Homo Pravus (2) – problem nieznany obcym cywilizacjom

Metody gry & Porachunki

Wróćmy do problemu z przekonaniem ludzi do pracy . Krzyczą, że Chińczycy ich wykupują i niech ktoś coś z tym zrobi. Co zrobić to raczej proste: trzeba przelicytować Chińczyków, a do tego trzeba mieć więcej praw ciągnienia przedstawianych w postaci waluty o dobrym przełożeniu względem przyjętych w licytacji wskaźników. Czyli trzeba efektywniej i więcej pracować – gdy dochodzimy do tego momentu to jest oczywiście bunt, bo przecież Chińczycy zasoby mają nie z pracy, a z nieba im spadają. Wtedy pozostaje taką populację co już ma namącone mempleksami pozamiatać pod sosenki i przywieźć nową. Niemcy zrobili taki manewr z imigracją, cała okolica też i trzeba przyznać, że nie tylko ceny usług nieco oprzytomniały, ale też cashless zdechł zanim się zaczął, bo oni cash only prowadzą, o podatkach to w ogóle można zapomnieć w kwestii MiŚiów. I najważniejsze: niektóre usługi jakich nie było pojawiły się ponownie (na przykład można oddać samochód do myjni i mieć posprzątany – wiem że w Polsce to macie, ale w Szwecji to był problem, a już nie jest). Prostowanie linii powoduje więc odcinanie całych społeczeństw od darmowych wczasów i oczywiście podnoszą się krzyki, że ucierpieli jacyś niewinni i coś im się należy – polecam Dilberta:

http://assets.amuniversal.com/5f007160b99d0132d3ba005056a9545d

Obecnie znaleźliśmy się w sytuacji, w jakiej durnie przekierowali zasoby na ochronę misiów polarnych & murzynów przed własnymi urojeniami o klimacie i zabrakło nam kontynuacji białej populacji o kompetencjach technicznych do podtrzymania w ruchu sieci energetycznych, wydobycia i transportu. W wyniku czego z pewnych obszarów wycofaliśmy się (biali ludzie) pozostawiając tych biednych murzynów bez aparatu korelacyjnego, jaki stanowimy. Już tam pal diabli, że zaczęli się mordować. Ale żeby cały kontynent wisiał na imporcie energii elektrycznej, to polecam do przemyśleń fanom elektromobilności: do Afryki sobie tanio na prąd nie pojedziecie, trzeba lać benzynę. Kilka obszarów Europy Środkowej & Afryki (tak to w babilonie jest ujmowane w jeden zakres) takich jak RPA & PRL zostało zdezindustrializowanych właśnie z powodu gwałtownego odpływu specjalistów. Oba kraje jeszcze niedawno miały na swoim terenie zakłady lotnicze zdolne coś wyprodukować. Obecnie w obu wypadkach problemem jest wytworzenie tam zaprojektowanej na miejscu paralotni, którą ktokolwiek chciałby oblatywać. I to w sytuacji, kiedy w PRL ciągle po garażach produkowane są istotne podzespoły dla branży lotniczej w innych krajach (w obrocie publicznym nie ma specjalistów, którzy zakamuflowali się w obrocie prywatnym).

Porzućmy memy. Decydowanie o zasobach nie opiera się na rojeniach o sprawiedliwości, współdecydowaniu, demokracji, wolnym rynku, partnerstwie. To sytuacja przymusowa wobec natury: interwał czasu do przemieszczenia się na nowe zasoby i potrzebne do tego zasoby oraz minimum potrzebne do rozpoczęcia ich wydobycia plus koszt tarcia (ochrony przed innymi co się tam będą pchać i supresji tych co są gotowi się nie pchać jak coś im ktoś da). Mamy cały mechanizm wyceny i uzyskiwania równowagi w każdym momencie, ale kto się zagapi temu zostaje odjęte.

Mamy pomysł, co takiego nam przyniosłeś czego nam trzeba aby go zrealizować? To jest takie pytanie, na otrzymanie którego trzeba sobie już czymś zasłużyć, aby być wysłuchanym przez ludzi, którzy mają bardzo dużo praw ciągnienia. I tutaj kwestie opisywane w tym jak otwierać firmę na garbie rodziców są kluczowe, CFROI jest kluczowy. Wszystkie kultury działają w tym zakresie podobnie – bakszysz, wziątek, łapówka, wkupne. Do takiego stołu siadasz jako inwestor. To jak ważny to stół zależy wyłącznie od tego, za ile grasz. Co takiego nam przyniosłeś czego nam trzeba, abyśmy na Tobie dużo zarobili? Jak możemy Cię wyzyskać?

To ten moment, kiedy wyciągasz aktywa i pasywa na stół i ustalasz w jaki poziom jesteś w stanie wejść,- jakie stanowisko w hierarchii sobie możesz kupić. Zasobami (C) mogą akurat być w tym wypadku waluty, stany kont, ale też maszyny, tereny, rynek i baza klientów, marka i rozpoznawalność, pracownicy z kompetencjami, maszyny z pracownikami, może to być cała gotowa firma, struktura zarządzania i organizacja zaopatrzenia, struktura transportowa, system optymalizacyjny, albo jakiś skrót który sprawia, że przy cenie na granicy rynkowej jesteś w stanie akumulować lepiej od trendu. To ten moment kiedy zaczynają się targi, które nie skończą się aż do upadłości. Bo każde przedsięwzięcie ma skończony zakres WPR.

 

Porachunki

Przyjmijmy nazewnictwo, które czytelnicy mogą skojarzyć jako tradycyjne dla naszego stanu obecnego. Przyjmijmy też opis dla spółek prawa handlowego, choć niczym nie różni się to wszystko w armii czy polityce, po prostu przyjęta powszechnie notacja dotyczy sph. Jest plan i każdy kto zechce może przyjść i się dołączyć. Są klienci, którzy potrzebują coś kupić i pojawia się ktoś, kto wie jak to dostarczyć, w naszych czasach możemy przyjąć że istnieje nawis środków rozliczeniowych nad wszystkim innym, czyli jest nadpłynność, więc kapitału jest więcej niż atencji administracyjnej do zarządza nim, a to skutkuje jego niszczeniem czyli nirp by default.

Pierwszy “inwestor” kładzie na stole “wystarczające” środki rozrachunkowe, płynność, walutę. Przyjmujemy, że to człowiek zamożny w porównaniu z innymi (private equity). Ponieważ mamy deficyt jakościowych kadr w stosunku do sum kapitału na rynku, to wkład zarządu jest wyceniany lepiej niż wkład inwestora (pasywnego, nieobejmującego aktywnego stanowiska, a jedynie dające wgląd do zabezpieczenia obrotu i kapitału). W takim wypadku zarząd kupuje te same udziały co inwestor, po cenie niższej niż inwestor, typowo dla wejścia w taki układ przyjmuje się “wpisowe” do wysokości rocznych zarobków, nie mniej niż półroczne na wejście przy dźwigni zaczynającej się obecnie od >2 dla stanowisk na samą górę i rosnąco do samego dołu (im niżej w hierarchii tym koń na jakim się jedzie jest bardziej pstry). To envy ratio opisuje stosunek wkładu, między innymi mocy korelującej w przedsiębiorstwo. Dlatego “kapitał z ulicy” czyli inwestorzy z oferty publicznej (przez giełdy) mają to ratio poniżej 0.25, duże misie w okolicach 0.5 i to zakładając, że ich reprezentant z przydzielonym firmie nadzorem w ogóle jest w stanie ogarnąć co się dzieje, a jak żyję jeszcze nie widziałem żeby przedstawiciel firmy ratingowej chciał ogarniać póki leci z tego waluta i pokwituje wszystko co jakoś tam ładnie wygląda i nie niesie konsekwencji prawnych wyrażanych w walucie. Inwestor początkowy (private equity) zazwyczaj zaczyna z envy ratio 1 i schodzi do 0.9-0.8 jak firmie idzie dobrze, a jak musi pociągnąć cugle i doinwestować, to jego ratio rośnie proporcjonalnie, ale tylko dlatego że całość inwestycji nominalnie leci na pysk i trzeba by odpisać całość jako stratę (bo z likwidacji firmy produkcyjnej, to zostaje tylko kurzu na fistaszki, a czasem jeszcze trzeba dopłacić).

Po obsadzeniu zarządu wiemy ile kto ma (przynajmniej po stanowiskach, udziałach, pagonach) do powiedzenia i teraz trzeba zorganizować resztę spraw w pionie. Ponieważ HP to najczęściej CEO i sprzedawcy, to z reguły w fazie startowej przedsięwzięcia mamy tu zbieg stanowisk i sprzedawca jest szefem wykonawczym (egzekutywą). Z długiej praktyki miriad przedsiębiorstw na tej planecie wynika, że organizator społeczny (polityk) nie osiągnie sukcesu w operowaniu na stanach magazynowych, księgowy może prowadzić wyłącznie przedsiębiorstwo już uruchomione i je perfekcyjnie oskalpować (zoptymalizować, w tym również podatkowo), a techniczny/ścisłowiec (na przykład inżynier) w egzekutywie w czymkolwiek poza organizacją proceduralną i ścinaniem zakrętów w logistyce (czyli funkcje doradcze) jest dopustem bożym i zwiastunem upadku.

Jeśli więc mam jakiś świetny pomysł, to organizuję to rozpoczynając od znalezienia sprzedawcy. Kiedy znajduję właściwego sprzedawcę, to w połączeniu z moim poziomem strukturyzowania wszystkiego wokół bańkę przepuszczę na błahostki w ciągu roku. Bez sprzedawcy nawet jej nie zarobię. Bez sprzedawcy nawet wyłudzenia podatkowe są na mniejsze kwoty. Kupcy – merchanci są absolutną koniecznością, jeśli chcecie dobrać się do warstwy z macierzą kontaktów, a techniczni są dla nich koniecznością, jeśli chcą mieć coś KONKURENCYJNEGO na handel. Co w obecnej sytuacji oznacza, że lepszego niż chińskie i w tej samej cenie, bo bez kosztów transportu i ryzyka handlu z Czajnikami. Ten powyższy poziom jesteście w stanie przechwycić w firmie o wkładzie na poziomie rocznych dochodów – jako inwestor; na poziomie x5 Waszych rocznych jako ważny członek zarządu, i przy wyższych na niższych stanowiskach o ile firma ma aż tak rozległą strukturę. Przy czym wejście w hierarchię startową x25 Waszego dochodu stawia Was w pozycji dojnej krowy dla piramidy finansowej: ani nie macie siły się czegoś dowiedzieć, ani nic nie wyegzekwujecie, ani nie jesteście nie do zastąpienia. W najlepszym wypadku przy mnożniku x25 jesteście specjalistą z jakimi własnymi narzędziami w średniego rozmiaru instalacji przemysłowej, jakimś podwykonawcą DUR i księgowa biurwa zarabiająca średnią krajową może być dla Was już w takim układzie potykaczem psującym cashflow.

A cashflow jest najważniejszy, ponieważ od momentu rozpoczęcia biznesu, dla dobra samego biznesu trzeba rwać sukno ile wlezie. Brzmi absurdalnie? A jednak! Wyjaśniam mechanizm. Firma w fazie startowej ma jakiś tam cashflow, który rozdysponowuje na ekspansję (wchodzimy w przemysł a nie w zakup pasywu-nierucha). Oznacza to, że jeśli w ciągu WPR 220 (to około roku) podwoi CF (cash flow) i zliczy to sobie na kapitalizację, wrzucając ją z powrotem w obieg (czyli bazując na ROI podwoi I), to teoretycznie byście byli dwa razy bogatsi w wyniku podwojenia Waszych wkładów, z tym że… nie będziecie. W praktyce te Wasze wkłady były subskrybowane, więc Wasze podwojenie schodzi na pokrycie subskrypcji (realizujecie obietnicę) i to zakładając, że kapitał jest pożyczony za darmo. Oznacza to, że po roku w ekspandującej firmie Wasza pozycja jest dzielona ekspansją, a nie mnożona. Z tym że w praktyce może być jeszcze perfidniej.

W praktyce może być tak, że ze względu na problemy z płynnością przy ekspansji będzie musieli się w początkowej fazie (miesiąc, kwartał, półrocze) wyprztykać z płynności kredytując własne podwykonawstwo dla firmy, płacąc pracownikom, kupując materiały eksploatacyjne, itd. Polecam zaproponować jakiemu lemingowi pracę, za którą za pierwszy rok nic nie dostanie i jeszcze będzie musiał dopłacić – wyjdźcie na trybunę i zróbcie karierę polityczną wyjaśniając to durniom. W tym momencie zastanawiacie się jakie macie zaufanie do egzekutywy, inwestora, nadzoru. Sami rozumiecie, jeszcze z pozycji x10 to jest szansa, że raz na dwa tygodnie dopchacie się do kogoś, kto może groszem sypnąć, ale z x25 to raz na kwartał, a jak macie x100 to ewaluacja jest raz na rok^^. To jak często spotykacie szefa, szefa szefa i szefa jego szefa opisuje Wasz rzeczywisty udział – chwilowy, lokalny. Co w moim wypadku oznacza, że mam jakiś zarządczy wpływ na placówkę. Dla koncernu jestem pionkiem godnym ewaluacji w ramach podliczania liczby wycieraczek i podnóżków. Natomiast dla samego kapitału jestem nic nieznaczącym pyłem, o którym nawet nie słyszeli, że takiemu płacą. W praktyce więc to, czy Wam w ogóle płacą, jak bardzo w terminie, jak często i czy się targują (a potrafią pokarać dostawcę za brak zaangażowania przytrzymując fakturkę pół roku i można im skoczyć, bo kapitał jest tani) zależy od tego jak krytyczny wkład materialny przytargaliście i czy Wasza nieobecność może wywołać zapaść (crunch) na przepływie. Przyjmijmy normalny scenariusz 180 dni płatności przy wejściu mnożnikiem x10 – to daje Wam przy MiŚu wielkości firmie produkcyjnej właśnie ten wkład (0.1meur przy envy ratio x10, czyli cała firma ma startowe środki materialne na poziomi 10meur i równowartość płynności tego w kasie plus subskrypcję od inwestora głównego w gotowości na tyle) w firmę z samego faktu, że jesteście jej sługą & dostawcą. To są wartości dla małej, kilkuosobowej firemki, podwykonawcy w przemyśle, którą w najlepszym razie można sprzedać po naście centów od dolara (ale raczej po kilka).

Tak dla tych, co nie łączą kropek dość dobrze odnośnie powyższego akapitu opisującego MBI (wkupienie się w zarząd przedsiębiorstwa): wchodząc z pięcioosobową firmą przemysłową jako podwykonawca do przemysłu kładziecie na stole sto tysięcy euro gotówką (czyli jakieś trzy i pół kilo złota, ponad sto krugerrandów) aby tylko zagrać przy tym stoliku. Zwroty z tego są na poziomie 10-20k eur w miesiącach po przekroczeniu płatności – i to oczywiście jest pełen wypas – o ile są. I wtedy jeszcze pamiętajmy o Kapitanie, który już od pierwszego dnia (kiedy za 180 dni być może dostaniecie płatność) już Wam nalicza 2/3 z tych przyszłych, hipotetycznych dochodów na swoje konto i dowala odsetki. Oznacza to, że raczej zbankrutujecie – 80% gwarancja wtopienia kapitału na tym poziomie, tylko na giełdzie jest większa szansa przegranej. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości co do liczb, to z nich właśnie wynika dlaczego podatkom na takich warunkach mówimy zdecydowane NIE i nie ma tu żadnej przestrzeni na negocjacje i spotykanie się w pół drogi. Jak się państwu nie podoba, to państwo proszę zlikwidować, bo dziki zachód być może da tylko 75% ryzyko, że trzeba będzie się z żalu powiesić po takim świetnym początku inwestycyjnym. Mamy taki system podatkowy, w którym od hipotetycznych zysków już jest naliczany podatek, ale od straty nie ma żadnego zwrotu. Na całe szczęście zarobki biurwy skarbowej są tak nędzne, że w tych mnożnikach nawet nie ma uprawnień żeby podejść i złożyć do Was jakieś zażalenia, po prostu rzucicie średnią krajową na ziemię i rzucicie w powietrze zapytanie dlaczego biurwa jeszcze żyje – a nieznanych sprawców w kraju bez liku. Ciekawe ile było za całego tupolewa.

Z powyższego sami więc rozumiecie, że aby utrzymać swoją pozycję musicie obniżać ekspansję swojego suwerena i pakować wszystko co wyrwiecie w swoją pozycję. Bo czekają Was tu kontakty poziome i nie będą to miłe przytulaski, tylko wycinanie cudzego kapitału w pień aby zająć jak największy udział procentowy samodzielnie. Jeśli więc wrócimy do clickbaitowego pytania dlaczego banki rekrutują celowo i z zamiarem subklinicznych psychopatów, co skutkuje niszczeniem kapitału inwestorów i wszystkiego co tam w abstraktach wymienione – no to właśnie dlatego. Przyczyna jest matematyczna, ale wątpię aby jakikolwiek humanista był w stanie to strawić, bo humaniści z reguły nie mają czym grać w kasynach dla HP. Humaniści jak czymś grają to zbiórkami publicznymi i lewarem kredytowym na podatnikach i ZAWSZE przegrywają więcej, niż mieli licząc na to, że lud poprze partię czynem umierając przed terminem.

No dobrze, złupiliśmy sobie te 0.2, możemy się kredytować na pół roku i mamy w kasie kapitał startowy, firma urosła dwukrotnie, czyli w fazie wzrostu nasza pozycja spadła dwukrotnie, ale mamy w skarpecie hard cash po 93 centy za dolara (wyjmowanie papieru w tej skali obgryza nieco), co przy założeniu dajmy na to… trzyletniej koniunktury pozwoli nam na skumulowanie być może 0.4. Jeśli będzie ekspansja przez trzy lata i weźmiemy w niej udział w każdym roku ekspandując swoją firmę, to będziemy mieli w kasie stale rosnący minus (czyli w trzecim roku coś koło -0.8) ale cf będzie to pokrywał dając nam w półrocznym rozrachunku na sam koniec trzeciego roku bańkę, albo półtora jak zdążymy wyjść w dobrym momencie zaraz przed trzęsieniem ziemi i wszystkich co się spóźnili wkurzymy. Chyba, że nie zdążymy i wtedy wyjdziemy gdzieś na 0.2-0.3 plując sobie w brodę z zadłużeniem na 0.8, a wszyscy i tak będą wkurzeni. Sugeruję skupić się na tej bańce co tam leżała w rozrachunku – przecież ekspandująca firma też jest zalewarowana^^. To sobie polecimy w kulki.

Wszyscy w zarządzie mniej więcej na tym samym wózku i w pierwszym roku, zależnie od strategii stracili 50% wpływu finansowego, ale lewarowali się nadaniem od inwestorów. Wpływy inwestora rosły, więc mógł sobie zacząć chcieć też coś wybierać (co za tupet – zainwestował i kasę z tego chce!). Z tym że inwestor włożył dużo, a ponieważ jest zazwyczaj starszy i mądrzejszy (dlatego on inwestuje dużo, a my mało), to oznacza, że może mieć ze dwa razy więcej dekad doświadczenia w te klocki i wszystkie nasze genialne pomysły są dla niego tak proste jak jazda na rowerze. Taki typ ma naszą logikę w ramach swoich odruchów motorycznych i nie wysila się do tego intelektualnie przewidując wszystkie nasze głupie pomysły o kilka ruchów do przodu. Na pewno więc da nam szanse na zrealizowanie naszych marzeń^^. Otóż on też w fazie wzrostu kupił firmę, ale on to robił po pierwszym półtora roku, najczęściej po dwóch latach i zgarnął gigantyczną górkę z trzeciego co dało mu wartość odtworzeniową firmy (majątek trwały) oraz kapitał w postaci znajomości z bandą gamoni, którzy potrafią ten biznes prowadzić (to jest właśnie kapitał). I przy okazji coś tam sobie wypłacił. Cokolwiek firma teraz zarobi, to jest dla niego na czysto, na plusie, bez kiwania palcem. Dlatego private equity to jest smart money dla tych, co mają po osiemdziesiąt plus lat – reszta musi na nich zapie… bo to jest stała gra w BIMBO, z tym że tak się kupuje od starych wyjadaczy, że ma się coraz mniej w siatce.

Zbieramy się razem knuć w zarządzie, wyrzucamy płynność na stół, sprawdzamy na ile się możemy zalewarować i pasujemy do wyceny majątku firmy, do wyceny giełdowej i do tego co sami uważamy. Najbardziej ryzykowne rozwiązanie to takie, że każdy porywa co w rękach uniesie i otwieramy nowe biznesy, ze względu na zmiany w dynamice z wiekiem uczestników oraz zaszłości – każdy sobie sam kit z okien idzie dłubać. To jest to wyjście, które wkurza wielu ludzi. Jeśli tak zrobi 1/3-1/2 zarządu i uczestniczących “poddostawców” mających wpływ na firmę, to firma wymaga restrukturyzacji i jest to zmartwienie inwestora, ale coś tam sobie będzie dalej zarabiać. To często jest prowokowane przez private equity, ponieważ po 2-3 latach zarząd startupu i wzrostu jest wypalony, trzeba miotłą pogonić, nawet dopłacą żebyśmy sobie poszli i zostawili niezdemolowaną firmę (i pies drapał płynność – dosypie się, za rok się wróci).

Druga opcja to MBO – czyli zarząd wykupuje firmę od private equity i całej reszty krwiopijców. W tej sytuacji stawiamy się formalnie w pozycji naiwniaków wierzących w przyszłość. Jeśli firma jest publiczna, to można to zrobić wykupem akcji (jak insiderzy wykupują akcje własnej firmy to rynek się na to rzuci), a jeśli nie – to trzeba się dogadać (co najczęściej oznacza przepychanki, każdy musi powiedzieć co go uwiera w ukochanym inwestorze i tutaj sprawy się komplikują, ponieważ inwestor może mieć umocowanie polityczne & inne, w tym takie gdzie może położyć stresor na stole i postawić zasadne pytanie o stan naszej poczytalności).

Przyjmijmy, że się nie wystraszyliśmy stresora, że nasi kozacy mają dłuższe niż tamci (pamiętamy, że ten co nas odwali, to zazwyczaj szef naszej własnej ochrony – zaczyna być ryzykownie) i puszczamy firmę w długi pod zastaw jej przyszłego CF (z palcem w nosie się to robi), tak żeby dozór się nie obciął. Od biedy da się to zrobić, ale księgowi podniosą alarm już przy zejściu na liquidity 75% y/y. Żeby taki numer wyszedł trzeba firmę wstawić na niezłą minę (skonsolidowani odbiorcy, jacyś tacy jak instytucja ze sztabem prawników roznoszącym firmę na kawałki) i przeżyć. Czyli wpakowaną na lewar firmę wykupujemy od inwestorów na LBO i od razu przeprowadzamy restrukturyzację spłacając L (dźwignię) z CF. Z tym że jeśli to jest akurat koniec koniunktury, to żadnego CF nie będzie na pokrycie i pozostaje się rzucić pod pociąg, albo wrócić na kolanach do starych wyjadaczy private equity i bijąc się w piersi lizać buty licząc na to, że pozostałe przymioty własne pozwolą pozostać w łaskach. O ile nie wdrożono stresorów i jeszcze nie wpadliśmy pod pociąg, bez udziału osób trzecich oczywiście.

Ten powyższy numer na LBO zazwyczaj wykonuje się z przygotowanego wcześniej podmiotu prawa handlowego, który wchodzi z naszym kapitałem w nasz interes i kupuje od inwestora. Zazwyczaj w gronie sukinsynów o takich planach informuje się wcześniej, komunikuje strategicznie takie ruchy żeby nikt się za nerwowy nie zrobił i ustala nowe status quo, czyli tak planuje ekspansję firmy, żeby wszyscy byli równo niezadowoleni ze swoich enfy ratio. Najczęściej jest to więc kontynuacja BIMBO i pewne przesunięcia w tym zakresie związane z ekspansją firm obsługowych na osnowie koncernu.

Inwestorzy to wobec zarządu wilków owce, ale wśród owiec są stare, bardzo rogate barany co z niejednego wilka dywan zrobiły.