Struktury rozpadu. Dynamika roszczeń

Przedsiębiorstwa tworzone są z chciejstwa. W prosty sposób możemy sobie wyobrazić, że leniwy kapitalista stara się wcisnąć kasę w coś tak, aby wycisnąć z proli wartość do tego czegoś dodaną. Prole zaś przekonane są (przez cwanych retorów, którzy chcą prolami z kapitalistów wycisnąć kapitał aby nimi zostać z faktu dysponowania tymże), że całą pracę wykonują oni sami i na nic im organizatorzy produkcji, do czego zachęca marksizm przepisany od nowa nazywany dziś MMT – z całego serca polecam poczytać te brednie:

https://pracowniaekonopatologii.wordpress.com

To wszystko co tam napisali wydaje się dość spójne i logiczne ale tylko komuś kto nie prowadzi przedsiębiorstwa, ponieważ ze względu na dynamikę roszczeń redystrybucja ma charakter redukcyjny. I jest to jedyny sposób aby wartość była dodana a nie niszczona i żebyśmy co cykl gospodarczy mieli infrastruktury, dóbr i ludzi więcej niż przed rozpoczęciem cyklu. Z takimi zaś bredniami jak MMT wylądujemy na zero growth – czyli po całym tym zasuwaniu będziemy tak biedni jak byliśmy. To może być przyczyną dla której może być problem ze znalezieniem chętnych do zasuwania. Już dzisiaj ten problem się ujawnił, ponieważ od dawna nie znaleźliśmy nowych źródeł energii.

Dodatkowe roszczenia wysuwają również kapitałowe środki produkcji – maszyny zwyczajnie chcą paliw, smarów, części i serwisu. Co więcej nie wyrażają tego w jakikolwiek inny sposób, niż zaprzestając pracy w sposób całkowicie bezmyślny aż do usunięcia deficytów. Prole nauczyły się tego samego od maszyn – bezmyślności. Bezmyślność zaś jest skutecznie indukowana spłaszczaniem zarobków, ponieważ przy płaskim rozkładzie dochodów nie ma jakiejkolwiek motywacji do zmiany stanowiska poza taką, aby się mniej narobić za tyle samo.

Ujmijmy to chciejstwo w postaci roszczeń do rezultatów produkcji. Burżujec (kapitalista) twierdzi że bez jego wsadu kapitałowego nic by się nie zaczęło i dlatego chce mieć dominującą pozycję w podziale rezultatów. Organizator (zarząd & kierownictwo) twierdzi że bez zapewniania ciągłej, wytężonej pracy organizowania rozlatującego się bałaganu małpy zaczną władać cyrkiem i przestanie to zapewniać wpływy burżujcom, co spowoduje zwinięcie środków produkcji – może nie zwinięcie ich z miejsca, ale na pewno spod nóg zarządu & kierownictwa w czasie wymiany na nowych obiecujących. Prole twierdzą zaś, że to łune wszystko robią i świetnie sobie poradzą bez światłego przywództwa, zaś rzeczy o których nie wiedzą powinny zorganizować się same. Z tego każda ze stron wnioskuje o swojej dominującej pozycji w kolejce do ciągnienia zasobów. A to przecież żaden problem aby zapewnić każdej z trzech stron 120% udział w zyskach^^.

 

Dajmy wszystkim wszystko!

Z tym że dystrybucja kończy się wraz z wyczerpaniem stanu “wszystkiego”, a to akurat wychodzi poniżej roszczeń każdej z grup. Koniecznym jest więc stworzenie takiej kolejności redukowania wyciągniętych rąk, aby samo wydobycie dóbr ze świata nie ustało. Dysponujemy do tego wieloma algorytmami, wymienimy natomiast kilka popularnych i skutecznych. Największym wrogiem inwestora jest zarząd, największym wrogiem zarządu zaś klient, i wszyscy oni nie mogą bez siebie żyć. Zarząd to taka banda zbirów, która wychodzi z założenia iż złożem dobra jest portfel inwestora, co jest jak najprzytomniejszym założeniem gdyż stamtąd pochodzi cały wsad na wszelkie zbytki. Zarząd więc kierując się ku zwiększaniu swoich zasobów wydobytych ze wskazanego złoża buduje imperium (pojęcie ścisłe z zakresu zachowań kierownictwa w instytucjach) które uzasadnia taki poziom wydobycia (koszty) rozszerzając władzę zarządu, jednakże jest tym samym zmuszony do zapewnienia wpływów (najczęściej od klientów), które kontentują inwestora zapewniając mu M(t2)>M(t1). Klient jest więc tym ostatecznym dawcą kapitału i nie ma takiej rzeczy której zarząd nie uczyni aby dobra z dobrych ludzi nie uzyskać, nawet jeśli w konsekwencji ci ludzie (z powodu deficytu dobra) staną się bardzo, bardzo źli (na zarząd). Kapitał z klienta wytrzepuje się zaś przy użyciu środków produkcji obsługiwanych przez proli z uwzględnieniem tego iż klientami mogą być inni inwestorzy, którzy chcą mieć lepszy lub rozleglejszy aparat do trzepania kapitału i widzą potencjał właśnie w tym oferowanym. Jednakże połowa wartości dodanej wytwarzana jest przez pierwiastek (sqrt) zaangażowanych, ale redystrybucja w gromadach dąży do spłaszczenia tejże pod hasłem że wszyscy mają takie same żołądki (ale łby to większość ma takie, że szkoda dla nich czapki szyć). Należy więc ciąć od dołu i sprawdzać czy konstrukcja wytrzyma, czy trzeba będzie podsypać prolo-nawozem.

Przyjmijmy sobie do wyliczeń średnią firmę 50 osobową. Zarząd i kierownictwo razem ze skonsolidowanym w jedną osobę prawną inwestorem reprezentowanym tam przez kogoś przytomnego to siedem osób (w uproszczeniu). Wytwarzają oni 50% całej wartości dodanej przedsiębiorstwa i zazwyczaj partycypują w 25% wyniku finansowego. Kolejne siedem osób (kierownictwo działów, średni szczebel zarządzania) wytwarza 25% wartości dodanej partycypując zazwyczaj w 15% wyniku co powoduje, że mają dochody zbliżone do zarządu (pierwsze 10% zjada zarządowi inwestor – i mniej nie zeżre), ale inny zakres odpowiedzialności oraz wpływ na wynik, oraz na bardzo śliskich stołkach siedzą i mają nielimitowany czas pracy, odpowiedzialność – zagryzają się o stanowiska zarówno bez możliwości awansu jak i poszerzenia wpływów. Czyli walczą o utrzymanie pozycji, w wyniku tego (co w wielu scenariuszach testując wywnioskował 10 latek że nie da się sensownie z takiej pozycji wśród równych rozpocząć działań zaczepnych bo kończy się kolektywną kocówą) powstają naturalne status quo granice i koalicje balansujące, zapewniające subordynację siłą każdego rozrabiaki który by do czyjej granicznej domeny wtargnął i chleb odbierał. Kolejne 12,5% wartości dodanej wytwarzają specjaliści, weterani swoich kwalifikacji zawodowych, najczęściej w wieku 50-55 zasiedziałe w swoich działach i oni partycypują już w pozostałych 60% do podziału w ramach 36 osobowej grupy proli różnego sortu. Wyjdzie tego około półtora procenta na prola zostawiając około 5% luzu w budżecie na jakieś zewnętrzne usługi które czasem trzeba dokupić (zawsze kosztują więcej, ale utrzymanie własnego DURu to nie są tanie sprawy). Polecam już w tym momencie przyjrzeć się sytuacji prola, który ma średnią stawkę zaledwie sześciokrotnie niższą niż inwestor, który tę fabrykę zbudował – z obu stron jest to granica bólu, ponieważ inwestor potrzebuje na uzbieranie takiej nadwyżki dla przeciętnie opłacalnego (ROI) interesu około sześciu lat (przyjmując że sumę kapitału rozpoznajemy po zwrotach, a nie po nominale bo może mieć różny charakter materialny), a dokładnie to pięć z dwuletnim suwakiem na poślizg przy siedmioletnim cyklu gospodarczym, co gdzieś już dokładnie i w cyferkach na pierwszym zarobmy.se wyjaśniałem.

Tutaj wyciągnijmy pierwsze uogólnienie jakie jest istotne dla inwestorów (i jest zgodne z obserwowaną rzeczywistością) – wypłacają kasę ze świnki jako ostatni, muszą być najbardziej cierpliwi, gotowi odroczyć wynik, a nadwyżki wynikają im z przejścia środków produkcji (już jako o cykl przestarzałych więc mniej produktywnych) do następnego cyklu koniunkturalnego. Zwracam uwagę, że do tego wyliczenia dochodzimy niezależnie od tego jakie kryteria i jaką metodologię przyjmiemy, wskazywałem kilka różnych podejść do tego zagadnienia i wynik zawsze jest zbieżny. Ciężko jest więc być inwestorem choć zaleta z tego taka że interes może wytrzymać ponad dwa cykle. W przypadku mechanizacji środki produkcji wytrzymują nawet po tuzin cykli, ale spada im produktywność do 60% początkowej, w przypadku automatyzacji trzy cykle eksploatują maszyny do 30% produktywności, gdzieś po drodze są rozwiązania mieszane, które nie wytrzymują pokoleń jak pierwsze zmechanizowane (to nie jest ekonomicznie zasadne) ale nie są też tak skomplikowane jak czysta automatyka, za to wymagają bardziej kwalifikowanego operatora dostarczając bardziej elastyczny zakres rezultatów możliwych do uzyskania. W tym kontekście robotyzacja wytrzymująca półtora cyklu okazała się klapą bo nie zredukowała nam proli ssących 60% wyniku. Co prawda zredukowała ich liczbowo, ale przy takiej dźwigni na kwalifikacje, że ich udział w torcie przekroczył 60% i kierował się w chmury. Robotyzacja okazała się więc bardzo droga i nietrwała w zastosowaniach do jakich ją zapędzono (w każdym razie w większości z nich) i teraz pomni błędów & wypaczeń organizujemy to wszystko inaczej (ci którzy tam zostali to naprawiać oczywiście, bo po stratach jakie wynikły z tej ślepej uliczki trzeba odrobić straty, a to oznacza, że ktoś musi wycisnąć z proli wartości dodane pokrzykując “zabraliście robotom pracę – teraz ją wykonujcie!”).

 

Wynika z tego problem zarządu

Mianowicie taki, że w obecnym ustroju fiskalnym amortyzacja maszyn oraz struktura kapitałowa pozwalająca na skuteczne odliczenie ich kosztów wymaga wehikułu finansowego w postaci leasingodawcy (powszechnie jest to bank, ale nie ma takiego wymogu) który też kilka procent posysa. W rezultacie inwestorzy zabezpieczają w ten sposób majątek przed przejęciem (przez rozrzutnego & chciwego Kapitana), ale wytwarzają ciśnienie na wyniki ponad rozwiązania redystrybucyjne powszechnie akceptowane jako dające się przyjąć, indukując w ten sposób kaskadę zachowań jakich sami przyjąć nie chcą twierdząc że są nieakceptowane, ale takimi się stają. Te zjawiska to kradzieże, fuchy, go-slow i spadek etyki zawodowej (bo ta przecież jest funkcją dochodów). I tutaj tak samo jest z proporcjami – za ujęcie każdego procenta roszczenia są na ponad jeden procent i to z kilku stron na raz. Degeneracja przedsiębiorstwa następuje błyskawicznie i bardzo trudno to utrzymać w ruchu. Ponieważ gospodarka jest społeczną sferą życia to życie społeczne degeneruje się w takich warunkach równolegle prowadząc do destrukcji kapitału i zniszczenia infrastruktury.

 

Problem zarządu spychany jest na kierownictwo

Ale już bez środków na jego rozwiązanie (problemem jest właśnie posysanie środków na wyższe szczeble – wehikuły finansowe jako dodatkowy trójkąt posysania wartości dodanej, całkowicie zbędny bo będący formą obrony przed własnymi prolami zorganizowanymi politycznie przez trybunów). Co oczywiście stanowi już o drugim piętrze gdzie są wydawane polecenia, ale bez zapewniania narzędzi do ich realizacji. Ludzie zaś niedysponujący narzędziami (kapitałem) są ignorowani przez przydzielonych odgórnie (przez decydentów z kapitałem) podwładnych, bo przecież od gołodupców nic nie zależy. Nie ma więc takiego rozwiązania społecznego, w którym “można się umówić” i wyznaczyć jakiś mianowańców bez kapitału aby wydawali polecenia równym sobie gołodupcom. Stosunki społeczne oparte są wszak o zasoby i potencjał ciągnienia tych zasobów w spodziewanej przyszłości.

 

Kaskadowo wycisk dostaje zaś prol

Pozostając w sytuacji bezalternatywnej (właściwie nie ma firm z inną strukturą redystrybucji) może co najwyżej ograniczyć produktywność do czego się posuwa. Kaskada zaś funkcjonuje w ten sposób, iż dupolizy z zarządu obiecują inwestorom że “coś zmienią” i zmieniają kierownictwo średniego szczebla, a jeśli to nie skutkuje to przestają je zmieniać i sami ustalają im podwładnych których zmieniają wedle własnego uznania. Dupolizy z kierownictwa zaś obiecują zarządowi dokładnie to samo i wdrażają prolom stresory. Cały kłopot wynika z braku podaży wartości od dołu (proli), pozostaje więc ssanie jej z góry (od inwestora), który to nie w ciemię bity zabezpiecza swoje interesy na koszt potencjalnych napastników (za mur zapłacą Meksykanie^^). Ponieważ z dołu nie ma już co wyssać zaczęto kombinować co można possać z boku – wprowadzono mechanizację (i zebrano nisko wiszące owoce), automatyzację (jeszcze pociągnęło, ale że wzrosła presja na proli to przestali się rozmnażać z braku zasobów – głównie przestrzeni, bo automatyzacja kosztowała nas przestrzeń mieszkalną – produkcji tego nie zautomatyzowano), a robotyzacja się wykoleiła i teraz na targach kolejnych głupich pomysłów nikt oprócz samych pomysłodawców nie przyjeżdża – biorcy poszli w cofkę technologiczną (podstawowe języki komunikacji robotów to chiński, polski i hiszpański). W rezultacie specjalizacji pięter (finanse/zarząd/kierownictwo/prole) doszło do zaniku dolnego piętra i pojawienia się boków (mechanizacja i automatyka w różnych proporcjach, sugeruję patrzeć na zmechanizowane rozwiązania półautomatyczne jak na coś co jeszcze jest do przyjęcia dla obecnych rozwiązań technologicznych). Zjawisko to nie ma miejsce po raz pierwszy w historii, choć za każdym razem taka konsolidacja środków kapitałowych kończyła się depopulacją i zniszczeniem wartości. Tym razem jednak zasobów jest na tyle dużo, że w czasie kiedy depopulacja (w krajach uprzemysłowionych najwcześniej bardzo zaawansowana) postępuje to powstają nowe, hybrydowe i wyłaniające się z tego nowe-stare rozwiązania organizacji przedsiębiorstw stawiające koncepcją inwestora jako samodzielnego bytu w kategorii zbędnych, a ustrój finansowy (z nadpłynnością sprowadzającą koszt waluty niżej zera, czyli waluty śmieciowej stosowanej wyłącznie jako doraźne płacidło) subordynowany do formy służebnej na warunkach narzucanych przez klienta (a nie przepisy – kto to słyszał takie rzeczy w socjalizmie^^). Ta forma relacji społecznych i gospodarczych wynika z dokręcania śruby na kolejnych piętrach do tego stopnia że standard “jak ci się nie podoba to wyp…” zaczął dotyczyć dużych, instytucjonalnych klientów. Leming dzwoniący (w imieniu swojego Babilonu) do producenta z łaskawą propozycją zakupu produktów (nie samego producenta przecież) po wyjawieniu swoich zamiarów z niedowierzaniem ściera się z informacją “nie robimy z wami interesów”.

Decyzyjność powróciła na stanowiska pracy w dość banalny sposób – kierownictwo dobierane bez narzędzi (środków kapitałowych) jako zignorowane utraciło wpływy, a zarządy nie mają dość mocy korelującej do bezpośredniego zarządzania prolami, które jakoś przestały z ochotą przychodzić do pracy z tego tylko powodu że się nie urodziły. Decyzyjność natychmiastowo wiąże się z władztwem nad środkami produkcji i dowolnością ich zastosowania (jeśli od przypadkiem jeszcze zatrudnianych durniów na stanowiska kierownicze słyszy się pytania o wyjaśnienia co jak i w jakim celu zamierzmy to po prostu zostawia im się żeby zrobili sami tak jak uważają, a uważanie mają konia – można zatrudnić na takie stanowisko kierownicze konia i tyle samo nam pomoże), co prowadzi do możliwości wzbogacenia się (wytwórstwo na potrzeby własne & fuchy) oraz przejęcia samych środków produkcji (“zużywają się”, a uzupełniamy już własnymi z nadwyżek mając tam coraz więcej swoich i coraz mniej firmowych do osiągnięcia poziomu krytycznego). Przyczyna tego jest taka że podział jaki mamy obecnie jest rezultatem nadspecjalizacji, a ten występuje jedynie w ostatniej fazie gospodarki kiedy określenie relacji własności jest przynajmniej skomplikowane (o ile w ogóle można coś nazwać własnością). Jedynym sposobem powrotu do czegoś co mózgi gromadnych akceptują w stanie homeostazy jest przypisanie własności bez ograniczeń przynajmniej do przedmiotów używanych osobiście & powszechnie przez większość populacji. Z tego wynika zaś że płynnie należy łączyć funkcje inwestora i kierownika będącego prolem, a to dlatego że więcej kieruje się maszynami (mechanizacja, automatyzacja) niż ludźmi co sprawia że nie bardzo jest czym zarządzać i mało potrzebni są prole bez kwalifikacji. Wynika nam z tego własność tych maszyn i pozostałych narzędzi, własność faktyczna, a nie umocowana w systemie finansowym, a ten jako służebny nie jest do niczego przydatny “elitom” więc jako służebny powróci do tej klasy społecznej która nam się ponownie wyłania. Warto zwrócić uwagę że banki wywodzą się z tej właśnie powstającej ponownie klasy społecznej i zostały wprzęgnięte w kapitalizmie finansowym na wyższy poziom tylko ze względu na przydatne funkcje sterujące. Wynikło z tego mianowanie dyrektorów oddziałów, ale dość szybko powróci to do regionalnego wyłaniania lokalnego bankiera jako przedsiębiorcy, czego objawy mamy w Niedorzeczu w postaci SKOKów, przetrwały w postaci banków spółdzielczych, a są nawet takie kraje gdzie taka struktura została zachowana z czasów dawniejszych łącząc się jedynie pod szyldem udającym skonsolidowany bank (ale takim nie będąc nawet funkcjonalnie jeśli chodzi o transfer środków pomiędzy kontami). W tym starym-nowym rozwiązaniu o przynależności do klasy społecznej będzie decydować własność – equity. O stosunkach gospodarczych będą więc decydować ekwici. Przez jakiś czas i w imieniu korporacji które łapią ten trend zanim złapią go wszystkie i okno na migracje po drabinie społecznej się zamknie.