Kapitalizm jako ustrój polityczny (“pod jedynką”)

/*oczywiście możemy omawiany niżej wykres spłaszczyć do gini, jeśli komuś tak wygodniej

Tak – kapitalizm (finansowy) jest ustrojem politycznym i nie jest tożsamy z kapitalizmem (produkcyjnym – tym od pogłowia). Żeby było clickbajtowo to od razu zacznę do końca, czyli od opisu w liczbach jak to funkcjonuje, potem podam przykłady, a na końcu wodolejstwo. Będziemy się poruszać w prawej górnej ćwiartce układu odniesienia czyli na dodatnich (x,y) gdzie x wyznaczy nam liczbę osobników, a y sumę ich mocy (roboczej i swobodnej) w dyspozycji hierarchy (przyjmijmy że dominującego samca, kolektywu/dyrektoriatu etc.). Od razu (aby dotrzeć do brzegu zjawiska, jakie wskażę) przyjmijmy, że liczba osobników zawsze wynosi x+1 tak aby (0,y) na wykresie wskazywało nam najpodlejszego w hierarchii, niemającego nic do gadania (na przykład nienarodzonego osobnika bez wpływu politycznego – nawet aborcji można go poddać i nie piśnie). Przyjmijmy też, że interesuje nas wykres do x=2, gdzie x=2 opisuje liczbę osobników “wszyscy”. Najprostszy układ jaki spotykamy to y=x czyli prosta 0,0 1,1 2,2. Jest to najpowszechniejszy układ społeczny, w którym szef ma dwa razy więcej do powiedzenia względem podwładnego i każdy z nich ma nieskończenie więcej do powiedzenia niż ktoś kompletnie nieistotny dla tej hierarchii (x=0). Każdą następną wariację tego wykresu, jeśli rozdrobnimy na osobników i nam ten mnożnik x2 gdzieś się nie pojawi, to będziemy mieli dwa przypadki – albo szef nie ma kontroli nad grupą (mnożnik niższy od 2) i musi się posiłkować jej rozbiciem (dziel i rządź), ewentualnie rozgrywać z innymi w hierarchii poziomej siłę pomiędzy kontrolowane grupy w czasie (kontrola banków centralnych nad państwami narodowymi). Albo drugi przypadek – mnożnik jest wyższy od 2 i szef ma niezrealizowaną zdolność kontroli, a niedobór sterowanego zasobu – zachowuje zdolność asymilacyjną. Wróćmy na razie do naszej prostej będącą krzywą funkcji opisaną wzorem y=x^p, gdzie p akurat wynosi 1, ponieważ badamy pojedynczy stopień hierarchii, jeśli zbadamy więcej stopni hierarchii to p nam wzrośnie i krzywizna krzywej będzie widoczna i tutaj korzystne właśnie jest ograniczenie wykresu do x=2, ponieważ punkty 0,0 i 1,1 będą niezmienne, a różnicuje nam się jedynie pozycja 2,x^p.

Mnożnik 2 (przewagi kontrolnej) nie jest właściwy, ale jest wystarczający i zapewne najbliższy temu, co ma opisywać. Bardzo trudno ustalić ten mnożnik przy pracy w parach (firma “ja ze śwagrem”) choć różnice między osobnikami (wieku, doświadczenia) determinują to w sposób dość oczywisty, ale mogą być sektorowe (na przykład dotyczyć wyłącznie wykonywanych zadań, kiedy ogólnie wykwalifikowany dziadek słucha średniowiekowego specjalisty robiąc mu za pomocnika, ale w relacjach osobistych ten łańcuch dowodzenia może nie istnieć a nawet być odwrócony – ludzie tak potrafią). W praktyce nie zdarza się skuteczne dowodzenie większą liczbą niż parą przez trzeciego i w przypadku małej firmy (5-6 osób) szef ma “prawą rękę” (koalicja?), czyli jakiegoś kierownika czy brygadzistę, co wskazuje nam, że przy tych “prawie dwóch” poziomach hierarchii nasze p nie musi być liczbą całkowitą – może wynosić na przykład 1,3 czy 1,7 co oczywiście osobom mniej obeznanym z zagadnieniami mogłoby komplikować opis przestrzeni ,gdybyśmy zaraz odnieśli się z tym do wymiarowania przestrzeni z równań Keplera (są one prawdziwe dla przestrzeni sześciennej ^3, ale rozwiązania z zakresu pomiędzy 2 i 3 też są ciekawe i dostarczają wyników pozwalających skonfrontować obserwację nieba z koncepcją liczby wymiarów i krzywizny przestrzeni dla tej obserwacji). Ten dziwaczny p niebędący liczbą całkowitą wskazuje nam, że firma w przestrzeni decyzyjnej jest elementem aparatu hierarchicznego – nie jest zamkniętą, izolowaną i skończoną częścią, że coś do powiedzenia ma tam bank, urząd, klient, inne firmy, dostawcy.

Rzućmy sobie jakieś p właściwe dla 40m populacji, będzie ono w okolicach 7+, przyjmijmy że 7. Przewaga decyzyjna hierarchii takiego tworu nad pojedynczym osobnikiem zaangażowanym (jedynką) wynosi 128:1, jednak w “Mechanika tworzenia mempleksów (polityka) – zapalmy jointa demokracji” wskazałem, że już w jednopoziomowej hierarchii politycznej ta jedynka zostanie zredukowana do 5/13,4 czyli takiego tam 0,37 pognębionego jeszcze siedmiopoziomową strukturą co może sprawić że “samotna matka wychowująca” wyląduje z wpływem politycznym względem 40m podmiotu politycznego z siłą 128:(5/13,4)^7 czyli tak jakoś na 128000:1. Czyli ma do powiedzenia tyle co Żyd za okupacji, choć wskazuje nam to na liczebność miasta mogącego drzeć koty z takim państwem. Zapewne drapiecie się po głowie, czemu obie strony >1|1< potraktowałem wykładnikiem – otóż dlatego, że w założeniach ten wykres zakończony na x=2 jest fałszywy i jeśli go rozciągniemy na x=40m to w rzeczywistości interesują nas jedynie zmiany nad i pod jedynką (w zawężeniu do x=2), bo traktowanie jedynki jakimkolwiek wykładnikiem jest bezskuteczne. Ten wykres nie opisuje nam prawdy, tylko rozkład spodziewanych dysproporcji pomiędzy mocą socjologiczną, jaką potrafią podjąć z gromady osobniki z góry i z dołu hierarchii, a skoro te z góry (x>1) czerpią, to tym z dołu (x<1) wypada dołożyć, co redukuje ich własne moce i stąd bycie poniżej jedynki biednych karze, a bogatych powyżej wynagradza.

Oczywiście są jeszcze na to przeróżne mnożniki i narzędzia, ale już samo przyłożenie tego modelu wskazuje, że jedynką dla takiej 40m gromady będzie szef szwalni mającej coś ze 128 szwaczek. W modelu rodowym zaś będzie to drugi poziom hierarchii, czyli ponad 12^2 osobników. To dobrze unaocznia, ile szabel trzeba zgromadzić, aby w ogóle stanąć do polityki i mieć szansę oberwania w ucho z poziomu jedynki. Prowadzenie firmy na poziomie 500 osób determinuje konieczność udziału politycznego, choćby jako koalicjant dla lokalnego władyki, choć na ile znam codzienność właścicieli takich przedsiębiorstw, to substytuują oni wszelkie patriarchalne funkcje państwa jako folwarku i do nich przychodzi się po prośbie, ponieważ mają rzeczywistą zdolność decyzyjną. Wróćmy jednak do naszego >1|1< – ten punkt przełamania dzieli osobników gromady na tych, którym moc socjologiczna jest dokładana ze względu na zajętą pozycję zawsze (choć proporcjonalnie do pozycji) i tych, którzy dokładać muszą. W przypadku struktury tej wielkości, dyrektoriat operujący hierarchią jest rozłożony na ponad trzysta osobników decyzyjnych o mocy całego aparatu, tworzących płynną koalicję zapewniającą taką przewagą nad pozostałymi – dokładnie tylu ludzi potrzeba, aby operować państwem tej wielkości – to bardzo dużo ludzi i z krzywej dzwonowej wiemy, że może braknąć bystrych i trzeba będzie dobrać z pozostałych. Segregacja na moralnych i patriotycznych to luksus, na który takiego aparatu nie stać, bo prowadzi on wojny sam ze sobą – wszak wyłącznie ci ludzie stanowią dla siebie nawzajem zagrożenie decyzyjne. Aby korzystać z takiego układu należy jednak ustawić się gdzieś powyżej jedynki i każda zmiana w rozkładzie nas wyniesie w górę. Tylko że ten punkt przełamania jest abstrakcyjny i do tego przemieszcza się względem wszystkich wektorów hierarchii. Jeśli narysujecie strzałkę wskazującą ten punkt na krzywej i przyłożycie, zaczniecie “pompować” (wartościami proporcjonalnymi do aktualnego stanu) wykres poruszając tym punktem (co odwzorowuje siły działające na hierarchię społeczną, na przykład redukcja zer – nowonarodzonych – zwiększa liczbę starców, odbierając im władzę, jaką mieli przy większej liczbie urodzeń, bo mieli moc socjologiczną do konsumpcji) to dość szybko spostrzeżecie, że w tej wielowektorowej układance nie istnieją pozycje pewne i zabezpieczone – trzeba cały czas się przemieszczać w stronę mało licznej grupy dominującej bez jakiejkolwiek wiedzy, która z grup będzie dominująca pozostając przy tym nieliczna, a która nie dość liczna aby była dominująca – paskudna gra w chruszczówkę^^

Ten sam wykres znajdziemy na rynku i tam punkt przełamania >1|1< opisze nam ostatnie (przed jedynką) dobro powszechnie, tanio i łatwo dostępne na danym poziomie rozwoju lokalnej gospodarki. Dla przykładu weźmy blachę – dla laików jedna od drugiej niczym się nie różni, ale w procesach przemysłowych ze względu na koszt godziny roboczej niektórych maszyn, koszty poprawek, sumy odchyleń etc., wymuszają (racjonalność ekonomiczna nieznana w innych ustrojach, gdzie stosuje się racjonalność użyteczności potencjalnej/rzeczywistej) użycie dokładnie takiej samej blachy jak produkowanej gdzie indziej, ale utrzymującej parametry nie tylko w ogólnym badaniu próbki, ale nawet przy bardzo ziarnistym podjęciu dużej ilości próbek, a nawet materiału wysokiej jakości dającego pozytywny rezultat badania w każdej dowolnie wybranej próbce materiału (aerospace). Takie materiały oczywiście kosztują i jeśli poziom gospodarki jest na tyle wysycony potrzebami i sprzętem, aby konsumować taki materiał, to znajdzie się on “pod jedynką” czyli będzie dostępny, względem reszty gospodarki, tani i co najważniejsze – raczej taniejący względem innych utrapień na głowie przedsiębiorcy. Natomiast w gospodarce, gdzie poziom kompetencji & potrzeb nie jest jeszcze tak wysoki, materiał taki nie będzie powszechny na rynku i będzie miał istotnie wyższą od pozostałych marżę & koszt transportu. >1|1< opisuje nam więc czy z danym dobrem się szczypiemy, czy też “u nas tego pełno”.

Gospodarka może mieć więcej punktów przełamania na różnych wektorach i wynika to z niespójności sygnału sterującego gospodarką (sumy woli wszystkich uczestników). Zjawisko takie powstaje (już czepmy się tej stali do końca) kiedy zaawansowana gospodarka dopuszcza się z racjonalnych przyczyn nieracjonalnych działań – recyklingu. Ma on taką postać (ten recykling), że produkty jakościowo odbiegające od lokalnej jedynki (celowej lub wannabe) nie trafiają na rynek jako gatunkowo lichsze i przez to tańsze, ale idą do pieca jako złom i po dołożeniu energii są formowane ponownie. W przypadku wyrobu jubilerskiego, który “nie wyszedł” takie odzyskanie złomu wyda się każdemu oczywistością, ponieważ “brzydkiego” wyrobu nikt nie zechce. Natomiast niższa jakościowo stal powszechnie stosowana wcześniej (czy w kraju-skansenie obok) do produkcji prymitywniejszych konstrukcji starszymi metodami (z większym nakładem poprawek lub mniejszymi od obecnych wymaganiami jakościowymi) traktowana w ten sposób, kiedy na rynku dalej występuje zapotrzebowanie ludności (bo nie w przemyśle – “u nas tego pełno”) na materiał takiej jakości wraz z usługą – takie traktowanie materiału (recykling z przyczyn jakościowych) wydaje się dziwactwem. Ale przyczyną tego dziwactwa jest skala i poziom izolacji danego fragmentu gospodarki od pozostałych podmiotów (sieć transportowa & biurokracja). W rezultacie dochodzi do importu materiałów niższej jakości na potrzeby ludności z braku podaży materiałów o dawniejszej jakości z braku takich potrzeb przemysłowych – w efekcie pojawiają się dwie, rozdzielne gospodarki – dla ludności i dla przemysłu. Dobrym przykładem takiego zjawiska jest trójkąt PL-DE-SE, gdzie osią gospodarki jest DE, podwykonawcą od czarnej roboty PL, a dostawcą pewnych specyficznych, złożonych wyrobów SE. DE jako gospodarka o skali zauważalnej na planecie, dysponuje prawie wszystkim oprócz mocy przerobowych “nisko spod jedynki” czyli tak tanich, że nie pozwalających utrzymać się w DE na poziomie, jaki interesuje ludzi zdolnych taką produkcję prowadzić (czyli konkurują o inne pozycje gospodarcze i te prace pozostają niewykonane na miejscu) oraz mocy przerobowych blisko dwójki (ma, tylko nie w ilości wannabe). >1|1< dla DE jest wyższy od PL i niższy od SE. Konsekwencją tego stanu rzeczy w praktyce jest to, że w SE materiały jakościowe (blachy) ze średniego poziomu pomiędzy 1 a 2 taniej jest importować z innych gospodarek niż produkować na miejscu, a w PL blachy będące w SE na poziomie 1 (mamy tego pełno – oś gospodarki i mocy przerobowych – wolumen główny) są importowane z braku lokalnej podaży tego niechodliwego dla podwykonawców o niskiej produktywności (procesy wymagające dużego nakładu poprawek lub obniżenia wymagań jakościowych) towaru i przez to ten towar jest nominalnie droższy niż w SE, a proporcjonalnie do reszty gospodarki jest drogi obrzydliwie. W DE oba problemy nie występują w wyniku wolumenów, ale materiał lepszy jest indyferentny produkcyjnie względem gorszego i wolumen sprawia, że różnica w cenie (nawet minimalna) jest odpowiednio mnożona i unikana strata w procesie sprawia, że preferowane są materiały tak tanie, aby nie popsuć procesu – w DE umożliwia taką politykę wolumen i olbrzymia produktywność. W SE natomiast trzeba używać do produkcji furtki czy płotu materiału uważanego w DE za jakościowy (i jak na kowalstwo istną rozpustę) ale na miejscu nie ma innego, a import z PL drugich i trzecich gatunków wymaga wolumenów nieracjonalnych na detaliczne potrzeby ludności i z obrotu towarowego robi się kabaret. Kabaret polega na tym, że z PL importuje się gotowe wyroby do SE, poprawia i dostosowuje je na miejscu, a w konsekwencji mieszkańców w PL nie stać na własne produkty, ponieważ muszą o nie konkurować z zaawansowaną gospodarką i chodzi tutaj o produkcję dla ludności, a nie o zamówienia dla przemysłu. Niektórzy nazywają to luką siły nabywczej, ale to jest wyłącznie niska produktywność w wyniku zapóźnienia gospodarczego (bo wojny wypada wygrywać). W tym kontekście gospodarka w SE pozostaje w ciekawej zależności od DE – musi ciągle wytwarzać niskonakładowe, zaawansowane produkty blisko dwójki, i ciągle przesuwać wykładnik potęgowy nakładami na R&D, aby każdą technologię, jaką DE uda się wcielić do swojej produkcji masowej (zbudować rurociąg tam, gdzie w SE nosili wiadrami) zastąpić jeszcze bardziej zaawansowanym procesem o wyższej produktywności. Gospodarka, gdzie produktywność tracona na podnoszenie produktywności jest tak wysoka (z braku skali do wolumenów), iż poziom życia ludności jest niższy niż w PL z powodu przepalania ich mocy roboczej + swobodnej na roboczą tylko i wyłącznie na ten cel. Z nadzieją, że PL z DE znowu się skonfliktuje i narosłe problemy spuszczą nieco pary z kotła napędzającego ten wyścig, zanim sam udział stanie się bezcelowy. Każda rozróba na kontynencie będzie więc wspierana przez izolowane geograficznie potęgi lokalnych sadzawek. Na przykład rozróby fiskalne są tak inicjowane, czy konflikty o przepływ specjalistów.

Pozycja na wykresie (“pod jedynką”) a władza

Wskazałem w powyższym tekście (Kapitalizm jako ustrój polityczny (pod jedynką)) różnice pomiędzy pewnymi, wybranymi gospodarkami jako przykłady dla interpretacji tego abstrakcyjnego wskaźnika >1|1< (wziętego z … sufitu do zobrazowania zjawiska). Ma on jeszcze kilka ciekawych cech (między innymi jest podwieszony jak firanka dla każdego obszaru ze względu na limitowaną liczbę ludności i limesy geograficzne). Jedną z tych cech, na której się teraz skupię, jest zakres władzy nad ludźmi. Czyli ten najbardziej interesujący nas zakres nad przedstawicielami własnego gatunku będącymi jedynymi groźnymi dla nas drapieżnikami występującymi w każdym miejscu naszego występowania^^

Otóż im dana gospodarka (lokalne equilibrium wykresu >1|1<) opisuje “ostrzejszy kąt” (w oparciu o początek i koniec krzywej, im ten kąt jest ostrzejszy, tym gospodarka jest bardziej zaawansowana), tym mniejszą władzę (autorytarną, absolutną, możliwie pozbawioną konsekwencji społecznych) nad innymi jednostkami sprawuje pojedynczy “organizator procesów gospodarczych” i tym więcej jest “organizatorów procesów społecznych” w proporcji do tych “od gospodarki” co w rezultacie powoduje, że władza przedsiębiorców jest silnie zintegrowana (w naszym wypadku w postaci ładu korporacyjnego), a społeczna (w rozumieniu politycznej odnosząc się do iluzji demokracji) rozproszona. Sądowa, wojskowa, policyjna jako przejawy władzy również są rozproszone i najczęściej pośrednio kontrolowane przez władzę zintegrowaną. W kontekście tekstu o memetyce politycznej czyni to szefów przedsiębiorstw niezwykle istotnymi koalicjantami politycznymi (dominującymi – nie oszukujmy się, po co mamy oligarchów), którzy z racji zajmowanych stanowisk przeszli najostrzejszą selekcję w politycznych intrygach o wszystko i na tym etapie traktują politykę państwa (jako ekspresję woli politycznej mieszkańców danego terytorium) fakultatywnie – jest to przedmiot użyteczności w porządku korporacyjnym odpowiadający za sterowanie podażą prologodzin i limitowaniem konsumpcji (proli nienażartych rzecz jasna). Liczba ludności w gospodarkach zaawansowanych bardziej niż mniej jest jednakże znikoma, żeby nie wiem jak krzywą Gaussa odnośnie tego co zaawansowane jest powykrzywiać.

Beware! W gospodarkach, gdzie kąt ten jest najbardziej rozwarty z możliwych, przedsiębiorstw najczęściej jest mnóstwo, aparatów politycznych (społecznych ekspresji) wprost przeciwnie, a mimo to władza pojedynczego przedsiębiorcy nad pracownikiem nieproporcjonalnie, wręcz niewyobrażalnie większa (z powodu krytycznej zależności prola w obszarze nadpodaży proli) od tej, jaką daje kapitał w zaawansowanych obszarach gospodarki. Przepaść jest olbrzymia i to decyduje o zdolności do konsolidacji władzy w krajach o prymitywnej produkcji, a co za tym idzie możliwości występowania takich zjawisk jak monarchia (rzeczywista). Jeśli jednak podsumujemy ilość zasobów ludzkich kontrolowanych kapitałem i wrzucimy iloczyn mocy (dostarczanej z przemysłu) na operatora będącego pod władzą hipotetycznego kapitalisty (w porządku korporacyjnym pod władzą zarządu – formy dyrektoriatu przecież), to token obrazujący “kapitał” (waluta, pieniądz – cokolwiek co akurat służy nam do mierzenia, kto ma najdłuższego do powiedzenia jak ma być) opisuje nam zakres władzy wprost. Po prostu kapitalizm (finansowy) jest ustrojem politycznym i stan “posiadania” (posiadania zobowiązań do wykonania pracy na rzecz posiadacza “kapitału” – praw ciągnienia pracy) jest właśnie prawem do wydawania innym poleceń, które akurat zostaną wykonane (albo ich niewykonanie może być całkiem skutecznie wyrównane jakąś dokuczliwością) w przeciwieństwie do przepisów prawa, za którymi znaczne dokuczliwości (w kapitalizmie nawet pod celą rządzi moneta i można tam zażyć wielu wygód) nie stoją. Bardzo ważną zaś cechą “kapitału” (już nie tylko finansowego, ale i poprzednich wcieleń – towarowy i pogłówny) jest to, iż jeśli używamy go wolniej od przyrostu wynikającego z produktywności naszego aparatu gospodarczego względem innych (i wielu innych czynników, z jakimi wojujemy – inflacje, przeceny, korekty, zmiany rynku) to suma kapitału nie spada. Teraz proponuję odnieść to jako liczby do tekstu o memetyce politycznej – jest to stała wartość przypisana jako koalicjantowi. Kapitalizm jest ustrojem politycznym wprost, niczym innym. Co więcej – można w nim władzy fragmentarycznie się pozbywać, można ją dzielić (casus Microsoftu i podziału przez sąd – redakcja doda źródło), ale ona właściwie nie znika – najwyżej jest słabo denominowana na rzeczywistość w taki sam sposób, jak pokazywałem przy kolejnych podziałach władzy na różnych etapach zmiany liczbowe i coraz mniejszy wpływ jednostki względem abstraktu jeden człowiek = jeden głos.

Odwróćmy jednak równanie – przyjmijmy, że kapitał jest ekspresją przyrostu (kapitału) uzyskanego w danym okresie obrachunkowym posiadanymi środkami produkcji, zakresem władzy etc. Przyjmijmy sobie, że z rezultatu uzyskiwanego przez aparat gospodarczy mamy wyczarować sumę stanowiącą o ogólnym “majątku” firmy. Czyli z uzyskiwanych zwrotów (biorąc pod uwagę średnie wyniki uzyskiwane w gospodarce) mamy wyliczyć ilość “posiadanego” kapitału, “mnożnik” skali i “mnożnik” ryzyka. Karkołomne zadanie?

Otóż to karkołomne zadanie wykonujemy przy użyciu aparatów, jakimi są giełdy. Przecież tam “kapitał” może zostać zdezintegrowany w wyniku zmiany ryzyk, skali, stanu rynku etc. Ba – może nawet powstawać w wyniku korzystnej sytuacji politycznej, jaką korporacje same sobie przecież kreują. Jest to co prawda aparat złożony, ale pozwala na uzyskanie konsensusu co do tego, ile kto ma do powiedzenia i jak się okazuje, majstrowanie przy tym rynku przez banki centralne spowodowało, że państwa narodowe utraciły zdolność wojskowej i policyjnej kontroli granic – po prostu władzy (politycznej, zdolności wydawania rozkazów aparatowi przemocy) nie da się sfałszować. Durniów nikt nie słucha. Jednak takimi fałszerstwami można doprowadzić do systemowej niezdolności do podejmowania decyzji – raj dla małych przedsiębiorców, którzy sami sobie sterem i okrętem.

Od strony politycznej wygląda to tak, że “kapitał” wydaje polecenia (stanowi o polityce, wydaje decyzje i rozkazy) i jeśli w okresie rozliczeniowym uzyska zwrot pokrywający wydatki, a nawet dający przyrost “kapitału” to mogłoby się zdawać, że poszerza swoje władztwo, ale! Istotny jest udział nowego “kapitału” w całej puli istniejącego, czyli zwrot pomniejszony o wydatki musi być wyższy od średniej, aby władztwo się rozszerzyło (decyzyjność wzrosła). Oznacza to, że “kapitału” się nie wydaje (rządzi się za odsetki, a i z tym chytrze) i sam fakt jego “posiadania” nie oznacza, że to można jakoś wydać, to generuje władzę (decyzyjność) w wąskich ramach wymienialności (i przy istotnej inflacji), ale samo z siebie niczego już więcej nie opisuje ponad stosunek do innych agregatów (cudzych, autonomicznych) “kapitałów”. Dlatego właśnie dysponenci “kapitału” mogą drukować waluty – emitują tym władzę, zaś stopami procentowymi regulują, ile politycznie mogą sobie wszyscy decydenci pozwolić na rozpasanie prolom konsumpcji, aby władzy nie utracić. W takim kontekście odpis (skreślenie – czerwone storno) “kapitału” musiałby oznaczać skuteczne pozbawienie władzy (taki straszak cashless), z tym że istniejąca, żywa i funkcjonująca struktura dalej może wykonywać polecenia na alternatywnym środku obrachunkowym i nie jest tak prosto skreślić ją decyzją – łatwiej kupić przez BC z dodruku i rozwiązać (sztandar wyprowadzić, rozśrodkować jednostki). To, co jest dla większości ludzi utrapieniem w rozumowaniu, to idiotyczny pomysł, aby zmaterializować “kapitał” w postaci waluty – ludzie naprawdę sobie wyobrażają, że gdzieś tam w wielkich koncernach ten majątek zgromadzony na kontach w postaci abstrakcyjnie wysokich liczb jest wymienialny na dobra. Tymczasem jest on wymienialny w bardzo małej części wyłącznie na usługi w postaci służby (zbrojnej, politycznej, medialnej), natomiast cała sfera materialnej działalności wynika z bilansów operacyjnych. Te gigantyczne kwoty zapisów nie mówią o niczym więcej ponad wpływ na udział w torcie, na zdolność decyzyjną, nie da się ich na nic materialnego zamienić, ponieważ te zapisy dotyczą polityki (władzy raz zdobytej z kumulacji wydatków proli, łożonej ich pracą), a nie gospodarki rozumianej przez większość ludzi jako “problem głodu na świecie” czy “lekarstwa na raka”. Próby wydatkowania tego na rozwiązanie głodu oznaczałyby dokładnie to samo, co wydanie politycznego polecenia producentom żywności, aby więcej siali i orali – nadwyżki zaś wysłali potrzebującym. Można takie polecenie wydać – po prostu podrożeje żywność. Nie ma więc żadnego rozróżnienia pomiędzy władzą polityczną a kapitałową, ponieważ cały ten mechanizm (stan zapisów “kapitału”) niczemu w gospodarce nie służy, o czym czasami przekonują się fundusze emerytalne pragnące zamienić swoje zapisy na złoto, srebro czy choćby papierową gotówkę.

Teraz najlepsze – im więcej “pieniędzy” równoważnych zapisom “kapitału” rozdamy w ramach programów socjalnych (czy helicopter money) dołom hierarchii (dołom społecznym), tym szybciej rośnie agregat “kapitału” i władza, jaką ten dysponuje. Wynika to z dystrybucji tego zasobu decyzyjnego:

Jordan Peterson | Using Money Productively

Bo otrzymane “pieniądze” są decyzjami i durnie z całą pewnością wykonają swoje w taki sposób, w jaki potrafią. Dlatego durnie mają zero zasobów, ponieważ to jest ilość, do jakiej błyskawicznie sami potrafią doprowadzić. Ja z zera wyszedłem, ale zaraz gładko objaśnię, jak zerem pozostać (tekst: Synteza >1|1< i Mechanika tworzenia mempleksów (przedsiębiorczość & polityka)).