych operowaniem agregatami zazwyczaj żyją z informacjami dotyczącymi sieci społecznej i zachowań rozrachunkowych gdzieś pomiędzy rokiem a trzema wstecz – i z takim opóźnieniem dociera też do nich czoło fali. Przedsiębiorcy aktywnie działający na rynku, w tym umów forward, zobowiązań i rozliczeń w pieniądzu są przeciętnie od kwartału do roku spóźnieni z informacjami z umów forward. No i jest garstka ludzi badających rynek na bieżąco, obracających zasobami na te forward, kiedy jeszcze są tanie – jako znany przykład polecam @IT21. Przeciętne przestrzelenie timingu na tipach – prawie dwa lata we wtórnym obrocie rozliczeń, rok na commodities, 3-6 miesięcy na pieniądzu. O tym, co się dzieje w umowach informuje na bieżąco z opóźnieniem typowym dla publikacji (2-4 tygodnie). Dlatego często czytając tekst u @IT21 mam swoje analizy dokładnie o tym samym, tylko z mojego (skrzywionego) biasu oraz powstrzymuję się przed wdrożeniem (zależnie od tego, z którą kategorią wyprzedzenia mam do czynienia). Na początku 2018 (styczeń-luty) zaczęły schodzić informacje o zwijaniu się firm z budowlanki (Skandynawia), więc poleciłem znajomym siedzącym na dole tej branży skrócenie terminów zapłaty, w połowie 2018 opóźnienia w płatnościach były już istotne i rynek zaczął się zwijać z braku rozliczeń, na końcu roku podjąłem taką firmę, aby wykonała mi za gotówkę prace praktycznie po cenie vatu doliczonego do materiału.

Jeśli jednak zbadamy, co ludzie pamiętają na temat fenomenów (zdarzeń), okazuje się, że mają bardzo różną percepcję i do tego coraz bardziej zróżnicowaną w czasie. A największe spory toczą historycy na temat czasów, z jakich nie pozostał absolutnie nikt żywy – choćby i przedstawiciel ludów z daną historią związanych (bo prawdziwi Niemcy leżą pod Stalingradem & dlatego Niemcy w ogóle mogą zostać zniszczone, z czego wynika że muszą^^). Jako rozwiązanie niby funkcjonowała instytucja świadka oraz obrzędy notarialne przynajmniej w zakresie przydawania funkcji (społecznej, formalnej, kultowej, politycznej, wojskowej) do tego dodano węzełki mnemotechniczne (pagony, lampasy, korony, tiary, laski, włócznię dowódcy pikinierów, diademy i miecz lub walizkę z kodami niesione przed prawdziwym władcą), ale ostatecznie świadków używamy do świadczenia na piśmie, że widzieli, iż podpisujący podpisał – co prowadzi nas do poprzedniego tematu – sztuczki mnemotechnicznej z pismem, która doprowadziła nas w ciągu kilku tysięcy lat do kaskadowego spadku zdolności pamięciowych, uwalniając zasoby kognitywne wsparte zewnętrznymi bankami pamięci (sztuczek mnemotechnicznych), kontekstowym menu i coraz częściej rzeczywistością rozszerzoną (która podświetli nam przeciwników politycznych panującego ustroju, którzy ze smartfonami w rękach będą nas mijali – będzie wtedy można poprzeć Partię czynem). Zdolności pamięciowe stały się więc fakultatywne (oprogramowanie tłumaczące mowę w locie jest coraz lepsze i powoli zastanawiam się na kiego ja się tylu języków nauczyłem – tyle lat zmarnowane) za to kognitywne rosną błyskawicznie z każdą kolejną uwolnioną funkcją, jakiej nasze mózgi nie muszą się podejmować. Dlatego pytanie o poziom intelektualny AI, która ma niby być kiedyś taka bystra jak człowiek, to raczej pytanie o to z którym człowiekiem będzie konkurowała i jak ten człowiek będzie dozbrojony w podobne urządzenia hiperkognicji. Już w latach siedemdziesiątych pojawiła się koncepcja, że technika może nie utrzymać tempa zaopatrywania takiego superkomputera w samą moc do chłodzenia procesorów, bo staje naprzeciwko mózgu napędzanego ATP, a biotechnologia dopiero się rozwija i tutaj też będzie można wrzucić dwójkę… a później trójkę.

Pamięć, jako dane do przetwarzania w formie zapisu udającego cudzą wiedzę, stworzyła nową kategorię występku – najpierw przeciwko dokumentom, a wraz z rozwojem sieci teleinformatycznych, przeciwko samej informacji. Co przy okazji wyjaśnia nam powrót do tokenu i pieniądza przy spadku zaufania do stanu rachunku (od 2017 roku nawrót jest tak poważny, że banki centralne nie rozpatrują już kwestii cashless, bo ta i tak nie była w ich interesie kiedy państwa zaczęły wymieniać gotówkę na obligacje, ale z przyczyn praktycznych choćby less cash, bo odwrót od niekontrolowanego samodzielnie rachunku jest zauważalny, a takie technologie jak swish nie sprawdziły się z powodu…) z takiej to prozaicznej przyczyny, że celem ataku może być nie tylko informacja w bazie danych, ale też interpretacja tej informacji na podstawie bazy instrukcji, oraz zmanipulowana może być instrukcja uprawnionego umieszczania informacji w bazie – czyli wykonywany przez człowieka przelew/płatność elektroniczna może być zmanipulowana już na etapie jego percepcji, a takie hackowanie percepcji nie jest przecież niczym nowym, zaś coraz bardziej obciążające sposoby komunikacji z elektronicznym wsparciem funkcji mózgu (i przez to ich recesją) obniżają naturalne automatyzmy obronne związane z rozumieniem przekazu i wykrywaniem oszustwa.

Jednym ze środków wywołujących paranoję jest amfetamina. Podanie tej substancji człowiekowi tymczasowo ją wywołuje, a do tego odcina go z kinestetycznych interakcji społecznych (dlatego jest groźna dla dzieci i młodzieży – zaburza rozwój mózgu, który wymaga takich interakcji). Ponieważ zaś większość durniów nie jest wzbudzanych jakimikolwiek podejrzeniami kiedy instalują apki na urządzeniach, czy też kiedy klepią przelewy z konta, pozostaje ich jakoś przymusić we własnym interesie do odrobiny paranoi – czy durnie wprowadzą sobie ustawę aby umowy (szczególnie kredytowe) czytać i zawierać po zażyciu, a wszelkie czynności wiążące się z odpowiedzialnością dokonywać pod wpływem? Bo na razie były propozycje, aby nietolerancyjnych nawracać oksytocyną, ale co zrobić z naiwnymi? ^^

Oczywiście jestem przeciwny faszerowaniu ludzi środkami pobudzającymi do czegokolwiek i nie widzę nadziei nawet w regularnym robieniu im Bezpiecznej Kasy Oszczędności – pozostaje ich farmić, bo i tak nic ich nie wzbudza przed szkodą. Po to Pan Bóg stworzył durni, abyśmy ich mogli strzyc.

W dość ciekawy absurd na polu pamięci popadły martwe ręce (instytucje). Dysponują one archiwami, które z przyczyn praktycznych są kopiowane i dość skutecznie zabezpieczane przed sfałszowaniem (da się je fałszować, ale jeśli ktoś będzie wzbudzony i z dostępem do archiwów, to prędzej czy później wykaże brak spójności sum kontrolnych archiwów, ponieważ jest wiele zabezpieczeń indeksujących obrót papierowymi dawniej dokumentami). Właściwie wszystkie ataki na obecny ustrój ekonomiczno-polityczno-medialny sprowadza się do wytwarzania fałszywych danych “archiwalnych”, każdy więc jest atakiem bazodanowym na spójność bibliotek – na pamięć. Do tego stopnia, że zwalczające się wzajemnie byty polityczne wytwarzają instytuty pamięci mające dopilnować, aby ich wersja pamięci była obowiązująca. A co za tym idzie, oparto na tym absurdzie porządek prawny. Absurdzie, ponieważ koszt serwisowania takiej masy zbędnych informacji, aby nie przepadły i były w miarę wiarygodne oraz rozstrzygania sporów co do stanu pamięci przy użyciu mnemotechnicznych pomocy, jakimi są te właśnie dokumenty dawno już przekroczył sumy korzyści, jakie czerpiemy z potencjału jaki powinien nam zapewniać taki model wdrożonych rozwiązań. Mamy jednak model alternatywny (wskazywałem go we wcześniejszych tekstach) i jest on w praktyce implementowany w korpo, a wcześniej był implementowany przez kupców (szczególnie na styku kultur, gdzie brakowało wspólnych mianowników). Jest to odrzucenie koncepcji formalnego banku pamięci, a opieranie się na stanie faktycznym “tu & teraz” oraz projekcjach przyszłości (nie odbieramy telefonu od starego, dobrego klienta, na którym już nie zarobimy). W przedsiębiorstwach supresowana jest koncepcja dochodzenia przyczyn i winnych uzyskania niewłaściwych rezultatów, a stawia się jedynie kwestię: co zrobić, aby rezultat uzyskać – resztę pozostawiając filozofom. Wyklucza to takie abstrakty jak sprawiedliwość czy wina – nie mają one żadnego znaczenia, kiedy mleko się już rozlało, a mimo wszystko zadania trzeba zrealizować i mleko donieść.

Metakognicja, CPS

Wraz z rozrostem struktur sieci kontaktów, wymiany i zarządzania (kilka miliardów dwunogów na planecie) coraz większym zmartwieniem stał się przydział zasobów – selekcja dwunogów wartych kredytowania owocami pracy zarówno struktur, sieci jak i rozproszonych jednostek. Z powodu rosnącej skali i coraz głupszych pomysłów na rozwiązanie tego problemu oraz łatwości z jaką sigmy luzem, a grupowo w szczególności wytwarzają exploity na zamianę ołowiu w złoto (jako dochodowe rozwiązywanie problemu przy braku studium wykonalności czy problem w ogóle jest rozwiązywalny, czy trzeba go rozwiązywać i czy studium wykonalności jest w ogóle możliwe; warto pamiętać że hiszpańska inkwizycja już w XV wieku przeprowadziła dowód na to, iż czarów nie ma, a zarzuty są zmyślane, dzięki czemu w Hiszpanii procesów o czary nie było – przytomni ludzie, bo dzisiaj są procesy o straty kiedy nic nikomu nie ubyło, o własności intelektualne choćby, a warto by najpierw udowodnić, że coś takiego istnieje). Podejść do problemu selekcji było wiele – jak na razie nie wdrożono jakiegokolwiek lepszego aparatu, niż te stosowane time immemorial. Za to każdy inny wdrożony okazał się klapką kończącą się tragedią całych populacji, jakie dały się nabrać na eksperymenty pod hasłem “urządzimy Wam świetlaną przyszłość”. Kłopot selekcji polega na pozyskaniu rozwiązania, w jaki sposób przydzielić zadania w gromadzie homo sapiens tak, aby przy jak najmniejszych kosztach, stratach złożoności i innych parametrach jakie tylko stawiający problem jest w stanie wymyślić, pozyskać jak najwięcej tego, czego te homo sapki chcą. No a każdy ma jakiś inny pomysł na to czego chce, więc też trzeba ustalić czego właściwie chcemy i wartościować cele. To są poważne zagadki polityczne, a kłopot jest czysto termodynamiczny – im więcej zasobów przemielamy na entropię, tym trzeba bardziej wymagających intelektualnie sposobów (głównie z zakresu techniki) na dobranie się do kolejnych. Przerwanie eksploatacji i zero growth nie jest rozwiązaniem, przynajmniej nie takim, jakie by proponujący ten absurd sami chcieli zaakceptować.

Jednak są ludzie, którzy mimo wszystko te problemy rozwiązują – mamy globalny handel, floty pływają po wszystkich akwenach, stworzyliśmy aparat naukowy rozgryzający problemy seriami małych kroków ze znikomą (do liczby zaangażowanych) liczbą wybitnych, kreatywnych jednostek, które w przeszłości musiały przeprowadzić cały proces od konceptu przez finansowanie do wdrożenia i marketingu, produkcja jest tania jak nigdy. Coraz większy problem stanowi ogon populacji (kompletni durnie), który nie tylko nie potrafi w tak złożonym świecie nadążyć z wytwarzaniem czegokolwiek komukolwiek potrzebnego, ale nawet ma znaczące problemy w samodzielnym konsumowaniu dobrobytu. Wysoko jest ustawiona dziś poprzeczka na CPS (cognitive problem solving – rozwiązywanie dynamicznych układów danych współzależnych o nieznanej strukturze i powiązaniach) i nie potrafimy z istotną korelacją sfalsyfikować MPS (syntetycznego środowiska rozwiązywania takich problemów w postaci gier, zabaw i testów). Jedynym sposobem testowania ludzi z tego zakresu jest dokładnie to, co stanowiło o przeprowadzeniu całego procesu od konceptu przez finansowanie, wdrożenie i marketing, czyli rzucenie ich w świat uzbrojonych w możliwie przydatne aparaty pojęciowe, wiedzę i kapitał. A to jest bardzo kosztowne, więc i system selekcji jaki stworzyliśmy jest dynamiczny i bardzo wrogi ludziom z potencjałem po to właśnie, aby nie kosztowali nas zasobów. I mimo takiego ustroju ludzie sobie radzą, stare dynastie dysponujące kapitałem (władzą) są inkorporowane do nowych coraz częściej, coraz szybciej – dynamika rośnie. Niebawem takie przekształcenia kapitałowe będą możliwe w ciągu życia jednego pokolenia – jeszcze niedawno trwało to wieki. Przy braku modelu – w grze w chruszczówkę na żywym organizmie.

Pewne cechy ludzi, którzy osiągają znaczące wyniki w tę zabawę potrafimy już ująć – skrajna sumienność, niska (niższa od przeciętnej dla samców) ugodowość, wysoka (wyższa od przeciętnej) gotowość na nowe doświadczenia i sterowana we własnym interesie równowaga emocjonalna (ta sterowność to prawdopodobnie jest coś nowego u homo sapiens, wcześniej występowało wyjątkowo i może wiązać się z przeciętnym wiekiem w populacji). Bardzo istotne jest w tym osiągnięcie pewnego poziomu abstrakcji w sprawowaniu kontroli i dysponowaniu zasobami – udziałowość we władzy mimo deklarowanych w formie aspektów jedynowładztwa i niepodzielnej suwerenności, dzięki temu powoli, choć z bólami staje się możliwe dziedziczenie kapitałów (władzy) we wszystkich kierunkach tam, gdzie odbędzie się to najkorzystniej dla kapitału przy najmniejszych stratach. Jest to mechanizm skutecznie tłumiący konflikty o charakterze niszczącym (infrastrukturę, paliwa) i prowadzący do rozwiązań efektywnie kooperacyjnych (choć deklaratywnie mogą być synkretyczne, w przypadku cywilizacji zachodniej – konkurencyjne). Ta plastyczność w myśleniu jest dość istotnym osiągnięciem, skutecznie rugującym wcześniejsze abstrakty o dużej bezwładności politycznej – takie jak państwo narodowe i suwerenność tegoż, choć trzeba będzie jeszcze nieco kolbami durniom ze łbów wybić, żeby nie niszczyły zasobów na szycie chorągiewek i śpiewanie piosenek w rezerwatach.