Charakterystyki przejęć 3 – moje boje

	Moje boje (nie tłumaczyć tytułu na niemiecki!)

//jeszcze nie wiem co ustawiłem, ale tekst wygląda jak w notatniku, tak jak go piszę i nikt z korekty mnie nie pogonił^^


	Mamy przełom marca i kwietnia 2020 - od ponad roku gospodarka wchodziła w depresję maskowaną pozorami rynku finansowego, który czeka teraz seria schodów z pozorami odbicia aż od szczytów zmiennoprzecinek przesunie nas o dwa rzędy wielkości w stronę przytomności. Uważni fani munchauseńskiego piśmiennictwa są zapewne zorientowani w narracji, a dla zorientowanych mniej lub nawet ujemnie porwę się na jakiś statement (ale lokalne słownictwo wypada sobie przyswoić) w jakiej sytuacji ten hipotetyczny zorganizowany drakkar przedsiębiorczy jest, jak tam dopłynął i jakimi plankami go poszyto. Będzie to opowieść zawężona do 2015 - 2020, choć oczywiście są też opowieści wcześniejsze, ale tam akurat udaje mi się wyodrębnić jakąś sensowną cezurę przynajmniej w zakresie płynności (kiedy to ustała).

	Zacznijmy od tego statementu. Drakkar jeszcze płynie, a warunki dają pozory spokoju mimo że ze świata przedsiębiorstw dochodzą niusy o końcu świata. Nic nam nie straszne armagiedony kiedy wyczekujemy ragnaroku. Jest więc małe przedsiębiorstwo na wypadek gdyby rynek sfragmentował i "każdy sam" (free for all), i ono coś tam sobie czasem robi, ma zapasy materiałów pędnych na pół roku produkcji na pełnej petardzie bez uzupełniania magazynów (prpnppbum - skróćmy do prbum), gazów technicznych na prbum, materiału drobnego wszelkiego sortu posztaplowane tony, maszyny są, narzędzia na zapas skrzyniami, materiały eksploatacyjne do maszyn - na lata. Gromadząc to wszystko przez ostatnie lata słyszałem żarciki, że przecież jest w sklepach - nie braknie. Dziś nie trzeba tych żartów komentować - grający bez magazynów na delivery on demand mają pełno w gaciach aż po kołnierzyki. O ile jeszcze istnieją, ponieważ statystyki bezrobolizmu jakie drgnęły na planecie w ostatnich tygodniach wskazują kierunek wyznaczony przez Muska - na Marsa! Na drugą nóżkę jest też wpięcie w średni Babilon produkcyjnym gdzie MiŚie jako wydziały bardzo potrzebne na wypadek gdyby gospodarka jednak tak od razu nie fragmentowała i socjalizowanie się w większej grupie wytwórców było potrzebne. Więc obie pozycje - solitaryzm i solidaryzm zajęte.
	Oczywiście stawiałem pytania emerytowanym dinozaurom co w takim ustroju za aktywa trzeba będzie posiadać, aby zająć właściwą pozycję społeczną gdy waluta będzie drukowana niczym dzieła Marksa & Engelsa za poprzedniego ustroju nic już w tej liczbie nie znacząc, a półki z pieniędzmi opustoszeją. Otóż trzeba być wtedy potrzebnym każdemu daimyo, zachować absolutną zdolność koalicyjną i utrzymać potencjał podaży niejawnej. Aktywa polityczne po właściwej stronie kordonu z pałami. I takie też w miarę skromnych możliwości zacząłem gromadzić nie żałując rozrzutności & darczyństwa, bo przecież mieszkam w Kalifacie wolnym od korupcji, o czym stanowią rzetelne statystki przepoważnych instytucji [rotfl].

	Po stronie zaś prywatnej przebazowałem nieoporne na przesiedlenia jednostki lęgowo-wychowawcze dwunożnych funduszy emerytalnych do tanich, długoterminowych lokali najemnych opłaconych na lata z góry gdyż co do utrzymania rzeczywistych stosunków własnościowych odnośnie nieruchomości naszły mnie poważne wątpliwości. Na wszelki wypadek, jakby jednak własność miała być w pewnym, prywatnym zakresie jednak szanowana zaopatrzyłem narybek w depozyty metalowe, bo na cóż mnie żółta marność. W odruchu płomiennego obrzydzenia do onej marności zapłaciłem nią za trud robotników, a zyski z trudu przeznaczyłem na marności księżycowe, które z racji taniości mają potencjał lotu w kierunku wskazanym przez Musku szczególnie w obliczu dodruku kartek z Marksa & Rozdawnictwa. Wszak nie zaszkodzi spróbować weimarskiej teorii monetarnej raz jeszcze - księżycową gospodarkę już mieliśmy, a teraz będzie lepsiejsza o najlepszej bo marsjańska. Na wszelki wypadek zgromadziłem też zapasy lepszych wyrobów spirytusowych oraz innego, tradycyjnego preperstwa. A i czytelnicy dopisują utrzymując poziom woodforda & blantona w naczyniu na poziomie zapewniającym wróżby (w Kajko i Kokoszu chyba występował wróżbita, który nie potrafił przepowiedzieć przyszłości gdy jego rekwizyt był pusty).

	Jest to sytuacja o tyle wygodna, że kontentuje mnie zarówno jeśli zombie przyjdą i wyzwania się pojawią, oraz jeśli nie przyjdą i wszystko zakończy się wesołym oberkiem. Jednak do tej sytuacji, w której przewinęły się siedmiocyfrowe wyniki doszedłem ze startu, na którym w styczniu 2016 miałem 10kpln w kieszeni i plecak. Nie pierwszy raz dokonałem takiego sprintu pod górkę, i nie trzeci - biegi pod górkę moją pasją. Choć ma to pozory bajki dla grzecznych misesistów, to przecież rynek na jakim operujemy jest wypełniony i domknięty, więc trzeba się tam nieco rozpychać łokciami i rynek przejmować. Bo przecież tytuł brzmi "charakterystyki przejęć" no to wypadałoby wyjaśnić jak to się tak przejmuje mnożnikami z kwoty wyobrażalnej dla każdego etatowca w nieurywającym przecież horyzoncie czasowym. I jeśli starczy weny w rekwizycie wspomnę też o kilku poprzednich biegach pod górkę. Choć tym razem jest inaczej - nigdy tak sługo po wodospadach nie utrzymałem się na powierzchni. Zazwyczaj schodziłem w głębokie zanurzenie w dług przed wodospadem aby wynurzyć się górką na konsolidacji. Tym razem drakkar nie tylko pływa, okazało się że nawet szybuje, tylko nie wiem jaką ma doskonałość bo opadamy po krzywej inflacyjnej za wodospadem, a obawiam się że to nie bessa tylko depresja i nie wyniosą mnie żadne gejzery wzrostów po drugiej stronie doliny, bo ten drugi koniec może być w znacznej odległości i o ile rekonsolidacji możemy się spodziewać już na wakacje 2021 to powrotu do korzystnego wyzyskiwalizmu możemy oczekiwać kilka albo i kilkanaście lat, bo niekorzystnego nam nie zabraknie.

	Krok po kroku jak odzyskać energię ze spadku gospodarki w otchłanie czarnej d. Od strony rozrachunkowej gospodarka to termodynamika (pełna tożsamość), a nam pozostaje się przesiadać pomiędzy wehikułami gospodarczymi i je sprzęgać bądź dzielić uzyskując różne zakresy możliwych przyszłości. Operując w czasach administracyjnej podaży waluty można oczywiście skupiać się na emitencie i jarać szamaństwem banków centralnych, ale waluta opisuje przepływ przeciwny do materialnego - towar idzie wszak w drugą stronę i to nie emitery są systemowo istotne, a pochłaniacze (sink) aby waluta w ogóle była w użyciu. Są do tego przeróżne wymysły dopisane (czartalizm) i wielu utknie w tych fantazjach, albo w szamaństwie podaży waluty, ale żeby się nie pogubić należy użyć rozumu i zredukować odpowiedzi na pytanie o bogactwo do indywidualnego "czego chcemy?". Spektrum odpowiedzi wydawać się może gigantyczne, ale jako zwierze społeczne skróćmy tę długą listę redukcji do samego końca. Chcemy aby inni dostarczali nam mocy. Czyli chcemy uzyskać bilans względny (RSI^^) better then average. A zboczeńcom nie lepszy, a nawet najlepsiejszy to za mało - nie błądźmy jednak ścieżkami zaburzeń. Inni chcą tego samego (nawet jak o tym nie wiedzą) tylko ich spektrum przyszłości niekoniecznie pokrywa się z naszym, ale zazwyczaj pokrywa się w stopniu kontentującym. W serii małych kroków, które są real politik możliwe do wykonania uzyskujemy coraz większą masę, zapewniającą nam akumulację energii potencjalnej spadku tak aby nie zwiększać prędkości i ograniczamy nasze możliwe przyszłości do niewolnictwa względem sprzęgających nas sinków (pochłaniaczy dóbr - emitentów lokalnych praw ciągnienia). Robimy to dokładnie tak jak w bajce dla grzecznych misesistów - ciężko pracujemy, oszczędzamy nadwyżki aby (tutaj jest nieciągłość) się samozatrudnić i akumulując ryzyko wejść w większe nadwyżki dalej sobie od gęby odejmując (tutaj też nieciągłość) aby zatrudnić ludzi co za nas pracują, potem kupić kolejną firmę, i holding i tak ad infinitum w bajkach dla grzecznych misesistów. Te nieciągłości są właśnie związane z tym, że w skończonym układzie (do tego układzie zamkniętym^^) wzrost naszych wpływów (możliwych przyszłości) ogranicza czyjeś inne. Dlatego żartem są libertariańskie brednie o ograniczaniu wolności mojej pięści względem przestrzeni cudzego nosa - jesteśmy na ringu (ciekawe że Rozczochrany Spekulant gra z tego samego mindsetu). O ile na początku walczymy o życie (zapłacenie rachunków i włożenie czegoś do miski, a i tak dostajemy od życia co chwilę w mordę) to w każdą kolejną nieciągłość ładujemy się już dobrowolnie.
	Tutaj w ramach przerywnika (szczególnie dla młodszych) polecam tekst @bylnik o inżynierze młodziku i zwrócenie uwagi na "zmiana pracy co dwa lata" (w praktyce odrobinę częściej obecnie, ale właśnie się to zmieniło w kierunku feudalnym dla tych co czują pismo nosem). Moment zawarcia umowy jest jedynym kiedy cokolwiek jest negocjowane. Późniejsze przesunięcia to rozpychanie się łokciami w ramach przestrzeni społecznej, ale ramy wytwarzane są wyłącznie wtedy. Dlatego obiekty o znikomej masie (młode i lekkie kapitałowo) są słabo wiązane i wzbudzane do przeskoków gdzie wytracają swoją energię uzyskując coraz wyższe przepływy (ale podstawia im się coraz silniejsze sinki). W ciągu 150 lat wytworzono do tego cały syntetyczny model awansu społecznego, który grzeczni misesiści uważają za naturalny porządek, a i inni biorą w tym udział jakby alternatywy nie było od czasu kiedy kamieniami rzucaliśmy w dinozaury. To są właśnie te nieciągłości - separacja ze starego układu i sprzęgnięcie w nowy (wylot ze starego i zaprzęgnięcie do nowego kieratu - wszak na tym polega obieganie kieratu po orbicie). Dodajemy tą operacją masy kieratom, dzięki czemu spadek w przyszłości kończące się w osobliwości kołowrotka zajmują szerszą część horyzontu możliwych przyszłości.
	Czytelnicy z pewnością już rozgryźli, że każda zmiana umowy zapewnia większą energię potencjalną, którą odzyskujemy przez jej zerwanie - wyprzęgnięcie się z kieratu. Polega to na takiej spearacji masy drakkaru, aby w perycentrum (gdy gospodarka zasuwa na najwyższych obrotach) pozostawić sprawne i wiosłujące przedsiębiorstwo chętnym udziałowcom (Bezos wymiata) mówiąc im że są sfycięscamy i ze swoją skromną miarką kosztowności, korzystając z otrzymywanego na pożegnanie kopa asysty odlecieć do nowych zadań na skromniejszej - MiŚiowej orbicie małej gęstości, szybkiego lotu i naturalnie - daleko od osobliwości odzyskując szeroki horyzont możliwych przyszłości, jak i masywnym kieratom ku którym można się skierować. Należy jednak pilnie obserwować zachowanie innych obiektów, gdyż kieraty są różne i nie wszystkie się kręcą. Pozwolę sobie na przytoczenie kilku przykładów takich operacji.
	Burzliwe przygody szkockie zaczęły wraz z wydobyciem ropy w UK gasnąć w 2015, koszty stałe cisnęły, Haliburton z braku chętnych dużych wykonawców zaczął zlecać małym jakieś nieprzytomne wolumeny. Małe Johnexy rozumiejąc co się święci separowały masę do upadłości, bo przyjęcie takich wolumenów zleceń od Babilonów to złoty strzał dla przedsiębiorstwa - chwila przyjemności i zatrzymanie akcji. Drakkary jak mój zaczęły przeskakiwać ze zlecenia na zlecenie nabierając stawek (tyle że nie tak jak pisał @bylnik w trybie dwuletnim, a dwutygodniowym). Na szarpnięcie przygotowałem się na styk, ale akurat w UK jest to proste i szybkie - tam rynek jest i działa, dynamika jest tam okrutna i tempo straszne, ale pozwala to ciąć koszty. Tyle że ten styk do niczego nie prowadził, a ostra dynamika oznacza tam tyle, że podobne do mojego przedsiębiorstwo w prawie tym samym miejscu zakończyło się zastrzeleniem przedsiębiorcy w celu ograniczenia konkurencji. Babilony zdejmowały szyldy (jesteśmy pod bilansem - no trading, tam to traktują poważnie). Kapuchy oszczędzone było sporo, pochodziłem z dziećmi i dinozaurami na spacery, podyskutowałem, pozamiatałem halę, spakowałem graty i posłałem do irokeskich włości. Zostawiłem leasingowaną masę, rozesłałem zawiadomienia i minąłem klify Dover. Choć jeszcze ostatniego dnia przed wyjazdem szarpnęliśmy jakieś transporty i naprawy maszyn - gospodarka wtedy płaciła dużo i do ręki. Dwa miesiące później wszystko tam stało. Na przełomie roku 2015/2016
https://stooq.com/q/?s=cl.f&d=20200327
cena ropy urywała dno. Wyjście więc z prac dla Haliburtona i zakręcenie się wokół GE i BAE zapewniło prędkość, która wyrzuciła masę (bo przecież więcej wywiozłem niż przywiozłem, a znający mnie z chomikowania wiedzą w jakim tempie puchnie magazyn) aż na peryferia. Niedorzecze i Kalifat.
	W Kraju Dziadów pozwoliłem sobie na małe katharsis, poszedłem na miesiąc "do Stonki" (do usługowej firmy ślusarsko-spawalniczej) za dwa dwieście na czarno gdzie średni wiek pracownika obejmował wspomnienia wczesnego dzieciństwa "za Niemca". Zwiedziłem pozostałości przedsiębiorstw w jakich pracowały poprzednie pokolenia. Maszyny stoją tam od wczesnego Gierka kiedy wylano im postumenty, działają. Bardzo lubię takie wycieczki do stref wojny - uświadamiają mi błyskawicznie, że w sumie to mam więcej, lepszego sprzętu, lepszy rynek i właściwie to świat wcale nie jest straszny. Złożyłem aplikacje do kilku korpor, wbiłem się w gajer z epoki wczesnego Tuska (okazał się nieco przyciasny) i zaliczyłem kilka interwiooo mrugając oczami czy ja jestem w przedszkolu i czy ci ludzie to tak na poważnie (a że wyniki tych pogaduszek przechodzą przez pazurki korposzczurzących tam lemingów pozwoliło mi to na update stanu procedur z czego wywnioskowałem że pozostaje ruszyć na ulice z transparentem "pokutujcie - koniec jest bliski!"). Wsiadłem w pociąg do Częstochowy, bo to dobre miejsce by przypomnieć sobie po co człowiek rusza do Kalifatu i tam też powiosłowałem. Na miejscu zobaczyłem co tam dzieje się na nieruchach, kogo będzie można relokować, kogo wypchnąć - tu też nadciągały ciemne chmury (wszak na koniec 2015 ropa zanurkuje pomyślał Stirlitz - ale nie uprzedzajmy faktów). Z głupia zapytałem w mijanym urzędzie czy mi dadzą chorobowe, bo czuję nadciągającą bessę, a oni mi dla żartu odpowiedzieli że nie i dali na jaką sól do śledzia czterysta ojro miesięcznie przez pół roku. Dodałem w głowie do wynajmów z lokali - właściwie to mógłbym sobie spokojnie przebiedować w Niedorzeczu jak jaki korposzczur. Jedyny kłopot że weekend to dla mnie za dużo wolnego i nie wiedziałbym co z czasem zrobić nie kręcąc jakim kołowrotkiem. Wszak trzeba sobie znaleźć coś by wytracić energię.
	Pokręciłem się jeszcze w kółko po Pobudkach & innej szurii żeby minęła zima (przy okazji zlecając przerzucenie maszyn & urządzeń do Kalifatu) i z plecakiem desantowałem się w Kalifacie. Mając w kieszeni 10kpln (każdy udany interes tankuję za tyle - wychodzi, na pewno numerologia jest winnna) w styczniu na dnie dołu z ropą kupiłem rozlatującego się pickupa, który był w takim stanie, że paliwo tankowałem na pamięć, a akumulator ładowałem codziennie, wożąc kilka na zapas. Odwiedziłem kilka starych kontaktów i zgarnąłem zlecenie na demontaż fabryki z liniami produkcyjnymi. Nie liczyłem na to że klient da radę rozliczyć wszystko w gotówce, ale w kolejnym etapie likwidowali manufakturę, więc jeszcze dokończyłem im produkcję na manufakturze gdzie urządziłem sobie produkcję własną, bo fucha rządzi. I zacząłem odgarniać w ramach rozliczeń narzędzia na oddzielną stertę (ostatnio w 2020 zgłosiła się firma co im się spaliła produkcja i właśnie takie rzeczy by chcieli produkować - wiedziałem że to wróci). Mając te pozory wytwarzającego co MiŚia (z racji wielu poprzednich tekstów uznajmy że formalności działy się niejako w tle - czyli były rejestrowane firmy, prowadziły księgi etc) sprzedałem się pod klauzulę do R&D jako podwykonawca, które to R&D potrzebowało nabrać mnie jako masy wytwórczej, żeby ladnie Panu Chińczyku wyglądało i podbiło ich energię potencjalną w celu sprzedaży do bardzo dużej korpory produkcyjnej (tam to się akurat nie wybierałem). Gdzieś w tym miejscu zaczyna się pierwsze zse. Niech sobie przypomnę statement - jest zaraz przed Q3 2016, pół roku działalności, trzy kwartały po epickiej obsuwie na ropie. W takiej gospodarce kredyt rządzi - udzielam więc kredytu kupieckiego i jestem załadowany pod korek zobowiązaniami klientów do zapłaty (i wiem że nie dadzą rady), lokale się przez kryzys pozwalniały więc mam gdzie tanio mieszkać, liczba pojazdów wzrosła, lokalowo posiłkujemy się zalegającymi nam klientami (oczywiście za darmo i żrąc ich prąd na koszt ich ochrony). Czyli koszty są cięte, a resztki na dochody osobiste przekraczają oficjalne zarobki płemiela w prl mnożnikiem. Oczywiście korpo limituje rozrywki do ca 160h/m więc jest czas na fuchy dające eksplozję dochodów. Deus ex zjawia się oficer prowadzący i ruszamy z bezinteresownym & bezcelowym blogiem o niczym, gdzie pojawiają się rzesze bezcelowych bezinteresowników niemających zainteresowań. Korpora czuje się zmuszona do podwyżki, w korpobiurze spokojnie klepię sobie dyrdymały o MiŚiach (bo wtedy robiłem MiŚia, więc skoro teraz piszę o zarządzaniu większymi strukturami to sami rozumiecie) wspominając jak dobra się myszom pod ryjki obsypują. Zewnętrznie rośnie MiŚ z małym lokalem komercyjnym, bo gdzieś łupy trzeba gromadzić, a do końca 2016 stawia się reprezentant kapitału we właściwym kolorze kamuflażu, będący właścicielem moich dłużników gdzie wspólnie i porozumieniu dochodzimy do porozumienia ponad kulturowymi podziałami, że dobrze jest się znać i miło nam się robi drobne. W rok 2017 wjeżdżam saniami zaprzężonymi w MiŚia ciągnącego za sobą rosnący bagaż zadłużenia u moich lemingów (bo była okazja to poszło na park maszynowy i na sól do śledzia trzeba było pożyczyć, a taka seria okazji potrafi zalewarować). Są okazje - jest oportunista - winda jedzie do góry i wraz z nowym sezonem po zamknięciu Q1 wychodzę ze wszystkich funduszy, akcji i kont brokerskich czując pierwsze podmuchy wiatru historii - cała ten bagaż dębów sadzonych dla wnuków idzie w żółtego fizyka. Barbarzyński relikt wszak nie płaci, ale w przeciwieństwie do coraz bezczelniejszych brokerów nie ma custody fee i nie zmusza do robienia lotów. Jak się okazuje wychodzenie nie jest takie wcale proste bo namnożyło się tego jak królików więc lemingi pracowicie odkopują kolejne konta i umów shortując do zera.
	Zaczyna się 2017Q2, wchodzą nowe fuchowe zlecenia (wszak mamy gospodarkę fuchową) i transformersy kapitałowe (w tle cały czas mielą się formalności czego czytelnikom z tej epoki nie muszę przypominać), ale masa MiŚia jest już na tyle duża, że przyrosty procentowe wyhamowują, a korpora też robi transformersa & fragmentuje przygotowując się do odrzucenia dolnych członków rakiety i wybicia wyceny startupu młodego, dynamicznego Svena (zbliżającego się do osiemdziesiątki starego wyjadacza) na odległe orbity. W tym samym czasie też kwestie patentowe, kosztów projektów i innych rzeczy niezauważalnych dla nieotrzaskanych w formalncyh przewałach M&A (mergers and acquisitions to działy i wydziały żeby się durnie nie połapały gdzie się piniondze podziały) przelatują niczym kulka w grze w trzy kubki pomiędzy strukturami mając niezakłócone pozycje w łańcuchach tak że pracownicy nie zauważają iż na górze się kotłuje (pod dywanem przybitym do szklanego sufitu). Naturalnie zmienia się zarząd, księgowa lękliwie spogląda mi w oczy ze strachem odnajdując tam zrozumienie i dostarcza płynności JiT (kolejne księgowe klientów mają lęki kiedy mnie widzą, więc mam szlaban na stosunki bez udziału zarządu) i zaczynamy sprzątanie gratów po kątach w przedsiębiorstwie, wiedząc że za półtora roku i tak go już nie będzie więc nikt nie zauważy że jakiś badawczy złom ze stanu spisano. Do końca 2017 pełną parą idą wszystkie projekty badawcze, powstają obiecanki czystej przyszłości, elektrycznych odlotów, regeneratorów paliwa w cyklu zamkniętym - jest kredyt, jest rozmach, jest konsumpcja. Korpoludki mną zawiadujące na koniec 2017 zanurzają się w kredyty mając tupolew z mojego wdawania się w barbarzyństwo. W bilansie na 2017Q4 z okazji rajdu świętego Mikołaja niemiecki moloch wysypuje się i projekt regenerowanych paliw pada z takiego powodu, że automotive i energia zaczyna się zwijać do nadchodzącego kryzysu. W korporze nowego sprzętu multum (tylko ludzi brakuje więc z drugim redneckiem we dwóch robimy tłum osaczając audyty), a czytelnicy odwiedzają aby się bezinteresownie obwąchać gdy w 2018Q1 wprowadzam pewną nerwowość do równania korpory, której żadną miarą nie da się zaspokoić nawet opowiadając mi bajki o stanowisku w Chinach. Klienci do MiŚia walą drzwiami i oknami, gdy wracam po południu z korpory pod MiŚiem czeka kolejka chętnych do poddania się wyzyskaniu klientów. Gospodarka znowu robi się gorąca i to nie tylko tutaj - czytelnicy też zakładają spadochrony. Lemingi robią mi margin call, ale spłata tych zobowiązań jakie wydają im się olbrzymie okazuje się tygodniowymi zyskami rozpędzonej lokomotywy wyzyskiwalizmu. Z rozdziawionymi dziobami nie ogarniają już jak to się odbywa, wiedzą tylko tyle, że znowu, więc osioł co na to pracuje znowu pcha jakiś kierat i będzie zalew fantów.
	W połowie 2018Q2 w podjazdach korytarzowych doprowadzam do kryzysu kompetecyjnego i dostaję grzecznego kopa na rozpęd z otwartym pytaniem "za ile sobie już pójdę?". Bo sami państwo rozumieją - rubel za wejście, dwa ruble na wyjściu, ale nie wyjaśnialiśmy kto komu je płaci^^. Wspaniałomyślnie proponuję że wyjdę natychmiast tak jak stoję bo w futrze przyszedłem i w futrze wychodzę. Korposzczury ucieszone że nic ich to nie kosztowało, rednecki patrzą się na nich czy oni tak poważnie nie ogarniają co właśnie podpisali, dinozaur kula się ze śmiechu stwierdzając że do wieczora nie wyłącza telefonu bo pewnie jakieś szarże co mu się zdawało, że już tu widział w jakiś szemranych interesach zadzwonią z pytaniem o rekomendację. 45 minut później jestem wdrożony w nowy Babilon produkujący i dla rzeczonego dinozaura, i dla konkurencji no i trzeba wysycić szeregi. Zjeżdżają się chąśnicy i pchamy wyzyskiwalizm do przodu. Przepływy ekspandują, drukarki nie nadążają i w sześć tygodni robimy siedmiocyfrówkę. Z tym że ja jestem wypukany z kapitału do zera, a blog zamiera z braku czasu i celu. Ale Q4 zamykam z już napchany jak kaczka śrutem na dołku kupując żółtego fizyka za całe depo. Wchodzą gwałtowne zmienności, organizujemy kilka spotkań w Kraju Dziadów. Pada decyzja że blog musi wstać, ale już jako komercyjny (obecnie szukamy płatnych bajkopisarzy).

	Tutaj wrzućmy suspens podsumowań. Na początku 2016 rozpoczynamy mając 10kpln w kieszeni i na koniec 2018 mamy 200kpln wpływów z głównej działalności miesięcznie od kilku miesięcy (przeliczam od razu na irokeskie wampumy, żeby było prościej, a dla zorientowanych w szacowaniu wyników to działalność usługowa czyli handel pracą, ale są też poboczne).

//A wrzucimy tu dygresję, bo zaraz dojdziemy do podwojenia tych wpływów, a przecież nie czytają nas wyłącznie przedsiębiorcy, a też wannabe. Celowo nie posługuję się pojęciem obrotów bo to jest wskaźnik o niczym co w tej dygresji wyjdzie. Otóż w 2010 rozkręciłem biznes (w którym akurat zamiast ogrodniczek z kluczem nastawnym miałem białą koszulę i wypielęgnowane łapki nieskażone pracą bo takie były necesitas), który w w 2011 dobrnął do przepływów (powiedzmy że obrotów, bo w niskomarżowym handlu podawanie wpływów jest bez sensu) ponad 50kpln/d i w apogeum 2012 przebiło to 5mpln/m i jak każde przedsięwzięcie sobie zdechło po krzywej. Z tym że mając takie wyniki zarabiałem trzykrotnie mniej niż w piku (pik do piku) i pięciokrotnie mniej (średnia do średniej) 2019 przy 400kpln (pik do którego zaraz dojdziemy w tej historii) wpływów działalności omawianej. Wniosek taki, że znacznie podnoszę sprawność kapitałową po każdej wywrotce. Można nawet zaryzykować tezę że o nieco ponad rząd wielkości jeśli wezmę pod uwagę wcześniejsze wypadki.//

Oczywiście użyłem tam (//tam przed dygresją) wielu skrótów, mam opanowany fasttrack kolejnych etapów i roszad w zagarnianiu trawników, że szedłem po sznurku wiedząc dokładnie co się stanie krok po kroku (choć cały czas obsrrr po kołnierzyk, że jednak zmylę krok, źle ocenię sytuację, timing lub coś nie wyjdzie). Kiedy robiłem poprzednie razy to taki mądry nie byłem (a i w innych branżach grałem bo wtedy inne były modne), ale za którymś razem ma się to wszystko opanowane i człowiek nie ma żadnych głupich pytań. Z tego powodu wiele pytań początkujących jest dla mnie bezprzedmiotowych (nie ma tam do rozwiązania żadnego problemu - jedyny jest w mempleksie pytającego). I tak to sobie funkcjonowało (z sezonowymi górkami i dołkami) aż do końca 2019Q1, kiedy to zaczęły się szybkie roszady na korposzachownicy, zaczęto robić wielkie, słomiane inwestycji i sprzedaż celującą w cashflow. Podłączyłem się pod trend dokładając korporze wyposażonych stanowisk pracy uzbrojonych w pracowników licząc że zwróci mi się za maszyny zanim padnie i maszyny zostaną. Złoto zaczęło iść w górę, system bankowy zaczął się dławić, a Babilony coraz częściej stykały się z brakami na kontach. Okres spokoju 2019Q1 wykorzystałem na przezbrojenie, modernizację i unowocześnienie parku maszynowego na koszt dobrodziei naszych umiłowanych. Przy końcu 2019Q2 pakowałem się tę hucpę Babilonu po szerokości dostarczając gotowe rozwiązania i przygotowując grunt do przeniesienia ich w MiŚiowe pielesze, bo to długo nie miało prawa się utrzymać. Na początku 2019Q3 zazgrzytał cashflow w dużych przedsiębiorstwach, na słomiane generatory przepływu przykręcono kurek (tak żeby je jakoś dokończyć) i w zasadzie wtedy powinno to walnąć gdyby ktoś na poważnie trkatował bilansy, umowy i przepisy. Zresztą leki z Azji nie dochodziły już trzeci kwartał bo się łańcuchy posypały, budowlanka miała tak duży problem z terminowymi rozliczeniami że pozostały tam wyłącznie przedsiębiorstwa dysponujące środkami napadu (bandytami od wymuszeń, bo uzyskanie płatności za usługę to przecież wymuszenie, ale przecież chcącemu usług nie dzieje się krzywda przy płaceniu - sam chciał). Wpływy jak wskazywałem doszły do 400kpln/m, efektywność kapitałowa zaczęła spadać. W połowie Q3 ciężko było nawet terminowo wytrzepać kasę z banku i system transakcyjny trzeszczał. Na szczęście część transakcji rozliczaliśmy w złocie, a że drożało to chętnych nie brakło. Schodziłem więc ze złota pkd (przy obecnym spreadzie kwiecień 2020 to by dopiero były dyskusje po ile piniondze) i tak sobie doczekałem do zacieśniania polityki, redukcji pogłowia na produkcji i wreszcie zaczęły schodzić faktury generując nadwyżki papieru, który na jedną nóżkę poszedł w zorganizowanie tłustego MiŚia z tego co się spłaciło w korporze, a na drugą nóżkę zawinięte były sreberka. Gdzie trzeba zasugerowałem, że do obniżenia kosztów pracy mogliby zbombardować Śląsk & Kaszuby, a najlepiej jakby jaki granat wrzucili na kontynent, żeby się tam trochę zagotowało i wtedy byłoby z górki do nas kwalifikowanym prolom - spotkałem się ze zrozumieniem i życzliwym uśmiechem, że to są słuszne poglądy i nikt nie wie co się może wydarzyć, ale skoro jest zapotrzebowanie to najwidoczniej wydarzeniom należy pomóc, żeby się tak same nie męczyły.

//A tu też wrzucimy dygresję, tym razem podworujemy z koncepcji 3miesięcznych dochodów w postaci oszczędności lansowanych przez IT21 (i mnie też) jako coś co trzeba mieć. To się fajnie ustala przy stabilnym rynku, ale jeśli dochody gwałtownie podwajają się z miesiąca na miesiąc to oszczędności okazują się dwukrotnie za małe? A jeśli wydatki na inwestycje żeby je (te dochody) uzyskać posysają oszczędności to też w takim tempie, że po miesiącu dno widać w skarbcu. Gdyby w takim momencie pacnął kryzys to przedsiębiorcę rozsmaruje jak gazeta muchę. Jest to więc ryzyko po bandzie, spać wtedy nie można i trzeba ćpać wizje przyszłych zysków w głębokiej nieprzytomność. Gdy jednak inwestycje się spłacą (w 8-12 tygodni) i do tego klienci jeszcze jakoś w miarę płacą to wychodzimy górką przy spadających wpływach. Małe wpływy to małe dochody, a faktury schodzą ze świetlanej przeszłości z istotnym opóźnieniem. Mamy więc po takiej wolcie z 3miesięcznych oszczędności 12miesięczne, z czego połowę maszynach i alternatywnych środkach rozliczeniowych, bo przecież kiedy wszystkich tak zaleje papier, a interesu na horyzoncie żadnego bo Q3 dobiega końca więc najwyżej akcje i podatki są jeszcze do odcedzenia to strach takie powszechnie posiadany papier mieć. Oszczędności w kontekście przedsiębiorców na pstrym koniu jeżdżą. Gdyby jednak w końcówce Q3 dopadł taki kryzysik jak ten sztuczny z marca2020 w Polin to w pierwszy dzień wyciągnąłbym wtyczkę z dobroci serca informując, że odpraw nie będzie, wypłat też nie będzie (do momentu aż klienci zapłacą, co jest wtedy wątpliwe) i bardzo dziękuję pracownikom za kredytowanie ustroju ryzykiem - następnym razem nie bierzcie tygodniówek czy miesięcznych wypłat - od razu zalewarujcie się na emerytury, po co Wam dzisiaj pieniądze? Co przywraca nam przytomność w kwestii odroczonych terminów płatności - firmy z tego korzystające należy wygnieść z rynku. Jak pluskwy!//

	Z pełnym impetem i ostrzeżonymi pracownikami (żeby już zaczynali pokutować bo koniec jest bliski)
https://pics.me.me/the-end-is-near-spring-coming-repent-sinners-snowblind-memes-50591220.png
dobiliśmy końca 2019Q3 gwałtownie przerzucając siły i środki do MiŚia z początkiem Q4 (tworząc zapasy paliwa na rok do przodu, bo gazów technicznych już zapasy były, a przy okazji zalęgła się możliwość przetaczania butli). W połowie Q4 doszło do rozpadu osobowych struktur przedsiębiorstwa, gdyż z korpory nie dało się już nic sensownego wycisnąć, a zacieśnianie podaży skutkowało redukcjami personelu, więc i nie bardzo już tam było na czym się bogacić. A przecież mając do wyboru zasuwanie za 1/3 lepiej odpocząć za 0 bo wszyscy rosną i za kilka lat będą dla nich inne miejsca, inne stawiska, a jedynym punktem renegocjacji stawek jest podjęcie kontraktu. Ponieważ mam sporą eksperiencję w tym zakresie to zupełnie mi ten rozpad przedsiębiorstwa nie przeszkadzał bo i mi się w głowie już zaczęło rozjeżdżać, zdrowie też już nie to co kiedyś, a pod naporem lemingów z transparentami zdecydowałem się na pierwszy w życiu, dłuższy niż weekendowy wyjazd. W samą porę - Greta zagroziła że latania nie będzie, no i nie ma.
	
	2020 zaczął się ślamazarnie, działalność była schłodzona do takiego minimum, że nawet przestała być główną, spokojnie trollowaliśmy sobie po necie trzaskając drzwiami o trzynastej. Spotkani Chińczycy niczym nas nie zarażali, Włochów mamy na stanie własnych i też mają się dobrze, za to repo kulało już od drugiej połowy września i czekaliśmy końca - ogłosili. Akurat zamiast ufoludków napadły nas media, lemingi dostały kota i wzrosły zmienności. Otrzepałem kufajkę, sprawdziłem stany magazynowe, zapytałem kto chce się ewakuować póki jeszcze można, przyjąłem uchodźców (jak zgłodnieją to zabierzemy paszporty i przypniemy do kieratu), dojechały ostatnie transporty dla MiŚia (mam lepsze zatowarowanie niż korpora, bo przecież koszty trzeba było jakoś robić). I wtedy zaczęło się. Pouciekały całe przedsiębiorstwa, kto ma pracownika ten ma zajęcie, kto nie ma szefa ten nie je. Szpitale zatowarowano w chłodnie kontenerowe na ewentualne straty (akurat dinozaur Misza wytwarza do nich istotne elementy), osoby poinformowane zdały relacje co i jak się odbywa oraz jakie są ryzyka pojawienia się po złej stronie których strat (bo spektrum jest szerokie), oraz podejrzenia jak do tego doszło. Zawsze lepiej było przetestować długoterminowo na komunistach, jak zawsze  z pełnym sukcesem. Ślamazarnie dobrnęliśmy do końca 2020Q1 przygaszając podaż. Zanim skończyłem to pisać kwiecień 2020 zastał. Zobaczyłem wykresy zamówień na zacieśniającym się rynku i kilka godzin później trzeba było zwiększać zatrudnienie. Nie dali wyjść o 13 w piątek. Ale nie ma się co cieszyć. W 2008 też była piękna wiosna i mi rosło. A jesienią byłem bankrutem ograniczającym dziesięciokrotnie powierzchnię habitatu.

	Tak to właśnie wyglądają munchauseńskie przygody. Zmieniamy jedne "aktywa" na inne, pasywa na płynności. Płacimy pracą za podaż, podażą za płynność, płynnością za stany magazynowe gdy są tanie by ich nie posysać od sprzedawców (rozbestwionych) gdy są drogie. To właśnie te operacje, które są w tym tekście (jak nie widać to należy znaleźć albo dać sobie spokój) powodują gwałtowne pomnożenie kapitału przy dużych ryzykach (gazetą muchę). Ciężko jest w takiej sytuacji zrobić jakiś statement, raczej należy mieć gotową listę pytań na które można odpowiedzieć "mamy to" wyznaczającą przestrzeń możliwych zysków jakie możemy realizować, oraz strat jakich możemy uniknąć. Bo gdy wszyscy się bogacimy przy kosztach to można porównać kto szybciej, kto wolniej, kto u kogo może kupić kilka procent udziałów i porwać asystentkę ustalając kolejność dziobania. Ale bogacą się wszyscy. Gdy natomiast jednym działa, a inni mają już tylko koszty to proporcja dla tych z minusem zmienia się gwałtownie na niekorzyść aż do momentu, w którym po wydrenowaniu kapitału przestają zajmować miejsce przy stoliku proporcji nie mając wspólnego mianownika (wspólnego stolika) z tymi, którzy przetrwali. Mieliśmy tu w 2018 dyskusję dokąd uciekać. Postawiłem tezę skąd uciekać - że na pewno z Polin. Rozpatrywaliśmy Afrykę, Amerykę Południową, nawet Północną (wizy dali, ale samoloty wyłączyli - tylko dla posiadaczy jachtów^^) i Azję. Mamy czytelników prowadzących interesy wszędzie, ale zacząłem wtedy podliczać jakie środki techniczne są potrzebne aby prowadzić przedsiębiorstwo głównego nurtu (dzida na wykresie - wysoka sprawność kapitałowa do wysiłku i konkurencji) i wyszło mi że te dzikie ostępy w jakie należy się udać poza Japonią zawierają się w krajach na Sz bo geografia jest nieubłagana.