Inżynieria drakkaru. Skąd się biorą przedsiębiorstwa (1)

Z samej nazwy wynika, że z przed się brania. Czyli samodzielnym wyznaczaniu sobie celów i ich realizowaniu. Z takim szczegółem, że przy braku algorytmów aby wykonać powtarzalnie coś, co jest wykonywane w danym układzie po raz pierwszy. A z braku algorytmów trzeba się kierować rezultatami zwracanymi przez rzeczywistość i twardo po niej stąpać modyfikując swoje działania zgodnie z potrzebami jakie powstają. Najczęściej oznacza to, że trzeba wystrugać sobie wszystko samodzielnie – całego czebola. Ten tekst będzie czysto inżynieryjny (I), wszelkie kwestie teoretyczne (T) (o wskazanych tu, ale skróconych do rezultatu ciągów logicznych) będą poruszone w dwóch odrębnych tekstach.

Jedynym źródłem wszystkiego co mamy jest wydobycie materii z natury, materii możliwie uporządkowanej w porównaniu do otoczenia. Tym są organizmy (hodowla, uprawy), ich pozostałości metaboliczne (chemia organiczna), minerały, paliwa, ciepło i wiatr. Nie istnieją żadne inne źródła w naszej dyspozycji, natomiast różna jest nie tylko sprawność termodynamiczna silników z jakich korzystamy (niewolnik, wół, koń, silnik spalinowy), ale i różny dostęp i różny poziom złożoności dostępu do paliw dla nich oraz komplikacje związane z utrzymaniem w ruchu i eksploatacją. Rozważmy jakimi środkami dysponujemy i gdzie można się z tym wkręcić.

W gospodarce występują wyłącznie dwa kierunki i przepływają tymi kanałami wyłącznie dwie rzeczy płynące w przeciwną stronę. Jakkolwiek jest to ujęcie makro, to nas interesuje inżynieryjna kwestia skonstruowania swojego mikro w warunkach spadku zaufania wymuszającego rozdrabnianie do coraz krótszych okresów obiegów rozliczeniowych oceny rezultatu i zapłaty. Od liczby tych transakcji zależy konieczna ilość “środków kapitałowych” czyli obietnic, że coś z tego pożytecznego będzie wyrażonych najczęściej jakimś papierem wartościowym. Dlatego gospodarki nie da się oprzeć na dobrach materialnych (jak złoto – jest ich mniej niż operacji do wykonania na złożonych dobrach), i z ponurej konieczności trzeba na obietnicach, z których większość nie zostanie spełniona. I to nie spełniona wyłącznie dlatego, że jesteśmy homo pravusami z natury i kontentujemy się czyimś zawodem, ale dlatego, że wiele z podjętych ryzyk zostanie zrealizowanych – plany zaprowadzą na manowce, zabraknie środków i mocy korelującej na dokończenie projektów, które już wciągnęły zasoby, strukturom wykonawczym braknie korelatorów.

(T) To czym dysponujemy z pewnością to własny rozum, on ma taką właściwość, że ekspanduje i tworzy sobie algorytmy z bazą wiedzy aby oszczędzać energię, ponieważ nie istnieje na razie możliwość abyśmy utrzymywali taką proporcję wydatków na mózg jaką utrzymuje pięciolatek (dorosły człowiek miałby zapotrzebowanie przekraczające 25 000 kcal na dobę – nasz układ pokarmowy może sobie poradzić z 1/10 tego ciągle i przy 1/5 tego jest już istotnie obciążony, dlatego dieta dla sportowców ma specyficzne proporcje). Algorytmy, baza doświadczeń i plastyczność są bardzo praktycznym wyznacznikiem granicy dokąd powinniśmy się zapędzać w pogoni za zasobami. Gdzieś około w okolicach 25 roku życia krzywe wzrostu tych właściwości zaczyna się rozchodzić (w naturalnych warunkach był to wiek którego połowa samców nie dożywała), dynamika hormonalna spada, a charakter zaczyna się uspokajać. Ten moment następuje wcześniej u ludzi operujących algorytmami na dużej plastyczności i dużo później u operujących bazą doświadczeń z algorytmami uczenia się. W cybernetyce te właściwości są opisane inaczej nie będąc jednak bezpośrednio mierzalnym rezultatem, ale oddając charakter różnic pomiędzy osobnikami być może nawet skuteczniej, jeśli chodzi o ich dopasowanie do stref komfortu.

(I) To czym dysponujemy z pewnością to własny rozum, sieć społeczna, kapitał materialny oraz wpływy polityczne. Zazwyczaj gdzieś na początku kariery mamy wyłącznie rozum i rozpadającą się sieć społeczną (w tym wieku ludzie zaczynają wyruszać w świat), kapitału materialnego zazwyczaj nie ma (lub nie ma tyle ile by się chciało), a smarkaterii słuchać nikt nie zechce. Jeśli ktoś dziedziczy w tym wieku małe przedsiębiorstwo, to będąc wykształconą pierwszą sigmą będzie po prostu z niego żył i ono go pochłonie pozwalając realizować inne cele życiowe; tak samo trudne jest dla drugiej sigmy utrzymanie przedsiębiorstwa średniego – to nie są żadne wady, powolny wzrost oparty o długoterminowe, średnie kumulacje 0,6% na przestrzeni 40 lat to są bardzo dobre wyniki rozwijające przedsiębiorstwo o twarde podstawy o 1/4 większe niż zastane – w gospodarce to bardzo dużo. Jednakże większość czytelników wspominając początki swojej kariery zauważa, że sieć społeczna to przestrzeń jaką się opuszcza przy trafić do nowej, zrekonfigurowanej, ekskluzywnej; no a kapitał materialny trzeba zdobyć. Zaś wpływy polityczne to nie jest zaraz kwestia formalna stanowisk, a dostęp do aparatów decyzyjnych, dających choćby możliwość skutecznego wręczania łapówek.

 

Lądy odkryte

Są przeróżne miejsca do zajęcia w gospodarce. Najkrótszą pozycją I/O jest ta dla handlowca (mamy tu handlowców to pewnie coś napiszą) – pozwala przepalić dowolne moce korelujące na spinaniu ogniw w łańcuchach dostaw, wymaga ona jednak wiarygodności, agresji i kapitału przy bardzo agresywnym środowisku pracy, gdzie bardzo łatwo zostać wykopanym każdym możliwym sposobem. W charakterze kariery nie jest to strefa komfortu nigdy, w charakterze pracy zdarza się mieć tam kilka lat spokoju, a jeśli ktoś ma dynamiczny charakter to może tam spokojnie dożyć emerytury (jeśli podeprze to hardskillem z branży). Nie zajmujmy się jednak przypadkiem pracy dla leminga (to w innym tekście), tylko przypadkiem kariery. Handlowiec ma najkrótszą ścieżkę kariery do End Game (koniec wyjaśnimy oczywiście w akapicie tam właśnie), jeśli ogarnie wymagane aspekty organizacji, zarządzania i operowania zasobami to nie musi nawet mieć jakiegoś istotnego kapitału, mogąc być u kogoś “urzędnikiem od wszystkiego”. Przy odrobienie szczęścia ta pozycja jest już do przetestowania na samym początku, gdzieś koło dwudziestki. Z tym że w te zapasy próbują się prawie wszyscy i jest to coraz prostsze po przeniesieniu sieci społecznej do sieci. Handlowcom bardzo łatwo jest dojść do wielkich godności, jednak filtrująca cezura załamania na końcu cyklu ciąży im później na opinii – nawet jeśli nie okazali się świniami (które już nie odbierają telefonu od klienta na którym nie zarobią) to byli tymi, którzy przeprowadzili zamknięcie i bilans nie chcąc dalej udzielać kredytu i odroczenia.

Handlowiec+ to taki najpopularniejszy rodzaj przedsiębiorczości o krótkiej pozycji I/O, która jakoś wpływa na produkt (najczęściej franco-loco) w stopniu niezmieniającym użyteczności, ale wycenę względną w oczach kupującego. Z tego zakresu jest rozkład towaru z hurtowego na detaliczny, dostawa, personalizacja, dostęp do serwisu. Jeśli brakuje w jakiejś branży wymaganych do konsolidacji sigm, to tak właśnie fragmentuje łańcuch dostaw – dzięki temu możliwe jest przeprowadzenie kontroli i wydaniu werdyktu środkiem płatności wytwarzając strukturę zarządzania waterfall bez jakiegokolwiek administratora. Taki sposób działania przemysłu dominuje we Włoszech i co ciekawe – działa, a każdy rzemieślnik jest przez to przedsiębiorcą (we Włoszech wynika to z odpływu sigm do handlu – to jest państwo morskie, podobny kłopot jest w Danii). Skala tego “+” oczywiście może być całkiem spora i składać się z wielu plusików opisujących złożoność danego przedsięwzięcia, a rozum jakim dysponujemy wyznacza skalę, jakiej możemy podołać (jako obciążeniu) w zastanych warunkach – skalę przedsiębiorstwa.

Ten model przedsiębiorstwa jest dominującym z realizowanych przez czytelników w postaci usługi dodanej do produktu.

W tekście wyniknie nam jeszcze kilka funkcji wsparcia (przywódczych, organizacyjnych, kierowniczych, biurokratycznych), z których istotnym jest wyszczególnienie wariantu kapitalisty jako mocno wspierającego pewne rozwiązania dla obu wyżej wymienionych, ponieważ tymi jakie ujęte są poniżej z przyczyn obiektywnych (wysokie progi) raczej będzie mała szansa się zająć. Kapitalista to jest takie zwierzę, co posiada władzę formalną przyznaną przez wszystkich zainteresowanych (kredytujących go swoją pracą choćby) na organizowanie im zadań do realizacji, wyznaczania kierownictwa, aparatu sprawozdawczego oraz rozsądzania sporów. Kapitalizm jest ustrojem politycznym i dysponowanie kapitałem jest dysponowaniem władzą, którą bardzo trudno utrzymać (bo durniów się nie słucha, durniów się z kapitału skubie). Bycie kapitalistom w części choćby drastycznie lewaruje dowolną ze wskazanych pozycji – zapewnia udział w samomianowaniu. Drastycznie wobec niekapitałowych lemingów.

Węzeł gospodarczy (cieśnina przedsięwzięć – wąskie gardło) – to taki typ przedsiębiorstwa, gdzie decyduje się o dalszej użyteczności zasobu ze wszystkimi tego konsekwencjami dla gospodarki będącej tu w zależności prostej (forward).

Od razu wyjaśniam odniesienie do kinematyki prostej względem odwróconej, czyli gospodarki wykazującej efekt pchania, w odróżnieniu od gospodarki odwróconej – planowanej, w celu uzyskania rezultatów popytowych, gdzie dominuje ciągnięcie.

Przykładem tego jest produkcja chemiczna (zasób zostaje masowo przetworzony w inny zasób i zmiana charakteru procesu na żądanie nie jest w racjonalny sposób możliwa – choć z gumy da się uzyskać ponownie paliwo w procesie pirolizy, to bez abstraktu podatkowego nikt by tego nie robił), metali (w tym separacja wybranych metali kosztem innych), surowca przetworzonego na potrzeby handlowe (drewno pocięte w określony sposób, metal uformowany w blachę czy profil), produkcja podzespołów elektronicznych (nie przerabia się diód aby z nich odzyskać minerały – wyrzuca się na stertę bo są tak tanie), regulacja urodzeń, kształcenie. Najwłaściwszym przykładem będzie huta, stalownia, stocznia. Co w te węzły wpadnie nie jest niczym podobne do wejściowych surowców (choć wewnątrz jest również masa działań konsolidujących “handlowca+”, najczęściej o charakterze rzemieślnika co najbardziej objawia się w stoczni, choć istnieją huty i stalownie na potrzeby produkcji specjalnej – narzędziowej czy choćby specjalnej – zbrojeniowej).

Węzeł naturalny (wydobycie) – tak jak powyżej, tyle że tutaj decyduje natura, a nie inżynierski zamysł – co wykopiemy to będzie. Wariantem gdzie można sobie podecydować jest las – co nam zasadzili kilka pokoleń temu to nam wyrosło; i rolnictwo – co nam się sezon wegetacyjny zwidziało jako przyszła potrzeba to miejmy nadzieję że na urodzaj trafi. To dość pasywne rodzaje działalności obejmujące gigantyczne wolumeny w celu uzyskania opłacalności.

 

Gdzie w bieżący system rurek swój rodowy wkręcić kurek

(I) Oczywiście tam gdzie się da w danym wieku, przy danych umiejętnościach, poziomie organizacyjnym, koneksjach i operatywności. Co w przypadku ludzi ze smykałką do handlu już w młodym wieku rzeczywistość popycha do poziomu end game, potrzebne są im umiejętności kierownicze (i albo je szybko kształcą albo zamiera ich kariera) i jeśli wszystko idzie dobrze, waluty przybywa i koneksje się rozwijają (dobra koniunktura) to muszą rozwijać swoją operatywność, cisnąć poziom organizacyjny w górę, poszerzać zakres swojego działania, skalę przedsięwzięć i w końcu zająć się administracją. To jest winda w górę – jeśli rynek rośnie to warto być takim samodzielnym, obrotnym handlowcem. Jeśli dojdzie do destrukcji rynku (a jak się jest młodym można nie rozpoznać sygnałów że to już koniec, i właściwie co dalej? bo 19-21 letni człowiek nie ma w swojej pamięci przytomnych biznesowo doświadczeń z takiego okresu), to w następnym otwarciu padną pytania co ze swojego arsenału soft power zachował – koneksje z ludźmi co potracili firmy nie są przydatne, z częścią poszło na noże gdy rynek się walił i mosty spalone, ludzie pozwalniani więc struktura organizacyjna zazwyczaj zdemolowana, a kierować nie ma kim. Jeśli więc handlowiec nie przyszykował się do przejścia w jakimś przetrwalniku (podczepiając się pod większą strukturę, w której rozpad można przetrwać tracąc masę – ale cudzą, a siebie przenieść w czasie przy mniejszych stratach na następny sezon polowań na jelenie), a to przecież wymaga pozycji, koneksji, doświadczenia – to jest jedna, wyłącznie jedna cecha jaka ratuje czystego, rasowego handlowca w takiej sytuacji – jest to prędkość. Ta prędkość z jaką zacznie dzwonić do ludzi, umawiać spotkania, najeżdżać ich firmy z ofertą, wysyłać maile, tworzyć sieci społeczne i dotwarzać swój soft power oparty o fakt istnienia społeczeństwa, które coś tam sobie wytwarza i potrzebuje handlowca aby się wymienić. Jednak w naszych czasach mamy internet i dobrze zorganizowany transport – nie ma tak lekko jak w latach 90-tych kiedy świat był duży i o wiele mniej skomplikowany, ale ludzie mimo to sobie radzą.

(I) Na pewnym etapie życia kupca (awansowanego z godności handlarza) w kapitalizmie finansowym, jeśli ma dostatecznie rozwinięty soft power i dysponuje własnym aparatem (ludźmi), w środowisku niedoboru kadr na jego poziomie drabiny rozwoju (dlatego trzeba szybko się rozwijać) najpewniej pojawi się okoliczność (której dopomóc trzeba aby się pojawiła – koneksjami – trzeba je zdobywać) pozwalająca na przejęcie roli kierowniczej bądź organizacyjnej w przedsiębiorstwie, a nawet w wielu przedsiębiorstwach (często to właśnie handlowcy spinają firmy w grupy produkcyjne, kapitałowe, w łańcuchy wytwórcze). Ta szansa może pojawić się już na etapie wskazanym (19-21 lat), jeśli podoła się obowiązkom ogarnięcia małej firmy o silnym kontraście przepływu i dużej dynamice (wysoka różnica w cenie kupna/sprzedaży = kontrast), są to jednak przypadki ekstraordynaryjne. Na kolejnych etapach, ze względu na skuteczną filtrację przez rynek (kupujących realizujących swoją władzę w kapitalizmie przy użyciu płacidła) oferta ta będzie coraz bardziej długoterminowa w coraz silniej hierarchizowanych strukturach, gdzie będzie coraz więcej end game przepychanek do koryta i wojen korytarzowych. Zapewne na kolejnych cyklach koniunkturalnych (gdzieś pomiędzy 35-60 rokiem życia) będzie się pływać w karierze ze średnich stanowisk w dużych koncernach na wysokie w średnich tworząc ze średnich grupy i generując pierwsze, sfragmentowane duże przedsiębiorstwa pozwalające na karierę (młodego 65-letniego dynamicznego chińskiego biurokraty) w dużych już skonsolidowanych.

Zbierany w tym czasie kapitał, udziały w firmach (szczególnie w tych do których się wchodzi) pozwala przenosić ciężar swojej pozycji tak, aby coraz większa jej część zależała od tegoż kapitału finansowego i władzy formalnej w podmiotach (istnieje jeszcze władza rzeczywista w tych podmiotach – wykonawcza, oraz kilka innych dających się wyodrębnić form wynikających z dysrupcji przez nieobecność).

(I) Zagrożeniem dla tej ścieżki kariery jest sytuacja, w której “handlowców jak mrówków” i każdy sił spróbować może. A to prostsze niż w IT, bo rzemiosłem jest samo obiecywanie i realizacja zdolnościami organizacyjnymi przy użyciu kapitału. Owszem – może na rynku być ciężko z kapitałem, ale to w handlu dochodzi do akumulacji pierwotnej więc ten się znajdzie – nawet producenci będą gotowi skredytować istnienie handlu jak ich przyciśnie (wszak na dołkach to firmy zatrudniają sprzedawców, a na górkach odwrotnie).

Czytelników jednak najbardziej zainteresuje w czasie kiedy to jest publikowane, jak w czasach niepewnych zorganizować się na następny etap koniunktury płynnie do niego przechodząc w czasie organizacji, i to jest akurat takie miejsce gdzie teoretycznie handlowcy mogliby poznać producentów, dostawców, moc roboczą na sprzedaż etc. Teoretycznie, ponieważ większość handlowców nie posługuje się komunikatem pisanym jako narzędziem pracy (tym posługują się techniczni) – oni by najchętniej do nas zadzwonili, pogadali, umówili spotkanie. Z tego powodu handlowcom jest łatwo nawiązywać kontakty między sobą, a z pozostałymi trudniej i pozostałym między sobą, a z handlowcami idzie opornie. Bo taki na przykład @polish_wealth zadzwoni Wam o pierwszej w nocy, że jest mucha do ubicia i w handlu jest to normalne (jak nie chcesz odbierać to wyłącz telefon i idź spać), ale w świecie gdzie ani nie podajemy nikomu numerów, ani tym bardziej nikt nie ma odwagi dzwonić w niewłaściwych godzinach grożącym srogim ochrzanem za korzystanie z alarmowej radiokomunikacji w błahej sprawie – w tym świecie operujemy wiadomościami tekstowymi, e-mailami i cierpliwością w oczekiwaniu na odpowiedź. Jaki zresztą niby ma mieć sens odbieranie telefonu, kiedy wkoło jest dB95+ i bez nauszników nie ma się co włóczyć po produkcji? W handlu klient jest wszystkim – w produkcji nie jest zającem – poczeka.

Srogim lewarem dla pozycji handlowca jest kapitał. Po pierwsze pozwala on na handlowca się mianować i sił swoich spróbować (kupić i sprzedać) – co akurat jest operacją najczęściej eliminującą kapitał z rąk durniów, dlatego istotne są sztuki jak za dużo nie stracić kiedy maca się rynek tym kapitałem (tekst planowany na stare zarobmy.se “Jak wtopić. Mało!” zapewne się pojawi bo długo już leży). W każdym kolejnym etapie rozwoju handlowca jaki wymieniłem – zarówno ten po szerokości organizacyjnie jak i ten w pionie na wolumen – ten kapitał występuje, najwyżej nie jest w rękach handlowca, ale jakoś przecież menadżerów dobieramy, a nie ma jakiejś obiektywnej miary skutecznego menadżerowania – nie da się tego opisać zależnością wykonanej pracy w funkcji czasu, więc po owocach ich poznajemy. Ten filtr “po owocach” sprowadza się do rocznych dochodów i posiadanych kapitałów. Oczywiście nikt 20-30 latka nie pyta o kapitał, bo ten albo ma dziedziczony, albo jest niebywałym kozakiem i wszyscy o nim słyszeli, ale już tak po 40tce to wypada coś mieć, albo być rozpoznawalnym (bo ja na przykład nic nie mam, choć zawsze wszystko się pojawia jak w matrixie na zawołanie). Od menadżerów wyższego szczebla wymaga się oczywiście jakiś udziałów, a często niemożliwe jest (faktycznie) dostanie się na te stanowiska bez rekomendacji ze strony udziałowca, więc udziałowcem wypada zostać samodzielnie choćby przez jakieś swoje (kontrolowane) podmioty. Jeszcze nie spotkałem leminga, który by przyszedł na interview do korpo i położył na stole udziały w firmie (jakieś oczywiście symboliczne w cenie samochodu) stwierdzając, że bardzo mu się to korpo podoba i postanowił rozpocząć karierę, więc jako częściowy właściciel chciałby się dowiedzieć co takiego może w firmie robić aby ją wesprzeć – ale że już podpowiedziałem to można się spodziewać, że ktoś pójdzie po rozum do głowy i sobie ten klucz do kariery wykupi. Bo tak robią przedsiębiorcy – wchodzą kapitałowo w to co chcą robić, gdyż kariera i praca to dwie różne sprawy. Przydałby się tu tekst “skąd się bierze miejsce pracy”.

(I) Mamy wśród czytelników przypadek handlowca na kapitale finansowym (jak się ujawni, żeby go wymienić to go tu wredagujemy), i ten szalony człowiek wpadł i zapłacił rachunek z czego wywnioskowaliśmy, że trzeba było zamówić po flaszce, a nie szklankami kelnera fatygować. Pozwala mu to na bardzo zyskowne i egzotycznie ryzykowne operacje handlowe na terminach, jakich z przyczyn rozrachunkowych nie dopuszcza się w porządku korporacyjnym (taki luz na raportowaniu, przetrzymywaniu towaru w magazynie i terminy doprowadziłyby w korpo do room leftu na zwyczajową skalę). Aby uczynić długą historię krótką – własny kapitał pozwala na ponoszenie odpowiedzialności za decyzje, do jakich nie uprawnia zajmowane stanowisko, ponieważ w przypadku przegranej jesteś w stanie partycypować w stratach. Z kapitału bardzo łatwo się wystrzelać – jest on takim samym zasobem jak każdy inny i chętni będą starali się go odebrać wszelkimi sposobami, więc nie pozostanie on w rękach durniów, dlatego pozycja podparta kapitałem jest bardzo silna, a z punktu widzenia bezkapitałowych lemingów niepodlegająca dyskusji (za wysokie progi).

CDN