Sen o programującej AI

W tekście o długości sygnału zwróciłem uwagę na pewną absurdalnie niską wartość (kilku samochodów sportowych) przelewarowaną na około 15% światowej gospodarki. Ta wartość jest oczywiście pewnym abstraktem “ile jest warte to wszystko, jakby tego nie używać”. I jak widać: jest to nic nie warte. Dodatkowo wskazałem oparty o to drugi taki trójkąt, który jest sektorem finansowym i właściwie niczym innym się nie zajmuje, jak obsługą przemysłu (handlem wewnątrz przemysłu, zasysaniem towaru od ryli i rolników, i dystrybucją na zewnątrz jako działalnością marginalną) wiążąc do niego wszystkie inne działania jako zależne. Co do tego, że w sektorze finansowym nie ma nic ponad powietrze, z którego “wytrzepujemy złoto”, to już zapewne wątpliwości nikt nie ma. Nawet jeśli zliczymy wszystkie rezerwy metali szlachetnych, to są one jakieś takie śmieszne w konfrontacji z wolumenem obrotów, a metale fizyczne wydają się niektórym niedowartościowane, ale nie podrożeją póki wstajecie do pracy. Powstaje pytanie: gdzie jest reszta tej pozapisywanej w postaci produktu globalnego & zobowiązań kasy.

To nie jest takie trudne, żeby rozszyfrować dlaczego mamy pozapisywanej płynności na różnych szansach zwrotu (ryzyku niewykonania) na sumę wartości okresu 10-20 lat produktu globalnego. Na tyle mniej więcej jesteśmy poumawiani, że bez zbędnego szurania będziemy swoje robić. Zaufanie zaś nazywamy płynnością i aby system rozrachunku funkcjonował na każde piętro hierarchii musi być z góry wstrzyknięta płynność (materiał, narzędzia i maszyny do produkcji wiertni muszą materialne istnieć – no przykro mi, ale nie da się tego z robić z …, … i kamieni kupy). To zaś ile jest płynności i w jakim tempie może zostać wyssana opisuje nam ryzyka na prowadzenie biznesu w najbliższych latach – i to jest właśnie to zalewarowanie. Sytuacja nie zmieniła się od czasów, gdy wznoszono mury Ur i targano kamienie na szczyty piramid. Ilu możesz dostarczyć orków w formacji zorganizowanej, co te orki mogą zrobić i czy te orki mają pod sobą inne struktury, oraz jaka jest moc korelacyjna/entropia tej struktury (czyli ile masz sigm na leminga). Sigmy są potrzebne do obsługi niescalaków oraz ich scalania. Sigm jest mniej niż 8% społeczności w ogóle, a tych którzy są bystrzejsi jeszcze bardziej jest poniżej ułamka procenta a ze względu na ich zasysanie do klastrów większość przeciętnych ludzi nie ma nawet szans na kontakt z intelektem o trzecim odchyleniu inaczej niż przez sieć. Zresztą większość i tak nie zrozumie ani co taki bredzi, ani co wypisuje, bo oprócz intelektu ma zapakowane dekady kompetencji w jakąś specjalność i nadąża za nim kameralne grono na planecie. Za wycenami tych narzędzi jakimi dysponują nie stoi więc nic innego niż to, że się po prostu dogadali i to skonsolidowane narzędzie jakie tworzą, w jakie można wrzucić polecenie i coś tam takiego wyplują co wszystkim innym ułatwia życie na tyle, że chcą sypać na to zboża, dolewać mleka, ryć węgiel i bić w dach stukając kopytkami. To narzędzie nazywamy właśnie spółkami technologicznymi. Ich wyceny wydają się może odlotowe, ale właśnie tam są struktury na czele których stoją ludzie, których słuchają sigmy na tyle, że się nie rozlezą po garażach z powodu kataru szefa wszystkich szefów.

O ile durnie z kompartii mogli sobie bredzić o tym, że ryli czy stoczniowców można pozabijać w razie buntu i zagonić do tyry nowych, to już wtedy rojenie takie wynikało to z braku wiedzy o tym, ile trwa przywracanie tak skomplikowanych struktur do działania. Skomplikowanie to wynika z tego, że ludzi trzeba wykształcić, a wybieramy ich z populacji i akurat może tam się nie pchać kwiat narodu jak zwroty są takie, że się dostaje w potylicę. Obecnie tę wiedzę mamy i wiemy, że odtworzenie struktur spółek technologicznych zajmie około 4 dekad, o ile w ogóle się uda. Sytuację tę wszyscy starają się zabezpieczyć swapami na branżach technologicznych, aby w każdym klastrze udziały mieli wszyscy, aby nikt nie dokonał ataku na centrum klastra (tak jak zaprezentowano próbkę na WTC) i nie wykoleił czego. Centra klastrów są więc zalewarowane wzajemnymi obiecankami na różnej pewności ich wykonania, wyrażanej właśnie formą egzekucji i zabezpieczeniem (które jak wskazałem materialnie jest liche, ale nikomu to nie przeszkadza). Obiecanki te przyjmują postać wszelkich papierów wartościowych opartych o marginalne zabezpieczenie w surowcu materialnym. Z tej struktury wynika, że na 25 lat to mamy takie tam obiecanki “coś tam może będzie”, na 20 lat nie lepsze, na 10 lat jeszcze jakieś tam obiecanki Kapitanów, że kijem będą egzekwować jakby kto się bisurmanił, na 5 lat to nawet coś w granicach zdrowego rozsądku można obiecać, zobowiązania 2 letnie są nawet uważane za podstawę do otwarcia co piątej firmy, a im niżej zejdziemy tym krótszy jest horyzont zaufania pomiędzy stronami, ale tym większa bezpośrednia zależność zmuszająca prozą życia do współpracy.

Jednakże odtworzenie struktury technologicznej zajmuje coś ze cztery dekady. Byliśmy zdolni zbudować taką strukturę, ponieważ wydobycie surowców, płytko ukryte złoża oraz gigantyczna podaż homo sapcia w wyniku zmian w rolnictwie i odkryciu antybiotyków dało nam Wielkie Mnóstwo sygnału rozrachunkowego i sobie poobiecywaliśmy takie rzeczy, że się człowiek za głowę łapie, jak widzi roszczenia wrzeszczących staruszków: kto im takich pierdół naobiecywał? Ten sygnał był dłuższy od rozmiaru gospodarki i udało nam się zmieniać stary przemysł w nowszy i potrzebniejszy bez destrukcji, modyfikując i integrując stare rozwiązania przy zastosowaniu ludzi jakich mieliśmy, a którzy wcześniej razem z końmi robili za silniki i obecnie już nie muszą. To uwolnienie co słabszych intelektualnie ludzi i koni (koni już się pozbyliśmy) od robienia za silnik dało nam impuls do zwiększenia ilości czynności manualnych jakie mogą wykonać ludzie przydzieleni do stanowisk pracy. Teraz przydałoby się po koniach pozbyć durniów i rozmnożyć tych bystrzejszych, tylko jakoś nam to nie wychodzi, a musimy uzyskać zdolność odtworzeniową przemysłu, ponieważ proporcja kapitał-praca przesuwa się w stronę zapotrzebowania na pracę do tego stopnia, że kapitał ma negatywne oprocentowanie i coraz więcej instalacji zarasta chaszczami będąc powoli demontowanych na złom, ponieważ nie ma ludzi aby je z zyskiem uruchomić.

Nie ma ich ze względu na różnicę między zarobkami czeladnika, a dajmy na to moimi czy jakiego dinozaura. Tam są nawet dwa zera spreadu, a są tam ponieważ z puli ludzi normalnych do obsługi naszego przekombinowanego przemysłu potrzeba każdego 2sigma i co drugiego 1sigma i dla nikogo innego nie ma tam przestrzeni. To naprawdę nie jest środowisko dla normalnych ludzi: kalectwo jest tam ryzykiem istotnym, choroby zawodowe gwarantowane. Dajmy już spokój czeladnikowi, ale pomiędzy „osobotowarem” dostarczanym przez uczelnię a dinozaurem dalej jest zero spreadu, a towar z uczelni już wcale taki młody nie jest, żeby go od nowa wszystkiego uczyć w ramach cechu, a niestety jest to konieczne. Banki więc dość bezskutecznie poszukują cymbałów, którzy pójdą na 40 letni kredyt, aby zapewnić 40 letnią “pewność” zobowiązań w tym łańcuchu, ponieważ w przemyśle nic się nie zmieniło od czasu kiedy Ford otworzył fabrykę – mieszkania i pojazdy wycenia się w jednocyfrowej liczbie wypłat majstra. A to świadczy o piramidzie, która z przyczyn obrachunkowych musi być płaska i rozległa, a taka nie była, bo mieliśmy przez dekady zatrważającą podaż ludzi i się niestety skończyło. Skończyło się, ponieważ podjęto zobowiązania jakich nie dało się wykonać. Teraz jest przeceniany kapitał, choć starcy w krajach uprzemysłowionych dalej żyją złudzeniami, że ich zasoby materialne bez ludzi też są coś warte, a co przytomniejsi wyprzedają je PbnKD, zanim będzie jeszcze niższy, bo już się połapali, że walutą obecnie nie jest stan posiadania samych maszyn, ale takich które ludzie mogą użyć i trzeba jeszcze mieć tych ludzi. Przesuwająca się zaś z braku podaży białej populacji średnia wieku sprawia, że wpływ polityków maleje wraz z marginalizacją ilościową w społeczeństwie kohorty wiekowej podatnej na politykę.

Aby podtrzymać działanie wielkoskalowych struktur przemysłowych koniecznym więc jest aparat urządzający gry i zabawy w “co się komu należy i kto ma gdzie pracować”. Takim aparatem jest system obrachunkowy przepalający obecnie 1/3 całości pracy, jaką dokładają homo sapcie gospodarując tak jak potrafią. Być może by gospodarowali lepiej jakby im pozwolić. Dezintegracja i rekonsolidacja struktur spowodowałaby jednak, że obecnie kontrolujący struktury prawie na pewno utraciliby kontrolę, więc przepalają na mieszanie herbaty coraz więcej pracy populacji i w wielu miejscach aktywność zamiera, bo herbata wcale nie jest słodsza. Ale nie dlatego przecież coraz większy udział w koszcie ma system transakcyjny i redystrybucji, że się coraz więcej lenimy, tylko dlatego, że jesteśmy po kilku ilościowych i jakościowych skokach dostępu do zasobów. I jak narkoman czekamy na kolejny z gotowymi strukturami, że to się zaraz już na pewno wydarzy ponownie. I tym razem czekamy na jakiś przełom, który zacznie za nas podejmować decyzje, nazwaliśmy tę hipotetyczną konstrukcję sztuczną inteligencją i liczymy że będzie ona konsumować inny zasób, niż my konsumujemy substytuując naszą działalność. Logika tego oczekiwania jest taka, że jakkolwiek koń substytuował człowieka w charakterze silnika, to żarł generalnie to samo co człowiek konkurując o areał uprawny, a silnik na paliwa kopalne żre to czego człowiek i tak nie zeżre. Silnik parowy oparty o węgiel, silnik spalania wewnętrznego oparty o węglowodory, wreszcie silniki spalania ciągłego w oparciu o turbinę oraz nieśmiałe próby podgrzewania medium przed turbiną metalami (najczęściej uranem) – zapewniły nam kilka takich kopniaków pozwalających na trwonienie zasobów do jakich wcześniej nie mieliśmy dostępu z użytecznym rezultatem i zmodyfikowanie podziału pracy. Natknęliśmy się na nowe wyzwania rozwiązując poprzednie.

Prześledźmy jak nam się zmieniał wydatek serwisowy na przestrzeni dziejów, co konkretnie było tym wydatkiem i kto go ponosił.

Żaden z naszych wytworów nie jest wieczny, wszystko niszczeje. Radzimy sobie z tym problemem dokładając pracy i zasobów, co akurat w naszym świecie ma to taki skutek, że działa. Póki mamy zasoby. Przyjmijmy sobie podstawowy budulec “drewno” za jakiś początek rozważań. Wada drewna jest taka, że jeśli dojdziemy do skali, w której samo się nie odtwarza w odpowiedniej jakości (na przykład drzewa niekoniecznie rosną proste), to drewno wymaga uprawy. Mamy lasy przemysłowe, jak wyrąbiemy wszystkie inne, to mamy gotowy scalak na produkcję tego materiału. Kolejna wada drewna jest taka, że jak już zeroduje (w funkcji czasu), to trzeba użyć nowego i żadnego z niego więcej pożytku, czyli leśnicy przekształcają nam wraz z całym przemysłem prowadzącym do materiału konstrukcyjnego pracę w produkt o skończonym czasie istnienia w gospodarce. Ilość dostępnego w danym czasie środka konstrukcyjnego tego typu możemy więc wprost wywnioskować z rozmiaru branży. Każde udoskonalenie i zintegrowanie tej branży odciąża nas z części pracy, ale pomijając sprawność tego silnika jest to wprost funkcja praca –> materiał. Nie ma więc w tej części gospodarki jakiejkolwiek tezauryzacji. Ta branża jest w praktyce wydatkiem serwisowym na infrastrukturę do jakiej potrzebujemy drewna. I jakiś tam odsetek ludności się tym zajmuje.

Wtrącę tu o tym wydatku, który konieczny jest stale do ograniczania entropii w układzie. Większość ludzi ma bardzo poważne problemy z wyobrażaniem sobie takich trwałych układów nierównowagi. Większość bredni politycznych, bajek, rozwiązań i regulacji dotyczy przywracania equilibrium (stanu równowagi – urojonego). Mając dobre zasilanie można podtrzymać dowolnie odrealniony układ do czasu, aż się to zasilanie skończy. Jednakże! Gdyby myślenie większości w zakresie termodynamiki w nierównowadze było zbieżne z rzeczywistością, to najprawdopodobniej by nie istnieli^^.

Lokalny chaos mikrostruktur (działanie: każdy sobie rzepkę skrobie) nie tylko wykazuje nam zdecydowane przewagi nad mikrozarządzaniem (micromanagement), będącym objawem gospodarki planowanej, ale jest też adaptatywny i samomodyfikujący we własnym interesie (jest samosterowny, czy gospodarka centralnie planowana jest taka to niektórzy na własnej skórze się przekonali). Lokalny chaos tworzy coś co rozpoznajemy (błąd poznawczy) jako uorganizowanie (błąd polega na tym, że sam fakt możliwości przewidywania następnych zdarzeń nie świadczy o spadku entropi). Nauka o samoorganizacji struktur w obliczu nierównowagi termodynamicznej to synergetyka. Nie istnieje żadna technologia, która nie opierałaby się na tym zjawisku, nie istnieje żaden model relacji, zachowań, ustrojów społecznych, a mimo to… a mimo to uwielbiamy projektować wszystko jako układy statyczne, ponieważ jest to proste. Dlatego w szkole rozwiązuje się równania, ponieważ większość ludzi nie radzi sobie z antycypowaniem kolejnych stanów w układach dynamicznych. Dlatego prowadzenie walk z nomadami jest tak paskudnym przeżyciem dla osiadłych rolników.

Kolejnym podstawowym budulcem (produkujemy z niego ludzi) jest “żywność”. Trzeba ją uprawiać, hodować, przetwarzać. Jakkolwiek wzrosła nam wydajność rolnictwa niepomiernie od momentu kiedy przestaliśmy włóczyć się za włochatymi słoniami, to jednak jakaś część populacji dalej zatrudniona jest w rolnictwie i do tego część górnictwa & przemysłu zasuwa zamieniając żelazo, węgiel, ropę, fosfaty w krowy (wiemy doskonale ile ropy kosztuje hodowla krowy). O, nawet jest jakiś tekst jak znalazł i nie muszę odsyłać do historycznych opracowań naukowych z gazet z zeszłego tysiąclecia:

http://www.farmlandlp.com/2011/01/oil-and-food-prices/

Żywności właściwie nie da się tezauryzować w czasie jaki jest potrzebny do wyprodukowania drewna. Co już w tym kontekście zwraca nam jakąś tam zmienną (mniejsza o liczbę) opisującą ilu ludzi trzeba posłać do rolnictwa i leśnictwa tylko dla podtrzymania liczby ludności z drewnianym dachem nad głową. Z wydobyciem zaś kopalin wiąże się pewien problem. Po pierwsze musimy grzebać w ziemi coraz głębiej, co powoduje że kosztuje nas to więcej paliw kopalnych, więcej roboczogodzin, co za tym idzie wymaga przydzielenia większej populacji, która żre, więc rolnicy muszą być w proporcjonalnej do ryli liczbie. Tam gdzie już coś wykopiemy – tam już tego dłużej nie ma. Wiem, że to straszliwe doświadczenie dla każdego kto wyprowadza się od rodziców, że lodówka nie jest urządzeniem samouzupełniającym się. I dlatego lodówce należy przydzielić samicę, aby wszystko funkcjonowało “jak u mamy”. Samice korelują z krasnoludkami, dzięki którym wszystko jest posprzątane, wyprane i polane do szkła, posprzątane konto i rachunki od mechanika są również winą nienawistnych krasnali sikających złośliwie do mleka). Dzięki samicy przeskakujemy problem Kubusia Puchatka, który im bardziej zaglądał do garnka z którego wyjadł miód, tym bardziej tego miodu tam niebyło ^^.

Paliwa po spaleniu nie są dłużej przydatne, a nawet niektórzy mają czelność podnosić kwestię, że psują powietrze w miastach (tak jakby nie mogli się wyprowadzić do lasu i przestać jęczeć – nie ma przymusu mieszkania w miastach). W takiej sytuacji pozostaje nam wyłącznie poszukiwać równowagi odległości i wysiłku na wydobycie, w stosunku do korzyści z użycia paliw w rolnictwie i leśnictwie, aby utrzymywać jakąś tam wyobrażoną liczbę homo sapków. Rynek właśnie na to nam pozwala, ale pod warunkiem, że system cały czas jest zasilany ze słońca aby drewno i pasza rosła. Złoża zaś się nie uzupełniają, ale na razie eksploatujemy je bardzo wolno – jeszcze nie zerwaliśmy planecie płaszcza (którego nie oddamy i co nam planeta zrobi?^^). Jest jednak pewien wyjątek, który dał nam takiego kopa rozwojowego, że aż wymyśliliśmy tezauryzację. Otóż to zjawisko (tezuaryzacja) jest możliwe wyłącznie w obliczu plastycznej, przydatnej do wszystkiego substancji, której raczej nie ubywa z naszego stanu posiadania – wystarczy dołożyć pracy. Te substancje to metale, a najbardziej z nich, najważniejsze dla nas ilościowo – żelazo.

Żelazo co prawda w każdym procesie obróbki jest redukowane o zgar, wióry i inny odpad tym większy, im dalszy proces następczy, ale praktycznie każda wydobyta w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat ilość tej substancji pozostaje w użytku. Czyli każda praca dołożona do żelaza w taki czy inny sposób (malejąca w funkcji czasu sprawność) cały czas zapewnia nam substancję, której nie musimy ponownie wydobywać z dużej odległości – leży pod nosem i wystarczy ją doprowadzić do stanu plastyczności lub płynności paliwem i ulepić sobie co innego. Uzyskiwanie stopów na osnowie żelaza pozwala na coraz ciekawsze zastosowania, w których pierwotna substancja nie wykazywała należytej doskonałości, i jak się okazuje – pozostałe metale też mają taką właściwość. Metale pozwalają przenosić rezultat pracy na większe odległości w czasie niż drewno, żywność, konie i niewolnicy. Dzięki tej właściwości możliwe są ustroje oparte o inny rozrachunek niż dominacja nad obszarem produktywnym biologicznie. O ile w przypadku drewna, koni i niewolników/durni można było co najwyżej PGR, a po wykorzystaniu niewolniczej siły roboczej wrócić do domu i poczekać, aż w kolejnym pokoleniu substancja się odtworzy aby ją sfarmić ponownie, o tyle w przypadku żelaza możemy durniom zabrać substancję, którą zrekonfigurujemy (ich niewolniczą pracą wymuszoną kredytem opartym o indukowany im mem jid. pacta sunt servanda – goje mają tyrać) w inne kapitałowe środki produkcji. Obecny wolumen żelaza w obrocie gospodarczym uzyskaliśmy dzięki niewolniczej pracy w kopalniach. Jeśli ktoś ma złudzenia co do dobrowolności pracy górnika w kopalni, to Chiny mają obecnie największe wydobycie w historii. Proszę się tam wybrać i dobrowolnie zatrudnić w kopalni za proponowaną stawkę^^. Oczywiście żelazo wymaga węgla do przeprowadzenia wszystkich operacji na nim aby uzyskać stal, ropy do transportu, transport wymaga stali (zarzuciliśmy koncepcję budowania statków z drewna), a wraz z rosnącą odległością pomiędzy habitatem, miejscem tyrania i źródłem zasobu coraz więcej pracy przepalamy na podtrzymanie tego wszystkiego w ruchu. Najwięcej zaś pracy obecnie wydatkujemy na podtrzymanie memów, że trzeba pracować. Zmuszenie dziś ludzi do zorganizowanej pracy wymaga całego aparatu państwowego i sektora finansowego, co pożera nam 2/3 gospodarki tylko po to, aby zaprząc do pracy nieograniczone rzesze durniów. W systemie rozrachunkowym mamy przeróżne memy, które są nie do zrealizowania, ale na iluzję ich realizacji przeznaczamy przeogromne zasoby. Są to czynności czysto rytualne, które mają za zadanie podtrzymać więzy w grupie. Więzy zupełnie fikcyjne, ponieważ wraz z przesuwającą się średnią wieku społeczeństwa jedyne co nas łączy to wzajemne pretensje. O, na przykład takie, że szamani, tfu – lekarze, mają leczyć. Budujemy im do tego szpitale, dajemy ładne samochody, zapisujemy na kontach liczby i oczekujemy, że wszyscy będą w rezultacie tego zdrowi, a praca lekarza wymaga w tym wypadku leczenia. Lekarze są więc zajęci pracą identyczną jak bohaterscy żołnierze zajmujący się “mopping the rain” co przekładamy lemingom na “wydatki na armię” i patriotyczne paragony. Dodajemy do tego memy, że sami sobie nie ugasimy pożarów i nie zbudujemy chodników. Musi to razem zrobić wspólny kocioł, a ostatnio wrzucono tam kartkę z życzeniami, że nie każdy umie sobie odnaleźć piękną panią w celu oczywistym, więc Kapitan powinien to sfinansować i dostarczyć tym ciamajdom co nie potrafią. Zanim jednak Kapitan się ogarnie z Centralnym Portalem Randkowym i przydzielaniem ciamajdom pięknych pań, to staram się zagospodarować te bezpańskie zasoby. Zabezpieczam dobra aby nikt ich nie ukradł^^.

 

Opowiem Wam bajkę – aby wszystkim żyło się lepiej

I tutaj dochodzimy do tego, że struktury organizacyjne w tej skali funkcjonują nieco bez sensu. Zamiast jednak ograniczyć struktury do rozmiaru, w którym funkcjonują z sensem postanowiliśmy wstrzyknąć tam moc korelującą. Ponieważ wrzucanie tam konkurujących o zasoby ludzi (jakkolwiek bardzo sprytnych) sprawia, że struktury dzielą się do rozmiarów w jakich mogą nawzajem konkurować, a produktywność tych struktur okazała się jak z komiksu o Dilbercie, to wymyślono sobie to samo, co przy odciążeniu poprzez skonstruowanie silnika. Odciążenie ludzi od korelowania urządzeniem pożerającym inny zasób, niż ten nam potrzebny do biologicznego funkcjonowania. O ile nie potrzebujemy już aby ludzie pchali kierat, bo chwilowo mamy paliwa i silniki, a jak widzicie w tej liczbie moc korelująca idzie w gwizdek, przepalamy zasoby na krzątanie się po archiwum i wyciąganie co kto komu jest winien i realizujemy memy “sprawiedliwość”, “prawo”, “porządek”, to oczywistym jest że co bystrzejsi degeneraci zaczęli knuć, jak się pozbyć gamoni. Żeby to był jeszcze jaki nowy pomysł ale niestety. Chińczycy w swojej doktrynie administracyjnej już setki lat temu uznawali najazdy i powodzie za dar niebios rozwiązujący problem wysycenia habitatu. Zauważali, że po każdym takim zdarzeniu przechowana zostaje wiedza (bank pamięci), w tym struktura organizacyjna (koncepcja majestatu cesarza) oraz wydobyte metale. Niemcy zaś udoskonalili brytyjską koncepcję obozów koncentracyjnych, a udoskonalenie polega na tym, że Brytyjczycy Burów zaganiali do obozów przymusem i w obecności oporu, Niemcy zaś zawozili ofiary jakkolwiek pod przymusem, to bez jakiegoś szczególnego oporu z ich strony. Obecnie ludzi sami ciągną do koncłagrów zwanych miastami, aby tam bytować w zadymionym powietrzu, w ścisku mając klitki zwane “apartamentami”, aby się tam nie rozmnażać oraz wieść życie singla oraz pozorować pracę od rana do wieczora w biurowcu temu służącym (a ludzie są później zdziwieni proporcjami dochodów dysponowalnych). No i ta zaczarowana AI ma to wszystko zorganizować jeszcze lepiej^^.

 

Bo przecież już jest dobrze

Polecam zapamiętać sobie to katastroficzne dla ludu wydarzenie z chińskiej doktryny. Nasza kultura tym się różni od innych, że wyizolowała warunki i indukuje takie uzyskując zryw gospodarczy.

Administracja, w tym jej zwyrodniała forma zwana biurokracją, to zestaw czynności zarządczych wykonywanych przez ludzi, którzy nie potrafili wytworzyć majątku w skali w jakiej nim zarządzają (co możemy uznać za szczególne trudne przy malejącej sumie rozrachunkowej w skracającym się do rozmiaru gospodarki sygnale rozrachunkowym). AI jest właśnie jedną z takich funkcji. AI to funkcja przeprowadzana na sieci mniejszej niż długość sygnału, więc stratna i nieodwracalna, mająca dać nam wynik lepszy od takiego jaki uzyskujemy. Jeśli rzucicie okiem na to, jak działa elektronika (w gadżetach dzięki którym czytacie ten tekst), to moduły ładujące z danych wejściowych jakiś sygnał z powrotem do obrotu funkcjonują na tej zasadzie, że matematycy odkrywają jakąś prawidłowość obliczeniową (odkrywają ich Wielkie Mnóstwo) i po kolacji z fizykiem odnajdują powiązanie jednej z miriad tych prawidłowości z jakimś obserwowanym zjawiskiem, po czym przeżuwając śniadanie z elektronikiem dochodzą do wniosku (kiedy matematyk jeszcze śpi, żeby go krew nie zalała faktem, iż znaleziono zastosowanie dla abstraktu bo mógłby porzucić karierę a strata byłaby to wielka), że da się skonstruować taki efektor wykorzystujący omawiany fenomen, który po podaniu mu zasilania wypluwa akurat taki sygnał, który po przefiltrowaniu i załadowaniu do pamięci daje w pikach zbieżne z odkryciem matematyka wyniki, przynajmniej w zakresie „od…. do ….” z ograniczoną dokładnością, ale się ten zakres zablokuje w tych warunkach i będzie ten dżinks wypluwał swój zakres wyjątków szybciej, niż puszczanie tego serią warunkową w cyklach przetwarzania uniwersalnego. Macie takich funkcji elektronicznych (będących mechaniką zachowań elektronów w pułapkach zwanych obwodami) bez liku. Jeśli przyjrzycie się konstrukcji kalkulatora, to potęgowanie kwadrat i sześcian ma oddzielne klawisze od potęgowania dowolnego – właśnie dlatego. Mamy też takie funkcje szyfrujące, sumujące, przekształcające, mamy optoelektronikę zdolną rozpoznawać czołgi w krzakach (a niezdolną znaleźć żaby w stawie – bo za żabę nikt nie płaci), czy rozróżniać obrazy radarowe maskujących się w powietrzu urządzeń, a nawet takie które robią całki po kwadratach i trapezach (w ograniczonym zakresie dość prawidłowo). Nie wiemy jak działa większość z tych urządzeń w rzeczywistości (nie projektują ich ludzie. Testujemy różne konfiguracje w procesach zautomatyzowanej selekcji porównując wyniki z oczekiwanymi i wybieramy te, które mają interesujące zakresy dające cokolwiek z szukanych) i nawet nie mamy dość ludzi aby to badać – zresztą to zbędne, bo po kilku latach mamy lepszą, nowszą, ewolucyjnie rozwojową wersję i ładujemy to w elektronikę. AI to po prostu próba projektowania takich funkcji od strony wyniku, tworzenia sieci dającej rezultat, ale będącej w istocie złożoną funkcją. Interesuje nas jednak pewne specyficzne zastosowanie, któremu przyświeca cel opisany memem, i wszystkim pięknoduchom spodoba się ten mem, a potem przejdziemy do logicznie wynikających z niego konsekwencji wykonawczych. Bo żebyście nie wiem jak kombinowali, to mamy pewną szczególną selekcję na egzekutywę, i jest to kolejność w jakiej panie dają się dziobać. Egzekutywa, czyli funkcje wykonawcze zostały przetestowane w długim łańcuchu pokoleń i żyjemy dlatego, że ta selekcja jest skuteczna, a nasi światli przywódcy są chodzącymi ideałami. Jeśli za ideał weźmiemy starego samca, subklinicznego psychopatę o wysokiej zdolności kojarzenia faktów ze zdolnością do wyciszania szumów z faktami niepowiązanych oraz wdrażania tych działań przy użyciu sieci społecznej każdym sposobem jaki zadziała. Homo pravus – nasz światły, umiłowany sukinsyn – gorszy od sukinsynów nie naszych, dzięki czemu nasze plemię ma dłuższe od innych plemion (i akurat nasze po dzietności widać lichych ma sukinsynów).

Ten mam z bajki dla pięknoduchów jest taki jak zawsze “proszę uczynić świat lepszym”. Czyż nie wspaniałe? No to przeprowadźmy rozbiór logiczny tego polecenia. Zacznijmy od tego skąd funkcja ma wartości wyznaczające zakresy “lepszość/gorszość” – no te oczywiście zgromadziliśmy z zapytań grupy pięknoduchów o parametry niedookreślone w celu ich porównania co jest lepsze, a co jest gorsze. Na podstawie tych danych funkcja jest modyfikowana tak długo, aż zacznie udzielać odpowiedzi zgodnych z grupą, czyli (przyjmując nasze bzdurne, ale innych nie mamy, teorie dotyczące psychologii) się zsocjalizuje i przejmie normy zachowań. Co oznacza, że przestanie realizować zadanie, ponieważ ludzie normalni to tacy, którzy radzą sobie w życiu i mają satysfakcjonujące stosunki z innymi członkami grupy. Ponieważ nasza konstrukcja metaboliczna opiera się o stały dopływ mocy i stabilne warunki środowiskowe, to każde wahanie dopływu i każdą zmianę warunków uznajemy za obciążenie (wyzwanie) naszego metabolizmu i o ile jeszcze czytelnicy poradzą sobie z wakacyjnym wypadem kajakiem przez ocean w czasie sztormu, aby po wylądowaniu na brzegu doświadczać pliznołki PGR, to niegrzecznie byłoby nie przyjąć, iż obciążenie emocjonalne takiego zestawu ryzyk jest niezwykle emocjonujące i dla większości ludzi taka sekwencja będzie znacznie przekraczała progi pobudliwości (próg wrażeń) prowadząc do skutków metabolicznych i ich somatycznych rezultatów kwalifikujących do opieki medycznej. Takie rezultaty zostaną ocenione już w fazie projektowania jako niepożądane a predefiniowana przez pięknoduchy AI zrobi dokładnie to samo, co biurokracja wysycona pięknoduchami – wytłumi wszelkie sygnały o zagrożeniach (aby się nie wzbudzać), po czym wstrzyma wszelkie działania wiążące się z zagrożeniami. Skoro górnicy, rolnicy, budowlańcy i leśnicy mają wypadki w pracy, to należy tak długo eliminować te zagrożenia, aż… no Skanska przetestowała – aż przestaną być prowadzone czynności przyświecające przedsiębiorstwu – dostarczaniu klientowi rezultatu materialnego. Socjalizacja jak i projektowanie AI są właśnie tworzeniem takiego zestawu memów. Z tego wnioskujemy, że taka AI musi mieć jakiś inny zestaw aby wykonywać cokolwiek użytecznego i zapewniać dostawy zboża, węgla, żelaza, budynków, drewna, bo po to mamy firmy. Na szczęście nie musimy zgadywać jaki, ponieważ mamy takie AI, które dostarczają wszystkiego czego zapragniemy.

 

Dżin do nabijania innych w butelkę z jakiej wylazł

Mamy takie AI, które w środowisku syntetycznym dostarczają nam węgla, żelaza, drewna, melasy i niewolników. Dostarczają nawet siódme serce stuletniemu starcowi, bo co to szkodzi żeby utrzymać przy życiu opisywany wyżej ideał, który przecież tyle dobra dla ludzkości uczynił^^.

Zapewne nie widzieliście żadnych zmechanizowanych zastępów wyrąbujących puszcze ( drwale są żywi), nie widzieliście zautomatyzowanych budów (wszyscy budowlańcy to homo sapiens), w kopalniach jest identycznie na każdej głębokości, a nawet potrafimy posłać w niebezpieczne warunki nurków. AI zajmuje się czymś zupełnie innym – obrotem wierzytelnościami tak, aby dokonywać odpisywania środków przeznaczonych na głupoty i skoncentrować posiadane na zadania zlecone przez Starszych i Mądrzejszych. Czyli zajmuje się ogrywaniem durniów w giełdę, ubezpieczenia, handel i stany magazynowe. Ludzie co to organizują (przypadkiem znam ze szkolnej ławki, i przypadkiem uważam, że jestem przy nich głupi, no ale jak ktoś ma na nazwisko “John Usury” i jest z urodzenia w MF, to czym miał się zająć? rolnictwem? w NY?), jakkolwiek znają te wszystkie memy o sprawiedliwości, równości i wiązaniu chamom butów z łyka, to stosują je aby inni się do tych norm stosowali, ale nie oczekujmy zwrotnie tego samego. „Zasady są dla głupich ludzi” – miał powiedzieć generał Wojciech. Stosunki człowiek-szympans są takie same jak dorosły-czterolatek. Reszty nie muszę tłumaczyć. Wszystko o tym, jak to funkcjonuje znajdziecie na IT21, a o tym jak ludzie doszukują się racjonalności w byciu ofiarą znajdziecie u bemen’a razem z koncepcjami jak być gwałconym zgodnie z memplexem urojeniowo-uroszczeniowym. Tej konstrukcji umysłowej poświęcę obskurancki tekst.

Docieramy więc do momentu, gdy wytwarzamy pewien aspekt automatyki, który co prawda nie ogra wszystkich (niektórzy po prostu nie zagrają, a są nawet tacy co grają lepiej), ale tak rozstawi akcenty (szybko przestawiając stany magazynowe zobowiązań), że większość zostanie rozwałkowana na tych krótkich interwałach. I podniosą się krzyki, że niszczony jest kapitał, że straty, że powinni tego zabronić, że ludzkie tragedie. Wszystko prawda. I to, że akcjonariusze tracą, i wizerunek firm, i inne brednie lecą na pysk – to też prawda. Tworzymy funkcje nieimplementujące memplexu powszechnego dla durni a nawet takie, które przeprowadzają dewaluację całego systemu zobowiązań, redukując je do dającego się realizować poziomu, czyli takiego w którym garstka ludzi decyduje o zasobach. Taką siecią preAI jest sieć spółek (wrzucana często w formie obrazkowej przez @polishwealth na IT21) i AI implementowana do HFT (która uczy się oszukiwać coraz dziwniej zachowujących się durni).

 

Podsumujmy

Podzielmy sobie gospodarkę na takie działy od jakich zaczęliśmy. No, jest tam jakaś wyobrażalna liczba branż, w nich zespołów wykonawczych pilnujących racjonalności gospodarowania zasobami zwanych firmami. Scalaki polegają na tym, że uruchamiamy jakiś proces i nie trzeba nad nim więcej myśleć: działa i nie psuj! I przydzielamy tam durni, którzy sami by procesu nie wymyślili, ale jak się ich nauczy, to go obsługują i nie wymagają większej atencji. Głodem i batem utrzymujemy ich w stanie metabolicznym właściwym dla elementu klastra w jakim występują i dostarczają nam drewna, kartofli, ropy, obranych krewetek, ubrań, wielbłądów. O ile jeszcze do XX wieku dało się znaleźć jakieś nowe, niezamieszkałe ujście rzeki, to obecnie wszystkie są już zamieszkałe (ujścia, bo rzeki zamieniamy w ścieki). A żelazo jest już wydobyte, tylko nie potrzebujemy budować z niego żaglowych fregat na stalowej ramie z poszyciem drewnianym i kół do dyliżansów. To teraz proszę dokonać wysiłku i wyjaśnić “szkutnikom” od fregat & dyliżansów, że nie potrzebujemy ich produktów, bo mamy kadłuby stalowe nitowane (a później spawane), koła stalowe (a obecnie na osnowie aluminium) i że mają wytwarzać coś czego nie umieją, w procesach z jakimi nie mieli do czynienia. Czynimy to poprzez odpisy: zabieramy dopływ zasobów do szkodników gospodarczych i przekierowujemy je do tego co uważamy. Natomiast narzędzia, maszyny, infrastrukturę zbędną, a zawierającą przecież miedź, żelazo, cynę, ołów oddajemy do huty i wrzucamy do przetworzenia na nową infrastrukturę przy wydatku paliwa. Niemcy próbowali też wrzucać tak ludzi do pieca, ale sami wiecie że awantura o to była straszna i lemingi się bulwersują do dzisiaj, że zasób-żelazo wolno, a HR nie wolno, choć to przecież tylko różne rubryki w spisie assetów^^.

Sygnał gospodarczy (rozrachunek) jest w tym wypadku większy od gospodarki, ponieważ musimy zlikwidować część gospodarki, aby odzyskać zasoby i wyprodukować nowszą wersję scalaka. Gdyby gospodarka miała miejsce, to sygnał byłby krótszy i można by sobie pracować aż do śmierci produkując jakieś archaizmy, ponieważ nowsze fabryki i nowsza populacja osiedlana byłaby w innym kraju. Na tym equilibrium pofrunęły w górę Chiny. Teraz mając zaplecze na poziomie lat 70-90 umieszczone w czajnikowie (pchają Wielkie Mnóstwo) i JAP, SE, CH (ciągną) możemy rozbudować infrastrukturę średnio i wielkoskalową RU (wydobycie, przetwarzanie masowe metali, paliw) oraz yankee (średniozaawansowane przetwarzanie wielkoskalowe). I tutaj trafiamy na pewien problem kapitałowy: robić nie ma komu! Nie żeby wolumenu homo sapka brakło, tylko kwalifikacje są niespójne z infrastrukturą do jakiej trzeba dołożyć pracy aby ją podtrzymać. A są niespójne, ponieważ to Wielkie Mnóstwo miliardów ludzi, którzy wytwarzali przeróżne rzeczy, aby ich obłupić z owoców ich pracy w tak głupim systemie rozrachunkowym jaki mamy (lepszego i tak nie mamy), musieliśmy potraktować jak Indian – rozpić ich. Akurat nie bimbrem, a różnymi gadżetami elektronicznymi wpływającymi na metabolizm uzależnionych. Rezultat jest identyczny: są ogłupieni tak, że można ich wyzyskać, ale są nieefektywni w gospodarce jaką wytwarzamy z dóbr, jakie im zabraliśmy. W liczbach wygląda to tak, że dawniej 100% mieszkańców terytorium jakim włada dziś Blondyn było Indianami. W piku było ich chyba jakieś 140 milionów. Potem spotkali białych ludzi, ospę, wódkę i już po stu latach było ich 80 milionów, a obecnie jest ich poniżej trzech i stanowią poniżej jednego procenta władanych przez Blondyna z Wielkim Czerwonym Guzikiem. Natomiast ludzi jest ponad 300 milionów i zbudowali taki przemysł, jakiego Indianie nie ogarniali, mimo że rozumu im nie brakowało. Brakowało im dziedziczenia kwalifikacji, własności, praktyki i radzenia sobie z pokusami świata. Bo pokusy te są dość banalne – aby wszystkim było dobrze. Przecież możemy przekierować całe górnictwo na wspieranie rolnictwa tak, żeby było dużo najedzonych ludzi, a nawet jeszcze więcej. Jeśli zwiększymy ich liczbę, to będą nawet mniej spasieni, a nawet obozowo-szczupli, jeśli sprawiedliwie to wszystko podzielić. Gdyby nasz gatunek przejawiał taką dynamikę w większej skali to byśmy wszyscy siedzieli wokół ogniska wsuwając sorgo. Nie siedzimy, czyli jednak mamy inną dynamikę, choć zachodzi podejrzenie, że współczesne sorgo to popcorn, a ognisko to tv – różnica jest wyłącznie w poziomie technicznym.

Przekształcenie gospodarki tym sygnałem rozrachunkowym jaki opisałem sprawia, że musimy przekładać ludzi do kolejnych branż, które mają jezuicki problem – nie wytwarzają nowej kadry do fabryki. Mamy więc ścieżkę kariery jako wędrówkę specjalisty przez kolejne walące się fabryki trafiające do pieca i każdy kto wędruje zbyt wolno zostaje odcięty od zasilania. Nawet ci co utrzymują się z jakimś zasilaniem w obrębie klastra muszą konkurować coraz większym wydatkiem o zasoby dostarczane do klastra. Dobra jakie są w klastrze dla ludzi są nadwyżkami z fabryk, ale fabryki nie zamawiają już żywności dla koni, więc żywność w klastrze przemysłowym jest ekstremalnie droga, habitat – drogi, służba (jedzą) – droga. Proporcjonalnie do zarobków tanie są wyroby przemysłowe, maszyny, narzędzia – ponieważ na potrzeby klastra mamy zorganizowane magazyny, bo to na pewno się sprzeda, i to co zostanie w tych magazynach ma ceny sprzed lat i trzeba to wynieść bo zapełniamy czym nowym. Przeprowadziłem jednak (prowokacyjnie) przed chwilą taki eksperyment, zapytałem czy pani będzie wdzięczna za pśp – owszem będzie, a za dwa razy więcej wartą, nową, zapakowaną spawarkę – jednak nie. Wyroby przemysłowe nie są więc przeliczalne na piękne panie nawet po 50 centów za dolara. Zapytałem więc: co takiego poza pśp było przeliczalne, bo to najlepiej zapytać usługodawcę co takiego mamy czego mu trzeba a odpowiedź brzmiała: wycieczka do ciepłych krajów. Sami Państwo rozumieją – narkotyk, bo przecież ta wycieczka jest tylko zestawem bodźców na progu pobudliwości leminga. W Oslo doszło do tego, że połowa młodzieży leży po krzakach naćpana. Na co komu jakieś tam wycieczki jak tripa można mieć na miejscu?

Próbę wywożenia firm do PL wszyscy ciągnący technologię podjęli już dawno. Brałem w tym udział i rezultaty są takie sobie, ale czasem się udaje i wyciągamy z systemu edukacyjnego ludzi do firm i tam się uczą coś produkować. Ale g… zarabiają, więc tych już ociosanych zabieramy na Północ i firma na miejscu w Polsce może z powodu takiego rabunku stracić zdolność do przekazywania kompetencji (najczęściej staje dęba i można ją zamknąć). Prowadzimy takimi zrywami gospodarkę (porywając ludzi w jasyr), ale wybieramy wyłącznie rodzynki – ludzi z tęgimi łbami. Potrzebujemy spisać ze stanu tych co sobie nie poradzili (najczęściej tubylców) i coś z nimi zrobić. Oczywiście najkorzystniej byłoby ludzi niezdolnych do ucieczki przed siatką załadować w transport do Afryki i tam osiedlić. Najkorzystniej również dla nich, ponieważ mogliby tam zrealizować się tworząc znane im podwaliny cywilizacji jako pionierzy. W zaawansowanym przemyśle i tak żadnego z nich pożytku. Tylko, że oni wcale nie chcą. Chcą leżeć w krzakach przy fabryce i się odurzać. W czasach kiedy zaczynałem to kulało, teraz to co prawda jeszcze nie taśmociąg, ale potentaci “łapania w siatkę” od firm headhunterskich zwietrzyli takich kłusowników jak ja i chcą wejść z infrastrukturą na rynek. Przywiozą całe mnóstwo ludzi nadających się do przemysłu – w to nie wątpię. Ale kogoś trzeba będzie wywieźć. Na razie emerytów wywozimy do Portugalii, ponieważ tam nie ma podatków od emerytur prywatnych, a w Szwecji są. Tylko, że następni w kolejce nie mają już żadnych istotnych emerytur prywatnych, a państwowe są takie „pod psem”. Dobrze, że spadają wpływy podatkowe, bo obecne formy nierządów państw nadopiekuńczych sprowadzają się do demolowania kapitału, a ludzi z tego żadnych przydatnych nie przybywa. Bo żeby z państwa był chociaż jaki pożytek, ale jeśli przemysł potrzebuje programisty do maszyn, a państwo dostarcza politologa i ogłasza sukces, to pozostaje wyłącznie chińskie rozwiązanie. Jeśli durnie zaczną dostarczać na rynek taki AI jakie wytworzyli systemy polityczne, to będą musieli się sami poleceń tych maszyn słuchać. Dopóki starczy im chleba.