PID progu wejścia

To nie jest do końca tak, że świadomie kierujesz samochodem, który prowadzisz. Z przyczyn obiektywnych nasze układy nerwowe nie pracują z oczekiwaną skutecznością na pętlach zwrotnych percepcja-motoryka przy dynamikach większych od prędkości biegu zdrowego homo spaka. Tekst o protezach percepcji, pamięci i korelacji w zastosowaniach technicznych i biznesowych.

Zanim powstały sympatyczne GUI operowanie maszynami było obciążającą kognitywnie czynnością, zresztą programowanie w czasach gdy nie było obecnych narzędzi też było wyjątkowo upierdliwe. Jeszcze upierdliwsze było jeszcze wcześniej. Tak samo sterowanie pojazdami (w szczególności cięższymi) czy aparatami biurokratycznymi było limitowane (masa sterowanego obiektu) pewnymi szczególnymi adaptacjami ludzkiego umysłu, które nie są pomiędzy osobnikami wcale takie powtarzalne. Tak jak mechaniczny PID pozwolił sterować przeciętnym ludziom coraz większymi statkami, tak coraz doskonalsze narzędzia tłumaczące rzeczywistość asymptotycznie do poziomu strawnego dla homo sapka i zwrotnie z sapkowego na zestaw sygnałów dla efektorów pozwoliły zaprząc coraz szerszą populację do wysiłku kognitywnego obniżając próg wejścia w tej ciężkiej (myślenie) walucie.

Wytwarzanie coraz bardziej złożonych aparatów społecznych pozwoliło poprzez delegację zadań odzyskać nieco mocy swobodnej wytwarzanej przez najbystrzejsze w populacji osobniki kosztem czasu poświęcanego przez te nieogarniające, które bez socjoekonomicznego i administracyjnego PID nie były nikomu do niczego niepotrzebne (próbowałem ostatnio wyjaśnić dziecku, dla którego polski nie jest natywny te wielokrotne zaprzeczenia w językach niewolników bo wynikły kłopoty w komunikacji). Jednakże układ, którego czas wyprzedzenia liczony jest względem osi nachylonej u nas ostrzej niż w układzie będzie szybciej od nas korygował sygnał wyjścia, a z grzeczności przyjmujemy że myślimy w tej samej osi co prawidłowo działająca rzeczywistość (możemy niegrzecznie przyjąć że rzeczywistość jest wadliwa i odmieniać wyrażanie “powinno być” w każdym postulacie pretensji wyrażanych wobec zastanego świata).

//disklajmer – geometryczny opis wynika z moich ograniczeń intelektualnych, pochodne to dla mnie geometria i kąty//

I jeśli układ skutecznie koryguje coś nie tylko szybciej, ale w większej liczbie kroków (pętli) operując na obciążającej nas (kognitywnie i atencją) ilości członów całkujących (liczba zmiennych) od nas to inny taki układ w naszej głowie odpowiada za kapitulację wobec tej przewagi (aby nie marnować zasobów na walkę ocenianą jako bezskuteczną). Racjonalizujemy wtedy dominację takiego układu w danym obszarze zagadnień i zazwyczaj poddajemy się jego działaniom tym chętniej jeśli uzyskujemy z niego korzyści (odciąża nas z ciężaru myślenia, z innego wysiłku, z komunikacji, ale też dostarcza dóbr & usług mniejszym wysiłkiem dla nas dostępnym niż takim, który jest dla nas większy lub niedostępny). Ba! Nawet zdarza się popaść w infantylność i uznawać się za część układu (“my naród, my społeczeństwo”), jego właściciela i prowadzącego (mój samochód – moje państwo), a i nie żałują sobie korposekty wciskając nieśmiertelne memy socrealizmu (“pomyślmy co jest dobre dla firmy; zakład pracy Twoim domem; dobro firmy Twoim dobre tylko nie wynoś do domu”). Sprawność układu w przewidywaniu przyszłości na podstawie modulowanej różnicy w kolejnych pętlach skutecznie podtrzymuje tę iluzję, iż to kierowca kontroluje pojazd. Tymczasem kierowca za pojazd jedynie odpowiada.

Dla porządku wywodu przedstawię ruch pojazdu (jako wyobrażenie ujednolicające mempleks, gdyż każdy biały człowiek ma jakieś wyobrażenie o kierowaniu pojazdem) aby później odnosić się z perspektywy prowadzenia przedsiębiorstwa do występujących tam zjawisk. Zwyczajowym pojazdem białego człowieka w jego środowisku występowania jest nieco ponad tonowy samochód osobowy średniej klasy z niegroźnym, prawie dwulitrowym silnikiem. Pojazd ten służy do poruszania się po w miarę przyzwoitych, wyprofilowanych drogach asfaltowych z prędkościami marszowymi do 70 i do 120km/h. Drogi te wyposażone są w widoczny podział kierunków ruchu oraz innych kierowców w miarę spójnie rozumiejących zasady poruszania się pojazdów w takich warunkach. Mózg kierowcy w procesie sprzęgania posiadanym interfejsem (oczy, zmysł równowagi, słuch, ręce, nogi, reszta ciała) odbiera bodźce o stanie pojazdu, dynamice jego ruchu oraz wysyła bodźce sterujące przyspieszeniem, kierunkiem ruchu, sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi, a także inną aparaturą zależnie od poziomu zintegrowania pokładowego PID (na przykład kierowca jest obciążony sterowaniem przełożeniami skrzyni biegów, a nawet sprzęgania i rozprzęgania tego układu z napędem). To całkiem sporo zadań jak dla organizmu z natury obsługującego ciało poruszające się 6-8km/h marszem i na krótkich odcinkach do 40km/h skokiem. Osiąganie pewnych prędkości wymaga wysiłku metabolicznego wykluczającego kolejne funkcje poznawcze wraz ze wzrostem wysiłku/prędkości oraz czasu trwania tegoż wysiłku. W standardowym pojeździe kwestia wysiłku nie objawia się (ale wystarczy zasiąść za sterami gokarta aby przekonać się że może coś boleć na drugi dzień). Percepcja kierowcy jednak (wyprzedzenie z jakim należy czytać otoczenie i bodźce) jest dostosowana do tej prędkości granicznej (maksymalnie 45km/h jakie może osiągnąć ludzki organizm) i obiektów środowiska z podobnymi prędkościami się poruszającymi. Jednakże w motoryzacji są to dolne limesy prędkości z jakimi obcujemy i dlatego w procesie sprzęgania kierowcy z pojazdem staramy się zmienić zasięg i pole percepcji proporcjonalnie do prędkości i różnicowo do potencjalnych wyjątków co oczywiście wymusza dostosowania socjalne (pasy ruchu, zasady pierwszeństwa, komunikację sygnałami), percepcyjne (znaki poziome na drodze, w tym zawężające percepcję kierowcy tak, aby na drogach dostosowanych do większej prędkości rzeczywiste pole bezpiecznej jazdy było szersze od optycznego wynikającego z tych znaków, a także aby to pole było proporcjonalnie szersze wraz z dopuszczeniem wyższych prędkości, zasłonięcie nieistotnego otoczenia, odsłonięcie istotnego na odcinkach kolizyjnych jak przejścia dla pieszych, ścieżki rowerowe, skrzyżowania, redukcja szumu z reklam & propagandy) i techniczne (profilowanie drogi, jakość nawierzchni). Dodatkowo stosowane są szykany dla uczestników w postaci bezkolizyjnych skrzyżowań dla dużych prędkości, ogrodzenia dla zwierząt & dzieci, krawężniki, odbojniki, nawierzchnie wywołujące wibracje (granice pasa wysokiej prędkości, pobocza), a nawet potykacze wymuszające dostosowanie prędkości. Bez tego szerokiego wachlarza urządzeń (w tym aparatów społecznych uzbrojonych w lizaki) ryzyka materializowałyby się znacznie częściej w wyniku nieuwagi bądź niezrozumienia w porę panujących warunków.

Dodatkowo pojazd jest wyposażony w szereg mechanizmów ułatwiających dostosowanie się do warunków gdyby same warunki zawiodły. Pojazd amortyzuje do nierówności nawierzchni aby utrzymać przyczepność (pojazdy wolnobieżne mają ten mechanizm zredukowany do samego ciśnienia w oponach, a nawet całkowicie jak w widlakach gdzie amortyzowane jest jedynie siedzenie kierowcy aby nie zniszczyć mu kręgosłupa tymi niedogodnościami, które odczuje własnym ciałem). Moment obrotowy rozkładany jest proporcjonalnie na koła napędowe i różnicowo względem drogi przebywanej na zakrętach, a ABS pilnuje uślizgu przy hamowaniu.

Dostosowywany jest również (w procesie socjalizacji i treningu) sam kierowca tak aby ogarniał kiedy zachować szczególną ostrożność i właściwie zarządzał percepcją choćby przenosząc ją z odpowiednim wyprzedzeniem setki metrów przed pojazd wraz ze wzrostem prędkości. Wymagania te rosną wraz z kolejnymi generacjami pojazdów poruszającymi się z coraz większymi prędkościami, większą liczbą przełożeń i wzrostem natężenia ruchu, a jedynie wprowadzanie kolejnych udogodnień kierowcę odciążających sprawia że przeciętny homo sapek roi sobie w głowie, że potrafi sprawnie i bez szkód dla siebie i otoczenia prowadzić pojazd zazwyczaj nie uświadamiając sobie piramidy PIDów dbających o podtrzymanie w tym stanie skutków jego i cudzych decyzji (choćby sterowanie oświetleniem tak aby nie oślepiać innych uczestników zabawy) skracając procesy (choćby zwiększania obrotów i ograniczania drogi hamowania) do percepcji jaką jest w stanie ogarnąć bez specjalistycznego i wymagającego treningu przeznaczonego na pole profesjonalne i sportowe w prowadzeniu takich urządzeń.

Nie inaczej funkcjonuje to w przedsiębiorstwach, z tym że skutki rozbicia przedsiębiorstwa na drzewach wykresów oraz skutki rozjeżdżania się wzajemnie zarówno przez konkurencję jak i biurwę miewają dużo poważniejsze konsekwencje społeczne, gospodarcze i rozliczeniowe wypadki drogowe. Jednak ze względu na rosnącą komplikację i złożoność pętli wypadałoby to jakoś zobrazować, a zobrazowanie będzie zależało od gradientu mieszania wielu współfunkcjonujących pętli, których makro można scharakteryzować jako sterowanie centralne z jednym korelatorem „klient” na wejściu i „usługa” w osi oraz mnóstwem korelatorów rozdzielonych na usługi lokalnie & grupowo będących dla siebie wzajemnie klientami w łańcuchach & pętlach. Gospodarka jest mieszaniną tych rozwiązań, ponieważ podejmujemy zarówno decyzje kolektywne jednolite (polityczne o charakterze masowym jak postulat „nie kradnij” czy wysiłek orężny), kolektywne izotropowe (upodobania, moda), indywidualne jednolite (postulat: mamy takie same żołądki), indywidualne izotropowe (każdy osioł sobie coś w garażu czy kompilatorze majstruje, jedna gospodyni karmi osła co na to wszystko pracuje golonką, a druga ciasta mu piecze) jak i przeróżne quasi izotropowe (no tak się robi, taka jest praktyka), quasi indywidualne (mam wyjątkowo zmodyfikowany pojazd, firmware, wystrój wnętrza tak samo jak każdy inny kto go tak zmodyfikował), quasi zbiorowe (polityka bieżąca – takiego sobie durnie wybrali przedstawiciela to takie im ośmiorniczki smakuje i na taki zegarek patrzy) jak też o pozornej jednolitości (po różnej stronie drogi może być ruch zorganizowany, ale jednak samochodowy) etc. Sposobów przedstawienia graficznego tego jest wiele, ale wyróżnijmy liniowy (koncepcyjny dla sterowania centralnego gdzie jest korelator z pomysłem, oś przetwarzania i rezultat) oraz kołowy gdzie jest klient, pętla usługi wracająca do klienta i owe pętle w mikro złożone są również z pętli klient usługa jak i linii („centralne zarządzanie” typu push lub forward) zakończonych weryfikacją u klienta (którejś z usług lub całej pętli) poprzecinanych czasami dodatkowo w różnych osiach audytami zarówno jakościowymi na wskroś (centralnymi) jak i w pętlach (kontrole wewnętrzne). Te różne osie to kontrole jakościowe, ilościowe, zużycia, stanów magazynowych, poprawności procesów, kwalifikacji wykonawców, ale i środowiska, gospodarowania odpadem czy nawet ideologiczne parytety i inne brednie. Dodatkowo zwrotnie są kontrole oddolne czy zasilanie podłączone do michy kontentuje, czy w pętlach dystrybucji kotlet za papierki jest dość kaloryczny, czy panie za to dość urodziwe, czy obsługa wyjątków (poszkodowani) mają zapewnioną opiekę, czy zużyte prole dostają łaskawy chleb (więc i duże wyprzedzenie odczytu PID – „a co nas czeka na starość?”). Wyniki tych pętli kontrolnych też zwracane są różnie zależnie od przyjętego rozwiązania w krótkiej pętli z rekruterem „za tyle to nie”, z szefem „za tyle sam se rób” czy w długiej, prostowanej politycznie w centralnym zarządzaniu gdzie informacja zwrotna oznaczana jest spalonymi komitetami Partii, a konsultacje przeprowadzamy pałami.

Zaletą rozbicia tych powiązań na pętle klient-usługa jest przeniesienie mocy korelującej z centrali do rozproszonych podsystemów logicznych, główkujących w swoim własnym interesie nad wszelkimi aspektami działalności tak aby pętla się domykała. Cały proces odbywa się kosztem równie rozproszonych rozliczeń zasilania, a następnie rozproszonej dystrybucji, która wymaga wysokiej redundancji aby korelatory rozproszone miały ten własny interes do udziału w pętlach. Odwrotnie zaś obciążenie korelatora centralnego i sztywny model dystrybucji (każdemu tak samo mało) skutkuje poziomym i oddolnym wytworzeniem pętli w interesie nieuwzględnionych przez centralę korelatorów i ich potrzeb. Oczywiście przeniesienie tej mocy korelującej w centralne zarządzanie wcale nie zmienia oczekiwań dystrybucji, ponieważ dalej każdy ma interes własny, a nawet potrzeby (zużycie) co czyni jakiekolwiek koncepcje centralizmu mrzonkami skutkującymi redukcją dystrybucji przy użyciu różnych kolektywnych bajek, że „razem mamy więcej” po hasłami dobra wspólnego, uspołecznionego, narodowego, strategicznego, a ostatnio współdzielonego. W każdym wypadku społeczność homo sapków wymaga przyzwoitego zasilania, a to czy dystrybucja przeprowadzana jest w interakcjach indywidualnych (prywatnie), kolektywnych (publicznie), na rozrachunku politycznym czy ekonomicznym nijak nie wpływa na jej koszt, ale może wpływać na celowość i ilość pętli zwrotnych (targi, korupcja, kradzieże, rozrzutność, marnotrawstwo), które też przez homo sapki są obsługiwane. Jakkolwiek algorytmy lokalnie mogą być bardziej złożone niż wskazany PID to rezultat makro niczym się od takiego nie różni, ponieważ zapasów może być za dużo ale nie mogą być ujemne, ponieważ ujemne jako abstrakcyjne mają rezultat rzeczywisty na osi czasu, kiedy to znowu będą dodatnie. Dlatego wszelkie „szczupłe” formy zarządzania w rodzaju JIT czy DOD muszą ujmować antydatowane planowanie będące w rzeczywistości przeniesieniem obciążenia magazynowego na inną pozycję w pętli, a co za tym idzie (jak każde obciążenie układu) konieczne jest podłączanie tam zasilania. Różnica jest więc jedynie w zasobie, którego akurat mamy nadwyżki i ten marnotrawimy (na przykład na moc korelującą zamiast magazynowej) w celu osiągnięcia optimum zarządzania zasobami jakie są, a te zmieniane są przecież ich trwonieniem.

Wskazuje to na istotną funkcję czasu w takim układzie, a zdarzenia w czasie opisuje dynamika. Fizyka bez dynamiki (bez zmian w czasie) nie bardzo ma się czym zajmować, w zasadzie takie zwierzę jeszcze nie istnieje. W skutek tego każdy algorytm sprowadza się do uzyskania określonych wyników w pewnym czasie, a że gospodarka jest bardzo złożona, to skutki wykonywania tych algorytmów wzajemnie na siebie wpływają sprowadzając to na wyższym poziomie i w dłuższym czasie do sterowania tożsamego z PID ile byśmy tam po drodze pomniejszych pętli logicznych nie wprowadzili. To wielka zaleta pozwalająca na sterowanie procesami makro (zarządzanie, rządzenie, decydowanie, delegację zadań) bez szczegółowej wiedzy o każdej pętli i bez takiej nawet konieczności. Tej konieczności z przyczyn ideologicznych nie uwzględniało zarządzanie centralne, ale samo, skutkami z tego wyrosło, a które nie wyrosło to wymarło z braku zdolności do zasilania takiej mocy korelującej. Takie mikrozarządzanie okazało się w dużych skalach zupełnie niepotrzebne i do tego drogi. Przyczyny jego wprowadzenia wynikały z poprzednich doświadczeń na dużo mniej złożonych obiektach wytwórczych gdzie zdobycie dość szczegółowej wiedzy o przebiegu mikro było możliwe w przeciętnym czasie będącym w dyspozycji osób o korelacji tak niewiele lepszej od przeciętnej, iż częstość występowania tych osób skutecznie wysycała istotną część populacji powiązanej z nimi w hierarchiach z tego wynikłych rugując niewielki skraj wyjątkowo nieogarniających. Jednak możliwość gwałtownego wzrostu złożoności w wyniku dobrania się do zasilania z paliw kopalnych && silników do przetwarzania tegoż na moc roboczą, później korelacyjną, a obecnie na złożone systemy logiczne sprawiła że ten skraj zaczął się gwałtownie przesuwać do osi krzywej dzwonowej dla populacji i obecnie ponad 1/3 populacji jest poza skrajem klifu jeśli chodzi o jakiekolwiek użycie osobników do dodania jakiejkolwiek wartości do jakichkolwiek stosowanych procesów (co powoduje poważne napięcia społeczne i ekonomiczne godzące ich agresją w złożoność przy braku zdolności do wytworzenia narzędzi w tę złożoność godzących skutecznie). Przyrost netto mocy korelującej osobników do tego zdolnych, a uzbrojonych w aparaty społeczne, organizacyjne, polityczne i techniczne (oraz doświadczenie pokoleń jak i asystę techniczną tych pokoleń w wytworzeniu środków technicznych) skutecznie obniża oczekiwane wydatki na moc roboczą do kolejnych procesów przesuwając próg minimalnej mocy korelującej (i doświadczenia, wiedzy, praktyki) pod nogami nie dość szybko w porównaniu z czołem peletonu ogarniających. Nie tylko ustroje społeczne czy polityczne okazały się mieć algorytmy niezdolne w dość krótkim czasie piąć się po tej krzywej wzrostu, ale i te odpowiadające za socjalizację & edukację aby do czołówki peletonu móc dołączyć tym silniej rugując kolejne osobniki zaprzęgnięte w skostniałe systemy edukacji na potrzeby rewolucji przemysłowej z czasów Bismarcka (i społeczne, bo to wtedy wymyślono miasto przemysłowe z blokami & suburbiami dom+trawnik, jak i cały model społeczny kwantyfikujący status takim prestiżem). Co więcej te algorytmy wpłynęły (zwłoką ujawnioną na osi czasu) na trudności w ich przystosowaniu do rewolucji informatycznej wprowadzając ostrą stratyfikację na tych którzy sami się ogarnęli własnymi siłami i pozostałych – do rozwiązywania nowych problemów kognitywnych w nowym lead time niedostosowanych dość szybko. A ten samochód dopiero zaczął przyspieszać również na ostrych zakrętach wyrzucając pasażerów, którzy nie bardzo wiedzieli czego się chwytać przy takich niespodziewanych przeciążeniach intelektualnych.

I tu sobie przechodzimy do zawartości, czyli do tego jak algorytmy dopasowujące nam skutki działań asymptotycznie do rzeczywistości w pewnym czasie działają i na co sobie możemy w tym zakresie pozwolić, aby być możliwie blisko nad wykresem, względnie na ssaniu pod, ale możliwie małym, w każdym razie mniejszym niż pozostali by taniej sobie uzupełnić deficyt, a nawet przeczekać do momentu gdy oś wykresu zejdzie do naszego stanu dopasowując rzeczywistość ku nam wygodnym rozwiązaniom. Powszechny w tym układzie jest problem z timingiem – przestrzelenie, jak i ze skalą – eskalacja spodziewanych wyników zmoderowanych przez innych uczestników ich asystą, oraz samą rzeczywistością problemy nam rozwiązującą. Często zwraca mi na to uwagę jeden z czytelników (@nomad) w odniesieniu do obecnej sytuacji cowweed1984 związanej z moimi działalnościami, iż spodziewałem się w lato 2020 jakiejkolwiek sezonowej górki, tymczasem wpadła ona w taki dołek, że zatrudnienie sezonowe osiągnęło ledwo 50% na jakie czyhałem (i 30% tego co spodziewali się sprzedawcy-optymiści). Takie zweryfikowane przez rzeczywistość prognozy wymuszają asymptotyczne dopasowanie pozostałych zmiennych, jak i funkcji algorytmów w locie, aby się w tej okrutnej rzeczywistości utrzymać choć informacje o skutecznym przewidywaniu traktujemy jako utrzymanie normalności (a gwałtowne wzbogacenie się jest okazjonalne), natomiast deficyty rozpoznajemy boleśnie i natychmiast, co obciąża nas koniecznością analizy co takiego nie wyszło i jak daną pętlę poprawić, substytuować lub wykluczyć. Pętle są więc niewidoczne tak długo jak działają (nadwyżek nie zauważamy) i obciążające kiedy jednak nie (deficyty budzą) co rzutuje na powszechny algorytm szczupłego zarządzania – utrzymywania nadwyżek (nie darmowych przecież, choć bywa że tanich) na niskim poziomie. Mechanizm reakcji i dopasowania jest więc z jednej strony reaktywny (wyjście parametru z widełek dołem), a z drugiej tłumiący (redukcja wysiłku na odcinkach gdzie nadwyżki są już „wystarczająco duże dla poczucia bezpieczeństwa) co wskazuje na homeostat mający utrzymać pętle w osiach & do tego tanio. Ale też wyprzedzający krótkoterminowo (przygotowanie scenariuszy ewentualnościowych), długoterminowo (przygotowanie awaryjnych algorytmów), doraźny bez wyprzedzenia. Oczywiście w miarę posiadanych nadwyżek ustawiamy progi ostrożnościowe homeostatu tak aby nadążność miała okazję się wykazać przed rozsmarowaniem drakkaru przy przechodzeniu przez twardą granicę zera w kierunkach ujemnych, ale wraz ze wzrostem pędu na podstawie prędkości, a nie masy częstotliwość z jaką korelator musi dopasowywać się do zastanych warunków rośnie na tyle iż płaskie wykresy i prosta, bezkolizyjna droga jest jedyną, jaką może się takie przedsiębiorstwo poruszać, dlatego właśnie przedsiębiorstwa ekspandują bazując na zyskach, aby stać się ociężałe i dopasować swoją prędkość nie redukując wolumenu zasilania. A zasilanie podzielone na większą liczbę zaangażowanych automatycznie rzutuje zarówno na poziom tego dla każdego partycypującego osobnika, jak i przesuwa rozkład mocy korelującej jaką każdy kolejny osobnik może dostarczy. I gdy trzeba nieco pędu zdjąć to pozostaje odrzucić część uczestników, właśnie tych, którzy sami sobie najmniej potrafią zorganizować w otaczającym świecie. Nie da się ukryć że rozgrzana do czerwoności gospodarka na zakredytowanych pod korek MiŚiach to coffin corner z każdej strony: za wolno – spadniemy, przyspieszenie kosztuje (a środki bieżące idą na regulowanie zobowiązań), za wysoko – wylecimy z niszy dla MiŚia, a tam grasują wolniej poruszające się obiekty o dużej masie, które stanowią przeszkody terenowe komplikujące nawigację. Jedno kaszlnięcie gospodarki i MiŚie muszą zwolnić, skomplikowanie podłoża górkami i dołkami wykresów – duża część się rozbije, decoupling trasy – jedni skręcą w ślepe uliczki, inni na rozwidleniu w las trafią, gdzie drzewa napastliwie zawijają wehikuły wokół siebie. A przecież zdarza się dużym schodzić w nisze w czasie niepogody, i konkurują wtedy o te małe rynki z właściwą sobie gracją blokując całe kanały ekonomicznie, a nawet w wyniku lobbingu prawnie, nie żałując sobie dumpingu gdy chudną oczekując sprzyjającej pogody na swoich wysokościach przelotowych do jakich są skonstruowane.

W korelatorach zaś siedzą ludzie, a tych też trzeba utrzymać w osiach aby podejmowali skuteczne decyzje i to nie jest takie proste (opisywałem jak to działa w funkcji czasu, jak ludzie i co za tym idzie organizacje się zmieniają), szczególnie że osoby decyzyjne działają w sieciach socjoekonomicznych, politycznych, a do tego mają jeszcze otoczenie prywatne i wytrącenie ich z jednej osi skutkuje obciążeniem ujmującym mocy korelującej z innych, zmniejszając częstotliwość próbkowania (ilość decyzji) i pogarszając jakość tych decyzji rzutując na kolejne obciążenia o nieraz katastroficznych skutkach. Żeby tego było mało zarówno decydenci jak i całe ich pętle zależą od częstotliwości z jaką nowe kadry są kształcone, sprawdzane na rynku i konfrontowane ze skutkami działań jakie podjęli poprzednicy, a nawet jakie stoją za izotropowo podejmowanymi decyzjami w istotnej części populacji (o wstrzymaniu podaży taniego prola) będącymi takimi samymi, indywidualnymi dopasowaniami algorytmów własnych. Są to decyzje o dzietności, edukacji, wyborze drogi życiowej czy nawet zakredytowaniu się na tę drogę ze wszystkimi tego konsekwencjami coffin corner kiedy to poprawki trzeba wprowadzać w skalach dekad i pokoleń przy maksymalnym horyzoncie decyzyjnym w gospodarce sięgającym pięciu lat. Może więc i zachodzi często sytuacja, w której mało kto odnajduje się w zastanych warunkach, a nie bardzo można odnaleźć kogokolwiek kto nie tylko ma jakiś pomysł na alternatywę dla zmiennych czy funkcji, ale też w jakiejkolwiek skali miał szansę je przetestować. W czasach nam współczesnych doszło dodatkowo do deficytu bazy przechowującej w każdym osobniku zestaw różnych rozwiązań na różne warunki, gdyż ze względu na złożoność pętli społecznych (nigdy jeszcze nie żyło tylu homo sapiens na raz) i gospodarczych (nigdy jeszcze nie przetwarzaliśmy tak wielkiego mnóstwa, tak rozmaitych zasobów) doszło do rugowania nie tak wcale starych modeli, i jeszcze starszych bez przetestowania w długim trwaniu nowych. Żyjemy więc bieżączką i kosztuje nas to przekierowywaniem mocy z kolejnych osi na coraz szczuplejsze zarządzanie kolejnymi sypiącymi się przy coraz wyższych wymogach co do zakresu, złożoności i mocy korelatorów chcących partycypować w tak rozległej infrastrukturze i populacji, a obniżenie parametrów nie jest możliwe przy utrzymaniu takiej liczebności i infrastruktury. Próg wejścia rośnie, a coraz więcej osi przebiło dawne progi ostrożnościowe, a często nawet zera na wykresach skutkując brakiem już nawet nie korzystnego, ale nawet neutralnego dla PID potencjalnych uczestników rozwiązania.

Jest jednak rozwiązanie jakie dotyczy czytelników – otóż można przekierować moc na eksploity i odnajdywanie sobie nisz w dynamicznym bałaganie, tak aby lawirując w zmiennym otoczeniu trafiać w luki kiedy się pojawią przewidując że takie zaistnieją. Wymaga to jednak nadwyżek w korelatorze, jakie nie dotyczą większości populacji, a przecież nie żałujemy sobie jej przepalania na ciągłe modyfikacje koalangu tak aby wyrugować tych którzy nie nadążają częstotliwością, mocą i algorytmem. Taka gra społeczna o ujemnej sumie gospodarczej, w której to zdobywamy nadwyżki pomimo stanu zastanego, który w zasadzie wyklucza mobilność społeczną, a mimo to udaje nam się wspinać po toczącej się lawinie wykorzystując moc i dynamiki jej samej. Istnieje też kierunek odwrotny, których charakteryzujemy jako „wirus informacyjny” rozpięty zarówno na bezskuteczne zmienne, jak i kontrproduktywne algorytmy, a nawet wygaszanie produktywnych.

Wirus informacyjny – atak na algorytm.

Pojęcie „wirus informacyjny” (uwzględniamy w tym również generowanie wadliwych algorytmów) jest w kontekście cybernetyki wprowadzeniem do układu takich zmiennych sterujących, które nie są rozpoznawane jako wadliwe (czyli omijają pętlę firewalla), a skutkują obciążeniem systemu przetwarzania (wstawianie kozy do przedpokoju) jawnym bądź nierozpoznanym, obciążeniem zasilania, drenażem magazynów, błędnymi sygnałami dla efektorów, błędami na pętli zwrotnej ze skutków działania efektorów, błędami wzajemnej kontroli sprawności elementów systemu, nieprzystawaniem algorytmu do zadań, przekształcaniem algorytmu w bezskuteczny, ekspansję peryferiów systemu w kierunkach nieważkich.

Wśród praktycznych aplikacji tej zabawy mamy „dokarmianie anonimowe” urzędów o charakterze kontrolnym (skarbówki) donosami na podmioty rzeczywiste jak i generowane na potrzeby wzbudzonej kontroli, które przepalają roboczogodziny urzędów. Podobnie działa przeciążanie służb ratowniczych (straży pożarnej, pogotowia) czy limitowanych służb siłowych (swating). Możliwość stosowania tych eksploitów wynika z algorytmów biurokratycznych pozbawionych korelacji (procedury zamiast osób decyzyjnych), z drugiej strony puszczenie na żywioł decyzyjności skutkuje nepotyzmem & korupcją (przedsiębiorcy mają dopasowane kanały komunikacji i algorytmy stanowiąc przecież zasilanie), a nawet niską jakością tych decyzji w wyniku algorytmów rekrutacyjnych, przesunięć na stanowiskach, modeli edukacyjnych, społecznych (prestiż pracy) i ekonomicznych (zarobki, perspektywy ich zmiany). Podobne zjawiska pozwalają eksploatować firmy wysyłkowe (@impeer uwielbia grać w kulki rozwiązywania sporów o paczki), a decyzje o skutkach wykraczających poza horyzont czasowy, magazynowy i wykonawczy w nazbyt rozbudowanych (złożoność) przedsiębiorstwach skutkują destrukcją (kreatywnym wyprowadzeniem na dużym rozkurzu) przedsiębiorstw.

Naturalnie możemy wskazać też bardziej zaawansowane, wielotorowe „teorie spiskowe” gdzie sekwencja zdarzeń inicjowanych z konsultujących się ośrodków (lobbystycznych, think-tanków) poprzez aparaty ekonomiczne (kuszenie zarobkami) i weryfikację rekrutacji daje rekomendacje & pozostawia na rynku (nawet zapewniając wejścia) urzędom osoby sprawiające wrażenie kompetentnych według ich klasyfikacji syntetycznej (dyplomy, kursy, certyfikaty) wytworzonej przez think-tanki (algorytmy rekrutacji, kwalifikacji, weryfikacji, ewaluacji). A przecież wymagania, procedury i rozporządzenia tworzone są w biurach prawnych, gdzie korelatory najczęściej grają do obu bramek tworząc tę złożoność tworząc aparat kontrolny niezdolny skontrolować akurat rozległych aparatów sprawozdawczych porządku korporacyjnego. Zarówno zapotrzebowanie polityczne na takie wdrożenia, jak i ich realizacja opierają się na wzbudzeniu trendów amplifikowanych poparciem dającym lokalne złudzenia powszechności, a w rzeczywistości niefunkcjonujących poza taką oderwaną od rzeczywistości przestrzenią. Dobrym przykładem jest powszechne przekonanie że „firmę się rejestruje”, a nie że wykonanie czynności biurokratycznej rejestracji jest jedynie sposobem pozyskania garści kwitów (rejestry nip, vat) dla przedsięwzięcia które i tak sobie przecież funkcjonuje. Dlatego częste koncepcje prowadzenia przedsiębiorstw polegają na rozpoczęciu tegoż od rejestracji w urzędzie co jest rezultatem algorytmów edukacyjnych i informacyjnych nijak nie mających pętli zwrotnej sprawdzającej czy opisują rzeczywistość i nikt szczególnie nie wysila się aby ten stan zmieniać, bo przecież dobrze jest.

Pułapka bigdata.

Dość powszechnym memem w sprawozdawczości & weryfikacji jest to, że posiadając informacje (a najlepiej wincyj, wincyj) można je produktywnie zastosować. Mem ten ma taki charakter, że chodzi o masowo zebrane dane indywidualne do odnalezienia w nich osi występowania zjawisk na podstawie wybranych zmiennych. Po pierwsze zakłada to że istnieje jakaś dająca się ogarnąć funkcja, która przecina szukane względem danych jakąś prostą (w rozumieniu że ta pochodna układa się w spójny ciąg) osią

//Dłuższe objaśnienie – chodzi o pracę na bazie danych wyników eksperymentu i poszukiwanie funkcji łączącej te rezultaty z wystarczającą dokładnością, aby na tej podstawie móc przewidywać wyniki kolejnych eksperymentów prawdziwość (przybliżenie rzeczywistości) tejże potwierdzając. Naturalnie musi być to funkcja prosta & elegancka co w przypadku fizyki kwantowej po 70 latach prowadzenia doświadczeń i obmyślania jak tę żabę ugryźć pchnęło światłe umysły w kierunku rozwiązań, które są dość proste aby wyjaśniać je oczekując zrozumienia już w ostatnich klasach szkoły średniej,względnie w college. A przecież dopiero co była to najbardziej zaawansowana gałąź, najbardziej skomplikowanej wiedzy dla najtęższych łbów.//

oraz że tę funkcję da się uzasadnić na gruncie i w ramach porządku administracyjnego, prawnego, społecznego, gospodarczego i na koniec jeszcze, że da się skutecznie rozstrzygać spory, czyli że w przewodzie sądowym taki abstrakt będzie do ogarnięcia przez arbitra niebędącego specjalistą w danej dziedzinie. Bo jeśli strony nie rozumieją jak i za co dostają w ucho to konsekwentnie wdrażają represalia. A przecież jeszcze dane mogą być nieprzystające, korelacje pozorne, przyczynowości żadnej, a szukane abstrakcyjne zwracając fałszywe pozytywnie wyniki jak to rozpoznawaniu twarzy z kamer. Jak dotąd skuteczniejsze okazały się microdata w postaci ciasteczek do przeglądarek. To one odpowiadają za zgłoszenie algorytmom sklepów internetowych jakie przeglądacie Waszych zachowań konsumenckich regulujących co i za ile można Wam zaoferować, czy będziecie przeglądać inne oferty w poszukiwaniu tańszej, albo lepszej, albo markowej, albo jakiejś inne (tych parametrów są tysiące), czy macie zasoby na karcie, jak często dokonujecie takich zakupów i zaoferują deal, albo Was zignorują dając cenę rekomendowaną, a nawet potrafią być na tyle bezczelne, żeby wygasić obrót danymi z Wami (kick, bounce) jeśli przeglądacie strony konkurencji właśnie szukając jak tu zrobić dobry deal. Nijak nie dało się tego zrobić żadnym makro na bigdata, a na mikro się dało.

Wirus informacyjny „powstaje” samorzutnie, kiedy na bazie racjonalnych, zupełnie sensownych decyzji indywidualnych okazuje się że PID działających na rezultatach pętli makro w długim terminie nie ma zmiennych do korygowania rezultatów. Na przykład kwalifikacje „zdobywane” w systemie edukacji nie przystają do potrzeb (zbyt dynamicznie dla algorytmu dopasowujących się do rzeczywistości MiŚiami czego przykład jest w inżynierii, a ekstremum w IT gdzie sens tworzenia szkół ma horyzont maksymalnie dwuletni, ponieważ integracja budowanych rozwiązań stawia korzyści krańcowe dalszego piłowania danych zagadnień niekorzystnie w stosunku do pozostałych obszarów posysających względem współczesności) czy brakiem kohorty wiekowej w wystarczającej liczebności aby system edukacyjny wysycać, a z przyczyn prestiżowych (algorytm społeczny) na sycenie pewnych branż brak chętnych, szczególnie w obliczu dynamiki w jakiej trzeba będzie te kwalifikacje dostosowywać. Większość rozsądnie odgaduje (ma sprawny PID), że ich to przerasta i pozostawiają to do rozwiązania waadzy. Czytelnicy jednak są w tej grupie gdzie prędkość nabywania kompetencji, ze względu na zdolności intelektualne jest skrócona wielokrotnie od średniej (dla trzeciej sigmy dwuletni czas zdobywania zawodu zamyka się w kwartale spokojnej nauki, albo miesiącu wyjątkowo intensywnej, przy czym możliwe jest to dla kwalifikacji syntetycznych, z praktycznymi jest nieco dłużej z powodu czasu wykonawczego danej pętli wykonanie-ocena rezultatu po wdrożeniu co zmusza do dekompozycji i upraszczania zagadnień oraz grupowego do nich podejścia aby wymieniać się przetestowanymi rozwiązaniami bez ich testowania samodzielnie w oparciu o cudze doświadczenie – tak działa każda porządna uczelnia, a ich sukcesy opierają się nie na jakości dostarczanej wiedzy, która jest powszechnie dostępna w zasadzie za darmo, ale na selekcji rekruta poddanego takim zabiegom).

Wariantem stosowanym społecznie dla celów ekonomicznych (a nawet politycznych) wyzyskania cudzej pętli jest takie zarządzanie informacją, aby PID niedoświadczonego (co najczęściej oznacza młodego) osobnika nie został przygotowany do operowania w sposób oszczędny (autonom we własnym interesie, bazując na zmiennych kontrolujących zarówno własny wysiłek jak i stosunek oczekiwanych należności zań położonych inaczej niż u osobników bardziej doświadczonych co najczęściej oznacza gotowość i metaboliczną zdolność ze względu na wiek do wytężonego, długotrwałego wysiłku przy mniejszych oczekiwaniach i mniejszych potrzebach socjoekonomicznych) dzięki czemu można taki egzodynamiczny charakter wykorzystać do zastąpienia infrastruktury wysiłkiem ludzkim (wnoszenie cegieł na piętra, klepanie kodu “crunch time”). Wraz z dopasowaniem zmiennych do rzeczywistości, jak i dodatkowych algorytmów społecznych (obronnych), ekonomicznych (oczekiwania) i politycznych („ja tyle zasuwam, a oni to co?”) zmienia się charakter osobnika w kierunku statycznego, a u co bardziej zaradnych udaje się wdrożyć endodynamiczne operacje oszczędzające własną moc roboczą w wyniku pozyskiwania socjologicznej. PID populacji jest tak spasowany z rzeczywistością, że w procesie socjalizacji przypisywane są oczekiwania & obowiązki na kolejnych etapach życia osobnika, które skutkują dla populacji korzyściami i w pewnych warunkach zasilania (ekspansja dostępu do energii) rzutują na korzyści dla uczestników choć różnicowo rozłożone (zazwyczaj w funkcji zaradności indywidualnej jak i wsparcia sieci społecznej danego osobnika). Populacja korzysta w całości, ale niektórzy potrafią stawiać i realizować cele skutkujące dla nich szerszym dostępem do mocy pozwalającej te cele realizować gdyż populacja odnosi z ich działań korzyści i tam przekierowuje zasoby, a przynajmniej powszechnie oczekuje odnoszenia korzyści i temu reżimowi się poddaje. Dynamiczne dopasowywanie tych algorytmów ekspresję znalazło w ustrojach społeczeństw czy to agrarnych, zbieracko-łowieckich czy przemysłowych w różnych proporcjach stanowiąc o funkcjach jakie osobnik powinien realizować w pewnym wieku oraz w jaki sposób. Czyli kiedy powinien brać udział w edukacji i jakiej, kiedy powinien zasilić populację potomstwem, w jakim reżimie powinien to robić (monogamia czy poligamia), jakie zadania podjąć, jak weryfikowana jest jego skuteczność w tych zadaniach, kiedy może podejmować decyzje polityczne i jakie. Z tego wynikają opisy makro stosunków społecznych, ustrojów politycznych, klas społecznych i mobilności wewnątrz tychże. Jeśli jednak w wyniku wytwarzania infrastruktury, wiedzy i struktur społecznych algorytmy są wysilane (przedłużone dzieciństwo, przedłużona edukacja) okno na realizację pewnych funkcji (choćby rozrodczych) drastycznie się zawęża, a algorytmy prowadzące do nich (w tym kontekście zachowania godowe) mogą czynić je bezskutecznymi do tego stopnia, że całe populacje tracą zdolność przekazywania doświadczenia, wiedzy, stanowisk pracy i wymierają wraz z utratą złożoności pozwalającej utrzymać liczebność w tak wysilonym środowisku. Politycznym aspektem takie wyzyskania niewiedzy jest wdrażanie wirusów informacyjnych dających pozory atrakcyjności (o istnieniu źródeł zasilnia możliwych do wyzyskania: „opodatkujmy bogatych” i akurat bogaci są starsi, więc opodatkujmy emerytów, bo to oni dają wartość dodatkową, a nie młodzi^^) jak i pozory realizacji proporcjonalnej (każdemu według potrzeb – każdemu ładną kochankę) oraz sposobów tej realizacji (krzyczmy na ulicach to będzie ustawa rozdzielająca każdemu po ładnej kochance, które to piękne panie są obecnie wyzyskiwane przez starych dziadów, które z nieznanych przyczyn dysponują bogactwem).

Ponieważ struktury decyzyjne i wykonawcze realizują algorytmy doboru (jeśli Ci wychodzi to bierzesz udział, jeśli nie bierzesz udziału to znaczy że Ci nie wychodzi) wymagają dysponowania zasobami to kto je trwoni nie ma zdolności nimi dysponować co samo z siebie wynika. Próg wejścia w takie struktury jest zmienny i zależy od zapotrzebowania na moc korelującą (aby te decyzje podejmować) i roboczą (aby je wykonywać), a przesunięcia tych progów wraz z ekspansją złożoności pozostawiają w tyle niezorganizowanych & nieogarniających zmienianej rzeczywistości – wszak po wydobyciu złoża do pewnej głębokości algorytmy organizacyjne (jakie funkcje realizować w jakich grupach), techniczne (czym ryć i wywozić, jak zabezpieczyć pole robocze) i społeczne (kto jakie ryzyko ma podjąć) i ekonomiczne (co z tego będzie miał) rozbijają się o taką prozaiczną kwestię, że ich dalsze stosowanie na wyeksploatowanym złożu nie skutkuje na zasoby wydobytego minerału podażą tegoż. Jednak powszechne (a uproszczone względem złożoności) algorytmy dają rezultat oczekiwań w wyniku realizacji swoich funkcji bez badania skutków krańcowych od badania których są osoby umocowane w drabinie decyzyjnej, które o zmianie tych funkcji i stosowanych algorytmów mają decyzję podejmować (od tego są w danej architekturze) skutkiem czego napięcia i rzucanie kamieniami w decydentów eksploatujących moc socjologiczną swoich stanowisk bez podstaw w rezultatach materialnych ku temu. Granic zdolności obciążania decydentów do realizacji zadań zazwyczaj nie badamy, ale ze względu na wysilenie pracują oni w ciasnym reżimie na bardzo wysilonych osiach, których konserwacja mikro zapewnia właściwą percepcję makro (a przynajmniej pozwala mieć taką nadzieję). Wyszczególnijmy więc jakie są te pętle konserwujące mikro zapewniające utrzymanie korelatorów w osiach oraz jak wyglądają i czym skutkują ataki obciążające te mechanizmy. Wszak o funkcji pętli mikro dowiadujemy się zazwyczaj podczas skrutynium wyjaśniającego dlaczego coś nie działa, gdy działa nikt się tym nie przejmuje bo przecież słońce świeci i nie trzeba go do tego namawiać.

Kilka przykładów pętli mikro jak i krasnoludków oraz skutków ich braku.

Zastanowienie dlaczego odczuwam pragnienie objawia się u mnie dopiero kiedy przechylony kubeczek (przynajmniej litrowy, ale ostatnio dostałem jeszcze większy) z herbatą stojący pod ręką okazuje się pusty, a stojący obok imbryk uczestniczy w tym spisku magazynierów. PID uruchamia wtedy procedurę rzucenia zaklęcia „urwał!” i zazwyczaj krasnoludki przywracają rzeczywistości rozsądek zapewniając stany magazynowe. Moc swobodna jaką dysponuję wynika z mocy socjologicznej jaka jest mi dostarczana – krasnoludki ogarniają czynności utrzymania mojego zasilania w płyny, strawę lada jaką, czyste odzienie. Nie wnikam w jakich pętlach znikają rzeczy brudne i pojawiają się czyste, w jakim procesie napełniany jest kubek oraz dlaczego kurz nie zbiera się na gadżetach. Chyba że te pętle pomimo rzucenia w przestrzeń zaklęć jednak nie dadzą na wyjściu uzupełnień włączając w PIDach organizmu kolejne kontrolki „niech ktoś coś z tym zrobi”. Wtedy dopiero wdrażane są skrutynia „jak do tego doszło? kim są winni & czy zostali już postawieni pod murem?”, przeprowadzane procesy logiczne i stosowane plany ewentualnościowe mające zaspokoić zapotrzebowanie oraz nie dopuścić w przyszłości do błędów & wypaczeń. Tak samo pojazdy utrzymywane są w stanie sprawnym, warsztaty w stanie użytecznym. Gdy wszystko działa to nie absorbuje, a gdy nie absorbuje to można moc swobodną wykorzystać na roboczą i coś przytrollować tu i tam, albo nawet coś wyprodukować. Gdy jednak nie działa samo i muszę wdrożyć moje nie najlepsze, bo niestosowane więc i nie skorelowane z rzeczywistością algorytmy do tych czynności może jej braknąć na te konieczne do utrzymania w osiach relacji praca-wypoczynek, które i tak są wyśrubowane. W skutek czego wypoczynek jest ograniczany co wpływa na jakość pracy, a jakość pozyskiwanej strawy jest lada jaka i napoje nie lepsze pogłębiając spadek jakości & ilości dostarczanej pracy rzutując na uzyskiwane w zamian zasilanie, z którego okruchy rzucane przez ramię karmią krasnoludki zgodnie z prastarą tradycją. Dlatego właśnie krasnoludki we własnym interesie pilnie śledzą stan korelatora dbając o utrzymanie go w osiach bo ten wtedy częściej rzuca większe kąski. Tak samo w poważniejszych pętlach usługa śledzi czy feedback zasilania od klienta zapewni kolejne pętle zamówień, a klient pilnuje czy mu krasnoludki dobrze dostarczają, czy nie substytuować, albo czy im nie pomóc audytem gdyby sobie nie radziły (biurwa! wincyj biurwy!).

W tym kontekście przedsiębiorstwa działają w wyniku przepływu przez nie zasilania w hierarchii korelacji z takim zastrzeżeniem, że poziomy ogarniania są nie niższe niż wymagane do uzyskania dającego się zastosować wyniku na wyjściu funkcjonując tam w większych pętlach o skali łańcuchów dostaw, branż i całej gospodarki, a ze względu na ich spójność zarówno pod względem zasilania jak i dystrybucji nie ma tam miejsca dla osobników nieogarniających danej złożoności na stanowisku pracy, które może mieć rozległość zarówno małej pętli własnej jak i podpiętych pętli zależnych. Oczywiście pewne procesy wadliwe łatwiej substytuować (parzenie kawy) inne trudniej (dostarczanie komputerów, oprogramowania), a inne przeciętnie w funkcji ceny (energia). Dlatego w przodującej technologii (hajtek) jest się trudno utrzymać (jest to margines ryzykownych projektów na jakie możemy sobie pozwolić, a z przyczyn obiektywnych wymagają one dostarczania gigantycznych ilości energii do systemów obliczeniowych, zasobów o niższej entropii niż w procesach masowych oraz dokarmiania rzadkich osobników którzy sami umieją się pożywić w głównym nurcie gdyby hajtek nie kusił tak korzystną dystrybucją). Odwrotny kłopot ma ogon decyli o słabej zdolności przyswajania kwalifikacji gdzie konkurować muszą ceną swojej pracy, a z racji automatyzacji wykonywanych przez nie procesów konkurują z silnikiem podpiętym do maszyny o rosnącej złożoności ogarnianej przez górne decyle o szerokich kompetencjach, które ci zdobywają w znacznie szybszym tempie, z większą skutecznością i częściej mogą między posiadanym pakietem umiejętności lawirować uzupełniając braki wynikłe z działania cudzych algorytmów tam gdzie deficyty się objawiły. Co skutkuje brakiem specjalistów do oczekiwanej złożoności, a nawet tej posiadanej i nadwyżkami homo sapków które nikomu do niczego nie są potrzebne, albo na proponowanych warunkach potrzebne być nie chcą.

W opisanej wyżej pętli z krasnoludkami utrzymującymi korelatory w osiach można dokonywać ataków obniżających gwałtownie sprawność całych pętli i odcinających się tym sposobem od zasilania. Wzbudzenie aparatu korelacyjnego donosem powoduje wydatkowanie jego mocy roboczej (biurwogodzin urzędu) często ponad te im dostępne rzutując na opóźnienia na innych odcinkach wykonywanych przez nie czynności przez co interesanci z usług urzędu korzystać nie chcą gdyż i tak usługa nie jest im dostarczana w czasie, jakości i ilości jakiej oczekują. Dysruptywnie można też donosami wprowadzić dysonans choćby w życiu prywatnym decydentów plącząc ich w sieci oskarżeń, wyjaśnień i wywołując skutki emocjonalne ograniczające ich wypoczynek w kaskadzie opisanej powyżej z kubkiem herbaty. Taką strukturę ma japońska historyjka o złym gwoździu, z powodu którego odpadła podkowa, koń okulał, posłaniec nie dostarczył wiadomości, z tego powodu przegrano bitwę, z powodu bitwy wojnę i skutki tego były straszliwe, a przyczyną był lichej jakości gwóźdź, który zwiódł w procesie wywołując kaskadę skutków – wojna przegrana w „fabryce” gwoździ. Dlatego dbamy o spójność jakościową wychowania i edukacji. Dlatego filtrujemy kolejnymi poziomami selekcji sumienność i jakość pracy, uwagę i zdolności intelektualne wykonawców, którym powierzamy narzędzia do realizacji zadań tak aby nie wzbudzali nas do przeprowadzania analiz dlaczego zwiódł gwóźdź i dlaczego nie było herbaty w kubku. Obecnie szukamy winnych zaniku podaży prola oczekując że „ktoś coś z tym zrobi” makro i poprawiając lokalne mikro. Dlatego główny nurt („dzida” na wykresie) procesów gospodarczych, społecznych i politycznych jest najbezpieczniejszym miejscem gdzie najsprawniej pozyskuje się największe ilości najbardziej dopasowanych jakością do potrzeb względem możliwości zasobów. Wszystko to przy najmniejszym przeciętnym wysiłku angażującym możliwie wielu osobników w takiej jakości i o takich kompetencjach jakie są dostępne. Gdyż nieistniejące elementy nijak nie dają się wpiąć w istniejące struktury.

Należy zachować przytomność i oceniać swoje możliwości względem głównego nurtu. Czy mamy wystarczająco skuteczny PID żeby obrać określone ścieżki kariery, czy będziemy dostosowywać się dość szybko, czy nasze sensory zbierają właściwe dane we właściwym czasie, czy na ich podstawie wysnuwamy właściwe wnioski. Czy nasze magazyny danych wsparte rozwiązaniami mnemotechnicznymi, korektorami decyzji i pętlami wykonawczymi wystarczą do realizacji naszych oczekiwań w zastanym świecie i czy tych oczekiwań nie należy zmodyfikować realizując to co jest możliwe, zamiast mrzonek o tym „jak być powinno”. Miejsce w świecie i w strukturach tego świata warto sobie odnaleźć w granicach swojego progu wejścia, tak aby mieć gdzie i czym rozwijać aparat poznawczy, wykonawczy, zasoby materialne i biologiczne. Błędna ocena i próba wtargnięcia zbyt wysoko objawi się deficytami uniemożliwiającymi realizację założeń i kaskadę konsekwencji w wyniku ich nierealizowania (obiecanki złotych gór) sekując nas z dostępu do zasobów, sieci społecznych, przepływów ekonomicznych i aparatów wykonawczych. Co więcej należy oceniać zmianę tych parametrów w funkcji czasu zachowując go dość na pozostałe działania nie sugerując się lokalnymi górkami jako „nową normalnością” i poziomem odniesienia do dalszych działań.