Tron i armia by @gruby

Publikuję post @gruby, ponieważ jest bardzo dobry i godny spopularyzowania (jak większość postów @gruby),a mało kto zagląda na forum. Zarzuty jakoby nie było czego wrzucić są naturalnie niepoprawne politycznie^^

 

@gruby o armii

Armia to narzędzie, stan i forma tego narzędzia odpowiada zadaniom stawianym przed armią. Oczywiście pagony robią z tego wielką sztukę ale proces formowania narzędzia przebiega zawsze na zlecenie i rachunek tronu.

Po pierwsze armia jest albo ofensywna albo defensywna albo trochę gdzieś pośrodku. Co do ‘pośrodku’: choć dobrym scyzorykiem da się złożyć myśliwiec nikt tego nie robi. Jakość wymaga specjalizacji, specjalizacja wspiera koncentrację, koncentracja rodzi precyzję, precyzja wymaga kasy. Władca nic z tego nie rozumie, on tylko dostaje rachunek na saperkę dla dywersanta za 200€ od sztuki podczas gdy prawie taka sama saperka dla harcerzy kosztuje 20€. “Prawie” naprawdę potrafi kosztować 180€ od egzemplarza, zapewniam Cię że potrafi również kosztować o wiele, wiele więcej.

Po drugie armia ma zapewnić uderzenie albo reakcję na uderzenie w jakimś czasie od wystąpienia bodźca albo wydania rozkazu ataku i zapewnić zdefiniowane z góry: siłę ognia, utrzymanie siły ognia przez zdefiniowany czas oraz zabicie określonej liczby wrogów zanim armii skończy się jej paliwo, części zamienne, amunicja i miejsce w szpitalach dla rannych. Dlatego w sztabach leżą mapy uderzenia na Berlin, zajęcia Kijowa czy powrotu do macierzy Smoleńska wraz z wrakiem. Tyle że z tych planów wynika również ile by to kosztowało a są to kwoty których nad Wisłą od utraty niepodległości po rozbiorach nie widziano.

Po trzecie armia ma zapewnić określoną mobilność (sobie oraz jej klientom to znaczy bezpiecznikom, biurwie, transportom jeńców, łupów itd) to znaczy być w stanie przenieść starcie na terytorium wroga i utrzymać konflikt z dala od swoich granic.

Wiedząc już co jest od nich wymagane i jaki mają na to budżet pagony z dużymi gwiazdkami zaczynają kombinować jak zmniejszyć koszty celem wbudowania w armię tak dużej liczby bezpieczników jak to tylko możliwe z paragrafu własne dupokrycie. Jeśli do natarcia i zdobycia Berlina potrzebować będą jednej dywizji czołgów to zamówią trzy: jedna pójdzie na szkolenie i na części, drugą zostawią w odwodzie i na parady, trzecią będą prowadzić natarcie.

Dobry dowódca w pułku to ojciec, dobry kapelan w pułku to matka. Jak się obydwoje rodzice uzupełniają to pułk utrzymuje pozycję nawet po poniesieniu 90% strat. Kapelan do dupy wraz z dowódcą do dupy dają w efekcie pułk który porzuca broń i stanowiska już po poniesieniu 30% strat. Dobry dowódca ale do dupy kapelan to pułk osłabiony w połowie, podobnie jak sytuacja odwrotna w której kapelan robi swoją robotę a dowódca dupa.
Mądry władca podbiera prymasowi najlepszych absolwentów z seminariów i ubiera ich w mundury – dobry kapelan jest w stanie wzmocnić siłę bojową pułku dwukrotnie. Dobry pułk z dobrym kapelanem jest tani w porównaniu do kosztów utrzymania dwóch takich sobie pułków. Wręcz śmiesznie tani. A daje z siebie tyle samo co dwa pułki albo i lepiej.

Od strony tronu patrząc: władana kraina produkuje poddanych, żywność, środki transportu, infrastrukturę, maszyny, narzędzia oraz broń w pewnej bardzo skończonej ilości. Bo złoża są skończone, bo wydajność wydobycia jest ograniczona, bo ilość ryli którzy wytrzymają szychtę bez słońca i bez ataku klaustrofobii na kolana nie powala …

Tą skończoną ilością mocy należy sterować: można i trzeba ją wydać na budowę autostrad, miast, hut, elektrowni czy przedszkoli, na traktory i kombajny i tak dalej. Bo to zwiększa dochód poddanych czyli również tronu długoterminowo. Ten zwiększony dochód w przyszłości (więcej jedzenia to więcej dzieci, więcej dzieci to więcej żołnierzy, więcej fabryk to więcej karabinów dla nich) delfin przeznaczy na podboje, chędożenie zagramanicznych księżniczek i posadzenie wnuków na tronach reszty Europy a przynajmniej taka jest nadzieja władcy kiedy na pierworodnego z zamyśleniem znad kielicha z winem przy wieczerzy patrzy.

Można też część poddanych już dziś umundurować i posłać na szaber do sąsiada. Tyle że szaber kosztuje: armia żre, wciąga produkcję, hamuje rozwój, niszczy dzietność i tak dalej.

Polsce brakuje spojrzenia na armię ‘od strony tronu’ już od czterystu lat bo mniej więcej wtedy mieliśmy na tronie ostatniego gospodarza domu wraz z synem i gospodarstwem do ogarnięcia. Nie daj się zwieść “strategicznym punktem widzenia armii” – on nie jest punktem widzenia armii, on jest punktem widzenia właściciela armii. To władca decyduje które ziemie i w jakiej kolejności będą mu potrzebne. To władca decyduje czy spuścić na sąsiada armię ze smyczy, czy może taniej będzie go otruć, a może lepiej mu własną córkę sprzedać ?

Żeby kombinować strategicznie trzeba mieć strategię. Żeby mieć strategię to trzeba mieć dynastię i tron którego trzeba bronić.

Podsumowując: nie dla okupowanego psa kiełbasa. My i owszem, mamy dostarczać mięso armatnie ale o tym na które pole walki to mięso zostanie w czyim interesie wysłane to już nie nasz interes. Od tego są starsi i mądrzejsi.

Przywilej tworzenia i realizowania strategii jest przywilejem krain wolnych, rządzonych przez niezależnych władców kierujących się swoim własnym interesem oraz interesem własnej dynastii. Czyli Korei Północnej, Białorusi, Rosji, Chin, Iranu, …

Strategia oraz zmiany na tronie w pięcioletnim takcie wyborów prezydenckich wzajemnie się wykluczają. Efektem tego od pokoleń albo giniemy na Monte Cassino albo wyjeżdżamy żeby tam gary zmywać. I dopóki sede vacante będzie na polskim tronie trwać dopóty pozostaniemy narzędziami w rękach obcych.