Inżynieria drakkaru (3) – jak zamienić miejsce przy wiośle na snekę, a tę na skeida.

(T) Kapitalista to jest takie zwierzę, które operuje kapitałami. W kapitalizmie finansowym niby mianownikiem wspólnym jest wycena w walucie, ale w ostatniej dekadzie się to coraz mniej sprawdza bo waluta, nawet multiwaluta oparta o USNavy kiedyś musi dokonać podsumowania i przeliczenia na kolejne greenbacksy. Coś tam jednak się w tej walucie wyraża i tym właśnie operują kapitaliści. Wraz z rozwojem kariery zawodowej kapitał przydaje się za każdym razem kiedy chcemy zrobić coś co może zakończyć się fiaskiem i ponieść odpowiedzialność za fiasko zanim w ogóle do niego dojdzie – wydać zasób. Z tej strony kapitał ma charakter podażowy. Udzielający kredytu nam (na przykład pracownicy) też ponoszą ryzyko, że jeśli pracują dla durnia to sami są sobie winni nieotrzymania wypłaty – dlatego okres od rozpoczęcia pracy do wypłaty jest Biblijnie krótki – płaci się dniówki. A im więcej ustrój jest niewolniczy i bezbożny tym dłużej trzeba czekać na zapłatę – tydzień, miesiąc, a na część nawet do emerytury. Kapitał jest Wam szczególnie potrzebny kiedy uważacie że “świat” się myli, a Wy macie rację – i “świat” Wam zasobów nie przydziela, więc postanawiacie odjąć sobie od konsumpcji i zrealizować co tam sobie uważacie. Dlatego właśnie większość durniów nawet jak wygra w totka to jest znowu gołych (i jeśli przeprowadzilibyśmy “sprawiedliwy restart” dystrybuując wszystkim po równo, a dzieje się to z automatu w czasie wojny czy epidemii – i tak wszystko w ciągu roku wróci do normy, a potem się wyostrzy), a tych mądrzejszych poznać po tym że ile razy by fala jaka ich nie zmyła to znowu zrobią ten pierwszy i kolejny milion.

(T) Kapitał żywi – w taki sposób, że pozwala zebrać cały owoc pracy bez wywdzięczania się organizatorowi za narzędzia – i odwrotnie – kompetencje pozwalają zebrać całość bez wywdzięczania się prolowi kiedy sami się wyzyskamy. Na początku kariery są to małe kapitały, ale i tak pozwalające rozróżnić stopień zaangażowania. A co za tym idzie skalę podejmowanych ryzyk – dla pracownika nieuiszczenie podatków owszem robi różnicę, ale cena odpowiedzialności gdyby kapitan państwo jednak przyszedł wymusić haracz jest wyższa od tego wyniku bo wykonalna w czasie życia prola. W przypadku przedsiębiorcy skubnięcie haraczu na mnożnikach przez rok może być równowartością całego cyklu roboczego prola – czyli ugrywa bonus life, za tyle można się brać z kapitanem za bary, bo jeśli mnożniki są jeszcze lepsze, to błyskawicznie okazuje się, że kapitan nawet jak dopadnie to i tak obejdzie się smakiem, bo przez czas jaki będzie nękał nie odzyska tego co już skonsumowane bez śladu. Można z tego oczywiście wysnuć wniosek, że kapitan przeholował z wysokością danin i z tego taka racjonalizacja, no ale kapitan sam sobie winien. Jeśli więc na początku kariery szybko wykażemy się umiejętnościami dodatkowymi “+” z zakresu unikania haraczy to zdobędziemy istotną przewagę komparatywną w stosunku do nieposiadających kapitału (bo większość niczego nie posiada – regularnie wszystko przegrywa) i będziemy mieli co rzucić na stolik aby zagrać o więcej. No chyba że “świat” ma rację i pomysł był głupi – wtedy zostajesz bez włożonego kapitału. Dość szybko można się o tym przekonać na początku kariery i dlatego większość zostaje z niczym i niczego nie kumuluje, bo i tak ich z tego obłupią zaradniejsi.

(I) Pierwszym kapitałem zawsze są środki produkcji pozwalające nam wykonywać nasz zawód. Dla programisty to oczywiście przerośnięty kalkulator, a dla księgowego liczydło (w IKEA są bardzo dobre), no ale mamy jeszcze stolarzy, monterów, spawaczy, rzeźbiarzy, malarzy – lista otwarta. Kapitalista wytwarzając przedsiębiorstwo ustawia klocki z jakich to będzie działało, a następnie wypełnia tę formę treścią w postaci prologodzin które nabywa od bohaterskiego proletariatu. Dlatego kapitalista musi być handlowcem, bo musi kupić pracę, zasoby, materiały; ale jeszcze musi to sprzedać i M(t2)musi być > M(t1) i to wcale nie jest proste policzyć czy się to udaje czy nie, ponieważ zmaterializowanie waluty w środki produkcji natychmiast zerują jej wycenę rzeczywistą – fabryka która nie produkuje to kupa złomu, za którego uporządkowanie i recykling trzeba jeszcze dopłacić. Jeszcze lepiej kiedy jest handlowcem+ i ogarnia każdy aspekt prowadzonej działalności w stopniu wystarczającym. Tak też najczęściej działają przedsiębiorstwa i ludzie intuicyjnie lubią pracować dla szefa, który wie co robi i ma racjonalne wymagania – to przystosowanie ewolucyjne. Takiego kapitalistę ludzie chętnie skredytują swoją pracą, a mianowańca przywiezionego w teczce nie.

(T) Kolejną właściwością kapitału jest oczywista oczywistość że “lubi się mnożyć”, a w praktyce oznacza to, że ludzie chcą kredytować swoją pracą to co będzie im przynosiło wyniki i jeśli masz wyniki to będzie Ci dane, a jak trwonisz do zera to nikt Ci nie dołoży. Ma to bardzo ciekawe właściwości, ponieważ kapitał się nie kumuluje w taki sposób jak to sobie wielu wyobraża w postaci odkładanych przez Sknerusa złotych monet do sejfu. Kapitał jest różnicą pomiędzy krzywą egzekwowanych IOU (bo te niewyegzekwowane to sami rozumiecie – para w gwizdek), a krzywą wydatków. Dla większości ludzi poziom zaufania innych ludzi (płynności) stawia ich na poziomie subsistence (to dokładnie ten sam komunikat jaki kobieta wysyła “samcowi” stwierdzając “zostańmy przyjaciółmi” == “w porządku że sobie żyjesz, ale Twoich genów w następnej generacji matka natura nie obstawia”). Czyli musicie grać kapitałem, musicie wydawać. Coś niby jak w misesowskiej bajce dla potłuczonych misesistów, że z małej firmy robicie większą firmę i ekspandujecie na rynku – w rzeczywistości nie ekspandujecie na pustym rynku, a robicie to po co Was urodzono – przejmujecie kapitały poprzednich pokoleń i macie przekazać je następnym, choćbyście mieli z dna morza pazurami ropę wydobyć. Poprzednie pokolenie może kapitał albo przegrać (większość tak robi – ale przegrywają mało bo mało mają i tak jest dobrze), albo przekazać do pomnożenia w zarząd tym co zarządzają skutecznie – potrzebują dowodu tej skuteczności. Ten dowód (proof of success) przeprowadza się serią sukcesów – jeśli umiecie sobie ograniczyć konsumpcję i rozwinąć środki pomnażania kapitału (jakiekolwiek by nie były – może być to wasza własna wiedza, umiejętności, sprawność intelektualna, fizyczna, środki produkcji), to w tej sztafecie starsi od Was we własnym interesie przekażą Wam środki kapitałowe na podobnym do zdobytego poziomie abyście im zarządzali kapitałem – łaski nie robią, ani Wy nie robicie, to jest necesitas gromady. Wy bez kapitału nie macie szans w następnej generacji, oni też – to najnormalniejsza koalicja z przekazaniem wpływów (“Mechanika tworzenia mempleksów (polityka)”) w funkcji czasu. Dostaniecie więc tylu niewolników ilu macie abyście mieli więcej i jeśli podołacie uzyskiwaniu wyników dostaniecie więcej, maszyn dostaniecie ile macie i więcej, hal, środków płatniczych i udziałów w rautach tyle drugie tyle ile sami urządzicie. Bo poprzednie pokolenia odchodzą, a kolejne już Wam włażą na karki.

(I) Jednym z kapitałów jest ród – to bardzo ważne narzędzie ponieważ indyferentnym jest czy tak dokładacie czy czerpiecie. Jeśli pracujecie dla kogoś starszego w rodzie (wuja, ojca, dziadka, stryja) to otrzymujecie narzędzia produkcji i dostarczacie pracy – nikt nikomu łaski nie robi, ponieważ po to produkuje się dzieci, aby one zostały dorosłymi. A przydatny dorosły to taki co dokłada pracy – im szybciej zacznie tym dłużej będzie przynosił pożytki (infanctwo do 25 roku życia to błąd). Taki młody udziela więc kredytu na bardzo korzystnych warunkach, ale również czerpie praktykę jakiej zapewne nikt inny by mu nie udzielił na takich warunkach, i jeśli kapitały rodu rosną to i jego kieszonkowe i narzędzia jakimi będzie on musiał w ramach przejmowanego starszeństwa dysponować. Bywa że zasobny i stabilny ród w ramach łączenia przedsiębiorstw inkorporuje gdzieś na uboczu rodu obrotnego & dynamicznego, po czym w wyniku obserwacji jego rezultatów ród ten oddaje mu swoje zasoby (pracy – warsztaty, park maszynowy, wykonawstwo) aby ten mógł nimi rozporządzać sprzedając ich owoce (nawet w konfiguracji w jakiej wcześniej nie zbywali), w cenach jakich nigdy wcześniej nie osiągali. Moc korelacyjna jest bardzo istotna i pozwala oddać się pod rozkazy młodszym od siebie razem ze wszystkimi zasobami – skutecznie używana moc korelacyjna jest więc kapitałem (w tym politycznym) pozwalającym narzucać zdanie maszopom we wspólnym interesie koalicji.

(I) W praktyce jeśli z mlekiem pod nosem pójdziecie się sprzedać jako kontraktor, a przytomny przedsiębiorca zauważy że potraficie myśleć i macie jakieś własne “narzędzia” to szybko zadba o to aby swoje środki (narzędzia) przekierować na Waszą dynamikę. Jeśli będziecie sprzedawać się jako przedsiębiorstwo to dadzą Wam przedsiębiorstwo do prowadzenia. Zysk z udziału w takiej wspinaczce po drabinie poprzednich pokoleń jest taki, że co prawda te maszyny jakie Wam dadzą są cudze, ale produkcję możecie na nich zrealizować w ramach “fuchy” własną. Pozostaje sobie wyobrazić czy ja potrafię powierzoną fabryką z nadwyżek i odpadów wyprodukować drugą na boku i ile mi to zajmie, a ilu ludzie jeszcze przy okazji się przy tym naje chętnie w przyszłości kredytując mnie swoją pracą. Bo przecież nie bez powodu chętnych witeziów tłumy pchają się na mój drakkar kiedy gdzieś się wybieram aby z rynku płynności upuścić. To mój kapitał – nie ma żadnego sensu wyceniać go w walucie dla gospodarki w której brakuje kompetentnych brakuje, a walutę byle bank centralny potrafi wydrukować. Istotnym jest aby we właściwym czasie dysponować dobrem, którego akurat potrzeba tym, z którymi mamy koneksje. Jeśli nikt w danym czasie nie ma dla Was nic do przekazania w tej sztafecie to najwidoczniej trzeba zdobyć więcej sławy, łupów i branek (doświadczenia, wyników finansowych i asystentek) – żywcem oferty zgięciu karku nie przyjmiecie?

“Bo lepiej zginąć zamiast żyć,
I podłym niewolnikiem być.”

 

Inżynieria drakkaru – End Game

(T) Pozycja na której spinają się wszystkie zagadnienia, która decyduje o tym czy gospodarka jest skonsolidowania czy zbałkanizowana FFL (free for all) to ta na samym końcu niezależnie od tego jaki segment rynku wybierzecie. Najbliżej w karierze ma do tej pozycji handlowiec i polityk, ponieważ wymagania na danym stanowisku są wprost tymi jakie muszą przejawiać na początku kariery. Najsolidniej jest ona jednak zajmowana przez dowódców, ponieważ dysponują oni całymi aparatami w pionie i przynoszą własne nie musząc polegać w tak dużej mierze na rozstrzyganiu istniejących ongoing concern (bieżączki).

(T) Na tej pozycji kontroluje się ludzi kontrolujących zasoby, innych ludzi, aparaty wytwórcze, transportowe, wydobywcze i spina je wymuszając wymianę. Wymaga to aparatu formalnego (biurokracja, prawo, zwyczaj, obyczaj – zależnie od proporcji praktykowanych w danym miejscu i czasie), nieformalnego (wywiad, kontrwywiad, niejawna przemoc niskiej intensywności – “nieznani sprawcy”), wpływu (kult, propaganda, zarządzanie percepcją), analitycznego (przetwarzanie informacji) oraz proorganizacyjnego (planowanie, thinktanki). W tym miejscu wszyscy kłamią (już mniejszą o przyczyny czy chodzi o zdobycie pozycji, jej zachowanie, likwidację konkurentów, umocnienie imperium, przeczekanie), wszystkie dane są fałszywe, wszystkie rady zadaniowane, każdy jest wrogiem aspirującym i nie wiadomo jaki jest “stan rzeczywisty”, gdyż nie jest to FSM typu DFA. Każda wysoka pozycja w jakimkolwiek biznesie nabiera tego charakteru wraz z rosnącą wysokością tej pozycji, aż do stania się nią całkowicie. Zestaw umiejętności i zaangażowania w wyniku konkurencji o takie stołki jest ekstremalny, wszystko dozwolone, a mimo to panuje tam grupowa solidarność, bo nawet Ci co nie podołali, ale chociaż się tam dostali dysponują mocami korelującymi na takim poziomie, że można ich użyć jeśli tylko będą w stanie opanować żądzę, pychę i ambicję. To abstrakcyjny świat operowania po słupkach, ale i realny, bo trzeba przyprowadzić własny, doświadczony aparat do wymienionych wyżej zadań właściwy dla etapu przedsięwzięcia. Pojawiają się nawet ludzie, którzy nie tylko w serii handlowych plusików rozbudowują gigantyczne imperia, ale wytwarzają zupełnie nową jakość tworząc nowe branże dla nowych megastruktur korporacyjnych, które po okresie dynamicznego rozwoju są zmuszeni przekazać ludziom zajmującym się płaskim wzrostem i zrównoważonym zarządzaniem (z potrzeby wysokiej dynamiki zajmują się wtedy innymi projektami – zbudowanie firmy to bardzo dużo, zbyt wielu ludzi od takiej struktury zależy i w interesie wszystkich jest jakiś poziom stabilizacji z mniej dynamicznym aparatem i szefem-korelatorem). A firmy przecież nie są wyłącznie wielkie i duże, małe i średnie też istnieją, a niektóre duże są zestawami średnich i małych – niczym więcej niż wymienioną właśnie strukturą warstw kolejnych handlowych plusików bez jakiejś wyczynowej innowacji.

(I) Praktycznym zadaniem struktury end game jest zapewnienie wszystkim wszystkiego, oczywiście z uwzględnieniem że swoim trzeba zapewniać bardziej niż innym, ale swoich można sobie wybrać w trakcie kariery. To tutaj też jest rozgrywka o wspieranie zasobami wybranych decydentów politycznych i to tutaj odbywa się polityka podażowa – kogo poprzeć środkami. Jest to też ostatni etap gdzie M(t2)>M(t1) jest algorytmem informującym o sukcesie, choć coraz częściej w proporcji do cudzych M(t). Płynnym przejściem z end game do polityki jest moment, kiedy przestaje być istotny lokalny wynik finansowy, a poddana wykonaniu zostaje kwestia transformacji kapitału w jakiś inny środek do zarabiania (zmiana struktur, branż, środków, ludzi).

(T) Utrzymanie takiej struktury, zarządzanie nią, rozstrzyganie wątpliwości, sporów, rozgrywanie ludzkich potrzeb i celów jest niezwykle złożonym zadaniem, które nie ma nic wspólnego z tym co przedstawiane jest na wykładach z administracji, zarządzania czy polityki. Nie ma szans aby się tego nauczyć i z mianowania zostać skutecznym kierownikiem (w rozumieniu menadżera) dużej firmy. Konkurencja jest straszliwa, ale i zapotrzebowanie wielkie. Dlatego jest dużo więcej firm średnich niż dużych i niepoliczalna liczba małych otoczonych ławicą mikrofirm. Gdzieś tam jednak w karierze prędzej czy później pojawią się te kwestie, a jeśli urodziliście się akurat w rodzie gdzie duża firma jest w dyspozycji to najpewniej zostaniecie tam rzuceni by rozpoznać w boju czy się nadajecie i czy objawiacie jakiś talent w tym zakresie. Są to zdolności o tyle ponadczasowe, że dobór i charakter kadry zarządzającej z okresu budowy piramid niczym nie różni się od fenickiego, hanzeatyckiego, weneckiego czy dzisiejszego modelu doboru kadr dla korporacji zarządzających majątkiem, a nawet polityką. Bo kapitalizm to ustrój polityczny dość skutecznie hamujący destrukcyjne zapędy.

(I) W praktyce ten end game może się zacząć już w małej 3-5 osobowej firmie. Widziałem takie przypadki, a kilkunastoosobowa firma może to wymuszać (przy 12+ osobach koterie istnieją z definicji, wskazałem ten automatyzm w “Mechanika tworzenia mempleksów (polityka)”). Szansa na opanowanie tego zakresu operowania ludźmi pojawia się więc dość wcześnie – najwcześniej u handlowca, którego firma może na początku składać się z księgowej, prawnika i wynieś-przynieś-asystentki po rozwinięciu z mikrofirmy. Jeśli w prosty sposób przełożyć to na sytuację operacyjnego w większej strukturze to ma on dział finansów & księgowości, dział prawny, dział sprzedaży (rozszerzający samą kwestię handlowca) i kilka (z jego punktu widzenia drugoplanowych) zajmujących się trzepaniem kasy (marketing, produkcja). Tylko z tych trzech pierwszych działów może wychynąć sensowny (zdolny zająć jego pozycję w ramach przewartościowania koalicji w tych trzech działach) oponent bądź koalicja opozycyjna chętna na przejęcie rzeczywistej kontroli z pominięciem kwestii formalnych (spółdzielnia). Gdybyśmy tę strukturę rozrysowywali dalej to pod tymi działami są dalsze struktury sterowane przy użyciu wpływu politycznego (kapitału) wyglądałoby jak fraktal, którego część produkcyjna i transportowa nie jest dziś zbyt widoczna w liczbie zatrudnionych bo paliwa kopalnie dają silne przełożenie na produktywność, ale to ilość mocy roboczej tam właśnie jest największa i dlatego kapitał stara się utrzymywać sieć MiŚiów w których posiada udziały niż tworzyć kombinaty (są ustroje, które chorują na centralne/narodowe/główne/systemowe/tbtf i od tego upadają bo tam się władza koncentruje, a o władzę się walczy przepalając samo władanie wydawaniem rozkazów). Niezależnie jakie byście szkoły pokończyli i jakie książki dawnych wodzów przeczytali – to inni wiedzą to samo i mają wielopokoleniową przewagę selekcji nad praprzodkami. To gra w której sami musicie wymyślać cele & wymyślać środki – sami sobie musicie postawić pytania na egzamin, i jeśli to będą błędne pytania to na nic Wam najtrafniejsze odpowiedzi. W tym wyjątkowo agresywnym środowisku trzeba znaleźć sobie strefę komfortu, zanim jakiś dzielny wódz wypchnie przed szereg na stanowisku do którego brakuje nam kompetencji do oceny własnych strat (własnego kapitału – zasada Petera) i przepali nas rzucając pod ciężarówkę w konflikcie o własne interesy. Bo to nie jest nieskończona przestrzeń rynku na jakim można sobie ekspandować do woli – walczymy o przejęcie już zorganizowanych struktur, aby uczynić je efektywniejszymi i ryć głębiej przy mniejszej liczbie bystrzejszych ludzi, bo wszystkie płytko leżące zasoby (nisko wiszące owoce) już wydobyliśmy. I ta sytuacja nie zmieni się do następnej razy (kiedy odkryjemy nowe źródło mocy – zasoby energii w ilości i jakości jakiej jeszcze nie używaliśmy), do tego czasu pozostaje nam palić zasoby w walce o prawo decydowania o przepalaniu ich na walkę.

 

Kapitał przepalany w walce o prawo do przepalania

(T) Samym szczytem kariery, samą górą w hierarchiach jakie mamy na planecie (a niektóre, w małych i silnie podzielonych podmiotach politycznych wcale nie są wysokie) jest walka o tak szybkie pobieranie zasobów w stosunku do ponoszonych strat (m – “CPM” z przyszłego tekstu), aby na wznoszącej fali utrzymać się ponad konkurentami. Walka ta odbywa się na wszystkich płaszczyznach. A w wyniku używania od kilku wieków paliw kopalnych i wysycenia naszej przestrzeni maszynami z zapotrzebowaniem na nie przeniosła się do wszystkich sfer życia. Bo ogon jest niepotrzebny – niewolnictwo jest racjonalnym ustrojem gospodarczym z punktu widzenia niewolników. A z punktu widzenia ich właścicieli już niekoniecznie (obciążenie p – “CPM” z przyszłego tekstu).

(T) Kapitału jakoś nigdy nie ma w dyspozycji – cała władza jest zawsze rozdysponowana i w użyciu, tezauryzacja marginalna, przez to nigdy nie ma czegoś takiego jak “wolne środki” – wszystkie są do czegoś przypisane już w momencie zagoszczenia w naszym rozrachunku, nawet jeśli jest to przypisanie “do skarpety” to i te kapitały zapasowe utrzymuje się na wybrane okoliczności. A okoliczności rosną wraz z rozmiarami kapitału i tak bez końca. Najtrudniejszą operacją jest wyjście i cash out. Zazwyczaj to wyjście nie jest w ogóle możliwe, a żyje się z odsetek (dywidend) od operowanych kapitałów, których coraz większa część na coraz wyższej (istotniejszej strukturalnie) pozycji jest przepalana na utrzymanie struktur (m – “CPM” z przyszłego tekstu) jako koszt serwisowy. Ta opłata za decyzyjność może przekroczyć wyniki i degenerować sam kapitał czego przykładem są obecne agonalne spazmy państw narodowych – jedne przestają być narodowe w oparciu o etnos w wyniku imigracji i związanej z tym erozji konwencji społecznych (prawa, zwyczajów, porządku, kultów), a inne które się postawiły w wyniku zaniku etnosu (spadek liczebności i starzenie społeczeństw). Wspólnym mianownikiem tych przyczyn jest koszt utrzymania samej struktury politycznej na modelu etnicznym (narodowym) w środowisku uniemożliwiającym zyskowną ekspansję – koszty serwisowe struktur zawsze rosną.

(I) Identyczny problem występuje w każdej firmie czy holdingu – najrozsądniej jest wykonać zamknięcie i podsumowanie biznesu, albo chociaż zamknięcie transformujące kapitały przy ich tarciu i lichej elastyczności aby móc dokonywać dalszej ekspansji w nowych konfiguracjach nieograniczonych dawnymi ramami. Celem tego poziomu gry jest jednak tranzycja władzy – przekazanie ocalonego kapitału aspirującym do władzy politycznej przedstawicielom end game. Tranzycja tak abyś nie był obciążony zdobywaniem i administrowaniem zasobami, a mógł skupić się na analizie i rozgrywaniu ludzi – bo tutaj gra się wyłącznie przeciwko ludziom o ich zasoby – nie ma innych źródeł. Nie przyda Ci się tutaj żadna kompetencja “plus” – co najwyżej przyda powagi decyzjom (poprawi wizerunek), ale nie będzie niczym rzeczywistym. Alternatywnie można władzę zmonetyzować do kapitału i wyjść wracając do poziomu end game będąc wsparciem (zapewniając zasoby, choćby przez kontrolę spółek, holdingów, branż) dla kogoś kto lepiej kwalifikuje się na politycznego suwerena i dóbr wszelkich swoim lennikom przysporzy. Pierwsze decyzje polityczne trzeba podejmować już w kilkunastoosobowym MiŚiu gdyż jest to liczba wystarczająco do stworzenia więcej niż jednej koterii i dynamicznego układu koalicji, a przecież celem prowadzenia działalności nie jest politykowanie czy w ideologizowanie tylko wytwarzanie dóbr & usług we właściwej jakości i ilości. Zbyt wysoka jakość czy psucie $ds ilością nieproporcjonalną do przepływów z rynków skutkuje spadkiem M(t2), a to gorzej niż zbrodnia. Koniecznym jest więc usuwanie prowodyrów rozhuśtujących dynamikę zachowań w grupie (skutkującą zajmowaniem się czymś innym niż zwiększanie M(t2)), oraz sanacja po wirusach informacyjnych jakimi infekowali pozostałych (trzeba im wyprać mózgi z powrotem na pożądane kierunki / wyprowadzając błądzące dzieci z ciemnego lasu na ścieżkę prowadzącą ku świetlanej przyszłości – wersję sobie proszę dobrać do smaku^^). Przyjmijmy że jest to identyfikacja poprzez sieć donosicieli (wszyscy kłamią – każdy rozgrywa własną partię), obserwacji własnych oraz rezultatów cashflow – następnie trzeba wyjąc z koszyka popsute jabłka (albo wywalić cały koszyk i zacząć od nowa), i jeśli zidentyfikowanym jest pierwszorzędny fachowiec, któremu się klepki poluzowały i zaczął realizować rzemieślniczą perfekcję mimo braku takiej potrzeby produkcyjnej a nawet w sprzeczności i rzeczywistymi rezultatami (nie będącymi w jego zakresie odpowiedzialności), to gdy nie uda się go zawrócić ze zbędnie obranej drogi koniecznym staje się eliminacja, tak aby nie doprowadził do szkód. A przecież już zakładamy że jest wpływowy bo reszta zaczęła robić tak jak on. Z podobnymi problemami borykał się dziadek tłumacząc co niektórym zideologizowanym tumanom, że pojęcie “przywrócić ład i porządek” nie oznacza walenia do tłumu z broni maszynowej, bo wtedy trzeba wymienić nie tylko jabłka zepsute, ale też wyprodukować od nowa skrzynkę.

(I) Jeśli komuś przyśniło się, że można wejść do polityki z innego kierunku niż po uzyskaniu jakiegoś stopnia sukcesu w end game o administrowanie, kierowanie i organizowanie to powinien się obudzić – to nie była polityka tylko firmanctwo cudzej. Ale samo utrzymanie istotnego wpływu na kierunki rozwoju powiązanych (podległych) struktur, czyli realizacja swojej woli a nie cudzej (realizacja cudzej woli to niewola) nie zawsze jest korzystna i prędzej czy później trzeba dokonać transferu kapitału (i władzy) w kolejne ręce. Robimy to zazwyczaj w taki sposób, że wchodzimy na kolejny szczebel drabiny społecznej i tam nawiązujemy nowe kontakty, a te z niższych szczebli porzucamy (i tak by nie mogły funkcjonować) – niszczy nam to podparcie społeczne, ale uwalnia olbrzymie środki jakie wydajemy na utrzymanie takiej struktury kiedy się pniemy w górę. Przykładem takiej struktury która ciąży jest właśnie ród i koszty jego utrzymania rosną proporcjonalnie do własnych dochodów (to taki procentowy podatek patriarchalny i do tego progresywny), ale ród daje ile daje i raczej nie ekspanduje (przynajmniej nie nagle w nieplanowany sposób), i raczej nie przyłącza obrotnych ludzi na pęczki (choć siłę roboczą i owszem, ale roszczeniową). Ród z punktu widzenia politycznego jest bardzo dobrym przykładem na zjawiska opisane w “Mechanika tworzenia mempleksów (polityka)” i dość łatwo w kilku sesjach politycznych spada do grawitacyjnego centrum dominującego samca, względnie koalicji. Identyczne zjawisko występuje też w dużych strukturach i pozwala na ekspansję jakościową w korporacji poprzez regularne czystki & rekrutacje. Ale nie jest możliwe w państwach narodowych, a dziwnych trafem działa w monarchiach patriarchalnych i całkowicie wyklucza matriarchat z pokoleniowo stabilnych systemów politycznych.

Z tym matriarchatem od razu wyjaśnię. Samica może mieć dość ograniczoną liczbę potomstwa dającą przeciętnie jedną sigmę (z tych lepszych, bo durnia też jednego), samca to ograniczenie nie dotyczy, i mimo że w monarchiach uznawano za istotne czy dziedzic jest z prawego łoża, to szybko ogarnięto hurtową wymianę tych samic w tych łóżkach żeby dziedzic na pewno się urodził (a i tak czasem nie wychodziło). Niektórzy królowie (Piastowie, elekcyjni Sasi) mieli z nieprawego łoża dzieci liczone w setki. Co prawda takie dzieci nie dziedziczyły, ale należy uwzględnić że zarówno materiał króla, jak i dobieranych wprawnym okiem pomazańca pań był przeciętnie lepszy niż pozostałych, co w przypadku posiadania ponad dwóch setek dzieci zapewnia mendel sigm, z czego kilka w dwójce i trójce z samej statystyki. Zapewniało to w przypadku takiego pochodzenia i intelektualnych walorów uproszczone ścieżki kariery, akurat w przypadku rodzimym była to zazwyczaj wojskowość (hierarchia kościelna niezbyt często), i zapewniało niezwykłe wysycenie wysokiej jakości dowódcami w dużej nadwyżce, aż do takiej klęski urodzaju, że struktura państwowa zaczęła ekspandować (bo przecież nie tylko król sobie pozwalał – książąt ile było, rycerstwa) w wyniku erozji ościennych krain prywatnymi rajdami jako źródłem finansowania. W przypadku zaś monarchii elekcyjnej zawsze można było z dość dobrze urodzonych (i możliwie należących do dynastii – przynajmniej jeszcze za Jagiellonów) coś sobie wybrać. W przypadku zaś matriarchatu (który nie bez powodu wykluczono w prawie wszystkich monarchiach) populacja podlegająca selekcji byłaby zawsze dość niska, a śmiertelność w przypadku prób jej zwiększenia z przyczyn obiektywnych wysoka. Nie trzeba nawet uwzględniać większego rozrzutu rezultatów u samców oraz zaplecza metabolicznego z jakiego korzystają w walce o dominację w gromadzie – prosta matematyka rozrodcza skreśla matriarchat najpóźniej w trzecim pokoleniu dziedzicznych rządów.

(I) Na tym poziomie naszym podstawowym zmartwieniem będzie selekcja struktur nam podległych tak aby zapewniały nam zasoby jednocześnie uszczuplając je wrażym korelatorom (struktury sprzedaży), oraz zasilanie z tych struktur zasobami kolejnych, które będą podnosiły koszty serwisowe utrzymania struktur sprzedaży wrogom naszym znienawidzonym. Z tej przyczyny gross dochodów ze sprzedaży jest ładowany w batalie prawne pomiędzy konkurentami, a nawet w batalie na innych płaszczyznach (z delikatnych to lobbing). Sterowanie współpracą tych dwóch elementów będzie (w wyniku działań sił wrażych) stale zmniejszać nam wpływy i stale podnosić koszty serwisowe obu struktur. Reszta jest fakultatywna, a zarządzanie strukturami i ich rotacja kluczowa. Problemem nie jest to, że nam ktoś te struktury zdemoluje w jakimś otwartym konflikcie, tylko że zmaxujemy nasze limity wydawania poleceń i struktury przestaną nas słuchać uznając nas (łbami swoich nowych przedstawicieli co tych kosztów nie ponoszą) za przyczynę spadku swoich wpływów. Kłopotliwe jest też własne obciążenie korelacyjne, a każda tyrania (dyktatura) składa się przecież z paranoi, braku empatii i przemocy by pozbyć się krytyków co jest najskuteczniejszym sposobem zwalczania krytyki. Trzeba tak trwonić władzę aby rezultaty trwonienia konsolidowały się w kierunku w jakim chcemy przeprowadzić tranzycję (ponieważ zostanie ona tak czy tak przeprowadzona w kierunku powstającego agregatu, bo to tam będzie decyzyjność), a tranzycja jest tak czy tak konieczna i biada starcom, którzy roją sobie że będą władali wiecznie doprowadzając do zastoju.