Synteza >1|1< & Mechanika tworzenia mempleksów (przedsiębiorczość & polityka)(2)

To teraz ta druga metoda – na potrzeby innych tekstów metodę dziobania tak wykresu nazwijmy roboczo “dzida”. Uogólniamy sobie wykres jako zbiór kropek i w jakiś punkt “wbijamy” strzałkę reprezentującą nowe źródło mocy (wprost – paliwo, źródło energii i silnik je przetwarzający, inne zasoby to raczej kwiatek do kożucha, a terytoria pozwalają dogęścić wykres kropkami, bo ich tam też wejdzie tylko tyle, ile wejdzie). Ta strzałka zapewnia nam “nowy dobrobyt” rozdzielany z tej strzałki jak z punktu >1|1<, czyli spadającym mnożnikiem poniżej 1 (na przykład 0,98) i rosnącym powyżej (na przykład 1,02; choć należy uwzględnić odległość na innych płaszczyznach, bo te mnożniki na siebie wpływają). W wyniku tego mogą nam na wykresie zawierającym więcej zmiennych powstać “firanki” – wykres z kilkoma lokalnymi maksimami. To dość duże uproszczenie, ale oddaje ono sens – kłopot z taką makro strzałką “znaleźliśmy złoto/odkryliśmy ropę” jest taki, że nie bardzo możemy decydować o tym, czy jesteśmy nad, czy pod strzałką. Metoda ma jednak to do siebie, że raczej tego powinna dotyczyć – jak wbić “dzidę” tak, żeby polecieć na mnożniku w górę hierarchii? Ano najlepiej to wbić ją samemu poniżej swojej pozycji, czyli w wybranych (możliwie wielu) płaszczyznach rozrachunku hierarchii zaoferować sobie przyrost tego, co nam wychodzi najlepiej (oczywiście inteligentni, kreatywni, dobrze wykształceni pracoholicy mają w tej kategorii straszliwe przewagi dające w rezultacie rozwarstwienie dochodów trzycyfrowym mnożnikiem, a bogactwa kompletną abstrakcją), a po przeskoczeniu wyżej wbijać kolejne (jeden dobry pomysł na biznes w życiu to już dużo, ale są tacy, co wypluwają nowe przedsiębiorstwa w takim tempie, że organizują życie ludziom wkoło, a nawet całe branże po długości rzeki – Ford). Wskazywałem, że siła makro takiego wbijania dzid w dużej skali daje 0,6% wzrostu bogactwa r/r i kilkukrotnie wyższy przyrost populacji – tego nie da się podzielić, więc co jakiś czas trzeba się brać za łby – i tu wracamy do metody pierwszej. Jakkolwiek metoda pokojowa z dystrybucją bogactwa wydaje się idylliczna, to świat nie ekspanduje w tempie, jakie jest potrzebne do naszego ukontentowania.

I tutaj ujawni się nam ten skumulowany “kapitał” – nie są to trzymane w worach cząsteczki pieniężne czy jakiś inny wymysł, ale prawo wydania innym (przedstawicielom naszego gatunku i mamy na myśli akurat silnorękich) rozkazu o tym, jaką politykę eugeniczną przeprowadzimy wobec lenistwa krnąbrnej natury, która ni potopu, ni zarazy zesłać się nie kwapi. Prawo to jest takie zwierzę, które istnieje wyłącznie, jeśli ktoś chce je respektować – na przykład takich rozkazów posłuchać. Prawo własności nie opiera się wszak na posiadaczu, a na tym, że pozostali respektują stan posiadania w tym rozumieniu i ograniczają sobie samym natarczywe chęci i serca porywy (w rozumieniu córek będących własnością bliźniego swego – bo przecież nie cudzego, temu córki się przekształca własnościowo na branki od ręki) do dysponowania zasobem, który są gotowi uznawać za cudzy. Zazwyczaj te chęci do respektowania wzbudza się przyrządami przerywającymi życie ludzi krnąbrnych i nierespektujących zdania dysponenta narzędzia. Przyczyną, dla której ludzie są gotowi podzielić się na grupy i wyrzynać, jest oszacowanie, iż daje to większą szansę na wzbogacenie się w obliczu ryzyka nagłej i bolesnej śmierci niż dalsze kopanie się koniem o wbijanie gospodarczej dzidy pod własną pozycję. Jest to o tyle proste, że większość ludzi nie jest kreatywna i nie ma zdolności intelektualnych do nadążania za mniejszością ciągle wbijającą nowe rozwiązania technologiczne, więc dość łatwo ich przekonać do jakiegoś “nowego rozdania”, “new dealu” czy jakiegokolwiek innego rozwiązania zakładającego przemoc pod rygorem wdrożenia paragrafu “ponieważ inaczej”.

Akurat żyjemy w czasach, kiedy paragraf “ponieważ inaczej” został wykonany. Dla większości populacji oznacza on “ponieważ inaczej nie będziecie mogli się rozmnażać” gdyż nie tylko liczba samic jest zbliżona do liczby samców i w obliczu zniszczenia klasy średniej nie wystąpił problem jakiegoś istotnego niedoboru, nawet jeśli skrajnie zarabiające promile biorą panny hurtem. Limitowana jest również liczba dzieci: przestrzenią na wykresie, gdzie można je pomieścić, a starcy jakoś złośliwie przestali umierać i pozycje konsumenckie zajmują trwale (zjadają zasoby przydatne dla prawnuków). Powstały nam więc całe grupy społeczne lemingów przekładających papiery z prawej kupki na lewą i nie mogące za to utrzymać stabilnych rodzin, a co za tym idzie, właściwie nie rozmnażają się. Nie pierwszy zresztą raz – kiedyś ta grupa społeczna nazywana była klerykami (nie tylko w rozumieniu KK, ale jako pracowników biurowych/kantorowych – nawet w Hanzie nie mieli oni zdolności ekonomicznej założenia i utrzymania rodziny w przyjętym trybie życia, rodzina to był raczej ewenement przynależny bardzo zamożnym kupcom – po tym, jak już się dorobili). “Ponieważ inaczej” zawiera również takie kwestie jak supresja przemocy, co pozwala na stałą ekspansję “kapitału”, z tym że mimo jego przyrostu nie rośnie już liczba potencjalnie respektujących polecenia wydawane przy użyciu tej metody politycznej, a w konsekwencji nie ma już jak i komu obiecać wzrostów, więc nikt nie rzuca na szalę swojej obecnej konsumpcji, aby w odroczeniu skorzystać z większej (nie ma inwestycji, bo nie będzie nikogo, kto w przyszłości odda więcej – będzie dokładnie tyle samo ludzi, a pewne usługi są niepodzielne). Powód, dla którego słuchamy tych, co nam pomnażają (i sobie w szczególności; czyli inteligentnych sukinsynów rządzących zasobami) jest taki właśnie, że nie ma sensu słuchać durni, co nam nic nie pomnożą, dlatego nie ma żadnej racjonalnej koncepcji zmiany metody decyzyjnej (sposobu uzyskiwania konsensusu politycznego), ponieważ jedyne proponowane (choćby MMT) opierają się na fałszywej wierze, że jak się tę władzę (cząsteczki pieniężne) inaczej rozda, to banda durni podejmie lepsze decyzje niż wybitnie inteligentne sukinsyny, tak jakby w tej chwili ta banda nie podejmowała najlepszej dla siebie decyzji – słuchania mądrzejszych od siebie.

I na ten przypadek natura ma lekarstwo – przez eony rozwoju życia na planecie nie takie problemy wszak rozwiązała. Tak jak do zawiązania wspólnot potrzebna była empatia, tak do rozsądzenia, kogo spychamy ze skały, aby wszystkim żyło się lepiej, też mamy zestawy procedur w genomie, ale mamy je też w kulturze. Jest oczywistym, że trzeba do tego ludzi kontrastujących podziały, oraz trzeba doprowadzić do masowego rozstrzygnięcia siłowego niskiej intensywności (czyli wybiórczo wyciąć na tyle durnych, aby się nie załapać na wycinających). Kwestia wprowadzenia podziału społecznego przez charyzmatycznych, wysoko funkcjonujących psychopatów jest oczywistą oczywistością. A z punktu widzenia elit korzystna jest ekspansja na całą (albo możliwie istotną) populację kultury i poziomu intelektualnego (wrodzonego, biologicznego hardware’u), jaki reprezentuje obsługująca ich grupa górnych 10-12% społeczeństwa. Ta grupa to tak z grubsza międzynarodowa klasa średnia, ludzie reprezentujący poziom intelektualny na mierzalnym poziomie przynajmniej w drugiej sigmie (czyli zależnie od metodologii od iq115+), tych ludzi jest być może aż 800mln i dysponują oni (pod wodzą i zadłużeniem jeszcze bardziej łebskich, których obsługują) praktycznie wszystkimi zasobami planety, jakimi warto dysponować. Mamy obecnie kilka zjawisk technologicznych, z których pierwsze już zaczęły rzutować na wskazywaną wyżej przyczynę rozwiązań agresywnych (i przez to odpowiedzi, ale z lewarem zasobów w dyspozycji) – surogatki na razie nie są powszechne, ale są one uzupełnieniem koncepcji branek i konkubin. Jeśli jeszcze pojawi się (choćby w oparciu o CRISPR) możliwość edytowania nie tylko przyszłych, ale też aktualnie żyjących o przyrost (i zaopatrzenie) naturalnej sieci neuronowej, to sny o AI będzie można w kieszeń sobie wsadzić, bo energetycznie najefektywniejsza sieć już jest w naszych głowach i elektronika nawet nie chodzi w tej wadze – brakuje nawet nie tyle skali, co opcji regeneracji, ale i skalą nie pogardzimy. Żadna AI nie będzie miała szansy dogonić człowieka, a i tak był z tym problem, bo wraz z rozwojem narzędzi (z początku mnemotechnicznych, później eksperckich i podejmowania decyzji) odciążony, ludzki rozum najmędrszych przedstawicieli naszego gatunku błyskawicznie wspinał się na wyżyny (i właśnie ci ludzie, którym ciężko dorównać, zajmują się tworzeniem między innymi rozwiązań inżynieryjnych w rodzaju AI). Tak więc ekspansja tej międzynarodowej klasy średniej i zwijanie populacji, która będzie robiła za nawóz (surogat) dla ekspansji biologicznej mądrzejszych (starsi i mądrzejsi też sobie nie będą żałowali, jak mniemam) doprowadzi do konfliktu przynajmniej o biologiczną schedę (a przypominam, że żadnego rezerwatu australopiteków nie mamy) w świecie, gdzie ludziom ze średnim intelektem coraz trudniej znaleźć zajęcie, ponieważ są za głupi do funkcjonowania w środowisku nowoczesnej technologii. Taki stan ekspansji chronionych (i coraz drożej odpłatnych) stref, osiedli, krain z wizami oraz podobnych rozwiązań segregujących nie wyeliminuje wszystkich niewolników (tych estetycznych z pewnością pozostawimy – nie wilki, lecz pudle), ale z całą pewnością spowoduje rozładowanie rosnących napięć brutalizacją relacji (jaka ładna nazwa opisująca wymieranie durni). No chyba że coś z tych CRISPR uda się wdrożyć – wtedy ci, co nie załapią się na modyfikacje, też trafią do wora dla pierwszej sigmy i słabszych. I tak sobie kombinuję, że z dochodami się łapię do tej grupy, ze spostrzegawczością też z zapasem, tylko nie wymyśliłem jeszcze, jak by tu się przefarbować na żółto, bo obawiam się, że zostaną wprowadzone dodatkowe kryteria zabawy i punkty za pochodzenie. Pozostaje wbijać dzidy, piąć się w górę, rozmnażać na ile kapitału zwrotów wystarczy i uciekać do przodu.