Gwarantowanie dochodu minimalnego

Ile najmniej wypada na czymś zarabiać i czy coś jest wystarczająco pasujące do danej gospodarki czy nie ustalamy dość prostymi mechanizmami spójności wymiany. One były spójne przy pewnej styczności krzywych wynikających z postępu technicznego, przyrostu ludności, przyrostu podaży paliw, transmisji umiejętności w czasie, przydatności zgromadzonego majątku trwałego, skuteczności mechanizmów społecznych w pozyskiwaniu wymienionych stanów i zapewne miriad innych mało ale jednak ważących czynników. Zbieraliśmy je do kupy w systemie transakcyjnym pod postacią decyzyj banków centralnych o wysokości stóp i do tego poddawaliśmy się tym decyzjom traktując je poważnie i używając walut emitowanych przez te instytucje dla żartu nazywając je pieniędzmi.
Nie trzeba dwa razy tłumaczyć że ostatnio wróciliśmy masowo do prawdziwych pieniędzy i odpisujemy. Wyjaśnię co odpisujemy, jak to robimy, w jakim celu i jak to się może skończyć. Gospodarka nakazowa (a taką prowadzą rządy przy udziale kontr rządzących banków centralnych) jest prowadzona przy niepełnych danych (dlatego tak masowo wdrażana jest sprawozdawczość, która nic nie da bo zbiór jest zbyt dynamiczny) i ujawnia zmiany dominujących sposobów ustalania przestrzeni transakcyjnej wobec posysania zasobów w trybie nakazowym, który ma taki hamulec że oparty jest na płatności w miarę uniwersalną walutą i takie przyspieszniki jak inflację, fiskalizm, sprawozdawczość i obiecanki. Ponieważ w celu utrzymania władzy (zdolności nakazowej) trzeba zapewnić bardzo dużo różnej ciepłej wody w kranie i to też pożera zasoby dość szybko dochodzimy do sytuacji w której wybieramy sobie nakazujących z korpo, którzy płacą lepiej, ponieważ ich część tortu jakoś tak łaski dobrobytu doświadcza nieco bardziej i to im antyszambrujemy pragnąc wysłać dobra & usługi lepszej spodziewając się zapłaty. Oczywiście nim wykluczamy się wtedy ze sprawozdawczości czy fiskalizmu, a łykamy inne obiecanki bez pokrycia, a doskwiera nam deflacja bo ceny w korporze właściwie się nie zmieniają – antyszambruje zbyt wielu chętnych (a przecież nei dlatego że Babilon taki kochany, tylko dlatego że w gospodarce z ludem i tego ludu państwem paru klepek od dawna brakuje). No i na sam koniec mamy własne gospodarcze potrzeby gdzie nikomu z niczego się tłumaczyć nie trzeba (najwyżej przed samym sobą trapiąc się skutecznością tej gospodarki:

“Kto i bawić się umiał i nie bał się myśleć,
Temu starość niestraszna pod lipowym liściem.
Miło dumać wśród brzęku pszczół nad bytowaniem –
Czy się zboża wykłoszą, a czy kuśka stanie!”

) i te właśnie potrzeby w pewnym momencie zaczynają z powodu gospodarczej bezskuteczności korporacji państwowej czy takiej zwykłej merkantylistycznej dominować naszą aktywność, bo jeśli w produkcie jest zbyt wiele opłat, obiecanek, fiskalizmu i sprawozdawczości oraz inflacji opakowania na mniejsze to ja sobie zrobię sam lepsze i o rzędy wielkości tańsze. Jednak większość dwunogów jest zbyt spatologizowana aby od kieratu odejść i swój własny kręcić gdyż nie potrafi odtworzyć struktur, w których ktokolwiek by od nich chciał tego co robią (bo gównopraca sędziego, żołnierza, policjanta czy komornika nie jest nikomu w gospodarce potrzebna i na sędziów wyrzekano już sześc wieków temu że przekupne co bardzo gospodarstwom szkodzi tak jak lichwa i pijaństwo). Zagwarantować trzeba sobie wszystko samemu i ludzie przytomni to robią nieprzytomnych nawet o tych kwestiach nie informując, natomiast nieprzytomni doskonale zdają sobie sprawę że sami sobie nic skutecznie obiecać nie mogą i głupich szukają aby im co darmo dali. Za każdym razem jednak gdy wykluczamy się z tych pańszczyzn przez okupantów nam narzuconych, i to nie wykluczamy się całkiem, a po prostu wykręcamy się od pomniejszych nakazów gdy szansa iż zostaną wyegzekwowane jest mizerna to ten aparat słabnie i coraz słabiej nam coś morze narzucać bo ani o naszym gospodarowaniu nie wie, ani o tym że ich waluty nie używamy w tym gospodarowaniu poza coraz węższym stykiem wyciągając w ten sposób kolejne przedsiębiorstwa z systemu fiskalnego, bo jeśli dominujący odbiorca paragonu nie chce to właściwie na czorta nam kasa fiskalna i rejestrowanie przedsiębiorstwa? Tak kwitną po szopach firmy niezarejestrowane na gestapo, a coraz częściej z szyldem. A te zarejestrowane popadają w likwidacje gdyż celem prowadzenia działalności jest zysk i gdy go nie ma wszyscy lecą na trawę. Również te prole które to miały mieć z własnych podatków gwarantowane ubi. Co z automatu powoduje że dodruk waluty będzie bezskuteczny bo głębsze szarości strefy nawet od waluty odchodzą na rzecz pieniądza.

To czy możecie w takiej gospodarce funkcjonować (tej szarej, obecnie dominującej) zależy wyłącznie od tego czy Wasze decyzje dodają wartość do sumy gry. Nie jest więc tam tak wcale trudno wejść choćby i aparatowi państwa – wystarczy coś dołożyć do puli i przytomni decydenci gromadzą złoto, a nie zastępy urzędników aby się do tego systemu rurek w razie jakiej awantury odwołać. Mamy całą masę dwunogów którzy są takimi patolami że dołożyć nie chcą, a nawet nie potrafią – nic nam po nich i żadni to nasi krewni aby się z nimi cackać szczególnie w sytuacji gdyby się uzłośliwiali. Bo gdy szara strefa ma rozwiązać jakiś problem to dysponuje jeszcze czarną, która przecież chętna i gotowa służyć – wystarczy co na stole położyć i oni tam od razu bijącym sercem państwa (na razie płaci im Babilon dając jakieś peryferyjne interesy na śmieciowych obrzeżach gospodarki – tak, śmieci i inny recykling jest dla grup przestępczych dysponujących aparatami przemocy bo czasem wysypiska muszą się palić, a śmieci na ulicach zalegać) mogą zostać wszelkie rozwydrzenie lecząc choćby i z paragrafu .45 – no ale proszę płacić. Jest jednak oczywistym że nic taka gospodarka z obietnic zrealizować nie może, ponieważ najniższe obietnice jakie zaakceptujecie są wyższe od Waszej własnej produktywności gdyż za każdym razem jak wytwarzamy nowy obszar obrotu, produkcji i usług to dokonujemy korekty wszystkich pozostałych obszarów względem tego nowego i bardzo wiele szczawiu kosztuje ajfon.
Wróćmy do poruszonej na początku spójności wymiany, stale dostarczamy coraz to nowych pól wymiany, ale też pewne odrzucamy z zakresu naszych zainteresowań (koła do dyliżansów nie chodzą w istotnym wolumenie, a armie nie zamawiają ostatnio wież oblężniczych i katapult). Całe sektory chemiczne, papiernicze, technologiczne (fotografia) wypadają z rynku i nic więcej ponad hobby po nich nie zostaje do zużycia się resursu urządzeń jakie stosowano. Tak samo skończyły kuźnie czy hodowle koni. Jeśli przyobiecamy komuś (zagwarantujemy – niech się poważniej nazywa) prawa ciągnienia to ich spójne przeliczenie w proporcjach do produktów & usług jakich nie było wcześniej sprawi, że kawałek tortu o takim samym rozmiarze jest coraz mniejszą częścią całości “tortu”. Im produktywniej pieczemy chleb tym mniej osób jest zaangażowanych w jego produkcję, wyłącznie w zakresach gdzie jeszcze nie udało się podaży pierwotnej zmechanizować (czyli samego dołu wytwórczości) jest odwrotnie tylko do momentu, w którym mechanizacja i później automatyzacja procesów w jakimś zakresie będzie skuteczna – IT jest taką branżą gdzie nieprzytomnie wiele czynności realizowanych jest ręcznie tylko dlatego że prol jest dość tani względem przytomnych potrzeb (jest nawet tak tani że realizowane są te nieprzytomne wodotryski, ale objaw “wybierz najważniejsze zadania z listy priorytetów” jest zapewne znany powszechnie jako kolejne zawężenia chciejstwa do możliwości). Od razu prowadzi nas to do niecnych podejrzeń że ten dochód gwarantowany ma podobną właściwość do mitycznej “wolności finansowej” takiego choćby jak rentierstwo czy inne mokre sny o dochodzie pasywnym. Ona nawet nie jest podobna – ona jest tożsama i ma bezpośrednie przełożenie na system finansowy który na tym właśnie miał bazować. Od strony technicznej wygląda to tak, że rozliczające się między sobą przedsiębiorstwa operują I/O w cyklu gospodarczym około 1/3 wolumenu podaży dóbr. Ten cykl dla uprawy to sezon wegetacyjny (przyjmijmy rok, ale jedną grupą maszyn można prowadzić wiele upraw równolegle tnąc koszty), dla hodowli to czas od sknurzenia lochy przez wyprosiaczkowanie do skiełbaszenia (bywa i kilka lat), dla wydobycia okres od badań, odwiertów to uzyskania surowca na wyjściu (nawet do 30 lat), i tak dalej dla huty, stalowni, stoczni, budowy dróg, mostów, Wieży Babel. Ponieważ te cykle są różne obsługują to różne banki specjalizujące się w utrapieniach danego gatunku klientów, ich dostawców oraz ich odbiorców. Złem koniecznym dla banku jest obsługa pracowników tych firm i kontraktorów (dawniej zajmowały się tym kasy zakładowe). Marże w gospodarce są o wiele wyższe (z powodu ryzyka) niż w finansach, ale w finansach udało się dokonać istotnej konsolidacji (nie ma dziś pięciu konkurujących realnie banków w każdym 40 tysięcznym miasteczku – dobrze jak są trzy na krainę i o konkurencji można zapomnieć) i w wyniku tej konsolidacji w ogóle banki zauważamy w rozrachunku bo przy 3% marży z 1/3 podaży w cyklu (a weźmy sobie takie Niedorzecze będące gospodarką rolną z marginalnym rzemiosłem i śladowym przemysłem) to bank musi obsługiwać setkę firm aby równać się wynikiem finansowym z przeciętną firmą jaką obsługuje, ale bank akumuluje o przynajmniej rząd wielkości mniejsze ryzyko, a jeśli firmy jakie obsługuje są szeroko dywersyfikowane to nawet dwa rzędy co wprost pozwala przewidywać stan zasobów w następnym, uśrednionym cyklu wytwórczym z dokładnością nawet do +/-30% w dłuższej perspektywie (rocznej – przyjmijmy cykl agrarny dla równiny środkowoeuropejskiej) i na giełdzie obsuwy dominującego indeksu o ponad 30% z okazji złej koniunktury raczej nie ma co oczekiwać. Przy tysiącu przedsiębiorstw granica ta jest istotnie przesuwana, a w przypadku wpakowania 90% “obrotu” (dziś to suma I/O – nijak nie odzwierciedla kapitału obrotowego firmy gdyż nie uwzględnia cyklu konwersji gotówki – CCC) i dołożeniu opodatkowanych na 90% wypłat dla pracowników moc zbioru przedsiębiorstw wprost równa się sile finansowej banku (dlatego przedsiębiorstwa niedające się sfiskalizować tak spędzają sen z powiek włodarzom bo one ujawniają ten lewar x100 jaki wytwarza okupacja nawet jeśli 2/3 konsumowane jest na zbędne omijanie biurwy – takie przedsiębiorstwa mają rzeczywistą zdolność kredytowania gospodarki i wytwarzania inwestycji, zdobywają tę zdolność błyskawicznie w dwa cykle). Jednakże w gospodarce gdzie jest mniej długich cykli (górnictwo, leśnictwo, rolnictwo – fizjokratyzm), a więcej handlu, przetwórstwa, produkcji (merkantylizm) i nawet odrobina kapitalistycznego kremu na górze to cykl zbliża się dla takiej gospodarki do sześciu tygodni (realnie może 10) i w połączeniu z hamulcowym ogonem banki obsługujące taki zbiór mają siłę relatywną 3-4 krotnie większą od tych z gospodarki rolniczej (są wyżej w podziale pracy), a co za tym idzie mogą częściej dokonywać korekt swoich przewidywań, adaptować sytuację i wypłaszczać szarpnięcia wykresu eliminując w porę toksyczne przedsiębiorstwa z obsługiwanej puli.
Oczywiście odpisane tak z listy przedsiębiorstwa mają pracowników którzy lądują na trawie, maszyny które trzeba natychmiast zbyć lepszym od siebie, uwolnione lokale etc i kolektywiści mogą sobie roić że koszt utrzymania tej firmy przy życiu (animowania jako zombiego) był niższy od sumy kosztów społecznych, ale! Ale przecież to pracownicy, dostawcy i odbiorcy są winni temu że brali udział w hucpie i brakło im cohones aby rzucić grabki w nierentownym przedsiębiorstwie wznosząc okrzyk “koniec marnotrawstwu mojej pracy!” znajdując sobie inną, a nawet oferując to samo zrobione lepiej, taniej, szybciej. Oczywiście komuchokolektywiści chcą ten koszt rozłożyć “na wszystkich”, a konkretnie na dopłacających do nich odbiorców i dostawców, a nawet śnią im się dotacje. Bo komuch grabek nie rzuci – łun się przecież narobił i reszta ma ten jego chleb z cementu żreć. Kłopot w tym że banki mają tyle siły z innych przedsiębiorstw aby takie igraszki pozamiatać pod dywan i pod presją polityczną, ustrojową, biurokratyczną animować zombiaki. Różnica pomiędzy wykresem wyników takiego banku rozejdzie się jednak z wykresami innych i firmy zaczną migrować do banków oferujących lepszych kontrahentów (kredytując wymianę – wytwarzając płacidło wewnętrzne rozliczane w ramach danego banku czy to banknotami danego banku dawniej czy obrachunkowym środkiem wewnętrznym z silnym filtrem migracji rozrachunku do innego banku co widzimy w przelewach międzynarodowych obecnie, a dawniej pomiędzy bankami, a znam miejsca gdzie to jeszcze między oddziałami poza unią bankową występuje w systemach uznawanych w innych krainach za historyczne tj giro). Oczywiście można przemocą wprowadzić monopol dostawcy usług bankowych (pośrednio oligopol jaki mamy, a docelowo rozliczenia bezpośrednio w banku centralnym), a następnie ujednolicić to na bloku kontynentalnym i wtedy nie będzie z czym wykresu porównywać, ale przecież wiele firm wypina się z łańcucha na tak wczesnym etapie i przeprowadzą tak rozliczne procesy samodzielnie kapitałem własnym konkurując z duszonymi na dwa razy po 90% (minus optymalizacje jednej dziewięćdziesiątki, czasem i drugiej) przedsiębiorstwami, że wykresy tych przedsiębiorstw rozjechałyby się gdybyśmy w ogóle mieli wgląd w te z szarej strefy. Jak mamy własne to mamy wgląd i coś tam o funkcjonowaniu folwarków wiemy. Istnieje więc mtm i tutaj cała sprawa z tym co nam może monopol zagwarantować jest jasna – asymptotę do zera. Bo chociaż fiskalna czarna dziura nie świeci to jakoś jej jednak masy podatkowej ubywa, a śladu po tym żadnego gdyż informacje na horyzoncie zdarzeń diabli biorą. Obrazowo podpowiem że przedsiębiorstwo produkcyjne potrafi się wewnętrznie sklonować parkiem maszynowym & kompetencjami, a potem wyekskludować samo z siebie do jakiego garażu to czego byś w nim nie powinno i tym sposobem gdzieś istnieje równoległy ciąg technologiczny (oczywiście tylko tych elementów które dają lepsze zwroty przy niższym nakładzie) bazujący na wsadzie, który sprytnie rozpisywano od pradziejów jako odpad technologiczny. Zjawisko to ma miejsce we wszystkich gospodarkach gdzie fiskalizm i opresja państwa zerwała się z łańcucha, a że ryba od ogona się nie psuje to czasem wychodzą kwiatki ze zdublowanymi numerami pojazdu na gąsienicach w jak najściślejszym rozrachunku pagonowych, gdzie okazuje się iż na placu stoi nie tylko więcej maszyn niż jest na stanie, ale więcej niż kiedykolwiek wyprodukowano – ot bałagan. Przy tym nasze dublowanie firm “garażowych” na koszt korpory to szkolny psikus i sikanie do mleka. Bo ileż razy można zezłomować dźwig z tym samym numerem i ile ich funkcjonuje na jednym przeglądzie na jednym ubezpieczeniu?

Gwarantowanie dochodu sprowadzi się więc dość szybko do ciągnienia z pustoszejącego magazynu, a z tego magazynu gdzie będzie coś ciągnąć można wyłącznie jak z pewexu – za inne papierki, których nikt akurat nie zagwarantował chętnym. Nic to więc że zarabiamy coraz mniej, skoro wytwarzamy sobie z surowców coraz bardziej zaawansowane urządzenia służące nam wytwarzaniu rzeczy które sami sobie własnymi rękoma gwarantujemy i których z magazynu ciągnąć nie sposób bo wytwarzamy je dla siebie i we wspólnym gronie garażowych posiadaczy wymieniamy się rezultatami działania tych instalacji. A niektórzy z nas potrafią wymienić to z Babilonem na jakieś aktualne, ustrojowe płacidło.