Mechanika tworzenia mempleksów (polityka)(2)

Dlaczego twórcy komunizmu ściągali rozwiązania z katolicyzmu (a nie protestantyzmu czy szintoizmu)

Ponieważ cały czas przekładamy naszą strukturę 5/12 szympansów na hierarchię społeczną w takich mniej więcej grupach dystrybuowaną (jeśli komuś wydaje się, że ma ponad setkę przyjaciół to mu fb zaszkodził) to wypada grzecznie zapytać o teokrację – skąd się bierze, jak powstaje, dlaczego działa. I dlaczego władza szamana nie jest silniejsza od władzy wodza wioski, a arcykapłana w rozległym społeczeństwie hierarchicznym jest większa niż faraona i generała razem (pleban ponad panem i karbowym)? Wynika to z samej hierarchii – jeśli ona już istnieje da się manipulować wyobrażeniem o niej. Niczym nie różni się to od wytwarzania pustych faktur i nabijania tym pekabu, po czym robienia pod to urojone coś proporcji zadłużenia. Wróćmy do naszego układu politycznego po przejściu konsolidacji i warunkowego uczestnictwa dóbr publicznych – od razu dowiemy się gdzie i na jakie sposoby podpiąć bóstwa srogie, a gdzie opiekuńcze.

Mamy naszych 20,20,16,8,5 i 5x5s – to jest przestrzeń rezultatów jaka powstała nam w serii przepychanek o władzę (1,2,3)a-c. W tekście możemy dokładnie prześledzić jak powstaje nam to z teoretycznej, płaskiej zbiorowości 5×1 samców. Rozpatrując to jako grupę rzeczywistą (nie abstrakt polityczny) mamy tam jednak bilateralne stosunki każdego z każdym w grupie, taki poziom utrzymują też wilki czy szympansy. U ludzi występują jednak koalicje rodowe (klany) na poziomie 12×12 (wskazywałem te modele w tekstach na zarobmy.se) i wyższych. Wilki nie tworzą koalicji grup w ogóle, a szympansy nie tworzą bo nie potrafią ich utrzymać (z powodu dynamik wewnętrznych), ale są podejrzenia, że co starszym politykierom szympansów pojawiają się takie zapędy jednak rozbijają się o problem który my rozwiązaliśmy ideologiami (i religiami w szerszym kontekście, szczególnie zaawansowanymi religiami afirmacyjnymi). Należy pamiętać że grupa szympansów ma poziom abstrakcji właściwy dla pięciolatków i grupa dzieci w przedszkolu prowadzi politykę (tak – dzieci politykują, tworzą hierarchie, dowodzenie, planowanie i egzekutywę) na tym właśnie poziomie i tej rozległości. Od razu zauważamy ograniczenia obiektywne – dzieci nie tworzą grup większych niż po kilkanaście osobników, a większe grupy są niespójne, zdezorganizowane i wytwarzają wewnętrzną grupę ekskluzywną oraz zatomizowane peryferia (mamy ten problem w dużych ustrojach politycznych zawsze gdy uczestników jest więcej niż wymaganych do spójnej hierarchii – wskazywałem to na zarobmy.se w tekście wyjaśniającym przyczyna konfliktu na planecie w naszych czasach). W ramach grup (klasy, szkoły, przedszkola) odbywa się rywalizacja nieobejmująca koncepcji sojuszu, tymczasowego sojuszu i co za tym idzie – sojuszu interesownego i zdrady. Nie odbywa się więc żadna polityka trójstronna a wyłącznie bilateralna – szympansy też tego nie potrafią grupowo choć potrafią indywidualnie. Jest to pewien poziom abstrakcji, który wymaga poruszonych wcześniej w tekstach uogólnień, do których co prawda wszyscy są zdolni, ale niekoniecznie wszystkim jest to użyteczne (i dlatego mamy ideologie i religie).

W przedszkolu jest jeszcze coś co mają szympansy w rezerwatach, ale na wolności już nie – pani przedszkolanka. Pani przedszkolanka dokonuje operacji 2a i 3a z całą pewnością czyli dostarcza dzieciom dobra publiczne, dystrybuuje je i dyscyplinuje rebeliantów przeciwko tym rozporządzeniem. 1a może być wykonywane przez panią przedszkolankę, ale dzieci mogą też to zrobić samorzutnie. Szamanizm pogański na małej grupie sprowadza się więc do nawciskania innym członkom grupy opowieści, że istnieją duchy/bóstwa/mzimu – call it yourself, które operują na (pogaństwo) if else – jeśli zrobimy tak to one nam zrobią siak. I nie jest to wciskanie ciemnoty, a propagacja spostrzeżeń “mycie rąk przed posiłkiem zmniejsza częstotliwość występowania biegunki”. Mzimu które znamy to bakterie czy wirusy, ale szamanizm pogański wprowadza pierwsze zręby logiki if else niezwiązanej z neuronami lustrzanymi “jak ja Tobie to Ty mi” czyli operuje na abstrakcie nieujawnionego obiektu który kieruje się inną “logiką” i to do tego wykonywaną warunkowo z dość dużą bezwzględnością ze skutkami rzeczywistymi. Nie rzucajmy się więc od razu na składanie ofiar w celu pozyskania deszczu, ale jest cała masa konsekwencji drobnych, które poddają się sterowaniu bez wiedzy o rzeczywistych procesach w nich zachodzących. Być może to truizmy, ale korzystając z tego banalnego rozumowania stworzyliśmy przemysł i maszyny latające zanim koncepcje uogólnień abstraktów zaczęły być dostępne w szkołach dla zauważalnej części populacji. Mam świadomość, że pochodząc z populacji ludzi białych nie potrzebujecie ideologii kaizen ani 5s żeby zrozumieć celowość takich działań jak umiarkowany (miarkowany innymi zadaniami), wystarczający porządek na stanowisku pracy czy mycie rąk, ale są ludy (powszechnie nazywamy ich brudasami), którzy nie potrafią wyprowadzić takich związków logicznych na bazie obserwacji własnych, nie są powszechnie zdolni do uogólnień (i to wcale nie z braku szkół bo mają powszechne szkolnictwo na o wiele wyższym poziomie nauk abstrakcyjnych jak matematyka czy logika niż my) i jak im kapłan nie wyjaśni, że mają się pięć razy dziennie myć do modlitwy (pod stresorem zewnętrznym bóstwa), to się po prostu nie umyją. Różnice pomiędzy populacjami odnośnie zdolności do tworzenia logicznych związków opartych o doświadczenie jest dość mocno skorelowana ze środowiskiem i w społeczeństwach gdzie kultura (techniczna) jest dość zaawansowana występują z tego powodu pewne trudności w uczeniu się nowych sztuczek (są to społeczeństwa wykazujące się skrajnym konserwatyzmem w rozwiązaniach praktycznych – jap, se, swiss, ita). Da się to wykazać w liczbie udanych prób wymaganych dla osobnika do zmiany zdania oraz skuteczności nacisku grupy do utrzymania zdania poprzedniego (nazwijmy go konserwatywnym – zakonserwowanym w grupie).

Proszę się teraz zastanowić – czy istnieją przesłanki do wnioskowania o istnieniu przedszkolanki choćby na podstawie przykładu z zarazkami i myciem rąk – czy jest coś czego nie widzimy co nas za pewne działania poddaje stresorom (na początek dajmy tę biegunkę)? Wiem że to rozważanie nazbyt filozoficzne dla ludzi, którzy znają mechanizm wiążący higienę z zachorowaniami, ale oddajmy się subiektywizmowi ludu tworzącego zręby polityki w warunkach, kiedy jeszcze nie mają innych niż obserwacje własne doświadczeń i poza mnemotechnicznym, kazuistycznym działa/nie działa nie są w stanie wywieść przyczyn obserwowanych związków logicznych w środowisku bytowania. Przyjmijmy sobie (tak z grzeczności), że szamanem może być wyłącznie osoba, która dla wszystkich innych członków rodziny czy nawet klanu, a może i plemienia zawsze była wzorem, bo była dorosła (pierwotne źródło wiedzy młodych – starzy) w pamięci wszystkich żyjących, jest więc to jakiś starzec. Rozsądnie jest założyć że jest to też mnemotechniczna skarbnica wiedzy i raczej nie ma się co spodziewać że to dureń. W ramach układów bilateralnych może on uzyskiwać wpływ dominujący w 2a i przejąć 5x5s (kapłani dość często kontrolują różne kółka zainteresowań samic poprzez dostarczanie dóbr takich jak przestrzeń, motywacje i robienie tam za przedszkolankę). Do tego należy uwzględnić że jako starszy samiec jest którąś z dwudziestek (współudział we władzy) a w najgorszym przypadku dobrze lawirującą szesnastką. Mogąc przydzielać dobro polityczne 5x5s ma silny instrument wpływu na redystrybucję i wprowadzanie deficytów jakimi dysponują samice (zachowania seksualne), a nawet na redystrybucję supresji zachowań 3a (na przykład karanie samic za sprzeciw wobec samców, albo samców za przedmiotowe traktowanie samic – nowy model marksizmu oparty o rozgrywanie konfliktów indukowanych). Nie jest to dyspozycja bezwarunkowa, ale trzeba się liczyć z wpływową pozycją jeszcze zanim przejdziemy do hokus-pokus.

Rozszerzając katalog zachowań pożądanych i niepożądanych przez mzimu, bo po co się ograniczać do mycia rąk, można to rozszerzyć o inne if else pożądane. Najczęściej pożądane przez inicjatora kultu muszą być korzystne dla populacji kultystów i rozwiązywać automatyką zagadnienia ich nurtujące, będą to więc bóstwa/kulty opiekuńcze i opiekuńczo wychowawcze. Jednakże w przypadku wystąpienia stresorów 1b korzystne dla grupy stają się działania indywidualnie niekorzystne dla jej uczestników (ujemna suma gry). Konieczne jest więc stworzenie koherentnej ideologii czy nawet kultu (takiego jak patriotyzm) który rozwiąże ten synkretyczny problem strat indywidualnych względem “dobra ogółu”. Wróćmy więc do naszego mycia rąk – jeśli biegunka może powalić nawet polityczną dwudziestkę redukując ją do dziesiątki (tak abstrakcyjnie przyjmijmy), to może wycenić siłę polityczną naszego bóstwa nakazowego (przedszkolanki) na 40, gdyż taka siła polityczna jest konieczna do sponiewierania członka koalicji do wymienionego stanu. Jeśli więc kapłan jest dość sprytny, a reszta nie dość sprytna to jest to pewien zakres udziałów które może dopisać w ramach emisji “przedszkolance” i poddać swojej kontroli. W przypadku działania spółki byłaby to emisja 40 dodatkowych akcji na rzecz mzimu, do którego telefon ma wyłącznie kapłan i w imieniu mzimu wykonuje władzę płynącą z udziałów. Teraz jest mniej abstrakcyjnie?

Mamy więc układ 40,20,20,16,8,5 i 5x5s gdzie arcykapłan stosując maksymalny wysiłek wszystkich środków jakimi dysponuje może skonsolidować będąc członkiem koalicji rządzącej 40+20+5x5s, a nawet kooptować aktualną władzę koalicyjnej 20. Mamy więc 85:49 a nawet 105:29 gdyby w ogóle ktoś przy takich proporcjach śmiał się sprzeciwić. Taka koncentracja władzy jak 85 jest teokracją, a taka jak 105 jest kooptowaniem polityki sankcjonowanej religijnie jako politycznego ramienia kultu. Oczywiście aż taka skuteczność jest niezmiernie rzadka, ale sama jej ekstrapolacja wskazuje że to zawodnicy cięższej wagi.

Zapalmy sobie idiotycznego jointa demokracji i zaciągnijmy się absurden egalite jeden człowiek = jeden głos. Względem powyższej sytuacji mamy tam 12 osobników, ponieważ każdy z nas zna się z demokracją dyskryminującą wedle wieku to zbyt młodzi nie mogą głosować, ale zbyt starych się nie wyklucza, oczywiście to starsi decydują o tym kto jest zbyt młodszy (i co nam zrobicie), więc abstrakcyjny wiek “osiemnastu lat” równie dobrze można przesunąć do dziewięćdziesiątki i niech decydują wyłącznie starsi – tysz dymokracja^^. Wykluczmy jednak gówniażerię (1/3 populacji), pozostanie nam 4 samców i 4 samice w wieku rozrodczym (wszystkie samce i dwie samice) oraz późniejszym (dwie samice), ale że niedyskryminacyjnie zaprosimy również “prawie dorosłych” to 10. Osiem osobników ma więc rozłożone głosy, które od razu porównamy do koncepcji z implementacją szamanizmu i wielkiego mzimu opiekującego się myciem rąk gdzie mamy rozkład siły politycznej tych osobników na 134 udziały, czyli po 13,4 udziału gdzie samice dysponują 67 głosami. Jeszcze nie doszliśmy do wyprawy po żarcie kiedy samice są ciężarne, ale od razu widzimy że w ustroju gdzie samice, a nawet “wszyscy” mają do powiedzenia tyle samo sprawia, że każdy zręczny polityk się z takiego systemu wykluczy i pójdzie zająć się zdobywaniem wpływów na tych równych sobie durni (na przykład mediami, ekonomią, stresorami). Będzie wiele przykładów wskazanych dalej dlaczego demokracja to urojenia. A przecież wyszliśmy z układu jeden samiec = 1 głos. I już jesteśmy na etapie gdzie proporcja 5 opisuje głos jednej samicy lub stłamszonego samca, a nie 13,4 jak wskazuje “model demokratyczny”. Jeszcze nadmieńmy że przy modelu demokratycznym gdzie nawet dziecko ma głos 134/12 = 11,666 co ewidentnie wskazuje że jest to ustrój szatański i propagujących trzeba zapoznać z oczyszczającym płomieniem stosu.

 

Płaszczyzny subtelne 4b

Na razie przebrnęliśmy przez płaszczyzny delikatnego przekonywania. Czytelnicy mają jednak świadomość, że przebrniemy tak przez subtelności polityczne, dojdziemy do surowcowego hardball i gdzieś tak przy operowaniu ludobójstwem i masowymi gwałtami zamkniemy redukcyjne metody rozstrzygania sporów w trybie ostrym, w których to nieobecni (bo martwi) nie mają racji.

Zanim zaczniecie szukać rozdziału o takich działaniach aby zaciągnąć się tymi ekscytującymi tematami pragnę zwrócić uwagę, że od zarania dziejów miasta nie znikają z globusa w wyniku niszczenia ich działaniami zbrojnymi, a zwykle w wyniku zaniku surowców, dostępu do wody i recesji w branży podtrzymującej dany habitat homo sapiens – Bizancjum nie zniknęło przecież w wyniku tureckich podbojów, a zanikło z braku chętnych na udział w tym zdychających, teobiurokratycznym molochu, który nie był w stanie karmić się zasobami na jakich Turcy zbudowali imperium.

Rozszerzymy zaraz zabawę o hierarchie, ale na chwilę wrócimy do udziałów i posłużymy się analogią do gry monopoly. W grze monopoly pojęcie abstraktu “własność” sprowadza się do “mania”: można mieć albo nie mieć. Czyli na danym polu (aktywie) decyduje się samowładnie. Gra sprowadza się więc (po wykupieniu z banku wszystkiego kiedy dalsze zakupy jak leci tego co się trafi z kości) do wymiany aktywów, których ceny transakcyjnej zależą nie tyle od samego aktywu, co od układu wielu płaszczyzn połączeń pomiędzy graczami – a głównie od zmiany stosunków tych połączeń po dokonaniu danej transakcji. Gra ma stałą sumę dodatnią do momentu pierwszej konsolidacji i postawienia domków a w konsekwencji hoteli, kiedy to suma staje się niejednolita. Jednakże możemy sobie pomyśleć, że przy nierówności wymienianych udziałów (powiedzmy dam Ci pole żółte za zielone, ale że jedno i drugie ma inną opłatę przy pełnej rozbudowie to podzielimy się udziałami w obu polach proporcjonalnie do “czegoś tam”, i tu zaczynamy się licytować czego, a ta licytacja to właśnie przebrnięcie przez rozrachunkowe obszary 1-3a). W monopoly nikt tak oczywiście nie gra, ponieważ to gra dla dzieci i byłoby to dla nich nazbyt abstrakcyjne, ale koncepcja towaryzacji przestrzeni (ziemi, działek, wody & powietrza) względem towaryzacji czasu pracy doprowadzi nas w modelach rozrachunkowych do konkluzji, że żadną pracą nie da się wytworzyć przestrzeni, a co za tym idzie wymiana tych “zasobów” jest decyzją polityczną ponieważ nie można przydać jej podstaw rozrachunkowych. Pierwotne źródło pozyskiwania przestrzeni jest do tego zupełnie inne niż pozyskiwania czasu pracy. Cała wymieniona wcześniej akrobacja na rozrachunku politycznym sprowadza się właśnie do liczenia czegoś czego nie ma, w celu zamiany na coś co jest wprost niepozyskiwalne z pierwotnego zasobu. Bo do czegoś ta przepychanka polityczna ma nas przecież prowadzić, inaczej nie dysponowalibyśmy tak rozwiniętym aparatem neurobiologicznym do uczestnictwa w tej grze.

Zaletą rozrachunku abstrakcyjnego (kapitalizmu) w polityce jest to, że po pierwsze można go dostarczyć z już istniejących zasobów poprzez ich towaryzację (przydzielić głos) i w ten sposób zmienić proporcje w grze dając nowe obszary ekspansji. Po drugie można go dostarczyć z zasobów nieistniejących (na przykład internet – zasobem istniejącym jest infrastruktura tymczasem przepychanki polityczne są o “prawo do wypowiedzi”). A po trzecie można te zasoby pociągnąć (zredukować pozycję) aby na innej płaszczyźnie uzyskać gwałtowną przecenę wolumenu. Ma to tyle zalet, że samo wojowanie i płaszczyzna rozstrzygnięć w kategoriach użycia arsenału jaki można w przy tym poziomie organizacji pozyskać osiąga niskie wyceny – dlatego decyzyjność nad arsenałami jest rozproszona, decyzyjność nad aparatem wytwórczym arsenałów rozproszona i wymagana jest skonsolidowana zdolność decyzyjna aby kody do arsenału w ogóle wyjąć z sejfu. Rezultatem użycia abstrakcyjnych udziałów jest operowanie na macierzy pokrewieństwa wpływem politycznym. Metoda znana od tysiącleci – grzecznościowo wymieniano się samicami (zasobem) bo tworzyło to powiązania polityczne, kulturowe i było zdrowe dla populacji, obecnie można powymieniać się udziałami na polach produkcji tak żeby każdy miał tyle ile żal mu stracić i nie demolował łańcuchów dostaw a tylko przepychał się o udział w abstrakcyjnym torcie waluty. W rozwiniętym systemie wycen abstrakcyjnych rozpoznanie swój/obcy na macierzy 4b jest co prawda możliwe, ale niecelowe, ponieważ ilość tych macierzy sprawia, że dający się wyodrębnić decydent/ośrodek decyzyjny jest ciągany przez różne siły z różnych pokrewieństw, a do tego sam jest w sieci i łańcuchu macierzy, której (po bliższym przyjrzeniu się korzyścią z niej płynącym) nie chcemy demolować. To powoduje że w globalnym konflikcie abstraktów politycznych (bloków kontynentalnych udających państwa narodowe – narodowości “chińskiej” i “amerykańskiej”) bardzo trudno jest zidentyfikować terytorium konfliktu (na obu obszarach bloków kontynentalnych występują firmy mające jurysdykcje podatkowe spółek matek na całym świecie jak i w obu obszarach na raz), jak i strony konfliktu (czy jankeski sekretarz stanu/minister jest jankeski, izraelski czy goldmansachsowy i w jakim układzie po ile wpływu mają jego udziałowcy? a w Chinach to niby jest inaczej?). Jeśli czytelnikom wydaje się to jakąś abstrakcją to w ramach podjazdowych wojenek w korpo tworząc wydział produkcji okradliśmy z kadry technicznej klienta tej właśnie produkcji, który przez to zwiększył zakupy w innej części koncernu (niby też nasi), który kupuje z tego działu produkcji i klientowi sprzedaje. Ale za to ta inna część koncernu dostała (przypadeczek) bombardowanie kontrolą podatkową w sprawie innych pracowników identycznych jak Ci zrabowania i zebrała za to jakieś minusy redukujące wyniki z tego kadrowego łupiestwa przy czym skarbówka jeszcze nie wie i się raczej nie dowie, że z powodu jej łupiestwa w koncernie przymknięto oczy dając zielone światło na redukcję podstawy opodatkowania każdym sposobem który przeleci przez audyt. Takie agresywne opodatkowanie w piekłach podatkowych prowadzi do zwijania fasad zapewniających styk możliwy do opodatkowania, co za tym idzie redukuje wpływy formalne zwiększając “odległość” od agresora (państwa) kosztem agresora (ci co zwijają to darmo tego nie robią, a jedyne co im można zaoferować to patrzenie przez palce na takie praktyki).

Zaciągnijmy się na chwilę przytoczonym skwarkiem z praktyki. To suszona mamucina. Pierwsze co tam kłuje w oczy to sama koncepcja wedle której biurwa zarządzająca majątkiem korpo w procesie konfliktu o bilans z urzędem (czyli z państwem) nie klęka tylko zaczyna dokonywać działań, które w długofalowej konsekwencji mogą doprowadzić do powstania roszczeń niszczących kapitał koncernu – ich bazę=koryto; z drugiej strony biurwa państwa – skarbówka atakuje swoją bazę podatkową w rezultacie czego (umowy społecznej? wy nas z flanki to my was z zasadzki?) biurwa prywatna paraliżuje własny trójkąt kontrolny dając przyzwolenie na “wolno kraść” i redukując tym swój bilans fasadowy (przecież nie skalę operacji materialnych – ta ekspanduje przy takim zagraniu) będący stykiem rozrachunkowym z jurysdykcją. Takie numery nie są modne w Heartlandzie, bo to uniki, przemilczenia, celowe zaniechania, które w rozrachunku lądowym sprowadzają się od razu do wywalania drzwi o szóstej rano i braniu na męki. W Heartlandzie (w pl też) wojowanie ze skarbówką ma charakter jawny – urzędnicy wiedzą że lecimy sobie w kulki, a my wiemy że oni chcą nas okraść, zniszczyć i uwięzić. Nikt nie bierze jeńców i nie ma żadnej płaszczyzny porozumienia – na stole są wszystkie opcje, a to że można wycofać się do innej jurysdykcji eu sprawia że nie trzeba walczyć MAD (mutual assured destruction) i nie ma już tego co było w latach 90tych czyli strzelania się po ulicach, podkładania bomb i martwego generała policji. Na planecie Ziemia są to kwestie oczywiste – przedsiębiorca to złodziej więc przedsiębiorcy też się jeżą. Na planecie Woda możliwość opuszczenia jurysdykcji była zawsze – porty są otwarte bo nie da się ich zamknąć, a kilwater nie zostaje na tafli na tyle długo aby wyśledzić gdzie popłynęły zasoby. Nie ma więc takiej zajadłości – jest za to ukrywanie zasobów, kontrabanda, sztuczki, uniki, oszustwa i import siły z innych portów. Jurysdykcja w takim układzie zawsze może poprosić o wycofanie się z terytorium wyciągając rewolwer (Chińczycy tak się pilnują), w tym nakazowy/sądowy, a firma zawsze może wykazać skruchę i zapłacić jakieś frycowe obiecując że “to się już nigdy nie powtórzy do następnej razy”. Różnica pomiędzy korpoludami wyższego szczebla (zarządy) z planet Ziemia i Woda jest jednak diametralna – Ziemniaki uważają Atlantów za oszustów, zdrajców i hohsztaplerów; w drugą stronę zaś są uważani za pieniaczy, agresywnych i zmilitaryzowanych gotowych na rozwiązania “kto ostatni utrzyma się na nogach”. Ziemniacy nie wyobrażają sobie jak można prowadzić inwestycje na terenie gdzie nie ma się swoich polityków, silnorękich i biurwy; z drugiej zaś strony Atlantom wydaje się że wszystko można kupić (tak jakby silniejsze stresory nie istniały) i dowieźć (tak jakby a2ad to był żart) przekładając ogniwa w łańcuchach dostaw & dystrybucji.

W wyniku tych różnic możemy się spodziewać, że korpo sterowane przez Ziemniaka za obszar eksploatacji obierze sobie instytucje (jurysdykcji) wspierając je politycznie do wytwarzania coraz większej liczby instytucji (dotowanych przez podatników) aby je doić, tymczasem sterowane przez Atlantę będzie dusić innych uczestników rynku (obawiając się urzędów bo te mogą wyciągnąć argumenty niszczące kapitał) licząc na to, że gra się o sumę rosnącą w to kto ma dłuższego. Ludy mieszkające na styku takich dwóch metod dojenia zazwyczaj wytwarzają silną, upolitycznioną biurwę do obrony przed Atlantami oraz silny aparat nakazowy sterowany przez firmy własne przeciwko zapędom Ziemniaków. (Ponieważ jedno i drugie żre, to jedyną opcją jest ekspansja i zwiększanie odległości od obu agresorów, dlatego Niemcy & Francuzi od czasu do czasu wybierają się do Moskwy, a zapewne podpaliliby też NY czy Londyn gdyby mogli tylko po to aby dać im kilka dekad spokoju).

Wracając do macierzy 4b (definiującej nam koncepcję państw narodowych) zauważymy, że układ 85:49 a nawet 105:29, gdzie siły głosu względem urojonej demokracji zredukowano z 13 czy 11 do 5 co akurat wymaga (teoretycznie) zebrania dwukrotnie większej liczby zwolenników (którzy wiemy że nie istnieją) przy jednoczesnym zwiększeniu siły głosu niektórych nawet ośmiokrotnie (skrajny przypadek), dając proporcję wpływu 20:1 przy decydowaniu o dobrach publicznych jeśli porównamy arcyszamana-polityka w teokracji względem samicy. Od razu nasuwa się nam świadomość inflacji, że taki samiec ma niewykonalne prawo dysponowania samicami wielokrotnie większe od sumy wszystkich samic w rządzonej populacji. Czyli ma nadrukowaną walutę polityczną w takiej ilości, że w praktyce nie ma na co jej wydać (czyli jest dobrze umocowany i podwieszony pod bóstwo). Znamy ten problem z koncepcji QE kiedy nadrukowano tyle waluty, że zgadywanką jest w jakie zasoby upaść gdy zaczną to skreślać z bilansów (redukując rozrachunek do praktycznych, niepodzielnych jedności, gdzie majątek przeciętnego leminga w procesie zostanie zaokrąglony poniżej jedności – do zera, a zobowiązania do nieskończoności). Zasobów jednak od tego politykowania nie przybyło.

O ile wiemy, że to opiekuńcze mzimu to jest lipa, o tyle też wiemy, że w wyniku niepoliczalnych secesji skutkujących separacją na nieograniczonym (względnie) obszarze lądu istnieją jakieś inne grupy oraz samotnicy (jako zjawiskowy wyjątek). Z tymi grupami można wejść w przeróżne interakcje determinowane przez zmienność środowiska. Obszar dość duży aby wykarmić wszystkich latem może być za małym korytem na przednówku.

Atlanci w korpo nie wojują ze swoją biurwą dlatego, że ze względu na użycie kapitalizmu jako ustroju politycznego zawsze mają wpływ na jej tworzenie – tę biurwę budują sami aby regulować rynek tworząc utrudnienia w dostępności gdy jest im zbyt ciasno na rynku i luzując gdy brakuje kapitałowej karmy dla Wielkiego Babilonu. Ziemniaki robią odwrotnie – biurwa wytwarza tam przedsiębiorstwa państwowe z mianowaną przez biurwę administracją. Przyczyną są źródła siły w obu rozwiązaniach – na lądzie nie da się uciec, ale da się przeżyć w niszach, na planecie Woda uciekać trzeba daleko, ale przeżyć na peryferium wyspy czy łodzi nie sposób.

Cały czas warto mieć w pamięci, że ta dominująca decyzyjność polityczna nawet i 105:29 będąca schyłkowym wysileniem upolitycznionej, steokratyzowanej biurokracji jest macierzą rozgrywek do jakich neurobiologicznie nasze mózgi są przygotowane od urodzenia i praktycznie niczym innym się nie zajmują nawet w momencie kiedy starcy-demenci wygrażają politykom w telewizorze nie bardzo wiedząc co się dookoła dzieje – plotki dotyczące stosunków pomiędzy osobnikami są najpowszechniej wzbudzającym przekazem jaki można indukować do sieci społecznych. Mimo że w treści jeszcze nie doszliśmy do macierzy regulujących wytwarzanie stresorów 1b, dóbr publicznych 2a oraz decyzyjności średniego szczebla kierownictwa (biurokracji) w redystrybucji obu w hierarchiach to już widzimy istotność macierzy politycznej. W to grają wszyscy (nawet jeśli wchodząc z jednym – swoim głosem są wdeptywani w bruk agory przez abstrakty dodające wpływów koalicjom trzymającym władzę), i dlatego firmy sponsorują lobbystów, kapłani aktywnie uczestniczą w polityce, a nawet siłownikom i przedsiębiorcom czasem zdarzy się jakiś rajd na stanowiska. Jeśli gra dotyczy rosnących sum dodatnich “jest dobrze i będzie jeszcze lepiej” to wpływ polityczny na udział w redystrybucji (w korycie) jest bardzo korzystny i należy go wyzyskać. Nigdy jeszcze nie widziałem pod piekarnią protestów “my chcemy chleba!” – jakoś zawsze są to uroszczenia skierowane do władz nawet jeśli w błagalnej formie “chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” ze wskazaniem na ostatnią instancję ujętą w macierzy politycznej. I tutaj ujawnia nam się cel takich działań – 4b. Sposobem wydatkowania (trwonienia) władzy na poziomie 105:29, który powszechnie uważamy za przytomny, a samice czynem – solidarnie i na zmianę tę przytomność podtrzymują jest utrzymanie tego wyniku w czasie, czyli ekspansja polityczna w czasie (przedłużenie panowania). Kolejne cykle 1,2,3-a są dla gromady możliwe bez końca, ale dla indywidualnych osobników śmierć jest pewna, co za tym idzie utrata władzy i perturbacje polityczne – zmiany w udziałach. Można oczywiście pośmiertnie wliczać wiecznego prezydenta do koalicji władzy jako bóstwo, ale z powodu innych macierzy istotne są też wpływy w aparacie siłowym, dóbr publicznych i biurokracji, a tam decyzyjność & wpływy martwych są liche. Należy więc sobie przyszłego koalicjanta spłodzić (lub usynowić), dać mu aparaty polityczne do nauki, przydać poddanych i aparat siłowy, biurokratyczny, wytwórczy (masz tu synku rafinerię – zostaniesz prezydentem i dokopiemy Saddamowi) co niezmiernie ułatwi tranzycję władzy pomiędzy pokoleniami, ponieważ nie tylko stanowisko władcy jest dziedziczone, ale też stanowiska w aparatach wykonawczych, jest więc dziedziczony porządek, organizacja i egzekutywa. Jeśli rzucicie okiem na koszty przeprowadzania 1,2,3-a nawet bez wszczynania jakiś nocy długich noży – koszty dla gromady (populacji) to korzyści wynikające z uniknięcia tych strat pozwalają przełknąć to, że decydenci w następnych pokoleniach będą jakościowo słabsi od swoich poprzedników. W ten sposób silny układ 105:29 w ciągu trzech pokoleń może zdegenerować się (i zazwyczaj ma to miejsce) do całkowitej dekompozycji struktur danego społeczeństwa na każdym poziomie. Dlatego Atlanci w swoich modelach politycznych adaptatywnie rotują (poprzez wypchnięcie) rody polityczne najpóźniej w drugim pokoleniu – mają agresywny model przepychanek, ale są uczeni uczestnictwa dozwalającego na wycofanie się i zajęcie niższych pozycji w układzie (w Heartlandzie takiej możliwości nie ma – zasilanie jest zbyt słabe, pobór zbyt skonsolidowany – przegrani zostają pożarci).

Jeśli dodamy do tego funkcję czasu i nałożymy kreację nowych osobników (przyjmijmy że gromada ekspanduje przez pączkowanie z liczby samic), to uzyskamy wyniki bardzo zbliżone (trudne do odróżnienia) do symulacji płomienia. Choć praktycznie każde lokalnie turbulentne, a w makroskali jednorodne zjawisko wygląda w termodynamice tego świata podobnie. Istotą każdego zjawiska jest zasilanie (paliwo) – ekspresja na wyjściu to przenoszenie egzystencji w czasie plus entropia. Tej akurat homo sapiens generują wiele na różnych poziomach i to już zauważalnie więcej od innych organizmów (choćby szum elektromagnetyczny jest pewną nową jakością w śmieceniu na obszarach dotychczas niepenetrowanych przez organizmy żywe). Każdy ustrój polityczny, model redystrybucji, pozyskiwania i ekspansji zależy od tej krytycznej zmiennej – paliwa (zasilania w cybernetyce), sama funkcja przekształcająca paliwo w śmieci + nową wersję funkcji jest jednak tym co rozpoznajemy i identyfikujemy jako obiekt. Można sobie wyrozumować dowolnie fantastyczny ustrój, jednak paliwem w grupie będzie jakiś zdegradowany politycznie dostawca dóbr i na tym właśnie zasadza się każda koncepcja polityczna, ideologiczna, religijna czy biznesowa, aby przekonać produktywnych do pracy samodzielnej redukując własną ekspozycję na wysiłek, a poszerzając (względem pozostałych osobników) dostęp do samic, bo one co prawda przez pączkowanie, ale imperatyw biologiczny dominujący w gromadach jest by jednak to pączkowanie skutkowało wzmacnianiem cech budujących siłę gromady. I tutaj pojawia nam się druga z istotnych macierzy odpowiadająca za 2a – pozyskiwanie & dostawy dóbr publicznych, no bo żeby redystrybuować coś więcej niż poklepywanie po plecach to trzeba to wyrwać naturze. Nawet banany nie istnieją po to aby karmić małpy, tylko po to aby rosły bananowce – dopuszczając imperatywy sterujące biologią bananowca do kategorii celów, co za tym idzie planów i spisków gatunku bananowca, który pragnie zająć całą przestrzeń swoim gatunkiem i dominować nad światem (Pinki i Mózg – dominacja nad światem planem każdego dnia).