Homo Pravus (1) – problem nieznany obcym cywilizacjom

Ostatni z trzech tekstów wprowadzających ogólnościami do kwestii praktycznych, jakie niebawem poruszę (kim jest szef, brygadzista, kierownik, pracownik i po co ich mamy w firmie, co mają przynieść i z czym wyjść).

Powierzenie jakiegokolwiek babilonu psychopacie skutkuje przemocą w miejscu pracy, utratą zatrudnienia, odpowiedzialnością prawną, utratą części wkładu przez udziałowców, marnowniem czasu zatrudnionych, obniżeniem rezultatów pracy, zwiększeniem obciążenia pracą, trudnymi warunkami pracy, spadkiem zadowolenia z pracy, degradacją CSR, zwiększoną rotacją personelu, nieobecnościami, konfliktowością miejsca pracy, kontrproduktywnymi zachowaniami w miejscu pracy. A mimo to największe instytucje, banki, kompanie wydobywcze, wojujące armie i wszystko co produktywne AKTYWNIE poszukuje ludzi “ciemnej triady” definiowanych jako narcystyczni, makiaweliczni, subkliniczni psychopaci.

 

Mimo?!

No właśnie dlatego ci ludzie są tacy cenni, bo nikt inny do tych zachowań koniecznych do zachowania istniejących zasobów i zdobycia nowych nie jest zdolny. Te wszystkie wymienione memy, cały ten memplex to są abstrakty, to zestaw doraźnych komend do przetrwania grupy w zastanych warunkach. Kiedy jednak warunki się zmieniają, to trzeba zmienić zestaw komend, zmienić podział pracy i wydusić z natury zasoby aby móc przemieścić się do następnych zasobów. Cały kłopot w tym, że grupy w danych warunkach wytwarzają system indoktrynacji zabezpieczający wydobywanie zasobów i ustalający zestaw zakazów odnośnie łamania tychże zasad. I mimo, że zasoby do wydobycia się kończą banda durniów dalej ryje ziemię szukając tam kopalin, uprawia pustynię i czeka manny z nieba. Naturalnym bezpiecznikiem jest więc osobnik, który memy owszem zna i memplexem umie się posługiwać, ale nie pozostaje w metabolicznych, warunkowanych przymusach stosowania się do niego – ma wytłumione dysonanse, co najczęściej opisujemy, że jest “zimnym, kalkulującym sukinsynem”. Ponieważ zasób jakim operuje taka osoba konwertująca memplex (mylnie brany za podstawę społeczeństwa, bo podstawą są zasoby), to sama struktura społeczna (sami ludzie) – to taka osoba najlepiej jeśli wszystkie kompetencje ma zapakowane w relacje międzyludzkie (czyli umie posługiwać się ludźmi jako narzędziem i strukturami społecznymi jako maszynami). Nie odnajdziemy w takiej osobie żadnych innych kompetencji (czyli nie tracił czasu na nic zbędnego), co często stawiane jest jako zarzut, tymczasem to zaleta specjalizacji.

Szlak kulturowy z Jerozolimy, przez Grecję, Rzym, Hamburg do Londynu jaki w pewnym okresie historycznym uważamy za przytomną część cywilizacji łacińskiej jest jedynym przypadkiem na planecie, jedyną kulturą w ogóle, która stworzyła definicje abstraktów na bazie urojeń, po czym określiła niestosowanie się do nich jako chorobę (patologię). Czyli odstępstwo od dobrostanu. Wszystkie inne cywilizacje modelowo stosują sukinsynów do prowadzenia wszelkich transformacji na zasobach, tymczasem “u nas”, odkąd KK nie poradził sobie z administracją (pomiędzy początkiem XV wieku a końcem XVII), rozprzestrzenia się straszliwa choroba, która mąci ludziom w głowach nazywając trzeźwo kalkulujących przestępców szaleńcami “co to mieli problemy w szkole i trudne dzieciństwo”. Nawet do przytomnego, teksańskiego prawa (które nawet w kwestii rytuałów takich jak otwieranie i zamykanie wrót sądu przy wydawaniu WS w pełni czerpało z logiki prawnej zlatynizowanych Polan – najpopularniejszej ówcześnie praktyki konsolidującej kilka różnych logik postępowania – imperium ma swoje bolączki) zaczęto w końcu wstrzykiwać jakieś brednie o tym, że ludzi chorych na głowę nie można karać tak jak pozostałych, a najlepiej to wcale. Po czym uznano, że pedały są normalne i niebawem będzie to obowiązkowe^^ – więc może lepiej wyjechać, zanim…

http://soc.culture.polish.narkive.com/RRwfI4rA/przychodzi-do-kgb-stary-izaak-mojsiejewicz

Na potrzeby tekstu przyjmijmy sobie HP (homo pravus) jako osobę, w której odkrywamy korelację cech niezbędnych do zarządzania zasobami mięsa (ludzi). Za te cechy uznajemy spostrzegawczość, spryt (ogólnie zebrane jako sigma w odniesieniu do intelektu), brak dysonansów w obliczu faktów (akceptacja rzeczywistości jaka jest, bez odnoszenia się do tego co by nam się roiło), trzeźwość w obliczu drgania pajęczyny społecznej (działań socjologicznych mających na celu zaburzyć działanie korelatora) i wysoką dynamikę biologiczną (witalną – dbanie o własną schedę biologiczną i zapewnienie jej zasobów – niewolników). Zimnokrwisty operator sieci społecznej: kłamca, manipulator, oszust. Jesteśmy jedyną cywilizacją, w której durnie szurają, że ci absolutnie niezbędni do przywracania bandzie durniów przytomności osobnicy są problemem – i dlatego najwyższy czas na zmierzch durniów z ich pomysłami.

Tekst będzie dotyczył przekształceń gospodarczych w obliczu konsolidacji zasobów, w szczególności przeprowadzania odpisów. Kultura w jakiej przyszło nam żyć jest dość specyficznym peryferium dawniej będącym źródłem pewnego rodzaju siły (przemysłowej), ale w wyniku serii ustępstw z faktycznej siły (polegającej na czynieniu sąsiadów słabszymi poprzez niszczenie ich zasobów) na rzecz abstraktów została zniszczona dokładnie w opisany w nawiasie sposób. Żyjemy na pogorzelisku dalej zajmując się abstraktami dla pięknoduchów, tymczasem sąsiedzi robią to wszystko inaczej – tak jak jeszcze pięć wieków temu robili Polanie w dorzeczu Warty i per procura Wisły przestawiając zasoby na znacznych odległościach aż do Moskwy. W jaki sposób dostarczacie pionków i jak się je przestawia będzie w kolejnych akapitach.

Czytelnicy z babilonów, będący tam dolnym lub średnim szczeblem maszyny mogą być zainteresowani tym, jak to się odbywa z góry nad nimi. Po korytarzach szklanych domów krążą różne pogłoski, mity i przewidywania odnośnie planów korelatora, sposobów dostosowania się i pozostania użytecznym dla łańcucha. Gdy jednak zaczynają latać tęczowe łabędzie i na horyzoncie pojawia się Wielkie Mnóstwo dóbr do zdobycia, to konieczne są konsolidacje, aby dotrzeć tam jak najszybciej i chapnąć przed innymi jak najwięcej biorąc udział w zwycięskim rabunku.

Zasobem jakim zarządzają wierchuszki są sami ludzie. Im wyżej w hierarchii, tym mniejsze znaczenie mają kompetencje twarde, a tym większe rozpoznawanie kompetencji w całych strukturach, jakie przywodzą inni operatorzy-manipulatorzy i dobieranie ich wysycenia w ramach dysponowanej atencji. I porzucanie tego, co by atencję przekraczało. Tak paraliżujemy organizmy polityczne i Urzędy – wrzucamy im kompetencje w takiej ilości i z takimi wymaganiami jakościowymi, jakich ogarnąć się nie da wcale, a już na pewno nie marnymi zasobami z samego dołu niedowładów komparatywnych. Bezpośrednio do samego korelatora najczęściej nie można się dostać, i najczęściej zostanie się odpartym w kilka minut. Jest cały system zabezpieczeń socjalnych chroniących HP przed marnowaniem atencji na błahostki. HP jest na tyle rzadki i istotny dla przetrwania grupy, że ludzie sami, automatycznie tworzą hierarchie wokół takich jednostek, które to potrafią się wzajemnie wyłowić ze społecznego szumu, konsolidować w grupy i przeprowadzać wielkoskalowe operacje mające na celu dobrostan wszystkich żyjących ludzi. Bo jakoś jest teraz ponad siedem miliardów? A Wy tutaj głodni & obdarci nie chodzicie po ulicach? To dzięki temu, że w Waszym bliższym lub dalszym otoczeniu są dobre duszki dbające o to, aby kurczaki pojawiały się w KFC. Wszelkie zaś protesty kurczaków są tłumione, aby nie burzyły Waszego spokoju ducha.

Rzućmy nawóz pod ten tekst, niech składa się z memów jakie obecnie funkcjonują w tej czy innej formie w naszej kulturze. Bezpieczeństwo – robimy to dla Twojego bezpieczeństwa, abyś nie czuł się zagrożony. Wolność – abyś czuł się nieograniczony. Wybór – miał poczucie decyzyjności. Zasady – aby inni nie włazili na Ciebie. Sprawiedliwość – aby wysiłek wiązał się z nagrodą. Pewność – aby winnych spotykała kara. Mogę takich bredni wymieniać wiele. W strukturze społecznej ponad egzodynamikami, którzy dokładają na wszystkich, poza statykami, którzy robią z tego coś użytecznego, są endostatycy. Gdzieś tam najczęściej rozbijają się marzenia, to endostatycy są twórcami i operatorami sformalizowanych, opartych na memplexach struktur społecznych – biurokracji, administracji, prawa, etyki, zasad, moralności – cokolwiek. Są przydatni tak długo jak zasilanie pozwala na tę rozrzutność energetyczną. Tę rozrzutność po mapie memplexu dość łatwo prześledzić. Narysujmy sobie linię łączącą dwa punkty. Dla uproszczenia w dwuwymiarowej przestrzeni, choć w rzeczywistości jest ich multum. Przyjmijmy sobie, że ta linia łączy nam złoża paliw i metali z ekspansją terytorialną (na początek w tereny niezamieszkałe, głębiny, z czasem w górę). Ta ekspansja jest tam dlatego, że są tam złoża (węglowodorów, utleniaczy i metali), więc poruszamy się w funkcji czasu po złożach, które rozpraszamy aby uzyskać zdolność przesunięcia się w przestrzeni do następnego źródła zasobów pozwalających na dalsze przesuwanie się w przestrzeni. Jeśli zabrniemy w jakiś punkt, z którego jest zbyt daleko do następnych zasobów i obecnych w danym miejscu nie starczy to leżymy. Dlatego to HP kierują nas w stronę Wielkiego Mnóstwa zasobów, a nie w żadną inną i dbają o to, abyśmy nie marnowali ich na nic innego niż podróż do następnych. Każdy kto się zatrzyma staje się dla innej struktury HP zasobem i zostaje pożarty. Indianie nie zdążyli w porę się uzbroić i cywilizacja miłosierdzia urządziła im taki PGR, że pozostało ich oglądać w rezerwatach jak inne zwierzęta. Bo dominacja decyduje o człowieczeństwie, decydowanie o zasobach (o ludziach) czyni człowiekiem, bycie poddanym to zezwierzęcenie i wynikłe z tego ciągnięcie wozu Pana-Człowieka.

Ta linia jaką narysowaliśmy jest odchylana przez przeróżne grupy interesów kradnące nam nasze zasoby (moje! moje! moje!) na jakieś własne cele. A to jedne czuby sobie wymyślą, że są tak ważnym zasobem, że nie powinni ginąć w kopalniach i wydają na “bezpieczeństwo” (i może się to okazać zasadne obrachunkowo, ponieważ produkcja przytomnych ryli, co nie zawalają sobie stempli & szalunku na łby grzebiąc cenne maszyny może być wyjątkowo droga, a specjalizacja możliwa jedynie do przekazania w ramach kształcenia cechowego). A to inne, że trzeba składać ofiary bogom. Jakiejkolwiek durnoty byśmy jednak nie wymyślili, to PSIM codziennie składa sobie w głowie CFROI i według tego tworzy układ dynamiczny dalszych przekształceń, w którym C – walutą jest zasób dostarczany z obiektu loco (mnożnik zazwyczaj mniejszy od 1) zapotrzebowania na niego, F – jego faktyczne przemieszczenie, a reszta jest normalnie. Ten przelicznik jest niezmienny między ustrojowo i nawet dla ustroju feudalnego czy niewolniczego jest funkcją przydzielenia innych środków dysponowanych w układzie. I to jest właśnie chruszczówka o jakiej będzie od mówione dalej.

Tymczasem nasza linia jest odchylana i droga przenoszenia się z zasobu na zasób okazuje się coraz dłuższa, wydłużają się łańcuchy, linie zaopatrzeniowe. W takim układzie jest coraz więcej należymisiów, układów, wziątków, opłat i przymusów, które mają coraz mniej związku z rozrachunkiem celowym (pozyskania zasobu), a coraz więcej ze zwyczajnym rozkradaniem zasobu przy jak największym ograniczaniu wysiłku własnego. Byłoby prościej, gdyby zasoby były obiektywnie wymienialne, ale nie są i dlatego trzeba sukinsynów, którzy odgadną nie tylko przyszłe potrzeby jakie powstaną w wyniku podłości tego świata, ale również te wynikłe z oczekiwań ludzi, którzy jakiś zasób będą mieli pod kontrolą i wytworzą przeszkody podnoszące koszt odebrania go inaczej niż w wyniku jakiej wymiany. Zdarza się, że do takiego systemu zaopatrzenia wpadnie ktoś, kto przyjął jakieś normy i według nich postępuje. Pomyślicie sobie zapewne, że to bardzo fajnie aby w imieniu ludu uciskanego rządził dobroduszny władca mający zasady i przestrzegający abstraktów. Nie ma dla ludzi straszliwszego piekła niż usztywniony zasadami umysł, któremu oddadzą się pod rozkazy. Jeśli wyobrażacie sobie, że pod władzą subklinicznego psychopaty w cieniu mobbingu, bezprawia, nadużyć, manipulacji i kłamstw jest źle, to zapewniam Was, że niezapanowanie nad endostatykami tworzącymi biurokrację (w wyniku zaistnienia sprzężenia zwrotnego z biurwą na mempleksie władcy) jest kataklizmem na skalę biblijną. Głód w Chinach i Kambodży to były dwa takie przypadki z ostatniego wieku. W obu przypadkach chodziło o zintensyfikowanie rolnictwa w sieci raportowania bezalternatywnego, gdzie próbowano dostosować rzeczywistość do raportów i wysyłano więcej niż zebrano. Nie było więc nadwyżki na karmienie pracowników i zasiewy, jak i rezerw z lat poprzednich. Zbiory sprzedawano po lichym $ds, również ze względu na loco i liczono na to, że kupi się za to przemysł, aby dokonać skoku jakościowego. W Chinach zdążyli oprzytomnieć i durniów u władzy się pozbyć (bo mają tysiące lat praktyki), w Kambodży nie. Mamy teraz takiego Powerpointa, który chce uprzemysławiać kraj sprzedając co się da. Przyszłe dochody jeszcze nienarodzonych niewolników, którym od urodzenia trzeba będzie pozabierać paszporty, żeby nie pouciekali z kraju. I tutaj ujawnia nam się pewna kwestia, którą udaje się badać w warunkach klinicznych: z punktu widzenia wysoko funkcjonujących (jaka piękna nazwa na obsługę wyjątku od abstrakcyjnego niedoboru dobrostanu zwanego chorobą) subklicznicznych (czyli jednak nie chorych^^) blablacośtampatów (bo się komuś nie spodobali) obsługa banku pamięci, wspomnień, marzeń i planów na wakacje jest nieistotna, ich jedyny wzbudzony ośrodek pamięci, to taki zgodny z obecnym stanem faktycznym, a inne są uwalniane aby odzyskać zasoby. Dość powszechnie spotykaną cechą u tych ludzi są niskie potrzeby własne (właściwie niewykraczające poza utrzymanie konwenansu społecznego oczekiwanego w danym układzie). Nie jest to skromność wynikająca z wyboru , u tych ludzi przestrzeń niesłużąca ich działaniom nie wymaga poświęcania jakichkolwiek zasobów. Dlatego legendy o skromnym życiu ludzi sprawujących rzeczywistą władzę nad egzystencją ludów nie są przesadzone, one wynikają z braku jakiejkolwiek ekscytacji takimi detalami. Jeśli jednak przepych wzbudza podwładnych i da się to wykorzystać do sterowania – natychmiast zostaną przydzielone zasoby na ten cel i wyznaczony ktoś, kto zapewni wysokie słupki w rezultatach operowania przepychem w tymże celu. Gnom był jednak w tej kwestii upierdliwy, ponieważ w swojej sieci inicjował aby i inni się tak zachowywali – dlatego tak trudno dobrać HP na stanowisko, ciągle trafiają się jacyś patole wysyłający czarne wołgi do realizacji swoich odchyleń.

Dysponujemy pierwszorzędnym mechanizmem selekcji – samicami. Zachowania godowe wskazują, że nawet przy świadomości, że zadają się z zimnym, przytomnym sukinsynem (do tego wykazującym zestaw cech opisywanych w naszej kulturze jako “sexual predator”) i tak wybierają zimnych, przytomnych sukinsynów nad zideologizowanych odbijających piłeczkę w przeróżne memy. Dlatego samice wychowują dzieci przytomnych z użyciem nieprzytomnych opiekunów – to też jeden ze sposób wyzysku jaki stosuje człowiek przebiegły wobec pozostałych.

 

Gra w bambuko

To taka gra bez zasad, które narzucamy tworząc obiektywne przymusy zapotrzebowania wynikające z deficytu zasobu (często czasu potrzebnego do zbilansowania stanów magazynowych z potrzebami), manipulując zasobami tak, aby w grze o nieznanej sumie obiektywnej w każdym interwale czasowym móc przeprowadzić zamknięcie w przewadze obiektywnej nad nieznanym przeciwnikiem. Dla każdego normalnego człowieka to powinno brzmieć jak opar absurdu. A jednak prowadzimy tę grę w przewidywanie ruchów innych i odgadywanie ich życzeń aby dostarczyć im zasobów, gdy tylko odkryją możliwość realizowania swoich celów i przekierowywania zasobów. Ta lawina zasobów jest pokonywana pod górę, gdy gra ma sumę dodatnią i liczba zasobów rośnie, ale też gdy gra ma sumę ujemną i liczba zasobów spada – po prostu trzeba szybciej przebierać łapkami i spadać wolniej niż reszta.

W społeczności oddanej memom puszczamy do każdego w naszym otoczeniu sieciowym piłeczkę i patrzymy jak odbija. Im wyższe stresory na testowanym zakresie, tym sztywniejsza odpowiedź. Właściwie nie zdarza się, aby w populacji trafiały się osoby nie mające uwarunkowanej odpowiedzi automatycznej na indoktrynowane zapytania. Warunkowanie z niektórych sieci jest na tyle silne, że rozpoznawane nawet poza zakresem operowania danego korelatora. Przykładem są propagandowe filmy o zachowaniu wobec stróżów porządku w USA, UK, Australii, ale czy kiedykolwiek widzieliście film o tym jak zachowuje się policja w Chinach? jakie są ich procedury? jak się należy zachować? jak się nazywa chiński wywiad cywilny, a jak wojskowy? Ciekawe, największa populacja na planecie, a nic nam nie wciskają. Na dole lemingi przeżywają takie dysonanse jak: “trzeba mieć pracę/etat”, “trzeba pracować”, trzeba to, trzeba tamto. A na uchylającego się na pewno czyha jakiś strażnik ze stresorem. W nadziei, że strażnik rozkazy wykonuje “bo tak trzeba”, i że mu te rozkazy wydano, i że to są na pewno te, które zna leming znając “prawdę obiektywną”.

Im wyżej w dostępie do zasobów wejdziemy tym mniej w rzeczywistości wiemy o czymkolwiek, a swoboda ruchów jest blokowana przytomnością efektorów, którzy pięć razy przemyślą zastosowanie czegokolwiek przeciwko dysponentom zasobów w ich rozgrywkach (między innymi dlatego, że efektorzy ryzykują całym swoim stanem posiadania, w tym witalnym). Tym więcej dany poziom ma zasobów w dyspozycji, im więcej sam włożył. Z uwagi zaś na to, że większość ludzi nic nie ma, to można im wszystko odebrać z taką łatwością, z jaką dzieciom zabiera się lizaki a jednostki które w ogóle cokolwiek posiadają, i to jeszcze coś takiego co można zastosować w sytuacji dynamicznej (choćby wolny kapitał – prawa ciągnienia), muszą ciągle dokładać mocy korelującej aby stan posiadania w otoczeniu w którym giną lizaki utrzymać. Dlatego jawne konflikty o skali większej, niż marginalna praktycznie nie występują, a na niejawne wystarczy dość niski poziom ochrony, choć w wielu warstwach. Niski poziom czyli niskie wydatki = małe tarcie wymagające ochrony stanu dysponowanych zasobów. Ponieważ posiadanie jakichkolwiek zasobów w dyspozycji wymaga tym większych wydatków, im większa elastyczność i koncentracja tych zasobów – dla kapitału nazywamy to zazwyczaj inflacją. Na poziomie, gdzie są zasoby i ktoś w ogóle ma rozumu na tyle, żeby wiedzieć iż mempleks służy wyłącznie kontroli możemy oczywiście uzyskać odbicie piłeczki – tylko że nic nam to o niczym nie mówi. Dlatego nie gra się na tym poziomie w takie kulki.

Ten brak wiedzy o prawdzie lub fałszu w odbitej piłeczce, to brak wiedzy o stanie zasobów jakie kontrolujemy per procura. Już na poziomie średniego przedsiębiorstwa wiedza szefa o stanie finansów jest spóźniona i taka sobie w najlepszym wypadku, a w najgorszym jest ona żadna do momentu kiedy się dowiaduje o braku zasobów („Jak stoimy z planem Dudała? Prawdę mi mów! – A kto to może wiedzieć panie dyrektorze ”).

Dlatego elementem C (walutą) w tym poziomie jest już zaufanie bazujące na danych historycznych (ich zbieżności z rzeczywistością) jako F (przepływ zgodności raportów z faktami). Z punktu widzenia szefa bardzo często (w szczególności jeśli prowadziliście fintech) dochodzi do sytuacji, w których giną wzbudzające sumy i właściwie nie ma wewnętrznych środków technicznych aby prowadzić skrutynium, a zewnętrzne narażają na ryzyko odpalenia mempleksu u sygnalistów. Jest to element tarcia i trzeba zarabiać pod to, a to oznacza że większość przedsięwzięć gdzie nie ma racjonalnego do implementacji aparatu kontroli, a użycie stresorów niszczących w celu odpalenia memu o czystkach w przypadku “bycia zbyt blisko złego miejsca w złym czasie” (bycie zamieszanym) wymaga absolutnie i bezwzględnie CFROI >1 przy WDR 1 (Work Day Ratio). Objaśniam, że oznacza to przy interwale dnia roboczego cashflow musi przekraczać skumulowany wsad inwestycyjny. To bardzo dużo, ale są takie przedsięwzięcia i ich dynamika lokalna błyskawicznie rozsadza powiązane struktury o innym interwale. Nie da się długotrwale w dużej skali prowadzić takiej dynamiki (ktoś w końcu odpali kornerowanie), dlatego rosnący biznes zwalnia do coraz większych interwałów, a z tego wynika coraz rzadsze i fragmentaryczne raportowanie, co w rezultacie prowadzi do sytuacji, w której to biurwa średniego szczebla, a nie szef jest rzeczywistym rządcą w firmie. Czyli Pani Basia rządzi na Nowogrodzkiej, a prezes to figurant od podpisów (???).

Z powyższego wynika limit przyznawanego zaufania (kredytu) do wysokości aktualnie wypracowanych środków (historycznie) przez dany element sieci. Z tym, że nie zawsze mamy wybór (jesteśmy w przymusie) i często oczekujemy usług, które akurat nie sztymują z mempleksem panującym w okolicy. Wtedy szukamy lewara motywacyjnego i zazwyczaj od razu pozna się HP z HP, że chętnie popracują ze sobą na danym odcinku przez czas wynikły z dynamiki charakterów ze względu na chwilowo znakomicie uzupełniające się zasoby, na które żadne z zainteresowanych nie ma kompetencji i chęci ekspandować. Kwestie tego kto udziela kredytu i na jakich warunkach nazywamy wpływami. O ile w małej skali da się to kontrolować bezpośrednio, to w większej wyłącznie per procura poprzez równie godnych zaufania sukinsynów co sam korelator, dlatego konsolidacja tych grup jest dziedziczna i trwa aż do wymarcia osnowy ją tworzącej (tak funkcjonują wszystkie społeczności, gdzie istnieje pojęcie elity władzy zapewniającej ponadpokoleniową kontynuację). O ile wpływy są dość proste do zrozumienia w kwestii udziałów w spółkach, czy nawet w partiach politycznych, o tyle wytwarzają one pewien stan masowy u operujących stresorami. Ten stan jest indukowany i nazywamy go ogólną sumą gry – jest ona albo ujemna, albo dodatnia = jest wojna lub pokój. Jest to bardzo poważny problem w zarządzaniu, ponieważ implikuje on masowe zachowania wszystkich osobników. Wystarczy, że poczują krew i mempleks zostaje natychmiastowo zmieniony zgodnie z opisanymi w poprzednich tekstach zachowaniami w trakcie konfliktu (w tym zmiany metaboliczne całej gromady). Dlatego tak ostrożnie korelatory używają wszelkich środków niszczących i dlatego aparaty niszczące wraz ze zdolnością decyzyjną ich użycia pozostawiają innym, starym, wysoko postawionym HP, ponieważ tacy nie będą się w sytuacji gry o sumie dodatniej stosować do rozkazów formalnych, tylko zastanowią się co wiedzą o stanie rzeczywistości, i czy dostaną nowe zasoby jak wyprztykają się z posiadanych, czy też dostaną ostrzeżenie w potylicę od strażników pilnujących strażników. Ci ludzie są w pełni świadomi, że nie wiedzą kto, po co i przeciwko komu wydał rozkaz użycia środków i dlatego bezpośrednio znają się z tym, co ma czerwony guzik – o tak żeby mieć w ogóle szansę się domyślać, co autor miał na myśli. Dlatego pierwszym symptomem zmiany sumy gry na ujemną we wszelkich aspektach jest zmiana starych HP na kontrasygnujących przesunięcia & logistykę, natomiast do operowania ogniem & mieczem przydziela się młodą kadrę indoktrynowaną mempleksem przygotowanym na wypadek W. No ale rzeczywistość polityczna wymaga czasem aby zastosować środki typowe dla „W” w czasie „P” – na przykład strzelać do demonstrantów, zaciukać przeciwników politycznych czy dokonać jakiej gorszącej prowokacji. Lemingom się wydaje, że to taka prosta sprawa, że od tego są jakieś tam “służby specjalne” i to wszystko zrobią. Jest inaczej. Przede wszystkim taki aparat musi mieć przydzielone zasoby, w tym zasoby na przykrywkę w ramach formalnego, przynależnego do mempleksu na wypadek „P”, ośrodka mającego miejsce w strukturach i musi wysyłać prawidłowe raporty. Jest z tym pewna upierdliwość, kiedy w czasie wyrywkowych kontroli w przeróżnych bigdata zostają zebrane informacje o przemieszczeniach w miejscach niezbieżnych z raportowanymi, a to dlatego że procedury są oparte o sformalizowane zachowania mające oparcie w zapisie prawnym, z czego wynika, że jednostek nie będących w ramach prawa po prostu nie ma. A z przyczyn politycznych nieznani sprawcy jak najbardziej muszą istnieć i byle czego nie jedzą. Nie mogą też działać w ramach rozkazów wydanych na piśmie ponieważ nie istnieje pozaformalny obrót formalny i działalność taka jest w ramach pojęcia prawa przestępcza, nawet w sytuacji kiedy taką jednostkę sformowano w soviecie na potrzeby politbiura. W Polsce też taka była, a ponieważ formalnie jej nie sformowano, to też nikt nigdy nie kazał nieistniejącego sztandaru wyprowadzić. Jej nieistnienie jest wyższą formą istnienia. Dajmy jednak pokój polityce. Taki aparat z przyczyn obiektywnych musi istnieć w każdym kombinacie, hucie, koncernie przemysłowym, banku czy administracji budynków. Po prostu jest zestaw czynności, które jakoś są wykluczone w prawie, a które zrobić trzeba, bo inaczej to wszystko nie działa. I nie chodzi o to, że trzeba komuś dać w ryja, tylko o to, że czasem nie istnieje nikt uprawniony zdolny wykonać jakąś czynność przy racjonalnej gospodarce zasobami. Co oznacza najczęściej, że korelator musi sam się wybrać w plener i pogwałcić normy. Na przykład ktoś Ci zostawi pojazd serwisowy w kombinacie i zablokuje ruch drugiej zmianie, a ponieważ pracował do szesnastej to nie ma nikogo uprawnionego do usunięcia przeszkody. I co więcej, nikt nie umie tym jeździć, a w przypadku szkód nikt nie dysponuje środkami na pokrycie. Ktoś kto ma cohones i ma czym płacić za szkody musi więc dopuścić się włamania do pojazdu, jego nieuprawnionego uruchomienia i przesunięcia w jakieś rozsądne miejsce, ponieważ procedura formalna zajmie więcej czasu (i do tego czasu mamy przestój w kombinacie), niż powrót operatora maszyny rano przy kawie (a jak poszedł na urlop czy zachorował, to dopiero jest śmiesznie). Żaden człowiek stosujący się do przepisów kodeksowych nie dopuści się oczywiście wyżej wymienionego czynu. Przecież nie wolno, a do tego jakie stresory nad nim wiszą. Ktoś jednak musi aby słupki za dany dzień trzymały poziom w pionie (też stresor), więc wychodzi na to, że trzeba dopuścić się szeregu niegodziwości. Jeśli przy okazji pod koła wpadnie behapowiec-związkowiec, to jest to wyłącznie zbieg zdarzeń^^.

Jak więc utrzymać kontrolę nad zasobem niszczącym w czasie „P”, nad którym nie istnieje kontrola formalna, którego jedynym zaczepieniem sterującym jest ich dowódca (a wasal mojego wasala nie jest moim wasalem i mnie nie posłucha)? Do tego nadaje się typ, z przyczyn obiektywnych nieaspirujący do pięcia się wyżej, więc jemu tam żadna różnica kto jest batiuszką, byle codziennie rano była bułka z masłem i sól do śledzia? No i dlatego takich formacji utrzymuje się po kilka w konflikcie kompetencyjnym (overlaping), a i tak najczęstszą przyczyną śmierci z przyczyn naturalnych dla polityka jest własny szef ochrony. Utrzymywanie takich kwestii w ruchu jest sporym wyzwaniem już od poziomu szczebla kontrolującego średnie podmioty w babilonach. Nie ma w naturze takiego zwierzęcia jak przemysł ciężki niedysponującymi własną strażą przemysłową z ukrytymi, nieformalnymi jednostkami wykonawczymi. Co oczywiście może bulwersować ludzi prawych i uczciwych mających nadzieję, że wszyscy inni są tak samo naiwni.

 

Cel gry – wyprostować linię

Łatwo powiedzieć, ale aby to wykonać należy rozśrodkować zasoby, scalić je w pionie i w pewnym momencie rozpocząć demontaż i przemieszczanie zasobów wartych przemieszczenia ze starego źródła do nowego. To zazwyczaj dość krytyczny moment, kiedy wszystko zawieszone jest w powietrzu i utrzymywane dobrymi chęciami i dlatego gospodarkę przebudowujemy po kawałku kombinując jak tu podpuścić najefektywniejsze zasoby ludzkie do porzucenia habitatów i unowocześniania najbardziej zapyziałych, płytko występujących zasobów w średnio dostępnych geografiach (do trudnych jeszcze się nie pchamy, bo brak nam technologii). Obiektywnie to jest najefektywniejsze ekonomicznie, ale przymuszenie ludzi do takiej koncentracji zasobów wymaga użycia sigm, które zajmą się konsolidacją w miejscu z którego rzucamy most i już nie pójdą na drugą stronę jako desant. Przy okazji jeszcze nam w ciągu ostatniego półwiecza trafiła się elektronika i niektóre gospodarki (japońska) najpierw dostały febry (chcieli zabronić rozwoju elektroniki i dowalić karne podatki na to), a w końcu się skonwertowali w tym kierunku nie żałując sobie jednak i w przemyśle ciężkim. Teraz mają taki głód na populację i tak pogmatwany mempleks, że zakończy się to ich wymarciem i podbojem (zapewne przez zsinizowanie, bo na jakąś imigrację się zgodzą i dostaną taką jakiej by nie chcieli).

Prostowanie linii jest jednak niezwykle trudne właśnie z powodu przykładanego do lemingów sterowania. Powiedzmy taki górnik, wykształcony na górnika syn i wnuk górnika, dysponuje pamięcią historyczną że trzeba ryć i z pokolenia na pokolenie coraz głębiej. Pracuje taki ciężko, lęka się wyłącznie Skarbka (!) i nie jest ciulem (wszystko ma poukładane w mempleksie jakim dysponuje i spełnia wszelkie kryteria dobrze funkcjonującego członka w świetnie prosperującej społeczności siedzącej na zasilaniu z kopalni). Albo rolnik w takiej sytuacji. Na całym świecie ryle ryją coraz głębiej, czasem to nam aż narzędzi brakuje, żeby te złoża czym drapać, bo zejść ponad kilometr w masyw, a w lepszej Afryce to i trzy to jest bardzo dużo pięter i trzeba tam zanieść wszystkie narzędzia, światełko, wypić & zakąsić. Obsługa takiego narzędzia, jakim jest kopalnia wymaga dostarczania tam zboża, drewna, elektroniki, prądu, gazu, maszyn i narzędzi (i niepoliczalnej liczby innych gratów). Jedyny cel osadnictwa w takim masywie gdzie są złoża, to wydobycie złóż i jeśli z powodu szkód górniczych walą się ludziom domy to wyłącznie dlatego, że to jest miejsce wydobycia a nie zamieszkania i lepiej żeby się wyprowadzili dla własnego dobra. Oczywiście robimy inaczej, bo mamy jakieś takie głupie memy, że jak komuś w Krakowie smog przeszkadza, to nie pakuje się go w kibitkę i nie wywozi do lasu gdzie ma świeże powietrze, tylko klnie na tego co mu ciężarówką paszę do środka koncłagru dowozi. Gdyby Niemcy nie zdemolowali Warszawy, to by się nawet nie dało ulic przebudować, a tak przynajmniej force majeure problem rozwiązał tworząc nowe. Oczywiście byłoby taniej gdyby… i tutaj można zawsze wymienić długą listę, ale jest jak jest i to jest punktem wyjścia. Marzyciele mają w zwyczaju zaczynać od “powinno się” czy innej “gdyby” i wyobrażają sobie, że wszyscy zrobią wszystko przeciwko swoim lokalnym interesom w sytuacji, w jakiej są, dążąc do raju wyobrażonego przez wieszcza. Jak dotąd jedyną siłą zdolną przekształcić zachowania masowe są: kłamstwo, manipulacja i popychanie tęgą marchewką przez skonsolidowany aparat HP. Inaczej nie da się ludzi przesiedlić z miejsc nieurodzajnych w takie, gdzie jeszcze nie zdemolowali środowiska. Ludzi w ogóle bardzo ciężko przekonać do jakiegokolwiek wysiłku we własnym interesie, ale bardzo łatwo przekonać ich do tego, że będą cwańsi od innych czyniąc coś prostego. Dlatego oczekują prostych tekstów, które rozwiążą im skomplikowane problemy, ot na przykład praw jakich wszyscy będą przestrzegać, po czym jak każda komisja projektują konia, który ma milion aktów prawnych i szukają durnia co się będzie do nich stosował. I jeszcze im ten dureń dostarczy dobra spełniające wszystkie ich oczekiwania.

Widzieliście memy Biedronia, które rozwiązują „wszystkie” problemy?

https://www.eastnews.pl/pictures/subject/id/01272895/section/news/

Na samym końcu tekstu jest zobrazowany rozrachunek. Cały wic polega na tym, że musimy przewidywać jakie proporcje kapitału, pracy, układów, stanów magazynowych, stosunków obrachunkowych, ekspozycji fiskalnej i pozostałych będą istotne w przyszłości, co kto nam chapnie, co będzie przynosiło minusy (i tego wtedy nie mieć, nie eksponować się na straty tam gdzie biją). Po prostu nie wiemy co jest kapitałem, w jakich proporcjach i co poskładać z czym, żeby nam dobrostan zaczął hulać przy jak najmniejszych stratach. Obecnie dla przykładu mamy problem z systemem rozrachunkowym oraz coraz większym rozdrobnieniem udziałów w coraz bardziej skonsolidowanych markach. Taka sytuacja jest nie do utrzymania w długim terminie i będą przeceny tych wpływów, których nie da się skapitalizować i przekształcić w inne środki ujęte w tych proporcjach. W tym kontekście musimy cały czas mieć na uwadze na ile stosować się do abstrakcyjnych konwenansów: na ile przestrzegać prawa, na ile nie kraść, na ile nie kłamać i na ile stwarzać pozory że to robimy. Celem wszak nie jest świat piękny sprawiedliwy, z wyjaśnioną prawdą obiektywną. Celem są zasoby dla naszego potomstwa i potężne HR wkoło, które będzie zapewniać im żer w miotach następnych pokoleń, aby w przyszłości dotrzeć do nowych zasobów przesuwając tam przede wszystkim swoich, a porzucając na starych śmieciach nie swoich.

 

Rzecz o kontroli

HP nie ma żadnej możliwości aby samodzielnie “poznać prawdę” na temat stanu zasobów w hierarchiach jakimi manipuluje. Jest to po prostu niewykonalne w ramach atencji, jaką dysponuje. A przecież każde źródło może kłamać, każde może manipulować i może być tak, że HP tylko żyje w złudzeniu, że merda ogonem, a w rzeczywistości to nim merdają. Cała gra w chruszczówkę polega właśnie na tym, aby ustalać innym zasady, których nie ma i nie znaleźć się w przymusie socjologicznym (bo w rzeczywistym jest się stale). Zasobów musi więc stale brakować, bo gdyby było za dużo, to ktoś ukradnie i zacznie wytwarzać własną hierarchię. Dlatego “nie kradnij” jest przykazaniem w każdej kulturze, w której wystąpił HP, a “nie kradnij ważnym & wpływowym” dodatkowo zabezpieczone srogimi konsekwencjami. Ludzie pragną być kontrolowani przez przytomniejszych od siebie: młodsi przez starszych, biedni przez bogatych – ponieważ zdejmuje z nich to największy z ciężarów: “Ciężar myślenia”. Ludzie przytomni zaś kontrolują zasoby takie jakie są (a nieprzytomni śnią o kontroli nad zasobami jakie sobie wyśnili), ponieważ wyłącznie takie można przydzielić do innych i uzyskać z nich jakieś rezultaty. Zasoby zaś biorą się stąd, że my – podnóżki pragnący wiernie służyć im z ochotą odgadujemy przyszłe życzenia PSIM i stawiamy się w karnych szeregach, gnąc się w ukłonach oferując im swoje zasoby, aby wykorzystywali nas ku powszechnemu szczęściu, dalszej fortuny nam przysparzając („moja fortuna przy fortunie waszych książęcych mościów wyrośnie”).

Cały system rozrachunkowy, hierarchie społeczne, giełdy, handel i aparaty przymusu służą właśnie temu, aby PSIM mogli wybrać z tego co jest to co uważają właśnie za użyteczne, aby dostarczyć wszystkim co wzięli w tym udział więcej wszystkiego. I biada wykluczonym! Biada tym, co w magazynach mieli pusto lub towar zbędny, co nie trafili w rynek, co nie znaleźli się w głównych nurtach gospodarczych. Biada tym, co nie zabezpieczyli swoich pozycji złotem, układem i żelazem – po to osłów Pan Bóg złotem obładował aby wszelkie bramy stawały otworem.

Za każdym więc razem, kiedy zaczynamy coś gromadzić odpowiadamy tym samym na przyszłe pytanie PSIM, które będzie skierowane właśnie do nas – czy mamy to, czego im trzeba. A zgromadzić możemy tylko to co możemy i nic innego. Kiedy więc “szaleńcy” zaczynają dzielić mapę, psuć wspaniałą globalizację pchając nas w “splendid isolation”, to natychmiast przygotowujemy do zaoferowania tego, czego jak sądzimy będą od nas w swoim łańcuchu selektorów-HP wymagać. I gdy ruszą na wojnę niegrzecznie będzie odpowiedzieć, że przyprowadziliśmy garncarzy & stolarzy. Jasne są wymagania: jakościowa profesja. A ponieważ przewidywaliśmy, że zacznie się polityka celna wojowania z Niemcami & Chinami, żeby razem nie zaczęli oblegać stacji benzynowej i w konsekwencji fikać, to jasnym było, że wszystko zacznie być produkowane lokalnie, bo bariery celne spowodują wzrost kosztów transportu masowego, a zmniejszenie wolumenu handlu o te cła spowoduje podniesienie marży (sumy niepodzielne) i presje na obniżenie płac przy spadku siły nabywczej, co spowoduje rozkręcenie się spirali cięcia po wydatkach. Lokalni pracownicy się zbuntują i odmówią produkcji kiedy będzie konieczność produkowania wszystkiego lokalnie. Dlatego HP od handlu zaczęli konsolidować obrót kilka lat temu, aby mieć wolumeny z których będą mogli schodzić. Inni rozpoczęli gromadzenie pokazowych środków produkcji i werbunek, aby zejść się gdy nadejdzie czas i usiąść przy stole z prezentacją “mamy to!”. Pytanie padło zaś do firm rekrutacyjnych: czy macie pracowników produkcyjnych, jakich nam trzeba? I oczywiście okazało się, że mają sprzedawców – na rynek o zawężających się wolumenach sprzedaży, na produkcję zaś nie przyprowadzili żadnych techników i inżynierów. A skoro rozwiązania formalne zawiodły, to do spichlerzy wpuszczono myszy, natomiast na blogu opisywałem przygotowania jak stanąć przed spichlerzem na czas. Czytelnicy dopisali i kąpiemy się w ziarnie, choć seria ryzykownych kroków popchnęła mnie na bandę z płynnością.

Jak wskazałem kilka akapitów wyżej, z tym rysowaniem linii łączącej zasoby w czasie HP nie zajmują się samą kwestią zasobów materialnych jako takich, inżynierią, czymkolwiek uchwytnym. Zajmują się wyłącznie operacjami na psychice innych ludzi, manipulują nimi, czytają ich otrzymując sprawozdania, porównują jednych do drugich i rozgrywają ich między sobą. Dzięki temu ich dziedzina wiedzy, zakres umiejętności i sposoby sprawowania kontroli nie zmieniają się od czasu kiedy komuniści zeszli z drzewa, ponieważ wszelkie kwestie techniczne i tak są wykonywane przez osoby od nich zależne w tej sieci. Materiałem i obszarem ich pracy są wyłącznie motywacje i wyobrażenia innych ludzi, a celem uzyskanie aparatu złożonego z ludzi (zwanego społeczeństwem), który w swojej masie zapewni kontynuację i ekspansję ich sukcesu biologicznego, do czego akurat przypadkiem jest potrzebna kontrola nad całą masą durni na tyle sprytnych aby dali radę dotrzeć do kolejnych zasobów, nawet za cenę własnych strat biologicznych (strat w populacji). W interesie HP jest natomiast pozostawanie w takim punkcie sieci, który względem biasu memplexu endostatyków będzie węzłem, do którego należy się zwracać o przydzielenie zasobów i dysponowanie siłą, ponieważ to stamtąd głodna siła będzie oczekiwać paliwa, smarów, konserw i rozkazów. Dlatego właśnie dla PSIM połączenia poziome są zabójcze (i zwalczane właśnie endostatykami = biurokracją) i dlatego są rekonfiguracje układu sieci (“kto tu wydaje polecenia i z czyją kontrasygnatą”).

Ludzie sami odnajdują sobie korzystne miejsce w hierarchii, dlatego jesteśmy gromadni. To zachowanie samorzutne i pomijając ludzi, którzy “nie udali się” już w fazie produkcyjnej albo zostali popsuci później (osoba dobrze funkcjonująca, to nie taka co mając słuchawki w uszach i smyrfona przed dziobem włazi pod ciężarówkę – kierowcy mają uważać na ludzi ale zombie można rozjeżdżać), to każdy znajdzie sobie miejsce w gromadzie. Ludzie opisywani jako “ciemna triada” mają tyle zalet (o ile mają), że lądują na górze hierarchii zarządzania ludźmi jakoś 20 razy częściej niż inni. Oczywiście przyjmując, że rozkład talentu, pojętności, inteligencji w rozumieniu cybernetycznym, a spostrzegawczości w ogólnym nie korelują z tym zjawiskiem; czyli że bycie sukinsynem wobec durniów nie jest roszczeniowym urojeniem durniów wobec lepszych od siebie. Są pewne podejrzenia, że ta korelacja (i całe “badania” w tej kwestii) są stekiem bzdur, gdyż problem wymyślono sobie wyłącznie w “naszej” cywilizacji, w innych nie przypisuje się zbójom żadnej zawziętości względem abstraktów “społeczeństwo”, “norma”, “prawo” a zwyczajnie po owocach ich karze i czy zbójowi da się przypiąć łatkę, że głupi jest jakiś nie ma znaczenia. Nie ma to znaczenia, ponieważ gdybyśmy ludzi zaczęli ograniczać w kwestii decydowania o swoim życiu dla ich dobra na podstawie zestawu pytań odnośnie paragonu, faktury i kwitka z wypłatą po stronie pracodawcy (czyli z pełnymi kosztami stanowiska pracy), to mielibyśmy jakieś 70% populacji zwrócone do przedszkola. Jakkolwiek uważam, że Ci ludzie nie nadają się żeby ich trzymać w centrach obrachunkowych, fabrykach, hutach, kopalniach, instalacjach, biurach projektowych w celu obsługi środków technicznych, to jednak ktoś musi sprzątać, prać, podawać kawę, robić zakupy, przygotowywać posiłki i odbijać emocjonalną piłeczkę tym, którzy bez tego funkcjonować nie potrafią, a zasoby potrzebne do utrzymania robotów wykonujących ten zakres funkcji są potrzebne do innych celów, ponadto roboty nie są tak elastyczne (czyli pożerają dużo mocy korelującej ich instrukcje, ciężar myślenia za maszynę jest znaczny). Ci zupełnie normalni ludzie nadają się do gospodarki na ich poziomie, a ta oddala się od centrów obrachunkowych i od fabryk, kopalnie są w Afryce, wegetacja roślin korzystna jest w Afryce. Geografia jest niekorzystna i portów tam nie ma, ale można to wszystko zbudować – Chińczycy już zaczęli. Nie widzę możliwości aby wytłumaczyć rozpasanej, a intelektualnie przeciętnej populacji niewykształconych, białych śmieci, że muszą się wynieść na jakie złoża, bo z przemysłu już nic więcej nie dostaną, bo w nim nie są w stanie pracować. Dlatego zaczęliśmy przenosić przemysł bliżej złóż, bo durnie zostaną tam gdzie są i nikt nie będzie już musiał nimi władać – będą mogli tam sobie w spokoju wymrzeć z transparentami “chcemy chleba, nie piekarni!”. Ileż jednak razy słychać lamenty, że tych czy tamtych ludzi porzucono, tak jakby ludzie sami z siebie byli za głupi, żeby się sobą zająć? Musi przyjść przedszkolanka i za nich myśleć?

CDN