Memetyka poparta zwrotem w gospodarce planowanej

Doskonale wiemy, że zanim wszystkie abstrakcyjne metody zawiodą to „oni” spróbują i tej, aby wprowadzić gospodarkę centralnie planowaną o charakterze nakazowo-zakazowym (kij-marchew) z przepychaniem ludności z MiŚiów do korpo, aby uzyskać gospodarczy ład korporacyjny o charakterze faszystowskim. Nie uda się to, jak każdy genialny pomysł, z tego powodu, że demografia jest zbyt licha aby uciągnąć jakąkolwiek gospodarkę, ale i tak to wdrażają. Trzeba się będzie w takim rozwiązaniu ustawić. Zaczynając od zapisania do Partii i nauczenia się nowej roli, jaka by nie była, na pamięć.

W tekście poruszę kwestię tego kto i po co ma oceniać produkty, oraz przy użyciu jakiego aparatu. W gospodarce planowanej występuje konflikt wyceny wpływów (organizacyjnych, technicznych i politycznych), pozoru-rynku (referaty podaży i popytu), wpływów dozorowych (aparatu dochodzeniowo-śledczego) i wpływów siłowych. W innych ustrojach te problemy i tarcia są mniejsze, gdyż regulowane są podażowo. W gospodarce mieszanej i planowanej każdy może się powołać na inne warunki zadaniowania, inne cele i inaczej ocenić (a nawet osądzić) rezultat. Jednakże każda gospodarka jest planowana, nawet ta jednoosobowa prowadzona przez gospodarza jest realizacją jakiegoś planu tegoż gospodarza – coś tam sobie umyślił i robi, a “umyślił” oznacza że przewidywał przyszłe zdarzenia i w ramach podejmowania informacji ze świata (działa/nie działa) dokonywał modyfikacji planu jak i przewidywań przyszłości.

To jest istotne zagadnienie gospodarcze: przewidywanie przyszłości.

Mamy przeróżne modele tego, jak powinno funkcjonować przewidywanie oraz wiemy jaki powinien być wynik (zgodny z rzeczywistością – wynik przewidywań oczywiście wskazujący na naszą nieomylność). Aparat analityczny oparty o przewidywanie zdarzeń przyszłych na podstawie zdarzeń przeszłych składa się z banku pamięci. Bank ten jest podzielony na zapis zdarzeń przeszłych (fakty) oraz zdarzeń przyszłych (przewidywania) oraz korelatora podejmującego dane z banku pamięci i zwracającego po konfrontacji z danymi z rzeczywistości.

Aparat biurokratyczny w teorii działa tak samo. Pierwszym istotnym objętościowo aparatem biurokratycznym na kontynencie był KK, który korzystał z poprawionej wersji logiki stosowanej w biurokracji przez Rzymian. Aparat ten już w XV wieku zaczął mieć bardzo poważne odloty w skorelowaniu podaży z popytem w wyniku problemu z wysyceniem szeregu substytutów gospodarzy sigmami przy takiej rozpiętości zasobów. Zaczęto nazywać ten problem “dobrami martwej ręki”. Jest to problem identyczny z tym, który mamy obecnie w przemyśle: jest więcej środków produkcji niż wystarczająco kompetentnych producentów, gdyż zwrot z tych środków produkcji przy wskazanych kompetencjach nie jest godny uwagi, ze względu na indukowane oczekiwania. Najpewniej w taką samą pułapkę wpadł też sektor finansowy. Z metabolicznego punktu widzenia potrzebne są ludziom kryzysy (pozwala to zrekonfigurować zapatrywania na swoje dotychczasowe postępowanie, dlatego ludzie mają tak silne reakcje emocjonalne w wyniku rozstań, w tym rozstań z miejscem pracy czy upadku działalności). Bez tego sygnału rozrachunkowego płynącego po całym mózgu: “patrz jak robisz – rób inaczej!” nie ma powodu aby cokolwiek zmieniać. A tak jest energetyczny przymus – mózg w stanie depresji ma po prostu odcięte zasilanie, na tomografie widać że jest tam, ciemno, zimno i będą reformy. KK (XV wiek), banki jak i zaawansowany przemysł (liczbą wskazującą lewar, ująłem to w “Długości sygnału…”) są w dokładnie tej samej sytuacji: dysponują zasobem tak dużym, że niezbywalnym po wycenach. W czasach, gdy KK miał ten problem nie było takiej ilości kruszcu aby puścić dobra ziemskie szlachcie, która będzie gospodarować na swoim, ani takiego aparatu egzekucji obiecanek aby “ktoś coś komuś obiecał”. Skończyło się tym, że aparat siłowy pod pozorem majestatu królewskiego, tam gdzie oprzytomnieli, zaczął KK zabierać dobra. Przyczyną było to, że KK z powodów obiektywnie niemożliwych do przeskoczenia na zasilaniu nie był w stanie wykonywać swoich funkcji, więc poszedł do likwidacji. Zauważyliście że mamy banki bez kasy i przemysł co produkuje badziew? Czyli przestał spełniać swoje funkcje? No to mamy kłopocik, ale on się sam z siebie rozwiązuje zasilaniem.

Przejdźmy do kwestii tego, jak taki korelator działa. Porzućmy kwestię zasilania, ale przyjmijmy że w jakimś tam procesie zależnym od skuteczności korelatora zasilanie z rzeczywistości albo jest dobre, albo złe, albo nawet wcale zasilania nie ma. Oczywiście, to też zaraz rozłożę na czynniki, bo to jest najważniejsze, natomiast problem jest z korelatorem, z rzeczywistością nie ma żadnego^^.

Przychodzą sprawozdania z receptorów (donosy^^) i wzbudzają korelator mniej lub bardziej. Ponieważ na rozruchu korelator ma podpięte zasilanie z cyca, to zarówno bank pamięci, korelator jak i receptory mają na bogato i wzbudzają. Z pamięci lecą ciągle stany puste, a z receptorów jednak coś, to się to coś umieszcza w banku pamięci, aż pamięć też zacznie wzbudzać przysyłanymi danymi do przetworzenia. Dane z banku pamięci, na temat zdarzeń oflagowanych jako przeszłe i jako fakty (wiecie, że nasze mózgi mają z tym czasami problem) wzbudzają korelator do zgadywanki “jakie dane w przyszłości spłyną z receptorów?”. Kolerator zaczyna umieszczać wyniki tej zgadywanki w banku pamięci oflagowane jako zdarzenia przyszłe. Taki korelator na początku zachowuje się bardzo “ostro”: ma niskie progi wzbudzenia, nadwyżki mocy i gania za każdym wzbudzeniem aż do . Dlatego każdy interes muszą zaczynać egzodynamicy, i dlatego do startu firmy potrzebujecie ludzi młodych i dynamicznych, bo będą robić wiele niepotrzebnych czynności, z tego powodu, że nie wiemy jeszcze które są potrzebne. Jeśli zabraknie podaży egzodynamików, to przestaną powstawać nowe ośrodki korelacji działające skutecznie (dające wynik podpięcia się do rzeczywistego zasilania), natomiast zaczną pojawiać się horoskopy dla psów. Strukturalnie jednak mamy podział zasilania i zależne od tego wolumeny przetwarzania na: bank pamięci (podzielony na historię i przewidywania), korelator operujący bezpośrednio na danych jakie zassał z banku, receptorów i „porównuje”, receptory, efektory. Porzućmy dwie ostatnie pozycje na chwilę, jedna nam daje informacje, druga operuje światem materialnym. Instytucje w swojej strukturze zachowują się mniej więcej tak, jak sobie wyobrażamy przytomnego człowieka, z tym że gołym okiem widać, że rezultat jest głupi. Albo wszyscy jesteśmy głupi, albo coś tam działa inaczej niż oczekiwaliśmy (zasilanie działa inaczej – jest popsute). Każdy zasób w tej strukturze jest skończony.

I przyjmijmy, że wyczerpaliśmy każdy z tych zasobów: bank pamięci zapełniony, korelator zajęty, receptory mogą sobie pisać na Berdyczów. Natura ma na to odpowiedź i są to strategie sortowania danych z przypisaniem tym danym ważkości. Na przykład możemy przyjąć takie nadzwyczaj śmiałe założenie, że imiona wodzów zwyciężonych przez Cezara nie są godne utrzymywania w banku pamięci i zasysania do korelatora w celu poszukiwania złóż węgla. Czyli nie czeszemy całej bazy danych, co więcej, skracamy ją okrutnie. Wiem, że niektórzy zakrzykną, że to hańba, że wykształcenie i takie tam, ale mamy skończone zasoby i na takie hobby może nam czasem braknąć mocy. Dlatego wydziały historii sztuki, politologii, gotowania na gazie to – sami Państwo rozumieją – proszę przepiąć na jakieś inne zasilanie (odpiąć od naszego zasilania). Możemy też umieścić w banku pamięci makra (zasady) i oflagować zapamiętane zdarzenia, które nie będą zabierać mocy korelacyjnej, lecz przy ujawnieniu flagi będą odszukiwać gotowy zestaw poleceń do załadowania i przetworzenia. Ta lista zasad musi być krótsza (do przeczesania) razem z unifikowanymi zadaniami, niż oryginalna lista zdarzeń rozpatrywanych. Oznacza to, że nie możemy mieć ani kazuistyki, ani zbyt długiej listy zasad (milion aktów prawnych to spory rozmach – i jak nic pachnie tu Siarą: „mają rozmach skurwysyny!”).

I to tak mniej więcej działa nam zdrowy rozum (“common sense”): w cyklach zapamiętuje co mu się zdawało w przewidywaniach, co było, co jest, porównuje, w pewnych sytuacjach wzbudzających zachowuje się automatycznie, nad pewnymi rzeczami się zastanawia jak go wzbudzą, ale nie wszystkie włosy dzieli na czworo. Co tam sobie było to tam sobie było, ale jest jak jest. Zdrowe myślenie pozwalające przetrwać.

Zasoby oczywiście da się wykorzystać inaczej – skuteczniej.

Zróbmy ten pierwszy krok: zmniejszmy rozmiar banku pamięci, a zasilanie przekierujmy na podkręcenie taktowania (gęstsze cykle przetwarzania). W rezultacie przestajemy przechowywać nasze przewidywania przeszłe i stan wyjściowy (historię), w każdym przetwarzaniu nadpisujemy jedynie konfrontację stanu rzeczywistego z receptorów z ostatnim krótkoterminowym przewidywaniem i wprowadzamy korektę. Korekta ta ma rozmiar o tym większej części ułamka kątowego odchylenia od celu, im odległość dzielona naszą prędkością i taktowaniem do kolejnej korekty jest mniejsza (czyli sygnał korelatora jest tym silniejszy na efektory im cel jest pewniejszy). To swoista logika sterowania pocisku, ale to ogólnie logika napaści na każdy zasób. Stany przeszłe nie mają żadnego znaczenia, a przewidywania wyniku są potrzebne jedynie do tego, aby manipulować skalą korekty (i rozpoznać “odległość” wyrażoną w korektach od manewrującego obiektu). Gdybyśmy wyobrazili sobie taki konstrukt jako “istotę z którą można się porozumieć” , to się z nią nie dogadamy. Każde jej przewidywanie jest w oczywisty sposób prawie zbieżne z rzeczywistością, o ile nie wystąpił jakiś i tak nie dający się przewidzieć czarny łabędź. Konsekwencję braku pamięci jest to, że taki konstrukt nie prowadzi skrutynium odnośnie, czy się jaki urzędnik w aparacie pomylił i jakie konsekwencje musi ponieść (zmiana zasilania) aby błędu uniknąć w przyszłości. Taki konstrukt wcale nie jest mniej efektywny z braku utrzymywania danych historycznych. Ba, w przypadku otwartego świata w którym można ekspandować (przyjmijmy, że to fizycznie możliwe) zrobi to szybciej, niż inne modele, ponieważ nie będzie zajmował się jakimiś wewnętrznymi rozważaniami „co by było gdyby”, „co poprawić”, „co robić inaczej”. On będzie po prostu żarł. Są dość proste strategie tworzenia pułapek na takie konstrukty, są to konstrukty kolektywne, stadne, które zawsze łapią się na zawężający lejek możliwości i nasze mózgi robią je w konia pozostając w strefie komfortu. Nazywamy to polowaniem. Kłopot jest gdy ten duży się nażarł (więc urósł), jest zintegrowany i poluje na nas. Na razie takich nie trafiliśmy na lądzie, ale są miejsca, gdzie kąpiele wiążą się z ryzykiem. Patrząc w gwiazdy mamy nadzieję, że tam się można kąpać w samotności.

To nie żałujmy sobie: jeszcze wywalmy te algorytmy obsługi automatycznej, może nie wszystkie, część po prostu wydzielmy do innego korelatora podpiętego z receptorów do efektorów – każdy żywy organizm tak ma. Ale urzędy zazwyczaj nie mają^^.

Z powyższego od razu widzimy, że zdolność przewidywania przyszłości w kontekście liczby kroków jest powiązana wyłącznie z gęstością występowania zasilania w przestrzeni dla danego interwału. Dlatego, jeśli porównacie przytomność mieszkańca Syberii i Zimbabwe, to wyda Wam się, że ten z Afryki jakiś taki głupi jest, a on po prostu nie włącza korelatora, ponieważ nie musi i nie ma żadnego automatyzmu metabolicznego, który go do tego zmusi, a ten z Syberii znowu nie ma opcji „standby” i nie wyłączy myślenia niczym innym niż szamańskimi sztuczkami na ziółkach i etanolu.

I tutaj pojawiają nam się memy

Są to zestawy oczekiwań co do zachowań automatycznych (norm). Mają one oszczędzić wszystkim wysiłku w sprawach oczywistych. W przypadku działania korelatora działania teoretyczne (filozofowanie) w zakresie tego co tam ma się znaleźć w rejestrze poleceń nazywamy aksjologią (nauka o tym czego takiego cennego nam trzeba, aby było nam dobrze^^). Nie muszę się rozdrabniać z opisem tej oczywistości, że zajmuje się to analizą co dziobiemy, w jakiej kolejności i czym przyprawione. Jest to nauka niezwykle potrzebna, aby wypuszczona z koszar na PGR młodzież w pierwszym uniesieniu nie pomyliła kolejności i na przykład nie mordowała przed gwałceniem, gdyż takie zachowania uznajemy za nieestetyczne na równi z wygrzebywaniem z popiołu nadtopionego złota, gdy jakiś gamoń nie wie, że najpierw się rabuje, a potem podkłada ogień. Memplex załadowany lemingom do łbów jest po to, aby się nie pogubiły po wysadzeniu ich na dobra. Na przykład, aby były zdolne przystąpić do wykonywania zadań bez zbędnej zwłoki. Dzięki temu pozyskamy dobra, obrachunkowo zwane zwrotem z inwestycji.

Zwracałem uwagę, że macie takich memplexów bez liku, na przykład macie jakieś tam pojęcie jak funkcjonuje armia (nawet jeśli w niej nie byliście), jak funkcjonuje sklep, hurtownia, być może nawet jak funkcjonuje bank. Od biedy to też niektórzy kojarzą jak funkcjonują montownie czy fabryki i jeśli Was wpuścić na obiekt to spontanicznie się tam odnajdziecie. Na przykład @Wariat ucieknie od maszyn, zahaczy o automat z kawą i poleci do telefonu dzwonić do klientów i sprzedawać to, co tam właśnie inni zaczęli wytwarzać. Co nie oznacza wcale, że zacznie to hulać i będą z tego jakie przychody na pokrycie kosztów, ale przeprowadzałem już taki eksperyment i jak się człowiek nie wcina pracownikom w robotę (chyba że widzi coś, co wskazuje na ciąg prowadzący do zdarzeń niezgodnych z wyobrażeniem „zamachowca” co do oczekiwanego rezultatu; powstają wtedy produkty-bazyliszki – jak przystawić do nich lustro to są zgodne z rysunkiem^^), to jakoś krasnoludki robią więcej niż się chciało, ponieważ krasnoludki same sobie robią przy okazji dobrze. No chyba, że pojawi się centralny planista.

Centralny planista to jest taki potwór z bajki o odchyleniach standardowych w selekcji negatywnej. Pojawia się on w bajce kiedy czegoś brakuje, najczęściej sensu w produkcji i nie ma czym płacić. Stwór ten wprowadza serie zakazów i nakazów (choćby w postaci umowy o pracę), których skrupulatne wykonanie ma według stwora prowadzić do intratnych zysków. Ponieważ konfrontowałem model oparty o sigmy z modelem CEntralnegoPlAnowaNIA na tej samej podłodze, to doskonale wiem, dlaczego Niemcy w czasie 2WW mieli czterokrotnie niższą produkcję amunicji niż za 1WW. Jedynie wydajność przemysłu (mnożnikami) sprawia, że mimo tak durnego pomysłu jak myślenie za innych prowadzi to tylko do tak marnych skutków. Gdyby to zrobić w rolnictwie straty byłyby przeogromne (przykładem kolektywizacja rolnictwa). Jednakże ludzie są przytomni i doskonale wiedzą po co do fabryki przyszli. Otóż ludzie przyłażą do fabryk, ponieważ są tam maszyny jakich nie mają w domu i mogą tymi maszynami wyprodukować dobra, jakie zaspokoją żywotne potrzeby ludu pracującego wsi dostarczającej ludowi pracującemu fabryk „kabaniny” z frytkami oraz czego do popicia. Ich planom przeciwdziała CEP (czy muszę objaśniać?) gmatwając rzecz tak oczywistą, jak to, że przyszli tu aby wytwarzać dobra, by stać się ich dysponentami i nic nie stoi na przeszkodzie aby CEP je od nich nabył. Problem z CEPami jest taki, że im się wydaje iż to sekwencja zdarzeń jakie zaplanowali prowadzi do powstania dobra. Skoro tacy mądrzy, to niech sobie sami zrobią i pokażą jak. Jeśli jednak CEP wprowadzi stresory (jak nie zrobicie tak jak mówię, to nie zapłacę) i akurat nie ma alternatywny, bo CepCepaCepemPogonił i wszystko razem z Niemcem porozwalał i znowu nie ma czym pracować (też im tak zróbmy, nie czekajmy na wybuch kaldery pod Laacher See – napadnijmy Niemców, popsujmy im wszystko, zabijmy prawie całą ludność, a resztę wyślijmy na truskawki), to wykonuje się te działania skrupulatnie – co nazywamy uroczo strajkiem włoskim. Mieliście kiedyś takie coś na podłodze? Jak takie coś widzę, to przestaje mnie dziwić, że spuszczano na robotników ZOMO. Go-slow polega na tym, że wykonuje się polecenie oczekiwania na dostawę aż do jej otrzymania. Na budowie na przykład przyjeżdża szef do Jasia i pyta czemu nic nie robi. Jasio czeka na dostawę. A czemu nie dzwonił, że nie ma dostawy – bo Jasio nie dostał telefonu służbowego, a na swoim nie ma środków. Daj nam Panie setkę Jasiów, to sobie postoimy i poczekamy – i z tego wynikają stawki godzinowe Jasiów.

Z tym że polecenie CEPa zostało wykonane dokładnie tak jak chciał – formalnie nie ma się do czego przyczepić – Jasio niewinny głupoty szefa, ale jego stawka wynika z tego, że pracuje u CEPa. Nie muszę tłumaczyć jakie jaja wyjdą w centralnym planowaniu od strony wykonawczej, ale od strony rozrachunkowej – ceny są ustalone statycznie od samego początku i koszty też.

O to jest bardzo fajne, że ktoś tam u góry wie jakie będą koszty. W kilku tekstach wskazywałem jak przeprowadzane jest szacowanie, dlaczego oraz jak lemingi przeprowadzają takie coś, nawet jak się na tym nie znają. Właściwie nie ma możliwości oszacowania kosztów dłuższych niż cykl wegetacyjny. Takie zwierzę nie występuje w naturze, ponieważ w zależności od wydobytego zasilania będziemy tam przekierowywać moc korelacyjną i roboczą, albo nadwyżki zamienimy w populację co odbierze nam mocy roboczych już po pierwszych raportach o masowym wystąpieniu zjawiska L4 (ciąża to choroba^^). Dodam jeszcze, że w gospodarce centralnie planowanej nie jestem w stanie oszacować co się sssspie… w nadchodzącym tygodniu i doprowadzi do zatrzymania prac, natomiast w gospodarce adaptatywnej wiem że nawet jakby się coś popsuło, to dodamy wartość na innym odcinku, bo tęgie łby same sobie znajdą co do roboty (jak chochliki w loszku pieszczoszku). W rezultacie fabryka jest zawsze rozgrzebana, chyba że pojawi się CEP i zakaże pracować, bo to generuje mu w tabelce koszty. Na szczęście mamy immunitet na takich CEPów, ponieważ stać nas na robienie tego co uważamy za celowe, natomiast lemingi nie mają takiej siły kapitałowej i jak im każą „nie robić” to „nie robią”, a potem im mówią, że produktywność była niska i dostają połowę tego co chcieli.

I tutaj uruchamiają się memy (przyszliśmy tam dla zwrotów) i zaczynają się fuchy. Wynika to z tego, że jesteśmy NORMALNI. Zdrowa, prawidłowo przystosowana do życia w grupie jednostka to taka, która realizując się zachowuje satysfakcjonujące relacje z innymi. Zaznaczam, że w grupie – CEP do grupy nie należy. Martwa ręka również, a dobra należące do martwej ręki do nikogo nie należą. Dalej nie trzeba nic wyjaśniać. Chyba, że ktoś bardzo chce. Dopłyńmy więc w kolejnym akapicie do brzegu, a potem przejdźmy do przełożenia tego na politykę.

Jeśli nie robisz w robocie fuch, to jesteś nierobem.

Jeśli masz nieograniczony dostęp do środków & maszyn i nie umiesz sobie nic wykombinować, to po prostu jesteś za głupi do pracy na obiekcie. To jest rzecz oczywista. Sigmy nie można zostawić w pustej celi, bo sobie zaraz coś wykombinuje, a zostawienie ich hurtem w fabryce sprawia, że spontanicznie rusza tam produkcja. Jeśli jednak zostawi się w fabryce durniów, to ruszą tam jedynie relacje społeczne i dynamika grupowa. Można oczywiście dokonać supresji tego spontanicznego wybierania zapasów ze spiżarki, ale rezultat będzie najwyżej taki, że trzeba będzie im ten materiał wmuszać żeby robili robotę.

Jednostka o wysokiej plastyczności w myśleniu i aktywna w rozwiązywaniu problemów to właśnie taki psychopata, który zrekonfiguruje bezcelową produkcję zaplanowaną (bezcelowość tę rozpoznajemy po tym, że ze stanowiska do stanowiska przekazywane jest coś, co nie pasuje i trzeba poprawiać, aby wreszcie rzucić na rynek coś, co rynek rozmontuje i przerobi na coś innego). Dlatego w gospodarce rynkowej pchane jest na rynek Wielkie Mnóstwo podzespołów, a na rynku odbywa się ciągnienie potrzebnych do dodania wartości, natomiast CEPy planują od razu produkt końcowy, do którego trzeba dodać dużo wartości, w rezultacie wydatkując jej więcej, niż klient jest w ogóle zdolny zapłacić. Na przykład dodaje się tam bardzo dużo zaświadczeń, biurokracji i zbędnych funkcjonalności zamiast tej jednej, podstawowej dla scalaka.

Zrekonfiguruje nasz psychol ze stratami, wymieniając po 10-20 centów za dolara, na coś co zarobi mnożnikami więcej, niż to z czego konfigurował. Po to społeczności „wytwarzają” elity inaczej niż lemingi. Dlatego elity podlegają innym prawom, niż lemingi i co innego im wolno, i dlatego właśnie dyrektora fabryki za brak rezultatów wolno rozstrzelać, a strzelanie do pracowników tylko dlatego, że mają szefa nieudacznika jest uznawane powszechnie za głupie. I właśnie dlatego w ustrojach, w których nie zjadamy się nawzajem na ulicach durni opisujemy stanem gotowości innych do wykonywania ich poleceń i wrzucania w to własnych zasobów. Dlatego kretynizm polityczny, aby decyzje podejmowali gołodupcy masowo, a nie kameralnie oligarchowie, którzy mają struktury i zasoby, jest stanem nie do utrzymania. Bo to zawsze doprowadzi do sytuacji, w której ryle będą podejmować decyzję “żeby było tak jak było – będziem ryć”, ponieważ z ich najlepszej eksperiencji wynika, że kopalnia korneruje zasoby, ponieważ złożu za kopalinę się nic nie płaci i żeby nie wiem co wymyśleć o krążeniu grosza w gospodarce on będzie się osadzał w kopalni, w rolnictwie, w leśnictwie. Z tym, że o ryciu ma podejmować decyzję właściciel kopalni czy jakie inne wielkie panisko, ponieważ to on tym wszystkim ludziom płaci z tego co sprzeda i decyzja masy durni co wykonują polecenia lepszych od siebie nijak nie zmieni faktu, że na przykład złoże się wyczerpało i nic więcej już tu nie będziemy kornerować – rozejść się.

No chyba, że chcesz podejmować jakieś decyzje? Chcesz? Wiesz, co mamy produkować? Chcesz mi powiedzieć jak produkować? Show me the money! Możesz być udziałowcem, spółdzielcem, kontraktorem – jeśli masz wystarczająco dużo, aby samodzielnie doprowadzić do rezultatu, jaki jestem chętny kupić to po prostu to zrób, zaryzykuj własne zasoby, czas i przynieś mi gotowe. Jeśli Cię na to stać, to sam podejmiesz decyzję i masz w nosie co ja na temat procesu uważam, ponieważ kontentuje mnie rezultat. Przecież z gotowym rezultatem nie będę dyskutował – dobre jest i nie ma co psuć. Rób tak dalej i sprawdź tylko czy zarabiasz przy tej stawce. Nawet dodamy Ci zasobów żeby jakoś Ci ten proces ulepszyć, ponieważ przynosząc mi gotowe odciążasz mnie z bardzo drogiego wydatku – mocy korelacyjnej. Myślenie boli, a potrzebuję wyłącznie ludzi, za których nie trzeba myśleć zbyt dużo. Po prostu przepaść dzieląca mnie od normalnego człowieka jest taka sama jak pomiędzy normalnym człowiekiem a szympansem. Bardzo mi przykro ale żyjemy w świecie gdzie 90% naszej białej populacji to analfabeci funkcjonalni. Nie dlatego że są głupi, tylko dlatego że sigmy kolejnych poziomów (choć same są marginalne ilościowo w populacji), to organizują infrastrukturę na swój rozum i potrzeby. A to oznacza, że prąd w kablu musi przenosić tyle mocy, że zabija, a kawa w McDonaldzie jest gorąca i żaden napis na kubku na to nie zaradzi. Mamy niby porobić rezerwaty dla 90% ludności za głupich, żeby przeczytać rozkład jazdy pociągów? Bo ci durnie wkładają łapy w maszyny i jeszcze są zdziwieni, że im co urwało.

Upadek gospodarki planowanej wynika z tego, że stara się ona wykorzystać wszystkie zasoby pchając (kierunek spływu poleceń), a tymczasem zasoby są segregowane przez ciągnienie (kierunek spływu środków obrachunkowych). Te dwa kierunki (podaż i popyt) wyznaczają z której strony należy przykładać najwięcej mocy korelującej. I to niestety klient – odbiorca końcowy musi mieć tęgi łeb, żeby wiedział czego on chce. To nie może być komisja co zaprojektowała wielbłąda, a zapłacić kazała durniom. Gospodarka planowana zakłada oczywiście Wielkie Mnóstwo, ale jest ono w rezultacie nieproporcjonalnie małe w stosunku do „zajętości” środków produkcji przydzielonych do procesu.

Memy w akcji

Ludzie pozostawieni bez indukowanych stresorów sami sobie pobudują jakieś tam zapory przeciwko stresom natury (dach od deszczu, ścianę od wiatru, ogrzewanie od chłodu, płot od rozległych przestrzeni i okna od klaustrofobii). Coś tam sobie wyzbierają, złowią, upolują, wyhodują i zjedzą. A następnie kupią ajfona i spędzą nad nim cały dzień. Względnie, przy braku środka technicznego, spotkają się w kawiarni i będą dyskutować cały dzień. Względnie w karczmie. Bardziej wyszukani zbudują sobie do dyskutowania uniwersytet, ale absolutnie koniecznym aparatem do tego jest wytworzenie narkotyków choćby w postaci etanolu, kawy czy co to tam się w której kulturze używa i nadużywa. Piwo jest dobrym początkiem, horyłka też ma swoje zalety, przy tym ognisko, kiełbasa i ludzie tak sobie potrafią przeżyć tysiąclecia. Pozostaje tę absolutnie pierwotną potrzebę przechwycić, scentralizować i w ciemności złączyć – i tym właśnie są dzisiejsze gadżety do komunikacji społecznej i za dostęp do społeczności ludzie płacą ile się z nich wyciśnie. Ponieważ to w ramach społeczności, na tej platformie (kawiarni, karczmie, uniwersytecie, wielkiej sali z marszałkiem i osłami) ludzie ustalają czy bardziej będą budować czołgi czy katedry, i czy to będą czołgi walczące z klimatem czy katedry dystrybucji kwitów na CO2. Każdy dystrybuuje memy swoich potrzeb, że to ważne, że potrzebne, żebyście się poczuli tak jak dystrybuujący, uruchomili neurony lustrzane i przyjęli jego potrzebę jako swoją choć trochę i przyłożyli rękę do dzieła. Do wspólnego dzieła oczywiście, bo ludzie z całą pewnością chcą być członkami wspólnoty. Ludzie nierobiący wspólnych dzieł i niepotrzebujący żadnych gamoni, żeby im przy pierwszym Fordzie grzebali, to oczywiste zagrożenie dobrze zsocjalizowanych hodowców koni^^.

Różnica pomiędzy aparatem decyzyjnym urzędu i przedsiębiorstwa polega właśnie na tym, że urząd utrzymuje archiwa, a przedsiębiorca wcale ich nie prowadzi (powiedzmy ponad potrzebę, w handlu się to przydaje do uświadamiania sobie własnej głupoty). Czyli w jednym bank pamięci jest istotny, a w drugim nie ma go wcale, lub jest kwiatkiem do kożucha. Działania urzędów zajmują się operowaniem na memach opisujących sprawiedliwość, nagrodę, karę, ocenę motywacji, dostosowanie się do norm, zwyczajów i praw. Rezultaty działań są odnotowywane, konfrontowane z nowymi odnotowaniami i wzbudzane są analizy prowadzące do ustalania odpowiedzialności, winy i ostatecznie wyciągania konsekwencji czyli karania. Żaden przytomny przedsiębiorca nie zajmuje się takimi wychowawczymi pierdołami. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia kto jest winny temu, że coś nie zostało zrobione i nie dostarczymy tego klientowi zgodnie z umową. Znaczenie ma jedynie co zrobić żeby zrobione było. Zwyzywanie kogoś od durniów jest absolutnie bezcelowe. Durniów wystarczy zignorować i więcej nie zamawiać ich bezskutecznych usług. W przedsiębiorstwach nie ma wyciągania konsekwencji odnośnie zdarzeń przeszłych, ponieważ utraconych stanów magazynowych nic nie przywróci. Natomiast w rozrachunku urzędów odnajdziecie pozycje “ktoś nam kiedyś na pewno odda naliczony vat, którego nie uiścił w terminie”. Takich pozycji jest wielkie mnóstwo, są na ich pokrycie zaciągane długi, dopisywane cyferki, tony papieru, prowadzone dochodzenia, poniewierani ludzie, ale to złoże zostało już wyeksploatowane i durnie powinny się rozejść do innych, produktywnych zajęć.

Wielu ludzi, nie tylko młodych, srodze się emocjonuje tym, że w kraju panoszą jakie Jonny Danielsy, Repiny, że nam sprzedają zatrutą żywność i szczepionki wywołujące reakcje obronne na truskawki i keczup. Niezrozumiała jest przyczyna tego buntu, przecież prawo służy rozładowaniu emocjonalnych oporów przed wyzbyciem się własności na rzecz innych. Bo przecież prawo nakazuje „to”, zakazuje „śmo” i rozemocjonowani ludzie, którzy spotykają się w różnych organizacjach krzykaczy patriotycznych mają już tak spreparowane memy, że syndrom sztokholmski ujawnia się w pełni: państwa chcą! prawa chcą! Co jakiś czas, już bez emocji, któryś z nich wylicza, że nie stać go na czynsz i bułki, i się przytomnie wynosi z tego państwa i tego prawa, jeszcze jakiś czas tam coś, ktoś od niego chce, ale z braku ekspozycji jakąkolwiek własnością, czy też po odebraniu jakiejkolwiek w zasięgu okupanta te pretensje z czasem wygasają. I buzujące pod pokrywką młode głowy są rozładowywane w kierunku przytomnym: na emigrację, gdzie albo dzieci mieć nie będą, albo w kolejnym pokoleniu część z tych dzieci będzie już na miejscu zasymilowana i kłopot sam się rozwiąże. Taki model rozładowywania problemu ludzi, którzy mogliby przecież stwierdzić, że to prawo to są jakieś szamańskie czary mary i zacząć mordować swoich okupantów, nie patrząc na detale, tylko rozpoznając „swój/obcy” jest stosowany od wielu dekad. Jego wcześniejszym przykładem byli państwo Gwiazdowie, którzy to w naiwności swojej chcieli prowadzić walkę bez zabijania i okaleczania swoich winowajców. I taką ścieżką podąża każdy następny im głosiciel czegokolwiek co zawiera taką ideę, że trzeba nadstawić siódmy i dziewiąty policzek, a nie załatwiać sprawy tak po prostu „po iczkersku”. To jest niezwykle interesujący mem jaki nam implementowano. Jest on bardzo korzystny w planowaniu gospodarki, ponieważ można liczyć na to, iż się przed tak spreparowanymi ludźmi postawi jedzenie i oni umrą z głodu “bo prawo tak nakazuje”. Cóż by to była za gospodarka planowana bez takiego ścisłego prawa do dzietności 1,3? Toż przecież ludzie mogliby sobie nie tylko pobiadolić o własnych aspiracjach, ale nawet je zrealizować, i niechby tylko kto im stanął na drodze, jakby się połapali że na własnym terytorium to ich jest najwięcej. Cały tylko kłopot, że trzeba będzie ich dozorować kim obcym, bo dozorcy rekrutowani z ich szeregów też mają wyprane czapki i nie chcą dokonywać okrucieństw wobec swoich; czasem na zachętę pozwala im się bezkarnie zamęczyć kogoś paralizatorem, aby podnieść ducha, że jednak przypadkowo złapanych mordować wolno i nic za to nie grozi, a już najmniej grozi ze strony samych łapanych.

To nie jest tak, że silny przymusza słabego do realizacji swojego planu gospodarczego. To jest natomiast tak, że ten który jest jakkolwiek zorganizowany wdraża plan na obszarze niekontestowanym. Ponieważ ludzie, którzy nie gospodarują swoim terytorium i okolicami, z których można dokonywać na nie napaści (decydując kto tam może żyć, a kto absolutnie nie), to jest właśnie ludność niekontestująca statusu quo. Jeśli nie kontestują zbrojnie i z nieadekwatnym odwetem za to, że ktoś im narobił na wycieraczkę (bo adekwatność prawa pozytywnego to też narobienie komuś na wycieraczkę, a wróżda to ucięcie głowy za cokolwiek), to pozostaje korzystać z tej „już ubarwionej” patriotycznie (bo na czekoladowo: Orzeł – może!) wycieraczki.

Czy to tak trudno odczytać z tego planu gospodarczego, iż wszyscy niekontestujący przemocą mają się znad Warty wyprowadzić? Dysponowanie siłą nie jest sprawą wolitywną – to dysponowanie rezultatem produkcji. Ponieważ jakaś część tych ludzi od czasu do czasu przytomnieje (choćby motywowana bułką i dachem nad głową), to pozostaje do części z części tych ludzi dotrzeć i ich zagospodarować gospodarczo. To zastanawiające dlaczego państwo jest mało popularne wśród uciekających z niego przymusowych obywateli? Dlaczego na spotkaniach patriotów nie ma kasy i fajnych dup?

Jaś się nauczył, a homo sovieticus nie będzie umiał

Jest zatem oczywiste dlaczego gospodarka oparta o Jasia (człowieka) jest efektywniejsza, niż gospodarka oparta o kolektyw homo sovieticus. Jaś jest inteligentnym, przemyślanym projektem przez Wszechwiedzącego Stwórcę i Jaś doskonale o tym wie, a kolektywny homo sovieticus pochodzi od małpy i stąd rezultaty.