Wywoływanie duchów netto+

Nazasypywaliście się już dołów? Fajnie wyszło? Ceny w sklepach kontentują? Półeczki pełne różnorodności? No to takie są rezultaty schizofrenii powszechnie występującej u populacji. Objawia się ona tym, że oczekują rozwiązań od polityków czy siłowników “niech ktoś coś”, ale jak potrzebują coś zjeść, czy czegoś im brakuje to przychodzą do przedsiębiorcy. Tam się płaszczą, czapkują (tak, czytam naszych trockicstów z ekonpatologii, bo oni tam mają naprawdę dobre pomysły tylko nie wiedzą do czego one są dobre, dzięki nim/ich pomysłom udało mi się urwać tu i ówdzie nieco brzdęku, pilnie studiuję dzieła Marxa aby wiedzieć jak to ten proletaryat wyzyskać – wszak wszystko już wymyślone i opracowane), składają podania i obiecują czego to nie umieją i czego to nie zrobią. Sam kiedyś myślałem że tu chodzi o to żeby umieć zrobić to i tamto, zdobyłem szerokie i specjalistyczne wykształcenie, nazbierałem jakąś górę papieru, po czym dostałem kilka niezwiązanych z tym wszystkim pytań i odesłano mnie do świata duchów bo jakiś stary szaman powiedział, że ja chyba rozumiem “po co” tylko jeszcze tego nie przyjąłem do wiadomości.

Później się okazało, że wszyscy tak to robią. Każdy z przedsiębiorców znał się na większości specjalistycznych procesów w swoim przedsiębiorstwie choć miał do tego specjalistów lepszych w danym zagadnieniu od siebie, ale jakoś był tam bardzo potrzebny, żeby te procesy się spinały. W miarę jak starająca się ich wyssać biurwa podnosiła poprzeczkę i trzeba było spinać coraz więcej procesów trywialnych, całkowicie przedsiębiorstwu zbędnych takich jak sprawozdawczość czy clearing wymiatało im konkurencję i pączkowało specjalistyczny outsourcing, z którego korzystają wyłącznie korpory i niebieskie ptaki. Dla całej reszty jest to po prostu za drogie – korpora ma wolumen, a niebieskie ptactwo margin żeby za to płacić. Zarówno wolumen jak i margin fluktuują więc trzeba jeszcze umieć upadać. Aby jednak te procesy spinać na różnych etapach trzeba znaleźć nieczęstych w populacji ludzi (a im wyżej poprzeczka tym bardziej się w rozkładzie przesuwamy na prawo z marzeniami) i jeszcze im czymś zapłacić. Ze względu na ekspozycję wobec biurwy oczywiście zapłacić im nie można po opodatkowaniu, więc większość z tych ludzi formalnie nie występuje w przedsiębiorstwach, a często nawet po prostu nie figurują nigdzie. Mimo to wszyscy zamieszani wiedzą że to do nich się czapkuje, do nich dzwoni jak braknie maszyn, środków transportu, kwalifikacji, i generalnie w nich trzeba rzucić kopertą żeby korpora mająca sześciotygodniowy leadtime wypluła coś w dwa dni od zamówienia. Duchy. Zawsze tam były, kiedyś tylko nie musiały być tak niewidzialne, bo nikt im nie zabierał składanych po lasach misek z orzechami. A teraz żadnego szacunku dla świętości biurwa nie ma i trzeba nie tylko zamiast miski worek zanieść, żeby z tego miseczka lada jaka została to jeszcze trzeba to zrobić po cichu. Korpora ma na to wolumen, niebieskie ptaki margin, ale oba parametry mają swoje granice.

I jeśli biurwa te granice przekracza to dochodzi do destrukcji kapitału. Nie tego oczywiście, który jedni i drudzy gromadzą, a tego, który biurwa potrafi wysysać czyli ogólną populację. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że korpora w desperacji postanowiła zatrudnić ludzi, którzy młotka trzymać nie potrafią, a o rysunku technicznym dowiedzieli się gdzieś na trzydzieste urodziny. Sytuacja jest ta dla mnie o tyle komfortowa, że korpora żyje w faszyzmie – jest potrzebna władzuchnie naszej umiłowanej i jej biurwie o ile dostarcza. Jak nie dostarcza to fasci jej na d spadają i już żadnych przywilejów nie ma. Za utrzymanie tego przywileju jest w stanie zapłacić z drukarki ile… no stawki za roboczogodzinę w korporach zawsze były od czapki do tego stopnia, że walczono z kominami dzięki czemu urosły wyższe.

Taki kabaret jak się obecnie odjaniepawla to ostatnio grali za komuny. Żeby dyrektor przedsiębiorstwa szedł do kąta za maszyną, gdzie nikogo formalnie nie ma i tam szukał zmiłowania, żeby ktoś przyszedł i coś zrobił bo u nikogo ludzie, którzy coś umieją szukają roboty, a u biurokraty dyktatora jakoś nie szukają, bo nie widzą w tym żadnego sensu. Tak samo nie szukają u polityków etc. Oferta zasypywania wykopanych rowów skontrowana cenkami na półeczkach jakoś im się nie dodaje. Dodaje się wyłącznie tym, którzy nie potrafią nic wyprodukować, ale oni niczego korporze netto nie dodają. A żaden MiŚ i tak ich nie przyjmie, nawet nie mają tam po co chodzić, zresztą MiŚie nikogo nie szukają, bo nie muszą. Widzieliście kiedyś zakładkę “career” na stronie MiŚia? A przecież robią tam ludzie kariery, tylko jakoś MiŚie nie muszą tego oferować. Wiadomo że jak jest MiŚ to tam duch (przedsiębiorczości) mieszka bo by MiŚia nie było. A w korporze jak krasnoludki się nie zalęgną to marny los zasiedlającej ją biurwy.

No i te dobre duszki trzeba jakoś znęcić orzeszkami tak, żeby udające duszki korpoludki nie zeżarły, nie widziały i nie beknęły po konsumpcji raportu “nie ma bo przejściowe trudności”. Ponieważ system rozliczeniowy mamy już tak skretynizowany, że miski nie zawierają orzeszków to pozostało rzucać zaklęcia publicznie. Pamiętacie jak trybuni ludowi głosili wszem i wobec, że potrzebne są innowacje, że przedsiębiorcom narzucą jak to się robi i jak się nie dostosują to najwidoczniej są niepotrzebni? No i przedsiębiorcy posłuchali jak to się te innowacje robi, nie dostosowali się (bo rzeczywistość na suku weryfikuje widzimisię utrzymywania co drugiego mieszkańca za frajer na garbie przedsiębiorcy i czapkujących mu kompostowników) i teraz trybuni mają puste półki, wysokie cenki i braki dostaw. Bo się te no… łańcuszki porwały. Jakby były złote to by się nie porwały, a takie żelazne kajdany to od razu puściliśmy na złom, szczególnie że stal podrożała w półtora roku czterokrotnie.

Przepowiem Wam przyszłość spod mojej foliowej czapeczki. Otóż w perturbacjach naszego wspaniałego socjalizmu, który ma się zamienić w korporacyjny feudalizm, ale brakło mu sił i środków na zrobienie kroku, bo siłownik też je, ale przecież nie koreluje będziemy mieli ustrój, którego w żaden sposób nie odróżnicie od republiki kupieckiej w komuszyźmie z dekoracjami feudalizmu. Bo republiki kupieckie sobie zawsze w feudalizmie bardzo dobrze radziły, ktoś w końcu musiał te wszystkie graty dostarczać, no a przecież nie nasi dzielni siłownicy pały sobie strugają i nie politycy robią te ciepłą (i czystą) wodę w kranie. To wszystko dostarczają dobre duszki i trzeba je trzymać w świętych gajach gdzie profanom wchodzić nie wolno, chyba że z miseczką pod warunkiem że ta miseczka stoi na kancie wypchana orzeszkami. A do tego trzeba przynajmniej gdzieś tam w tym socjofeudaliźmie uprawiać orzeszki.

Bo scenariusz wenezuelski już mamy. Niebawem zacznie się on wylewać na ulice. Otóż jest to taka bajka, w której najpierw korpora dowiaduje się od ducha przedsiębiorczości, że to tam co oni sobie przelewają w bankach to nie są pieniądze, ponieważ nie da się tego użyć do płacenia gdyż trzeba się z tego spowiadać, a do tego przelewy zagraniczne są niebonie. To że to pieniądze nigdy nie były po ceny to jeszcze nam jakoś nie przeszkadzało, choć jęczeliśmy, ale że nawet ich nie udają to towaru nie będzie. I nie ma już znaczenia za ile, bo inflację to można zwalczać jak jest niska, a jak jest wysoka to jest drożej. I niezależnie od tego co tam sobie kto wpisze w cpi ceny są jakie są i wolna wola – można ich nie płacić, a podatki są zwyczajnym narzutem i też nie przymuszamy do płacenia, no gdzieżby – z nami można się dogadać nawet bez podatków. Ale do tego trzeba coś wyjąć z systiema, włożyć do miseczki i przynieść. Póki dało się do tego używać systemu bankowego to jakoś tam to sobie hulało, ale teraz się nie da i co takiego odbiorcy mogą nam do świętego gaju przynieść?

Na początek (co oczywiste) spróbują robić przedsiębiorczość bez przywołania ducha. Jestem już po tym etapie, rok z hakiem trwały modły i zaklęcia, w rezultacie korpora nie jest w stanie rozliczyć się sama ze sobą. Mnie to oczywiście leży – byłem gotowy na taki scenariusz, straszyłem z zakurzonych kątów że ich wykupię, podśmiechujki robiłem że może do mnie podanie o pożyczkę złożą i podobne kpiny. One oczywiście nie były traktowane poważnie. Do momentu, kiedy system rozliczeniowy korpory stanął dęba. I z tego co się orientuję nie tylko im, bo w grudniu rozesłano okólniki, że cały poprzedni rok był jechany z dodruku w 90% i muszą zdjąć kasę z rynku, bo im inflacja wybuchnie w twarz. Wstrzymano rozliczenia międzynarodowe (więc clearing jest obecnie taki sobie), najechano przedsiębiorców jeszcze używających banków, pozostaje jak u Maduro wprowadzić ceny ustawowe i najechać magazyny, ale magazyny są już poza granicami i nie bardzo wiadomo gdzie, ale jak kasa z systemu wypłynie to towar na obszar wpłynie. Zima się niebawem skończy, zadłużenie korpor wobec dostawców leży na 1/4 ich PKB (produkt korpory brutto) kiedy margin mają poniżej 7% (żyletkowy). Nie bardzo mają już co i komu obiecać, ponieważ nie bardzo dostarczają produkty potrzebne komukolwiek, kto cokolwiek przydatnego dostarcza. Pozostaje kopanie i zasypywanie rowów zamknąć. A to wiąże się z protestami.

Nie uprzedzajmy jednak faktów – tak utopione w długach korpory w rozliczeniu są przeceniane do odwrotności rzeczywistych stóp procentowych, a te w zeszłym roku przekroczyły 60% na pożyczkach gotówkowych dla przedsiębiorstw. Na ten przykład właśnie teraz nie ma sreberka w tavexie.

No nie ma, skup jest, butelek na sprzedaż nie ma. Bardzo słabo dzielą się te nieskończone sumy przez 1 i mniejsze stany magazynowe, bo stan magazynowy nie może być większy od stanu w magazynie.

Dalej będziecie zwracali się do polityków żeby “coś z tym zrobili” czy może cena skupu chleba bez ceny sprzedaży otrzeźwi kogoś niebawem? I wtedy lud przyjdzie do przedsiębiorców żeby “coś z tym zrobili?”, a nas już formalnie nie ma, mamy jotpeki, niech się biurwa martwi. Jakież to orzeszki złożycie w ofierze, żeby chlebek w to lato był? Pamiętacie jeszcze do którego świętego gaju zanieść? Którego duszka pomiziać za uszkiem? A co takiego macie, czego nam trzeba?

Czy wykopane rowy zostaną zasypane ciałami?

Rzuciłem takie hasło, żebyśmy może zaczęli rozprowadzać foliowe czapeczki, takie do noszenia na spacerach w trakcie dziennika telewizyjnego. Taki wyraz popierania opcji politycznej – żadnej. Bo tutaj chyba trzeba poprzeć brak rozwiązań i wybrać się z czapkowaniem do przedsiębiorców, żeby coś jednak z tymi półkami zrobili, bo tylko im się udało. Tymczasem idę sprzedać ostatnie półki. I tak nie chce mi się nic na nich kłaść, bo klient nie ma nic czego mi trzeba.