Białe papiery inicjatywy kumotrów

W diasporze kumotrów naszych z Niedorzecza wypędzonych (przez czczących koziołka stalinistów-biurwokratów oczywiście) od dawna objawiały się dwa zagadnienia trapiące nas niezmiernie. Pierwsze takie że system bankowy zaczął kuleć – co go wykańcza to nie nasze zmartwienia chociaż doskonale o tym wiemy z takiej to racji że część diaspory dla banksterki pracuje, a przecież gdy zaczynaliśmy nasze przygody w poprzednim tysiącleciu to niejeden wylądował na bezpieczeństwie teleinformatycznym banku i niektórzy już w tej branży zostali. A drugie takie, że nie mamy miejsca gdzie można pohandlować. W dyskusjach bilateralnych wynikło iż kumotrom szwajcarskim chodzi po głowie bank (bo cóż innego można wymyślić w tych górach), kumotrom szwedzkim hawala (akurat ostatnio kumotr odwiedzający US w Polin wpadł na https://monetia24.com/ – taka spółka z kapitałem zakładowym 650kpln obsługująca 1,2m transakcji miesięcznie ale jeśli popatrzeć na interwały to możliwe że statystycznie nie przekraczają zobowiązaniami poziomu subskrypcji za jaką można ich tarmosić).
Bank kumotrom szwajcarskim widzi się w rozumieniu wysoce konserwatywnym jako skrytki bankowe w systemie rozproszonym. Na nic mnie jednak sama taka usługa luzem kiedy mnie potrzeba gotówkę wozić avalem aby nią płacić, a do tego jeszcze byłbym w niebo wzięty gdyby jeszcze z rachunku bankowego w papier oraz odwrotnie można by przechodzić bez tarcia. Wszystkie te nasze pomysły i usługi jeszcze kilka lat temu nie miały racji pojawić się w głowach gdyż system transakcyjny jako tako działał. Ale przestał – jest rosnące tarcie i obecnie obsługa konta w banku sprowadza się do spowiedzi po co komu i na co. Jakoś sobie z tym radzimy, ale koszty operowania na styku konto/cash wyszły w okolicach 250ksek/y i obawiam się że wiele doraźnych i takich co w KUP (karty, konta) wchodzą gdzieś mi się zamiotło w inne tabelki. Niby nie dużo, ale byłaby z tego lada jaka asystentka do upiększania widoku skoro świat wokół i tak paskudny. Żebym ja jeszcze jakie zbójectwo godne urzędowej uwagi prowadził to bym rozumiał że mnie penetrują w powiązaniu z jakimś trucicielstwem używkami, zbrojeniami gangusów czy innym handlem paniami pragnącymi się sprzedać co w lokalnym apertheidzie uchodzi za naganne – no taka branża i wtedy trzeba się liczyć z dolegliwościami, ale żeby tak każdego tarmosili to ich strasznie dużo musi kosztować. Pal diabli że ich kosztuje, ale mnie zaczęło i to kompletnie w gwizdek idzie choć jest z tego nauka taka, że międzyanrodowy system transakcyjny ma dziury i dość łatwo je znaleźć – wystarczy z niego korzystać.

Popłyńmy jednak dalej z tą opowieścią choć nie obiecuję że do brzegu zmierzamy.
Urządziliśmy kameralne spotkanie aby sprawę przedyskutować, kumotrzy zaprezentowali funkcjonujący serwer obsługujący transakcje z silną kryptografią. W tym czasie robiliśmy już hobbystyczny arbitraż na walutach gdyż nienawistni banksterzy zaczęli wstręty czynić kantorom niewłasnym i papierków im nie dostarczali – przy okazji kumotrzy wycieczki kulturowej zaznali, a i w sreberka trzeba było się zawinąć zanim zdrożały z czego wyszła nauka taka, że do pracy w finansach trzeba mieć krzepę.
Od razu na tym kameralnym spotkaniu zaznaczyłem, że potrzebny mi jest sprawny system transakcyjny bo ten co jest się zatarł i zaprząta mi zbyt wiele uwagi, ale nie zamierzam para banku prowadzić bo ani mnie to nie cieszy, ani się na tym znam. Stworzymy infrastrukturę, stworzymy obsługę techniki, aparat bezpieczeństwa & rozstrzygania sporów – czyli wszystkie techniczne aspekty funkcjonowania takiego biznesu w których niektórzy z kumotrów siedzą, a inni dawniej z tego wyszli w inne miski zaglądając skwarków węsząc. I poszukamy kogoś kto się tym zajmie – kogoś kto umie wyjść frontem do klienta i prowadzić takie nisko marżowe przedsięwzięcia o dużym wolumenie. Policzyłem kilka wariantów działania tego, przetestowaliśmy w praktyce jak wyglądają styki międzynarodowe dla takiego obrotu i pewna przestrzeń ofertowa została domknięta, wyglądała ona wtedy mniej więcej tak, iż transakcje gotówkowe I/O mogą kosztować pomiędzy 0,3-0,6%, operacje walutowe podobnie, przy czym waluty powszechne w obrocie tanio, a egzotyka oczywiście drożej, transport gotówki w systemie rozproszonym ruchu w diasporze do 0,5% w ruchu krajowym i do 1% na pewnych upierdliwych kierunkach zagranicznych (I/O Szwajcarii uważamy za kierunek upierdliwy). Aby utrzymać infrastrukturę tak żeby z głodu nie padła pięć firemek takich jak moje musiałoby dokonywać pełnego obrotu na takiej hawali, a zwracam uwagę na koszty roczne obrotu gotówką jakie mnie dopadły iż to nie jest wcale tak wiele. Oczywiście licząc realne zaangażowanie przy dywersyfikacji oraz wahnięcia koniunktury tych firm musiałoby być około 25. W tych firmach łącznie pracowałoby czterdziestokrotnie mniej ludzi niż czasem czytuje tutaj teksty. To nie są wcale straszne liczby. Pozostaje kwestia oddziałów – bo gdzieś musi być styk z klientem, odkrywka taka jak ten blog gdzie ujawniamy się nieco i jest możliwość nawiązania kontaktów co może prowadzić do wzajemnego wyzysku tak aby obie strony były równie niezadowolone. Ten kłopot jak się okazało dawno rozwiązali inni ludzie mający sieci placówek, bankomatów etc więc nie musimy koła wynajdywać – już tam inni lepiej wiedzą jak się to robi i na tym zarabia.

Jednak wszystko to ma bardzo poważny zgrzyt, którego rozwiązanie chwilę zajęło. Dyskutowaliśmy to też dużo wcześniej w Pobudce – ale oni tam mają jeszcze większy kłopot bo nie tylko nie mają jak budować zaufania, ale z racji sposobu w jaki się integrują dochód per capita sprawia że nie mają z czego tego budować (w rozumieniu płynności – zdolności do rozrachunku) i ten problem występuje we wszystkich środowiskach szurów. Teraz niektórzy z nich są w strukturach aparatu politycznego, ale obcego więc mimo państwickich poglądów zarówno narodowców (socjalistycznych) jak dobroduszników wszystkie ich działania są dla etabliszmentów przejawem anarchii (cykl destabilizacja -> odbudowa -> konsolidacja ekstensji – to oni są początkiem cyklu ekspansji władzy). Destabilizacja państwa narodowego jest korzystna dla mieszkańców (co widać na przykładzie Szwecji co może rozwinę w jakimś tekście) w porównaniu do zamordyzmu jakie to państwo potrafi rozkręcić.
Nie żałujmy sobie brutalnego słownictwa – zgrzytem jest kwestia niezrozumiała dla durniów iż “gwarancja zysku” oznacza akumulację ryzyka, a wynik finansowy po kosztach na poziomie 0,5% przy dobowej prędkości transakcji daje co prawda oczekiwaną roczną stopę zwrotu (orsz) na poziomie 270%, ale przy ryzyku 100% straty i do tego ma limitowany wolumen, który przy 20 krotnym wzroście kapitału może nam sprowadzić orsz do około 5%. A jedynym zyskiem w systemie transakcyjnym jest wartość przyniesiona przez klientów. Żadnej innej tam nie ma – transakcje kosztują. Ale przecież są depozyty.
No cóż – są, ale przypominam iż rachunek oszczędnościowy i rozliczeniowy z natury jest rozdzielny bo operuje innymi agregatami. Na jednym jest stan środków zabezpieczonych (portfelem inwestycyjnym banku, najczęściej o bardzo lichym zwrocie ze względu na konieczną płynność i stabilizowanie wycen) na drugim zaś inflacyjnej waluty, która każdy może sobie w banku dodrukować podejmując zobowiązanie. Oczywistą oczywistością dla czytelników jest kwestia iż z obrotu waluty dowolnie drukowanej wyciąga się sztony na bok w postaci środków materialnych bo cała ta waluta jest uproszczeniem kognitywnym aby w gospodarce wziął udział jak największy liczebnik homosiów, również takich dla których określenie sapiens jest jedynie przyporządkowaniem w domenie eukariotów. Pieniądz zaś jest sztuczką mnemotechniczną (którą odkrywają dzieci bawiąc się w handel zanim wymyślą liczenie, a są przecież ludy, które liczenia nie wymyśliły i nijakim im to w handlu nie przeszkadza: Híaitíihí) o charakterze konwencji społecznej. Warto nadmienić że z depozytu oczekujemy jakiś zwrotów – otóż obecnie nie mamy żadnego biznesu, do którego wrzucanie pieniędzy (przeliczając walutę na PM i rozliczając wynik w PM, a nie w dodruku, który ceny PM już nie dogania) da zwroty gdyż ostatnio wrzucanie do biznesu kwalifikowanej pracy jest traktowane jako środek płatniczy (i mam pomysł jak tym handlować – zaraz Wam tu jednego z naszych hipotetycznych kumotrów przykładowo stokenizuję i będziemy go licytować, żeby się sam tak bezpańsko nie prostytuował). Z tego wnoszę postulat, iż nie należy u nas trzymać dezpozytów z czego wynika że to nie jest bank. Pozostają więc rachunki bieżące, a oszczędnościowe wyłącznie w formie naszej szwajcarskiej centrali jako skrytki depozytowe w których nic nie będzie rosnąć, a jeszcze złośliwie kosztować.
Oczywiście mechanikę działania przeróżnych systemów rozliczeń znam i dlatego tak lawiruję pomiędzy wariantami wybierając z nich rodzynki. System finansowy różni się od gospodarki zmiennością i ryzykiem środka obrachunkowego – prowadząc usługi finansowe (przewóz gotówki, realizację płatności, wymiany walut) w zasadzie nie ryzykujecie kapitałem ponad spodziewaną stopę zwrotu, a problemem jest wolumen względem kosztów. Dlatego banki mają gigantyczne koszty przy monstrualnych obrotach i śmiechu warte z tego zysk zabezpieczając “kapitał” środkami klientów (zrealizowane na Cyprze) i podatników. To co możemy więc zrealizować to pobranie od kogoś płatności (w postaci sprzedania mu karty podarunkowej będącej dostępem do konta z tokenem jaki jest na tej karcie “kotek za sto słoty”), a następnie zrealizowania tej płatności wobec sprzedawcy (dajmy na to książek – temat zaraz wróci) z kapitału własnego w miejscu gdzie sprzedawca jest potrącając ten 1% czy 1,5% na koszta transakcyjne, a ponieważ dyskutujemy o gotówce i potrafimy tworzyć podmioty mrugające niczym radary w kolczudze (https://en.wikipedia.org/wiki/Kolchuga_passive_sensor) to możemy dokonać takich cudów na obrocie, że nie powstanie z tego żaden formalny ledger, a co za tym idzie skutki fiskalne. Oczywiście może to kosztować nieco więcej, ale dalej mniej niż haracz i da się to zorganizować całkowicie legalnie przekazując prawa do wytworzenia i sprzedaży towaru z rozliczeniem poza jurysdykcją. Robimy zresztą takie rzeczy od dekad – ustroje się zmieniają zaś nazwiska łapówkarzy niczym czarne dziury na walutę łączą te rzeczywistości ustrojowe ponadprzestrzennie.

I tutaj doszliśmy do przeszkody – zaufanie. Dlaczego ktoś miałby nam w takim systemie zaufać? I nie znalazłem żadnego racjonalnego powodu. Zrobiłem analizę różnych wariantów funkcjonowania i jeśli podatnik nie jest w systemie bankowym dawcą kapitału to musi nim być kapitalista. Wymiana walut jest oczywista – z ręki do ręki, prowizja (choćby ukryta w spreadzie) i do przodu. Kapitał cały czas w ręku. Transport waluty tak aby zabezpieczyć interes stron musi być jednak realizowany na kapitale avala, który to dopiero po jego przekazaniu odzyskuje wkład z prowizją po powrocie lub na koszt wysyłającego dającemu avalowi przesyłkę i prowizję (wymaga to zaufania przynajmniej jednej ze stron, a więc i istnienia długoterminowych zobowiązań wzajemych przy nierównoważności stron i ich ryzyka co skutkuje podziałem prowizji). I tak samo płatności są realizowane na kapitale podejmującego środki od klienta (sprzedawca karty prezentowej) albo na kapitale dostawcy towaru (składa depozyt zabezpieczający transakcje gdyby z klientem wynikły spory). Należy pamiętać że takiego systemu nie trzeba tłamsić przemocą aparatu – wystarczy że konkurencja zacznie w nim robić złośliwości podnoszące koszty (zabezpieczenia) i od czasu do czasu realizujące ryzyko (poprzez uzyskanie zaufania w systemie). Sami państwo rozumieją że nic nas nie łączy – narodowość skoczkonarciarska jest fajna przy wódeczce zanim przyjdzie kelner z rachunkiem, wspólne wyznanie tej akurat wiary nie jest od dawna traktowane poważnie (są inne wyznania gdzie ludzie na poważnie innowiercom głowy ucinają i u nich system transakcyjny bez BISa działa). Pozostaje jedynie wrzucać tam rozproszony kapitał (coś jak zakup BTC w 2010 – hobby) i doladać hobbystycznych starań. Bo to taki siermiężny kapitalizm bez kapitału. Dobry objaw że oddolnie potrzebujemy systemu transakcyjnego czyli od dobrobytu w d nam się poprzewracało i niebawem zaczniemy sobie organizować politykę więc i jakie żelazo zamiast masła.
Jednak zaufania bez kapitału nie zbudujemy, a niestety zawsze będziemy go potrzebować więcej niż środków rozrachunkowych (co wynika z dwu i trójstornności transakcji). Problem byłby nierozwiązywalny i odłożyłbym go do szuflady gdyby nie to, że w samym systemie transakcyjnym jest obsuwa na zaufaniu. Już pomińmy takie żarty godne parabanku jak ujemne stopy procentowe przy jednoprocentowym wzroście gospdoarczym, ale nierealizowanie transakcji z urojonych przyczyn, koszty kontroli po stornie kontrolowanego (czas na tłumaczenia do banków kosztuje) oraz łupiestwa dokonywane przez PayPal Daniela Shulmana (pod pozorem blokady konta na czas wyjaśnień; mnie oskubali, ale i wydawcy Mistrza Redaktora się skarżyli), ale też i przez inne banki w przeróżnej skali sprawia że porównanie zaufania do proponowanego rozwiązania, gdzie jest ryzko straty z ofertą mainstreamową gdzie jest gwarancja straty i do tego koszta sprawia że cały ten shadow banking jest nawet do rozważenia. Absurdalne rozwiązanie księżycowych problemów.
Bo to jest księżycowy problem żeby handlarze bibuły (wydawnictwa publikujące antysemitników naszych umiłowanych) mieli blokowane konta za handel nieprawomyślnymi treściami. Ja rozumiem ścieżkę zdrowia, Białołękę bo to wiadomo dla wyższego dobra, społecznego i budowy raju; ale żeby konto blokować i kasę kraść to jest działanie z niskich pobudek. To my mamy jeszcze niższe i nikogo w handlu pałować nie zamierzamy.

//========================

Mamy (m) vs chcielibyśmy (ch) i czasem mamy jako hobby (h):

Zabezpieczony silną kryptografią (m) serwer obsługujący konta (m) z możliwością tworzenia walut (m), hierarchią administracyjną użytkowników (m), poziomami zaufania względem systemu (m) oczywiście scentralizowanego (m), transakcjami (m), ich odrzucaniem (m), escrow (m), fizyczny transport gotówki (h), fizyczny obrót walutami (h), płatności w obecnym systemie bankowym (h), realizację dostaw (h), fizyczny obrót kruszcami (h), możliwość skryptowania ruchu na koncie (m) i wynikające z tego smart kontrakty (ch) na możliwościowe tworzenia tokenów/walut (m) z poziomu użytkownika (m). Konta są oczywiście numeryczne (m) i jak się zgubi dostęp to ono sobie tam zostanie, a stworzenie zabezpieczenia aby je odzyskać będzie wymagało od nas usługi notarialnej (m) co oczywiście kosztuje (ch).
Co oczywiste da się pod to wyprowadzić na zewnątrz w postaci publikowania wycen wzajemnych, obrotów i indeksów obrotu tymi tokenami (ch). Bo przecież mając gotówkę można ją wrzucić do rozproszonego zabezpieczania transakcji, można komuś sfinansować obrót (crowdfuncding działalności gospodarczej) (h), a nawet udzielać pożyczek (h). No i można subskrybować kapitał działając na istniejących depozytach w systemie rozproszonym jako rezerwie cząstkowej opartej o skromne, ułamkowe zaufanie – sami państwo rozumieją, z wolumenu można wytworzyć kredyt bo przecież udzielają go kupcy dobrami i usługami.

Stokenizujmy siłę roboczą ze kśprodukcji i kapitałem żeby dopchnął wózek do końca. Oczywiste oczywistości w kwestii jak funkcjonuje duży biznes. Mamy takich co dużo nie gadają, ale robią, organizują, wytwarzają. Jak się ich dokapitalizowuje i organizuje pewne aspekty pomysłu i produkcji to nagle zaczynają wytwarzać maszyny, których na rynku nie ma, a zamówić można za nieprzytomne kwoty. Przyjmijmy że tworzymy przedsiębiorstwo gdzie biorę hipotetycznego kumotra B i produkujemy dajmy na to prasy, wrzucamy jedną taką co już u mnie funkcjonuje ze specyfikacją, filmikami etc (robimy następną do innych zastosowań i to nie jest nasze ostatnie słowo) i to “przedsiębiorstwo” rejestrujemy na koncie pod postacią tokenów w liczbie 100 (dla uproszczenia – 100% mocy roboczej). Przedsiębiorstwo publikuje jakie ma koszty, sprzedaż, zamówienia. Kto daje temu wiarę może sobie kupić od takiego konta token i liczyć na to, że cena odkupu (zakładamy że nie przez większego łosia tylko emitenta w dacie kiedy przyobiecał odkup) będzie godziwa (albo że jakakolwiek a nie z całkowitą stratą i emisją pamiątkowych papierków w zamian za tokeny, żeby każdy pamiętał o ryzyku przyklejając sobie takie). Gdybyśmy próbowali zrobić taką emisję w jakikolwiek formalny sposób to biurokracja i koszta sprawiłyby że warzywniak jako spółka akcyjna nie przejdzie. Jednakże takie przedsiębiorstwa są bardzo materialne i o ile cena odkupu we fiatach może być urągająca o tyle możliwość umorzenia tego w usługach czy sprzęcie jest już korzystną koncepcją spekulacji (sam tak robię i znajomy Janusz żarty ze mnie stroi, że dowolną przestrzeń magazynową zapełniam środkami produkcji, które mnożą się tam niczym króliki – Czajniki tak właśnie robią). Wzajemna wymienialność takich tokenów, ich notowania, arbitraż na nich etc (Rozczochrany Spekulant kiedy o tym mówił to uważałem że upadł na głowę, ale mi wyszło to samo – znaczy też upadłem na głowę) pozwalają wykonywać praw ciągnienia z magazynów tego co pod tokenami jest, bo przecież 100 tokenów może być na sto książek, albo… albo coś innego co tam akurat w magazynie jest, i do tego ważne jest loco towaru, bo niektóre rzeczy w niektórych rezerwatach droższe od pieniędzy (tokenizacja łapówek?). Prawo ciągnienia usług (czyli możliwość zaciągania kredytu w banku wyzyskiwaczy własnych zamiast cudzych oraz (co naturalne) spekulacja na tych fistaszkach.

Podejrzewam że infrastrukturę utrzymamy z usług tą infrastrukturą – za odwołanie do serwera będzie po prostu pobierana opłata (jakieś tam skromne satoshi daleko po przecinku za częstotliwość zapytań powyżej przewidzianej godności) co spowoduje, że zautomatyzowane transakcje będą płacić więcej, a źle napisany kod wyczerpie “walutę na serwer” zmuszając człowieka do wysiłków kognitywnych. Czyli jesteśmy w stanie oddzielić działalność usługową rozrachunkowo od stricte finansowej co rokuje w przypadku oddania przedsięwzięcia komuś kto zna się na takich sprawach lepiej. Co więcej – możliwe są rozwiązania krzyżowe aby w ramach jednej infrastruktury obsługiwać kilka różnych “sieci bankowych” – brandów.

//========================

Pytania i komentarze bardzo potrzebne, ponieważ na razie ta dyskusja toczyła się w miejscach niedostępnych, ale że jest realizowana grupowo i wszyscy mają w tym jakiś interes to potrzebna jest tu loża szyderców wyjaśniająca że jesteśmy głupi, a nawet niemilcy wskazujący nam jak ten interes (częściowo i hobbystycznie już funkcjonujący) nam kto wywróci.

17 stycznia 2020 będzie konferencja:

I tam będzie kasy niesyta młodzieżówka naszej diaspory, będą się lansować, rozdawać listy żelazne, breloki, a może i inni kumotrzy wpadną.