Suchą nogą do Potopu – konspekt pogadanek na zjazd kumotrów

Z tego iż jak dotąd udało mi się nie utonąć na zwichrowanym rynku wnioskuję, że kryzysik jest ciągle po prawej stronie wykresu. Ale to są zmartwienia przyszłości (być może nieodległej), a w tym tekście podzielę się częścią przeżyć jak do tego doszło, że jeszcze nie utonąłem.

Każde przedsiębiorstwo kiedyś się zaczyna, jakoś prosperuje i wreszcie zanika. Powoli samo zanika aż uwaga i kapitał zostają przekierowane, żeby na sól do śledzia zarobić (gdyż ma za mały wolumen, a koszty stałe są) ewentualnie znika gwałtownie (dołączając do niekończącej się listy firm-krzak, które wczoraj były, a dziś nikt tam już nie odbiera poczty) gdy inne okazje okażą się rozwojowe lub od razu zyskowne. Oczywiście te okazje nie pojawiają się same z siebie tylko cały czas się je wytwarza macając kapitałem rynek, co by tu robić żeby zarobić. Czasem kto inny coś wymyśli i trzeba w to wejść jako dawca, ponieważ nie zawsze jest najkorzystniejsza pozycja przodownika każdego przedsięwzięcia. Ot na przykład okazuje się że sprzedaż jest łatwa, ale zorganizowanie zaplecza i wykonalności to kopanie się z rynkiem, no a któż lepiej nada się lepiej niż zdrowo przez konie okopany?

Podam taki świeży przykład – młody obiecujący niezdyscyplinowany nie zadbał o to, żeby wysłać do wroga najgorszego (skarbówki) zeznań podatkowych, które do łapy wziął, miał tylko podpisać i wysłać. No nie upilnowałem, pozostaje podpisywać i wysyłać za takich samodzielnie, bo same z tego zgryzoty będą gdy urząd zacznie się baczniej przyglądać. Któż by pomyślał, że takie ciekawostki mogą wyniknąć na styku z kopiącym koniem?

Dyscyplina w prowadzeniu przedsięwzięć jest istotna, jak najwięcej rzeczy musi funkcjonować “bezobsługowo” tak żeby nie poświęcać na to więcej czasu niż minimalnie potrzeba. Oczywiście biurwa chce zeżreć tego czasu jak najwięcej, bo przecież po to się rodzimy aby im wypełniać rubryczki (które świnie uroczyście palą dając sobie premię za wydajność kury w znoszeniu jajek), ale to da się jeszcze jakoś zignorować najwyżej korumpując i doliczając klientowi do rachunku. Dyscyplina dotyczy w szczególności rozliczeń, zapasów kapitałowych i oszczędności (na wypadek jakbyśmy postanowili rage quit zamknąć interes po niedogadaniu się – jeśli nie masz opcji żeby wysłać klienta do diabła nie możesz negocjować). I tak właśnie od ust sobie odejmując przez lata krok po kroku wytworzyłem park maszynowy, środki kapitałowe i wreszcie te oszczędności dające iluzję wyjścia z prymusu. Które to oszczędności jak już dawno się doliczyłem (ze dwa cykle temu) na wypadek fokapu istotne są jak kropla w morzu potrzeb. Gdyż koszty stałe zawsze są rozbuchane i wygaszanie przedsiębiorstwa zawsze kosztuje więcej niż się wydawało (chyba że można gwałtownie się ekspatować i mieć cały interes w poważaniu, a po latach załatwić wszystko zdalnie przez lewników tanio i z nowych zysków w innym miejscu aby posprzątać bałagan pod przyszłe szachrajstwa).

Kilka lat temu interes dający przyzwoite zwroty się rozhulał i tym razem (nie będąc już młodym i przekonanym że winda jeździ wyłącznie w górę) zacząłem na tanim rynku uzupełniać zapasy materiałów eksploatacyjnych do maszyn i sam park maszynowy, żebym jak najdłużej nie musiał korzystać z rynku, który przy fokapie kazałby płacić z góry, a wyrównywał z dołu (i z ociąganiem). Miałem też wielkie plany zorganizowania biznesu w jakim pracuję, ale z czasem okazywało się, że wszyscy dostęp do środków produkcji i tak chcą mi dać aby im te środki produkcji działały, więc nawet nie muszę w nie inwestować. Rynek jest obecnie tak przesycony środkiem produkcji, że w proporcji brakło mu obsługi, a ilość zamówień dokręciła śrubę na marżach, więc planowany interes od tej strony i tak by nie był opłacalny. Tę analizę ogarnąłem dopiero w ciągu ostatniego roku, kiedy właśnie przygotowywałem się do tego zdecydowanego kroku stojąc nad krawędzią. Wcześniej miałem jedynie podejrzenia, że to tak zaczyna wyglądać. Oczywiście wcześniej przekierowywałem nadwyżki na PM, bo przecież jak zostawię sobie gotówkę to wydam, a nawet jak nie wydam to bank centralny jej sfałszuje tyle, że nie wygram castingu na zakup szarego papieru do… Wielu krzyczało o nieruchomościach i jaki to interes, ale ponieważ siedziałem w tym interesie wiele lat i do dziś do końca nie wyszedłem doskonale wiedziałem jakie są rzeczywiste stopy zwrotu do nakładu pracy i nie konkurowało to z moją przeciętną działalnością.

Ze dwie dekady temu połapałem się, że absurdalność obciążeń biurokratycznych daje największą marżę przy ich uniknięciu – sama działalność przedsiębiorstwa jest nisko marżowa. Oczywiście wystarczyło dodać dwa do dwóch aby połapać się, że te absurdy mają loophole i od czasu do czasu nadąża się okazja skubnąć zachęty podatkowe bez ponoszenia konsekwencji (gdyż przez większość czasu granie w kulki na wacie oznacza dość poważne konsekwencje, ale gdy kapitan chce rozruszać rynek to nie ma nic więcej niż tę marżę do zaoferowani i odpuszcza). Polityka gospodarcza ukryta pod okólnikami dla skarbówki to rynek jaki starają się stworzyć dla wybranych i cierpią wtedy gapowiczów, ale gdy już im się rozrusza to ścigają na pokaz. Co nie znaczy że gospodarka wtedy działa i nie bardzo jest w co wychodzić. Pozostaje wtedy przeczekać, a do tego potrzebne są oszczędności.

Ten okres przeczekania gospodarczego sprowadza się wprost do licytacji, kto pierwszy będzie w przymusie by dołożyć do kołowrota. Czy biznes będzie cierpiał na brak zająca przy taśmie, czy zając będzie cierpiał na koszty życia, czy też biurwa będzie musiała zrobić zachęty aby ktokolwiek chciał zające na taśmie zanim te nie puszczą infrastruktury z dymem.

Być może przygotowałem się za dobrze i dlatego wydaje mi się że najweselsze przed nami, ale współpracownicy wiedzą ile nadwyżek w tym czasie przepaliłem na szukanie alternatyw i zorganizowanie struktury społecznej, która w kolejnym rozdaniu będzie właśnie kapitałem. A może nawet już jest, gdyż przedsiębiorstwa owszem istnieją, ale ich zdolność podaży zależy od wykwalifikowanej siły roboczej, która jakoś przestała się namnażać jak w okresie powojennym, a przypadkiem się zestarzała (jak to nie płaci zusu?! jak to umarł?! przecież miał płacić!) i poszła na emerytury lub do spalarni. Oczywiście z radością pozostałem w przymusie przy wolno obracającym się kołowrocie, żeby krwawić kapitałem wolniej, no ale i tak doszło do popychania go oszczędnościami przy cięciu od 2019Q4 wszelkich kosztów stałych w tym rozbuchanej infrastruktury spółek pozwalających na rozliczanie wolumenu płynącego moją rurą. W porę na to wydałem (na grzeczne zamknięcie) i na czas tych kosztów nie miałem gdy ciśnienie w rurach spadło. Naturalnie spadek ciśnienia objaśniono w msm żyrafą, ale jakby tego nie nazwali to szykowaliśmy się na jakieś wydarzenie kulturalne od lat.

Wynik na papierze z tego jest taki, że oszczędności w PM zdrożały papierowo 80%, ale ceny transakcyjne w stosunku do cen zakupu wzrosły o 35%. Tymczasem przechowanie tego w papierze i zakup środków produkcji wymaga obecnie 200% i zakupienie tychże środków gdy były tanie i była nadwyżka okazało się trafne. W nieciekawej sytuacji znaleźli się ci, którzy przeznaczyli dochody na zalewarowanie się i trafili na dołek w przepływach (żyrafa). Zazwyczaj jednak nie zauważamy tych, którzy z rynku wypadli, ponieważ ich miejsce zajęli inni, którzy sobie poradzili. Poradzili sobie najczęściej tak, że po wprowadzeniu stanu wyjątkowego zerwali wszelkie umowy wskazując na siłę wyższą, a odszkodowań nie ma ponieważ nie wprowadzono go formalnie.

Duże przedsiębiorstwa rozbrykały się gdy tylko rynek pracownika z 2019Q2 umarł i zaczęły fikać. Wyślizgałem się wtedy z wielu projektów i przeczekałem – obecnie przymuszeni msm essentiale wypalili się i z tych projektów odeszli pobuntowani, a ja spokojnie czekam na sytuację, w której będę mógł do nich wrócić, no ale jakie państwo proponują nowe warunki, bo nie ja nie muszę, a wy już poumawiani że ktoś to zrobi^^

Nie znaczy to że mamy rynek pracownika czy kontraktora. Po prostu zasób biologiczny z jakiego napędzany był kołowrót wyczerpano (szastając nim nie tylko liczebnie, ale też nie budując edukacji i kwalifikacji pod przyszłe wydarzenia), a że próg wejścia z kwalifikacjami jest obecnie wysoki to sprowadza się to do zawężenia rynku i wyparcia z niego samych zamawiających, którzy nie ogarnęli w porę, iż nie wystarczy na takim rynku mieć projekt “a resztę się zamówi” tylko jeszcze trzeba zorganizować wykonawstwo, aby było gdzie zamawiać dostosowując dokumentację do rezultatów, a nie odwrotnie. Doszło do tego na wielu poziomach rynku i znam firmy, które jeszcze nie wiedzą dlaczego ich zamówienia się wloką choć w rzeczywistości cały ich obieg informacji sprowadza się do tego, że ich biurwa pokrzykuje na biurwę, która wcześniej im dostarczała rezultatu dojąc krowę, ale nie daje informacji zwrotnej że krowa im zdechła. Oczywiście pierwszą reakcją będzie zmiana dostawców, ale… tak jest obecnie w całym sektorze, a pokrzykiwanie “zamówimy za granicą” przy obecnych kosztach (i jakości) transportu sprowadza się do “życzymy powodzenia na nowej ścieżce kariery”. W tym samym czasie nieprzerwanie badam inne możliwości prowadzenia biznesu w innych sektorach aby w przymusie nie pozostawać.

Timeline wydarzeń jest więc następujący:

    • 2014Q2 zamknięcie interesu w krainie spódniczek w kratkę;
    • 2014Q3 reset intelektualny, bootcamp na przywrócenie przytomności;
    • 2014Q4 przygotowanie infrastruktury do powtórnej penetracji absudystanu Północy;
    • 2015Q1 kontrakty pod psem w absurdystanie; przywrócenie układów z przemysłem;
    • 2015Q3 przeskok do r&d na kontrakt; drobne odkupy z przemysłu aby nawiązać właściwe relacje;
    • 2016Q2 przeskok do przemysłu na rozpędzonej koniunkturze;
    • 2016Q3 wypłukanie z oszczędności na rozwinięcie linii;
    • 2017Q1 stabilizacja pierwszego dołka sezonowego;
    • 2017Q3 odmawianie sobie konsumpcji na rzecz załadunku w pm;
    • 2018Q2 koniunktura się rozpędza i zasysamy narybek gotowy do przeszkolenia (rzadka okazja, dawno tego nie grali);
    • 2019Q1 “end is near, repent!” pakujemy w pm aż furczy;
    • 2019Q2-Q4 ostatnie podrygi koniunktury, korpora zamawia szitdżoby gdzie można szybko zarobić zanim absurd się urwie;
    • 2019Q3 załamanie repo, zaczynamy kasować spółki;
    • 2019Q4 konsumpcja, ostatnie wczasy przed huraganem;
    • 2020Q2 coś trafiło w wentylator, podkręcamy ciśnienie bo to ostatnia okazja przed długą smutą i co się teraz urwie na stawkach zostanie na dłużej;
    • 2020Q4 tniemy wszystko, baza dochodów poddana, czekamy końca;
    • 2021Q2 zaczynamy schodzić z kapitału (5%) aby jako tako transformować z księżyca na słońce, bo słońce proporcjonalnie za tanie;

Czekamy na burzę, ale jeśli tylko słoneczko zaświeci natychmiast podkręcamy ciśnienie dbając aby go nie brakło i żeby tani & dobry pracownik przypadkiem nie trafiał do roboty, w czym pracownik dobry ale nie tani ochoczo nam pomaga. No bo przecież przy tej inflacji to wszystko musi kosztować.

Po cichu rozsypuje nam się system transakcyjny, banki nie chcą mieć klientów, nie udzielają kredytów (ze względu na ryzyko), a rzeczywiste stopy procentowe (koszt pożyczek na suku) przekroczyły 60% r/r. Dodruk niczego nie rozwiązał, a mieszkańcom nie chce się pracować przy zamrożonych dochodach i rosnących cenach. To przesunięcie rzeczywistych minimalnych dochodów (pozwalających na przeżycie) doprowadzi do sytuacji, w której lud zwróci się do rządzących, aby przymusili półki do zapełnienia się przystępnymi cenowo produktami. Tyle że żaden rząd nie ma po temu narzędzi. Nie ma takich zaklęć i nie ma niczego wiarygodnego do obiecania oprócz… odstąpienia od rządzenia półkami, cenami i ludem.