Charakterystyki przedsiębiorstw (2)

Podsumowanie przedsiębiorstwa “Johnex”

Maszyny w takiej firmie są z zasady w leasingu i na silnym serwisie (ale dopiero kiedy przestają pracować) – te dwa zjawiska wynikają z systemu podatkowego faworyzującego banki, dzięki temu firma ma rozliczony koszt usług i amortyzację a bank dostaje z tego działę. Normalna firma bez działu prawnego i stada doradców, rewidentów i rzeczoznawców nie byłaby w stanie przez dzisiejszą biurwę przepchnąć rzeczywistej amortyzacji maszyn i kosztów serwisu – tak to sobie banki wylobbowały, aby pobierać z tego reket.

Ludzie w takiej firmie są zatrudnieni do pracy – jeśli jej nie ma to od razu się ich zwalnia. Występuje tu ścisła hierarchia, bo szef-kapitalista potrzebuje kierownika technicznego, najlepiej z poganiaczem orków w jednej osobie. Ten albo jest częściowym udziałowcem, albo ma jedyny w firmie sensowniejszy kontrakt. Reszta jest na przeróżnych śmieciówkach w stylu zero-hour contract czy jak to się tam w którym bantustanie nazywa. Nie są to zazwyczaj specjaliści wysokich lotów, raczej można spodziewać się tam nabierających praktyki ludzi dopiero po szkołach i być może 10-15% ludzi z pięcioletnim doświadczeniem w ramach kariery w zawodzie, a nie “przychodzących do roboty”.

 

Forma usług

Forma usług jakie świadczy Johnex jest ekspozycją na rynek otwarty, każdy może tam wejść i zamówić co potrzebuje, a każda forma kontaktu jest akceptowana. Cena zależy od aktualnego obłożenia pracą przeciwko temu ile klient wytrzyma. Uzyskanie jednak od takiej firmy warunków umowy jakich wymaga duże korpo jest niewykonalne (nie ma ona ani własnego, ani udziałowego działu prawnego) i dopiero w szczytowym okresie koniunktury duże korpo przez filtr kilku średnich firm zaczyna pobierać z takich obszarów produkcję doklejając metki w procesie kontroli jakości. Głównym odbiorcą dla Johnexu są średnie firmy mniej lub bardziej lokalne, a z przyczyn obiektywnych koniecznym jest pozostawanie w jakimś nieformalnym kontakcie z firmą aby cokolwiek poza reklamacją wskórać (na przykład jakieś doraźne zmiany w produkcie). Wielką zaletą takiej firmy jest to, że zawsze można się z nią jakoś dogadać, a kasa jest wspólnym mianownikiem.

 

Źródła kapitału i powiązania

Bazą startową są kapitały własne osób zaangażowanych i na tej podstawie są pozyskiwane kolejne instytucjonalne (kredyty, leasingi), ale zawsze gdzieś tam w podstawie uznania rachunku jest znajomość i zaufanie do osoby prowadzącej. Częsta jest niepubliczna sprzedaż udziałów już przy zawiązaniu spółki, aporty maszynami, lokalem. Istotnym jest że dla całej grupy ludzi jest to przyszłościowy interes – dla dysponenta lokalu, dla dysponenta maszyn, dla transportu i kierownictwa. Są więc to niejako przymusowe, quasi-spółdzielcze układy kapitałowe dla ludzi w wieku 50+. No i oni oczywiście mają rynek, kontakty i wiedzą że taka produkcja będzie potrzebna odbiorcom.

 

End Game

Koniunktura na pstrym koniu jeździ. Ludzie się wypalają, incitementa już nie skutkują wzmacnianiem chęci, tylko terapia szokiem przywraca w metabolizmie homo należne sapiens. Jak się w sygnale gospodarczym nazbiera takich czynników to pozostaje pociągnąć wajchę i porazić brakiem rozkazów – na rynku wtedy cichnie muzyka. Cichnie dział sprzedaży, cichną zamówienia, maszyn na produkcji nie ma po co uruchamiać, lemingi patrzą się po sobie nawzajem który pierwszy leci na trawę i kiedy, bo przecież rachunki, dzieci, kredyty – było tak dobrze i nagle nic nie będzie?

Przewidując te wydarzenia szef Johnexu musi przygotować procedurę wyjścia elastycznie dopasowując się do sytuacji. Koszty stałe utrzymania lokalu, dostaw energii i biura (z samym prywaciarzem rzecz jasna) są dolnym pułapem wygaszenia zasilania. Ale tak nisko taka firma nigdy nie schodzi. Przyczyną są jeszcze oczekiwania dywidendy przez udziałowców chętnie zmieniane na alternatywę zbycia udziałów. Na górce koniunktury kiedy po rynku zaczyna szaleć duże korpo szukając dostawców (bo pozostałych jeleni już sobie poobrażali, a tacy cwańsi nie odbierają od nich telefonów) dochodzi do gry w chruszczówkę, gdzie korpo proponuje duże zamówienia i obiecuje gruszki na wierzbie, ale wolumen tego wszystkiego byłby istotny w portfolio Johnexu na tyle, aby powstała konieczność odcięcia drobnicy (często znanej osobiście na innych płaszczyznach powiązań), a nawet ciśnięcia stałych-średnich-lokalnych na licytowanie się o cenę. Teoretycznie można by wydzielić do tego drugą działalność tylko dla korpo, ale z ograniczonej dostępności korelatorów na szczycie koniunktury nie miałby tego kto rozsądnie poprowadzić, a kapitał na szczycie się chowa do wora, a nie ryzykuje (dlatego krzywa na górce jest bardziej płaska niż powinna gdyby wszyscy byli naiwni). Zazwyczaj uczciwy szef Johnexu stawia wtedy sprawę przed pracownikami na zebraniu, że wchodzi w nich korpo i to wszystko źle się skończy, więc gdyby byli dość przytomni to łaskawie mogliby zacząć przygotowywać się do jakiego lądowania na trawie. Młodzi zazwyczaj nie rozumieją o co chodzi, a starsi nie zawsze potrafią wyjaśnić co to znaczy, że górka która jest odkąd młody zaczął pracować to nie jest jedyne zjawisko na rynku. Szczególnie jak górka trwa 7 czy 10 lat, a młody 3 lata wcześniej skończył szkołę i jest dzieckiem hossy. Przeżyłem już kilka rynkowych zapowiedzi, że teraz już tylko wzrosty będą, ot choćby turbokapitalizm Clintona, Dotcomy, Lehmana i Sovieckiego Sojuza.

Skoro korpo chce kupować to sprzedajemy^^.

Z tym że korpo doskonale wie że nic w takiej firmie nie ma, bo sami robią tak samo. Ale są w sytuacji przymusu dostaw i mają dobre dojście do drukarki (w Babilonie wróżka podażo-popytuszka nie jest najistotniejszym warunkiem handlu), a to właśnie papier z tej drukarki jest celem całego tego otwierania Johnexu. Pozostaje jedynie ustalić w jakiej formie i terminie się ten papier przeniesie z kopro do udziałowców Johnexu tak aby korpo miało jeszcze jakiś czas dostawy, zanim firma pod taką siłą odśrodkową się rozpadnie, no i tak aby wszyscy byli równie niezadowoleni co nazywamy sukcesem w negocjacjach. Są tutaj różne warianty wyjścia dla różnych powiązań osobowych.

Pierwsze to takie dość mordercze, ale stosowane przez samodzielnych przedsiębiorców w sile wieku polega na tym, aby się w te układy w korpo władować i wynosić wartość w kolejne przedsiębiorstwo przeróżnymi kanałami przepływu. Do tego musi być w dobrych układach z ciałem nadzorczym, a więc w wyniku koniunktury musi już mieć zdjęty z karku bank z gwarancjami, musi mieć nić porozumienia z leasingodawcami i cała sprawa musi być krótka i intensywna zanim stanie się publiczna. Oznacza to silne zagranie na własnym kapitale i bardzo dużej ekspozycji na ryzyka, ale pozwala wyjść z kapitałem z przedsięwzięcia. Czy to zmonetyzowanym czy w postaci przedsiębiorstwa pod własną, silną kontrolą to już oddzielna kwestia, problemem wyjścia z nowym przedsiębiorstwem (prostsze) jest koniunktura na górce, którą to górkę poznajemy po fakcie występujących wkoło dołków. Taką roszadę można przygotować na następny, krótki cykl gospodarczy, ale żeby przeżyć początkową, płaską fazę cyklu trzeba mieć spore zapasy jakiegoś dobra, i obecnie tym dobrem są pracownicy chętni brać udział w płaskiej gospodarce, a to oznacza zupełnie inny garnitur pracowników niż w Johnexie, muszą być po 40-50tce, bez ekspandujących potrzeb konsumpcyjnych, z odchowanymi dziećmi i spłaconymi kredytami. Produktywność jak i zakres prac wykonywanych w takiej firmie jest zupełnie inna niż w Johnexie, inne dynamiki i zużycie maszyn. Dawniej firmy dochodziły do takiego etapu w kilka cykli gospodarczych same z siebie, ale obecnie wszystkie nisko wiszące owoce surowcowe są zerwane i za taką rozpustę nie ma czym płacić – dziś nie istnieje coś takiego jak perspektywa zatrudnienia na ponad dwa lata na tym samym stanowisku w tej samej firmie. Jest więc raczej typowym wyjście z kapitałem, nawet “ze stratą” (bo to wszystko było tyle warte a poszło pod spotem), dokonanie podsumowania, przeczekanie dołka i powrót do biznesu już po tym jak wiadomo kto z dołka wyszedł, a kogo pozostaje z dołka tanio wykupić i do pracy zaprząc.

Drugie jest w zupełnej opozycji i raczej nie zdarza się w tym modelu biznesowym zbyt często – wykupienie firmy w znacznej części przez jakąś średnią spółkę-wnuczkę Babilonu i zaprzęgnięcie do łańcucha z pozostawieniem menadżera na świeczniku. Oczywiście dochodzi tu do przydania korpobiurwy, ciał nadzorczych, trójkąta kontrolnego. W małych firmach jest to bardzo niespotykane (bo są za małe aby udźwignąć takie ciężary), a w średnich & ekspandujących znane mi przypadki mają wątek kryminalny wrogiego przejęcia.

Trzecie jest bierne i może wynikać z bardzo dobrego planowania wariantu pierwszego – wyjście ze środkami. Otóż można prowadzić tę produkcję dla rozpychającego się w wolumenie produkcji korpo, po czym zgodnie ze swoim stanowiskiem wykonawczym w momencie kiedy te odroczone płatności korpo albo zaczną zgrzytać z terminami (nagłe reklamacje urojone – norma w relacjach), albo gdy nie pokryją wydatków (delikatnie naciąganych oczywiście, gdyby nie pokryły rzeczywistych to by tam ślad po firmie nie pozostał) to wdraża się program “naprawczy”, być może jakąś strukturyzację co najczęściej oznacza stawianie wszystkich pod ścianą, że bardzo bym chciał wszystkim zrobić dobrze, ale nie mam środków, więc połóżcie coś na stół (i coś tam możecie naobiecywać z wzajemnością – nie żałujmy sobie obiecanek na koniec cyklu, miłe słowa, gesty, wielkie plany i wspólne rauty), albo wdrożymy paragraf “albo”. Korpo oczywiście w te gierki jest lepsze, ale jak rynek zaczyna cały wierzgać to w korpo doskwiera brak mocy korelującej, aby do każdego przypadku (do ogarnięcia pożaru w burdelu) posłać wykonawczych od wyciskania wody z kamienia, a tych lepszych posyła się do przedsiębiorstw dużych i średnich, a nie do jakiegoś planktonu – tam mogą się wykazać młodzi i niedoświadczeni. Babilon oczywiście naobiecuje wszystkim wszystko, więcej zamówień, transakcje wiązane i inne brednie, ale to wszystko może się zmienić overnight decyzją o przeniesieniu, niekontynuowaniu lub zmianie produkcji powiązanej z wymianą decyzyjnych co podjęli wcześniejsze decyzje – więc wszystkie ręce są nowe i czyste, a spółki ze zobowiązaniami potopione. Gra sprowadza się pod wyjęcie wtyczki z firmy, póki w kablu jeszcze jest jakiś prąd. Korpo chce za bezdurno ssać produkcję po kosztach, a z drugiej strony może braknąć chętnych do pracy za darmo. Na przykład właściciel lokalu czy maszyn może nie mieć fantazji sponsorować takiego rozwiązania. Zazwyczaj siły przyłożone do takich zawirowań skutkują w układzie nieruch-środki produkcji-hr(pracownicy)-kierownictwo do rozmontowania przedsiębiorstwa zanim samo się rozleci. Jeśli chodzi o zobowiązania za niedostarczone produkty wg zawiłych umów z korpo (które ma dział prawny, a Johnex nie) musi się ono ukontentować odroczonymi płatnościami jakich jeszcze nie uiściło – więcej nic już z Johnexu nie będzie na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Maszyny wyjeżdżają, pracownicy idą na trawkę, doświadczeni (starsi) do firm co się szykują na płaski rynek, nieruch idzie do rewitalizacji, kierownictwo zajmuje się realizacją szykując się do nowych interesów w innej branży (właściwej na początek cyklu).

Jest i czwarte – korpo musi skądś posysać wykonawczych, których można samodzielnie posłać w rynek i “niech coś tam zrobią”. Jeśli układy personalne są sprzyjające to w ten sposób może pozyskać menadżera, sprzedawcę i autonomicznie decyzyjnego w jednym, do tego już w takim wieku, że mu trójkąt kontrolny fal mózgowych nie wypłaszczy. Oczywiście to podziała tylko do momentu aż koniunktura będzie znowu szła w górę i wtedy trzeba będzie zaproponować jakieś lepsze konfitury takiemu nabytkowi, ale pozwala zjeść ciasteczko do końca. Czyli korpo uzyska produkcję aż do odcięcia z braku środków na dalszą realizację (powiedzmy że delikatnie wcześniej, aby wszyscy byli sprawiedliwie niezadowoleni), a szef Johnexu spadochron i zapewne będzie wlókł za sobą ogon w postaci jakiej kadry – zazwyczaj sprzedawcę (do zabawy w złego i dobrego policjanta z klientem).

Ten model przedsiębiorstwa jest bardzo dobrym przykładem wnikania do branży przemysłowej ludzi spoza branży. Taki napływ przytomności i świeżej krwi. Jest tu pełen repertuar ludzi wliczając w to lekarzy, handlowców rasowych i takich z plusem, rolników, prawników i oczywiście samych Januszy, którzy doszli już do akceptacji że M(t2)>M(t1) jest celem, a nie pracuje się dla samego pracowania & jakoś to będzie. To jest takie miejsce w systemie rurek gdzie każdy sił spróbować może.

CDN