Charakterystyki przedsiębiorstw (4)

Rurka Mały rosnący na Średni:
bardzo profesjonalny “Wyzysk XIX engineering”

Pewne rodzaje firm rozwijają się wyłącznie jako imperia jednego człowieka. Z charakteru szefa wynika ich struktura działania, a że rynek bardzo dobrze odsiewa nie dość rynkowych, to pozostają na nim skąpe typy umiejętnie cisnące słupki. Oczywiście w porządku korporacyjnym ciśnie się słupki bo tam nic innego w ramach hierarchii już do pociskania nie ma, i dlatego Babilony delegują zarządy, rady nadzorcze i audyty do firm produkcyjnych które kupują w całości lub w części, ale nie ma przypadków aby w modelu korporacyjnym budować produkcję suportową od zera – takie rzeczy wyłącznie w bantustanach, gdzie ktoś do tego dopłaci aby mieć polityczne sukcesy. Są jednak przedsiębiorcy zdolni w takim reżimie rozrachunkowym rozwijać firmę od zera – naprawdę wyjątkowe typy konsolidujące jednoosobowo wszystkie efektywnie budujące kapitał i oddalające od nich ryzyko modele z tutaj wymienionych. Takich firm jest jednak bardzo mało i mogą one wystąpić wyłącznie w specyficznym otoczeniu. Mało, gdyż demolują sieć społeczną i są wykluczane z lokalnego obrotu, specyficzne otoczenie zaś to impuls migracyjny wytwarzający syntetyczne powiązania społeczne o bardzo płytkim kapitale. Dlatego XIX wiek wraz z migracją ze wsi do miast jest przykładem powszechnego występowania tego modelu wspominanego jako XIX wieczny wyzysk. Tak gromadzono kapitał pierwotny i infrastrukturę pod dalsze sukcesy. Model zatrudniania patoli w firmach powstał właśnie wtedy i dlatego przetrwał on do dzisiaj – nie da się zbudować efektywnej produkcji na zdrowym, homeostatycznym społeczeństwie, dlatego trzeba dobierać z trapionego plagami, a zsyłanie plag czynnie wspierać.

Cała koncepcja polega na tym, aby ludzie nie pobudowali sobie MiŚiów i nie pozostawili przedsiębiorcy w przymusie zakupu usług dyktując kwoty transakcyjne take-or-leave. System rurek ma powstrzymywać ludzi przed zabieraniem swoich rurek z systemu (poprzez trzymanie ich w halucynowanych zagrożeniach). Nie da się takich numerów zrobić w warunkach nieobecności opodatkowania czynszowego (w “pieniądzu”) z centralną kontrolą podaży “pieniądza” (banku centralnego czy jego imitacji) jeśli ludność dysponuje ogródkami gdzie może się wyżywić. To władza ma mieć luksus że się wyżywi, a nie ludność. To jest przyczyna, dla której już w XVI wieku uważano wielkopolskich chłopów (wtedy już półchłopków i ćwierćchłopków) za dziwacznie rozdrobnionych, a mimo to niezwykle zamożnych – oni budowali przemysł w sytuacji niepatologicznej chłopo-rzemieślnika. Jak rzemiosło dawało zarobić – zarabiali i na wszelki wypadek jedzenie produkowali sobie sami u siebie, bo handel to jest fajna rzecz, ale bardziej opłacalna jest własna robota (cóż za antykomparatywny podział pracy^^). Oczywiście ludzi w takiej sytuacji nie da się przymusić do zwiększenia podaży kosztem innych aspektów życia, nie da się ich przymusić do cięcia kosztów i zejścia z jakości, z punktu widzenia obecnej gospodarki taki chłoporzemieślnik jest niesterowny. To utrapienie ma obecnie Babilon z MiŚiami, ponieważ stresory na jakich budowane były te przedsiębiorstwa gasną, mimo próby ich rozpalania wpływami politycznymi.

O ile korpo w Polin rekrutuje obecnie typ patola “samotna matka robiąca karierę” pozyskując zależnego i zdyscyplinowanego robotnika do przekładania papieru (kuglarstwo rozliczeniowe musi być tanie), to przedsiębiorstwa produkcyjne z jednoosobowym decydentem o bardzo wysokich kompetencjach technicznych opierają się o nieco agresywniejsze metody pomnażania wyniku. Rzućmy na to okiem od strony rozrachunkowe ze słupków wyciągając rzeczywiste necesitas.

 

Podsumowanie przedsiębiorstwa

Co oczywiste robotę należy sprzedać drogo, szczególnie gdy się otwiera firmę. Formę, która ma istotne szanse przetrwać otwierają ludzie około czterdziestki (wcześniejsze traktujcie jako zbieranie doświadczeń & kapitału za bardzo się z nimi nie wiążąc). Trzeba więc się wstrzelić z otwarciem firmy w jakiś istotny niedobór wykonawców (więc zapewne będzie istnieć nadwyżka kapitałowych środków produkcji w postaci maszyn bardzo przecenionych ze względu na deficyt pasujących do nich kapitalistów, bo kapitał ma charakter), i wykorzystać niejawny stan przymusu odbiorcy wyzyskując cyferki. Na takim pustym rynku dość łatwo jest zbudować wolumen i zagarniać teren, a rynek od czasu do czasu jest pusty, gdyż procesy przemysłowe wymagają olbrzymiej populacji & infrastruktury kulturowej by zachować ciągłość – z braku tychże przemysł ma regularnie czkawkę. Ponieważ pozór pustego rynku (braku zleceń) dla większości jest rzeczywistością, to prole z tej branży są tanie i na rozruch idealne, a do tego nie ma na nich brania więc jest ich stały napływ, co pozwala długo utrzymywać niskie płace. Kolejną zaletą są wyceny kapitałowych środków produkcji – nowe maszyny przemysłowe są obrzydliwie drogie, a próg wejścia wymaga bardzo ryzykownego skoku (ten skok chomikowałem latami po kawałku i za każdym razem bardziej opłacało mi się walnąć kapitana w optymalizacje niż rozkręcić produkcję na dłużej – doraźnie owszem). Ludzie nie tak często zmieniają zawody, więc można ich lekką ręką ciąć po słupkach – i tak nie bardzo mają alternatywę nie dysponując własnymi uprawami.

Mając po jednej stronie rynek nienażarty, a po drugiej utrzymują proli w symulacji, że sytuacja jest dla nich bezalternatywna, przestrzeń zysków pomiędzy tymi dwoma zjawiskami jest olbrzymia i przedsiębiorca, którego mam na myśli jako wzór starego sukinsyna zbudował na tym park maszynowy błyskawicznie zagarniając wolumeny (jego brat zaś otworzył spawalnię-mordor) i dopiero nabierał tempa. Jeśli prole się orientują iż można ugrać więcej to się ich zwalnia i bierze nowych. Jest to możliwe wyłącznie tak długo, jak długo są jacyś alternatywni do wzięcia, wobec czego trzeba demolować starsze i duże zakłady pracy, a najlepiej zdemolować jakieś demoludy i possać imigrantów z krajów deindustrializowanych rabunkowo. Można się więc spodziewać że przedsiębiorcy na pewnym poziomie wolumenów będą cisnąć polityków o jaką imigrację, aby lud do pokory przywołać i zarobić se, zaś imigracji będą sprzeciwiać się (co oczywiste) przebrzydłe rasuchy^^.

Model takiego przypadku opisałem w: https://zarobmy.se/equilibria-uwiklane/

I nie należy się dziwić, że przesypywanie się zdesperowanych proli z jednego piekiełka do drugiego kontrolują diablo bogaci pilnujący kotła. Gospodarka przemysłowa karmi się ludźmi, a jest na tyle skomplikowana, że większa część populacji nie kwalifikuje się do pracy w jej ramach – trzeba ich odsiać i coś z nimi później zrobić (najlepiej zostawić problem przebrzydłym rasuchom – już oni rzeczywistość naprostują, a potem pomni błędów i wypaczeń zaprosimy kolejnych). Na bazie tego modelu od setek lat funkcjonują kraje zdominowane elitami władzy (i koncepcją jej utrzymania) zapoczątkowanymi przez miłujących pokój Duńczyków, a kolejne fale ludności zasilają przemysł Szwecji, tamtejszych Małych Królestw, Szkocji, Bernicji, Mercji i oczywiście samego City. Populacja zamieniana jest na kapitał w postaci infrastruktury, wpływów, deficytów organizacyjnych u pokonanych przeciwników rzucanych regularnie pod ciężarówki.

W małej skali wygląda to tak, że firma krok po kroku dominowana jest przez spolegliwych imigrantów-specjalistów, z racji obcości nie mających umocowania i oparcia w sieci społecznej, zdolności politycznej, czy jakiejkolwiek innej formie rozpoczęcia negocjacji o innym podziale owoców pracy. Firma więc buduje kapitał z początku maszyny kupując, ale mogąc wykazać zdolność do gromadzenia kapitału może się zalewarować i kolejne środki produkcji wziąć na kredyt, a wykazując zdolność spłaty i rozrastając się dalej przejdzie w bardziej złożone formy kapitałowe pozwalające nie tylko zasysać maszyny w leasing na poczet posiadanych wpływów, ale również zastawiać i zbywać udziały aby produkcję poszerzać jeszcze dynamiczniej. Ten ostatni krok może prowadzić firmę do zmiany struktury właścicielskiej, ale… najczęściej będąc w żelaznym ręku jednego człowieka gdzieś tak koło siedemdziesiątki nie jest to struktura możliwa do przejęcia w jakiś racjonalny sposób za jego życia, a potomstwo najczęściej nie rokuje na samodzielne prowadzenie firmy w formie jaką nadał założyciel – co najwyżej w modelu korporacyjnym jako częściowi udziałowcy, więc kierunek jest jasny. Po śmierci założyciela następuje przejęcie i inkorporacja w łańcuch jakiego molocha, albo rozdrapanie firmy na kawałki jeśli potomstwa nie stać było na dyscyplinę wystarczającą do sprzedania się za dywidendy. Ponieważ firma jest coraz mocniej zalewarowana (właściwie wszystko jest w leasingu), a duże maszyny przemysłowe wcale nie mają jakiejś wielkiej płynności.

 

Forma usług a zarazem źródła kapitału i powiązania

Tego typu firmy mają wiele kanałów przychodów. Głównym są zamówienia poważnych gabarytów z poważną precyzją, najczęściej z pracochłonną obróbką (po to te tanie prole – aby detale wchłonęły pracę). Produkcja jest więc na sztuki, ostatecznie bardzo krótko seryjna z krótkimi terminami i na wysokim ryzyku (materiał własny, klient niepartycypujący w kosztach). Oszczędza się więc na wszystkim, a cały wynik jest zagarniany do firmy w celu dalszej ekspansji, ponieważ to kupon regularnie płacony z wolumenu jest tutaj celem, a nie przedsiębiorstwo jako suma aktywów na księgach stanowi o bogactwie. Suma kapitałowa wynika więc z płaconego kuponu, cała reszta księgowości jest dla hecy – opisywałem ten model rozumowania na zse2. Ten stan jest faktyczny – jeśli ktoś próbowałby wyjąć z tej układanki środki produkcji i coś nimi zarobić to nie uzyska wyników takich jakie uzyskują stare sukinsyny prowadzące tego typu firmy.

Park maszynowy & kwalifikowane prole stanowią kapitał tej firmy, przy czym im dłużej firma funkcjonuje, tym park maszynowy jest w bilansie problemem banku (i jeśli dojdzie do transformacji spółki z jednowładztwa na dyrektoriat – również problemem akcjonariuszy). Ale to wcale nie jest tak że “się kupuje maszynę i łuna dutki wypluwa”. Wymaga kwalifikowanych, cierpliwych proli do operowania urządzeniem – baza gotowych do pracy proli (rezerwowa armia bezrobotnych) jest podstawą wyrywania wartości dodanej z sieci społecznej. Przy takim gospodarowaniu to sieć społeczna spięta żelaznym uściskiem wyzyskiwacza jest kapitałem płacącym kupon, stan majątku firmy zaś jedynie infrastrukturalnym tej rezultatem akumulacji – pasywem do utrzymania. Jeśli chcecie wyciągnąć cegiełkę, która stanowi majątek odtworzeniowy firmy i po dokapitalizowaniu będzie płacić kupon, to jest to właściciel-założyciel. A nie żadne maszyny, które najczęściej są podwymiarowe do produkcji jaką taki na nie sprzeda. W przemyśle powiązania “czy możesz mi to wyprodukować” są tym ciaśniejsze im większy jest gabaryt. Tokarki, frezarki czy wyginarki powyżej 6m obrabianego detalu nie jest tak wcale trudno policzyć na terenie kraju, powyżej 12m to nawet w skali kontynentu wszyscy tyle o ile się znają, bo takich maszyn się z zasady nie przenosi (czasochłonnie jest potem to złożyć & skalibrować). Warto zajrzeć do prasy branżowej i zorientować się jak wielkim wydarzeniem jest dostawa takiej maszyny z punktu widzenia dystrybutora.

Ten bardzo zagmatwany model przedsiębiorstwa jest związany wyłącznie z cechami osobistymi właściciela, dość powtarzalnymi w skali przedsiębiorstw przemysłowych nie tylko jeśli chodzi o obszar, ale i przekrój chronologiczny – odtwarzanie produkcji zawsze opiera się na takich ludziach zdolnych zaprząc do pracy i przepalić populację razem z jej kapitałem społecznym na potrzebne produkty przemysłowe. Prywatyzując zyski i uspołeczniając straty, czyli koncentrując niską entropię kosztem dyssypacji jeszcze większej ich ilości – to taka szpilka porządku w bałaganie czynionym przez homo sapki. Próby symulowania tego typu zachowań są tym co nazywamy wyzyskiem w korporacji, ale w ciele kolektywnym to jest wyłącznie symulacja umysłu takiego zawodnika – tania, licha imitacja żywego sukinsyna do pięt niedorastająca wynikami. Dlatego przedsiębiorstwa kolektywne wyszukują takich subklinicznych sukinsynów aby podkręcać wyniki, nie bardzo wykazując zrozumienie dla strategii myślenia takich osób zdolnych żelazną ręką zebrać to co jest w ich władzy i daje mleko, a żelazem pognać całą resztę kosztownych pasywów. Tacy ludzie dokonują w korpo straszliwych przemeblowań w księgach, co oczywiście wywołuje potem lamenty że “wartość została zniszczona”, ale w czasie kiedy z tych ludzi płacony jest kupon nikt jakoś nie lamentuje. Ten model funkcjonuje również w bankach i tak to przecież zadziałało w 2008. Gdyby nie byli dochodowi nie byliby aktywnie rekrutowani.

 

End Game

Każda śmierć jest pewna. Lament po wielkich wodzach, którzy dostarczali wysokie łupy jest o tyle głośniejszy, iż nie zawsze ktoś zdolny przywództwo zastąpić dysponuje w momencie jego zejścia zasobami by całość aparatu przejąć tym bardziej, że wodzowie aktywnie dokonują spustoszeń wokół siebie rugując takie zagrożenia (na co komu zasoby do przejęcia władzy w obecności żywego władcy?). Kiedy taki wredny staruch nie jest w stanie dłużej podołać prowadzeniu przedsiębiorstwa, a mimo to żyje i pyskuje dość poważnym problemem jest przeprowadzenie jakichkolwiek zmian w firmie. Najczęściej w wyniku splotu czynników (jego kontakty też mają swój wiek i wymierają) przedsiębiorstwo coraz bardziej dewastuje sieć społeczną wyrywając w niej dziurę i odcinając się od dostaw kwalifikowanych proli, co zaburza ciągłość dostaw i napływ kapitału, a przecież nie dla żartu wszystko w kredycie lub leasingu. Jest o wiele prościej, gdy żelazny właściciel schodzi w przytomności i siłach niż gdy powoli się starzeje i degeneruje firmę. Prościej ponieważ jeśli doradcy, oferenci i spadkobiercy są przytomni firma taka zostanie wykupiona w całości i inkorporowana do jakiego molocha choćby i ze spadkobiercami, jeśli pełnili tam jakieś funkcje w ramach spłacania kuponami gotowego aparatu wypluwającego czeki.

Oczywiście firma nie będzie tak sprawna i efektywna kapitałowo jak za panowania założyciela, ale struktury koncernów radzą sobie z przejmowaniem takich firm i nawet jest to lepsze niż budowanie od nowa, bo budowa przedsiębiorstwa to rzecz trudna, żmudna i ryzykowna. Produkcja przedsiębiorstw nie jest wcale taką prostą sprawą i wcale nie tak wielu ludzi się tym zajmuje. A ponieważ znam z autopsji każdy przykład tranzycji wymienionych przedsiębiorstw w wyżej uorganizowane struktury kapitałowe, to za jakiś czas ukaże się tekst jak takie transformacje wyglądają. W ramach ciekawostki podam też pewien model przedsiębiorstwa “Cooperative – the lunatics are running the asylum”, który o dziwo nie tylko przyjął się w pewnych branżach, ale sprawdził na tyle, że podtrzymywany jest mit takich stosunków gospodarczych w firmie mimo jej biznesowego rozwoju w porządku całkowicie korporacyjnym.