Rzecz o inwestowaniu by @gruby

[Disklajmer – tekst napisał @gruby na życzenie wymienionej w tekście instytucji więc z oczywistej oczywistości biznesowej nie wrzucili tego spojrzenia do książki;  zawarte opinie (wnioski) należą do @gruby i jestem zdecydowanie przeciwny ich niekameralnemu wyrażaniu – 3r3]

Wchodząc do jaskini trzeba zaopatrzyć się w źródło światła.
Roztropniejsi biorą wodę, kompas, liny, koc, coś na ząb i tak dalej.
Można do jaskini wejść i bez tego bo przecież tylko na chwilę,
bo na pewno nic się nie stanie, bo jaskinię znamy, bo już w niej byliśmy
i tak dalej, i tym podobnie.

Istnieją różne style inwestowania, podobnie jak można zwiedzać jaskinię na różne sposoby.
Można kierować się emocjami, można rozumem, można się przygotować albo liczyć na łut szczęścia.

Ten tekst przeznaczony jest dla homo sapiens.

Skoro nazwa zobowiązuje to wchodząc na rynek w poszukiwaniu okazji inwestycyjnych
nie wierzymy żadnym danym których samodzielnie nie zdobyliśmy albo za zdobycie
których nie zapłaciliśmy. Dane na temat naszej przyszłej inwestycji to narzędzie,
im narzędzie lepsze tym droższe. Skoro ktoś dzieli się z nami swoim przyrządem mierniczym
za darmo to albo go już nie potrzebuje (aha, no jasne, samarytanin się znalazł) albo
jest ono zepsute albo jest ono od momentu jego wyprodukowania
do bani niczym słynny radziecki przyrząd do świecenia w żopie.

Ponieważ jednak tego rodzaju działanie wymaga od t.z.w. inwestorów
nakładów (energetycznych, finansowych) to mam podstawy przypuszczać że
research targetu naganianego na ‘inwestycje’ również na stronie intependenttrader.pl
ogranicza się do wchłaniania propagandy którą karmieni są
przez zainteresowanych wciśnięciem im akcji, obligacji czy innych kwitów
od handlarzy obiecanek typu ‘wpłać teraz, wyciągniesz później z zyskiem’.

Bo nie o inwestorach tu mówimy a o baranach do ogolenia.

Wszystkie moje inwestycyjne wpadki biorą się z
mojej własnej głupoty: leming z oszczędnościami spotkał ludzi
z doświadczeniem po czym doszło do wymiany.
Jestem im za to ogolenie mnie wdzięczny bo inaczej
nadal pozostałbym głupkiem wierzącym w ‘rynki finansowe’,
‘giełdę’, ‘trendy’ i całą resztę tego badziewia.
Edukacja kosztuje. Mnie kosztowała zaledwie kupkę papierków
bo miałem szczęście. Gdybym zapakował się w nieruchomości
to pewnie wiedza kosztowałaby mnie zdrowie a na taką wymianę
przygotowany nie byłem.

Jeśli miałbym dawać rady inwestycyjne komukolwiek to
radziłbym mu trzymać się z daleka od t.z.w. rynku t.z.w. papierów
t.z.w. wartościowych. To kasyno w którym amator siadając do stolika
popełnia tylko jeden błąd: siada do stolika. Reszta jest pochodną
grzechu pierworodnego, owej wiary w świętego Mikołaja że gdzieś
tam, w wieżach z żelbetu i szkła w City czy na innym Wall Street
urzędują goście zainteresowani moim dobrem których naczelnym zadaniem
jest mnożenie moich oszczędności.

Jeszcze pięć lat temu Independent Trader wykazywał się sporą rezerwą
wobec systemu. Potem jednakże przyszły sympozja, konferencje i nagrody,
potem pojawili się głodni wiedzy na temat inwestowania. Zmieniono
ofertę, przesunięto akcenty, uczyniono inwestowanie produktem.
Rozpoczęło się golenie.

Na inwestowanie można też spojrzeć inaczej
ale o tym innym punkcie widzenia u independenta nie przeczytacie.

Sfinansowanie chrześnicy salonu fryzjerskiego to jest
prawdziwa inwestycja. Kupno szwagrowi dostawczaka z budą
i przyczepą żeby miał czym ludziom meble wozić – to jest
inwestycja. Wykup miejsca na placu targowym to może być inwestycja,
zakup dobrej wiertarki, spawarki czy szlifierki kątowej wraz z kompletem
kluczy do rur też może się opłacić. Własne pole, własny las
to również może być inwestycja. Nie w Polsce co prawda
ale świat się na Polsce nie kończy, przynajmniej nie na razie.

Zakup akcji inwestycją nie jest – nie w dzisiejszych czasach
i nie przy dzisiejszym stanie t.z.w. rynków. Nie w sytuacji
kiedy o kursach na giełdzie decydują banki centralne.

Za golenie baranów należy się opłata a proces ich golenia
jest jakże im potrzebną edukacją finansową. Strona internetowa
też nie jest za darmo. Strzyżenie chroni przed przegrzaniem
choć wystawia na zimno.
Pytaniem które zostawiam wam jest rozstrzygnięcie kwestii
czy taniej wychodzi kupić sobie ciepłą kurtkę czy klimatyzację
bo o to również w inwestowaniu chodzi.

Ile macie do wydania ? A ile procent z tego pragniecie wydać
na ochronę własnej inwestycji ? Ile chcecie wydać na research ?
Wreszcie: skąd te oszczędności są ? Łatwo zarobione można
wydawać lekką ręką, im bardziej się człowiek narobił tym
większa awersja do ryzyka. Bo wbrew pozorom i zerowym
stopom procentowym pieniądz kosztuje.

Czytając wypowiedzi inwestorów oraz przyszłych inwestorów
w komentarzach u tradera nie potrafię odpędzić się od wrażenia że
łatwo im przyszło, że ich w kieszeni pali, że ma być
lekko łatwo, przyjemnie i zyskownie.
Zwroty mają być rocznie dwucyfrowo procentowe,
ryzyko żadne, research jest niepotrzebny a ubezpieczenie zbędne.

Tyle że to tak nie działa.