Charakterystyki przejęć 2 – dolne szczeble drabiny

//Druga część tekstu.

Dolne szczeble drabiny.

Rynek jest strukturyzowany przez działające na nim (a nie poza nim w przestrzeniach politycznych czy siłowych) podmioty. To że można na rynku kupić prąd i istnieją dostawcy doprowadzający go do indywidualnych użytkowników nie wynika z karty praw podstawowych tylko z tego, że przemysł potrzebuje dostaw z elektrowni, że do niej dowozi węgla, że elektrownia jest nad rzeką z jeziorem (choćby i sztucznym – zbuduj pan jezioro) i przy okazji odbiorca indywidualny też może sobie tam jakiś procent mocy wykorzystać. Pod warunkiem że dostarcza jakiś dóbr potrzebnych pracownikom wymienionych łańcuchów co najczęściej oznacza udział w obrocie 5xx. Na potrzeby tekstu odsuwamy na oddzielną stertę przedsiębiorstwa (i przedsięwzięcia wewnątrz nas interesujących przedsiębiorstw) realizujące 5xx. Cały obrót 5xx jest to udział płac w gospodarce, jest to margines ludzkiej działalności, ale dominuje on pojmowanie gospodarki przez większość zaangażowanych ponieważ wyłącznie z tym mają jakikolwiek kontakt (jest tam największe zaangażowanie pracy ludzkiej względem bezpośredniej mocy z paliw w czasie trwania procesu w obszarze jego wykonywania), jest tam też absurd wykonywania usług & gadżetów w jakości jakiej nikt nie chce kupić oraz ilości jakiej zbyć nie sposób, a jedyną użytecznością wytworzonych przedmiotów jest ich wymiana na środki płatnicze z zyskiem. Mamy więc po jednej stronie równania (ocena skutków produkcji) agregat kosztów/zysków, a po drugiej multum przedmiotów i niby jakiś demon Laplacka (ten od skończonego stanu maszyny, jak się okazało w niektórych tekstach nazwałem tak demona Maxwella zajmującego się jedynie spisywaniem w notesie entropii z sortowania cząstek aby entropię w układzie obniżyć, ten co mi tego demona wytknął będzie teraz w tekstach ich ponoć szukał i korygował, żeby demonologia jak gwiazdy była w porządku) rozsądza tam co ile kosztuje (demon kapitalizmu – Wielki Lesefer). Czyli jest to inna sytuacja niż zbiór ca pięciu przepływów/dóbr, których przestrzeń wycen obejmuje (n2– n)/2 mianowników – pozornie. Uproszczenie do mianownika agregatu finansowego jest wytworzone po to, aby dało się pozyskać moc roboczą od każdego, w tym największych tumanów. Im większy jest poziom intelektualnego ogarnięcia danego osobnika tym większą ilością aktywów/pasywów potrafi on operować (gospodyni nie trzyma w spiżarce wyłącznie banknotów – trzyma tam też produkty, z których potrafi coś wytworzyć przy użyciu maszyn jakimi dysponuje w swoim warsztacie-mikroprzedsiębiorstwie zwanym kuchnią, zaś pewne narzędzia – takie jak wałek do ciasta potrafią w późny piątek po wypłacie ujawnić swoje technologie podwójnego przeznaczenia o charakterze mitygującym) ale by uzyskać interoperacyjność pomiędzy osobnikami o silnym rozwarstwieniu intelektualnym (i doświadczeniu w zarządzaniu aktywami) korzystamy na dole ze wspólnego mianownika zrozumiałego dla największych nawet durniów mających kłopoty ze złożeniem porównania “mniejsze względem/większe od”. Natomiast wszystkich zdolnych do operowania aktywami i ich pomnażania w takim rozrachunku odsysamy do przedsiębiorstw by jednak jakieś dobra wytwarzane były. Supresja systemu do rozrachunku opartego wyłącznie na jednym mianowniku (czyli obniżenie jakości zarządzania), względnie mniejszej liczbie mianowników niż użyteczne 10-21 rozwiązań (5-7 dóbr w przepływach) prowadzi do takich aberracji rozliczeniowych jakie obecnie widzimy w operacjach banków centralny – ile by nie dodrukowały systemom emerytalnym bibuły to nie zwiększy to podaży ropy z braku podaży pracowników, których ci emeryci nie wytworzyli kiedy jeszcze im stawało. Tak więc nie skupimy się na tym marginesie mając go jednak cały czas na uwadze jako bardzo istotny na dole drabiny (czyli rozrachunek 5xx jako istotny, ale służebny & kontrolny wobec cnlds produkcji).

//cnlds – complex nonlinear dynamic system gdzie poziom złożoności jest miarą dającą się ująć indeksem holistycznym (o jako takiej metodologii):
https://oec.world/en/rankings/country/eci/
Polecam się powyższej stronie przyjrzeć & zgłębić. Tam jest wszystko wyjaśnione odnośnie kto jakie ma miejsce w łańcuchu wartości. Obejmuje to co prawda wyłącznie produkty eksportowane, a nie konsumowane wenątrz, ale daje pewien obraz przepaści Pepiczki vs Niedorzeczanie, Kacapy vs Kitajce, oraz skali w jakiej czołówka deklasuje pozostałych.

A tu mamy udział złożoności w produktach:
https://oec.world/en/rankings/product/hs96/?year_range=2012-2017
Jak państwo dostrzegacie to nie IT jest najbardziej zaawansowanym druciarstwem sapiensów na planecie, a dłubalstwo na obrabiarkach. Tak – produkcja maszyn i urządzeń jest zagadnieniem jest najbardziej złożonym zagadnieniem jakie mamy na tej planecie, więc jakby jakie tęgie łby miały pytania co do dawnego tekstu:

“Z tych liczb wynika bardzo jasne przesłanie – jeśli tylko intelektualnie i kompetencyjnie jesteście w stanie podołać czemuś więcej, niż utrzymaniu w ruchu instalacji wytwarzających instalacje (albo chociaż odtwarzających instalacje – jak DUR), to skierujcie swoje kroki w obróbkę. Ta nowoczesna będzie dalej maszynowa ale i addatywna.”
Archiwum zaróbmów, Tom IV, strona 166.

To sytuacja się raczej nie zmieni. Zębatki i przekładnie są najbardziej zaawansowanymi produktami z tej planety, a kierunek przepływu wskazuje że USA (i reszta świata) są na niemieckim pasku:
https://oec.world/en/profile/hs96/846140/
Dane jednak są podane w wycenie eksportu, polecam zauważyć że malutka Szwajcaria ze swoją garstką populacji wypluwa na świat 40% tego co RFN^^//

Skupimy się na obrocie przedsiębiorstwami produkcyjnymi.
I zgaduję że w kontekście powyższego wyjaśnienia cnlds jest jasne dlaczego. Loty w kosmos są przy tym banalnie proste, a ekonomia przypomina konstrukcję cepa, tyle że ludzie zajmują się na co dzień konwencjami społecznymi (co inni powiedzą), ale zobowiązania jakoś wszyscy mają wobec wytwórców bardzo złożonych narzędzi, które pozwalają im unikać mozołu. Ta zależność wobec wytwórców sprowadza się do bardzo prostej kwestii segregacji ludzi na takich co umieją wytworzyć sprawne urządzenia & mają do tego narzędzia oraz materiały oraz na pozostałych, którzy tak złożonego łańcucha wytworzyć nie zdołali. Dlatego łańcuchy w całości mają przypisywaną wartość (ujawnianą w postaci wartości indeksów – takich zmiennych wydumanych, doraźnie opisujących powiązania), ale stoi za nią maszyna złożona z ludzi na zasobach naturalnych, które przetwarzając skutkują narzędziami do ekspansji tej maszyny – zarówno liczebnie ludzi jak i zakresu koniecznej eksploatacji do jej podtrzymania. Te maszyny – łańcuchy, sieci są wytwarzane z mniejszych komponentów, które są coraz bardziej specjalistyczne i tak duże przedsiębiorstwo w holdingu integruje produkty, których wytworzenie zleca swoim poddostawcom (zazwyczaj mniejszym lub bardzo specjalistycznym, a więc ograniczonym pewnymi deficytami – takie przedsiębiorstwa bardziej patologiczne od tych dysponujących pełnym spektrum wymiany), ale i zleca zaprojektowanie tych produktów innym przedsiębiorstwom, a ponieważ żadnego nadzwyczajnego korelatora od wymyślania co by tu wymyślić tam nie ma to po prostu posysa z rynku te pomysły jakie są w postaci całych aparatów z korelatorami, a najlepiej i zdolnością wdrożenia, dokumentacją, zdolnością zlecania innym podmiotom wykonawstwa. Duże przedsiębiorstwo integruje w siebie przedsiębiorstwa mniejsze, a nawet całkiem malutkie przy użyciu swapu assetów (zazwyczaj są to stanowiska pozwalające na indywidualne, długotrwałe posysanie 5xx w interwałach) kupuje więc ze zbioru za tego zbioru “pieniądze” ponieważ jakoś inaczej w tym zbiorze poziomo nie potrafią się integrować, a jeśli jest hierarchia wyznaczana skalą przerobu 5xx to jednak się zmuszą. Korpora nad dużym przedsiębiorstwem wraz z innymi organizmami na jej poziomie (innymi Babilonami jak i Kapitanami) wytwarza środowisko, w którym takie funkcjonowanie jest możliwe, oraz zapewnia podaż dóbr o pewnej charakterystyce (na przykład system edukacyjny wytwarza osobniki mające stawiać się wedle zegara do pracy i zdolne do wykonywania pewnych operacji w takim zegarowym rygorze). Ktoś te przedsiębiorstwa musi jednak wytwarzać, integrować, prowadzić. Ale ponieważ nie wiemy co będziemy wytwarzać i jak, oraz jak to zorganizować to nie możemy tego sformalizować zanim nie zadziała, więc to na dole wytwarzane są pomysły na organizację, na sprawozdawczość, na integracje, na standaryzacje i na samym dole, u zarania każda taka struktura jest zależna od charakterystyki osobnika ją tworzącego – jak partia wodzowska wzoru leninowskiego, która zdominowała wytwarzanie wehikułów politycznych.

Przedsiębiorstwa wytwarzane są właśnie po to aby zostały zintegrowane w gospodarkę, bo przecież nie wytwarzając wszystkiego podstawową bolączką każdego przedsiębiorcy jest to czy będzie innym przedsiębiorcom potrzebny. Duże przedsiębiorstwo swoje małe elementy może nazywać choćby i działami, ale poziom zintegrowania z innymi elementami przedsiębiorstwa, więc i proporcji stanu endo/egzo wyróżniamy (również na poziomie formalnej sprawozdawczości ujętej w lewie) jako prowadzenie własnego rozrachunku, w tym własnej sprawozdawczości. Są to małe podprzedsiębiorstwa nie mające odrębności formalne egzo, ale jak najbardziej rozpoznawalne endo. Komunikując się egzo z przedsiębiorstwem nie wnikamy co gdzie jaki dział robi, że się w tym bajzlu nie mogą skomunikować na tyle aby nam dostarczyć zlecony produkt, ale endo to oni się w miarę orientują. Oczywiście możemy mieć komunikację bezpośrednią z odpowiednimi szefami działów, a nawet i z wykonawcami nie tylko po linii formalnej, ale nawet na układach pozostających poza regulacją na niwie profesjonalnej z pominięciem hierarchii dystrybuującej zadania i 5xx. Nie da się więc jednoznacznie określić stopnia endo/egzo każdego podmiotu zawartego w przedsiębiorstwie, który jest tam w hierarchii formalnej, a przecież są tam podmioty o dużo bardziej rozmytym charakterze. Od przedsiębiorstw zależnych – wydzielonych formalnie, ale służących realizacji pewnego ścisłego zakresu prac (na przykład blacharnia wydzielona ze stoczni dalej jest niby wydziałem, ale komunikacja formalna z nią przebiega jak z osobnym przedsiębiorstwem przy czym nie trzeba tam wysyłać formalnych zapytań ofertowych tylko zleca się robotę i płaci fakturę od czasu do czasu jęcząc dlaczego tak drogo, co i tak jest problemem właściciela, gdyż niezależnie które linie lotnicze wybierzesz dolara dostaje Buffet). Po przedsiębiorstwa pomocnicze, zajmujące się obsługą pewnego aspektu działania klienta (na przykład DUR) jako egzo, mające jakieś swoje interesy również na zewnątrz i tam oferujące część usług, prowadzące własne stany magazynowe i mające oddzielnego właściciela. A co za tym idzie i pewne tarcia w kwestii rozliczeń co ile kosztowało, dlaczego tak drogo, jak się nie podoba to nie zamawiać i pozostałe prozy życia. Takim egzo są też dostawcy, w których przedsiębiorstwo jest klientem kluczowym (i swap udziałów jest wymuszany prozą życia aby wszyscy byli właściwie umoczeni) gdzie koplania-elektrownia jest przykładem sztandarowym, ale też papiernia-drukarnia, hurtownia-dominujący klient. Do tego mamy podwykonawców od usług stałych (na przykład pracownicy czasowi) wobec których istotną kwestią jest proporcja udziału w ich wolumenie przepływów (jak istotnym klientem jest duże przedsiębiorstwo), usługodawców doraźnych (serwis maszyn, naprawy), konsultantów (trwałe bądź doraźne rozwiązywanie problemów). No i na koniec mamy cały łańcuch dostawców krew spijających z biurokratycznej bezwładności dużego klienta, ale i zewnętrznych wykonawców jednej operacji (lakiernia, cynkownia) oraz wianuszek doraźnie wykonujących nadwyżki zleceń warsztatów, które wpadają pod audyt jeśli zbyt często i długo z dużym pracują z czego wynikają pytania o stosy papierków zaświadczających o jakości wykonywanych operacji, gwarancjach etc zależnych od skali i upierdliwości dużego klienta. Sposobów zorganizowania płaszczyzn endo-egzo w zakresie formalnie-doraźnie jest tyle co szefów przedsiębiorstw i im bardziej coś działa formalnie tym łatwiej jest przepinać zarówno osoby administrujące przedsiębiorstwem jak i podwykonawców, ale też sprawność takiego przedsiębiorstwa jest mało konkurencyjna w porównaniu z pikami na wykresie jakie generują wodzowskie oparte o stałe prowizorki wszystkiego. Formalizacja jest jednak potrzebna aby dało się przedsiębiorstwo zaliczyć do aktywów, które można zamienić na inne i przepiąć administrację bez zdemolowania procesów. Z przyczyn praktycznych stosowane są formy mieszane, gdzie prędkość przepinania, a co za tym idzie prędkość swapów na assetach jest limitowana. W praktyce przepięcie pod sznurek sformalizowanego MiŚia R&D w dział międzynarodowego molocha zajmuje nie mniej niż pół roku przy wielkim pośpiechu, a całość operacji około roku, wraz z rozmowami i przygotowaniami blisko dwa lata. No i na te dwa lata funkcjonowania trzeba mieć przygotowany kapitał oraz plan B, bo jeśli rynek się zwali, albo pojawią się prostsze substytuty rozwiązań to mamy odpis – duży zaciągnie ręczny na całej operacji.

Przypomina to zachowanie panny na wydaniu nie chcę a muszę – chciałabym a boję się. Bo szef średniego przedsiębiorstwa zależy od akcjonariuszy (zazwyczaj sam nim też jest, a często i właścicielem) bardzo ściśle i władowanie się na 40% wolumenu produkcji z odbiorcą w postaci dużego przedsiębiorstwa o ustalonej reputacji (w mojej eksperiencji były to między innymi Haliburton czy GE) to 40% udziału w produkcji sznurka wiszącego nad pohyblem. Oczywiście chcemy tych zleceń od dużego czy nawet gigantycznego-wszechpotężnego, ale też wiemy co nas czeka i w jakich pozycjach będziemy odwiedzani. Zasadnym jest więc aby sobie moloch przez jakąś firmę (najczęściej nie bezpośrednio tylko przez audytorską, prawną, doradczą, administracyjną) kupił te 40% i też był umoczony. Oczywiście przyłażą wtedy tępe pały w garniakach i cisną że ma być taniej! taniej! taniej! aż do momentu kiedy pracownicy mają taki rezultat trafiający do ich kieszeni w poważaniu i zaczynają uciekać, a podwykonawcy znajdują sobie hojniejszych kapitalistów. Przedsiębiorstwa są więc nie tylko wytwarzane – są też przez przemysł konsumowane. Rzecz jasna jeśli mają udziały to problemy braku w kasie są też ich problemami i niech się martwią skąd dosypać, co najczęściej prowadzi do ścisłych kontroli, reglamentacji, ręcznego sterowania i marazmu w przedsiębiorstwie. Dlatego na początku tekstu wymieniłem podział na prawdy etapu
(przytaczam:
“Samego pomysłu A, pomysłu wdrażanego przez prężnych organizatorów B, ustabilizowanego & funkcjonującego ekonomicznie przedsięwzięcia płacącego rentę C, przedsiębiorstwa schyłkowego renty niepłacącego ale funkcjonującego D, likwidacji majątku E.”)
gdzie w opisywanym przypadku schodzimy z C do E (więc niech sobie kupią udziały) i stabilnego D gdy kupili, lub E kiedy wyssali. Porównanie do panny na wydaniu jest tym bardziej zasadne że ten mezalians jest jaskrawy – przedsiębiorstwa stoją na różnych poziomach hierarchii jeśli chodzi o zakres i skalę, staramy się więc wejść w układ z klientem, który owszem czegoś od nas chce, ale takich przedsiębiorstw jak nasze średnie (czy nawet małe pretendujące do średniego) ma pół światu, a do tego takie środki nacisku (finansowe, prawne, pozaprawne na dostawców, klientów) i zdolność wyzyskania sytuacji na rynku że niezależnie od tego jak cwany plan mamy przerobimy stosunki z klientem w każdej pozycji jaka będzie mu potrzebna. I jedyny widok jest na to taki, że może weźmie nas w stuprocentowy jasyr, wprowadzi własne rządy i kadry zagna do swojego haremu. Co też jest jakąś perspektywą przy wytwarzaniu przedsiębiorstw R&D przetwarzanych w molochach na wdrożeniowe, a później na serwisowe DURy.

//=============

Zmontujmy asseta.

Skoro się chcą wymieniać i jest z tego pinćzłoty to można się taką wytwórczością zająć – wytwarzać, administrować, formalizować, integrować i dezintegrować przedsiębiorstwa. Są to na tyle odmienne zagadnienia że z zasady zajmują się tym różne osoby (z racji osobowości, kompetencji z tym związanych, praktyki). W charakterystykach przedsiębiorstw wymieniłem jakie zestawy są wytwarzane pierwotnie. Takie odnawialne źródło przedsiębiorstw (rynek – same rosną – konsumować trzeba) daje przeróżne, gotowe organizmy, które czasem wyrastają nawet do poziomu średnich i prawie dużych przedsiębiorstw. Właściwie nie spotyka się większych niż średnie, dziko rosnących (bez układów poza biznesowych posysających Kapitana na jakąś przymusową okoliczność) przedsiębiorstw z przyczyn społecznych – rozrastający się liczebnie organizm indywidualnych ludzi zaangażowanych w powiązane procesy tworzy sieć wymagającą lokalnych korelatorów (większych czy mniejszych) i te tworzą pomiędzy sobą upraszczające wszystko konsolidacjami sieci równoległe pozwalające operować w dających się ogarnąć również organom rewizyjnym przestrzenie wycen 5-7 składowych i przestrzeń najwyżej 21 rezultatów. Oczywiście istnieją jednostki operujące samodzielnie wielokrotnie większymi przestrzeniami, ale ze względu na liczebność takich łbów nie bardzo ma kto duplikować te procesy aby przeprowadzać rewizje. Warto zwrócić uwagę na proces analizy danych z badań choćby w astrofizyce – żeby zweryfikować interpretację danych zajmują się tym hobbyści (bo doktorant w takiej placówce ma dochody na poziomie niekontentującym operatora miotły w McDonalds) z całego świata przetrzymywani w miejscach odosobnienia dla niegroźnych szaleńców (uniwerkach i ośrodkach badawczych), nie grupuje się ich jednak w zadaniowane, hierarchiczne przedsiębiorstwa, jedyny pozór hierarchii to status naukowy wynikający z publikacji & tytułów zdobytych w grach społecznych. [Dodam że łby do R&D są tańsze od techników do R&D, a jedni i drudzy są tańsi od kadry zarządzającej (wykonaniem i przepływami, nie tej od przekładania papierów) w przemyśle.] W przypadku gier społecznych (dystrybucja) nie mamy żadnych przytomnych hobbystów zdolnych & chętnych przeprowadzić proces weryfikacji na bazie dających się przyjąć założeń – działania przedsiębiorców nie są więc weryfikowalne jako proces (warto prześledzić w tym kontekście procesy biurokratyczne składające się z konstruowania dupochronów, które w zderzeniu z rzeczywistością trzeba tępić wraz z zarażonymi), a jedynie jako skutek – masz dużo to jesteś dobry & przydasz się. Tyle że ludzi operujących na olbrzymich zbiorach nie da się ująć w ramy formalne ogarniane przez przeciętnych weryfikatorów więc to ci ludzie muszą ogarnąć ramy formalne aby operować pulą przedsiębiorstw jako narzędziami i tam pozwalać sobie na autorskie fantazje, bo wyższych uorganizowań i tak nie ma jak kontrolować w rozsądnych interwałach – co najwyżej można stwierdzić że pewne rozwiązania nie podołały próbie czasów i pewnym ustrojom mówimy zdecydowane NIE!
Jednak ta partyzantka nieformalizowanych, oddolnych przedsiębiorstw wodzowskich została w głównym nurcie wygaszona dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych (tak organizowany nawet loty na Księżyc – dziś wiemy jak wysokie ryzyka niepowodzenia były wtedy podjęte na każdym etapie, jednakże ludzie to organizujący ogarniali całościowo przebieg tych procesów i jeszcze długo wszystko to się z rozpędu “tak robiliśmy zawsze” kręciło; dziś jednak takie szarże nie przedrą się przez rady nadzorcze i uzyskiwane rezultaty okazują się o wiele tańsze, wszak po to mamy księgowych – techniczni nie przejmują się takimi kwestiami “za ile” bo wszystko co działa musi kosztować). Mamy więc te wybitne łby, które tworzą tak oryginalne rozwiązania organizacyjne że są zdolni operować na niespotykanych nigdzie indziej parametrach, ale że nikt poza nimi samymi tego nie ogarnia ich przedsiębiorstwa są niezbywalne bez nich za sterami i w rezultacie działają tylko tak długo jak długo sam zainteresowany jest w stanie je ogarniać (wiek, zdrowie, zainteresowania to zmienne dynamiczne) – nie da się więc na tym wytworzyć assetu i ewentualne pozyskanie finansowania (od inwestorów) sprowadza się do zagrania w czapę inwestycyjną gdzie opieramy wyniki nie o przedsiębiorstwo, ale o przepływy wydzielone do sformalizowanego podmiotu (na przykład dział I/O sprzedaż minus weryfikacji kontroli wydatki) i do takiej zabawy w weksle na cashflow to sprowadzamy grając na pochodnej tak jakby przedsiębiorstwo wyemitowało na siebie ETFa.
Na nieco mniej skomplikowanym poziomie gdzie są przedsiębiorstwa autorsko wyrodzone, ale dające się wepchnąć w ramy formalne po pewnych zmianach formalizacja przedsiębiorstwa składa się z umowy stopniowego przejmowania i płacenia za przedsiębiorstwo (udziały w przedsiębiorstwie jeśli tak daleko zaszło z integracją porządku korporacyjnego), ale z pozostawieniem na pokładzie szefa-prowodyra i przejmowanie tych funkcji przez szefa formalizującego przedsiębiorstw. Często takie operacje trwają 2-5 lat i są bardzo ryzykowne dla endorozwiązań i egzointegracji współpracowników oraz podwykonawców opartych o pewną sieć rozwiązań nieformalnych.
Na tle wymienionych “Hedge produkcyjny “Johnex”” z tekstu charakterystyki przedsiębiorstw to jest całkiem przyswajalny dla porządku korporacyjnego produkt i choć pracownikom wydaje się że to bezsensownie funkcjonująca wyzyskiwalnia na pstrym koniu jeżdżąca (tym samym człekokształtnym wydaje sie że spółdzielnie / co-opy to oazy stabilności i “sprawiedliwego” podziału; takie same oazy stabilności krytych stoków narciarskich jak Kopalnia Saudyjska do wyczerpania złóż^^) to jest to akurat ta forma alokacji kapitału, która w ogóle w jakikolwiek sposób jest tranformowalna i odzyskiwalna. Z żadnego innego rozwiązania nie wychodzi się z cyframi na przekształceniu czy likwidacji. Dlatego że to kapitał jest konwencją żywą & ekspandującą, a przedsiębiorstwa i ludzie środkami do tej ekspansji które na wytwarzanym kapitale pasożytują.

//Tu wrzucę dygresję o tym jak od jakiegoś czasu funkcjonuje rynek akcji w obrocie publicznym notowanych na giełdach. Ponieważ na giełdach grasują zbójcy kapitałowi, którzy starają się pompami kapitałowymi (ruchami góra dół na zakupach i sprzedaży) wyciskać różnicę 5xx ze zmian wartości i zaburzając tym płynność przedsiębiorstw to te wytworzyły powiązania poziome w postaci grup producenckich w branżach, pionowych w łańcuchach produkcyjnych oraz kapitałowych w innych wektorach (do użytkowników/klientów produktów/serwisu) tak aby w przypadku ataku dużej spekuły taka część rynku miała zmartwienia aby odessali kapitał z atakującego bo swoje własne pozycje atakują (rośnie wyłącznie bilans banku inwestycyjnego grającego przeciwko swim klientom). Dlatego kupić można na rynku publicznym jedynie czapę finansową takiej firmy jak Catepilar, natomiast na dole jej moce produkcyjne składają się z grup notowanych na jakiś drugorzędnych giełdach i przedsiębiorstw pozostających w obrocie prywatnym niektóre nawet z zastrzeżeniami statutowymi ustalającymi porządek wodzowskiej dominacji jak w Partii. Ekspozycja tych egzo i endofirm tworzących korporę zrzucających się na czapę kapitałową służącą pozyskiwaniu kredytu od wierzycieli na publiczny rynek rozniosłaby taki organizm na wahaniach kursów – nie dałoby się ustalić porządku decyzyjnego w oparciu o wyceny, a w końcu pojawiliby się przedstawiciele banków inwestycyjnych przy chwilowej dysproporcji 5xx do reszty i by tę dysproporcję pogłębili demontując łańcuch dostaw.//

Przykładowy “Johnex” jest podstawową cegłą tworzącą mury wielkich korporacji (fasadę tworzą finanse, ale od środka te przestrzenie zupełnie inaczej wyglądają) i to takie Johnexy integrując się w większe przedsiębiorstwa narzucają mniejszym strukturę w jakiej mają z nimi odbywać stosunki, w tym komunikacyjne (choćby formy emaili), rozliczeniowe (terminy płatności), sprawozdawcze etc. I tu akurat zdarza się przypadkiem z bajek dla grzecznych Misesistów o rosnącym przedsiębiorstwie zagarniającym rynek przy czym należy to rozumieć nie jako własność przedsiębiorcy tylko organizm oparty o kapitał z wielu mianowników, który sobie szefów, kadry i substancję wymienia rozrachunkiem tychże aby tenże rozrachunek był jak największy i najkorzystniejszy dla samego kapitału – żeby górka była duża, aby tron zajmowali jak najpotężniejsi władcy przysparzając tronowi tej kapitałowej siły na coraz to nowych poziomach zintegrowania w nowe zasoby. To te firmy z wielu możliwych rozwiązań wybierają sobie te, które pozwolą najskuteczniej zdominować danym rozwiązaniem jakąś przestrzeń rynku w oparciu o taki zestaw mianowników jaki pozwoli na ustrukturyzowanie rynku pod siebie (a rozwiązania niesprawne dla użytkowników na to akurat nie pozwalają bo ktoś zaraz wdroży bardziej użyteczne) i widzimisię twórców, wdrożeniowców, techników & teoretyków nie mają tutaj zastosowania gdyż M(t2)>M(t1) decyduje o wszystkim. Maszyna jest jak najbardziej żywa, pożera ludzi, nie da się zabić i aktywnie poszukuje nowych obszarów zasilania, a wszystko to robi ludźmi odnoszącymi z tego korzyści. Jeśli więc zbudowałeś przedsiębiorstwo, które jest innym potrzebne i da się to monetyzować to zbudowałeś asset, ale czytelnicy wiedzą iż wszelkie usługi “państwowe” są w rzeczywistości prywatne w ramach porządku korporacyjnego w jakim funkcjonują wehikuły polityczne, bo ostatecznie trzeba do nich skąś dosypać. Z tym że ciężko jest sprzedać urząd skarbowy, gminę, policję, sąd czy inne firmy usługowe. Przyczyną tego nie są jakieś obostrzenia umowne, bo umówić się można tak jak nam pasuje i szpital przecież kupić można, a wpływy fiskalne zaklepać na lata obligacjami tylko sama nataura monetyzacji usługi. Wytwarzane assety można więc podzielić wedle sposobu ich monetyzacji wynikającej z użyteczności.

To co najłatwiej przemawia do najszerszej liczby ludzi to są zabezpieczenia (klasa aktywów) w postaci dóbr limitowanych – nieruchomości, bulionu, stanów magazynowych. W tym (w pojęciu szerokiej liczby ludzi niedłubiących w finansach) również stanów “gotówki” jak i rachunków bankowych, a nawet zobowiązań średnio i długoterminowych (w tym emerytalnych czy obligacji) przy czym zdanie pierwsze to nieprawda trochę & czasem, a drugie to taka sobie powiedzmy prawda ale nie zawsze. Stany magazynowe w (tym nieruchomości traktowane jako stan posiadania na księgach) trzymamy gdyż wzbudzają pożądliwość (bo o użyteczności złota nie ma sensu się rozwodzić – jego użyteczność sprowadza się do zabezpieczania przed fałszerstwem konwencji społecznej pieniądza, pozostałe zastosowania techniczne są marginalne względem tego), a czasem nawet się przydają (nieruchomości), albo są trzymane jako rezerwa utylitarna (paliwa kopalne) w tym jako akumulator pracy (hałdy węgla zawierające już wykonane wydobycie). Pożądliwość jest wzbudzana gdy nie są potrzebne (bo mamy nadwyżki z przepływów), a gdy akurat potrzebujemy umorzyć nimi zobowiązania (aby podtrzymać przepływy) to okazuje się, że wyceny są liche (kryzys) gdyż wszyscy jednak potrzebowali sprawnych przepływów i nadwyżek z nich, a te liche stany magazynowe na mało co starczą (rzeczywista głębokość stanów magazynowych na planecie wynosi dwa tygodnie, a latem na półkuli północnej trzy, zdyscyplinowana dwa miesiące, po odcięciu obszarów ujemnych netto pół roku, po reglamentacji do roku, w zawężonych obszarach podstawowych – żywność, woda do dwóch lat). Ta klasa aktywów (zawężając do pierwszego zdania) opiera się więc na potencjalnej użyteczności w przypadku zapotrzebowania, ale w funkcjonującej gospodarce gdyż sprzedaż tych aktywów ma na calu pozyskanie “pieniądza” w celu umorzenia innych zobowiązań. Stoją one jednak też po stronie pasywów, gdyż wymagają utrzymania status quo prawnego & przemocy (uznawania, rozumienia & respektowania koncepcji własności, albo chociaż braku transgresji pod wpływem bezpośredniej przemocy), a przecież to kosztuje i akurat nie w tych aktywach tylko w innych przepływach. Są to więc świnki skarbonki służące okazywaniu zdolności do generowania nadwyżek na tyle większych niż inni aby te limitowane świnki mieć. Zaletą jednak tych aktywów o pewnym charakterze pasywów w pewnych warunkach jest ich korzystna zmiana wycen gdy niby-prawdy z drugiego zdania jednak zawiodą. A czasem zawodzą i wtedy zaglądamy do spiżarki czy tam jest prądu na dwa tygodnie, a dzieci stają przed straszliwą kwestią które z gier działają gdy steam jest niedostępny (te które same sobie napiszą). Właśnie po to są takie zapasy gromadzone aby nikt nas nie zapakował w konieczność zakupu drogo brakiem i aby wszyscy w łańcuchu byli w stanie przetrwać perturbacje. Dzięki temu właśnie że te assety są powszechnie posiadane nikt nie zagrywa pod kryzys bo nie wie czy przetrwa dłużej niż inni.
Na co dzień jednak nie musimy sprzedawać ostatniej koszuli by spłacać zobowiązania (zresztą w takiej sytuacji należy razem z koszulą zmienić geografię, dlatego nieruchy są pewną kotwicą co limituje ich charakter skarbonki) ponieważ gospodarka funkcjonuje (lepiej, gorzej, z sensem lub bez) i możemy rozliczać się z nadwyżkę bieżących, a ci chwilowo bez nadwyżek to ponoć nawet z kredytów. Te nadwyżki z rozliczeń przechowujemy w postaci walut papierowych i stanu rachunków w bankach, u naszych dostawców oraz w zobowiązaniach naszych klientów. Użyteczność tej klasy aktywów sprowadza się do tego że na bieżąco umarzamy nimi zobowiązania za dostawy, w tym dostawy pracy. Ujęcie tego w formie waluty wymusza uznania tego za pasywa o takim charakterze że też trzeba przekierować część przepływów na aparat przemocy i rozstrzygania sporów aby waluta była akceptowana (nie słyszałem o przypadku przymuszania do przyjmowania złota w rozliczeniu^^). Ta opłata jest pobierana w postaci podatku inflacyjnego generowanego przez Bank Centralny oraz kosztów prowadzenia rachunków w tym kredytów przez banki komercyjne. Gdyby banki komercyjne mogły drukować akceptowane pod przymusem banknoty (dobrym przykładem są szkockie rozwiązania) to pobierając podatek inflacyjny od gotówki nie miałyby interesu w obrocie bezgotówkowym – byłoby im to neutralne, ale bank centralny musiałby wtedy zrównoważyć to możliwością udzielania kredytów z pominięciem banków komercyjnych (na razie robi to poprzez zakupy akcji i obligacji przedsiębiorstw) i taki system z powodu konkurencji byłby dla durniów bardziej upierdliwy od zintegrowanego tak samo jak upierdliwy jest system wielowalutowy bez zakotwiczenia w złocie, ale ta kotwica też za darmo nie była i wcale nie była tańsza od spreadów na fx.
Dorzućmy jeszcze na koniec obligacje & zobowiązania o takim charakterze, że można spodziewać się jakiegoś ich wykonania (pamiętając o koszcie utrzymania rozstrzygnięć i egzekucji), które w zasadzie też są używane jako płacidło. O ile w przedsiębiorstwach rozliczenie się obligacjami jest zupełnie normalne (gdyż są płynne nawet jeśli ratuje to bank centralny) o tyle prolom płaci się obiecankami emerytalnymi, których zbyć oni nijak nie mogą, ostatecznie pod już otrzymywaną emeryturę mogą dostać kredyt na kołdrę & garnki.
Zapakowanie wymienionych grup w jakiś asset i wystawienie go na rynek sprowadza się do (przypadek zdania pierwszego) dokonania rewizji stanu, wydania prospektu co tam na magazynie jest i emisji tokena nieprawidłowego na udziały w tym stanie magazynowym, albo prawidłowego na ciągnienie wydzielonej i opisanej rzeczy. Ten token jest walutą zabezpieczoną towarem franco. Zazwyczaj nie używa się takiego assetu luzem, a włącza go w budowaną strukturę jako element całości. Uczynienie tego odnośnie środka płatniczego to ukonstytuowanie banku, ponieważ wydanie tokena na stan konta z prawem ciągnienia tym właśnie jest i byłoby rozsądnym zachowaniem nabywcy tokenu wyciągnięcie od razu całej puli środków, a jednak utrzymujemy różne stany rozrachunku z odbiorcami i dostawcami. Z tego wniosek że przedsiębiorcy nie zachowują się rozsądnie w kategoriach jakimi rozumuje większość ludzi mających wysoką awersję do ryzyka czyli większość ludzi co wyjaśniałem w tekście o kalkulacji i percepcji ryzyka odnośnie przedsiębiorczości. Takie tokeny funkcjonują powszechnie jako konta w bankach, ale też funkcjonują jako konta kredytu kupieckiego u dostawców (i tu by objaśnienie było sporym tekstem o tym jak z lewj strony osi czasu mamy kredytowanie nas przez dostawców, z prawej odroczone terminy płatności i poślizgi gwarancyjne & reklamacyjne klientów, a spinamy to kredytem od proli na płacę i kapitałami własnymi, bo jak nie zepniemy to nas wywiozą, a czasem potrafi się rozpiąć) i czasem te kredyty kupieckie są rozliczane przez przedsiębiorstwa skupiające układy z wieloma przedsiębiorstwami występując w formie gwaranta i dokonując clearingu (niby nie wolno ale się kreatywnie robi bo taniej zrobić sobie samemu niż użyć banku). No i na końcu mamy płacidło dla proli zapakowane w zobowiązania emerytalne, którymi to niby płaci się prolom i oni przez 45 lat kasy nie widzę, a potem jak już widzę i skalkulują ile dostali siłą nabywczą, a jak się nazasuwali 45 lat wcześniej to od razu wnuki dostają komunikat – tylko to co dostajesz do łapy jest wypłatą (nie mierzyć długości z kręgosłupem).

Drugi rodzaj aktywów w takiej klasyfikacji jest właściwy dla przedsiębiorstw usługowych. Czyli takich gdzie cashflow jest osnuty na dochodzie ze sprzedaży usługi. Może tam być też ujęta sprzedaż jakiś dóbr, ale bez usługi nie działa. W takim reżimie działają oczywiście wszelkie firmy sprzątające, budowlane, transportowe, a nawet produkcyjne działające na zlecenie, sprzedające godziny obróbki takiej czy siakiej (nawet materiał mają od klienta). O doradczych, IT czy zarządzających nie ma nawet co wspominać. Owszem są tam środki trwałe (często w leasingu) i o ile na księgach firmy doradczej względem produkcyjnej inny przepływ (waluty w proporcjach) jest przez maszyny, magazyn i samą usługę to asset takiego przedsiębiorstwa oparty będzie jego cashflow, a konkretnie o dysponowalną nadwyżkę. Jest pod to cały rynek kredytów obrotowych, a nawet obligacji jednak zabezpieczeniem jest wyłącznie przepływ – że firma działa i dalej tak będzie robić. Wycena opiera się więc na aktualnym koszcie kapitału (nie ma znaczenia ile włożono w maszyny, w magazyn, w szkolenia) tylko jaki daje zwrot i z tego zwrotu wynika jaki jest rzeczywisty kapitał przedsiębiorstwa w postaci tej maszyny wytwarzającej zwrot. Konkretnie maszyny odsysającej walutę z obrotu i odkładającą ją na stertę. Emisja akcji służy zazwyczaj do usankcjonowania podziału wpływów na kierowanie przedsiębiorstwem, a nie podziale wyników gdyż w obecnym otoczeniu fiskalnym jest to dokonywane na poziomie cen zakupów, odbioru i zleceń. Przedsiębiorstw jednak składa się z kilku aktywów spinanych w token. Są to stany magazynowe (zapewniające materialne podstawy działania) & środków trwałych, stany środków płatniczych (zapewniające zdolność do amortyzowania rozrachunku na zmiennym rynku), stany zobowiązań wobec dostawców (warunkujących że będą dalej dostarczać póki płacimy aby mieć źródło utrzymania), stany zobowiązań klientów wobec przedsiębiorstwa (o dokładnie takim samym charakterze gdzie my jesteśmy dostawcą), stany umów z pracownikami zapewniające ciągłość podaży pracy o pewnej spodziewanej jakości, portfel klientów, portfel firm obsługowych utrzymujących firmę w ruchu, umowy z kadrą zarządzającą. Całość tego jak i historia przedsiębiorstwa tworzą podstawę do wnioskowania o stabilności udziału w przestrzeni rozrachunku i chociaż mogą wystąpić fluktuacje to przedsiębiorstwo jest wczepione w system, coś dostarcza i ma swoje miejsce w ekosystemie. Można więc je zbywać w całości, a nawet w częściach, można zastawiać, zadłużać i poszerzać. Można więc wytworzyć token i puścić na rynek.

Oczywiście nasuwa to racjonalne sposoby kontroli cudzych przedsiębiorstw poprzez przechwycenie usługą I/O takich organizmów. Na przykład można dokonać ataku na siłę roboczą przedsiębiorstwa konsolidując pracowników w związek zawodzący, albo bardziej zewnętrzne stowarzyszenie (korporację zawodową) pracowników jakiegoś sektora, a następnie wylobbować reglamentację zawodu, ograniczenia w podaży nowych osób z kwalifikacjami i sposobach dyscyplinowania wewnątrz korporacji (rady, kolegia). Mamy takie zjawisko w przypadku sędziów, lekarzy, pilotów, są kraje gdzie architektów, elektryków, a nawet zarządców nieruchomości czy aktuariuszy. Wytworzenie assetu jest więc sposób grodzenia czegoś co jest niczyje, wspólne, albo jedynie kontrolowane. Nabycie (utylitarne czyli niespekulatywne choć mogące mieć taki skutek) assetu służy zaś jego efektywniejszej eksploatacji niż robił to zarząd emitenta. Skutecznie zaś wyeksploatowany asset niczym złoże żadnej więcej podaży już nie dokona. W wyeksploatowanej kopalni nie ma co wydobywać, wyeksploatowane szpitale nie leczą, wyeksploatowane sądy nie rozstrzygają sporów, wyeksploatowane przedsiębiorstwa nic nie produkują i wszystko to można utrzymywać jak skansen stale do tego dokładając podłączonym kablem z kasą. Nikt jakoś jednak nie ma odwagi tego sprywatyzować (sądów na przykład – tak żeby ktoś mógł płacić mnie za rozstrzygnięcia uważając je za lepsze niż te obecne, w przedsiębiorstwach taki problem nie występuje – po prostu zatrudniamy lepszego szefa, często dając mu udziały w rezultatach i zaraz wszystkie problemy są rozstrzygnięte). Można też przejąć I/O przedsiębiorstw czyli dostawców, odbiorców, a nawet obsługę. I można je wtedy długo doić – assety zabezpieczają przed tym w taki sposób że jeśli chcesz być 20% klientem jakiejś firmy to kupo chociaż 10% udziałów tak na wypadek gdybyś zaczął generować szkody w bilansie to też jesteś nieco umoczony. Chcesz być dostawcą – to kup udziały i weź udział w podejmowaniu decyzji o wyborze dostawców, jak za dużo naliczysz to będziesz musiał dokapitalizować. W przedsiębiorstwach publicznych można jednak kupić przetarg i wrzucać pocztę ścisłego zarachowania do kiosków gdzie ona zginie pozostając w aktach jako doręczona, a ewentualne zażalenia można złożyć do sądu, który tym właśnie ambitnym sposobem zawiadomi Cię o sprawie i sąd “nigdy” nie zbankrutuje i nie będzie można durniów w togach rozgonić.

Kolejne w klasyfikacji są zespoły przedsiębiorstw dysponujące w matrioszce assetem na złoże, rozproszonymi (na przedsiębiorstwa) stanami magazynowymi, stanami rozrachunkowymi, audytem i rewizjami, wzajemnym umoczeniem endo i egzo, zależnościami politycznymi (w tym czepionymi ich klamki małymi firmami usługowymi), własnym clearingiem (nawet jeśli dość kreatywnym), zdolnością kredytowania przedsięwzięć z kapitałów własnych. Zazwyczaj asset na tego typu strukturę nie podlega bezpośrednio obrotowi (kiedyś owszem, ale brewerie się działy i asset striping w czasie rajdów korporacyjnych) i jest zawarty w oddzielnym przedsiębiorstwie o charakterze finansowym zajmującym się używaniem tych aktywów do pozyskiwania kapitału egzo oraz (aby było na bogato) zobowiązań endo w tym clearingu. A że taka czapa dokonuje z przyczyn sprawozdawczych rewizji i audytów całego bałaganu pod tokenem to jest to jedyny poziom kontrolowany przez skarbówkę, bo niżej ma on własne kontrole którym skarbówka (podpierając się opiniami “znanEch f&rm dorYdczych” gdzie na właściwych stanowiskach są zgrane tuzy minfinów, czy innych doradczych Andersenów) zaufać musi bo kontrolowanie czegokolwiek na niższych piętrach (DiŚie) czy w piwnicach (MiŚie) sprowadza się do czytania bajek pisanych sieciowo przy współudziale endo tej finansowej czapy i egzo twórczości własnej – odkopanei tam czegokolwiek nie jest na siły ludzkie ani jakichkolwiek algorytmów. Tokenem na czapę finansową można jednak obracać.

Aby wytworzyć którykolwiek z tych assetów trzeba (zażartujmy że wystarczy) wejść z kapitałem (i zdobyć zaufanie) na jakimkolwiek z wymienionych poziomów i skonsolidować egzo współpracowników (czy to pracowników w małą firmę, czy duże przedsiębiorstwa w holding – zależy od kapitału), sformalizować to do porządku jaki potrzebny jest do emisji tokena i to są całe czary-mary. Najczęściej okazuje się że struktury są na tyle nieformalizowane, płynne i chaotyczne że można sobie być szefem, a nawet szefem szefów w dyrektoriacie holdingu dobrze z tego żyjąc, mając wpływy i władzę, a zadzierzgniecie formalnego sznura wszystkim na szyjach spowoduje jedynie zaburzenia w tym dobrym życiu (wszystkim zainteresowanym więc podzielą się strapieniami by każdy swą część ponosił strat), we władzy, w przepływach i lepiej tego po prostu nie ruszać starając się konsolidować co najwyżej rezultaty. Dlatego wytwarzane są przedsiębiorstwa z produktem końcowym i one trafiają na rynek akcji, a nie trafiają tam ich poddostawcy. Łatwiej jest handlować marką konsolidującą graty w produkt niż samym łańcuchem dostaw generującym produkt. Zwyczajnie łatwiej to wytworzyć. Z tego wynika (ta część o udzielnym szefie) że prościej jest władzę i wpływy zbudować niż sprzedać. Wszystkie środki więc władowane w takie przejęcie są wydatkiem, a zwrot rozłożony jest na bardzo długie posysanie całej struktury w czasie (i ponoszenia wydatków na utrzymanie pozycji) więc Maszyna już na tym etapie sama się stabilizuje (zdradza charakter homeostatu) do długiego trwania uniemożliwiając agresywna ruchy zaburzające przepływy. Co więcej taki szef musi operować w przestrzeni wielu dóbr tworzących przepływ i samo skupienie się na 5xx nic mu nie da mimo że z tego niby jest rozliczany. Z tego powodu holdingi mają oddzielny pion od obrotu wewnętrznego gdzie musi być utrzymany pewien poziom techniczny aby nie utonąć w zakupach tylko strugać samemu, oddzielny pion do zakupów aby konkurował z tym drugim cenami dostaw, terminowością i jakością jako bat, oraz pion sprzedaży starający się wpasować z innymi dostawcami na tym poziomie w lokalną, branżową dzidę tak aby R&D nie szalało za bardzo do przodu, ale też żeby nie doszło do zapóźnień i taniości w cashflow. Nie operuje się więc samą walutą, a wieloma dobra 1xx-5xx pasującymi do danego przedsiębiorstwa i dzięki konsolidacji zarówno endo jak i egzo w assety jest dla co bystrzejszych ludzi możliwe zarządzanie takim cyrkiem. Gdyby nie te konsolidacje potrzebni byliby jeszcze bystrzejsi i mielibyśmy mniej przedsiębiorstw bo takich ludzi (do tego zainteresowanych zajmowaniem tak karkołomnej pozycji jak szef przedsiębiorstwa, szczególnie dużego && jeszcze dysponujących kwalifikacjami) za dużo nie ma.

//=============

Ciąg dalszy:

Moje boje (nie tłumaczyć tytułu na niemiecki!)